Ferrari 212 Inter Ghia stoi na Peronie pierwszym

Uwaga suchar: jak najchętniej spała Evita? Na Peronie.

HAHAHAHAHA

Dobra, a teraz Ferrari. Niedawno kolega opisywał je na Autoblog.pl, ale ten samochód jest na tyle ciekawy i wyjątkowy, że postanowiłem poświęcić mu osobny wpis na Poznajemy Samochody.

Jest to zapewne najpiękniejsze Ferrari w historii, a przynajmniej ja nie znam piękniejszego. Możecie nazwać mnie świrem, ale kiedy zobaczyłem, że ten egzemplarz Ferrari trafia na sprzedaż, to pomyślałem – hej, przecież mam opis tego wozu w Classic Cars z września 1995 r., sięgnąłem do swojej blibloteki i wyciągnąłem od razu właściwe czasopismo. Nie, nie znam na pamięć wszystkich czasopism które czytałem (niektórzy uważają, że znam), ale akurat to Ferrari jest tak szokująco wspaniałe, że zapamiętałem je od razu.

Prześledźmy pokrótce jego historię. Juan Peron, prezydent Argentyny, zobaczył ten samochód w 1952 r. na targach w Paryżu i zapragnął go mieć. 212 Inter Ghia pochodził z krótkiej serii 73 egzemplarzy, powstałych w typowy dla tamtego okresu sposób: Ferrari dawało podwozie, a nadwozie zabudowywał jeden ze wspaniałych włoskich kołczbilderów. Tyle że z tym nadwoziem powstała tylko ta jedna sztuka przeznaczona właśnie na pokaz w Paryżu. Auto ma wiele cech szczególnych, jak uchwyt schowka zrobiony z kości. Ciekawe czy z ludzkiej. Albo wylot powietrza ze zbiornika paliwa w klapie bagażnika. W Ghia bardzo nie chciano, żeby korek wlewu paliwa zakłócał linię nadwozia, więc bak jest w bagażniku. Ponoć na tym samym stanowisku w Paryżu stał jeszcze Fiat, też skarosowany przez Ghię, który wyglądał jak to Ferrari, tyle że nie miał silnika V12. Niestety, zdjęcie Fiata jest słabe.

Na stronie RM Sotheby’s jest historia tego egzemplarza, ale bardzo niepełna. Uzupełnię ją w dalszej części tego wpisu.

Peron zamówił sobie to konkretne Ferrari, ale bardzo chciał uniknąć importowania go do Argentyny jako nowego wozu. Gdyby tak się stało, to albo musiałby zapłacić horrendalny podatek od importu dóbr luksusowych – a nikt nie lubi wywalać hajsu w powietrze – albo zadekretować, że jako prezydent nie płaci podatków, bo tak. A to spotkałoby się ze wściekłością społeczeństwa i ktoś mógłby mu urżnąć łeb. I tak trzy lata później odsunięto Perona od władzy i musiał zwiewać z kraju, bo chcieli go poszatkować. Wykonano więc przekręt, tzn. zarejestrowano to nowe Ferrari we Włoszech jako inne Ferrari (wydano 2 takie same komplety tablic) i dzięki temu Juan Peron ściągnął sobie do Argentyny po prostu samochód używany. Pojeździł nim do 1955 r., a następnie zostawił, uciekając w panice.

Samochód stał przez następnych 18 lat w garażach kancelarii prezydenta Argentyny i nikt się nim za bardzo nie interesował. Wreszcie w 1973 r. Włoch Conrado Tennina kupił je na przetargu za równowartość 7,5 tysiąca dolarów. Samochód był w dość kiepskim stanie, a Tennina miał zamiar po prostu nim jeździć, więc na początek pomalował go na czerwono, a potem założył nowocześniejsze zderzaki. I zaczął sobie nim jeździć tu i tam po Buenos Aires, wzbudzając sporą sensację. Tłukł się nim aż do 1988 r., a że był całkiem ogarniętym gościem, to nie włożył do niego diesla od W123, co się opłaciło – sprzedał go za niezłe pieniądze niejakiemu Peterowi Suterowi. Peter był akurat na wycieczce w Argentynie i zobaczył ciekawe Ferrari, dogadali się, i Suter zabrał je do Szwajcarii.

Na miejscu przekonał się, że Ferrari jest kompletnym szmelcem. Panele zewnętrzne nadwozia wykonane z aluminium były mocowane do stalowego szkieletu, co spowodowało gigantyczne pokłady elektrokorozji. Panele kruszyły się w rękach. Wóz był w stanie: pali, jeździ, nic nie działa. Z silnika ciekło jak ze starej beczki. Kurde, pomyślał Suter, to chyba był średni zakup. A wezmę to sprzedam dalej! – jak pomyślał, tak zrobił i upchał to niejakiemu Uwe Ohlsenowi z Heidelbergu, który był dilerem egzotycznych marek w Niemczech, w tym Ferrari. Uwe Ohlsen obejrzał wóz i stwierdził, że renowacja będzie kosztować jakiś miliard trylionów marek. Zadzwonił więc do swojego znajomego Petera Rosenmeiera z Markgroningen, który był mechanikiem i powiedział „słuchaj, mam tu takie Ferrari do ogarnięcia na szybkości, robimy coś coś ten?”. I Peter się zgodził.

Przed rozbiórką

po rozbiórce

Prace renowacyjne rozpoczęły się w 1990 r. po zdokumentowaniu wszystkiego co dawało się zdokumentować. Ferrari dotoczyło się do renowacji na własnych kołach, prychając co jakiś czas jak kot polany wodą. No cóż, jak wspomina Rosenmaier, z oryginału zachowało się niewiele. Grill wewnętrzny zgnił całkowicie. Zbiornik paliwa też. Podłoga dziurawa jak sito. Panele nadwozia dorabiano od nowa w firmie robiącej konstrukcje z aluminium. Uczciwie rzecz ujmując, to Ferrari nie jest już oryginalne z zewnątrz, bo niewiele nadwozia nadawało się do pozostawienia w stanie nienaruszonym. Zgnilizna była naprawdę straszna, a konstrukcja nadwozia – skomplikowana. Oryginalna jest prawa przednia ćwiartka, słupki dachu i trochę tyłu. Uwe przyjeżdżał do Petera i zabierał wszystkie zdemontowane części na wzór. Dorabiano nawet nowe rury stelaża nadwozia, które miały przekrój owalny, bo zwykłe okrągłe byłyby zbyt plebejskie. To to jest nic. Uwe zaprzągł komputer (1991 r.!) do zeskanowania wzoru oryginalnych zderzaków i dorobienia na tej podstawie modelu 3d, z którego potem wykonano wzór do stworzenia ich z blachy. To to jest nic. Uwe zlecił stworzenie dwóch nowych oryginalnych szyb Perspex i trzeba było do tego celu stworzyć specjalne oprzyrządowanie. To to jest NIC. Uwe wynalazł w Szwajcarii typa, który zbiera stare akumulatory (SERIO, nie złomiarz tylko kolekcjoner) i kupił od niego za 3000 dolców oryginalny, nigdy nie używany, suchy akumulator IMAG montowany oryginalnie do Ferrari w latach 50., zalał go elektrolitem i odpalił. Akumulator przetrwał krótko i na aktualnych zdjęciach 212 już jest nowoczesna bateria z Fełwerta.

Silnik remontowano w Wielkiej Brytanii i wymagało to stworzenia od nowa maszyny do honowania cylindrów, bo żadna nie pasowała. Silnik ma tylko 2,5 litra pojemności, ale za to 12 cylindrów (miałem auto 3-litrowe, 4-cylindrowe: patologia) i moc 170 KM. Uwe miał do powiedzenia tylko tyle: renowacja tego wozu kosztowała milion funtów angielskich i była najlepszą renowacją przeprowadzoną w Europie w tamtych latach koniec kropka.

Wydawałoby się, że taki Uwe zostawi sobie Ferrari na wieki wieków, ale w 1999 r. sprzedał je za nieznaną sumę kolekcjonerowi Ferrari z Włoch. Nowy właściciel woził 212 po zlotach i zgarniał nagrody. Obecnie zdecydował się je wystawić na aukcji RM Sotheby’s.

Ferrari sprzedało się za 1 187 500 dolarów. To dość tanio. To taniej niż kosztowała jego renowacja. Dlaczego tak słabo? Nie wiadomo. To jeden z najwspanialszych zabytkowych samochodów na świecie w ogóle. Ma wszystko: markę, historię, osiągi i idealny stan. Nie można sobie wyobrazić niczego wspanialszego. A tu ledwo 1,19 mln dolców. No tyle to niektóre nowe auta kosztują, a elektryczna Arrinera ma być jeszcze droższa.

POMÓŻCIE MI ZEBRAĆ NA FERRARI

  1. Mam bardzo mocne skojarzenie z 612 Scaglietti gdy patrzę na tego intera.

  2. A. Łukaszenko

    Fajny, tylko troche wonski.
    Tak wygląda jakby FIAT 643 albo SKODA RTO.

  3. Autosalon

    Arrinera jest strasznie droga ,szczególnie jak na konstrukcję z kątownika, włókna szklanego i szpachli.
    Ferrari tanie , jedyny egzemplarz i w ogóle. Moze odstrasza zawartość ferrari w ferrari?

  4. Nie sądzę by Notlauf posiadał Porsche 968 więc co to za pojazd z 3 litrowym R4 miałeś?

  5. Tymon, ale w którą stronę właściwie jest ta patologia? 12 cylindrów wielkości szklanki, czy cztery o pojemności butelki?

  6. damianyk

    A tak w ogóle to z przodu wygląda jak Renault 4.

  7. Paskudne, jak wiele Ferrari. Z przodu wygląda jak jakiś laminatowy ulep, z boku nieodparcie kojarzy mi się z Syreną, jedynie tył całkiem ok. Żółto-czarna kolorystyka jak dla mnie taksówkarska. Żółte szwy we wnętrzu wyglądają idiotycznie. Już wolę Lagunę II.

  8. Zdecydowanie nie jest to najpiękniejsze Ferrari w historii, wiele brakuje mu do ciekawego stylistycznie 330 GT. W ogóle nie jest to też najpiękniejszy projekt Ghia, bo tę samą koncepcję nadwozia lepiej poprowadzono w wyżej wspomnianym Chryslerze Special z 1952. Chrysler jest bardziej proporcjonalny, z uwagi na większy rozstaw osi. Najbardziej harmonijne kształty ta forma nadwozia osiągnęła w Fiacie 8V z 1953, gdzie przednie, dotąd ściśnięte nisko reflektory powędrowały wyżej, lepiej akcentując przód nadwozia.

  9. To ma silnik za przednią osią? Obłędnie długi jest ten przód.

  10. Słabiutko wyglada, kiszka moim zdaniem kolorystyka z doopy. Gdyby ją jeszcze czarnym lakierem zrobic, dac lepsze koła to moze ale nie dziwie sie ze nikt duzo za to nie chcial dac. Jak dla mnie te auto jest jakies za bardzo brytyjskie.

  11. Wpis powinien być przestrogą dla golca co kupujo złoma i robio zabytka. Sernik se zrób! Albo wcześniej wytnij i sprzedaj nerki rodziny, sąsiadów, rodziny sąsiadów i sąsiadów rodziny sąsiadów.

  12. KIEROWCA

    Odwrócony przód Jelcza ogórka 🙂 Szersza część atrapy i kierunkowskazy na dole no i same kierunki poziome zamiast pionowych. Syrena jest znacznie bardziej spójna stylistycznie, zawsze lubiałem ten przód z uśmiechem.

  13. kierowca bombowca

    Może napiszesz coś kiedyś o samochodowym wynalazku z Argentyny o nazwie Justicialista? 🙂 Tam też Peron miał coś do gadania.

  14. Auto kompletnie mnie nie ujęło. Rzekłbym wręcz że mi się po prostu nie podoba. Jednak historia arcyciekawa.

  15. Wygląda jak wypaćkane Bitexem od spodu, bo rdzewiało. Paskudnik.

  16. Piotrzek

    Przypomina mi to troche historie Plymuta zakopanego gdzies w juesofej w betonowej krypcie I odkopanego po 40 latach.Auto mialo byc nagroda dla kogos kto w momencie pochowku zgadnie jaka bedzie populacja miejscowosci w 2007 roku.Kiedy go odkopano okazalo sie ze to totally zlom. Ale I tak znalazl sie ktos kto go odrestaurowal. I nie byl to polski blacharz.

  17. Zglebić, wrzucić skręcanego BeBeeSa, koniecznie szmaciany, odsuwany dach z Twingo i może jakoś by zaczęło to wyglądać 😀
    I nie ma wuja we wsi że komuś by się nie spodobało w kraju cebulą płynącym.

  18. benny_pl

    mi tez sie nie podoba, ale historia bardzo fajna, szczegolnie rozmach przy rekonstrukcji

  19. @damianyk

    Może bardziej Ducato niż Porsche? 🙂

  20. I ta tendencja do niewygodnych zmiany pedałów przez niską i dużą kierownice 😉 Czy tylko ja tak mam? 😉

  21. Plymouth nie został odrestaurowany, tylko odświeżony. Pisze o tym Cassic Auto.

  22. Opony z białym pasem (za szeroki by nazwać go paskiem) za nic nie pasują do tego auta, taka amerykanizacja na siłę. Samo Ferrari bez szału, jakoś mało włoskie te linie nadwozia. Historia ciekawa, interes słaby, że też się chciało temu Uwe…

  23. To auto to trochę jak Christine, zakochujesz się, zaczynasz restaurować, dbać a ono w rewanżu…niszczy ci życie, najpierw odwracają się od ciebie znajomi potem kobita w międzyczasie bankrutujesz, a na koniec …wiadomo;) dobrze ze facet zdążył sprzedać:)

Comments are closed.