Patologiczne Chryslery: przypominam najdziwniejsze modele tej marki

Wszystko wskazuje na to, że marka Chrysler jest na tej samej drodze co Lancia, tzn. w ciągu kilku lat zostanie całkowicie zagaszona. Został im w ofercie jeden model sprzedawany na rynku wewnętrznym. To wszystko elementy planu Sergia Marchionne. Plan ten polega na tym, żeby bardzo bogate portfolio grupy FCA ograniczyć do modeli, które są zyskowne. Zamiast produkować nowe, zyskowne modele, obmyślać plany podbicia rynku i zwiększenia zyskowności wszystkich odnóg, Sergio obcina siekierą kolejne marki w gamie, które jego zdaniem radzą sobie słabo i „nie rokują”. W dłuższej perspektywie nic nie rokuje, bo za jakiś miliard lat Słońce zacznie gotować Ziemię i całe życie zniknie.

Tymczasem przypomnijmy sobie najbardziej patologiczne modele z logo Chryslera. Jest to wpis konkurencyjno-uzupełniający do najważniejszych Chryslerów w historii, o których napisał Mikołaj na autoblogu.

1. Chrysler Hunter
Gdy Chrysler w 1967 r. wykupił brytyjską spółkę Rootes Group (Hillman, Humber, Singer, Sunbeam i inne), zastał tam zgrzybiałe linie modelowe i patologiczne skłonności do badge-engineeringu. Zamiast pobić Anglików korbowodem i kazać zrobić im porządek z całym tym bajzlem, zaczął robić dokładnie to samo, czyli sprzedawać auta Rootes Group pod marką Chrysler. Hillmana Huntera zmieniono na Chryslera Huntera, a identycznego Singera Gazelle wycięto z oferty, sprzedając licencję do Iranu, gdzie podjęto produkcję tego samochodu pod marką Paykan.

Cudo.

2. Chrysler-France 160/180/2 Litre (1970-1979)
Obecność Chryslera we Francji i jego pakiet kontrolny marki Simca zaowocował powstaniem wielu dziwadeł, ale najdziwniejszy z nich był zapewne znany w Polsce Chrysler-France 160/180/2 Litre. Technicznie jest to Simca 1301-1501 ubrana w większe nadwozie o bardziej modnym kształcie i z większymi silnikami. Auto sprzedawało się nieźle, bo było duże i eleganckie, a nie kosztowało przesadnie dużo forsy. W Polsce pojawiało się na południu kraju. Przyczyna tego jest prosta: można było je od ręki kupić w czechosłowackim Tuzexie za dewizy. A było w Polsce trochę osób, które mogły sobie na to pozwolić.
W zależności od kraju auto nazywało się Chrysler-France 180, Chrysler 160/180/2 Litre, Talbot 2-Litre, albo – uważajcie, to hit – Chrysler-Simca-Barreiros. To oczywiście w Hiszpanii, gdzie oferowano go z dieslem jako taksówkę aż do 1982 r.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I to wciąż jeszcze nic, bo w 1975 r. rozpoczęto wysyłanie zestawów do montażu do Australii, gdzie składano go pod nazwą Chrysler Centura i wkładano do niego czterolitrową, rzędową szóstkę, żeby lepiej walcował Matyldę. #pdk

3. Chrysler Esplanada
Historia tego samochodu jest tak cudowna, że aż nie wiem od czego zacząć. Może od tego, że w latach 60. wydawało się, że Brazylia będzie wspaniałym rynkiem dla marek premium i drogich samochodów. Społeczeństwo wszak się bogaciło, a tego że postępował też jego podział na biednych i bogatych nie zauważano. Dlatego Simca do Brazil z sukcesami sprzedawała stary model Vedette z 2,5-litrowym V8. Tyle że w latach 60. był on już dramatycznie przestarzały i podjęto próbę jego modernizacji, stylizując nadwozie a lo americano. W międzyczasie Simcę przejął Chrysler i nowy model Esplanada wychodził pod nazwą Simca Esplanada by Chrysler, a później Chrysler Esplanada. Oprócz nadwozia nie zmieniono nic, nadal pod maską siedział stary silnik 2.5 V8 z lat 50., ale za to pojawiła się sportowa wersja GTX, nawiązująca do amerykańskich samochodów muskularnych. Miała 130 KM, cztery biegi i osiągała setkę w 15,3 s. Istny potwór.

4. Chrysler Sigma
Chrysler przez lata współpracował chyba ze wszystkimi, ale najlepiej pamiętamy go z dżontwenczer z Mercedesem, wcześniej zaś z Mitsubishi. Do najgłupszych decyzji biznesowych należało oferowanie tego samego samochodu pod dwiema nazwami na jednym, niezbyt chłonnym rynku – tak powstał Chrysler Sigma, czyli australijska odmiana Mitsubishi Galant, sprzedawana równocześnie z oryginałem. Po co, pytam się.

5. Chrysler Ypsilon
Fiat miał w pewnym momencie fazę na przerabianie Chryslerów na Lancie. 300 = Thema. Sebring = Flavia. Voyager = Voyager (brawo za inwencję). Ale czy wiecie, że to szło też w drugą stronę? Serio – wytwarzaliśmy w Polsce Chryslera. Dokładnie był to Chrysler Ypsilon, czyli Lancia Ypsilon sprzedawana pod tą nazwą w Wielkiej Brytanii. Był to najmniejszy Chrysler w historii, jedyny z silnikiem dwucylindrowym i jedyny produkowany w Polsce. Nie wiem czy jest się czym chwalić.

6. Crossfire
Zdecydowanie najstraszniejszy przejaw współpracy Chryslera z Mercedesem, a dokładniej aliansu tych dwóch firm. Mercedes CLK przebrany w nadwozie a’la hot-rod to koszmarek, który mógłby powstać w jakimś warsztacie produkującym repliki, pośmialibyśmy się chwilę z niego na okładce Maxi Tuningu, a potem byśmy o nim zapomnieli. Nie, to produkowano seryjnie i sprzedawano w salonach. Silnik 3.2 V6 – jak w okularze. Wnętrze też zdecydowanie za bardzo przypominało to z Mercedesa.

Przyciski na konsoli – okular

Co za koszmarne proporcje, zaczyna się Sebringiem a kończy Alfą Brerą. Rozjeżdżałbym walcem.

7. Chrysler E-Class
Zanim powstał Mercedes klasy E, Chrysler produkował sedana o tej nazwie. W ofercie utrzymał się tylko przez dwa lata modelowe: 1983-1984, przy czym przez kilka pierwszych miesięcy nazywał się Grand LeBaron. Dlaczego nie Le Grand Baron? Nie wiadomo, bo zaraz później zmieniono nazwę na E-Class. Już po roku sprzedaży zrobiono lifting zmieniając tylne lampy, a do wolnossącego 2.2 na gaźniku dołożono 2.2 Turbo z wtryskiem. E-Class 2.2 Turbo to jeden z najrzadszych modeli amerykańskich z okresu najgłębszego malaise.
W założeniu miał to być K-Car premium. Nikt się na to nie nabrał, ale warto odnotować, że i tak sprzedano 70 000 sztuk.

8. Chrysler-Valiant Charger Drifter
Australijski oddział Chryslera przez jakiś czas dodawał do swoich samochodów nazwę Valiant jako submarkę. Stąd w Australii występował na przykład Valiant Galant, czyli Mitsubishi zrebrandowane na Chryslera, który zsubrebrandował je na Valianta. Dzień jak co dzień w kraju kangurów. Natomiast jeszcze dziwniejszy był Chrysler Valiant Charger Drifter. Było to coupe z lat 1976-1978, wyglądające jak zderzenie stylizacji muscle cars z autami japońskimi z lat 70. Ostatnia generacja, czyli CL doczekała się pakietu stylistycznego Drifter, który miał upodabniać to coupe do popularnego vana o nazwie Drifter. Oznacza to, że – uważajcie, skupcie się – wprowadzono do coupe pakiet stylistyczny, aby nawiązać do auta użytkowego. To tak jakby Toyota GT86 miała pakiet ProAce, a Mercedes AMG GT – pakiet Sprinter.

Driftera napędzały silniki 4.3 R6 albo 5.2 V8.

Chrysler-Valiant Charger Drifter

Chrysler-Valiant Drifter

  1. Chrysler Esplanada piękny jakby ktoś pożenił wołgę i starego opla z dachem i szybami ze 125p. Idealny wóz do drogowego kina grozy w stylu the car.

  2. Jeździłbym AMG GT w pełnym sprinterze – biały, czarne zderzaki i frezowane na zamówienie imitacje srebrnej stali z małymi czarnymi kołpaczkami. Do tego rdza aerografem do czasu aż nie pojawi się sama i kilka wgniotek.

  3. Samochody produkowane przez grupę Rootes nie były jakoś szczególnie zacofane technicznie w momencie, wręcz przeciwnie – były całkiem współczesne i miały dobrą reputację na rodzimym rynku ze względu na jakość nieco wyższą niż u konkurencji. Jakby nie patrzeć, model Imp, który pogrążył firmę finansową miał górnozaworowy silnik z aluminiowym blokiem i dość dużą mocą wyciśniętą z niego. W przygotowaniu były inne jednostki o takiej samej konstrukcji, w tym dwu- oraz dwuipółlitrowa jednostka w układzie V6, która miałą trafić do Chryslera 180, tudzież Humbera Hawka. Hillman Hunter i jego niezliczone klony rywalizowały z Fordem Cortiną i były w standardzie mocniejsze, miały bardziej nowoczesny układ kierowniczy i skrzynie biegów. Problemem w tym przypadku było niedoinwestowanie oraz brytyjskie problemy ze związkami zawodowymi.
    Chrysler 180 nie ma prawie nic wspólnego z Simcami, oprócz miejsca produkcji i kilku komponentów, które były pod ręką. Był to projekt grupy Rootes, ale ograniczony przez Chryslera. Projektantem nadwozia był Roy Axe, który zaprojektował także Sunbeama Rapiera/Alpine oraz Hillmana Avengera. Samochód po działaniach księgowych (w tym usunięcia z niego silników V6, które były gotowe do produkcji) nie był zbyt udany i był wszędzie poza Francją (gdzie Simca była popularna) oferowany jako Chryslera – w Hiszpanii również

  4. Pawian123

    No niezłe wszystkie. Crossfire realnie nie wygląda tak źle ale Clarkson trafił z tym porównaniem do srającego psa 😉 Obejrzałem go kiedyś dokładnie i wydaje mi się dość odpustowo wykonany ale… nawet fajny 😉 Ypsilon to już jakaś kpina jest. Pracowałem w tej fabryce jakiś czas a o jego istnieniu dowiedziałem się dopiero po zwolnieniu się stamtąd. Wszyscy mówili tylko o produkcji Lancii Y. Co do Themy 300C, Sebringa Flavii i Voyagera Voyagera to niesmak miałem zaraz jak to pożeniono i zaprezentowano. Chociaż fajnie Włosi poprawili wnętrza tych amerykańców. No ale zaraz było widać, że to Amerykańskie, toporne i włoskiego stylu zero. Najbardziej się ubawiłem a zarazem zażenowałem jak gdzieś przeczytałem, że Pan Sergio widzi podobieństwa Dodge’a Vipera do Alfy Romeo i będą sprzedawane w tych samych salonach. Oj dał do wiwatu ten kryzys, motoryzacji i spowodował głupie pomysły kadry zarządzającej koncernami.

  5. Hmmm, to może ja napiszę post będący moim klasycznym offtopowaniem o pojazdach pancernych. Otóż wiele osób słyszało o Chrysler Turbine Car (a przynajmniej wśród miłośników pojazdów klasycznych). Jednocześnie wielu miłośników pojazdów pancernych wie że jeden z nielicznych pojazdów lądowych z silnikiem turbinowym to amerykański czołg Abrams. Jednak co jeszcze ciekawsze, przecież przez większość zimnej wojny za rozwój amerykańskich czołgów średnich/podstawowych i ciężkich odpowiadał oddział Chryslera! Chrysler Defense. Abrams został zresztą zaprojektowany przez Chrysler Defense. Ergo, autor napisał coś takiego: „Co za koszmarne proporcje, zaczyna się Sebringiem a kończy Alfą Brerą. Rozjeżdżałbym walcem”. Cóż, chyba bardziej… hmmm… klimatycznie było by rozjeżdżać ten pojazd Abramsem! Swoją drogą, chyba w jakimś odcinku Top Gear było o tym Chryslerze Crossfire (Islandia, test 3 roadsterów).

  6. sqaure626

    Temat bez dna – bo przejmując Rootes Group mieliśmy jeszcze Chryslera Avengera który skończył jako Volkswagen i Chryslera Sunbeama – supermini z tylnym napędem i silnikiem 2,2

  7. sqaure626

    @mk2 z tym Impem to coś było, że Rootes dostał grant od rządu le pod warunkiem, że wybuduje fabrykę gdzieś prawie w Szkocji a tubylcy raczej znali się na wypasie owiec niż spawaniu blachy którą dodatkowo przez całe królestwo musieli wozić. Może coś pokręciłem ale z tym samochodem było oś nie halo od początku

  8. Autosalon

    Miałem Ypsilona. Przepraszam.- Thesisa też. Nie przepraszam.
    AR 156 i MiTo tez . Ostatnie jest najlepsze. Naprawdę.

  9. Warto dodać, że silnik Simca 2,5 V8, to właściwie jest Ford V8 Flathead z lat 30.

  10. Z tego co pamiętam w top gear stylistyka crossfire była określona mniej więcej tak: przypomina psa robiącego kupę

  11. damianyk

    W sumie dostawczy musclecar to całkiem niezły pomysł.

  12. FCA ma ostatnio coraz gorszą passę. Szkoda, bo bardzo lubiłem Voyagera.

  13. @damianyk np el camino albo holden ute!!! Poproszę!

  14. st Druciarz w firmie C&G

    chcę Chryslera z pakietem Abrams line.

  15. pete379

    Pakiet Sprinter do AMG GT? W sumie brzmi jakby to był realny pakiet do odchudzonej i podkręconej do 1/4 mili wersji.

  16. radosuaf

    Crossfire jest fajny! Tylko się zastanawiam – robili inne niż srebrne czy tam srebrno-niebieskie takie? Bo chyba tylko w tym kolorze widziałem…
    Przy okazji – w sobotę widziałem w Poznaniu… Lancię Flavię (tę nową). Serio. Obstawiam, że jedyny egzemplarz w Polsce :).

  17. Valiant Drifter z ostatniego zdjęcia wygląda jakby miał założoną bejsbolówkę 🙂

    A co do sylwetki Crossfire, to jednak i tak jest zupełnie przyzwoita jeśli porównać go z BMW X6 albo X4, które mają garba charakterystycznego dla defekujących psów. A jeśli jeszcze na klapie jest dołożona lotka – to od razu wygląda to jak uniesiony ogonek, żeby go łajnem nie skalać.

  18. KIEROWCA

    Pete379 – Sprinter był nawet sprzedawany w stanach jako Dodge.

  19. dr. Kamil

    Na Crossfire’a można było rwać loszki bo o dziwo się podobał.

  20. Ten HUNTER to by się dobrze rebadgowal z czterookim folkswagonem K70

  21. Moricone, laskawca pozostawil w portfolio Chryslera. Ale za to wpadl na klika blyskotliwych pomyslow jak zaprzestanie po 2020 sprzedazy Tipo w UE i skupieniu si ena sprzedawaniu 500, pand i innych kosiarkowozow. Jak nie jestem wielkim fanem FIATa (chociaz 2/3 moich jezdzidel jest teraz FCA), tak zal patrzec co ten gosc wyprawia z punktu widzenia konkurencji. NAdzieja tylko w tym, ze gosc odchodzi na emeryture za rok i moze nie zdazy wszystkeigo zepsuc.

  22. Szkoda trochę FCA totalnie nic nie produkują. Punto się dobrze sprzedawało zabili produkując je całe 100 lat co można też powiedzieć o wielu innych autach. Choć grande punto było w pierwszej 10 najlepiej sprzedających się aut, myślę że tani crossover coś w rodzaju dustera z lepszym designem byłoby strzałem w 10. Chrysler też miał potencjał skoro sprzedawało się dobrze coś takiego jak PT cruiser. Lancia mogła wrócić do korzeni i być czymś w rodzaju Audi i robić za przednionapędowe premium w lepszych wersjach 4×4. Alfa romeo chyba zapowiada się dobrze, ale zapominają że w tych czasach modne są elektroniczne bajery, na ich miejscu zrobiłbym głęboki lifting giulii i dał lasery itp. i nowy wygląd. Dodge powinien wypuścić nowe muscle cary bo takie mustangi i camaro się bardzo dobrze sprzedają. Maseratii wyglądają nudno jak konkurencja bmw, nie jak jakieś bardzo drogie marki. Poza tym powinni wejść na rynki chińskie jak volkswagen i produkować bardziej globalnie. Myślę że taki chrysler 200 spokojnie walczyłby w europie z superbem, a w ameryce z camry, w chinach robiłby za limuzynę i coś by z tego było. Tak samo tipo mogłoby w wschodniej europie dobrze się sprzedawać, turcji, chinach i innych krajach. Mogliby też pójść w unifikacje jeepy byłyby bazą dla suvów alf romeo, nowy charger dla jakiegoś granturismo podobnego do kii stinger i audi a7 itp. Myślę, że da się robić zupełnie inne modele, wygląd, przeznaczenie, klienci, prestiż na tych samych platformach.

    Ford jakoś umie wypuszczać globalne modele, Volkswagen umie drenować własny naród i chiny. PSA umie utrzymywać się bazując tylko na europie. Dlaczego ten pieprzony fiat nic nie umie, oprócz wygaszania modeli?

  23. radosuaf

    @fxb xd:
    Maserati wyglądają nudno? No raczysz żartować, przepiękne samochody, nawet Levante, chociaż osobiście nie cierpię SUV-ów i Stelvio mi już nie siedzi kompletnie.

  24. Coś się chyba nie udało z tym „hejtem” na Crossfire’a – może Clarksonowi sie nie podoba, ale większości już tak. Poza tym w ciekawej, old school’owej stylizacji (zwłaszcza tyłu) kryje się dość prosta i niezawodna technika Mercedesa z całkiem dynamicznym silnikiem pod maską. Tak, kupowalbym, ale miejsca w garażu brak.
    Co do produktów FCA – część z Was pewnie była w słonecznej Italii i zauważyła, że samochody, którymi jeżdżą mieszkańcy tego kraju są właśnie wielkości 500-tki, Pandy itd. BMW serii 7 to tam unikat lub… obcokrajowiec. Po prostu ich sprzedaż skierowana jest na rynek wewnetrzny, reszta Europy to tak „przy okazji”.

Leave A Comment?