Yugo Florida: film i test w wersji pisanej

Niestety nieustająco marzę o jakichś samochodach. W dodatku o bardzo różnych. Marzę o Cinquecento, Golfie trójce, W140 i Mercurym Grand Marquisie jednocześnie. Ale już mam sporo samochodów i nie mogę mieć 20 aut, więc poprzestaję na marzeniu i oszukiwaniu się, że kiedyś uda mi się je nabyć. Podobną sytuację mam, a właściwie miałem, z Yugo Floridą. Już parę razy byłem o krok od kupna Floridy, ale zawsze coś stawało mi na przeszkodzie. Znałem 2 osoby, które miały Floridę, ale nigdy nie udało mi się nią przejechać.

No to już się udało. Marzenie częściowo spełniłem, bo wprawdzie sam Floridy nie posiadam, ale spędziłem z nią intensywny dzień. Moje związki z samochodami są zupełnym zaprzeczeniem motoryzacyjnej monogamii. Jestem istnym samochodowym Casanovą: zazwyczaj wystarcza mi jeden raz, szybki jednodniowy numerek, 69 km po mieście i już.

Z Floridą jest jednak nieco inaczej. Gdy jej właściciel przekazywał mi kluczyki, powiedział: bardzo mi przykro. Pomyślałem: serio, jest aż tak źle? Niemożliwe. Miałem Tavrię, wiem co to zły samochód, chłopaku. Wiedząc o tym, że Florida to w sumie nieporadnie przypudrowany Fiat 128 liczyłem na jakieś szokująco złe doświadczenie motoryzacyjne w rodzaju kolców wysuwających się z podłogi i wbijających ci się w podwarszawską miejscowość Moszna.

Tu się otwiera, ten kluczyk do tamtego, ten do owego, to nie działa, a tego nie ruszaj – usłyszałem standardowe instrukcje. Znam je na pamięć, mogę właściwie z dużym prawdopodobieństwem ocenić, o czym poinformuje mnie właściciel grata przed wydaniem mi go do testu. Jak działa ręczny, to znaczy że samochód jest w dobrym stanie i zadbany – działający ręczny to rzadkość w gruzach. Mógłbym kiedyś stworzyć listę: Top 10 rzeczy, które nie działały w gratach, jakie testowałem. To byłoby coś.

Na przykład drzwi. W niektórych autach nie wystarczyło walnąć. Trzeba było jeszcze umiejętnie je unieść, albo opuścić, albo przytrzymać w niecodziennym miejscu. Ale nie w Yugo Floridzie. We Floridzie one po prostu się zamykają jak w normalnym wozie. A miało być tak źle.

Florida wygląda jak upośledzony Citroen ZX lub po prostu jak jego nieporadna kopia. Patrząc na Floridę (1988) i na ZX-a (1991) jestem niemal pewny, że Italdesign i Giugiaro przycięli w przysłowiowego (tak) i po prostu sprzedali Citroenowi projekt, który wcześniej opędzili Jugosłowianom. Z tego co zauważyłem, jest to stała praktyka we włoskich studiach projektowych.  Taak, mamy tu coś dla pana. Nieee, pan jest pierwszy, serio…

Wcale nie jest źle. Po odpaleniu silnik ładnie faluje obrotami, jak przystało na starego gruza z wtryskiem paliwa. Ponadto z tyłu coś klekocze, ale raczej nie jest to półka. Cały samochód jest puszką rezonansową dla jakiegoś jednego, małego, obluzowanego elementu. Oczywiście przejmowanie się tym byłoby kardynalnym błędem. Jedynka, gaz i ogień. I nagle robi się całkiem przyjemnie. Yugo zupełnie żwawo prze do przodu, prawie jak Jugosławia za życia Josipa Broz Tity, wyprzedzając zdecydowanie inne produkcje z krajów KDL. Florida wydaje się żwawsza niż Favorit 1.3, na pewno jest szybsza od Samary, a z Polonezem to nawet Skoda ją porównywać. Pozycja za kierownicą jest przedziwna. We wnętrzu mamy mnóstwo miejsca, a siedziska foteli są dość wysoko ponad podłogą, ale przy tym są miękkie, więc człowiek i tak się zapada. Dźwignię biegów umieszczono zupełnie nie tam, gdzie normalnie byś się jej spodziewał – przesunięto ją zdecydowanie do przodu. Wyjątkowe wrażenie robią rozbudowane zegary i ogromne check panels po obu stronach kierownicy – znajdują się na nich włączniki wycieraczek i świateł. Zamiast zrobić normalne manetki, zrobiono takie cosie.

Cosiów w tej kabinie jest więcej. Na zegarach mamy autodiagnostykę – schematyczny rysunek auta, a obok masa kontrolek, które mogą pokazywać, co się aktualnie zepsuło (np. przepalona żarówka). Jeśli nie pali się nic, to po przekręceniu kluczyka napis CHECK wyświetla się na chwilę na zielono. Przypomnijmy, że mowa o niekorporacyjnym samochodzie składanym niemal ręcznie w liczbie ok. 1000 sztuk rocznie. Takich bajerów nie było nawet w równoletnim Golfie trójce.

Jednak największy szok powoduje zajęcie miejsca z tyłu. Auto ma tylko 250 cm rozstawu osi, a z tyłu jest po prostu przepastnie wielkie. Ustawiłem fotel kierowcy „pod siebie”, o tyle o ile było to możliwe, a potem usiadłem sam za sobą. Niewiarygodne, ale miałem jeszcze sporo miejsca na kolana i wcale nie celowałem nimi w swoją brodę. Na głowę też nie brakowało przestrzeni. Jak oni to zrobili? Jak to możliwe, że drogie auta z wielkich koncernów wielkości Floridy są z tyłu żenująco ciasne, a taki szmelc z Kragujevacu mieści w środku czterech bysiorów i nie klęka? Być może tu wszystko po prostu jest cieńsze, mniej zabudowane, mniej wzmocnione i tym sposobem ta puszka rezonansowa nie traci swojej pojemności. A może po prostu inżynierowie Yugo wiedzieli, że trzeba od razu zrobić idealnie, bo to ich ostatni model, podczas gdy w Volkswagenie nie mogą zrobić auta doskonałego, bo jak wtedy wyprodukują kolejną generację? Wszystkie drogi ze szczytu prowadzą w dół.

Dziwactwa Yugo nie kończą się na tablicy przyrządów. Z jednej strony – fotele przestawia się dźwignią stanowiącą element zintegrowany stylistycznie z obudową siedzenia. Dzięki temu nie ma wulgarnej wajchy do regulacji. A żeby sprzączki do pasów bezpieczeństwa z przodu nie latały przy fotelach, zamontowano je na stałe w podłodze. Ale z drugiej strony nie było żadnych oporów przed montażem elementów na śruby wystające na wierzch, bez żadnych osłon ani zaślepek.

Najsłabszy punkt Yugo to układ kierowniczy. Wiele razy pisałem, że w sumie jest mi trochę wszystko jedno, jak samochód się prowadzi. Pod warunkiem oczywiście, że nie jest niebezpieczny przy niskich prędkościach i nie ma stabilności taczki prowadzonej przez robotnika po półlitrówce wybębnionej na hejnał. A tak właśnie zachowuje się Florida. Skręcasz i nic się nie dzieje, więc szarpiesz kierą mocniej i w tym momencie auto gwałtownie zjeżdża z pasa. A przy tym nie ma powtarzalności. Czasem delikatny ruch wystarczy, żeby wyprostować kierunek jazdy, a czasem trzeba skręcić wręcz absurdalnie mocno. To pewnie suma wszystkich luzów, które sprawiają że drążki układają się raz tak, raz inaczej, a do tego jeszcze znaczenie ma pewnie to, czy koło przednie mocno podskakuje na wybojach. W każdym razie wrażenia są niezwykłe. Mógłbym pojechać Floridą na KJS – zachowuje się tak przypadkowo na drodze, że może przypadkowo bym wygrał.

Jednak po przyzwyczajeniu się do dziwnego zawieszenia i jeszcze dziwniejszego układu kierowniczego zacząłem lubić Floridę. Być może bardziej niż powinienem. Jest lepsza niż się spodziewałem pod każdym względem, a zapowiedzi ze strony właściciela okazały się zupełnie czcze. Florida to dobry, ciekawy projekt, który musiał przegrać z beznadziejnymi metodami produkcyjnymi. Gdyby taki samochód opracował któryś ze znanych producentów i odrobinę bardziej przyłożył się do zawieszenia i układu kierowniczego, to byłby bardzo dobry europejski poziom roku 1988. To, że potem robiono go przez 20 lat, aż zaczął być własną karykaturą, to zupełnie normalna sytuacja w tej części Europy.

Moje marzenie zostało spełnione: pojeździłem Floridą. Miałem nadzieję, że po tej przygodzie faktor chcijto w stosunku do tego wozu znacząco mi opadnie. Niestety, teraz jest tylko gorzej – Florida nadal jest na mojej liście aut, które chciałbym sobie kiedyś kupić, ale tego nie zrobię, bo jestem zbyt rozsądny.

Tagged: Tagi:
  1. Złomnik to może jeszcze kiedyś test YUGO Coral w wersji Cabrio? 😉
    O tym gracie marzę 🙂

    A tak rozsądniej to Punciak cabrio… Ehhh 😉

  2. Marek Jarosz

    A robił może redaktor, lub ma możliwość lub plan zrobić, test Yugo Koral w wersji kabrio?

  3. Widziałem kiedyś takie auto pod nazwą Yugo Miami (przy napisie „Miami” była narysowana palma 😉 )
    Takie odblaskowe blendy między tylnymi światłami seryjnie otrzymało Atu i Caro, kiedy stały się w 1997 roku Plusami. Ładnie to potem blakło. W przypadku Yugo w sumie sądziłem, że to jednak są jakieś światła, dopiero złomnik mnie uświadomił. Przypomniało mi się dziwne rozwiązanie stylistyczne Nubiry po lifcie w wersji sedan: pod tylnymi światłami pojawił się element z tworzywa, którego nie lakierowano na kolor nadwozia. Ni przypiął, ni wypiął…
    Wydaje mi się, że Florida, którą montował i oferował w Polsce Damis miała nieco inne wnętrze, przynajmniej późniejsze wersje (po 1993 roku) – tzn. nie było tych „cosiów” po obu stronach zegarów, a w ich miejscu pionowe rzędy 3-4 przycisków, zaś po prawej stronie kierownicy pojawiła się klasyczna manetka-dźwigienka wycieraczek. Inne były też wloty powietrza, radio szło niżej i zamykany schowek był już na dole – przed pasażerem: https://pics.imcdb.org/0pb/Floridainside.jpg

  4. sqaure626

    Pamiętam – tytuł testu w AutoBildzie był Raumwunder. A potem się rozpadła Jugosławia ;(

  5. Grzegorz

    Nagłośnienie jest super,.bo słychać jak dwa bloki dalej ktoś wyrzuca butelki lub słoiki do śmietnika, ale kamera jest beznadziejna. Przez 5 minut się zastanawiałem co to jest to niebieskie z tym białym w bagażniku. Przez chwilę myślałem, że to odkurzacz Alfa. Ale potem złapała ostrość i już wiem, że to nie był odkurzacz.

  6. dr. Kamil

    Pamiętam doskonale bordową Floridę z mojego osiedla, gość miał ją od nowości, po kilku latach próbował sprzedać ale bezskutecznie bo ludzie woleli Golfa I lub nawet Poloneza. W końcu zgniła porzucona na parkingu pod blokiem. Smutne.

    Film super, nie przypuszczałem, że to auto ma tyle ciekawych rozwiązań.

  7. Zlomniku, widzialem na YT ze szukasz Ponego/ciekawego Hyundaia do testow. Moj kolega posiada S Coupe z 1994r, 50 kilka tys przebiegu, 1.5, klima i rarytasy. Mysle ze z przyjemnoscia udostepni do testow. Zapraszamy do Krakowa:)

  8. polobis

    Tekst tak. Film nie. Pozostańmy czytelnikami.

  9. Krzysztof

    Dla takich chwil warto żyć! Czekałem na ten test i się doczekałem. Mam swoje lata, więc pamiętam, jak w II połowie lat 80-tych zobaczyłem po raz pierwszy zdjęcie Floridy w Motorze. Normalnie zazdrościłem, że Jugosłowianie mogą mieć takie ładne i nowoczesne auto, a my…? Dużo ładniejsze niż Samara, Favorit o Polonezie nie wspominając… Popatrzmy na ówcześnie produkowanego Golfa II – czy Yugo nie wygląda nowocześniej? Oczywiście, wiem, jakość, ilość wersji, skala produkcji VW to inny świat, ale wygląd to duży atut Floridy, oczywiście jak na owe czasy. Ta duża powierzchnia przeszklona nadaje lekkości nadwoziu. Ciekawe akcenty stylistyczne. Z tego co kojarzę pisano o wykorzystaniu nowoczesnych silników Fiata 1400 i 1600ccm. Ale potem wybuchła wojna i po ptakach… Teraz tylko czekam na testy pojazdów pt: Iż Orbita/Oda i Oltcit. Ale czy to możliwe?

  10. benny_pl

    super! oby tak dalej! artykul fajny a i film tez fajny, z wielka checia najpierw przeczytalem a potem z ciekawoscia tez obejzalem 🙂
    najdziwniejsze jest to, ze Jugoslowanie opracowywali wlasny wtrysk zamiast zakladac do 900tek i tych 128 wtrysk z Uniakow
    ps: byl niedawno ladny lekko rozbity Mercury grand Marquis za bodajze 2.5tys na otomoto, nie wiedzialem ze szukasz, podeslal bym link, fajny byl, z V8mka 🙂

Leave A Comment?