Petersen Auto Museum w Los Angeles ma genialną sekcję japońską

Mój ulubiony skit z życia wyższych sfer to ten, kiedy pani Louwman z Amsterdamu pyta pana Petersena z Los Angeles „no jak tam ten twój skład replik?”, nawiązując do tego że w kolekcji Louwmanów stoi oryginalna przedwojenna Toyota AA, a u Roberta Petersena – replika. Śmiechom i żartom nie ma końca. Niestety żart jest nie do powtórzenia, ponieważ Robert Petersen już zmarł. Ale muzeum istnieje dalej. Wybieramy się tam dziś popoznawać samochody z Rafałem W., autorem zdjęć. Dziś tylko japońszczyzna, jak nie lubisz japońskiego szmelcu to prosimy o przerwanie połączenia. Niektóre z samochodów wypożyczono na okazję tej wystawy z archiwum muzealnego Toyoty.

To nie Renault 4CV. To Hino. Japończycy też zaczynali od licencji aut europejskich. Model PA wytwarzano do 1961 r.

Samochód marki DAT z 1937 r. Marka DAT, wytwarzająca auta pod nazwą Datson i Datsun jako pierwsza produkowała samochody taśmowo na ziemi japońskiej, urządzając fabrykę na wzór Forda.

Czas na coś wspaniałego. Kei car „Flying Feather”.

To jest maska silnika. Silnik ma 200 ccm i jest dwusuwem. Rozpędzał to monstrum do 55 km/h.

Auta były składane w 1954 r. w fabryce Suminoe należącej do Datsuna. Zbudowano 200 sztuk tego superlekkiego pojazdu. Motocyklowe koła uzasadniają miano „cyclecara”.

Skuter FUJI CABIN inspirowany mikrosamochodami niemieckimi.

Projektował go ten sam projektant, który narysował Flying Feathera. Fuji Cabin miał jeden problem: beznadziejne, mało sztywne nadwozie, które wyginało się i falowało z byle powodu, potrafiło też pęknąć. Klienci nie byli zadowoleni. Powstało 85 sztuk.

Czas na coś poważniejszego. Oto pierwszy Nissan Silvia.

I co, Japończycy nie umieli projektować? Moim zdaniem umieli, a jak nie umieli to wynajmowali sobie Włochów, jak każdy normalny człowiek w takiej sytuacji.

Inspiracją dla Silvii z 1965 r. była Lancia Fulvia. Samochód robiono ręcznie, powstało 665 sztuk.

Pierwsze osobowe Mitsubishi typu kei-car wyglądało jak zderzenie Mikrusa z Syreną. Śmieszne? Jeszcze śmieszniejsze jest to, że opracowano je w tunelu aerodynamicznym, przez co miało dynamikę Syreny a spalanie Mikrusa.

A tu pierwsza Mazda kei-car (4-kołowa). Czyli R360. Taka stoi też w europejskim muzeum Mazdy w Augsburgu, które Wam bardzo polecam.

To cacko to Suzulight z 1955 r. Też ma 360 ccm pojemności, ale z przodu, a nie z tyłu jak Mazda czy Mitsubishi.

Piękne! To SUV!

Szuflada. Nie lubię. Następny!

Mazda Cosmo z krótkim rozstawem osi to wóz, o który zabijają się kolekcjonerzy.

Ale i tak nie aż tak, jak o DRUGIE (po Nissanie „Hako” Skyline KGC110) najbardziej kultowe auto japońskie czyli Toyotę 2000GT.

Wspomniana replika przedwojennej Toyody AA. Wykonana z dużą dbałością o detale, ale jednak replika.

Replika, replika, blebleblebleleble!

Nie no fajna jest.

Auto było wzorowane na samochodach angielskich.

Jest też coś szalonego. Cressida przerobiona w stylu BOSOZOKU.

W tym stylu chodzi o to, żeby autem nie dawało się jeździć i wyglądało jak upośledzone.

Cuś czarnego ale jakby lekko fioletowego (Celica RA).

Nie ścigałbym się Mazdą z wanklem, przecież to by się zaraz zepsuło

Mam mieszane uczucia. To super-rzadki Nissan Skyline „Kenmeri” KPGC110 wykonany w kilkudziesięciu sztukach, ale… po tuningu.

No jestem trochę oburzony.

Nie mogliście stuningować jakiejś Almery jedynki?

I to już wszystko z ekspozycji japońskiej w Petersen Auto Museum. Mam przygotowane 3 miksy ciekawych wozów, ale no nie wszystko naraz.

 

 

 

  1. Jakiegoś uczciwego Volkswagena tam nie ma?
    (hyhyhy)

  2. Same cuda. Ta Silvia mogłaby ówcześnie służyć jako samochód Bonda, tak dobrze wygląda (rym).

  3. Ciekawe auta i istotne dla historii japońskiej motoryzacji.
    Nie oburza mnie jakoś tuning Skyline’a bo choć te koła nie wyglądają może najlepiej, to jest to zgodne trendami modyfikacji z epoki tego samochodu.

    Flying Feather ma natomiast sinik z tyłu, a nie z przodu jak sugeruje opis pod zdjęciem.
    Chyba, że akurat ten egzemplarz tak był przerobiony. Wg. internetowych źródeł poza pierwszym prototypem, który miał 200ccm, montowano silniki V2 360ccm 12,5 hp. Samochód miał niezależne zawieszenie, ale nie odniósł sukcesu, bo był zbyt drogi jak na mikrosamochód.

    Linki :
    historia konstrukcji: https://www.autopuzzles.com/cfeature34.htm
    Zdjęcia, w tym komory silnika: http://zhome.com/History/FlyingFeather.htm

  4. Ej ta Cressida ma kierę po naszej – z tego co pamiętam chyba na Okinawie długo był ruch prawostronny.

  5. Ignorant

    Pozostałe kilkadziesiąt egzemplarzy Kenmeri znajduje się w muzeach motoryzacji, kolekcjach sułtanów i zbiorach szejków na całym świecie. Rokujących Almer jedynek, z progami i podłogą, nie ma nawet dwudziestu. Ergo, większy rarytas.

  6. Silvia piękna, w podobnym stylu utrzymany jest Jensen Interceptor (też zaprojektowany przez Włochów).

  7. Wariator Wentylatora

    Lejesz olej na moje tłoki Brachu!
    Dawkuj, dozuj, delektuj.
    Nie za dużo bo mi ten lubrykant odmą tryśnie.
    Pragnę „Flying Feathera”…
    Tak wiem jestem chory, ale mam atak i co mi zrobicie!

  8. https://ted7.smugmug.com/Cars/Professional-Party-Photoshooti/Petersen-Museum/n-VpDPSh/JDM-Exhibit/Suzulight/
    Suzulight. No haczbak jak haczbak… Silniczek w poprzek, przedni napęd, bagażnik całkiem spoko, klapa bagażnika spora, składana kanapa. No czym się tu podniecać?
    A nie, czekaj… to 1955

    A w tym Flying Feather świetnie poradzili sobie z bocznymi wiatrami, które w lekkich samochodach mogą się dawać we znaki. Przewiewny taki jest. A ten silnik to on ma z tyłu jednak.

  9. Kei car „Flying Feather”
    —–

    60 lat temu już wiedzieli, że duże felgi to podstawa. Szanuję!

Leave A Comment?