Polska to mała Kuba, czyli zajawka z archiwum zdjęciowego Grzegorza

Być może kojarzycie taki fanpage jak Tracker Art, czyli pracownię artystyczno-modelarską Grzegorza Wieczorka. Grzegorz przerabia i buduje modele samochodów na zamówienie, co wychodzi mu znakomicie. Jest pod tym względem najlepszy w Polsce. Tak po prostu jest, możecie mi wierzyć na słowo (niektórzy twierdzą, że na świecie).

Mało kto jednak wie, że Grzegorz był wcześniej reporterem i fotografem, jeżdżącym po drogach Mazowsza i uwieczniającym dziesiątki ciekawych sytuacji i samochodów. Fragmenty swojego archiwum zdjęciowego wrzuca ostatnio na mało popularną grupę „Pasjonaci polskich czarnych tablic rejestracyjnych”. Jeśli macie mniej więcej tyle lat co ja, to możecie kojarzyć żółte Renault 15, które kręciło się wiele lat po Warszawie – jeździł nim właśnie Grzegorz (nawet ja mam gdzieś w archiwum zdjęcie tej 15-tki).

Jednak w tej rodzinie miłość do dziwnych samochodów była silna i trwała od lat. Ojciec Grzegorza, blacharz, pozyskał kiedyś samochód Ford Consul, rocznik mniej więcej 1955. W owych czasach jakikolwiek samochód to było COŚ, więc nikt za bardzo nie narzekał. Chyba że przyszło do zakupu jakichś części – oczywiście do Zephyra nie dawało się kupić nic. Auto zostało kupione w okolicach Warszawy w roku 1980, tuż przed stanem wojennym i miało jeden drobny problem. Pękł w nim blok silnika, bo był zalany wodą. Przyszły mrozy i… no cóż.

W tym momencie nie było innego wyjścia, niż wjechać z przeróbkami w stylu kubańskim, czyli z Zephyra zrobić 125p. Silnik i wiązka elektryczna były koniecznością, ale ojciec Grzegorza nie poprzestał na tym i stwierdził, że wóz wizualnie mu się nie podoba. Na dzień dobry zmienił lampy tylne na takie ze 125p. Wyszło całkiem fajnie i zachęciło do dalszych modyfikacji.

Dalsze modyfikacje nie były wcale sprawą prostą, bo zdobycie stosownej blachy 1,5 mm w czasach głębokiego PRL-u było bardzo trudne. Blachę przejmowały w pierwszej kolejności zakłady remontujące ciężarówki i autobusy, a z powodu gospodarki centralnie planowanej nie można było zrobić większego nadziału, ponieważ najpierw powstawał plan ile ciężarówek i autobusów wyremontuje się na dany rok, a potem produkowano tyle blachy ile będzie potrzebnej do tego celu. GENIALNE

Tu przed lakierowaniem całości – prace trwają. Zwracam uwagę na opony błotno-śniegowe z przodu.

Auto poskładane, ale poczekajcie na przód. Tam się dopiero dzieje. Ojciec Grzegorza zdobył jakimś sposobem blachę i postanowił przerobić przód swojego Forda na front od 125p, ale w pionie. Serio. Zobaczcie:

Istna wspaniałość! Wygląda jak z fabryki. Trochę przypomina amerykańską wersję Mercedesa W115 albo jakiś jeszcze większy wóz amerykański, był chyba Lincoln z takim ustawieniem świateł. Plymouth też. I Pontiac, albo Cadillac.

W każdym razie robota zrobiona doskonale, i to pamiętajcie że mówimy o 1980 r., kiedy nie można było sobie po prostu znaleźć obrazka w internecie. Tym większy respekt. 

Tu widać, że blacha, którą pozyskał tata Grzegorza, była naprawdę solidna. Auto ponoć jeszcze dobrze służyło przez kilka lat, zdecydowanie wyróżniając się wśród Maluchów i Syren, które dominowały w okolicach Warszawy w tamtym czasie. Piękna konstrukcja i piękne świadectwo tamtych czasów, kiedy w Polsce ludzie ratowali stare wozy wszelkiego typu, bo nie za bardzo było coś innego. Szkoda, że Consul nie zachował się do dziś.

 

Tagged: Tagi:
  1. Jak chcemy więcej takich kubańskich świadectw w naszej rzeczywistości to polecam wejść na olx w dział rolnictwo, kliknąć na ciągniki i ustawić od najtańszych…. Co się tam wyrabia…

  2. Z tą wiązką silnika w samochodzie z tamtych lat to określenie mocno na wyrost. wyjęcie silnika wraz osprzętem wymagało odpięcia dosłownie kilku przewodów.
    Zmiana silnika na inny benzynowy nie stanowiła problemu bo przyłącza były te same i ewentualna przeróbka ograniczała się do skrócenia lub przedłużenia danego przewodu oraz zamontowania regulatora prądnicy stosownego do nowej wersji prądnicy/alternatora.

  3. Wincyj takich historii, właśnie o to chodzi w grach.

  4. Lordessex

    Z takimi pionowymi lampami z przodu był jeszcze AMC Ambassador z 1966 i Mercedes W108/109 wersja US.

  5. KIEROWCA

    I to właśnie było super w tamtych latach – jak ktoś miał wiedzę, dostęp do materiałów a przede wszystkim chęci to mógł sobie wyrzeźbić i zarejestrować praktycznie dowolny patent z przebudowaniem przodu, zmianą silnika, ilości drzwi czy linii dachu włącznie.
    Teraz niby wszystko jest pod ręką, narzędzia, materiały – Brico, Obi, Castorama tylko co z tego kiedy wszystko obwarowane milionem przepisów, zakazów i homologacji. Gliniarz służbista może się przyczepić nawet do tuningowych lusterek M3 czy nieseryjnej kierownicy a co dopiero diagnosta. Pewnie, że każdy przepis da się obejść ale nie każdy jest urodzonym kombinatorem z zwykły uczciwy człowiek, który chciałby sam coś skonstruować i zarejestrować legalnie ciągle ma pod górę.
    Takich czasów dożyliśmy.

Comments are closed.