Kejs z dziedziny zarządzania, czyli Bill Thomas Cheetah

Nie wiem jak to możliwe, że niektóre samochody są takie „kultowe”, skoro są złe i bez sensu. Tym razem nie chodzi mi jednak o Syrenę, a o samochód Bill Thomas Cheetah, powstałą w 10 sztukach wyścigówkę amerykańską z lat 1963-1965. Piszę o niej dlatego, że na sprzedaż pojawił się egzemplarz z ciekawą historią, pozostający w posiadaniu jednego właściciela od 53 lat. Jego obecny posiadacz, pan Sam Goins, kupił go od niejakiego Budda Clusseratha z Indiany. Pan Budd zamówił samochód Cheetah tylko dlatego, że kupił go sobie jego kolega Ralph Salyer. Przez rok ścigał się swoim Cheetahem w 4 lub 5 wyścigach, a następnie zniechęcony ogólnie złym zachowaniem samochodu sprzedał go jako zaledwie półtorarocznego. Nabywca, czyli wspomniany Sam Goins, wstawił go do garażu i już. Przez 53 lata natłukł nim może 100 motogodzin – nie wiadomo ile kilometrów, bo Cheetah nie ma miernika przebytej odległości.

Samochód Bill Thomas Cheetah powstał jako konkurencja dla Shelby Cobry. Rozumiecie – Gepard szybszy niż kobra i takie tam. General Motors nie miało własnego pomysłu, więc zdecydowało się wesprzeć Billa Thomasa z Kalifornii, który zajmował się przeróbkami samochodów pod kątem wyścigów. Tyle że w początkowym stadium Cheetah nie miał być samochodem wyścigowym, a rywalem Cobry pod kątem lansu i szybkości. Projekt poprowadził Bill ze swoim wspólnikiem Donem Edmundsem.

Cheetah na wyścigach w 1964 r.

Jak to się stało, że Bill i Don skasztanili Cheetaha? Przede wszystkim rozpoczynając projekt nie uznali, że ten wóz będzie się ścigał. Ta decyzja przyszła później. Dlatego nieszczególnie przykładali się do sztywności przestrzennej ramy, uznając że to co narysowali, wystarczy do kruzingu po Sunset Blvd. Gorzej, że gdy takim miękkim jak kiełbasa autem wpada się w zakręt na torze, to można się nieźle zdziwić jak ono potrafi „zapracować” i pojechać trochę nie tam, gdzie chce kierowca.
Po drugie stwierdzili, że bardzo podobają im się dragstery z lat 50. z silnikiem pośrodku. Silnik pośrodku to dobry rozkład mas, pomyśleli Bill i Don. Pospawali ramę, na środek położyli silnik V8 z Corvette o pojemności ok. 5,4 litra, a za nim dali kabinkę. Nie trzeba było montować wału napędowego, bo skrzynia z dyfrem łączyła się po prostu przez przegub. Przód samochodu od silnika do przedniej osi zasadniczo nie służył do niczego.

Dragster z lat 50. Świetny.

Pierwszy gotowy samochód został sprzedany Chevroletowi, ale potem Bill Thomas go odkupił. Pierwsze dwa auta, właściwie prototypowe, miały nadwozie z aluminium. Potem jednak uznano, że włókno szklane będzie łatwiejsze do opanowania i egzemplarze od 3 do 10 są już z tworzywa sztucznego.

Kiedy Chevrolet uznał, że wszystko fajnie, auto ładne, ale trzeba się pościgać, bo „race on Sunday, sell on Monday”, zaczęły się problemy. Pierwszy egzemplarz został rozbity już podczas sesji treningowej do wyścigu w LA. Aluminiowe nadwozie zostało zniszczone i nałożono takie z tworzywa sztucznego. Dobra, udało się wystartować 1 lutego 1964 r. w południowej Kalifornii. Na pierwszym okrążeniu – kraksa. Wylał się płyn chłodzący i samochód wpadł w poślizg na własnym płynie. Świetna konstrukcja. I tak to było z Cheetahami. Połowa zbudowanych aut ma za sobą co najmniej jedną kolizję na torze wyścigowym, tzn. mowa o tych, które się ścigały.

Ło kurde Morris Minor!!!

Kierowcy wyścigowi mieli krótką opinię na temat Cheetaha: piece of shit. Przy dużych obciążeniach tylne koła rozchodziły się na zewnątrz z powodu niedostatecznie sztywnego zawieszenia, a jak się hamowało, to się schodziły, co powodowało że nie sposób było złożyć się skutecznie w zakręt. Oprócz ogólnej miękkości i gumiastości podwozia, o której już wspomniałem, samochód był za ciasny. W kabinie przebiegały rury od układu chłodzenia i można było tam zejść z gorąca. Co najmniej jedną sztukę Cheetaha przerobiono na roadstera, żeby kierowca nie wykorkował od temperatury. Ale to to nic. Bill i Don, geniusze inżynierii, nie ogarnęli że oprócz wlotu chłodnego powietrza do silnika potrzebny jest też wylot ciepłego powietrza. Po prostu go nie zrobili. W cieplejsze dni (a takich w Kalifornii nie brakuje) Cheetah gotował się jak woda na parówki, zgotowany płyn dostawał ciśnienia i spadały węże od chłodzenia. GOOD JOB, jak powiedział Obi-Wan w „Ataku Klonów”.

Wnętrze dziś…

Absolutnie najlepszą rzeczą w Cheetahu był wyścigowy silnik, który wrzucano zamiast tego 5.4 (napędzał on tylko prototyp). Bill zbudował rewelacyjną V-ósemkę 6.2 z wtryskiem paliwa na bazie fantów od Corvette. Cheetah genialnie wypadał na dragstripie, co nie powinno dziwić, bo był zaprojektowany na wzór dragstera.

Mimo to znalazł się świr, który kupił jedną sztukę dla żony, żeby jeździła nim na co dzień. Musiała być zachwycona.

…i 53 lata temu.

Koniec projektu Cheetah był jeszcze gorszy niż początek. Zmieniły się przepisy co do homologacji samochodów w wyścigach aut seryjnych. Trzeba było zbudować 1000 sztuk. Ani GM nie miało zamiaru za to płacić, ani Bill Thomas nie miał takich możliwości produkcyjnych, a poza tym produkt był dość słaby i wymagał drogich poprawek. Zbudowano w sumie 10 gotowych pojazdów i 23 podwozia w różnym stadium „ukompletowania”. Na koniec manufaktura Billa Thomasa spłonęła w tajemniczych okolicznościach, Bill wziął ubezpieczenie i zawinął się z okolicy.

To wszystko co opisałem powyżej jest kejsem z dziedziny zarządzania:
– klient nie bardzo wiedział czego chce – czy auta wyścigowego, czy lansu bansu i robienia hałasu
– klient wybrał podwykonawcę z dupy i po znajomości
– podwykonawca średnio znał się na tym co miał zrobić, a jeszcze klient zmienił mu decyzję w trakcie
– ostatecznie wyszła kupa z włosem.

KUPCIE SOBIE CHEETAHA

  1. Przynajmniej zrobili i sprzedali te 10 sztuk. ÓCZ SIE, ARINERIO.

  2. maudite

    Piękny tył 😉 Przy jakiejś kraksie i strzale z tyłu kierowca stanowiłby ciekawą strefę zgniotu.

  3. Odnoszę wrażenie, że Autor jest lekko uprzedzony do GM 😉

  4. łoboże

    Jakby mu zamienić kierunek jazdy to by wyszło coś w stylu biednej wersji AutoUnion Typ-C.

  5. Hurgot Sztancy

    @maudite – niewiele ciekawszą niż dzisiejszy przeciętny minivan w 7-miejscowej konfiguracji

  6. KIEROWCA

    Żałosny ulep z gatunku BMW o kształcie agresywnego mydła. Ani to ładne, ani praktyczne ani mogące się poszczycić właściwościami jezdnymi. Trudno uwierzyć, że to wytwór „fabryczny”.

  7. Hurgot Sztancy

    a co tu ma do rzeczy BMW? chyba, że potrzebujesz tematu do rozpętania g-burzy?

  8. damianyk

    Amerykanie i ich sport samochodowy. Jazda z największym butem do przodu przez ćwierć mili. A dla prawdziwych geniuszy kierownicy zakręt w lewo, a po nim zakręt w lewo. No to jest skomplikowanie potężne. Aha, no i monster trucki, to już zabawa dla naprawdę uzdolnionych kierowców. Wyprodukowanie czegoś bardziej skomplikowanego niż silnik z przodu, napęd na tył to dla nich czarna magia,

  9. dr. kamil

    Całkiem fajna konstrukcja, ma w sobie coś z dziecięcych fantazji rysunkowych i Wacky Races, ja bym jeździł.

  10. @Hurgot Sztancy, minivany mają silnik przed kierowcą, zresztą obczaj sobie na YT zderzenie Espace i Disco- na początku nie wierzy się w to co się widzi…

  11. @Piotr – ale tam była mowa o uderzeniu z tyłu. Minivany nie mają drugiego silnika z tyłu za drugim rzędem pasażerów. Natomiast nie wiem jak często zdarzają się silne uderzenia w tył podczas wyścigów. A w tamtych latach żadne auta nie były bezpieczne na torze tak w ogóle.

  12. Kupił taki żonie w pakiecie z dobrym ubezpieczeniem na życie, a wszystko wyszło dużo taniej niż rozwód.

  13. Hurgot Sztancy

    @Piotr – przecież chodziło o uderzenie z tyłu

  14. No nie wieeerzę, mój pojazd marzeń No1 na Złomniku! hahaha Jeszcze przecieram oczy! Ja tam nie będę już nic dodawał na temat jego właściwości jezdnych po tym co Pan Zbigniew już tu napisał ALE ja mam zboczenie an punkcie kit-carów i w tym obszarze to jest właśnie ikona, nic innego;) mimo, że nie był to nawet kit car, tylko przypominał go konstrukcją (te pozostałe egzemplarze dokańczano już jak kit cary). Fakt, że umarł zanim doczekał się dopracowania jest bardzo smutny.
    Z kolei jeśli chodzi o stylizację to jest mistrzostwo świata :), i słyszałem też tą opinię od zawodowych projektantów (samochodów). Ja go bezczelnie stawiam obok Cobry Hardtop i Daytona, Jaguara E-type Coupe oraz nawet 250 GTO, a współcześnie świętej pamięci absurdalne TVRy ….(RIP) o których też można śmiało podobny artykuł napisać. Ten samochód jest jak Johny Bravo, taki archetyp wyścigówki z tamtych czasów z przerysowaniem wszystkich cech najpierw genialne wyłapanych. I bardziej się chyba przerysować tego nie da. To taki Hot Wheels ale prawdziwy:) Aha no i gadanie o strefach zgniotu w samochodzie wyścigowym z tamtych lat to faux pas hehehe, przecież popatrzcie na Lotusa 7:))) W takim pojeździe ma być niewygodnie i niebezpiecznie jak w myśliwcu z I albo II wojny światowej! jak wsiadasz to się zastanawiasz czy w ogóle dziś wrócisz żywy do domu! mają ci się trząść ręce! Ja tam lubię to uczucie, i to dla niego się kupuje różne takie wynalazki – nie dla komfortu tylko dla dyskomfortu;) Taki własnie widowmaker. Samochód z czasów gdy samochody miały jaja i kierowcy też, a życie było nic nie warte;). Łatwiej to zrozumieć jak się ktoś przejedzie np Caterhamem i mu się spodoba…;) Z resztą
    w tym ‚segmencie’ nie było chyba wiele grzecznie prowadzących się konstrukcji, nawet StingRay był narowisty, E-type na początku bardzo, Cobra może mniej ale również, i to trochę wynika już z samych chorych założeń tutaj:). No i ostatnia sprawa: w końcu ‚ikoniczność’ wynika m.in właśnie z absurdalności jak np Countach, albo inne takie i to też chyba jest taki przypadek. Nie ma tu nic do pogardzania. Oczywiście zgadza się: jest to pojazd tylko dla świrów ale jest wyjątkowy i temu nie można zaprzeczyć:))) inaczej by się tu nie pojawił, prawda? Dzięki za ten wpis ! nawet jeśli tylko mnie zachwycił – warto było !!!

  15. @KIEROWCA – to jest sto razy gorsze od agresywnego mydła. Agresywne mydło było urokliwie absurdalne, sylwetka nie do podrobienia, prawdziwy purenonsens i Monty Python. To jest po prostu zwyczajnie nieudane auto sportowe. Tamto było idiotyczne do kwadratu, to jest tylko spartaczone 🙂

  16. kuba_wu

    @minivany vs uderzenie w tył
    No właśnie – to jest powód, dla którego wzdragam się przed umieszczeniem kogokolwiek w trzecim rzędzie siedzeń, pomijając już wygodę owych siedzeń. Ale powiedzcie mi o dobrzy ludzie, co mógłbym nabyć, chcąc wozić sześcioosobową rodzinę, a jeszcze bardzo by było fajnie mieć z tyłu normalny bagażnik dla tej szóstki? I żeby to jednak nie był autobus? Bo mnie z riserczu wychodzą wyłącznie dwa starocie 1) multipla, 2) Honda FRV. Istnieje jakaś alternatywa?

  17. Mikaell

    @brunon <3
    @kuba_wu previa jajko ? (previa I gen)

  18. E? To ja poprosze o przyklad amerykanskiego auta, ktore w zakretach nie jest gumowe i jedzie tam gdzie chce kierowca w zakrecie… Dla ulatwienia dodam, ze nie musi hamowac… :).

    PS. Wpis cudny, zlomnik w pelnej krasie.

Leave A Comment?