Toyota Corolla jest nie do zajechania mimo podobieństw do Fiata 125p

NAKLEJKI #ZAWSZEGRATEM

Trafiłem na artykuł, pod tytułem – UWAŻAJCIE – Toyota Corolla z 1981 r. jest nie do zajechania. Wszystko przez podobieństwa do Fiata 125p.

Piszę do Was z OOO – Oddziału Opieki Onkologicznej Szpitala Graciarskiego w Warszawie, gdzie trafiłem po przeczytaniu tego artykułu. Jego autorem jest pan Szymon Jasina. Jako wieloletni użytkownik Toyoty z silnikiem z serii K chciałem odnieść się do kilku poruszonych w tym artykule tematów, a konkretnie rzekomych podobieństw do Fiata 125p jakimi ma cechować się Toyota Corolla KE70 czytelnika ze Słupska.

Otóż te dwa auta są równie podobne co Fiat 125p i BMW 320i E90. Napęd na tył, cztery cylindry wzdłuż. I to tyle.

Zacznijmy może od silnika. Fiat 125p też ma pod maską jednostkę z lat 50. Też, podobnie jak w Corolli ma ona 4 cylindry, a nawet podobną pojemność. No i wałek w kadłubie, zawory sterowane popychaczami. Ależ podobny! I ma nawet głowicę cylindrów z aluminium, whoooo! Tak. A teraz proponuję sobie posłuchać jak chodzi silnik 1.3 z Toyoty z wałem korbowym podpartym w 5 miejscach, a fiatowski na 3 łożyskach. Wbrew pozorom jest to duża i poważna różnica konstrukcyjna, która skutkuje lepszą sztywnością wału, cichszą pracą, wyższą trwałością – ogólnie wszystko jest lepsze. Przejechałem już ok. 15 000 km z silnikiem z toyotowskiej serii K i jest to jednostka niezwykle cicha i oszczędna. W mieście taka Corolla KE70 spokojnie pali poniżej 8,5 l/100 km, a w trasie schodzi do 6,5 l. Tymczasem 125p opędza ponad dychę po mieście co by nie robić. I rzęzi. Toyoty na wolnych obrotach prawie że nie słychać, a 125p? Pewnie wiecie sami.
Toyota mimo rozrządu OHV dość przyjemnie się kręci. 125p rozwija moc maksymalną przy 5000-5400 obr., taką Toyotę można bez kłopotu dokręcić do 6000 i wyżej. Nie bez znaczenia jest też fakt, że części które odrzucano w procesie produkcji Toyoty, w Polsce byłyby tak dobre, że szłyby do eksportowych egzemplarzy.

Teraz zawieszenie. 125p to archaik, j…ny pterozaur z fantami z późnych lat 50. w podwoziu. Ma most na resorach piórowych. Toyota ma sprężyny i drążki prowadzące, a z przodu kolumny McPhersona. Przez nowocześniejsze i lżejsze zawieszenie oraz wiele innych udoskonaleń Corolla jest o 100 kg lżejsza niż 125p, dzięki czemu jest szybsza i mniej pali. Ma też dużo bezpieczniejsze nadwozie i lepszy układ kierowniczy.

Tymczasem pan Szymon pisze:
Podobieństwo do „Dużego Fiata” nie jest przypadkowe. Również auto, które stało się klasykiem PRL-u, było stworzone z myślą o prostocie, która miała zapewnić niezawodność oraz prostotę napraw. Z tym pierwszym bywało różnie, ale nie da się ukryć, że mechanicy mieli łatwiej niż dzisiaj.

Za żadne skarby nie chciałbym być mechanikiem w czasach PRL. Brak części, brak narzędzi. Samochody w koszmarnym stanie, eksploatowane na tragicznych olejach albo i bez oleju w ogóle. Zatarte silniki, pourywane na wyrwach resory. Wieczne wycieki. Ile byś nie naprawiał, zawsze było coś zepsute. Auto po dużym przeglądzie było sprawne tak w 80-85% i to był niezły wynik. Może powiem dlaczego Corolla odniosła w Polsce sukces? Bo mimo rozsądnej ceny (niestety w dewizach) była szokująco precyzyjnie wykonana. Choćby drzwi. Duży Fiat ma grube drzwi, które zamykają się jakby chciały a nie mogły. W Corolli drzwi są cieńsze i zamykają się od dotknięcia. W Corolli wszystkie elementy działają precyzyjnie, nic nie wypada, nie odpada, nie jest skrzywione z fabryki bo komuś się nie chciało. Wprowadzenie Corolli do Polski w 1980 r. było genialnym posunięciem, bo dzięki niej ludzie zobaczyli, jak dobrze może być zrobiony samochód i to procentuje do dziś w postaci silnej pozycji Toyoty na polskim rynku. Dlatego szanowny panie Szymonie, nie Z POWODU podobieństw do 125p ta Corolla jest nie do zajechania, a POMIMO podobieństw. Bo podobieństwo techniczne to jedynie jeden z aspektów ogólnej solidności auta, równie duże znaczenie ma kultura korporacyjna danej marki, która w Toyocie ma akurat świetny poziom, a w FSO… tak, oczywiście.

Proszę postawić koło siebie KE70 i równoletniego 125p. A następnie się przejechać. Potem proszę zweryfikować swoje słowa na temat rzekomych podobieństw. Ja już to zrobiłem i to wielokrotnie, i moje wrażenie jest takie że jazda starą Toyotą jest obcowaniem z czymś zrobionym dobrze, co przynosi uczucie ukojenia podczas jazdy. Kiedy się jedzie tym autem, czujesz do niego zaufanie. Jazda 125p jest loterią i walką o ogień. Jest to samochód równie godny zaufania co handlarz Grubas.

Panu Szymonowi Jasinie wyślę rachunek z Oddziału Opieki Onkologicznej Szpitala Graciarskiego w Warszawie.

Tak że oczywiście, podobieństwa między tymi autami istnieją, ale mimo tych podobieństw to Corolla KE70 jest nie do zajechania, a Fiat 125p… no cóż.

  1. Garwanko

    Egzakli. Po tym jak przejechałem się KE70 i 125p stwierdzam, że pomimo pozornego podobieństwa (4 koła, kanciasty kształt) Toyota jest samochodem, a 125p/Polonez wyrobem samochodopodobnym. Niestety, ale to prawda. 3…2…1 czekam na hejt 🙂

  2. A było policzyć do dziesięciu.. zamiast pisać artykuł. Bo czyta się równie dobrze jak reakcje syreniarzy na uznanie syreny najgorszym autem ever ( świata, Europy czy cholera wie czego)

  3. Marekrzy

    A wystarczy mieć z fiatem 125p do czynienia, aby podpisać się wszystkimi chwytnymi kończynami pod stwierdzeniami imć Złomnika.
    Jeździłem tym zakażeniem w latach 80-tych i nie zgodzę się, że była to loteria. W loterii jest choćby minimalna szansa by coś wygrać, w moim fiacie miałem absolutną pewność, że nieustannie będzie sprawny inaczej. A był to tłusty wypas: silnik, skrzynia i wnętrze Poloneza.

  4. No właśnie porównanie z artykułu podkreśla odwrotną tezę niż to co wywnioskował jego autor hehe Skoro dwa samochody mają te same rozwiązania i jedno jest niezniszczalne a drugie jest padaką, to ewidentnie nie w tych rozwiązaniach leży przyczyna zayebystości toyoty tylko we wszystkim innym. Ja sobie kiedyś tak zestawiłem moje stare bmw z moim subaru z tego samego rocznika, subaru miało np kostki elektryczne z oringiem i pozłacanymi stykami, bmw miało takie jak w fiacie…. a wiadomo co robi wilgoć z elektryką. szczegóły bardzo się liczą.

  5. lookaty

    Inzynierowie fso w latach 80 wybrali sie do Japonii do fabryki Toyoty zobaczyc jak sie robu samochody. W pewnym czasie weszli do pomieszczenia gdzie stal samochod, zapytali co on tu robi. Otoz inzynier toyoty wytlumaczyl, ze tu sa przeprowadzane testy szczelnosci samochodu. Zamykany jest w nim kot na noc, gdy rano kot dalej zyje, to znaczy ze samochod nie jest wystarczajaco szczelny i idzie do poprawki. Dalej kontynuowali wycieczke. Po kilku miesiacach inzynierowie z Japonii przyjechali z rewizyta, oprowadzani po fabryce trafiaja do podobnego pomieszczenia jakie znajduje sie u nich. Polski inzynier z entuzjazmem przedstawil, ze rowniez wprowadzili test szczelnosci do swoich produktiw, ale lekko go zmodyfimowali. Na pytanie w jaki sposob, inzynier z FSO wytlumaczyl: „Zamykamy w aucie kota na noc, gdy rano kot nadal jest w samochodzie, uznajemy ze auto jest szczelne”

  6. Borówka

    Polskie Millecinquecento nie był złym samochodem w latach 60. Wielki skok dla ludzi pracujących przy Warszawie czy Syrenie. Był tylko nie najlepiej zmontowany z nie najlepiej wykonanych części 🙂
    Cały problem polega tym, co Złomnik już zauważył dawno – ewolucji wstecznej w FSO, pudrowaniu przestarzałej konstrukcji. Normalnie jest tak, że samochody z początku produkcji mają czasem wady, które nie zostały wychwycone na etapie projektu. Z FIATem jest odwrotnie, im późniejsza produkcja tym wad jest więcej i ciężej je przemilczeć. Takie odwrócone keizen nawiązując do Toyoty.

  7. Pradawny Elektryk z Kosmicznej Pustki

    Prawda jest niestety taka, że o ile przemysł PRL był w niektórych, aczkolwiek rzadkich przypadkach, w stanie produkować rzeczy ma poziomie (choćby Unitra), to z samochodami im nie szło. Zresztą – w sprzęcie Unitry siedziało tyle Japonii, że głowa pęka i to właśnie był klucz do sukcesu.

  8. Jak przeczytałem wczoraj ten artykuł o Toyocie wiedziałem, że Złomnik da temu komentarz, nie zawiodłem się.
    Produkty FSO warto porównywać jedynie z innymi wytworami komunizmu, a i tak nie wypadnie na ich tle najlepiej.

  9. Malutki

    Jeżdżę samochodami 20 lat. Moim pierwszym autem był FSO 125. Jeździłem nim 3,5 roku (1998-2001) i gdzieś tak raz w miesiącu samochód był niezdolny do jazdy. Ile kasy wydałem i ile siwych włosów mi przybyło, to tylko ja wiem. Wywiezienie go na złom było jak orgazm. Przez następne lata, do dnia dzisiejszego na palcach dwóch rąk policzę przypadki, kiedy samochód uniemożliwiał dalszą jazdę. Z czego większość, to była walka z padającym modułem zapłonowym w oplu kadecie (po wyłączeniu silnika musiał ostygnąć 1-2 godziny) i trzykrotna awaria cewki w vw sharanie. Gdzie tam takim usterkom do pękniętego wału czy połamanych pierścieni we fiacie.

  10. Szanowny Panie Redaktorze zgadzając się z meritum Pańskiego wywodu, stanowczo protestuję przeciwko obalaniu mitów z mojej odległej młodości.

  11. Artekkoz

    Sam mam od niedawna Poloneza jako zabawkę, w końcu zrobiło się na tyle znośnie żeby w nim pogrzebać. Egzemplarz zadbany, ładnie utrzymany, z niedużym przebiegiem. K***a trzeci dzień pod nim leżę. Ruszę jedno, okazuje się że coś głębiej też jest do zrobienia. I tak w kółko. Wracam do kanału, do zobaczenia latem.

  12. Rekinojad

    Co kto lubi. Mam od 10 lat DFa z 78 roku i złego słowa na niego nie powiem. Fakt, czasem nawali, ale robi to z wdziękiem. Zgadzam się, że jest w wielu miejscach tandetny, taki jego urok i za to go też lubię. Sprawia frajdę jak jeździ, naprawdę przyjemnie się nim kula. Żeby nie było, że jestem fso-wym onanistą, co to na bagnety nadziewa za zasłyszane złe słowa o polskiej motoryzacji i nie widzi świata poza biało czerwonymi moto-sztandarami – mam też japończyka z 80 roku, którego zawsze mieć chciałem, i którego uwielbiam nawet bardziej niż fiata. I przyznaję, jest to zupełnie inny świat, wręcz galaktyka jeśli chodzi o jakość, przywiązanie uwagi do detali, do funkcjonalności. Auto jest z podobnej klasy do 125p. I podobnie jak fiat gnije na potęgę. I na tym podobieństwa się kończą 😀 Reasumując, uważam że każde auto da się polubić, ale nie dorabiałbym do tego żadnej ideologii 🙂

  13. Marek Jarosz

    Czekam na komentarz usera KIEROWCA, coś w stylu tego co kiedyś: „Polonez jest lepszy niż Audi, bo się łatwiej boczki bagażnika zdejmuje”. Jakby każdy właściciel Audi robił to codziennie.

    125p jest lepszy niż Corolla bo nie trzeba bo tak wysoko kręcić, dzięki czemu cylindry się tak nie męczą.

  14. Most na resorach Amerykanie pchają w XXI wieku więc pięćdziesiąt lat temu to było pionierskie rozwiązanie.
    Wartburg pomimo bardzo archaicznych rozwiązań był lepszym pojazdem niż nasze fiatopolonezy po prostu Niemcy solidniej podchodzili do swojej pracy.

  15. Zależy do czego porównać. Po Syrenie dwa fiaty 125p jakie mieliśmy były niezawodne,komfortowe i szokowały jakością. Ale żeby porównywać do Toyoty…

  16. KIEROWCA

    A ile kosztowała taka Toyota a ile 125p?
    Fiat nie był w chwili debiutu złym samochodem na tle tego, co ówcześnie produkowano na świecie. Problemem stała się fatalna jakość wykonania. W tych wielce postępowych Niemczech produkowano wtedy m.in. VW typ 3, Wartburga i Trabanta. W Czechach Skodę 1000 MB. W USA kilka lat później weszły fatalne Chevrolety Vega i Fordy Pinto.
    Założenia konstrukcyjne Fiata (z wyjątkiem wału na trzech podporach) były poprawne. Sztywny most na resorach jest ZALETĄ. Nie bez powodu stosuje się takie rozwiązanie w ciężarówkach.
    A co? Może lepszy aluminiowy gawnowahacz jak we wspomnianym Audi? To się dopiero nazywa błąd konstrukcyjny. Wiecznie wszystko wyklepane, nie można wymienić samych sworzni tylko cały komplet z ramieniem. Sworzeń do Poloneza = 30 zł. Wahacz do Audi = 180.
    Fiat był w rodzinie, wujek jeździł od nowości w latach 90-2004/05. W tym czasie przejechał ok. 140.000 km bez remontu silnika, połowa tego przebiegu z LPG. Sprzedał za symboliczne pińcet bo takie czasy były ale samochód na chodzie. Nie wiadomo ile jeszcze by przejeździł następny właściciel, ale około rok po zakupie niestety się nim rozbił.

  17. @Artekkoz chyba przyszłe lato 🙂 ja poloneza sprzedałem a miałem dobrą bazę jeszcze na 4 lampkach w środku. Ale wolę równoletnie volkswageny, polo 86C znów skradło mi serce 🙂

  18. siekieradek

    Jeżeli już to podobna jest do fiata 132. Jak można porównywać samochdy które konstrukcyjnie dzieli 30 lat. Do tego 125 a 125p to różnica. Polski fiat to nadwozie 125 na podwoziu 1500/1300. Dodatkowo dochodzi jakość wykonania. W PRL nowy samochód wychodził z fabryki z usterkami fabrycznymi a klient i tak się cieszył.

  19. też Igor

    Borzemój PF125… Mieszkałem wtedy pod Słupskiem, kazałbym temu Panu przez miesiąc dojeżdżać do pracy tak jak wówczas mi przyszło to robić, po 2 dniach poczułby Wyraźną Różnicę, może już pierwszego dnia wracając. Pozostałe dni byłyby karą za porównanie. Do mnie wróciły wszystkie odgłosy i lęk wsłuchiwania się w nie, to było naprawdę straszne!!! Żadnego sentymentu, żadnego.

  20. Bitwa o miano najgorszego samochodu ewer nie jest rozstrzygnięta, bo ile samochodów, tyle wad i zalet. Co do Syreny, należy brać pod uwagę kiedy była projektowana i w jakim ustroju. Dla jednych DKW byłby ówczesnym cudem techniki, dlaczego zatem Syrena miała by być najgorsza? Nigdy nie był to samochód ani nowoczesny, ani luksusowy, lecz budżetowy. Paradoksalnie w PRL dostępność części i ich współzamienność z innymi krajowymi autami była dużą zaletą w porównaniu do zachodnich samochodów, których naprawy były nie dość, że koszmarnie drogie, to jeszcze trudno było znaleźć kumatego mechanika. Jego kowalskie umiejętności rozgrzeszała prostota/prymitywizm polskich aut, ale precyzja i regulacja zagranicznych samochodów była problemem.

  21. Pamietam naukę jazdy w 1987 roku na nowiuteńkim dużym fiacie. Kolor stalowy strasznie modny i szałowe okrągłe zegary. Byłem chyba pierwszym szczęśliwcem który jeździł tym autem. Na nim tez przeszedłem chrzest strażacki bo ni stad ni zowąd coś zaczęło się palić. Potem miałem małą przerwę i już na egzamin samochód wrócił z naprawy.

  22. Pierr Dolnick

    W którym miejscu 125 ma grube drzwi ? Chyba gruby krzywy felc zaklepany młotkiem.

  23. KIEROWCA

    Wielkie i ciężkie drzwi to mają nowoczesne bulwy ale nie Polski Fiat.
    Zawsze odczuwam swego rodzaju dysonans poznawczy kiedy muszę z kimś jeździć np. Passatem z lat 2000 a później wracam do swojego Poldka. Jakie tam jest wszystko małe i leciutkie. Drzwi a co najważniejsz deska, która nie przytłacza, nie wystaje poza słupek A.

  24. benny_pl

    eee no juz troche przesadzacie, jezdzilem codziennie DFem 5 lat i nigdy nie z mojej winy nie stanal mi na drodze (moja wina to np rozwalenie miski olejowej), choc oczywiscie przed rozpoczeciem jego codziennej eksploatacji trzeba bylo zrobic duzy remont (choc taki wiejski – wymiana pierscieni uszczelek itp w silniku, lepienie, zaprawkowanie, malowanie nadwozia, remont zawieszenia przedniego, ukladu kierowniczego, hamulcow) ale i tak uwazam ten samochod to najporzadniejszy wytwor PRL, oczywiscie nijak sie ma do Toyoty, porownywac to moze mozna jedynie rdzewienie obu aut, choc podejzewam ze DF i tak rdzewieje szybciej, DFa trzeba malowac po kazdej zimie, a i tak ile by nie malowac to wraz zgnije doszczetnie (moj umarl z powodu granicznej zgnilizny – oberwala sie podluznica razem z przekladnia kierownicza)

    mimo wszystko DF jak na polskie warunki byl na prawde niezawodnym samochodem, najwieksza jego wada byl tylny naped, on sie zakopywal wszedzie i zewszad trzeba go bylo wypychac zima (dlatego dorobilem sobie reczny gaz zeby na biegu mielil kolami a ja go za slupek pchalem), tak samo zreszta jak Poloneza, z ta roznica ze Fiata sie przynajmniej dawalo jakos tam popchnac, a polonez byl tak ciezki, ze juz sie nie dawalo

  25. O ile na końcu lat 70-ych wpakowanie archaicznej mechaniki do nowocześnie wyglądającego nadwozia (Polonez) można było przeboleć (wszakże realia socjalistyczne, koszty itp. itd….), to wpakowanie praktycznie tych samych rozwiązań do nadwozia Caro w 1991 roku to już było grube przegięcie. I piszę to jako właściciel „wąskiego” Caro, któremu czas od czasu uda się gdzieś dojechać.

    Tak sobie myślę, że chyba jedyną rzeczą, którą auta FSO w pewnym stopniu przewyższały inne pojazdy z „demoludów” było wyposażenie wnętrza. W takim Polonezie z początku lat 80-ych mamy bowiem pełną tapicerkę bez gołych metalowych elementów (jakość materiału to inna kwestia 🙂 ), przednie fotele z zagłówkami, bezwładnościowe pasy, kolumnę kierowniczą z regulacją wysokości i bogaty jak na tamte czasy zestaw wskaźników. A taka np. Zastava, która przecież rozwiązaniami technicznymi biła Poloneza na głowę miała już dużo skromniejsze wnętrze.

  26. benny_pl

    uratuj Villagera: bylem, ogladalem, blacharsko na prawde super, progi podloga zdrowe jedynie drobne zaczatki rdzy, zadnych dziur, silnik chodzi ladnie, wydech pierdzi, skrzynia automatyczna do wymiany (szarpie przy ruszaniu i brak 3 biegu, 4 sie zalacza jak sie pusci gaz) i LPG nie dziala, ale na benzynie ladnie odpala i pracuje, jezdzic sie da, ale skrzynia raczej dlugo nie pozyje. jak bym jeszcze mial tego na czesci co mialem to bym kupowal i zrobil z 2 jeden…
    sprzedajemy.pl/mercury-villager-1996r-uszkodzony-parzeczew-2-6bea9f-nr55112274

  27. Autor tej wypociny z WP autokult nie miał okazji jeździć 125p czy poldkiem w czasach gdy tylko takie graty jeździły po drogach naszego kraju. Jako, że wyrosłem w PRLu to doświadczyłem tej wątpliwej przyjemności obcowania z tymi samochodami. Śmiem twierdzić, że w całym bloku wschodnim to właśnie w Polsce produkowaliśmy najgorszy chłam motoryzacyjny a do czeskiej Skody dzieliła nas przepaść. Nie chodzi tyko o fatalną jakość jaką prezentowały te nasze rodzime wyroby ale o beznadziejne doznania z samego faktu użytkowania ich na co dzień. Pamiętam jak dziś jaką frajdą było pojeździć tylnonapędowym Rapidem z silnikiem 136. Tak samo Lada 2107 była o niebo lepsza od 125p. Nie rozumiem też skąd w naszych rodakach taki sentyment do tych Poldków czy 125p. To były słabe samochody a wersje późniejsze (lata 80 plus) to był totalny chłam.
    Corolla KE70 ma tyle wspólnego z 125p co Lexus LS400 z Daewoo Leganza. Choć nie, Leganza nie była aż tak złym samochodem 🙂

  28. Nie wierzę że właściciel Toyoty powiedział że jego auto jest podobne do PF-a. To było raczej „ma dużo miejsca pod maską, jak w dużym Fiacie, dzięki czemu łatwiej przy nim majsterkować”, ale dziennikarze w typowy dla siebie sposób postanowili „podciągnąć” wypowiedź pod swoją wersję, no a co się sprzeda najlepiej? Wiadomo, odniesienie do naszego patriotyzmu! Ludzie z Toyoty się wzorowali na naszym kancie, Koreańczycy swojego Pony wzorowali na Polonezie, Francuzi swoje Twingo… dobra, już dobra, już będę cicho.

  29. KIEROWCA

    Shtool – moim zdaniem, to co w Caro zostało zepsute najbardziej to obicia tapicerskie. Rozchodzące się w dłoniach szmaty jak z najtańszej wersalki. Swojego Poloneza MR96 kupiłem od pierwszego właściciela, z przebiegiem 78.000 km. Stan przedniego siedzenia i to pod pokrowcem fatalny, tkanina w strzępach przy ogólnym raczej małym zużyciu reszty samochodu. Stare fotele borewiczowe i fiatowe były znacznie lepsze. Wygodniej się na nich siedziało to raz a jeśli nie były pokryte skają tylko materiałem to i nie pękały.
    Podatność na korozję starych Toyot i FSO na poziomie zbliżonym. One też nie wychodziły w ocynku.
    A na co komu ten wspaniały silnik, kiedy karoseria się złamie w czasie przejeżdżania przez tory?
    Tak się wszędzie mówi o tych wielkich przebiegach tylko kiedy tak naprawdę zwykły człowiek, nie taksówkarz w ogóle będzie miał okazję przejechać te pół miliona kilometrów?

  30. benny_pl

    Kierowca: jak chcesz to mam do oddania 2 fotele przednie czarne materialowe z DFa z ostatnich serii, ladne, nie podarte, tylko do wyczyszczenia bo leza juz w stodole z 5 lat, z mojego DFa, pasuja do poloneza, trzeba sobie tylko do lublina po nie przyjechac

  31. Pradawny Elektryk z Kosmicznej Pustki

    @KIEROWCA: zależy, gdzie i jaką ma pracę, co robi itp. Wydaje mi się, że od czasu zrobienia prawa jazdy – 7 lat temu – zrobiłem około 100 tysięcy. Skoro teraz jeżdzę więcej, pewnie tylę nabiję znacznie szybciej. Samo jedno A8 robi rocznie ok. 20 tysięcy, Passeratti – ponad 10, reszty „parku maszynowego” nie liczę, a to ja nimi głównie jeżdżę. Gdybym miał jeden wóz, to zapewne wychodziłoby pod 35 tysięcy rocznie, więc pół miliona w kilkanaście lat. Wykonalne…

  32. też Igor

    @KIEROWCA, @Pradawny Elektryk z Kosmicznej Pustki
    Potwierdzam, mam 50 lat, pierwszy milion km zrobiłem jeszcze przed czterdziestką, nie jestem taksówkarzem, poza 6 latami w korporacji (śr. 80tkm rocznie) „zwykła praca” wymagająca wielu dojazdów i wypady za granicę kilka razy w roku po 2 tys.km, po 1,5 milionie km przestałem liczyć.

  33. Moje pierwszym samochodem był pełnoletni trabant 601 kombi. Po dwóch czy trzech latach przesiadłem się do PF125p – bo czterosów, bo większy wygodnijszy, „prawdziwy” samochód i takie tam – już po kilku tygodniach żałowałem zamiany. O PF125p mam takie samo zdanie jak James May o 2CV – był strasznym chłamem pod każdym względem.

  34. Właśnie, jak to w końcu było że 125/125p? W kontekście włoskiego 125 też się spotkałem, że podwozie to był przeszczep z 1500.
    Może gdyby w Polsce się przykładano do jakości to 125p byłby bezproblemowy – odnoszę wrażenie, że produkt fatalnie zmontowany w fabryce trafiał później w ręce również olewajacych temat mechaników.

  35. kuba_wu

    PF125p miałem 13 lat (150kkm). Toporny, niewygodny, głośny, mułowaty, nieekonomiczny, źle się prowadzący, ale… niezawodny! Tak jest. Ani razu, powtarzam, ani razu nie stanął na trasie. Jako jedyny z moich samochodów. Oczywiście duperele padały, ale niekrytyczne. Sprzedany koledze, który zrobił mu generalkę (brał już dużo oleju) i jeździł jeszcze kilka lat i… również twierdził, że mu się nie psuł. A nawet niespecjalnie zardzewiał, mimo prawie 20 lat.

  36. Pawołek

    Ten artykuł to typowa gówno-wydmuszka pod clickbajtowym tytułem, typowa dla portali tego pokroju. W całym artykule jest tylko jedno zdanie: „To były proste i niezawodne auta, konstrukcyjnie zbliżone do Fiata 125”, poparte jakimś bredzeniem o niewykorzytywaniu całej przestrzeni pod maską, co miało wpływać na wyważanie (?) pojazdu.
    Aż mi w oczach pociemniało.

  37. nikiplank

    A czegóż się spodziewa? Napisał dziennikarzyna debil dla gawiedzi. Jaki portal takie „artykuły”.

  38. nikiplank

    No właśnie a propos: „Nie mieszajmy myślowo dwóch różnych systemów walutowych”.

  39. nikiplank

    Ciekawe jak by to opisali w „Auto Bild”, przepraszam Auto Świat…
    Np.: Nie wiemy skąd twierdzenie pana Szymona, że jego Corolla warta jest 60-70 tys. zł, wszak jest to prymitywna konstrukcja przypominająca poczciwego Fiata 125p. Już u zarania produkcji była przestarzała. Ale wróćmy do naszego klasyka – VW Golf trzeciej generacji. Tak Tak to już klasyk!…
    itd itp

  40. benny_pl

    ndv: jest dokladnie tak jak piszesz – cala plyta podlogowa wraz z calym napedem w Fiacie 125p jest z Fiata 1300/1500 „milletrecento” i tylko zewnetrzne poszycia sa z wloskiego 125.

    i takze zgoda, ze jedynie partactwo i fatalna kontrola jakosci byla powodem tego, ze jednym te Fiaty sie nie psuly a innym tak, a konkretnym powodem bylo to, ze trzeba bylo za wszelka cene wykonac plan, moj dziadek pracowal w WSK i opowiadal jak to bylo – tak gdzies do polowy miesiaca byly kontrole jakosci i wueski byly super, a po polowie jak zwykle okazywalo sie ze do wypracowania planu duzo brakuje, wiec skladali wueski z czego popadlo, rowniez z czesci z odrzutu, bo sztuki musza sie zgadzac. wszyscy ktorzy to wiedzieli, i mieli jakies tam chody to latwili sobie te WSKi z poczatku miesiaca i one byly niezawodne, a zwykly klient zwykle kupowal te buble ktore zostaly bo wszystko lepsze bylo zawsze przebrane, i te sie sypaly notorycznie. taka sytuacja byla w wiekszosci zakladow w PRL, zato w Unitrze wpadli na pomysl, ze zeby tak nie robic, to na koniec miesiaca zgarniali z produkcji co popadlo i wywozili do Bomisow gdzie na pniu zchodzily wszelkie czesci i tym wyrabiali plan, wiec bubli nie musieli skladac, a elektronicy i z bubli zakupionych w Bomisach bardzo sie cieszyli, bo usterki zwykle byly bardzo proste, a zarobek na sprzecie duzy (znajomy skladal kiedys telewizory, to opowiadal, ze za zlozonych 5 Jowiszy kupil sobie malucha)

  41. KIEROWCA

    Benny – dzięki, jest to dokładnie to czego szukam tylko niestety tak się składa, że ja z Kętrzyna, z drugiego końca Polski…
    Ze swoim Polonezem nie planuję szybko się rozstawać, nic innego nie szukam i nawet na grupach FB dawałem ogłoszenie dotyczące właśnie takich foteli. Miałem z jednym userem dogadaną wysyłkę kurierską to w ostatniej chwili się wycofał.
    Jadę na złom, stoi przejściówka. Fotele syfiaste, całe powypalane papierosami, w jednym połamany szkielet.

  42. Polska motoryzacja wyprzedziła japońska dekady w kwestii hybryd.
    Tuż po wojnie produkowaliśmy hybrydę pompy i samochodu… A elektryczne mówisz?

  43. Pradawny Elektryk z Kosmicznej Pustki

    @Kierowca,Benny_pl

    A nie myśleliście się dogadać w sprawie kuriera – przez jakąś firmę brokerską? Jakiś czas temu za porażającą kwotę 2x25PLN przyjechało do mnie praktycznie całe wyposażenie wnętrza do Passata B3 kombi, bez siedzeń i podsusfitki – komplet plastików i wykładziny, dwa wielkie pudła. Służę namiarem na firmy, jakby co.

  44. polobis

    fajny ten merkury z linka i niedaleko. ale po błocie sobie tym nie pojeżdżę… szukam czegoś w podobnej cenie 4×4 do jeżdżenia po łące, najlepiej bez papierów, sprawny…

  45. KIEROWCA

    Oczywiście jeśli nie stanowiłoby to wielkiego problemu ze swojej strony byłbym chętny na przesyłkę kurierską. Za fatygę oczywiście też się coś należy.
    Czekam na kontakt, przejdźmy może na priv: mariuszw2145@wp.pl
    Pozdrawiam

  46. Też czytałem to i moja myśl była taka sam – KTO TO KUR.. PISAŁ? Niedawno ten sam typek na Autokulcie zachwycił mnie tekstem, że 125p kombi było wyjątkowe, bo nie było innego kombi opartego o Fiata 124/125…. Napisałem komentarz, ale nie sprostowali tej informacji. Potem czytajo to ludzie i łykają te bzdury.

  47. Taka Toyota kosztowała w Pewexie w 1982 r. około 2000 papiera( 2400?)
    Za podobną sumkę mozna było w Warszawie kupić mieszkanie dwupokojowe na Ochocie.

  48. Lordessex

    Święta racja, czego się można spodziewać po takim brukowcu jak WP? U mnie w rodzinie przewinęło się też kilka DFów i jedynie ten z pierwszej serii nie dość że najładnieszy, to jako jedyny dawał radę ( a w porównaniu z kilkoma Warszawami które ojciec i dziadek mieli wcześniej to i tak był o całe lata świetlne lepszy od nich). Wszystkie modele po MR75 to były równia pochyła….wiadomo gdzie. Ojciec miał potem jeszcze Zastavę 1100 którą sobie dużo bardziej chwalił niż DFa, a o Granadzie MK1 i 2 które miał jeszcze później, to nawet nie wspomnę. Porównanie DFa to jakiegokolwiek samochodu zachodniego i japońskiego jest wielkim nieporozumieniem.

  49. YarroSz

    Miałem kiedyś KE70 liftback z 1980 z szybami bez ramek. Kupilem ją w 2008 i sprzedałem w 2005. Miała wtedy 240000 tyś km. Zmieniłem na początku pompę wody i padła chłodnica. Wszystkie części pod maską były oryginalne z tłoczonym logo toyoty. Wspaniały samochód. https://m.fotosik.pl/zdjecie/150f775f748273a0

  50. No tak. Francuzi ukradli nam beskida, a Japończycy dużego fiata. Polskie śledcze dziennikarstwo motoryzacyjne wstaje z kolan. Sprawa jest rozwojowa. Krąg samochodów będących kopią dużego fiata powiększa się. Podejrzewane są Ford Taunus, Peugeot 504, Opel Ascona, Volvo 244, Wołga m24, ford cortina…
    Tymczasem ze świata kultury:
    Studio se-ma-for rozpoczęło produkcję nowej polskiej kreskówki „Inicjał De”. To historia młodego chłopca osiągającego mistrzostwo w brawurowej jeździe polonezem coupe po krętych drogach województwa małopolskiego podczas wykonywania codziennych dostaw pierogów lepionych przez firmę garmażeryjną ojca.

  51. Miałem kiedyś ciekawą trasę do zrobienia kredensem. Wrocław – Warszawa . Jechałem na szkolenie i przy okazji miałem przetransportować Kanta do Warszawy, szef wyświadczał przysługę koledze z Warszungu, który kupił we Wrocku Kanta i nie miał go jak dostarczyć.
    Wcześniej jeździłem kredensem ale nigdy takiej trasy. No więc w drogę, start 8:00.
    Jadę, pierwsze wrażenia ok, ludzie patrzą, miłe reakcje, jakiś starszy gość machnął itp. Ergonomia średnia, chociaż udało mi się znaleźć w miarę optymalną pozycję. Za Wrockiem deszcz, wycieraczki do dupy, nie dość że stare to jeszcze szerokości dłoni, widoczność słaba. Opony – Stomil d124. Kto jeździł po deszczu na tym , ten wie.
    Później przeschło więc musiałem podgonić. Wyszło, że prędkościomierz taśmowy działa nieprawidłowo. Jechałem za tirami z prędkością 120 ( przeklamanie o 30 ) i ledwo je wyprzedzałem. Po kilku takich manewrach – zonk. Czerwona lampka, łot da fak , zatrzymuję się za Tomaszowem obok jakiejś żwirowni i czytam książkę / instrukcje – wyrok – zbyt wysokie ciśnienie oleju. Karwa – myślę – sprawdzam olej , jest. Chodzi ok, A kontrolka nadal się świeci. To był 2009 rok więc, Internet to w komputerze , telefon do dzwonienia – nic nie sprawdzisz .
    Po godzinie różnych rozkmin, ruszam w dalszą podróż , instrukcja poza wyjaśnieniem do czego jest kontrolka , nie pomogła.
    Jadę delikatnie niczym na zawodach ekojazdy.
    Jadę z duszą na ramieniu, szef mnie op…doli , że popsułem jego koledze kanciaka. Do Warszawy wjeżdżam w godzinach których chciałem uniknąć – popołudniowy szczyt. I znów kibel – lampka ciśnienia – ping + bonus – temperatura płynu ze 110 stopni. K…wa – myślę sobie – wszystko stoi , ja na środkowym pasie a ten sracz paruje spod maski. Ogrzewanie na ful ( czerwiec ) i się gotuje w środku. Gaz wciskam niczym saper minę pieści.
    Modlę się w duchu żeby się trol nie zatarł lub nie spalił, bo szef urwie mi łeb a pół okolicy ukamieniuje za to, że blokuje pas w środku miasta parującym złomem.
    Nie wiem ile trwało wyiechanie z tego korka, ale udało mi się i jakiś czas później mój przyjaciel duży fiat się wystudził i dojechałem uparowany na hotelowy parking jakbym co najmniej robił zmianę w LeMans.
    Wszystko skończyło się dobrze, szef przekazał koledze kluczyki do tego przekleństwa, a ja odetchnąłem z ulgą ‚ że już tego zła nie zobaczę.
    Po tym doświadczeniu, nie mam już sentymentu do kredensa, no chyba że do tego pierwszego na wąskich lampach z tyłu na włoskich częściach. Takiego mógłbym mieć robiąc nim tylko krótkie trasy.
    Taka sytuacja 🙂

Comments are closed.