Twój baleron nie musi być nudny

Czy kiedykolwiek miałeś taką sytuację, że pojechałeś na zlot youngtimerów, a tu same balerony? Jak okiem sięgnąć, W124. Po sam horyzont. I wszystkie takie same, ubogo wyposażone sedany po detalingu. Jak tu się wyróżnić? Jeśli kiedykolwiek zmierzyłeś się z tym problemem, jest rozwiązanie. Nazywa się DENAG LORELEI, jak z piosenki kapitana Nemo (też jeździł Mercem). To prawda, dorwać takiego może być dziś trudno, ale od czego jest szpachla, pianka i przypadkowe elementy karoseryjne?

Firma Deutsche Nisso Automobile (DEN A.G.) oferowała dwa modele: Lorelei i Ambassadora. Ambassador bazował na W126, ale był przerobiony tak, żeby przypominać coś między Jaguarem XJ a jakąś Mitsuoką. Warto zwrócić uwagę, że był to Mercedes w okularach, zanim jeszcze okulary na Mercedesach były modne. Oczywiście nie wynika to z geniuszu firmy D.N., ale z tego, że próbowali kopiować Jaguary. Niesamowite jest to, że na okazję tej przeróbki uturbiono 5,6-litrowe V8 z W126. I jeszcze napisali, że ma 500 konia. PIŃCET KONIA!

Jednak W126 wygląda dość spójnie. Bez sensu, ale spójnie. Z W124 jest jakby nieco gorzej. Przypomina błękitny egzemplarz, który opisywałem kiedyś w czasopiśmie „Obciach Tuner”.

To znaczy nie ma co narzekać, bo pracy poszło tu naprawdę dużo, a poza tym był jakiś zamysł artystyczny dla przodu i tyłu, który został myślę zrealizowany. Połączenie stylu Mitsuoki z Excaliburem wymagało sporo odwagi i narysowania przetłoczeń, które dziś są szczytem mody w nowych samochodach.

W internetach piszą, że DEN A.G. był firmą japońską. To nie do końca tak. DEN A.G. był oddziałem firmy Lotec, którą możecie znać z budowanych w małych seriach supersamochodów. Zdaje się, że na historyjkach z gumy Turbo był kiedyś jakiś Lotec, ale może było to gdzieś indziej – w każdym razie pamiętam, że któryś z produktów Kurta Lotterschmida, chyba C1000, miał podobno pojechać 400 km/h. Samochody Lotec to mniej więcej ta półka co Isdera – przedziwne, niemieckie supersamochody z lat 80., może bez polotu, ale za to z bardzo mocnymi silnikami.

Jednak w początku lat 80. Lotterschmid złapał kontakt z Japończykami, a dokładniej z jakimiś przedstawicielami tokijskiego banku, którzy zainteresowali się, żeby zrobić super-ultra-mega-luksusową limuzynę właśnie na Japonię, takie auto, którego nie ma nikt. Dogadali się z Lotterschmidem, który miał niezłą renomę, bo na co dzień zajmował się właśnie remontami i ulepszeniami Mercedesów. Japończycy mieli hajs, Kurt miał doświadczenie, i proszę.

No i ich pierwszy wspólny projekt wyszedł całkiem nieźle.

Ambassador był naprawdę niezły. Lotterschmid się postarał. Zrobił od nowa cały front, tył, boki i wnętrze, a silnik faktycznie uturbił. Japończycy byli zadowoleni, udało się upchać kilkanaście egzemplarzy. Wprawdzie przeoczyli, że Kurt do tego superluksusowego wozu wsadził lampy od Citroena GS, ale dobra nie czepiajmy się. 

Na tym można byłoby zakończyć, ale niestety Kurt w 1991 r. z błogosławieństwem Japończyków próbował powtórzyć ten sukces, tym razem na bazie W124. Tu już tak dobrze nie poszło. Kurt miał gorszy okres, ta stylizacja która zagrała na W126, nie chciała grać na W124. Nie było już V8, a R6 to nie to samo. Lampy od Garbusa też nie kojarzyły się jakoś szczególnie z luksusem. Problemem wizualnym dla odbiorców okazały się zbyt mocno schowane koła. Luksusowa fura musi mieć koła na wierzchu, szeroko, jak bicepsy. No i nie pyknęło, Lorelei już nie zakąsiło, zrobiono prawdopodobnie 4 sztuki i projekt zasypano, Japończycy powiedzieli „domo arigato, sayonara” i to tyle jeśli chodzi o luksusowe limuzyny od Kurta Lotterschmida.

To jest pierwszy – ciemnoszary, dzielone lampy z tyłu

To jest drugi – ciemnoszary, ze srebrnym progiem, jednolite lampy z tyłu

 

To jest trzeci, ten z folderu na początku (ale chronologicznie chyba drugi):

To jest czwarty i zapewne ostatni. Srebrny i ten poniżej pojechały do Japonii.

Los ciemnoszarego z dzielonymi lampami (zapewne pierwszego zmontowanego) nie jest znany. Drugi ciemnoszary z jednolitą lampą był widziany w Europie.

Moim zdaniem jest to samochód, który zasługuje na replikę.

  1. Front modelu Ambassador z drugiego zdjęcia przypomina Bentley’a Arrange po lifcie.

  2. E, ten Ambassador był nawet w miarę, a jeżeli miał pińcet kunia, to i pewnie odpychał się dość zdrowo. Lorelei natomiast… no cóż, jakość artystyczna na poziomie piosenki pod tym samym tytułem (przepraszam Cię, Krulik, ale fakty som fakty i co zrobisz jak nic nie zrobisz).

  3. Zlomnik4life

    Istne motoryzacyjne Hentai.
    Jezdzilbym tym na złoty klasyków i wmawialbym, że to specjalny pakiet od Brabusa.

  4. Marek Jarosz

    Przód zielonego Ambasadora, i trochę kształt kabiny, zalatuje mi jakąś wariacją na temat Bentleya.

  5. Ten Kapitan Nemo to mi do dzisiaj sterczy jak wyrzut sumienia.
    A powiedzial, ze odpisze.

  6. benny_pl

    cos strasznego 😉
    ale jest i dobra wiadomosc z dzisiejszego artykulu – Zlomnik zyje 🙂

  7. kasztan

    Dziękuję.
    Znów stary, dobry Z.Łomnik.
    Brakowało, po klickbaitach na AB.

    Pozdrawiam,
    kasztan

  8. Ambassador – jakąś linię trzyma i można się na niego popatrzyć bez łapania gałek ocznych uszami.
    A Lorelei…. w pierwszej chwili myślałem, że to ślubowóz przygotowany w chlewniach PGR-u „Kąkol” Dziadowo Dolne. Dodatkowo dobrze wykorzystywał chłodnicę od Star-a i beczki po olejach… Tylko czemu ich nie umył przed robieniem zacieru?

  9. „Moim zdaniem jest to samochód, który zasługuje na replikę.”
    Obawiam się, że te słowa natchną jakiegoś mistrza diaksa – alchemika szpachli i żywicy do stworzenia repliki. Jakiś bidny baleron zamiast dokonać żywota na taryfie będzie później straszył na olx jako projekt do skończenia.

  10. Wygląda jakby go coś mocno pieprzło z góry i się wygł.

  11. Lotec bywał na takich karteczkach wielkości zdjęć fotograficznych (mieściły się w albumach). To były takie zestawy składające się z okładki, 3 – 4 karteczek w połysku (tzw. „ślizgie” ;p) i reszta na matowym papierze. Wymieniało się nimi między kolegami/koleżankami. Mam zeszyt z powycinanymi autami z gazet i karteczek z tamtych czasów 😉

    A co do Lorelei: Bruh sound effect #2

  12. Ten samochód zasługuje nie tylko na replikę, ale i na ripostę!

  13. Ależ to jest bezkompromisowo, bezlitośnie brzydkie 😀 Wygląda jak coś, co powstało po słowach „Ja nie zrobię brzydszego auta? Potrzymaj mi piwo!”

  14. Lorereia biere, pod warunkiem, że 200 D. Lampy tylne Karmannem trącą.

  15. Lorelei wygląda jak te plastikowe zabawki , które ktoś przypadkiem zostawił za blisko piecyka

  16. Qczu

    Co tam się dzieje na tych ciemnoszarych drzwiach… Matkoboskomercedesosko!

  17. damian

    Jest tak brzydki, że aż dziwne że się w Japonii nie przyjął.

Leave A Comment?