60 lat temu przejechali gratem przez Afrykę. Wtedy to był wyczyn

W 1959 r. trzech młodych typków z Wielkiej Brytanii kupiło ciężarówkę za 160 funtów, służącą wcześniej w obsłudze jakiegoś lotniska. Był to Bedford typu QLR z popularną w wojsku zabudową „sygnałową”, czyli z radiowęzłem zamontowanym za szoferką. Taki samochód dawało się łatwo przerobić na auto mieszkalne, czego młodzi ludzie samodzielnie się podjęli.

Udało im się też znaleźć sponsora, który zapłacił za całą wyprawę – była to firma Mobil, która skorzystała na tej wyprawie na swój sposób, ponieważ potrzebowano załogi, która przebada drogi w pewnych częściach Afryki i pozwoli firmie Mobil ocenić, ile kosztowałoby zbudowanie dróg prowadzących do potencjalnych złóż ropy. Stąd też, jak napisano w opisie filmu, cała wyprawa kosztowała ich mniej, niż jakby siedzieli w domu.

Wjazd do Afryki przez Gibraltar.

Bedford QLR miał 6-cylindrowy, benzynowy silnik o pojemności 3,5 litra (oczywiście w rzędzie) i mocy 72 KM. Potwór to to nie był, ale te 60 km/h można było nim jechać. Do zalet należało bardzo małe wysilenie, przez co można było lać jakiekolwiek paliwa – stopień sprężania był bardzo mały. Niestety, silnik był też mało sprawny, więc się grzał. Pięciokrotnie w trakcie wyprawy ściągano głowicę do różnych napraw. Co ciekawe, był to silnik z zaworami w głowicy.

Trwa naprawa.

Afryka była w 1959 r. niesamowicie pusta. Można było jechać setkami kilometrów i nie spotkać ludzi. Przejawy cywilizacji były rzadkie, podobnie jak dobre drogi. Miasta, jeśli już istniały, wyglądały raczej po europejsku. Algier, Oran, miasta w Kongo czy na południu Afryki przypominały te z europejskiej strony Morza Śródziemnego.

Algier. Rządzą oczywiście auta francuskie.

Największym wyzwaniem wydawało się przejechanie przez pustynię. Postanowiono nie objeżdżać jej ani wschodem przez Egipt ani zachodem przez Saharę Zachodnią, tylko normalnie ciąć środkiem, tak jakby to była jakaś bułka z masłem. Zdjęcia z Sahary są nieco przerażające. Najbardziej przeraża mnie, jak oni trzymali się tam drogi.

Maroko. Jeszcze na asfalcie.

Bedford regularnie się zakopywał.

Czasem trafiał się kawałek lepszej drogi, ale raczej w północnej części Sahary.

A czasem trafiały się motorowery. To chyba Motobecane.

Niektóre pojazdy nie dały rady przejechać przez pustynię. Tu mamy zwłoki Dodge’a, który wiózł amunicję do fortu wojskowego, ale stanął w płomieniach. Żołnierze uciekli, a amunicja zaczęła strzelać we wszystkie strony.

Tu natomiast… kto to może wiedzieć.

Na wielu zdjęciach pokazu slajdów widać też inne samochody, które jechały przez pustynię razem z kolesiami z Wielkiej Brytanii. Niektórzy podjęli ten trud w najzupełniej zwykłych, nieprzygotowanych autach.

Widać też wielu „overlanderów” i podróżników. Już wtedy podróżowanie po Afryce było modne. Zwłaszcza, że nie było zbyt niebezpieczne. Ludy lokalne były przyzwyczajone do białych ludzi, nie było aż takiej wrogości, nie było wojen…

Nieznany pojazd towarzyszący naszym podróżnikom w drodze do Niamey w Nigrze.

Jedna z oaz okazała się być miejscem spotkań podróżników. Tu widać, jakimi autami pokonywano Saharę w tamtych czasach. Z prawej chyba Renault Colorale?

Ale te wszystkie ciężarówki to pójście na łatwiznę. Ci Holendrzy dojechali do Nigerii Goggomobilem. Tak to można.

Saharyjskie drogi wyrównywane były w ten sposób.

Taka tam laweta gdzieś w Nigrze.

Wjazd do Kongo Belgijskiego wyglądał jak powrót do normalnego świata. Znów trochę dobrych wozów. Ten biało-pomarańczowy to jakiś kosmos.

Niestety, drogi w belgijskim Kongo okazały się straszne. Błoto po deszczu było śliższe od lodu. Ślissiejsze. Śliskniejsze.

Bardziej śliskie.

Ostatnie zdjęcia pochodzą z Mombassy, którędy podróżnicy wracali zahaczywszy o Rodezję (dziś Zimbabwe).

60 lat temu Afryka wyglądała jak atrakcyjne miejsce do mieszkania. Owszem, słaba infrastruktura, ale wszystko się jakoś rozwijało, budowano miasta, drogi, kanalizację – oczywiście wszystkim zarządzali biali koloniści. Jeden z uczestników wyprawy mieszkał wcześniej i w Rodezji, i w Kenii. Kiedy czytamy np. książki o Sherlocku Holmesie, pojawia się tam wielu bohaterów, którzy mieszkali w Afryce, bo tam było przyjemnie i spokojnie. Perkusista Cream, Ginger Baker, z własnej woli mieszkał w Nigerii, a potem w RPA.

Rok 1959 był ostatnim, kiedy w Afryce panował względny spokój. W 1960 zaczęła się afrykańska wiosna ludów, która w ostatecznym rozrachunku stoczyła ten kontynent w chaos i wieloletnie wojny wszystkich ze wszystkimi, a dyktatorów europejskich zastąpili krwawi watażkowie lokalni.

Panowie zdążyli więc w ostatniej chwili. My już nigdy nie pojedziemy na taką wycieczkę.

  1. Nawet nic nie powiem, bo za to, co bym chciał zwerbalizować, Policja Poprawności Politycznej (PPP) stuka bagietą do drzwi fejsa.

  2. Ale nie jesteśmy na fejsie. Jesteś u mnie na stronie.

  3. „Panowie zdążyli więc w ostatniej chwili. My już nigdy nie pojedziemy na taką wycieczkę.”

    My może nie. Nie chce nam się tułać jak Cyganie i oglądać obrazki których miliony są na kliknięcie.
    Ale co i rusz dowiadujemy się…a to Pandą wokoło Afryki, a to quadem, a to J12 dopiero wrócili, a to Jeepem i pozostawili go w Kapsztadzie….nie wspominając starszych Niemców czy Holendrów regularnie ćwiczących te bezdroża.

    Dziś to nic apokaliptycznego przy obecnej dostępności techniki. Wojny niestety wykluczają niektóre regiony, ale dla „zdobywców” jest jeszcze masę piachu do kopania. Póki chińczycy jeszcze całej Afryki asfaltem nie zaleli.

  4. Pierr Dolnick

    Ta rama bez kół z czarnymi błotnikami jeszcze dobra, mało tam deszczu i na dodatek wypiaskowana podczas każdej burzy piaskowej.

  5. Pełne zaskoczenie, szok, nie sadziłem, że tak mogła wygladać Afryka w tamtych czasach

  6. Dokładnie jak wyżej.
    Wiele brytyjskich, francuskich czy holenderskich rodzin mieszkało w koloniach – tam robili kariery (choćby jako urzędnicy), na świat przychodziły kolejne pokolenia – wiele znanych osób z tych krajów urodziło się gdzieś tam…
    W sieci wyguglać można zdjęcia np. miast północnej Afryki, które wyglądały jak miasta francuskie (te na południu Afryki z kolei jak miasta brytyjskie). Albo zdjęcia Teheranu sprzed rewolucji ajatollachów (aczkolwiek po Iranie da się nadal bezpiecznie podróżować, choć swobody takiej jak kiedyś nie ma).

  7. Ależ jaka dobra jest jakość tych slajdów. Bardzo fajny materiał. Tylko morał taki przygnębiający.

  8. Arkady Fiedler przejechał maluchem i Leafem przez Afryke

  9. tylkospoko

    Alger na obrazku bardzo europejski. Dziś, poza wypacykowanym centrum, to dosyć ogromne miasto wygląda jak Paryż stylizowany na „Ucieczkę z Nowego Jorku”. W bazylice Notre Dame d’Afrique, to jedyne miejsce między Marokiem i Tunezją, gdzie są ulotki po polsku:-) Gratem-taksówką-Pugiem, można skoczyć na Saharę za kilkanaście dolców. Jedyny mankament, to że gwarancja powrotu jest mocno ograniczona.

  10. Co do wypraw do Afryki- w Polsce jest człowiek który jakiś czas temu pojechał na afrykański rajd amatorski Peugeotem 505. W wersji Dangel.

  11. Zbyt wielu zarabia zbyt wiele na niestabilnej i pogrążonej w permanentnym rozpiździelu Afryce, by cokolwiek miało się tam zmienić. Można stamtąd ciągnąć surowców i innych bogactw ile wlezie, można deponować tam gigatony śmieci, niemal wszystko można, a niewiele trzeba. Z tego powodu nie koję swego robaczywego sumienia datkami charytatywnymi na działające w Afryce organizacje niosące pomoc. Uważam to za stracony wysiłek i o ile nikomu nie odradzam, o tyle sam nie dokładam do tego ani obola.
    Może jak Chińczycy wykupią co będą chcieli, to zaprowadzą jakiś ład i może wtedy poprawi się los nieszczęśników, którzy mieli pecha urodzić się akurat tam. Przy czym to po prostu kolejna odmiana kolonizacji, tyle że w wykonaniu żółtego, nie białego człowieka.

  12. Laweta gdzieś w Nigrze….:ktoś wie co to za marka? Berliet?

  13. Krzysiek

    Wskazówka na podobaniomierzu i zazdrościomierzu wyleciała poza skalę. Benzynowy silnik w ciężarówce i 3,5 litra generujące 72 KM powoduje, że nie zasnę z wrażenia

  14. Lancia ECV

    admin@ zerknij na mój komentarz z poprzedniego wpisu, chodzi o Alfę Spider

  15. Nie chcę wyjść na rasistę, ale dali czarnym wolność do stanowienia i wszystko się rozleciało w pizdu… Do póki do 1960 istniały kolonie to istniała cywilizacja i porządek. A teraz…

  16. >>> Benzynowy silnik w ciężarówce i 3,5 litra generujące 72 KM powoduje, że nie zasnę z wrażenia

    Polska motoryzacja była wtedy na podobnym poziomie zaawansowania: Star 25 z roku 1956 posiadał silnik S470 o pojemności 4,2 litra generujący 95 KM. Tyle, że Bedford był już samochodem z długą historią, a Star 25 to prototyp zastepujący Stara 20…

  17. Jasieniek

    Ale sztosik… Można się tak rozkosznie rozmarzyć pijąc rano kawę w biurze. Lubię się rozmnażać. Rozmrażać. Rozmarzać.

  18. Ale sztosik… Można się tak rozkosznie rozmarzyć przy porannej kawie w biurze.
    Lubię się rozmnażać. Rozmrażać. Rozmarzać.

  19. Jeśli kogoś interesuje jak jest dzisiaj to na kanale Terenwizii jest wywiad ze starszym typem, który podróżował po czarnej Afryce seryjnym Jimmy.

  20. A propos ciągnika równającego drogę ciągniętymi oponami – Złomnik mółbyś popłnić jakiś soczysty wpis na temat ciągników Lanz tej serii tudzież Ursus c45 – to w każdym zakamarku tak głupia/ciekawa* (niepotrzbne skreslić) konstrukcja że aż boli 🙂

  21. Syreniarz

    Na moje ten biało-pomarańczowy kosmos to któryś z peugeotów 202/302/402 w furgonie osobowym.

  22. Jarek-Nat

    Wy może nie pojedziecie, Zbigniewie Łomnik, ale wielu jeździ i dziś. Również poszukiwacze przygód z Polski, nawet maluchami.

  23. No nieźle, a jak myślałem, że hardcorem była wyprawa polskich alpinistów w góry Etiopii w latach 68-69. Przejechali wtedy z Egiptu do Etiopii i z powrotem starem 660, legitymującym się silnikiem benzynowym o zawrotnej mocy 105 km, co wydawało mi się żenująco małą wartością jak na ciężarowy samochód terenowy, a tu proszę, co też ci rzymianie… tj Anglicy oraz hę Holendrzy…

Comments are closed.