Widziałem to: firma EASER i jak to się skończyło

To będzie smutny wpis, ale treść jest mam nadzieję ciekawa.

Nie wiem czy kojarzycie firmę EASER. Była to polska firma robiąca samochody typu replika lub samodział. Przeróbki Lincolnów na Excalibury, Cobry i takie tam. Byłem w tym co pozostało po tej firmie, a jej właściciel opowiedział mi jej historię.

Podwarszawskie okolice słabo zabudowane domkami. Jeden z nich stoi z dala od drogi i nie ma nawet bramy. Posesja składa się z parterowego domu, parterowego warsztatu i blaszanego garażu. W pośniegowe błoto stoi wbity Mitsubishi Pajero Pinin, krótki, w angliku. Pan Andrzej zaprasza nas do środka swojej skromnej izby.

Wszystko zaczęło się od fermy norek, która szła bardzo dobrze. To właśnie wtedy pan Andrzej, pasjonat motoryzacji zdecydował się podjąć próbę budowy własnego kit-cara. Dogadał się z angielską firmą Pilgrim, która dostarczyła pomocną wiedzę do budowy kit-carów. Był rok 1994 i polskie realia wyglądały obiecująco dla samochodów typu kit-cars, które robiły wielkie wrażenie na ulicy, a były nieporównanie tańsze od pojazdów gotowych i markowych importowanych z zachodu – nawet jako składaki. Razem z bratem Jackiem założono firmę EAS, która w szczytowym okresie zatrudniała trzech pracowników. Zaczęło się od replik Cobry. Do dziś w warsztacie EAS stoi jedna niedokończona replika Cobry – gotowe jest podwozie i instalacja elektryczna, pozostaje zrobić nadwozie. Ale trwa to już nieskończenie długo.

Pan Andrzej niechętnie opowiada o najbardziej znanym samochodzie marki Easer – replice Mercedesa CLK GTR. Mówi powoli i czasem traci wątek, co wynika z jego kłopotów zdrowotnych, a dokładniej sercowych. Dowiaduję się jednak, że Mercedes powstał na bazie Toyoty Celiki, ale samo nadwozie i układ napędowy zostały całkowicie przerobione. Do budy od Celiki dospawano ramy kratownicowe z przodu i z tyłu, a w tylnej ramie znalazł się kompletny układ napędowy z Rovera z silnikiem 2.5 KV6 o mocy 200 KM. Auto powstało z modelu w skali 1:18 – poszczególne elementy modelu po prostu przeskalowano w górę i tym sposobem stworzono zewnętrzne poszycie nadwozia, częściowo z blachy, częściowo z laminatu. Auto nigdy nie zostało dokończone, choć pan Andrzej kilka lat jeździł nim na co dzień. Miało też swoje niedociągnięcia, które planowano usunąć w kolejnych egzemplarzach. Te jednak nigdy nie powstały – pan Andrzej przyznaje, że bał się pozwu o naruszenie praw autorskich od Mercedesa.

Znacznie lepiej szły Cobry i Lincolny. Tu pan Andrzej wyraźnie się ożywia, zwłaszcza gdy mowa o Lincolnach. „Wszyscy robili te kanciaste Town Cary” – opowiada – „i nawet amerykańscy producenci kitów do przeróbek dalej oferowali kanciasty front i tył, nawet do wyokrąglonego modelu. My zrobiliśmy wyokrąglonego Town Cara naszego własnego projektu”. Oczywiście wiele razy śmiałem się ze ślubowozów tego typu, ale nie zmienia to faktu że stanowią one element naszej historii motoryzacji.

Powstało kilkanaście gotowych samochodów firmy EAS i ok. drugie tyle w postaci kit carów do samodzielnego składania. Firmę jednak prześladował pech. Gdy wieziono Mercedesa-replikę na targi kit-cars do Wielkiej Brytanii, niesympatyczni terroryści uderzyli dwoma samolotami w dwie wieże, burząc trzy z nich. To spowodowało załamanie biznesu na dłuższy czas.

Następnie na firmę spadały już tylko kolejne ciosy. Największym z nich był wprowadzony w 2013 r. „zakaz” rejestracji samochodów typu SAM. W rzeczywistości nie jest to zakaz, a zaostrzenie przepisów. Żadne prawo wspólnotowe nigdy nie zakazywało i nie zakazuje rejestracji SAMów. W większości krajów Unii jest to dozwolone. W Polsce teoretycznie też, tylko że trzeba przejść pełny proces homologacji. To oznacza że traktuje się tak samo firmy chcące produkować i sprzedawać samochody jak i konstruktorów budujących pojazdy na własny użytek. To tak, jakby tak samo traktować człowieka, który wyhodował sobie marchewkę w ogródku żeby ją zjeść jak i wielkiego plantatora marchwi zarabiającego hajs na soku marchewkowym FIT-KAROT. Pan Andrzej wspomina, że próbował przejść proces homologacji pojedynczego egzemplarza. Zażądano od niego by zbudował drugi w celu rozbicia go w ramach próby zderzeniowej. I trzeciego, by można było go rozebrać na kawałki w celu sprawdzenia.

W takim razie po co są diagności, po co są rzeczoznawcy samochodowi skoro nie mogą ocenić, czy zbudowany pojazd jest zdatny do ruchu i może tego dokonać tylko Instytut Transportu Samochodowego? Przypomnę że nie mówimy tu o seryjnej produkcji, a o pojazdach budowanych na indywidualne zamówienie lub składanych samodzielnie z elementów zestawu typu kit-car. Jest oczywiste, że taki zestaw powinien być sprawdzony i przebadany czy jest wykonany z odpowiednich części, a złożony potem własnoręcznie pojazd musiałby przejść badanie techniczne w stacji okręgowej. Nic z tego. Tylko homologacja.

Pan Andrzej podjął się budowy elektrycznego pojazdu wolnobieżnego w postaci karawanu pogrzebowego. Pojazd ten pochłonął nieskończone ilości energii i pracy. Nigdy nie został dokończony, chociaż jest na chodzie. Jednak z powodu 2-letniego postoju w garażu doszło w nim do nieodwracalnych i niekorzystnych zmian, przede wszystkim w postaci deformacji poszycia zewnętrznego. Auto doprowadziło firmę do ruiny: klient ostatecznie zań nie zapłacił, a żeby dokończyć instalację elektryczną trzeba było sprzedać replikę Mercedesa za bardzo niską kwotę. Jej dalsze losy są nieznane – jeśli ktoś je zna, niech da mi znać.

Karawan bazuje na Fiacie Ulysse, ale ma układ napędowy z Poloneza lub Lublina (nie wiadomo dokładnie), oczywiście z wyjątkiem 30-kilowatowego silnika elektrycznego. Baterie znajdują się pod maską. Nie da się ukryć: to nie jest dzieło sztuki. Samochód powstawał trochę bez planu, metodą prób i błędów, stąd takie niecodzienne proporcje i wrażenie sklejenia ze sobą niepasujących do siebie elementów.

Obecny stan jest taki: nic się tu już prawdopodobnie nie zdarzy. Manufaktura EAS zmarła śmiercią naturalną. Wygląda to nadzwyczaj smutno, wręcz postapokaliptycznie. To historia nieudanego biznesu, w którym poszło źle więcej rzeczy niż miało prawo pójść. Mnie akurat nie podobały się ani te Lincolny, ani repliki starych aut, podobały mi się tylko Cobry. Nie oznacza to jednak, że chciałbym, by takie manufaktury upadały.

Tagged: Tagi:
  1. Mam gdzieś ich ulotkę reklamową. Z jakiś targów na Torwarze czy gdzieś.

  2. Ten obrzydliwy Mercedes straszy w Milanówku pod Warszawą, a przynajmniej go widziałem na mieście kilka razy ostatnio chyba w lato ub. roku 😉

  3. Widzialem tego mercedesa z 6-7 lat temu na jakiejs motoimprezie pod Warszawa. Calkiem fajnie sie to prezentowalo.

  4. Piękny jest ten karawan. Lubie takie kanciaste formy. Gdyby to miało normalny napęd to cisnąłbym codziennie na pohybel tym wszystkim okrągłym mydłom.

  5. Z całym szacunkiem, ale to w niczym nie jest lepsze od słynnego „Kąkola Przodkowo”. Ohyda.

  6. Karawan wygląda bardzo dobrze! Samochód bardzo mi się podoba, mógłbym takiego mieć.

  7. Marek Jarosz

    Tobi King niech popatrzy na replikę CLK i się uczy od nich replikować 🙂

  8. No historia ewidentnie bez happy endu ale w sumie to niestety nie zaskakuje. Samodziału pokroju Cobry już się w praktyce nie zarejestruje, Lincolny raczej się już przejadły a na pewno rynek jest już nasycony a ten karawan to łaskawie przemilczę. Nie zrozumcie mnie źle, nie uważam żeby zamysł był gorszy niż elektryczny dostawczak z kabiną od Lublina lub elektryczny supersamochód narodowy, który powstaje już z ósmy rok ale ma z różnych względów większy fundusz. Nawet dość poważny producent zabudów i autobusów z Kujawsko-Pomorskiego stworzył nowe wcielenie jedynego prawdziwie polskiego samochodu, które też wyglądało jak zlepek przypadkowych elementów.

  9. Przednia piasta karawanu sugeruje poloneza – lublin miał więcej śrub

  10. Pawian123

    No Cobry super. Reszta brzydkie jak cholera. Kiedyś się śmiałeś z tej repliki Mercedesa. Zapadło mi w pamięć takie określenie CLK -GTR MILF Edition. Hehe.Jak ktoś tym śmiga to jest nietypowo postrzegający realia a to bardzo złomnikowe. Pamiętam te modeliki zabawki one miały takie spaprane proporcje.

  11. Śmiem się nie zgodzić co do uwagi na temat samów i homologacji. Nawiązując do porównania z marchewką – stwórca może do woli sobie jeździć po własnym terenie. I nawet wcale rejestrować nie musi. Ale jeśli wyjeżdża na drogi publiczne i może spokojnie zutylizować na raz nawet sporą grupkę ludzi? Na ile rzeczoznawca jest w stanie ocenić sztywność konstrukcji, stabilność, zachowanie w różnych warunkach drogowych, sprawność i wydajność układu hamulcowego w stosunku do masy i mocy? itd. itd… Poza tym rzeczoznawca może podobnie jak diagnosta zaniewidzieć, zwłaszcza jeśli ostrość wzroku skupi np. na jakichś banknotach…. Nic mu się nie udowodni. Zawsze może powiedzieć że jak on oglądał i oceniał to było inaczej. Przecież dokumentacji nie sporządza. A inwencja twórców jest ogromna. W przeciwieństwie do wyobraźni. Kiedyś zajmowałem się terenówkami. Wydumki jakie widziałem rozwalały. Pamiętam taką gdzie most do ramy mocowały parciane pasy, hamulce od cc w 3 tonowych autach itd. Bardzo dobrze ze nie wolno rejestrować samów. Jeśli ktoś ma ochotę poimprowizować niech weźmie jakieś gotowe homologowane podwozie i wyżyje się na kaście.

  12. Czyli Walenda to nie był jedyny biznes dot. replik ze stolicy i okolic. I nie tylko jego dojechała wspomniana ustawa wymagająca uzyskania homologacji.
    A ustawa (nowelizacja?) musiała wejść ze względu na dużą kasę jaką za nią stała. Między innymi chodziło o wycięcie z rynku wielu małych firemek i prywatnych inicjatyw produkujących różnorakie przyczepy i przyczepki na pohybel dużym producentom. Wydaje się iż rynek replik samochodowych i customowo-motocyklowy oberwał tu rykoszetem.

  13. @vitty
    że niby tylko przy rejestrowaniu SAMa mogą być nadużycia, bo niedowidzący diagnosta i banknoty? A co powiesz o szanownym VW i całej grupie VAGa i ich truciem całego świata? to jest sprawiedliwe wg Ciebie?

  14. Prorok_Lebioda

    @igi
    Celnie, śmialiśmy się z teorii spiskowych a wychodzi na jaw jak nas rąbią… Nowy Wspaniały Świat.

  15. KIEROWCA

    Artykuł o tych braciach ukazał się swego czasu w Auto Świecie, na pewno były to jeszcze lata 90.
    Utrudnienia w rejestracji SAM-ów to jak wspomniał Ciril nic innego jak celowe działanie w którym liczy się kasa. I nie chodzi tu o kasę dla rzeczoznawców i diagnostów. 25-cio letni Passat B3 milion razy łatany na żywicę przez Cytryna i Gumiaka spod białostockiej wsi stwarza o wiele większe zagrożenie od niejednego SAM-a no ale wiadomo -ma homologację to znaczy, że jest lepszy. Obecnie mamy jakąś psychozę na punkcie bezpieczeństwa we wszystkich dziedzinach życia. Niedługo ludzie będą się bali samodzielnie wykręcić żarówkę skoro nie mają uprawnień elektrycznych. Albo wyobraźmy sobie taką sytuację, facet boi się wymienić głowiczkę w cieknącym kranie -przecież bez uprawnień to nie wolno, on jeszcze cały blok zaleje albo to wybuchnie. Paranoja.
    Ten karawan to straszny ulep, wygląda jak nadwozie budowane po godzinach z odpadów w latach 40/50 ale na pewno nie na wytwór profesjonalnego warsztatu. Deskę pomińmy milczeniem, chociaż w sumie GM zaprojektowało niewiele lepszą dla Hummera. Prototyp Pionier odrzucony w tamtych czasach jako nie rokujący to przy tym szczyt kunsztu dizajnerskiego.

  16. Wujek Staszek

    @vitty

    A samochody homologowane, ale zaniedbane (bo diagnosta zaniewidział)? Albo naprawiane nieudolnie, po kosztach? Najtańsze części, w zawieszeniu zastosowane śruby klasy 5.8? Większość SAM-ów tworzyli pasjonaci, i robili to z pasji. A teraz nic z tego, kupuj nowe i nie wychylaj się z tłumu.

  17. sqaure626

    @Kierowca – z tymi żarówkami w UK to już tak jest – myślisz, że pracownik sklepu (nawet polskiego) wymieni świetlówkę ? Zapomnij, albo powie, że nie ma uprawnień albo, że nie miał tego w zakresie obowiązków 😉

  18. Patrząc na produkty firmy EASER, jej historia powinna skończyć się w tym samym okresie dziejowym, gdzie się zaczęła – szalonych latach 90. Dodając do tego polski poślizg wobec reszty Europy – powiedzmy w 2008 roku, gdy dogorywała epoka tuningu w stylu F&F.
    A skoro rejestrowanie SAM-ów zagraża przenajświętszemu bezpieczeństwu, to czemu UE nie zrekompensuje tego, np poprzez zlecenie wypuszczenia na rynek jakiegoś odpowiednika platformy MQB dla samodzielnie lepionych wynalazków?
    Skoro większość ludzi robi tylko repliki Cobry, i różnych Lambo/ Ferrari + małe terenówek do zabawy w błocie (retro ślubowozy są już passe), to wypuszczenie 2 rodzajów podwozia, najlepiej podebranego z jakiegoś sprawdzonego wozu z ostatnich 20 lat nie może być trudne. Koncerny zarobią, a fani SAM-ów będą mieli na czym wyżyć się karoseryjnie.

  19. tylkospoko

    Syrena Sport Cabrio na ostatnim zdjęciu łaadna.

  20. Michał

    Aaa jak wygląda teraz realna
    ścieżka rejestracji SAM w Polsce? Naokoło przez Czechy? Czy jest jakaś firma, która się tym zajmuje?

  21. Nikodem

    Trzeba wywieźć na Czechy lub Niemcy i sprowadzić jako używany. Innej opcji nie ma.

  22. Ach to prawdopodobnie stąd się wziął ślubowóz, co stał na stacji paliw, którą mijałem codziennie. Z wielkim ogłoszeniem sprzedam/wynajmę czekał przez chyba rok na nabywcę albo jakąkolwiek parę młodą. Zastanawiałem się, skąd takie rzeczy się biorą. Wyglądał bardzo tandetnie i kompletnie bez gustu.

  23. Karawan jest wypasiony, te grubaśne słupki i szyby we wnękach sprawiają wrażenie niczym w pancernych pojazdach dodałbym tam jakieś rozregulowane V8 na gaźnikach, albo dużego kopcącego na czarno diesla bez tłumików i cisnąłbym tak wieczorami po mieście, strasząc ludzi
    W sumie jeżeli jest tam układ napędowy z poloneza to też ujdzie, chciałbym usłyszeć samo wycie mostu przy bezdźwięcznym silniku.

    A tak poważniej, to tak się kończy jak w firmie pracują sami konstruktorzy, a nikt się nie zna na marketingu, designie czy szeroko pojętych kruczkach prawnych. Właśnie złomnik, Kąkol wciąż sprzedaje te swoje cuda, żądam w trybie natychmiastowym wizyty tam i dowiedzenia się jak to jest że on może a inni nie mogli!

  24. Method – ja żałuję, że przez rok czasu jak jeździłem do stadniny koni znajdującej się 200m od siedziby Nestora tam nie zajrzałem. No ale zawsze się spieszyłem a poza tym to były piątki późnym wieczorem więc wszystko pozamykane…

  25. Kąkol z tego co wiem sprzedaje tak naprawdę jeden (formalnie) model i nie jest to SAM. Innego już nigdy nie będzie sprzedawał, bo musiałby homologować. Kupa szczęścia i/albo zapobiegliwości. Nawet jeśli jakimś cudem dowiedzieli się z rok wcześniej o blokadzie SAMów, to w efekcie przeżyli, mając czas na zdobycie jakichś sensownych dających się powielić kwitów.

  26. Pradawny Elektryk z Kosmicznej Pustki

    @Kierowca,square626

    Z żarówkami już tak jest. W wielu zakładach wymieniać je może tylko elektryk/monter z uprawnieniami.

    W tych bardziej zbiurokratyzowanych – trzeba o to pisać pismo…

  27. @igi
    Słaby przykład dajesz – mnie chodziło o realne, niewydumane bezpieczeństwo, a nie poddawanie się światowej eko-ściemie, której w jakiś sposób ofiarą był vw. Niebawem ustalający normy zażądają by samochody filtrowały powietrze.
    @Wujek Staszek i inni
    To kolejny błąd myślowy. Auta zaniedbane, to auta zaniedbane. Jeśli ktoś struga i montuje klocki hamulcowe ze sklejki, lub spawa drążek kierowniczy, to staje się odpowiedzialny za potencjalne tego konsekwencje. Kto będzie odpowiedzialny za szkody wynikające z błędów w konstrukcji SAMa? Ubezpieczyciel? Konstruktor? Rzeczoznawca? Użytkownik? Bo homologowane auta wypuszczone przez producenta i serwisowane w sposób przez niego wskazany w razie „w” będą obciążać jego.
    I teraz najistotniejsze. Czy naprawdę sądzicie że gość który zajmował się hodowlą norek powinien konstruować samochody, bo chce i do tego umie obsługiwać migomat? Przecież macie świadomość że w 90% budujący nie byli ludźmi mającymi w tym kierunku jakiegokolwiek wykształcenia, a często i doświadczenia. Niestety również zwyczajnej wyobraźni.
    Jestem autorem jednego samochodu- terenówki, zbudowanego dla siebie blisko 18 lat temu. Budowałem go używając tam gdzie się dało gotowych części i starając się raczej wszystko przewymiarować. Używałem go 11 lat. Z każdym rokiem miałem więcej obaw.

    Spiskowa teoria o zmowie koncernów… – SAMy były kolorytem lat zaprzeszłych. Jaka w skali roku byłaby dziś komercyjna produkcja takich aut? Kilkanaście sztuk? Raczej sam-y dłubano na własny użytek.

    Żarówki i podobne przykłady to inna bajka – nie komentuję.

  28. @vitty
    Dwie sprawy: 1. A co jeśli to m.in. VW miał ogromny wpływ na ustalenie norm spalin? Zauważ, że Japończycy i Francuzi dali radę podołać normom, tylko jakoś Niemcy (nie tylko VAG) postanowili pójść na łatwiznę. Normy spalin poparte eko-ściemą mają na celu niedopuszczenie Chińczyków na rynki europejskie. Gdyby nie Amerykanie, prawdopodobnie jeszcze długo VAG z BOSCHEM przyklepywaliby swoje oszustwo. Mówienie, że VAG był ofiarą jest jakąś kpiną. To było bardzo dobrze skalkulowane działanie.
    2. Zakaz rejestracji SAM-ów jest kolejnym odebraniem wolności. Rozumiem, że boisz się jeździć po tej samej drodze, co użytkownik SAMa. Bo w razie W nie ma odpowiedzialnego. Ja w sumie też nie chciałbym mieć wypadku z powodu czyjejś głupoty. Tylko to, że ktoś robi SAMa, nie oznacza od razu, że jest głupi. Głupi jest ten, kto np. nie dba o hamulce. Głupie jest ograniczanie obywateli we własnej inwencji, bo to bardzo ogranicza rozwój społeczeństwa. Gdzie miejsce na eksperymenty? Jak rozwijać innowacyjność? Jak uczyć się nowych rzeczy. Że Tobie to nie potrzebne, to należy od razu wszystkim tego zakazać?

    Żeby zarejestrować używany lekki samolot w Polsce, trzeba go… zarejestrować w Czechach. W Polsce się praktycznie nie da. I ten samolot będzie latał po polskim niebie, tylko z innym papierem. Po co? Czy na prawdę tylko urzędnicy są mądrzy, a każdy obywatel chce siać śmierć? Przecież i pilot takiego samolotu i konstruktor SAMa chcą żyć.

    Dajcie ludziom trochę wolności, głupi się pozabijają, mądrzy zaczną szybciej uczyć. Pilnujcie tylko, żeby nie robili sobie krzywdy nawzajem.

  29. xerozzero

    To jest karawan którym w ostatnią drogę udał się Baltazar Gąbka Herbu Zielona Pietruszka.

  30. zbiegusek

    Herbu Zielona Pietruszka był Bartollini Bartłomiej. 😛

  31. Pradawny Elektryk z Kosmicznej Pustki

    Przypomniała mi się taka ciekawa historyjka z SAMami: bodaj KZK GOP wymagało od przewoźników, żeby tabor był nowy/nie starszy niż ileś tam lat. Jeden z nich ogarnął temat dość prosto: kupił stare Ikarusy, przylepił nowe mordy i zady i zarejestrował jako… SAM rok produkcji 2009. I jeździć mógł – papier na to miał…

  32. Swoją drogą, ile osób ginęło bądź zostawało rannych w wyniku błędów konstrukcyjnych samochodów amatorskich? Mam na myśli oczywiście Polskę. Bo jeśli ilość takich przypadków była znikoma, to jak dla mnie nie ma co zakazywać (bądź utrudniać) budowania SAM-ów.

  33. @igi
    1 To w zasadzie nie temat główny dyskusji więc odłóżmy to. Wiadomo że te wszystkie ściemy to obrona własnych rynków.
    2. Też jestem absolutnym przeciwnikiem nakazów odbierających wolność. Z drugiej strony, jak to mówią – „Twoja wolność kończy się tam gdzie zaczyna się moja”. Dzisiejsze czasy wyjątkowo dotkliwie to udowadniają. W imię tego że ktoś uważa że dzień dla niego święty należy święcić, mnie przymusza się również do „świętowania”. Czy że plemnik połączony z komórką jajową – zamieniają się w życie, ja też tak mam myśleć, z wszystkimi tego konsekwencjami.
    Ale nie w sytuacjach gdy czyjaś wolność zagraża w jakiś sposób mojemu bezpieczeństwu. Ok. Nie chcę z tym przesadzać i demonizować. Tak naprawdę wydaje mi się że ów zakaz, czy jego brak, nie mają znaczenia. Sądzę że SAM-y budowane na sprzedaż i tak umarłyby śmiercią naturalną. Może nie w przypadku wyśmienicie wykonanych replik – choć i też nie sądzę. Istotą luksusu jest cena i oryginalność. To trochę jakby zamówić u kaletnika dobrą podróbkę Lui Viton. Jako społeczeństwo wyrośliśmy już z etapu udawania bogactwa. Bogatych stać, a ci mniej bogaci zrozumieli że pokazanie się w Lamborghini zrobionym z Sierry jest nie do końca w dobrym smaku…
    A zapewniam Cię że z w przypadku zmot robionych w zaciszu garażu, czy stodoły ta „inwencja” nabiera innego wymiaru. Nie przekłada się nijak na innowacyjność tylko udowadnia jak sobie poradzić za pomocą tego co się znalazło pod ręką. Jak pisałem wcześniej miałem z nią styczność i nawet niekiedy udokumentowałem na zdjęciach. Rządzi jedno – jak bezkosztowo coś udłubać. Tak że bez żalu żegnam SAM-y.

  34. benny_pl

    hamulce z Cinquecento sa bardzo dobre i wydajne, o wiele lepsze niz chocby w 2x ciezszym polonezie/125p/ mirafiori itp gdzie sa te starego typu zacierajace sie i z mniejszymi tarczami, one dozyly az do Uno, zreszta w swoim Uno zmienilem je wlasnie na Cieniasowe (pasuja w zasadzie plug&play i dopiero to Uno zaczelo normalnie pozadnie hamowac – niedoceniacie Cinquecenta, a to jest na prawde znakomity samochod, bardzo dobrze przemyslany (nie liczac zespolow napedowych 700 bo to tragedia ale to tragedia z BISa) CC jest to jeden z najlepszych Fiatow wogole

  35. benny_pl

    karawan wyglada ze ma przod od poloneza a tyl od Lublinka,
    szkoda ze firma umarla..

  36. Obraz nędzy i rozpaczy… ale zawsze coś próbowali. Zastanawia mnie tylko cena tego całego dziadostwa. Z ceną przesadzają, szczególnie tego karawanu. Jeśli chodzi o excalibur to myślę, że jakby cena była góra 4-3 stówy to znaleźliby się chętni, przydałoby się go też odwieśniaczyć, zmieniając detale i kolor choćby folią. Mimo wszystko nie widzę sensu takiej inwestycji, kiedyś widziałem zabytkowego jaguara na allegro, karoseria cała, wnętrze jakieś tam, bez silnika. Na zdrowy rozum dałoby się to tanio odnowić, włożyć nowy silnik z czegokolwiek i jeździć po weselach, wiochy brak.

  37. Wracając do homologacji – sąsiad chcę wprowadzić na rynek elektryczny mikroskuterek. Wstępne koszty homologacji wyliczył na 100tysięcy pln. I zarejestruj tu teraz przyczepkę czy jakąś replikę.

  38. A co z firmą Tiger_Cieluch? Produkowali swego czasu pod Poznaniem repliki Lotusa 7 i Cobry.

  39. Zapewne została postawiona przed wyborem: przebranżowić się lub zamknąć. Skoro strona www nie funkcjonuje …

  40. @vitty załamuje mnie twoja ‚logika’ To w dużo bardziej cywilizowanej Anglii jakoś można rejestrować kitcary dopuszczone przez opinię jednego diagnosty, a u nas to zbyt niebezpieczne? dałeś sobie sprać mózg logiką tych którzy wprowadzają te wszystkie normy i homologacje by po prostu wyciąć konkurencję. Nie wiem jak to wygląda dokładnie u Niemców i Czechów ale na pewno nie jest tak chore jak u nas skoro się opłaca tam pojechać i jeszcze akcyzę dopłacić.Problemem tu nie jest bezpieczeństwo tych samów tylko mylenie takie jak Twoje, czyli neurotyczna nadwrażliwość, wykorzystywana świetnie przez lobbing dużych korporacji, ubezpieczalni itp, no i kupowanie pod stołem takich IDIOTYCZNYCH ustaw.To że u nas nie można to jest wstyd na całą europę przecież, jesteśmy bardziej papiescy niż papież w tym temacie, a nawet nie mamy żadnej własnej marki motoryzacyjnej którą miało by to chronić, chyba że autobusy;).

    @Bartek do Tigera dzwoniłem nawet jakiś czas temu, dawno tego nie robią, został im jakiś niespłacony lotus tylko, którego właściciel nie odbierze bo tak go podliczyli za parking heheh;) Był przecież nawet dealer Caterhama w warszawie i też nie poradzili sobie z rejestracją w PL i kitów już nie sprzedają. Może mają tam jeszcze gotowe auta ale one się zaczynały chyba koło 70 000 z silnikiem 0,8 turbo hehehe. Ogólnie ja bym w tym momencie paradoksalnie sprowadził starego uszkodzonego lotusa lub cobrę z UK już z papierami i przerabiał dla siebie. Ale by było niebezpiecznie!! vitty by oddał prawo jazdy pewnie;)

  41. @Bartek aha tylko, że ja dzwoniłem do Walenda Motorsport, oni tez robili Tigery, wybacz pomyłkę;) Co z Cieluchem się stało nie wiem.

  42. kuba_wu

    @igi
    Jest wiele miejsc i dziedzin, w których można rozwijać innowacyjność, i to nawet samodzielnie i bez dużego kapitału. Niestety, własny garaż i wyklepany w nim SAM do nich nie należy. To nie jest żadna innowacyjność – na to jest już o dobre pół wieku-wiek za późno. To jest zwykła hobbystyczna dłubanina, niewnosząca niczego do motoryzacji, acz ryzykowna. Jeśli jesteś odmiennego zdania – wskaż jakikolwiek kontrprzykład.

    Co do samolotów – tu jest może o tyle inaczej, że samolot nie porusza się po drodze publicznej, tylko w przestrzeni powietrznej, również publicznej, ale jakby „nieco” mniej zagęszczonej, i zagraża głównie sobie. Niemniej nadal zagraża. Przykładem Jan Borzęcki, nestor amatorów-konstruktorów, którego książkę „Na własnych skrzydłach” czytałem z wypiekami jako nastolatek, i też marzyłem o samodzielnej budowie czegoś, na czym mógłbym polecieć… ostudziła mnie informacja o śmierci autora, który rozbił się we własnej maszynie. Która, jak się okazało, miała źle zaprojektowany dźwigar płata, a błąd był szkolny i oczywisty dla fachowców. No cóż, ja dorosłem, a swoja pasję realizuję budując modele latające (niespecjalnie innowacyjne, ale małe, lekkie i nikomu nie zagrażające).

  43. Krysztof

    @Vitty
    A wracając do bezpieczeństwa w samochodach seryjnych i samach – co z zapalającymi się peugeotami, akcjami serwisowymi VW z samozapłonem od sprzęgła czy wymianą zbiorników CNG. Takie drobnostki jak zbyt krótkie prowadzenia łańcuchów w 1.2 12v VW powodujące przeskok rozrządu, problemy z 2.0 TDI czy problemy ze smarowaniem w dieslu od mazdy co prawda nie powodują wielkiego zagrożenia w ruchu, jednak portfel to drenuje.

  44. Cudze chwalicie, swego nie znacie. W technikum, połowa lat ’90 instruktor od tokarek nie mógł wymienić jarzeniówki, bo miał papiery do 24V. Dzwonił do działu Utrzymania Ruchu i przychodził elektryk. W domu sam wymienia taką.

Comments are closed.