Połączenie Marlina z Barracudą na bazie IKA Torino daje Lutterala Comahue. To oczywista oczywistość

Dzień dobry, dziś wpis RYBNY!

Gwiazdami będą marlin i barrakuda. Oraz IKA Torino, która niestety zupełnie nie jest żadną rybą. Ale nie uprzedzajmy faktów, tylko przenieśmy się od razu do Argentyny, kraju pysznej wołowiny i samochodów Zunder.

Na początek przyjmijmy, że są tu nie tylko starzy wyjadacze, którzy po ciemku odróżniają Felbera od Fervesa, ale też nowicjusze, którzy potrafią jeszcze pomylić Marinę z Marlinem. Dlatego na początku wyjaśnijmy, co to jest IKA Torino. Jest to argentyński samochód luksusowy budowany przez Industrias Kaiser Argentina. W pewnym sensie była to konstrukcja Kaiser-Rambler, ale nie tak całkiem do końca, bo w rzeczywistości argentyńscy inżynierowie wzięli modele American i Classic i połączyli je, kładąc je na wzmocnionym podwoziu z podłużnicami typu ramowego przez całą długość (żeby nie rozpadł się na argentyńskich dziurach). IKA Torino produkowano aż przez 15 lat (1966-1981) w wersji sedan lub coupe, a przez ostatnie 3 lata, po przejęciu IKA przez Renault, samochód nosił nazwę IKA-Renault Torino. W Argentynie jest to narodowy samochód, z którego Argentyńczycy dumni są do dziś. Z dumą Torinem jeździł także sam Juan Manuel Fangio. Sześciocylindrowe rzędowe silniki 3.0 i 3.7 (albo 3.8, jak kto tam uważa) sprawiały, że było to prawdziwe argentyńskie gran turismo.

Enter Juan Carlos Lutteral!

Ale był ktoś, kto uznał, że taka IKA Torino to jeszcze wciąż za mało. Tym człowiekiem był Juan Carlos Lutteral, przedsiębiorca i fan wyścigów. Kiedy zobaczył po raz pierwszy IKA Torino, stwierdził, że to idealny samochód dla bardzo wymagających klientów, tylko potrzebują oni produktu bardziej spersonalizowanego. Było to już w roku 1968, czyli, w mordę kopany, 50 lat temu. Dziś Lutteral byłby obwołany geniuszem segmentu premium, a wtedy miał po prostu pomysł, na który wielkie koncerny wpadły dużo później. Niektórzy nazywają Lutterala argentyńskim Carrollem Shelby.

Brał on gotowe IKA Torino coupe i przerabiał je dowolnie pod gust klienta. Można było wybrać sobie wszystko – kolor, tapicerkę siedzeń, przełożenie tylnego mostu, moc silnika (im więcej, tym lepiej) i liczbę gaźników. Bez problemu dłubano „szóstkę” do 220 KM, co pozwalało osiągnąć ponad 200 km/h. Nie wiem nawet, czy w 1968 w Argentynie można było gdzieś pojechać aż tak szybko. Jakby mało było przeróbek, Lutteral i jego kolega inżynier Pablo Macagno sami opracowali i zamontowali system zawieszenia pneumatycznego Aerolastique (FENSI NAZWA!), które pozwalało zmieniać prześwit w zakresie 5 cm, wystarczyło poruszyć dźwignią w kabinie.

Jakby tego jeszcze było mało, Lutteral uznał dość szybko, że auto trzybryłowe nie odpowiada koncepcji Gran Turismo i postanowił zrobić coś szalonego. Z gotowego IKA Torino wycinano tylną klapę i szybę, na ich miejsce montując ogromną klapę z dzieloną tylną szybą, przez co wóz zaczynał wyglądać jakby ktoś wrzucił Plymoutha Barracudę, AMC Marlina i Chevroleta Corvette Stingray do moździerza i tłukł je tłuczkiem, a potem z pozostałości ulepił samochód. Genialne. To był prawdziwy argentyński MESZAP!

Lutteral wytwarzał ten pojazd w niewielkich seriach aż przez 11 lat, do roku 1977. W ostatnim roku produkcji przedstawiono nowy model – ten wzmocniony. Różnił się on od dotychczasowego wnętrzem z… elektronicznymi wskaźnikami. JAKBY TEGO BYŁO MAŁO, Lutteral uznał, że kierownica nie może zasłaniać wskaźników, więc nakazał wycinanie górnej części kierownicy i przekształcanie jej w wolant. Ciekawe, czy takim autem wygodnie się manewrowało. Powstały tylko 43 sztuki – taki wóz nazywał się Lutteral Comahue SST.

Z innych ciekawostek: w Europie jest jedna sztuka Lutterala Comahue GT. W 1972 r. zamówił ją sobie ambasador Argentyny w Szwajcarii. Po zakończeniu kadencji nie zdecydował się na przetransportowanie auta za ocean i kupił je kolekcjoner z Austrii. Do dziś stoi w którymś austriackim muzeum.

Z innych innych ciekawostek: Lutteral zbudował także prototyp wersji kombi pod nazwą Safari, korzystając z elementów Ramblera Cross Country, ale pojazd nie spodobał się klientom. Mimo to, powstało później kilka sztuk wykonanych w całości ręcznie i każda była trochę inna.

Różne źródła podają różną liczbę wyprodukowanych Lutterali. Jedni piszą 450, inni 500 – w każdym razie zapewne nie było ich więcej niż 500. Co czyni ten samochód jednym z najrzadszych południowoamerykańskich Gran Turismo. Dobra kategoria – południowoamerykańskie Gran Turismo. Jakoś nie potrafię sobie przypomnieć zbyt wielu modeli, które by do niej pasowały. Może jeszcze Santa Mathilde. Kryzys roku 1979 położył kres produkcji paliwożernego Comahue.

Teraz wiecie już wszystko, co powinniście wiedzieć, kiedy w ciemnej uliczce dresiarze zażądają od was telefonu i pieniędzy, jeśli nie będziecie umieli wymienić trzech niszowych argentyńskich marek motoryzacyjnych. Zunder, Joseso i Lutteral, jesteś wolny koleżko, możesz iść.

  1. Złomniku, nie wrzuciłeś na bloga zajawki o nowym filmiku na kanale. To celowa zmyłka, czy zapomnienie?

  2. zdesperowanykierowca

    ha, w życiu nie słyszałem lepszego uzasadnienia dla posiadania bezużytecznej wiedzy 🙂

  3. Hurgot Sztancy

    gdyby pierwsze zdjęcie (to z profilu) obciąć na słupku A, to można by mówić o argentyńskim Astonie V8

  4. I’m very surprised to find this webpage. I don’t understand polish, but I found some nice pictures of my cars, I restore these cars in Argentina. Regards!

  5. benny_pl

    nieustraszony z argentyny! to musi byc swietne 😀

  6. Dzięki tłumaczowi Google mogłem przeczytać całą historię, dziękuję bardzo! Jestem wielkim fanem tego samochodu (kilka zdjęć tej notatki wyciągam lub należą do moich samochodów), mogę dodać, że było tam prawie 1000 samochodów, w tym wersje 40-50 Safari.
    po więcej informacji zobacz mój facebook „Kometa Lutterala”, pozdrowienia z Argentyny

  7. Bartosz

    Sobiesław Zasada ścigał się w bodaj 1966r. w Argentynie, rajd „Gran Premio Argentina” właśnie z załogą w samochodzie Torino. Czy to jest właśnie takie Torino? Rzecz całą Pan Sobiesław opisał był w znanej książce „Samochód, Rajd, Przygoda”, polecam!

Leave A Comment?