Renault Twingo – BEZKIT-u najlepszy samochód miejski [opis i film]

Nie, to niemożliwe. No ale tak napisali: długość 343 cm. Dobra, to sprawdzę jeszcze w drugim źródle. Kurde, tam też 343 cm.
Wyjeżdżam z miejsca parkingowego robiąc 343 obroty kierownicą, bo tak mniej więcej wygląda układ kierowniczy w tym wozie. Przejeżdżam ulicą, stoi zaparkowane Lupo. Podjeżdżam do niego. Coś jakby to Twingo było dłuższe. Ktoś tu kłamie. Iluminaci! Nie ma przebacz, idę po miarkę. Mierzę.

Zmierzyłem. Rzeczywiście, 343 cm. To szacun.

Najpierw kolega mi powiedział, że jego szwagierka ma Twingo. Potem, że ma Twingo, ale pewnie nie zgodzi się na mój opis, bo się boi że będę się nabijał z tego wozu. Potem ja sam napisałem do tejże szwagierki (pozdrawiam) i obiecałem, że nie mam tu zamiaru drzeć łacha z Twinga. Kolega chyba przesadzał, bo szwagierka się zgodziła bez problemu. Potem przemawiałem się osiem razy, bo albo padał śnieg, albo padał mój sprzęt do nagrywania. Aż w końcu wyszło słońce, złapał mróz, a ja złapałem kluczyki do Twingo.

Zawsze mnie zastanawia, czy jak producenci robią samochody jednobryłowe, to ten słupek przedni walą w jakimś randomowym miejscu, czy też wręcz przeciwnie, szukają takiej lokalizacji żeby jak najbardziej zasłaniał widoczność? Bo np. w Suzuki SX4 idealnie im się to udało. A w Twingo nie. Jak wsiadacie, to od razu rzuca się w oczy, jak nisko i daleko do przodu schodzi przednia boczna szyba. Można śmiało skręcać w lewo i nie zdjąć pieszego z jaskrą, który nie zauważył zbliżającego się pojazdu. A to nie koniec fajnych rzeczy w Twingo. Lusterko boczne nie jest na drzwiach. Można uchylić drzwi przy parkowaniu, żeby patrzeć czy dojeżdżamy już do krawężnika i nadal widzieć w lusterku bocznym tył pojazdu za nami. Taki detalik.

Nie będę Wam znowu pisał o Beskidzie i Twingo. Pisałem już o tym wielokrotnie. Są to spory z gatunku „kto pierwszy wymyślił prostokąt z zaokrąglonymi rogami” – niewątpliwie byli to Polacy, którym potem zły zachód ukradł ten genialny pomysł. Zostawmy już ten temat i skupmy się na Twingu.

Jak na samochód 343-centymetrowy, jest to auto szokująco przestronne. Wsiadasz i czujesz się tak normalnie, wygodnie. Nic nie powoduje dyskomfortu, np. kierownica nie wbija ci się w kolana, drzwi nie walą cię w ramię, a dźwignia biegów nie wymaga podkulania nogi przy przerzucaniu przełożeń. Jest po prostu dobrze, a to naprawdę rzadka sztuka, bo w większości samochodów, którymi jeździłem, do czegoś można się jednak przyczepić. Podobne wrażenie jak Twingo robi Micra K11. Wygląda to jakby obudowano siedzących ludzi nadwoziem, a nie na odwrót.

Na pewno w Twingo nie podobają mi się te aerodynamiczne klamki. Wiem o co chodziło i doceniam wysiłki projektantów, ale wcale nie tak łatwo trafić na ten mały czarny wypustek, zwłaszcza jak jest ciemno, trzymasz coś w ręku i masz na sobie rękawiczki. Natomiast bardzo, ale to bardzo podoba mi się asceza we wnętrzu. Po co zegary? Po co wielkie, kolorowe ekrany? Przed kierowcą damy kontrolki, a pośrodku mały ekranik z prędkościomierzem i już. Czysto i klarownie. I tak, jeśli chodzi o ten ekranik, to potem Toyota powieliła ten pomysł w Yarisie. Ponadto Twingo ma przyjemny, kojący, zielony kolor podświetlenia, taki sam jak kolorystyka pokręteł od sterowania nawiewami, klamki od schowka czy przełączników szyb. W tym samym czasie Laguna I miała okropne, pomarańczowe zegary wyglądające jak wielka kontrolka check engine. Koherencja minus trzysta tysięcy. Duże szyby i małe wskaźniki to fantastyczne połączenie dla samochodu miejskiego, problem tylko w tym, że w Polsce trzeba jeździć cały rok na światłach mijania przez całą dobę (w dzień trzeba jeździć na światłach do jazdy w nocy) i wtedy podświetlenie tego ekraniku jest bardzo słabe. Jak się jedzie pod słońce, to nie widać ile się jedzie i można niechcący przekroczyć prędkość. Panie policjancie, ale ja nie wiem ile jechałem, bo musiałem jechać z włączonymi światłami mijania w jasny dzień, a wtedy na ekraniku nie widzę prędkości pojazdu. To nie ma znaczenia, mandat 300 zł, i co z tego że we Francji nie trzeba jeździć na światłach? Mamy przecież Unię Europejską, to znaczy że my musimy robić tak jak w Unii, nawet jeśli oni tak nie robią, ale mogą nam nakazać żebyśmy robili, a sami nie muszą, bo tak jest bezpieczniej, czy coś. Nikt nic z tego nie rozumie. Ja też nie czaję jak to jest, że w każdym kraju UE są inne przepisy ruchu drogowego i co innego jest karalne, ale wszystkie samochody muszą spełniać identyczne normy i musieliśmy dopuścić rejestrację anglików, żeby „zharmonizować prawo”. To może Francuzi zharmonizowaliby sobie swoje prawo o światłach do naszego?

Dobra, to wsiadam do tyłu. Tylna kanapa się przesuwa, ale z wielkim trudem. Z jeszcze większym trudem odchylają się przednie fotele. Z tyłu stukam głową o dach, ale na kolana mam zaskakująco dużo miejsca. Nie da się tego porównać ani z Lupo, ani z aktualnym Fiatem 500, a oba te auta są dłuższe od Twingo. No i jest jeszcze głęboki bagażnik. Szkoda, że oparcie tylnej kanapy jest tak niskie, ale może to ja jestem za wysoki. Bardzo przyjemny detal: tylna półka jest zamocowana do tylnej klapy i jak opuszczasz klapę, to półka się kładzie na swoim miejscu i zasłania zawartość bagażnika. Kurde jakie to dobre! Jak ja nienawidzę półek zwisających na sznureczkach z tylnej klapy i zamontowanych na takich beznadziejnych trzpieniach w tapicerce. Te dyble stale się łamią, nawet w japońskich wozach. A tu Francuz, rozumisz, wziął i wymyślił!

No to teraz ruszam i jadę. Twingo chodzi tak, że przez chwilę myślałem, że to jest ten stary Cleon 1239 cm3 z łańcuchem rozrządu, bo auto jest po prostu głośne na wolnych obrotach. Ale nie – to już nowocześniejszy D7F 1149 cm3 z mocą 58 KM. To jeśli tak chodzi D7F, to jak musiał chodzić Cleon? Pewnie klekotał popychaczami zaworów jak nieprzymierzając Maluch. Nieważne, jedziemy. Twingo nie jest szybkie. Twingo prowadzi się trochę gumowo. Twingo nie hamuje specjalnie skutecznie. A co najlepsze, żadna z tych rzeczy nie jest wadą. Wręcz przeciwnie, ma ono taki przyjemny filing lat 90. XX w., kiedy samochody miejskie były naprawdę miejskie i nie musiały być sportowe czy prowadzić się jak gokarty. Twingo jedziesz sobie powoli, ale skutecznie. Mieścisz się w małe luki między autami, dzięki ultrakrótkiemu przodowi możesz dobrze ocenić odległość i oczywiście masz świetną widoczność w każdą stronę. Możesz też nim pojechać w trasę, bo do 120 km/h głośność jest do wytrzymania, a szybciej we Francji jeździć nie wolno, więc nie ma o czym rozmawiać. Przy okazji biegi wchodzą bardzo dobrze. To absolutna nieprawda, że we francuskich autach biegi chodzą jak kupa. Tylko w Peugeotach i Citroenach, w Renault o niczym takim nie ma mowy.

W sumie jednak chodziło w tym wszystkim o to, żeby odpowiedzieć sobie na pytanie, czy Twingo ma potencjał na jaktajmera. Ma, i to ogromny. Już tłumaczę dlaczego. Jest to bowiem samochód skonstruowany od początku do końca, od czystej kartki, w celu spełnienia jednego założenia: jak najlepszego samochodu miejskiego. To szczytowe osiągnięcie w dziedzinie zmotoryzowanego wózka na zakupy. Ten samochód nie jest ani szczególnie szybki, ani szczególnie świetnie się nie prowadzi, ani nie ma jakichś szokujących ficzurów i ton elektroniki. Dziś nikt by czegoś takiego nie zrobił, dziś każdy samochód musi być do wszystkiego. Nie wystarczy, że dobrze wozi zakupy, musi jeszcze dostarczać sportowe wrażenia z jazdy godne multiinterfejsowego coupe, być stale connected żeby kierowca miał kontrolę nad wszystkim i powodować u niego poczucie prestiżu. Musi mieć dwanaście ekranów i stylistykę Wikinga ruszającego na podbój wiosek brytyjskich. Musi krzyczeć „ALEŻ DOBRZE ZROBIŁEŚ ŻE MNIE KUPIŁEŚ, INNI TO FRAJERZY”. A Twingo wygląda jak sympatyczne zwierzątko i robi dobrze tylko jedną rzecz – turlanie się po mieście – ale robi to dobrze w 101%. Jest to gotowy, skończony produkt. Nie do pomyślenia w dzisiejszych czasach. Dlatego po pierwsze wystawiam mu certyfikat YOUNGTIMER APRUWD BAJ ZŁOMNIK, a po drugie Twingo ląduje na II miejscu listy samochodów, o których do tej pory nakręciłem filmy w serii #zawszegratem.

Spójrzcie na te słodkie detale stylistyczne:

Oto podium
1. Honda Prelude II
2. Renault Twingo
3. Mitsubishi Space Wagon

A teraz już film:

EBOOKI ZA DARMOSZKE, CZY JUŻ POBRAŁEŚ/AŚ?

  1. Pamietacie promocje Twingo, jak weszlo do produkcji? W gazetach byly prospekty z kluczem do Twingo. Pozdrawiam tych, co stali w kolejce do Twingo i Nawrota w Dlugolece.
    P.S. Jedno z 3-ech Twingo zostalo wygrane u Jasiaka, po drugiej stronie Wroclawia. Moj kumpel stal w kolejce, jak facet pare miejsc przed nim odpalil auto.

  2. dr. Kamil

    Dopiero dzisiaj, po tylu latach kapnąłem się, że w Peugeocie 206 zerżnęli wlot powietrza na masce właśnie z Twingo.

    A te pokrętła i „guziki” są żółte, nie zielone!

  3. Miałem okazje poznac Twingo przez dluzszy czas – wersja przedliftowa ze starą deską rozdzielczą, ale już z D7F. Mam mieszane uczucia co do niego – z jednej strony samochód finezyjny, i naprawdę zmyślnie zaprojektowany. Ilość miejsca w środku zaskakuje każdego. Żeby nie było różowo, sama jazda wydaje się dość toporna, zwłaszcza bez wspomagania kierownicy. Jak na auto miejskie, kierownica kręci się ciężko, niemal jak w Polonezie. Wnętrze średnio znosi próbę czasu – ot, choćby wytarty lakier na kierownicy czy desce. D7F nie jest głośny na wolnych obrotach i bardzo żwawo radzi sobie po mieście, pod warunkiem że ktoś dbał o regulację zaworów. Przyciemnianie wyświetlacza można łatwo wyłączyć, ale wtedy w nocy jest zbyt jasny. Jak dla mnie, najlepszy bajer w tym samochodzie, to otwierany dach. Trzeba jednak przyznać, że po latach bardzo osłabia sztywność nadwozia, co czuć przejeżdżając przez dziury. Wiecie, co najbardziej mnie rozczuliło w Twingo? Spróbujcie odkręcić przednie fotele. Bez kanału ani rusz – nakrętki są od strony podłogi. (:

  4. „Wręcz przeciwnie, ma ono taki przyjemny filing…”
    Sriling!
    Nie da się tego po Polsku powiedzieć?
    Oczywiście film i wpis przyjemne, choć najlepszy do tej pory w mojej ocenie był ten o T4… bo taki najbardziej naturalny?
    Liczę że megatest okulara będzie zawierał muzykę Tobiego Kinga, wożenie patelni i garnków w bagażniku i sprawdzian lansu pod targowiskiem, a nie mierzenie auta miarką i opowiadanie o funkcjonalnej tylnej półeczce, bo kogo to obchodzi.

  5. Chyba najbardziej niedoceniony youngtimer. W końcu Francuzi lubią tworzyć awangardowe auta.

  6. benny_pl

    mi sie tam nigdy twingo nie podobalo, to taka „zaba”, jak by zrobili normalne swiatla z przodu to bylo by fajniejsze, zreszta najslodsze sa pierwsze Move, Wagon R i Libero, poza tym ciagle naprawiam clio 1 ktore jest tym samym co takie twingo (nawet juz zalozylem tam silnik z twingo) i to jest straszny szajs, ale trzeba przyznac ze sporo pomyslowosci jest w twingo

    a tu cos dla Zlomnika:
    sprzedajemy.pl/fiat-seat-850-dwa-w-cenie-jednego-pionki-2-6bea9f-nr53727907

  7. Pamiętam ten kluczyk do Twingo w gazetach, byłem jeszcze szczylem i pojechałem specjalnie z ojcem do Puław do salonu zobaczyć czy pasuje, ależ to była wyprawa.
    Tak jak wspominałem z rozrzewnieniem kiedyś trochę jeździłem Twingiem z tym silnikiem , naprawdę bardzo to dobrze wspominam, do miasta w sam raz . Wtedy jeszcze suvizacja była w powijakach więc nie siedziałem na wysokości blotnikow i nikt na mnie nie spoglądał z poczuciem wyższości .

  8. Marek Jarosz

    Również grzebałem za młodu kluczykiem z gazety w stacyjce Twingo w salonie w Puławach 😃 Pozdrawia Puławiak z Lublina 😉

  9. Pan Jasiek

    Na 3 miejscu to chyba Space Wagon.
    Space Star to w sumie też dobry grat również, gdyby tak nie rdzewiał, to w ogóle ciężko się do czegoś przyczepić – chyba tylko do skrzyni z… Renault.

    Props za jaskrę.

  10. Złomniku: uśmiechnąłem się przy twoim „czas zajrzeć pod maskę”, zabrzmiało to kanonem dziennikarstwa motoryzacyjnego 🙂

    Czy ktoś ma jakieś doświadczenia z wersją ze szmacianym dachem? Czy w deszcz cieknie? Czy w zimie bardziej zimno?

  11. Nie nie nie, dr. Kamil, są zdecydowanie zielone… młodowczesnowiosennotrawiasto zielone.

  12. Bartlomiej Porabka

    Mam takiego z automatyczną (nie hydrauliczną) skrzynią biegów. Na miasto ideał

  13. No nie powiem, zaskoczyło mnie najbardziej jednak to zdanie: „Nie da się tego porównać ani z Lupo, ani z aktualnym Fiatem 500, a oba te auta są dłuższe od Twingo”. Co do Lupo (które od zawsze traktowałem jak odpowiednik Cinquecento) no mógłbym jeszcze nie być aż tak zaskoczony ale nowa 500? To pewnie dlatego, że jest taka dość wysoka i przez to ma zgrabne proporcje przypominające starą pięćsetkę. W sumie, jak mała jest stara pięćsetka a jak duży jest nowy model stwierdziłem dopiero podczas wakacji we Włoszech jak oba stały obok siebie.

    Jedno tylko spostrzeżenie co do pokręteł – te na zdjęciach są raczej żółte a kolor ich zmieniał się bodajże co roku czy przy każdym mniejszym liftingu/modernizacji. Testowany egzemplarz jest jakiś kombinowany bo włączniki są niebieskie a powinny być takie jak reszta. Faktycznie jest to mocny punkt stylistyki tego samochodu. Mi się podobała jeszcze kierownica bez poduszki z pierwszej serii – też była charakterystyczna i zapewniała poczucie przestrzeni.

    Materiał na youngtimera świetny szczególnie z materiałowym dachem, bo samochodów się już tak nie projektuje.

  14. Fajne i słuszne, choć Złomnik Szanowny nie wspomniał o ważnej rzeczy w Twingo (a miał okazję w rękach i innych częściach ciała, żeby to przetestować) – ze wszystkich jego foteli da się zrobić dwumetrowe łóżko, czego nie ma w żadnym dzisiejszym samochodzie. Wspomniało się o tym we wpisie na Automobilowni o Twingo, mym ukochanym janktajmerze.

  15. A co do dachu – jeszcze nie widziałem cieknącego materiałowego dachu w Twingo. Dość solidnie wykonana konstrukcja, pod warunkiem że poszycie nie ma dziur.

  16. Baltrok

    W Twingo mojej mamy fotele i kanapa chodzą delikatnie.
    Ale nie powiedziałeś o pewnym turbo słabym rozwiązaniu, klakson uruchamiany poprzez wciśnięcie manetki kierunkowskazów.

  17. Co do przełączników – pewnie oryginalne padły i trzeba je było wymienić… W moim Clio 1 trzy razy zmieniałem „wajchę” od kierunkowskazów/świateł bo długie się nie włączały na stałe…

  18. Fabrykant: nie mogłem o tym powiedzieć na filmie bo bym połamał mocowania foteli i kanap, wszystko to chodziło bardzo źle

  19. Zbych – tylko z pozoru. Czy w Citigo jest materiałowy dach i fotele składane tak aby móc się awaryjnie przespać? Albo przesuwana tylna kanapa aby móc powiększyć przestrzeń na nogi pasażerów z tyłu?
    Co do praktyczności w mieście i poczucia przestronności w środku pełna zgoda, Up/Citigo/Mii się wyróżniają na tle konkurencji ale to już chyba jednak nie to co Twingo. W ogóle te modele budzą takie moje odczucie jakby to był odświeżony projekt następcy Lupo, który nie wszedł do produkcji bo wprowadzili Foxa i dokończyli go dopiero niedawno po przetrzymaniu w szufladzie. Przy czym dla jasności nie uważam tego za wadę 😉

  20. zdesperowany kierowca

    początek filmiku radzę zlać, red. złomnik znowu napieprza się z beskida, zieje nudą. ja po 15 sekundach filmiku przeklikałem się na drugą minutę, jest już spoko.

  21. Mam twingo ze wspomaganiem, abs, 4 poduszki, odsuwany dach, pomarańczowy na zew i szary w środku . Największy minus to blacha , musiałem robić progi . Silnik ok, zawieszenie trochę miękkie . Idzie do 150kmh . Przez dach zimą trochę przechodzi mróz tj. jak postoi to sie sople robią. Plastiki po 18 latach pękają. Może sprzedam … Zapraszam

  22. benny_pl

    kwater: te przelaczniki to tragedia, szwagierce w tym clio zalozylem z c15, one sa identyczne w wiekszosci francuzow z lat 80/90, kostki i mocowania pasuja tylko sama galka ma inny ksztalt, wymieniona tez zreszta szybko zdechla i zalozylem jej taki przelacznik jak z telewizora „rubin” do przelaczania krotkie/dlugie i juz dziala niezawodnie 🙂

    Bartlomiej Porabka: to jakie tam sa automaty? CVT?

  23. Marek Jarosz

    Ekhm, wciskany klakson na manetce to cos o czgm w temacie francuskiej motoryzacji sie nie wspomina, bo po co mówić o oczywistościach.

    Kulka wciśnięta – awaryjne wyłączone. Kulka wyciśnięta – awaryjne włączone. Fuck logic 😃

  24. „Spróbujcie odkręcić przednie fotele. Bez kanału ani rusz – nakrętki są od strony podłogi. (:”
    Hold my beer…

  25. Dlaczego redaktor Łomnik jeździ w czapce, a jak wysiada na zewnątrz to ja ściąga? Klima tak mocno działa?

  26. Ideałem byłby jednak samochód 5 drzwiowy a nie 3.

  27. Klakson w manetkach jest w większości renault. Miałem to w Kangoo, a teraz mam w interstarze (master). Według mnie fajne rozwiązanie. Ale co ja tam wiem – lubię renault.

  28. Ja w Poznaniu kręciłem kluczykiem do czarnego Twingo 🙂

  29. Najnowsze Twingo to też niezwykły samochód, bo ma silnik z tyłu. Ale Złomnik nie testuje nowych. A fajne by było takie porównanie Twingo z lat 90 i Twingo z 2018 roku.

  30. benny_pl

    klakson w manetce migaczy maja tez Fordy, a przynajmniej w Fiestach mk3 tak jest 🙂
    a i w trabancie tez 🙂

  31. Zakrześ

    i już ceny rynkowe twingów rosno bo Z.Łomnik apruwed…

  32. Cyfrowy prędkościomierz, kolorowe wnętrze i przesuwane fotele w tym aucie wyglądają naprawdę kozacko. Szkoda, że nie ma tego w nowych autach. Złomnik, czym teraz jeździsz?

  33. Chwileczkę, bo ty chyba kupiłeś przed chwilą Twingo i Merola Okulara. Jak mogłem o tym zapomnieć.

  34. polobis

    Francuzi coś mają do tych kolorów ni to żółtych, ni to zielonych – cały samochód taki mam. Nicniemający C1 w 4 drzwiach i szybie na schowku.

  35. KIEROWCA

    Beskid ogólnie spoko samochód, nie ma się do czego przyczepić chociaż już bardzo dawno nie widziałem żadnego w ruchu. O dziwo Renault 5 jeszcze jedno w moim mieście jeździ. Na pewno fajniejszy od Matiza, mogli tylko zrobić liczniki umieszczone normalnie przed kierownicą [nawet elektroniczne jak np. w Kadettcie E] i poprawić reflektory. Domyślam się, że nasz projekt miał prostokątne to dla odróżnienia wsadzili okrągłe.
    Tylna półka unoszona razem z klapą? Tutaj bym akurat podyskutował. Jeśli jest pusta to tak ale co w przypadku kiedy coś na niej leży? Np. apteczka albo pies kręcący główką?
    Dla mnie zdecydowanie najlepszym samochodem małolitrażowym lat 90 było i nadal pozostaje Cinquecento 900. Sam jeździłem i naprawdę nie miałem się do czego przyczepić. Prosty bezkolizyjny silnik na łańcuchu, stosunkowo duży prześwit, rejestracja na pięć osób, pozycja za kierownicą. Czasami żałuję, że sprzedałem no ale jednak Polonez pakowniejszy a nadal oparty o prostą technikę Fiata.

  36. „..najlepszy samochód miejski…”

    Śmieć.
    Nietrwałe truchło bez silnika z najgorszej jakości plastiku. Pasowania elementów? centymetrowe dziury. Najohydniejszy pusty plastik przed oczami, Kierownica dla kulturystki a nie kobiety, jedna durna wycieraczka z autobusu – zbierająca całe nic z szyby…i cud designu -klamki dla małp.

    Gdzie temu „najlepszemu” równać się do ówczesnych liderów – toyoty starlet, potem Yarisa czy choćby A2 ?

    Śmiechu warte.

  37. Manetki od długich padają, bo brakuje przekaźnika. Prąd wypala styki i wszystko umiera.
    Klakson w manetce… Mmm mam w R21, głupie ale z charakterem. W Lagunie I i Kangoo po 2001 klakson był i w manetce i w kierownicy na ramionach… Takie rzeczy tylko we francuzach.
    P. S pomarańczowe podświetlenie jest kozackie. W nocy nie razi.

  38. Klakson w manetce to taki klasyk we francuzach, miałem to rozwiązanie w BX’ie i ZX’ie i jest super wygodne. Po kilku latach z klaksonem w manetce ciężko wrócić do tradycyjnych rozwiązań.
    Zawsze lubiłem Twingo, muszę kiedyś się takim przejechać. Nadwozie nie zestarzało się prawie nic od daty premiery (już 25 lat!). Ciekawostką dla mnie jest nieco wysunięta do tyłu tylna szyba, podejrzewam, że zostało tak zaprojektowane specjalnie by móc zbliżyć się milimetry do przeszkody/samochodu przed którym parkujemy (jak to we Francji). Absolutnie genialne autko miejskie i gwarantowany jaktajmer.

  39. dr. kamil

    @lech Wymieniłeś autka segment wyżej. „Nietrwały” to też chyba nienajlepsze określenie dla taniego wozu z segmentu A, który ma 20 lat i ciągle nieźle jeździ. Jeszcze w ramach ciekawostki można dodać, że według wiki wyprodukowano ~176000 sztuk „lidera” A2 w ogóle. Twingo sprzedało się w ilości ~500000 w samych Niemczech – pewnie klienci zapomnieli pomierzyć szpary pomiędzy plastikami 😉

  40. Właśnie dzisiaj wieczorem za testowanym pojazdem jechałem. Prowadziła białogłowa, samochodzik w ruchu miejskim był żwawy i wcale nie zanikał przy innych 😉

  41. KIEROWCA

    Klakson w manetce był też we Wartburgach. Wszystko w jednym przełączniku – kierunkowskazy, sygnał świetlny i dźwiękowy.
    Twingo to jeden z ostatnich normalnych samochodów. Niby zachodni, trochę udziwniony ale mimo wszystko bez tabletów na desce i przeładowania elektroniką. Mniej więcej na tym etapie „rozwój” motoryzacji mógłby się zatrzymać.

  42. Mam Twingo z serii ByeBye- 2007 ale w tej budzie. Ma wszystko, co wózek na zakupy powinien mieć nawet klimę (która chłodzi jak wściekła). Tylko mój ma ładny zamek na tylnej klapie (jak w Clio 2, drugiej fazie) i FABRYCZNĄ instalację LPG, która, jak bym nie jeżdził zawsze daje spalanie gazu 6,6 (na mieście, poza miastem, na autostradzie, pod góre, z góry, 4 osoby, dwie osoby, ja sam, jeden ciul). 232kkm od nowości, jakkolwiek 150kkm w ciągu ostatnich 19 mcy.

  43. Klakier

    Fanem francuzów to ja nie jestem ,nigdy francuza nie miałem i nie planuję mieć ale do klaksonu w manecie proszę się nie czepiać ,miałem za to kilka skód i one miały właśnie takie rozwiązanie.Jest to całkiem fajne ponieważ nie zmusza do odrywania rąk od kierownicy w razie „W”. Możesz sobie zatrąbić paluszkiem środkowym i do tego trzymać kierę kciukiem.

  44. W Twingo mojej Cioci była skrzynia PÓŁautomatyczna. Nie widziałem drugiego w Polsce auta tego typu. Biegi wybierane jak w manualu, ale sprzęgło automatyczne (albo konwerter, nie pamiętam – pedał hamulca szeroki). Fabryka, żadnych kombinacji. I fajnie się tym jeździło! 😉
    Potem i tak samochód przeszedł konwersję na manuala.
    Ciocia chwaliła, dobrze się tym jeździło, odsuwany dach też robił robotę.

    Dobrze się czytało opis, parę zdań obśmialiśmy z Tatą za zabawność i literackość.

  45. @up: miałem na myśli, że nie widziałem drugiego takiego Twingo. Bo z autami z półautomatem miałem więcej styczności.

  46. gavarnie

    jechałem kiedyś aurisem, gdzie w dzień trzeba było wyłączyć światła, żeby sprawdzić prędkość:)
    co do twingo: proponuję porównanie twingo i yarisa: tam, gdzie skończyło się twingo 1, tam zaczął się yaris: przesuwana tylna kanapa, pochylane oparcie z tyłu, centralny wyświetlacz, mnóstwo schowków, lusterko do makijażu po stronie kierowcy i półka na torebkę pod kierownicą; tylko niestety yaris nie jest taki słodziutki:)

  47. tylkospoko

    Twingo1 startowało w 1993 i wtedy na „zachodzie” były prawdziwe… billboardy. W PL ten typ nośników raczkował. Na billboardach na tym zachodzie nie było Twinga. Były same napisy na białym tle, a Twingo było poza ramką i to jako rysuneczek z kilku kresek i plamy koloru. Nieszablonowe rozwiązanie dla nieszablonowego samochodzika. W salonach stały samochody w takich samych kolorach jak na rysuneczkach. Działało na wyobraźnię bardzo.

    Jest jeszcze jedna historia z tym pojazdem, a właściwie z jego następcą. Nie chodzi mi o Twingo 2, które jest zwykłym, lekko nudnym samochodzikiem i nie nawiązuje do pierwszej generacji. Bardzo nawiązuje do niej Modus. Jest jednobryłowe nadwozie, sprawiające wewnątrz wrażenie większego niż z zewnątrz, są pocieszne okrągłe reflektory z przodu i z tyłu, jest duży otwierany dach – tylko ze szkła, jest przesuwana tylna kanapa, jest elektroniczny wyświetlacz na środku deski, są ogromne szyby. Nie zgadza się tylko liczba drzwi i niemanie kolorowych przycisków. Modus powinien być Twingiem.

  48. W mojej skrzyni produkcji renault biegi wchodziły badziewnie. Później jak wybuchła przez ubytek oleju, to przy wymianie zaszalałem i zmieniłem wszystkie plastikowe łożyska ślizgowe, łącznie z tymi w drążku. Biegi wchodziły super, ale głowica postanowiła uruchomić tryb wyłączania cylindrów i straciłem cierpliwość do francuskiej motoryzacji. Na szczęście na te skrzynie z wybierakiem od dołu jest zbyt i znalazłem klienta na komplet skrzynia + sprzęgło z minimalnym przebiegiem.

  49. @tylkospoko
    Modusa robili ludzie od twingo właśnie
    @zlomnik
    Tylna kanapa ma dosyć delikatny mechanizm i zazwyczaj niedbałe ciepnęcie 4 zimówek przy kanapie złożonej do pionu może coś w niej wygiąć i przestaje działać. Jak kupiłem moje to mechanizm był zacięty na amen. Inną kanapę znalazłem na szrocie i ta chodziła jak marzenie, tak że np trzymając w jednej ręce ciężką siatę drugą można było sobie bez trudu powiększyć bagażnik. A przesuwanie i składanie kanapy w twingo to nie jest coś co się robiło od wielkiego dzwona tylko chleb powszedni bo raz pasażerowie a raz bagaże.
    Te fotele przednie z kolei… No cóż, testowany egzemplarz to polift ii tam wrzucono po prostu fotele z clio II. Modele 1993-97 miały imho o wiele lepsze przednie fotele, całe podnoszone, umożliwiające bardzo wygodne wsiadanie na tył. patrz tu: https://youtu.be/8l5iapUDuTg?t=4m6s zwróć uwagę na tę dodatkową dźwigienkę od wewnętrznej. Nie trzeba jak ten chłopiec ręką, wystarczyło z tyłu ją pyknąć butem i fotel leciał na sprężynie do przodu. Kierowca mógł też tą dźwigienką odchylić fotel pasażera bez wykręcania sobie barku i wpuścić/wypuścić tylnych pasażerów bez zbędnego tłumaczenia gdzie jest ten kneflik, co pociągnąć, gdzie nacisnąć itp.
    @Fabrykant
    spałem w twingo. Mieszczą się dwie osoby i ich wszystkie bagaże na 4 dni (na czas snu znalazły dla siebie miejsce wprzednich i tylnych wnękach na nogi i na desce rozdzielczej)
    @Kytutr
    >Czy ktoś ma jakieś doświadczenia z wersją ze szmacianym dachem?
    Miałem, parkowałem pod chmurką, otwierałem w każdy słoneczny dzień. Kupowanie twingo bez szmacianego dachu to herezja, zwłaszcza, że ma go co drugi i jest w czym przebierać.
    Dach szmaciany w twingo jest absolutnie genialnie prosty. Jest ręczny, Zamykając go przekręca się dźwignię która ze sporą siłą wszystko naciąga i uszczelnia. Nie korzysta z żadnych korozjogennych systemów odpływów i kanalików. Na szrotach te dachy kupują różni tuningowcy i zakładają do golfów, dużych fiatów, camperów itp. bo one pasuja „plug and play” do wszystkiego. Sam osobiście spotkałem Autobianchi A112 z tym dachem, (był w jakimś miksie), Malucha (do dziś nie wiem jak się zmieścił, a jednak) oraz co najciekawsze ex-redbullowego Mini R56 pickupa – tu dach twingo był skrócony o połowę, po zbadaniu tematu wyszło, że wszystkie puszkowozy redbulla na europę dostawały pół faltdachu twingo.

  50. Wagon R 1998 przed wątpliwą współpracą z Oplem klima, lusterka w prądzie duże na tyle że bez przestawiania dojedziesz do krawężnika, szyby prąd,ABS, korozja pakiet, wspomaganie elektryczne nie dupi się jak w puncie, z tyłu paleta wchodzi zmywarka ,pralka, komoda ,kanapa tył kładziona ,fotele przód schowek pod lewym na papierzyska apteczkę.Prawy koszyk na zakupy pod siedziskiem już wtedy wiedzieli że nadejdzie era płatnych toreb.Oczywiście 5 drzwiczek.Silnik 1,0 na łańcuch rozrządu w sumie to maska otwierana w celu nalania płynu do spryskiwaczy skrzynia wymienione linki zmiany biegów reszta działa .Przebieg 200000 na liczniku ciekawe ile w rzeczywistości skręca trąbi parkuje chłodzi grzeje wszystko elektryczne działa po tylu latach , widoczność rewelka, do miasta zajebisty na trasę no to tego no nie bardzo przy mijaniu tirów troszkę straszno jest.Zachodzi silne podejrzenie że robił za kurnik u poprzedniej właścicielki odnaleziono ziarna zbóż w bagażniku.Chyba bardziej miejski niż twingo. Na jego bazie powstało Tico a później Matiz. Z twingo pamiętam termostat jak koleżance padł genialne rozwiązanie

  51. Tico w 1993 r. powstało na bazie Wagon R z 1998 r.? Odważna teoria

  52. Michał

    Będzie trochę krytyki i osobistych doświadczeń z wozami Renault, więc bardzo mi zależy, żeby autor przebolał stylistykę mojej pisowni i zapoznał się z całością. Nie wiem też, czy zdążę wszystko napisać, bo wypiłem dziś już dużo wina i jakiegoś drogiego szampana od taty,a poza tym za 45 min podobno leci Ronin. Muszę to obejrzeć w telewizorze, jak za dawnych lat. Zaraz dalsza część komentarza…

  53. Klakier

    Michał wstawaj już rano!!! jak tam Ronin? :)….

  54. Proponuję temat na oddzielny wpis: Jak można zrobić auto z jedną wycieraczką? Pacjenci: Panda, Okular, Twingo.
    Zagadnienie ciekawe.
    Panda, stare citroeny itp. – maksymalne uproszczenie kosztem bardzo słabego zbierania
    Okular i parę innych merców – doskonałe pokrycie szyby kosztem ogromnej komplikacji mechanizmu.
    Twingo, słowackie trojaczki, Yaris trzeciej generacji – prosty system z trapezowym układem cięgien który daje radę lepiej niż niejeden układ z krótką prawą wycieraczką

  55. Klakier

    …Nysa 522 prosty trapezowy mechanizm x2 ogarniający praktycznie całe pole widzenia ,to co nie ogarniał to i tak zasłaniał nos kierowcy 🙂 .
    I to na dłuuugo przed twingami ,trojaczkami itp…

  56. @klakier
    Trochę zajechało Radiem Erewań bo nie jedna a dwie, nie trapezowa a równoległoboczna i nawet ci od nysy jej nie wymyślili.

  57. Klakier

    🙂 rację masz Kolego ,ale coś koło tego jest….

  58. @Twingo – w BX’ie i ZX’ie pojedyncza wycieraczka zbiera bardzo dobrze, widać wszystko co trzeba, o ile kierowca ma mniej niż 185cm wzrostu 😉
    Ogólnie BX jest zaprojektowany dla niskich ludzi – sufit nisko (z szyberdachem absurdalnie nisko), fotel bez regulacji wysokości, nie odsuwa się daleko, kierownica bez regulacji. Koledzy powyżej 180cm wzrostu mieli kierownicę między kolanami i dotykali głową podsufitki (wersja z szybrem), Złomnik nie byłby zadowolony. Pamiętam jak kilka lat temu sprzedawałem BX’a, przyszedł na oględziny ponad 2-metrowy dżentelmen. Kombinował, kombinował, ale się nie zmieścił. Powiedział, że gdyby nie ta wada, to by kupił.

  59. W moom C3 Pluriel tylna półka też wisi na tylnej klapie. Wygodna sprawa ale ciężko byłoby w niej zamontować głosniki, jak to się kiedyś powszechnie robiło.

  60. Michał

    Na początek jednak parę spostrzeżeń. Nie jestem stary, ale Twój powrót Panie Notlauf na właściwe tory to najlepsza decyzja roku, która i mnie odmłodziła. Platforma Poznajemy samochody w pierwotnym wydaniu też jest świetnym pomysłem i niespotykanym nigdzie indziej, a to ta niszowość, czy to w poglądach czy tekstach jest Pana wielkim atutem i stanowi podwaliny pod Pański autorytet i rozpoznawalność. Rezygnuję z per pan. Masz monopol na motoryzację w tym wydaniu. Złomnik w okresie największej prosperity to była najlepsza rzecz made in Poland traktująca jakkolwiek o motoryzacji w sieci. Ja wiem, że się chciałeś rozwijać czy tam zbijać wielki hajs, ale to był błąd.I tu dochodzę do sedna Twojego istnienia w sieci. Teksty. Jak dla mnie mógłbyś zostać internetowym dinozaurem. Twoje teksty z tym nieszablonowym traktowaniem sprawy, te kontrowersje i język pisania. To samo w sobie wystarcza. Twoje filmy, które pewnie traktujesz ambicjonalnie są przyzwoite. Pewnie wielu woli je od samego czytania. Dla kogoś takiego jak ja i pewnie też wielu innych film prowokuje, by zadawać sobie pytanie, czy to ten sam gość pisał kiedyś na złomniku, co teraz pokazuje ten (zawsze za krótki; tak, nie wiem ile z tym roboty) filmik. Mimo, że jestem ujemnie lajfstajlowy, to filmy Rafała Blogomotive są dla mnie znacznie atrakcyjniejsze. Po prostu masz niemedialny wygląd, irytuje mnie Twoja czapka, a przed kamerą mam wrażenie nie osiągasz tej nirvany, co przy pisaniu. Poza tym jesteś zajebisty gość, więc niech nie będzie Ci przykro.
    Teraz o wozach. Kocham je zasadniczo z natury, wszystkie jak lecą. Oczywiście to tak u podstaw, bo jak przychodzi pogadać z kolegą, to mówisz, że ten gówniany, a tamten to ttaki a taki. Wiadomo jak jest. Mam takie osobiste przekonanie, że wynalazek w postaci samochodu to największe osiągnięcie naszej cywilizacji. No duże słowa, bo ludzie innym potrafią życie ratować, no ale tak uważam i co mi zrobicie. Szczególną miłością darzę wozy Renault. Tak, z sentymentu. Ale kryje się za tym doświadczenie. I moje wielkie zainteresowanie marką, jej dziedzictwem. Z autami tej marki miałem bardzo dużo do czynienia od wczesnych lat do dzisiaj. Stoją za tym znajomości, przede wszystkim zagraniczne. Wujek mojej mamy prowadził dwa salony we Francji, jeden nie pamiętam gdzie, a drugi w Nicei, gdzie do tej pory mam rodzinę (i takie plany/marzenia, że się tam wyniosę na starość…). Krytykę tych samochodów znoszę dość osobiście, natomiast mam do tego dystans, czego chyba teraz nie udowodnię. Dość mocno nie spodobała Ci się Laguna I z wcześniejszego wpisu. Egzemplarz jak sądzę, był dość słaby, a Ty z mojego punktu widzenia oceniłeś go nie tyle subiektywnie, co błędnie, niewłaściwie. Ja wiem, takie życie, taki się wóz trafił, a Ty masz takie, a nie inne odczucia i wrażenia. Ja jednak zapamiętam Lagunę I jako świetny produkt motoryzacji lat 90. Na pewno w momencie debiutu i jeszcze wiele lat po była bardzo dobrym autem nie tyle wobec konkurencji, co w ogóle. Zjeździłem masę różnych egzemplarzy, w różnych odmianach. Także miałem do czynienia z wozami w stanie okropnym. Zgadzam się, że Renówki starzeją się niefajnie, jednak dla mnie dotyczy to szczególnie tych nowożytniejszych modeli. Ja dobrą Lagunę I zapamiętuję jako atrakcyjny, bardzo wygodny, przytulny i solidny wóz, która posiada wiele wad, ale także bardzo dużo uroku i tego takiego jak to mówią faktora, że wiesz, że to jest francuskie auto. Jedną z pierwszych samotnych jazd za granicę zaraz po otrzymaniu prawka zaliczyłem Laguną I 3.0 V6 z ręczną skrzynią. Jechałem wtedy załatwić parę spraw we Francji, a ten konkretny egzemplarz to był wóz jeszcze wtedy niestary i perfekcyjnie utrzymany z malutkim przebiegiem, który trafił parę miesięcy wcześniej do Polski z Francji właśnie. Naraił ją mojemu tacie wspomniany wujek, który latami współpracował z moim ojcem przy handlu autami. Boże, co to wtedy była za maszyna! Miałem już wtedy porównanie do masy różnych aut… Wiedziałem, jak smakuje niezniszczone i mocne BMW, jak się jeździ dobrym Mercedesem i jak wspaniale oni te auta robili, Nawet Omega B mnie wzruszała, bo była tak dobra jak nie Opel i dawała tyle satysfakcji z jazdy, że aż się wysiadać nie chciało. Jak miała sześć cylindrów (mogło być też na ropę), to to pięknie się to auto słuchało w poślizgu i to mimo braku szpery. Tu mam nawet taką anegdotę, nie wiem czy śmieszną, ale… Raz w zasadzie tak jakby trochę ukradłem ojcu Omegę, co jak się na następny dzień okazało, klienta na nią jechał z daleka i miał być przed południem. Ja ją wziąłem, żeby się zabawić nocą po wsiach i mieście i takie wciry to auto wtedy dostało, że z emocji to nocy nawet nie przespałem, bo tyle wrażeń maiłem. Rano ją umyłem, dolałem trochę benzyny i odstawiłem ojcu. Klient się zjawił, był zachwycony, bo wóz był pierwsza klasa, ale gość zrobił z ojca oszusta, bo opony miały być nowe, a nie były. Tzn. były, ale tylne bez opamiętania poździerałem (jedna była taka na sezon, ale z drugiej w jednym miejscu wyszedł drut). Te opony to musiałem odkupić. Straszne uczucie kupować opony do nieswojego auta. No ale Laguna! Tym autem się jechało tak bezstresowo i w relaksie, że teraz to się trzeba naszukać, żeby znaleźć auto dające takie uczucie. Świetnie się tym autem kierowało. Zawieszenie było miękkie i pozwalało na dość duże wychyły, ale był podatny i o dużym skoku, układ kierowniczy był analogowy i dawał informację zwrotną i dobrze wracał do zera. Przez zakręty można było przenieść duuużo wyższe prędkości, niż by się mogło wydawać, dlatego trzeba było się otworzyć na to auto. Zawieszenie było super komfortowe. Wyboiste łuki pokonywane z dużą prędkości nie były problematyczne. Przednie koła piszczały, kierownicą trzeba było zacieśniać, tył bywał nadsterowny. Ale dało się to kontrolować. Silnik ciągnął jak pojebany, a dźwięk był jak z piekła. Skrzynia była (ta konkretna) super dopasowana i dobrze się lewarkiem operowało, co dało mi masę satysfakcji przy międzygazach i sprinatach na pełnej k. Kontrast stanowiło pełne i dość luksusowe wyposażenie, bardzo dobre jak na mój wtedy gust wytłumienie i rozleniwiające fotele krzyczące zwolnij. Nocą bursztynowe podświetlenie wyglądało pięknie i romantycznie, jak w niektórych starych japończykach.Koiło to oczy i było ciepłe w odbiorze. No i pani z deski rozdzielczej, która po francusku sugerowała, że bryna się kończy. Zachwycałem się tym wtedy, bo po francusku to ja wtedy tylko wiedziałem, że się mówi peżo, a nie peżot. No ekstra był ten wóz. Podobnie jak Safrane Baccara i BiTurbo. I masa innych. Jak później mijały lata, a taka Laguna czy to z V6 czy z 1.6, 2.0 czy z dieslem nie była sensownie serwisowania, to co raz bardziej dawał w kość i irytowała. Później było jeszcze gorzej, bo wóz miał wartość rynkową ujemną. Następnie mamy czasy współczesne. Taka Laguna po wielu przejściach informuje, że ma dość. Nie każda trzeszczy i skrzypi, ale każda źle znosiła przeładowanie (belka z drążkami skrętnymi nie dawała dużej ładowności), częściom zawieszenia daleko do pancernych, ale skoro jeszcze jedzie i przechodzi badania, to po co to wymieniać. Amortyzatory na wydruku mają przecież po 78%… Maglownica się rozciekła, ciekną uszczelniacze na półosiach, skrzyni i silniku. Poduszki zespołu napędowego były złe już w 2010 roku, no ale przecież silnik nie wypadł. A że prawie uderza o pas przedni i gródź przy odjęciu i dodaniu gazu… Przecież to stare auto. Jak takie auto ma się podobać.
    Twingo. To wspaniałe auto. Był kiedyś w rodzinie egzemplarz w odmianie Initiale Paris. Może dla niektórych przerost formy nad treścią, ale piękne jest to, że kiedyś niektórzy producenci dawali taki wybór. Takie Twingo jest może mniej urocze, niż najstarsze odmiany z jakąś niepoważną, wesołą tapicerką i skromnym, podstawowym wyposażeniem, ale obcowanie z takim autem w dobrym stanie na co dzień sprawia, że czujesz się czasami specjalnie. Co do problemów z regulacją/przesuwaniem, to jeśli wszystko jest całe, czyste i niepokrzywione, to działa płynnie i dla kobiety nie będzie stanowić problemu. Tu jest jakiś problem. Klamki z zasady są idiotyczne, ale działają i jak to pięknie, że mieli jaja takie wprowadzić. Czasem trzeba coś spieprzyć, żeby było ciekawe. A tu w dodatku ładnie to wygląda i jest charakterystyczne. Jeszcze odnośnie egzemplarza testowego. Jak można pisać pisakiem po silniku, że rozrząd zrobiony wtedy i wtedy. Ja wiem, nie praktykuje się tego tylko w Polsce, ale chyba Polak to wymyślił. Jakby kurwa książka czy faktura nie wystarczyła.
    Co do sytuacji z zachowaniem się wyświetlacza po użyciu świateł, to ja nie miałbym problemu. Nie używam świateł mijania w jasny dzień. Mam Pontiaka z otwieranymi lampami, który nocą wygląda jak trzeba, ale w dzień podniesione lampy to nienaturalna sprawa. I wszystko się szybciej zużywa. Ludzie pierwotni gasili swoje pochodnie, kiedy wychodzili upolować coś na lunch. Jak wchodzili z powrotem, bo zapomnieli zabrać smartfona, to znowu zapalali. Cywilizacja upada, my się cofamy.
    Teraz przy okazji parę słów o polecanym w tamtym roku przez autora publikacji Poradnik kupującego używane youngtimery i auta klasyczne. Nie wiem i nie dowiem się, za ile treści odpowiadasz, ale ostateczny produkt jest bardzo kiepski i pełny frazesów. Poradnik z tego żaden, bo osioł nie powinien kupować klasyków, a mądry da sobie radę bez tego. Zasmuca mnie słaby poziom merytoryczny, masa użytych frazesów i forma. Pismo kupiłem dla sprawdzenia Ciebie i się zawiodłem. Zawsze bawi mnie, kiedy w jakimś piśmie czy tekście następuje opis najczęstszych usterek i pada stwierdzenie „awaryjna elektronika” w odniesieniu do prostego czy wiekowego wozu, który posiada, ale co najwyżej elektrykę. Być może w tym piśmie też gdzieś pada taki zarzut, natomiast nie mam już 12 lat i nie dam rady tego przeczytać. Wyłuskałem więc dla siebie tylko te rzeczy, do których mam najbardziej emocjonalny stosunek.
    I teraz tak. Mam słabość do Renault 19. W piśmie występuje odmiana Baccara (swoją drogą niegdyś dość znany w środowisku egzemplarz), która posiada kierownicę skórzaną sportową, ale nie z R19. Poza tym Baccara mogła mieć też kierownicę skórzaną, niesportową, z poduszką. Tak, ze skóry. Bo wtedy do wielu samochodów można było dokupić sobie prawdziwą skórę. W przypadku akurat Renault takie wersje wyglądały bardzo kozacko. Renault 5 czy Clio I ze skórą to było coś. Do 19-nastki można było zamówić świetne (ale nie dla dryblasów) półkubełki jak w wersji 16S. To był sztos.
    Nie wiem, co znaczy określenie „słabe plastiki” w odniesieniu do kompakta z lat 80., którego nawet ze słabą odmianą silnikową można było tak skompletować, żeby miał pełne tapicerowanie łącznie z bagażnikiem i oparciami, grube welury, wykładzinę podłogową, którą do dziś nie mają niekiedy drogie wozy i dużo bajerów, a wszystko wykonane bardzo ładnie i klimatycznie. Osobiście najbardziej boli mnie nieoczywista krytyka silnika 1.7: „Gaźnik lub wtrysk. Niezależnie od wersji – nic specjalnego”. Och, jakie to nieprawdziwe i nie na miejscu. Ja rozumiem, że nie da się pojeździć w życiu każdym autem, ale dlaczego jeśli nie ma się co napisać z sensem, to trzeba od razu walić bzdury. Najpopularniejsza odmiana 1.7 w R19 to wersja 73-konna z jednym wtryskiem. Nieszczególnie ekonomiczna i nieszybka, ale wystarczająca, elastyczna jak najelastyczniejsza rzecz na świecie i trwała (pod kątem blok, układ korbowo-tłokowy, głowica) na około 400-500 tys. przy prawidłowej eksploatacji. Z założenia wersja powstała na ogromny rynek Niemiec, stąd ta dziwna moc. W przedliftach i poliftach (chyba na rynki Ameryki Łacińskiej) był jeszcze motor z wtryskiem wielopunktowym o około 90 KM mocy. Auta z tym silnikiem były zrywne, potrafiły palić mniej, niż odmiana 73-konna, miały ładne brzmienie i tak samo wysoką trwałość. Z uwagi na kolektor ssący fabrycznie brakowało rozpórki, inne 1.7 ją miały. Specjalną i bardzo rzadką odmianą był 1.7 o mocy 105-107 KM. Identyczny motor montowano np. w Volvach serii 400, ale z ważącej około tony 19-nastki robił bardzo dynamiczne auto. W zasadzie to już było gti, tym bardziej, że układ jezdny miał duże rezerwy i można się było wygłupiać. Dla mnie najciekawszą odmianą był gaźnikowy 92-95 konny motor z dwugardzielowym Solexem i ręcznym ssaniem. W fazie 1. stanowił poza 16S razem z wielopunktami szczyt gamy (był też dostępny w fazie 2., ale na wybranych rynkach), ale nie był oferowany np. w Niemczech, chyba z powodu norm emisji spalin. W ówczesnych spotach reklamowych najczęściej występowały auta z tym silnikiem, czyli F2N. Często też występował w folderach pokazujących np. przekrój wozu i technikalia. Auto z tym silnikiem odjeżdżało z każdego biegu i obrotów, a reakcja na gaz była od razu. Szczególnie ta odmiana miała niezwykłe brzmienie, także z powodu konstrukcji układu wydechowego. Najlepsze działo się, kiedy gaz był głęboko wciśnięty, a obroty powyżej 4500 tysiąca. Wóz łapał wtedy drugi oddech i kręcił, gardłowo ujadając aż do końca, który nie powinien przekroczyć 7000 obrotów. Umiejętnie operowany i wykorzystany wóz z tym silnikiem był szybki, dziarski i dawał radość, także niezapomnianym i charakternym brzmieniem. Taka Renówka potrafiła też bardzo dużo spalić. Oczywiście, jak każdy blok 1721 cm3, tak i F2N był trwały. Dla mnie to niezwykle romantyczna odmiana pozornie dla niektórych zwykłego auta. A w R19 poza fantastycznym (ale wymagającym) szesnastozaworowym F7P było jeszcze sporo odmian bardzo przyzwoitych silników 1.8. Te najmocniejsze były bardzo elastyczne, o dużym momencie i ogólnie bardzo udane.
    Pojawia się jeszcze opis Firebirda 3. generacji i porównanie tablicy przyrządów do takiej, jak w ciężarówce. Są dwa wyjścia. Albo trzeba w takim nigdy nawet nie usiąść, albo jeździć dziwnymi ciężarówkami. No ale niech będzie.

  61. Zdaje się, że to Twingo miało bardzo kiepskie wyniki w teście zderzeniowym. I to w porównaniu do innych aut z tamtego okresu.

  62. @Robal
    Słowo klucz: „Zdaje się”
    Przypomniałeś mi jak kiedyś dumny kierowca Civica „jajko” powiedział mi że on to by się Twingiem bał…
    Twingo miało bardzo dobre wyniki zderzeniowe w porównaniu do innych aut z tamtego okresu.
    Takie „bezpiecznie wyglądające” Saxo/106 albo cinquecento z długą maską składało się aż do słupka B nawet po liftingach.
    Ludzie z renault chyba zdawali sobie sprawę, że konkurencja mogłaby wykorzystać strach ludzi przed krótka maską i do spraw bezpieczeństwa biernego się przyłożyli.
    Po liftingu z 1998 twingo dostało 3 gwiazdki NCAP – tyle co Polo czy Fiesta z tamtych lat, Corsa B, Punto I, Micra K11, Clio I (tak!) miały gwiazdek dwie, Seicento – półtora. Rover 100 – jedną. Robienie crash testu Uno, Pandzie 1-szej generacji, Polo 86c albo AX-owi prawdopodobnie poskutkowałoby nieodwracalnym zniszczeniem manekinów.

  63. Brat ma szmaciany dach od twingo w baleronie kombi.
    Jeździ nim co roku z żoną na wycieczki (Hochalpenstrasse, Grecja, takie tam) i bardzo sobie chwalą.

  64. twingolot

    Warto dodać że roczniki > 2001 mają ocynkowane sanki silnika, które są odporne na przerdzewienie. To typowy temat zakończenia żywota Twingo I (przeliftowego) – także mojego. Napierw stopniowo rozjeżdża się zbieżność i przy którymś ostrzejszym hamowaniu wyrywa kawał ławy z wahaczem. Półoś wypada, szach mat koniec. Tak to wygląda: https://photos.app.goo.gl/Yqj0cjBUgZLi4JPb2
    Kupno sanek ocynkowanych (mocno spekulacyjne ceny) i ich wymiana przewyższa koszt kolejnego twingo. Też uważam że przedliftowy jest duzo bardziej „francuski” i wygodniejszy (jeździłem obydwoma) Bardziej miękko jedzie, nie ma stabilizatora przedniego, faltdach niezniszczalny i bezproblemowy, także silnik D7F.

  65. Ja miałem dach od Twingo zamontowany w świętej pamięci Clio 1. Wyrżnęło się było i działał. Nic nie ciekło.

Comments are closed.