Przegląd rynku: FSO Polonez

Zrobiłem ostatnio przegląd rynku z Mercedesem W123 i był to pierwszy z siedmiu odcinków przeglądów rynku tzw. youngtimerów jakie zaplanowałem.

Ten przegląd jest po to, żebyście mogli sobie zobaczyć czy da się kupić danego klasyka, za ile, i co jest wystawione na sprzedaż, co warto, czego nie warto – o tym, że nie warto kupować klasyków, wiemy od dawna. Te, których nie kupicie, drożeją, a te, które już kupiliście, tracą na wartości. Tak po prostu jest i nie pytajcie dlaczego. Życie nie jest sprawiedliwe. Możecie natomiast udostępniać ten przegląd jeśli się Wam podoba, albo kupić sobie coś w sklepie i wsprzyć moją pracę. Musu, jednakowoż, nie ma.

Tym razem pod lupę bierzemy Poloneza. Dlaczego? O tym za jakiś czas. Polonez to samochód, który jest drogi tylko w Polsce, bo „nostalgia”. Poza Polską można trafić na ładne Polonezy w dobrym stanie za grosze i nikt szczególnie ich nie kocha. Węgry, Holandia a nawet Francja to kraje, w którym wciąż można trafić na Poloneza na sprzedaż. Pomijam Egipt, bo tamtejsze Polonezy są udręczonymi śmieciami. Ostatnio nawet pojawił się Polonez w Tajlandii – polecam youtubowy kanał „Bez Planu” i ostatni odcinek podróży po Azji.

Polonez to auto które w przeciwieństwie do Malucha podrożało w sposób niezdecydowany. Nadal mieszają się Polonezy w normalnych cenach z Polonezami w cenach wziętych z czeluści odbytnicy, podczas gdy w przypadku Malucha ładne egzemplarze są wszystkie drogie, co do jednego.

  1. Najtańszy Polonez
    900 zeta wystarczy, by wejść do świata posiadaczy tego cennego youngtimera. Najniżej wyceniana odmiana to Atu Plus. W tym przypadku mowa o zielonym gracie na czarnych blachach, z gazem, i na oponach tak łysych, że Jerzy Dziewulski wygląda przy nich jak Bob Marley. Jest to tzw. idealna baza do odbudowy, jeśli przez odbudowę rozumiemy upalanie wozu po wiejskich drogach, ćwiczenia boczurów na szutrze, dżimkanę między kurami na podwórku i inne aktywności, które można zbiorczo określić jako „trampek w parkiet”. Warto też pojechać choćby na jeden zlot pojazdów zabytkowych, tylko trzeba uważać żeby strażacy nie pomylili naszego klasyka z wozem do ćwiczeń z rozcinania aut po kolizji. Po zlocie ustawiamy odskocznię na cegłach, rozpędzamy się, filmujemy skok w slow motion i wrzucamy na youtube – kasa z wyświetleń powinna pokryć koszt zakupu pojazdu.
  2. Najdroższy Polonez
    Zwrot „CENA ABSOLUTNIE NIE PODLEGA NEGOCJACJI” zawsze bawi mnie w ogłoszeniach, bo to tak jakby pisać „ABSOLUTNIE NIE MAM ZAMIARU SPRZEDAĆ”. Być może sprzedający chciał się tylko pochwalić. Ale tak do końca to nie wiem czy jest czym, bo Polonez Caro Plus z Roverem pod maską nawet gdyby w ogóle nie miał przebiegu, to jest jedynie żartem z polskiej motoryzacji. To tak, jakby zachwycać się, że 20-latek umie się podpisać, podczas gdy jego rówieśnicy piszą już książki. „Robiliśmy to, co mogliśmy” to niewystarczający powód do zachwycania się. Jeśli dobrze pamiętam, to ten Polonez jako nowy bez przebiegu kosztował ok. 30 000 zł, więc trudno mi jest znaleźć powód, dlaczego po przebiegu 17 000 km miałby podrożeć dwukrotnie. Ale może po prostu nie kocham klasyków. Zrobiłbym z nim to samo co z tym za 900 zł.
  3. Polonez-Lancia-ale-nie-Stratos
    Pięć dyszek to kupa forsy, ale tu przynajmniej mamy do czynienia z jakimś projektem: rajdówką luźno wzorowaną na samochodach rajdowych z lat 80. konstruowanych przez OBRSO. Różnica polega na tym, że włożono tu silnik Lancii o mocy 246 KM i pojemności 2 litrów (z turbo) i wypruto wnętrze. Wszystko wydaje się być zrobione całkiem ładnie. Nie bardzo widzę w tym sens, bo ten Polonez nie odwzorowuje wiernie żadnego auta rajdowego ze swojej epoki, tylko jest po prostu szybkim Polonezem do jazd sportowych, który przede wszystkim „nostalgicznie” wygląda i będzie podobał się widzom. Nadal jednak pozostaje kapciem z resorami z tyłu. Borze jak ten tylny wieszak resora strasznie nie pasuje do tej w sumie ładnej budy Poloneza.
  4. Polonez Kombi
    Czarne blachy, obowiązkowy ciemnozielony kolor i to nadwozie „ni przypiął ni wypiął” wyglądające jak fabryczny prototyp. Tak, Polonez kombi to jeden z tych samochodów, który moim zdaniem ma potencjał na youngtimera, bo w odróżnieniu od Caro Plusa ma ciekawą historię i zadebiutował ok. 20 lat za późno. To zabawne, że Lanos ani Nexia nie doczekały się odmiany kombi, ale Daewoo zdecydowało się zainwestować w ukombienie Poloneza. Tu mamy dodatkowo egzemplarz kupiony przez państwowego odbiorcę z bogatym plikiem faktur i kwitów z serwisu. Podobnie jak wczesne Cinquecento, Polonez kombi to polski samochód z pewnym urokiem, którego muszę odmówić Caro Plusowi. Szkoda, że nie było kombinacji kombi + Rover. A może była?
  5. Polonez – odwrócony Akwarewicz
    Wiadomo, że klasyczny Polonez to Borewicz, a po nim pojawiło się akwarium, najpierw w wersji z prostokątną tylną lampą („Akwarewicz”), a potem dostało lampy tylne na wzór Golfa II (pełne akwarium), by wreszcie w 1991 r. przeistoczyć się w Caro. Dam sobie jednak uciąć wiele kluczowych części ciała, że nigdy nie było odwróconego Akwarewicza z frontem od akwarium i tyłem bez trzeciego okienka. No nie było choćbyście mnie zbanowali ponownie na wszystkich forach FSO. Dlatego mamy tu opis że jest to „wersja eksportowa”, bo przecież zawsze można napisać, że od 17 do 19 stycznia 1986 oferowano taki wariant w Gabonie i Gwinei Bissau i to jest jedyny powstały egzemplarz i nieprawda że kiedyś przydzwonił przodem.
  6. TO JEST TEN WZMOCNIONY
    Widzisz pan co tu pisze? 1.5 SLE. A wiesz pan co to znaczy? Że to jest ten wzmocniony. To wersja exportowa! Przez x, bo tak jest bardziej zagranicznie. Ma tablice PAT, to skrót od PATOLOGIA OGŁOSZENIOWA. Caro za 15 000 zł i to jeśli dobrze widzę, na wąskim moście. Czyli Polonez o najmniejszym uroku własnym ze wszystkich generacji. Oraz – tu wypada poprosić o pomoc znawców tego modelu – czy deska rozdzielcza w Caro nie powinna być inna niż w modelu z 1988 r.? Nie jestem pewien więc nie będę się wymądrzał. Ciekawe, czy znajdzie się listonosz PAT, którego uszczęśliwi ten GRAT.
  7. Polonez „nie mam pojęcia co robię”
    Ktoś wziął Poloneza Caro z dieslem i zrobił mu gęsty tuning. Dowalił masę ozdobników, podnosząc masę pojazdu, a następnie startował nim w KJS-ach. Nic nie rozumiem z tego planu, ale brzmi jak pomysł na świetną zabawę. Jest to tak zwany tuning dla żartu, w którym modyfikacje robi się specjalnie z przesadą. Na przykład w kabinie raczej nie potrzeba było 183 zegarów, ale dzięki temu jest śmieszniej. Powątpiewam też w skuteczność 50 wlotów i 4 spoilerów. Jedyne czego mu brakuje, to ospoilerowanie Orciari i w tym celu należałoby do kompletu nabyć ten oto egzemplarz. Jestem pod wrażeniem pomysłu latania w KJS wolnossącym dieslem. Tak to można.
  8. Polonez, którego bym kupił
    Żart. Nie kupiłbym żadnego Poloneza, choćby mnie kroili nożem do krojenia pizzy. Jednak ten egzemplarz za 7900 zł do negocjacji wydaje mi się sensowny pod kilkoma względami. Po pierwsze – jest biały, jak Polonez Borewicza. Po drugie – jest od nowości u jednego właściciela i ma naprawdę stare czarne blachy. Po trzecie, ma taką sympatyczną, naturalną patynę. Pewnie fajnie w nim pachnie. Widzę w nim autentyczność i to mnie przekonuje. Nie cierpię przerestaurowanych wozów, a ten na takiego nie wygląda. Oczywiście 7900 zł za Poloneza nadal powoduje u mnie jedynie rechot, ale zdaję sobie sprawę, że ten rechot jest pusty, bo one już tyle kosztują, a ten egzemplarz wydaje mi się mieć trochę sensu.

    Ostateczny werdykt jest taki: 7000 złotych pozwala kupić Poloneza jakiego chcemy i to bez wybrzydzania. To nie jest taka zła wiadomość. Szczerze mówiąc często wystarczają i 4000 zł.
  1. Co do numeru 6 to wszystko się zgadza. MR’91 miał wąski most, wlot na masce, zegary z poprzednich Poldolotów, klamki w środku i korbki „chromowane” i fotele kanapowe z przodu.

  2. Polonez mi się podobał ale w 1998 roku.
    Teraz zakup poloneza jest jak manifest: „Chcę klasyka ale nie mam za grosz gustu i pojęcia o motoryzacji”.
    Kombi z silnikiem rovera (jeżeli istnieje) albo nawet z dieslem ma sens ale tylko z klimatyzacją.
    W takiej konfiguracji będzie drożeć… a nie, czekaj.
    One już nieracjonalnie podrożały.

  3. Da się kupić i za mniej. Szóstkę dałem za Akwarium (ze starymi lampami z tyłu) od pierwszej właścicielki, na czarnych blachach, w pierwszym lakierze i ze śladowymi ilościami rudej (na tyle śladowymi, że nie trzeba malować auta). No i jeszcze środek w stanie jak z polmozbytu – fotele nie przetarte, jak nówki. Może i trochę przepłaciłem (z początku miałem założenie, że nie dam więcej niż 4-5 tysięcy za Poloneza), ale wysoki poziom oryginalności (nawet opony były oryginalne – oczywiście je już wymieniłem) mnie po prostu urzekł – mimo koloru wody po myciu podłogi. Niestety, w autach które przeżywają handlarski hype, trzeba szukać, szukać i jeszcze raz szukać.

  4. Diesel Power

    Ja niedługo będę sprzedawał swojego Caro Plusa z przebiegiem 18kkm. Bo w sumie na co mi on. Ale nie będę wołał za niego nawet 1/10 ceny tego najdroższego, bo jeszcze trochę oleju w głowie mi zostało. W sumie prawie nowy, ale za dużo mam gratów i nie mam kiedy nimi jeździć, to może ktoś się nim zaopiekuje. Poza tym wolę automatyczne skrzynie ze względów zdrowotnych.

  5. Ad. Akwarewicz – było coś takiego, możliwe, że w krótkiej serii. Mój wujek nabył takiego w polmozbycie, w czasie, kiedy były już normalne akwaria. I już wtedy powiedziałem, że to bez sensu, bo pokrywę bagażnika miał już ze spoilerkiem… Dziwna to byłą konfiguracja, ale jak dziś to pamiętam – bo tatko parę miesięcy wcześniej kupił już akwarium normalne, z nosem.

  6. Wąskie Caro ma jak najbardziej prawidłową deskę, co nie zmienia faktu abstrakcyjności jego ceny. Tak poza tym, to wąskie Caro jest niezłym tematem dla purystów oryginalności FSO – na forach jest masa dyskusji na temat tego czy „były ze skajowymi boczkami”, „czy miały mieszek od biegów gumowy czy skajowy”, „jaka była konfiguracja foteli do reszty tapicerki” itp. Problem w tym, że w samej FSO raczej nie bardzo przywiązywano do tego wagę i ładowano to, co akurat było na stanie.

  7. kontrowersyjny temat jak na złomnika. generalnie mało przydatne dla osob ktore temat pn ogarniaja(pomijam animozje zlomnika do tego wozu, o tym wszyscy wiedza, ale z tej niecheci wynika tez mala stycznosc z autem i spore braki w wiedzy na jego temat), a dla swirow ktorzy chcieliby wejsc w posiadanie takiego auta, naswietlone tematy sa mocno odstraszajace. wciaz mozna spokojnie kupic dobre auta w przedziale 1000-5000 zł nawet siegajac do poczatku lat 80. tak naprawde realnie wysokie ceny transakcyjne osiagaja auta 78-81 i pojedyncze przypadki z pozostalych lat produkcji. no a w ogole ocena i uczciwy komentarz tego co sie dzieje z rynkiem na ten model jak i samymi samochodami jest niemozliwa – to najbardziej zdziczały i zwyrodniały segment rynku, co niestety szkodzi tym fajnym egzemplarzom ktore jeszcze istnieja. pozdrawiam zza kierownicy MR91 😉

  8. dr. Kamil

    Czyli szaleństwo powoli się zaczyna i jak kupować to tera bo one już tańsze nie bedo. Wąskie Caro ’93 za 15 koła to jakiś ponury żart, może miało być 1500 tylko gość się pomylił? Dla mnie to największy gniot jaki urodziło FSO, pojazd, który sprawiał mi fizyczny ból podczas prowadzenia.

  9. Marcin125p

    Ten ryj w akwarewiczu to nie ryj akwariowy, a kupetowy. I są szanse że to tak do ludzi z fabryki wyszło.

  10. Numer 5 biorę, o ile gość się nie rozmyśli. Jeszcze sensowna cena za sensowne kombi, o ile ma się w garażu sensowny ekonomiczny silnik do niego (mam :D). Sam pomysł kanciastego kombi, którego twórcy najedli się szaleju po czym zostali zahiberowani na 25 lat, wydaje mi się dobry na dailydrivera. Plus szacung za tylny napęd i pióra. Podkreślam – będzie niezły daily driver, taki trochę dla beki (stąd mogę przełknąć cenę za to padło).

  11. przemoo

    ad.akwarewicz na bank były takie wersje około1986 roku. Fso w latach 80 . składało auta z tego co akurat było w magazynach. Kolega dostał po dziadku akwarewicza 1989 rok na prostokąnej lampie z tyłu przodem borewicza…

  12. Sam widziałem ze 2 czy 3 razy takiego „odwróconego Akwarewicza”, a znając historie o lepieniu z tego, co akurat mieli, jestem skłonny przyjąć, że rzeczywiście powstała jakaś nieduża liczba takich mutantów.

    A sam brałbym kąbia – tym bardziej, że jest w moim ulubionym kolorze.

  13. Dobrzyn

    Mam na imię Bartek i nie piję… I od 12 lat jeżdżę Trabantem. Od 2 e46 w kompocie. Ostatnio zaczynają mi się podobać stare polonezy. Czy jest dla mnie ratunek?

  14. Bartek – ile przejechałeś kilometrów tym kartonem w ciągu 12 lat ? tak cirka-ebaut ?

  15. Jasieniek

    Numer 6: Mój ojciec miał takiego Poldona. Idealnie ten sam – deska rozdzielcza, silnik nie rozwiercony, wąski most, kratki nawiewu.
    Jedyna różnica to, że nasz nie był wersją eksportową.

  16. Kiedyś sąsiad miał Poloneza w wersji, o której Zlomnik mówi, że nie istniała.

    Pamiętam, że ta wersja mała nieco inny „nosek” niż akwarium. Nieco inny kąt pochylenia przedniej części był. Różnica była widoczna.

    Inny sąsiad miał akwarium, więc porównywałem sobie te auta 😀

  17. Piszę tutaj bo nie mam disqsa i nie mogę moich uwag zostawić na autoblogu. Szanowny redaktorze naczelny, wydaje mi się, że redaktorzy piszący na autoblogu nie są nadmiernie kompetentni – w tekście BMW e39 540 znalazł się zapis o małej trwałości zawieszenia – otóż każdy kto przymierzał się do kupna wie, że jest to skutek błędnego montażu elementów. Zawieszenie jest podobnie trwałe jak w odpowiedniej generacji i konstrukcji w A6 C5. Natomiast nie wspomnieć o powłoce z niklasilu i jakie to niesie ze sobą skutki również świadczy o małej wiedzy. Pozdrawiam serdecznie – mimo, że nie zgadzam się z Tobą w każdym przypadku to przyjemnie się czyta/ogląda Twoją twórczość.

  18. Wczoraj jakoś mi się weszło na otomoto i spojrzało na polonezy (jeszcze przed ukazaniem się wpisu, przypadek?), poza przeróbkami sportowymi rzucił mi się w oczy „ten wzmocniony”.

    Zarechotałem.

  19. Akwarewicz z przodem Borewicza w katalogu FSO z 1988 roku oznaczony był jako wersja standardowa. Sam miałem kilka Polonezów począwszy od 1.5 SLE z 1990 roku w wersji z prostokątnymi lampami i oryginalna welurową tapicerką poprzez wąskie i szerokie Caro na Caro Plusie kończąc. I najmilej wspominam tego pierwszego, pojazd praktycznie bezawaryjny, komfortowy i ta tapicerka, niespotykana w tych modelach. Caro to była porażka, niby unowocześniony, ale jakiś toporny, i ten bez przerwy wyjący most i zapiekające się hamulce.

  20. KIEROWCA

    Nareszcie coś o Poldku 🙂 Dla mnie osobiście podoba się stylistyka – głównie deski przed plusowej chociaż spalanie w wersji bez gazu jest przy obecnych cenach benzyny (program Paliwo+) nie do zaakceptowania. Na szczęście do roboty mam blisko to mój Polonez więcej stoi niż jeździ. Z moich obserwacji wynika, że na okolicznych drogach jest jeszcze trochę tego typu niedobitków jak mój – w tym biały Rover z dołami drzwi umazanymi bitexem. Nad morze czy do Warszawy pewnie by nie dojechał ale poza tym nie mogę narzekać bo części nadal dostępne i tanie jak barszcz. Taniej można chyba tylko Cinquecento albo Tico.
    W sumie to trochę się pospieszyłem bo kilka tygodni po zakupie mojego było Atu w gazie ale cóż – potrzebowałem fury, ten się trafił z niskim przebiegiem po pierwszym właścicielu i już tak został.
    Na pewno zakupu Poloneza nie żałuję bo tak naprawdę nigdy mnie nie zawiódł, jeszcze nie wracałem na lince, za to odpalałem na hol Audi A4. Te krytykowane resory w porównaniu do nowoczesnych wielowahaczy są ZALETĄ. Spokojnie można zjechać na polną drogę czy kocie łby bez ryzyka urwania czegokolwiek a nawet jeśli taki resor w końcu pęknie to jest możliwa wymiana nawet pod blokiem. Przy zakupie jaktajmerstwo było akurat czynnikiem odgrywającym najmniej znaczącą rolę. Po prostu szukałem normalnego samochodu posiadającego jak najmniej elektronicznych gadżetów. Najlepiej Ładę 2107. Trafił się Polonez.
    Tego typu minimalizm przejawiam we wszystkich dziedzinach życia. Nie potrzebuję szczoteczki do zębów z ładowanym akumulatorkiem i obrotową główką – mam zwykłą manualną. Nie potrzebuję maszynki o 27 nawilżanych wibrujących ostrzach, do której jeden wkład kosztuje 30 zł. Mam zwykłą na żyletki. Laptop już siedmioletni, telewizor najprostszy 32 za mniej niż 1000 zł. Nie jestem typem gadżeciarza. Dlaczego więc miałbym potrzebować samochód cały najeżony elektroniką?

  21. Ja dołączę się do tych, co twierdzą że nr 5 wychodził fabrycznie. Sąsiad był wojskowym i miał takiego nowego z Polmozbytu. Pamiętam jak ten Polonez pachniał nowością i wydawał mi się ogromnym samochodem w porównaniu do Malucha rodziców. Dziwiło mnie jako dzieciaka wtedy to, że miał taki dziwny znaczek z przodu z osobnym f i s w kółku oraz to, że nie miał szybek z tyłu podczas gdy inne już miały.

  22. Na zdjęciu nr 6 kierownica jest z MR93, w Caro na wąskim powinna być też kierownica wąska, klasyczna z borewicza.

  23. KIEROWCA

    Polonez nr. 6 wzmocniony to jak najbardziej fabryczna konfiguracja. Wczesne Carusy to praktycznie były przejściówki ze zmienionym przodem i zderzakami. Chromowane korbki, stara borewiczowa deska, kanapowe fotele podobne do fiatowych.
    Po pierwsze – mam instrukcję Poloneza z czerwca ’92 roku z ilustracjami właśnie takich części w tym kwadratowych liczników.
    Po drugie – kilka ulic ode mnie stoi na oko porzucony Caro minus na czarnych blachach, w prawie identycznej specyfikacji. Ciekawy egzemplarz, przejściówka pomiędzy Caro wąskim a szerokim. Maska nowego typu, wklęsła w środkowej części ale jeszcze z plastikową chrapą i metalowym podszybiem.
    Co do małego uroku własnego Caro wąskich to bym podyskutował. Te samochody rdzewiały na potęgę już w latach swojej świetności a po 2000 zaczęły trafiać na złom. W 2002 kolega wyrwał za 1700 zł. Egzemplarzy na chodzie pozostało niewiele, pewnie nawet mniej niż Atu czy Combi. Poldka Atu Plus prawie codziennie się jeszcze spotyka w mniejszym lub większym stanie zapuszczenia. Wąskiego minusa w ruchu nie widziałem od miesięcy a ten, który czasem przyjeżdża jest cały pomalowany olejną. Poza tym totalnie zgnita przejściówka MR89 spod Bartoszyc jako samochód gospodarczy – facet rozwozi kanki z mlekiem.
    Polonezy C Klasy w latach 90 też wszyscy masowo tuningowali na lepszą wersję lub wręcz złomowali. Teraz w niektórych kręgach uchodzą za cenniejsze od wypasionych Borewiczów. Nie wspominając już o Syrenie 104, która w czasach Caro była najgorszym samochodem jaki tylko mogłeś mieć, niektórzy kupowali za 100-200 zł i jeździli tylko do czasu większej awarii.Teraz nie widziałem tańszej niż 7000 i to w stanie do remontu.

  24. Kupiłem kiedyś poloneza za 800zł caro plusa od pierwszego właściciela na czarnej blaszce z średnio zaawansowaną korozją. Wytrzymał rok latania po polach, rdza zjadała te auto z dnia na dzień do tego stopnia że przez dziure w drzwiach można było wsadzić ręke do srodka i otworzyć je za cięgno.
    Zepsuło sie w nim prawie wszystko choć jeździl do końca. Niestety skończył swój żywot dość widowiskowo wbijając wał napędowy w resztki zjedzonej przez rdze podłogi. Chyba i tak przepłaciłem.

  25. @ gienq
    kierownica w MR’91 (Caro na wąskim) była już taka jak na zdjęciach – czteroramienna (oczywiście to jest FSO – nie można wykluczyć, że pojawiały się przejściowe wersje ze starym kółkiem). W tej kierownicy przy MR’93 zmienił się mały szczegół: logo FSO przestało być wklejane, a stało się tłoczone plastiku kierownicy. Zegary i reszta to również zmiany dopiero z 1993 roku.
    Przy okazji – podobno (choć trudno to dostrzec) w 1991 lub w 1993 roku zmieniono też daszek nad zegarami. Ja tam różnicy nie widzę, ale ok.
    Inna rzecz to ten Akwarewicz. Jestem pewien, że widziałem na zdjęciach lub nawet na żywo auto z przodem od Borewicza, a tyłem z Akwarium. Na pewno na żywo widziałem natomiast na przełomie lat 80/90 takiego odwróconego Akwarewicza, jak opisywany.

  26. wojtek_

    @Dobrzyn: pozdrawiam i szanuje twoja robote w waskim temacie.
    P.s. polonez to kila i syf.

  27. Ja też nie lubię Polonezów, ale na Stratopoloneza mógłbym popatrzeć. Atu? A tu to my odwaliliśmy robotę. Już wiem, skąd się wzięło powiedzenie o marnotrawstwie płyty podłogowej.

  28. radarro

    @Dobrzyn – nie jesteś sam, chętnie napiłbym się dobrego kompotu z 6 garnuszków…
    A Poldżer – przewinęły sie 2 Caro w domu, długie lata i… bez większych przygód. O ile pamiętam raczej zawsze dowiozły na miejsce. Od jednego zaczęła się długoletnia miłość rodziny do LPG 🙂
    PS – kiedy Jaktajmer alert na e46 Kompot?

  29. Mokelembembe

    Złomnika znów oderwało od rzeczywistości. Skoro 7900,- za „borka” jest ceną z dupy (bo to polonesss) to co mówić o 20k za Syrenę czy 10k za Trabanta/Wartburga?

  30. @przemoo: Akwarium z gębą borewicza był często spotykaną wersją zarówno z lampami okrągłymi, jak i prostokątnymi. Na rynkach eksportowych stanowił wręcz podstawę oferty po 1986 roku.

  31. @gienq: kierownica w tym „wzmocnionym” jest poprawna – taka jak ze zdjęcia była już w Caro MR91 🙂
    A samo określenie „wzmocniony” użyte przez sprzedającego jest w pewnym sensie poprawne (choć w tym przypadku to marketingowy bełkot). W Caro 1.5 były silniki 82-konne (tzw. 1500AB), co w porównaniu z bazowym AA o mocy 75 KM uznawano za pewne „wzmocnienie”. Ten silnik oczywiście pojawiał się już dużo wcześniej – i w latach 80. oficjalnie był nazywany „wzmocnionym”.
    Odnośnie rzadkich przejściówek itp. – to w jednej z książek o obsłudze Poloneza (chyba tej z WKiŁ) jest słabe zdjęcie „noska” z dwoma prostokątnymi reflektorami w miejsce czterech okrągłych. Ciekawe czy coś takiego rzeczywiście występowało w naturze, czy to był tylko jakiś niby-prototyp.

  32. fajnyprojekt

    Nr. 5 „odwrócony akwarewicz” to MR85, właśnie z nowym przodem, ale bez tylnego okienka, chyba przeznaczony w 100% na eksport, model ten został uwzględniony w „Albumie Samochodów FSO” Jerzego Dembińskiego, także czekamy na relację z ucinania tych kluczowych części ciała. A tak przy okazji to ten Polonez z tylnymi lampami na wzór Golfa II (MR89) to raczej „Przejściówka”, a nie „Akwarium”.

  33. fajnyprojekt

    Ten Polonez „odwrócony akwarewicz” to model MR85 (chyba w 100% przeznaczony na eksport) uwzględniony w „Albumie Samochodów FSO” Jerzego Dembińskiego, także czekamy na relację z ucinania kluczowych części ciała. Poza tym jakaś dziwna nomenklatura – przecież Polonez z akwarystycznym przodem i nowym tyłem (MR89) to Przejściówka, a Akwarium były tylko ze starym tyłem… („Akwarewicz”? wtf?!)

  34. KIEROWCA

    Gienq – nowa kierownica była jednym z wyróżników modelu Caro. Stara bywała w ulepach lat 90 i wczesnych 2000 – przejściówka po remoncie blacharskim. Taki sam los spotykał wcześniej klasyczne duże Fiaty. Z zewnątrz nie różniły się niczym od MR’a poza deską i małymi kratkami w słupkach. Kierownice te występowały w trzech wykonaniach: stary fiatowski wieloklin i napis FSO w naklejce żelowej. Od modelu ok. 93-94 FSO odlewane w gumie klaksonu, drobniejszy wieloklin. W Plusach znowu zmiana wieloklinu na Daewoo, na klaksonie napis DAEWOO – FSO.

    Shtool – w nosku doskonale mieściły się prostokątne światła od Łady. Do rozwiązania pozostawał tylko problem zdublowanych kierunkowskazów. Widziałem w sumie ze trzy takie Poldki. Nie wykluczam, że mogły wyjść takie prototypy ale jak dla mnie to raczej oddolna inicjatywa podobnie jak np. deski od Plusa w starszych modelach.

  35. Wiedzieć tyle o Polonezach, podziwiam Was. Ja tego rumpla nie wziąłbym za darmo. Taka sobie podróbka samochodu, im młodsza tym gorsza, ot miś na miarę naszych możliwości. Ale źeby się nim interesować? Różne zboczenia ludzie mają…

  36. Obok śmierci i podatków jako życiowy pewnik trzeba przyjąć że polonez nigdy nie będzie rozsądnym zakupem zabytkowym. Nie stanie się sensowną lokatą kapitału, bo jest smutnym dowodem na niewiarygodną nędzę myśli technicznej blisko czterdziestomilionowego kraju, który w swej historii nie był w stanie stworzyć autonomicznie samochodu (syrenkę przemilczam bo to dopiero obciach). Zabawne ale niesamowicie podobnie było w przemyśle RTV. Kupowaliśmy (lub później kradliśmy) licencję na jakieś urządzenie, po czym przez dziesięciolecia produkowano kolejne modele będące wariacjami w jego temacie.

  37. Vitty – nie zapominaj o tarpanie (honkerze), który, poza syreną, od biedy można uznać za rdzennie polski samochód „półosobowy”.
    A ciekawi mnie, na co ukradlismy licencję?

  38. @vitty: fakt, ale zważ, że było to po wymordowaniu sensownej części naszego narodu. Bo jakoś przed tym, byliśmy w stanie produkować np. bombowce. Pozdro i głowa do góry!

  39. benny_pl

    ja tam uwazam, ze Plusy sa najsensowniejszymi Pomylonezami, kombi oczywiscie najfajniejsze.
    ja mialem kiedys zwykle Caro bodajze za okolo 150 czy 200zl (nie pamietam dokladnie) ale poszlo na czesci
    mialem tez eksportowe (po jakims ksiedzu) akwarium za 350zl z fabrycznie brazowymi WSZYSTKIMI szybami – nawet przednia, przez co w nocy nie bylo kompletnie nic widac, ale mialo tez fajne czarne welurowe jeszcze bardziej mieciutkie wnetrze i nawet podsufitka byla czarna, w taka kratke i guziki jak wersalki mialy 🙂 bylo nawet w niezlym stanie, normalnie jezdzace i z gazem. w porownaniu z DFem ktorego wtedy mialem, i ktory tez sie tak sobie prowadzil, to to akwarium prowadzilo sie po prostu okropnie, i nikt go nie chcial kupic za 700zl, w koncu sie zamienilem w zimie za malucha, bo mialem dosc ciaglego wypychania ze sniegu DFa, bo Pomyloneza to nawet wypchnac sie nie dalo, taka to ciezka krowa

  40. 20k za Syrenę 101/102? Za Wartburga 311 w ciekawej wersji? Oczywiście.

  41. @Krzyś – dokładnie o taką odmianę mi chodziło. To po prostu wygląda na reflektory od borewicza w wersji „C” wrzucone do atrapy pasującej do „noska”.

  42. Lordessex

    Nigdy nie mogłem się przekonać do Poloneza, zawsze sprawiał wrażenie takiego topornego byle jakiego jakby miał się rozlecieć w rękach.
    Z pojazdów produkowanych w dawnym RWPG, bardziej mnie przekonują Łada, Zastava 1100, ewentualnie Skoda Favorit lub Wartburg 1.3

  43. A może temat „składaków”? Nie, nie chodzi o wałki celno-skarbowe na granicy, ani o rowery. Chodzi o samodzielne składanie pojazdów ze zdobytych (wyniesionych) lub „wybrakowanych” części.
    Oczywiście lata 80. Podobnież składało się polskie telewizory z części zdobytych na „Wolumenie” hehe…

  44. KIEROWCA

    Od siebie dodam, że kiedyś bardzo jarałem się takimi felgami w stylu Akwarewicza. Przez długi okres czasu parkowała na moim osiedlu czerwona przejściówka właśnie z tego typu felgami – chociaż z tego co pamiętam trochę inny fason. Zawsze musiałem zwolnić kroku i się przyjrzeć. W pierwszej dekadzie lat 2000 oczywiście znikła – a szkoda. Tamta dzielnica była w ogóle istnym zagłębiem Poldków przejściówek i Caro Minusów. Był np. taki beżowy z tuningową atrapą i owiewkami Heko, morski Rover ze spoilerem obejmującym trzeci stop, czarny Orciari z blendą na tylnej klapie, kremowa przejściówka z czerwonymi drzwiami wyglądająca jakby jeździła po kopalni soli. Ostatecznie widziałem ją przewróconą na bok na złomie ok. 2003 roku. Wtedy zaledwie 14-sto letni samochód a nie było co zbierać. Progi, podszybia czy ranty maski nie istniały.

  45. @manon – Miałem na myśli osobówki. Pojazdy użytkowe takie jak honker czy star 266 z racji klasycznej konstrukcji są jakimiś chwalebnymi wyjątkami. Z drugiej strony jako 15 letni użytkownik wspomnianego honkera zapewniam Cię że szału nie było. Co do nielicencyjnych kopii urządzeń – był, taki temat na pewnym forum na literkę „e”. Opisywał też w jaki sposób weszliśmy w posiadanie technologii wytwarzania tranzystorów epitaksjalnych, ale został starty, zapewne ręką jakiegoś patrioty.
    @Gurney – czekałam aż ktoś napisze że kwiat polskiej inteligencji technicznej nam wymordowali. Zważ jednak że przed wojną jakąś wyjątkową kreatywnością te elity też się nie wykazały.

  46. Kierowca – te felgi to najprawdopodobniej z Fiata 131 Supermirafiori albo na takich wzorowane, taki ówczesny detal tuningowy. W rodzinie była czarna Samara z takimi samymi felgami „z Mirafiori”. Oryginalnie miały bardziej efektowne dwubarwne malowanie z czarnym „śmigłem”.

  47. łoboże

    Ach to driftowanie przy hitach Zenka Martyniuka na placu pod remizą w latach 90. Obowiązkowo pokrowce z miskiem na siedzeniach. Czyste PDM (Poland Domestic Market).

    Jeździłem wieloma poldkami, jednego byłem właścicielem. Ale już bym nie chciał takiego bo Zenek się zestarzał i robi gorsze piosenki. I dzisiejsze dziewczyny brzydsze niż tamte które siedziały na prawym siedzeniu. A mnie by było smutno w takim polonezie wspomnień.

  48. Osobiście mam sentyment do Poloneza, mieliśmy w rodzinie „Akwarewicza” (piękne określenie!) z 1988 – zarówno przód jak i tył miał z Borewicza (tyle że tył z przetłoczeniem na klapie zamiast gumowego spoilera), no ale miał już dodatkowe okienko. No i to był „ten wzmocniony”, bo 1.5 SLE. 😉 Z chęcią bym sobie takiego sprawił, dobrze wspominam to auto. Niestety w 1997 zalała je powódź, potem jeszcze trochę pojeździł, ale gasł na każdym skrzyżowaniu.

  49. Złomniku, nr 5 istniał. Mój senior zakupił takiego nowego jako odrzut z eksportu do Wielkiej Brytanii w 1987 r. rok produkcji 1986. Dla mnie najładniejsza wersja przodu Poloneza. Gdzieś w archiwum domowym mogą istnieć zdjęcia tego pojazdu. W 1988 r. przełożony na wersję europejską w serwisie na Towarowej w Warszawie.

  50. „Widzisz pan co tu pisze? 1.5 SLE”
    Ale ten z ogloszenia ma na klapie 1.5 GLE…
    Nikt tego nie wyłapał?

  51. @admin – Wartburg 311 w ciekawej wersji za 20 k w pełni rozumiem. Co do Syreny 101/102 to sorry, jest to co najmniej o 19k za dużo – skrócona replika podwozia dekawki nafaszerowana częściami z amerykańskiego Forda przewymiarowanymi przez sowieckich tiechnołogow z niedorobioną do końca budą (błotniki!!!!!!!!!) nie jest niczym ciekawym w porównaniu do takiej np. Skody 100/110, którą można kupić już za 5-7 k i to w stanie nader przyzwoitym. Jedynym czynnikiem przemawiającym za skarpetą jest nostalgia pokolenia naszych przodków a po części również i naszego oraz w ostatnim czasie fałszywie rozumiany patriotyzm. Nie zmienia to faktu, iż skarpeta (każda) przegrywa w starciu z Wartburgiem (każdym), Skodami 1000MB, 100 a nawet wcześniejszymi, przedliftowymi 105/120, Dacią 1300, Moskwiczem 408/412 (są niedrogie!!!) nie mówiąc już o Trabancie. Ostatnio na OLX jest na przykład Skoda 100MB za 15k, zrobiona, prezentuje się nieźle, kilka merców – skrzydlaków za ok. 20 k w przyzwoitym stanie, Moskwicz 408 zastały w garażu ale na oko niewiele mu brakuje + drugi na części za jedyne 5 k, trafił się nawet taki bajerek jak Hillman Minx w ładnym stanie z extra tapicerką ponoć ze Sri Lanki (RHD, ale przy weteranie to małe znaczenie) za 20k czy Autobianchi Panoramica z Włoch w stanie super materiał wyjściowy za jedyne 9500zł. Garbusa w tej cenie też kupi bez większego problemu, nawet ładnie utrzymane i dość oryginalne modele sprzed 1302/1303 się trafiają i to częściej niż rzadziej.Każde z tych aut ma jakiś bajer którego syrenka choćby się skichała nigdy nie miała, nie ma i mieć nie będzie. Przy takim wyborze nie wiem czym bym musiał się kierować żeby kupić skarpetę, nawet 100, 101 czy 102. To tak jakbym w knajpie mając do wyboru homara, policzki wołowe i jesiotra za tę samą kasę zamówił 2 kilo pasztetowej. Można, tylko po co??? I nie to, żebym był polonofobem. Jak coś jest polskie i fajne to doceniam – Osa zajebista, SHL M11 super motocykl, jak przyjdzie mi do głowy zrobienie prawka „A” to następnym wydatkiem będzie właśnie M11. Komarka też bym łyknął, albo jeszcze lepiej Kadeta, może i nie jest to cud techiki ale od takich wynalazków jak Hercules Prima czy inny Solo przynajmniej wizualnie nie odstaje znacząco. Ale na litość boską, czemu skarpeta????????

  52. KIEROWCA

    @miki – dlaczego skarpeta? A dlaczego torebka Gucci, czy co kilka lat nowy smartfon za kilka tysięcy, który absolutnie nic nie robi poza messengerem i sms-ami? Moda. Owczy pęd. Jak go zwał tak go zwał.
    Ludzi nie zrozumiesz, ja przestałem się przejmować. Skarpeta była dobrym samochodem na lata 90 – kupić za 200 zł, pojeździć do czasu większej awarii, ot taki Komarek z dachem. Pewien sentyment jest bo to jednak na Syrenie 104 nauczyłem się podstaw mechaniki czy w ogóle prowadzenia samochodu ale nie ma racjonalnych przesłanek, dla których miałbym płacić więcej niż 2000 za tą kupę złomu. W latach 90 pewnie bym jeździł zmieniając Syreny jak rękawiczki. Teraz nie ma to najmniejszego sensu, remont za x tysięcy zł a później tylko postawić w garażu albo czasem pojechać na zlot klasyków PRL jedynych takich zobacz.
    Handlarze mogą sobie windować ceny tylko kto tu wychodzi na frajera? Handlarz krzyczący 300 zł za peta z popielniczki Syreny czy ten, który zgodzi się tyle zapłacić? Widocznie jest na to przyzwolenie społeczne, a skoro niektórzy koniecznie muszą mieć Skarpetę w garażu nawet jeśli mieliby na tą przyjemność wydać absurdalne pieniądze? Lepiej niech wydają na to niż mieliby wydawać na narkotyki czy wódę.

  53. jonas

    Tanie części i prostota konstrukcji występowały też w moim pierwszym samochodzie, czyli Seicento 1.1 S. Nie przypuszczałem jednak, podobnie jak on, że przejechać nad morze lub do Warszawy to jakaś niemożliwa niemożliwość. Odpalałem, jechałem z północnej Wielkopolski pod Lublin, a za parę dni z powrotem i nie wymagało to niczego poza tankowaniem paliwa. No ale to był normalny samochód, tylko że mały, a nie wyrób samochodopodobny sklejony z odrzutów cywilizowanego świata, przestarzały już w momencie rozpoczęcia produkcji.
    Mój ojciec miał kilka Polonezów w różnych wersjach, nigdy nie chciał do żadnego wrócić, nawet kiedy kosztowały czapkę śliwek.

  54. narozniak

    ad 8. takiego gruza parę lat temu kupiłem za 900pln. Miał być na czas remontu innego poloneza i jakoś tak został. Jazda nim jest udręką, fotele nie wygodne, promień zawracania podobny jak w przegubowcu, i jeszcze skrzynia IV, choć nie powiem, w mieście daje radę. NATOMIAST spalanie o dziwo jest spoko ok 6.5 (mój rekord – 634km na 41l paliwa). Wszystkie te wady rekompensuje mi konfrontacja z różnymi krwiopijcami co to w pas się kłaniają i żebrzą na rumuńską pande żeby im sprzedać autko ,ale z zastrzeżeniem że nie za cenę jak na allegro. Naoglądają się kretyńskich programów na discovery i interes życia chcą zrobić 😉

Leave A Comment?