REPORTAŻ: Nieprzyjęty mandat i jak to się skończyło

Dzień dobry,

26 sierpnia 2016 r. jechałem sobie samochodem przez miejscowość Białutki. Minąłem znak „obszar zabudowany”, ale nie pojawiły się żadne zabudowania. Zmniejszyłem więc prędkość tak mniej więcej do 80 km/h czekając że pojawią się jakieś domy albo coś. W tym momencie zatrzymała mnie policja. Policjant nałożył na mnie mandat karny za niezastosowanie się do znaku D42 „obszar zabudowany” i niezmniejszenie prędkości do 50 km/h. Policjant stwierdził że jechałem 81 km/h, a doszedł do tego wykonując pomiar laserowym miernikiem prędkości z odległości 320 m. Za wykroczenie w postaci przekroczenia prędkości w zakresie 31-40 km/h taryfikator przewiduje mandat od 200 do 300 zł. Policjant nałożył na mnie mandat 300 zł. Mandatu nie przyjąłem. Dlaczego? Oto powody:

– przekroczyłem o 1 km/h w widełkach 31-40 km/h a otrzymałem najwyższy wymiar kary za to wykroczenie
– pomiar odbył się z dużej odległości i jest obciążony błędem
– policjant twierdził że dokonał trzech pomiarów, 75, 78 i 81 km/h – to by oznaczało że mój samochód przyspieszał, podczas gdy albo jechałem ze stałą prędkością (na tempomacie) albo już wręcz wyłączyłem tempomat i samochód zwalniał, bo nie wiem dokładnie w której sekundzie policjant zmierzył moją prędkość.
– pomiaru dokonano na obszarze, który wprawdzie był objęty znakami „obszar zabudowany” ale nie był zabudowany (brak zabudowań), nie było innych samochodów, nie było ruchu pieszych, nie było skrzyżowań, ani niczego co zwiększałoby niebezpieczeństwo w tym miejscu.
– w momencie nakładania kary nie miałem żadnych punktów karnych na koncie

Policjant sporządził więc wniosek do sądu. Na początek wezwano mnie do złożenia wyjaśnień na komendzie powiatowej w Błoniu. Pojechałem i złożyłem. Sporządzono wniosek do sądu. Przez ponad rok nic się nie działo, nawet sądziłem że sprawa już się przedawniła. Nie przedawniła się, bo nadano jej bieg służbowy i oto sąd rejonowy w Grodzisku Mazowieckim w trybie nakazowym podtrzymał decyzję policjanta o nałożenie na mnie 300-złotowego mandatu. Bezzwłocznie złożyłem więc sprzeciw od tej decyzji i wniosłem o rozpoznanie sprawy na zasadach ogólnych, czyli rozprawy sądowej. Wysłałem na ręce sądu moje wyjaśnienia, pendrive z filmem z momentu zatrzymania z rejestratora jazdy (link do filmu na końcu) i prośbę o obniżenie wymiaru kary. Na rozprawę czekałem stosunkowo długo, bo aż do 9 lutego 2018 r. Tyle czasu – od 26.08.2016 do 9.02.2018 zajęło państwu polskiemu rozpoznanie mojej sprawy. W końcu się doczekałem i odbyła się rozprawa. Był sędzia, protokolantka i policjant, który mnie zatrzymał wezwany na świadka.

Sędzia wysłuchał moich wyjaśnień, zadał pytanie policjantowi czy umie posługiwać się laserowym miernikiem prędkości – świadek-policjant potwierdził że przeszedł taki kurs, na końcu ja poprosiłem sędziego o jak najniższy wymiar kary ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu i dotychczasową nieposzlakowaną opinię. Następnie sąd udał się na naradę z samym sobą, a ja czekałem. Wreszcie ogłoszono wyrok – tak jak podejrzewałem, była to grzywna 300 zł + koszty postępowania sądowego w wysokości 130 zł.
Mój komentarz do tej sprawy jest następujący:
Nie dziwię się sądowi, że nie podważył pomiaru z laserowego miernika. Skoro nie znalazł do tego podstaw, to nie podważył. Sąd natomiast nie wziął pod uwagę ani moich wyjaśnień dotyczących mojego dotychczasowego czystego stanu konta punktowego, ani – w szczególności – okoliczności zdarzenia. Okoliczności zdarzenia nie są istotne. Jeżeli na drodze stał znak „obszar zabudowany”, to faktyczny stan rzeczy nie ma znaczenia. Jeśli jakiś przepis gdzieś znajduje zastosowanie, to znaczy że opisuje on rzeczywistość taką jaka jest, nieważne czy jest to zgodne z prawdą, czy nie. Tzn. jeśli prawo stanowi że obszar niezabudowany jest zabudowany, to jest on zabudowany i tego należy się trzymać, a wysokość kary nie może zależeć od tego, czy faktycznie w okolicy znajdowały się jakieś zabudowania. Sąd zaznaczył w uzasadnieniu wyroku, że nie kierowca powinien decydować o tym, czy przestrzega danego znaku czy nie – co jest oczywiście prawdą, tylko że nigdy tego nie kwestionowałem. Przyznałem się do wykroczenia, wyraziłem skruchę i poprosiłem o niski wymiar kary właśnie ze względu na okoliczności. Tyle że sąd uznał, że okoliczności są nieistotne. Jest to taka sytuacja: jest most przez rzekę z napisem „zakaz wejścia”. Masz chore dziecko. Na drugim końcu mostu jest lekarstwo i jest ono tylko tam. Jeśli wejdziesz na most i zostaniesz złapany, dostaniesz karę śmierci. Jeśli nie zdobędziesz lekarstwa, dziecko umrze. Czy powinieneś wejść na most? Czy okoliczności powinny spowodować, że kara powinna być łagodniejsza? Zdaniem SSR w Grodzisku Mazowieckim – nie.
Powstaje inne pytanie: skoro za przekroczenie o 31 km/h (zagrożone karą 200-300 zł) w obszarze zabudowanym mającym postać pól uprawnych, bez ruchu innych samochodów itp. dostajesz karę maksymalną, to jaką karę powinien ponieść ten, kto przekracza o 40 km/h w gęsto zabudowanym mieście, pełnym ludzi, skrzyżowań, budynków i rowerzystów? Oczywiście też 300 zł. Możemy więc wyobrazić sobie, że młody Śledziona jedzie w ciemnościach swoją beemką E36 90 km/h po miejskiej ulicy między ludźmi i rowerzystami i łapie go policja. Kara to także 300 zł, bo wyższej już za to wykroczenie nie ma. W pierwszym przypadku kara jest rażąco wysoka, w drugim jest rażąco niska, ale wszystko jest, co najważniejsze, ZGODNE Z PRAWEM. A co najlepsze – nie ma sensu zwracać na to uwagę sądowi, bo sąd, jak się okazuje, nie jest od rozpatrywania okoliczności tylko od nakładania uznaniowych kar. Oczywiście mogę powiedzieć, że zostałem potraktowany przez sąd bardzo łagodnie, bo sąd ma inny taryfikator: od 20 do 5000 zł i mógł przywalić mi 5000 zł, ot tak żebym przestał mu zawracać dupę.
Patologiczne elementy tego systemu to: bardzo małe widełki mandatowe dla policjantów – bardzo duża presja komendantów policji na nakładanie jak najwyższych mandatów, od których nie ma się jak odwołać – podejście sądu, w myśl którego okoliczności zdarzenia są nieistotne.
Rozwiązanie? Taryfikator powinien być szerszy, a policjant powinien podawać uzasadnienie dla wysokości mandatu, na żądanie obywatela także pisemne. Obecnie mamy do czynienia z sytuacją, w której policjant może nas ukarać, ale nie musi mówić dlaczego podjął akurat taką decyzję, podczas gdy sąd nawet w najbłahszej sprawie musi podać pełne uzasadnienie wyroku. Gdyby policjant musiał powiedzieć dlaczego podjął taką a nie inną decyzję w ramach przysługujących mu prerogatyw, skończyłyby się najwyższe możliwe kary, bo kierowca miał a) warszawskie tablice b) miał okulary, czyli mądrala c) na pewno jest bardzo bogaty bo miał auto droższe niż 5000 zł.

Zrobiłem to wszystko w ramach ćwiczenia, żeby dowiedzieć się jak działa system sądownictwa w Polsce. Jest dla mnie niepojęte że można wypuszczać z systemu edukacji obywateli, którzy nie mają pojęcia jak działają sądy, jakie prawa im w tym sądzie przysługują itp. Każdy licealista/ka powiniennna wybrać się chociaż raz do sądu, żeby zobaczyć jak ten sąd działa – co to jest wydział cywilny, karny itp. Ja już się dowiedziałem, widzę o co w tym chodzi i nie będę się tego bał na przyszłość. A czy w przyszłości dalej będę pienił się o zbyt wysokie/nieprawidłowo nałożone mandaty? Oczywiście tak, bo po to stworzono cały ten system, żeby obywatele mogli z niego korzystać.

Na koniec obejrzyjcie film z zatrzymania i uznajcie sami, czy kara była rzeczywiście uzasadniona.

Tagged: Tagi:
  1. po dwóch stronach jezdni były linie niskiego napięcia a zaraz za Tobą kolejny samochód. to nie jest podstawa do kwestionowania wskazań radaru?

  2. „Polskie państwo jest potwornie opresyjne w sprawach małych i kompletnie papierowe w sprawach wielkich.”
    Robert Makłowicz

  3. Wg. mnie jeśli już przekroczenie prędkości – zlikwidować widełki wg. widzimisię policjanta, dać stałe np. za każde 5km/h nadwyżki prędkości – 50zł. Mandaty wzrosną, ale większe przekroczenie – większy mandat, a nie jak policjant ma dobry humor, to da mniej, a jak mu premię zabrali, to dowali najwyższy

  4. Moje doświadczenie z sądem były dzisiaj o wiele droższe. Rzekomo przy zmianie pasa z lewego na prawy lewym przednim narożnikiem zderzaka uszkodziłem elektryczny mechanizm składania lewego lusterka w Reno Laguna a następnie uciekłem z miejsca wypadku. OC nie pokryło szkody (ucieczka) 2800zl kara 500zł koszt sądowy 3x50zl. Trzy rozprawy dwie instancje i jeszcze dodatkowe 50 zł za coś tam.. którego nie doczytałem w treści wyroku. Po roku przyszedł komornik zablokował mi oba konta ( jedno od działalności) i wszedł na pensje. Trzy pisma po50 zł i 300zł za postępowanie komornicze. Prawie 4000 za zarysowanie lusterka be zepsuło się na pewno samo jak wszystko w tym samochodzie. Właścicielem był sekretarz sądu. Teraz płacę mandaty.

  5. Skittles

    Nie napawasz mnie optymizmem, panie Złomnik. Na początku stycznia miałem kolizję z mojej winy. Niecałe 2 tygodnie wcześniej skończył mi się przegląd i miałem wydruk z niezdanego badania. Sądziłem że są 2 tygodnie na usunięcie usterki i ponowne badanie, ale się widocznie myliłem. Pan policjant bardzo się zirytował i postanowił zabrać mi prawko, które sąd zabrał mi na rok. Odwołałem się od decyzji. Wygląda na to, że na pismo zwrotne sobie mogę czekać i czekać

  6. A koleś który wyprzedzając prawym rozwalił skodę w drobny mak dostał 500. Drugi koleś który (też BMW 😉 ) zmieniając pas przez przestrzeń wyłączoną wyrzucił subaru na skarpę uderzając w jego bok także dostał 500.

    Pan redaktor popełnił jeden błąd – na typowej pułapce – bo inaczej nie można nazwać mierzenia z 320 metrów na początku (lub końcu) obszaru „zabudowanego” śmiał się nie zgodzić. Oni tam stają przygotowani na taką argumentację. Stają żeby złapać a nie żeby zwiększyć poziom bezpieczeństwa czy uwagi kierowców. Stają żeby „wyrobić target”.

    Mnie zatrzymali w lesie, na wysokości znaku koniec zabudowanego, gdzie widząc znak dotknąłem pedału gazu – wynik 59. Zero litości, zero tłumaczeń (samochód hospicyjny, wolontariat w niedzielę) a jak uznałem, że dla zasady nie przyjmę mandatu (właśnie tak jak autor) to mi zabrali prawo jazdy „bo w dokumencie nie było pokrycia faktycznego” – zmieniłem adres a prawka nie (nie ma nigdzie takiego obowiązku).

  7. Coś musiałeś podpaść skoro kwota w gornych widełkach, zdarzało mi się zostać zatrzymanym za przekroczenie prędkości ale zamiast powiedzmy 90 km/h na mandacie miałem wpisane 10 mniej, dzięki czemu punktów mniej i do zapłacenia również mniej.

  8. Skittles – na jakiej podstawie policjant zatrzymał prawo jazdy?

  9. A panowie policjanty to przypadkiem nie tarasowali drogi wjazdowej na czyjąś posesję – pole?

  10. Znak obszar zabudowany = ograniczenie 50. Jeśli uważasz że znak był źle postawiony to trzeba było w tym temacie złożyć wniosek i do czasu rozpatrzenia jeździć 50. Tak, sprawdziłeś że prawo działa, przynajmniej w tym przypadku.

  11. Złomnik, jesteś naiwny, sprawę miałeś ewidentnie przegraną, teren jest zabudowany, widać nieruchomości, prędkość przekroczona, znany sprawca i wykroczenie. Tu nie ma nic absurdalnego w działaniu sądu w porównaniu do spraw, które ja miałem też w ramach eksperymentu. Sądy potrafią podtrzymać karę nawet nie wiedząc i nie mając dowodów kto był sprawcą wykroczenia. I żadne tłumaczenia, odwoływanie się do aktów prawnych nie docierają do sądu. Oni po prostu sobie wydumali, że właściciel pojazdu jest sprawcą wykroczenia, choć mógł prowadzić ktoś inny i nie mają na to dowodu, w związku z tym podtrzymują mandat + koszty sądowe. A w Twoim przypadku jest sprawca, jest przekroczenie prędkości, jest wykroczenie, sąd postąpił prawidłowo.

  12. Ah jeszcze jedna „zabawna” sytuacja mi się przypomniała – staliśmy kiedyś z bratem w korku wyjazdowym z jeziorka latem (dojazd drogą asfaltową, nic na dziko). Za nami młodzież w mondeo muza full.

    W lutym następnego roku przychodzi wezwanie na komendę – mandat dla brata 500 – walnął w mondeo jak cofał 🙂 niebezpieczna jazda i dane do ubezpieczalni.

    Brat WTF, ja na świadka, na policji nie ma szans na jakiekolwiek tłumaczenie – jest z komendy w Dąbrowie notatka do komendy w Katowicach, brat przywalił jak cofał i koniec. Auto brata bez ryski, zero tłumaczeń. Dwie rozprawy w sądzie, dwa dni wolne od pracy (raz się chłopaczki nie stawili), okazało się że gdzieś przywalili tym mondeo, nie było ich, grill do mondeo 1500 w ASO (nowe było) i wzieli pierwsze blachy za którymi stali aby uniknąć odpowiedzialności.

    ZERO TŁUMACZENIA NA KOMENDZIE – oni tu mają napisane i należy się 500 i dane OC. I chłopaczki wcale nie byli dzećmi jakiejś szychy, randomowi goście, tylko zadziałało napisane powyżej – znany sprawca i okoliczności – idealny przypadek do wykrywalności i skuteczności – samo się robi.

  13. A jak policjant udowodnił, że prędkość 81km/h jest Twoja, a nie gościa, który jechał za Tobą yarisem?

  14. broneq (KamilMB (nick z youtube))

    Cóż, miejsce idealne. Między drzewami schowany radiowóz, idealna prosta droga z równym asfaltem. Nic tylko mierzyć. Jedyne do czego bym się przyczepił to faktycznie wysokość kary. Powinna być w dolnej granicy. Mnie podobnie potraktowali w Trzebini kilka lat temu. Nieświadomy przyjąłem mandat, ale jak po fakcie doczytałem miałem wiele podstaw do jego nie przyjęcia. Z resztą od tamtej pory mam wykutą na blachę uchwałę o zasadach kontroli drogowej.
    Pozdrawiam!

  15. kot pandur

    Na końcu dotykasz bardzo istotnego problemu – w polskim systemie edukacji nie ma miejsca na naukę podstawowych rzeczy o prawie i sądzie (lekcje WOS są śmiechu warte). Za to są dwie godziny religii w tygodniu! I to jest niepojęte, to jest przyczyna, dla której to państwo nie działa.
    Ludzie dziwią się, pomstują na różne rzeczy, które ich spotykają, kiedy one są tylko prostą konsekwencją tego, co wybrańcy narodu uchwalili i co się powinno wynosić ze szkoły średniej.
    Policjant wyrobił normę, ot cała tajemnica Twojej sprawy. Prosząc o jakieś obniżenie kary wyszedłeś na cwaniaczka, jakich tam przychodzą tysiące, więc dostałeś, ile dostałeś jak gdyby dla zasady.

  16. Jak dla mnie teren na filmie jest może nie gęsto, ale jednak zabudowany. Jest uzasadnienie dla obniżenia prędkości na tym terenie: wąska droga bez wydzielonych pasów, bez pobocza, są skrzyżowania, są zabudowania oraz przystanek autobusowy, do którego dojście prowadzi jedynie szosą, więc pewnie można spotkać na niej idących ludzi.

    Ten przykład z chorym dzieckiem jest wyolbrzymiony i nieadekwatny do sytuacji.

    Śmieszna jest wysokość kosztów sądowych, jakimi zostałeś obciążony. Same listy do Ciebie kosztowały pewnie więcej niż 130 zł. Reszta kosztów została pokryta z podatków płaconych przez Ciebie, przeze mnie i innych podatników. Tak więc państwo spełniło swoją rolę edukacyjną i umożliwiło Ci poznanie funkcjonowania sądów. Co prawda nie w szkole, lecz już w dorosłym życiu, ale mimo wszystko za darmo.

  17. Listy do mnie wysłano w sumie 2, każdy za 6,80 zł

    2 x 6,80 = 13,60 zł
    13,60 zł to więcej niż 130 zł?

  18. Nie martw się Panie Zbigniewie. Ja czekam drugi już rok na odszkodowanie, a sąd w Grójcu, bo takowemu podlega teren na którym miał miejsce śmiertelny wypadek mojego taty, jeszcze nie zdążył wyznaczyć rozpraw o odszkodowanie. Wariat spowodował śmierć dwóch osób i dalej zapitala na wolności. Człowiek chory na głowę, który ukradnie batonik dla swojej ukochanej papugi dostaje wyrok z instanta. Gdzie tu sprawiedliwość? Morał taki że sprawiedliwość posiadają Ci, którzy mają pieniądze.

  19. Laserowym miernikiem? A jakim? I czy jechałeś samochodem z lakierem metalizowanym?
    Pytania o tyle istotne, że pewien typ suszarek używanych przez polską policję ma w instrukcji obsługi zapisane, że nie wolno robić pomiarów prędkości samochodów z lakierem metalizowanym, gdyż miernik może zawyżyć pomiar.
    Kilka dni temu była w Krakowie sprawa sądowa, na której kierowca złapany „laserem” został uniewinniony.

  20. Samo nałożenie mandatu było zasadne, jest znak teren zabudowany – jest ograniczenie do 50km/h. Miejscowa policja znalazła sobie miejscówkę na łapanie niemiejscowych (bo ci pewnie wiedzą, że tam zawsze stoją) i dałeś się złapać.
    Oddzielną sprawą jest samo potraktowanie Ciebie przez policjanta, powinien był nałożyć niższy mandat. Podejrzewam, że nałożył karę z górnych widełek właśnie z powodów, które napisałeś – bogaty mądrala z Warszawy.
    Z policją zwykle jest jak z urzędami (nawiązując do mojej wypowiedzi z wpisu o absurdalnych procedurach) – zależy na kogo się trafi bo sami interpretują sobie przepisy.
    Ja jak już coś przeskrobię na drodze, zazwyczaj odjeżdżam z najniższym mandatem lub pouczeniem. Raz zostałem puszczony z pouczeniem za jazdę bez ważnego przeglądu i z nieważnym miękkim dowodem rejestracyjnym. Zero cwaniactwa, wystarczy normalnie pogadać jak człowiek.

  21. Skittles

    Złomnik- art. 135 pkt 1 ust. 2 P.R.D.- uzasadnione podejrzenie, że kierowca popełnił wykroczenie, za które może być orzeczony zakaz prowadzenia pojazdów. Tak jest na pokwitowaniu. Jak dla mnie niczego to nie wyjaśnia

  22. Generalnie jeżdżę zgodnie z przepisami, mam swoją zasadę, że prędkość przekraczam maksymalnie o 10 km/h, nawet jeżeli znaki wydają się idiotyczne, zdarza mi się może jeszcze wyprzedzić rowerzystę na podwójnej linii, ale poza tym staram się być bardzo ostrożny.

    Moja historia dzieje się w Alejach Jerozolimskich, przed Pruszkowem. Jadę późno w nocy, w deszczu i ciemnościach może 60 km/h, prawy pas rozwalony przez ciężarówki, potoki wody stoją w koleinach . Światła przede mną przełączają się na żółte, ale boje się hamować i przejeżdżam. Na następnym skrzyżowaniu dogania i zatrzymuje mnie radiowóz. Policjant mówi, że przejechałem na czerwonym i że będzie 500 zł (widełki to 300-500). Ja na to, że bałem się hamować w tych warunkach, ale jak mówi, że było czerwone, no to moja wina no i trudno, co tu dyskutować. Pogadał sobie jeszcze jak z Barei („a jakby pieszy przechodził”, „trzeba bardziej uważać”), a ja na wszystko, że owszem, że ma rację, źle zrobiłem. Poszedł do radiowozu, a ja siedzę i czekam. Co chwila mija mnie samochód, który grzeje jak dziki, zmienia pasy na pobliskim przejściu dla pieszych i w ogóle robi rzeczy, które na pustej drodze w pełnym słońcu są niebezpieczne, a mnie za chwilę wlepią pięć stów. To tak jakby gangsterzy z bronią okradali sklep, a policja stała obok i wypisywała mandat za zwinięcie lizaka. Jasne, jedno i drugie jest karygodne, ale sensem mandatu powinno nie być karanie na zasadzie losowego nękania ludzi, tylko poprawa bezpieczeństwa na drodze. I czy mój postępek był znowu tak niebezpieczny? Coraz bardziej byłem wściekły i obiecywałem sobie, że zacznę jeździć jak inni, bo jak widać to i tak nie ma sensu, bo nie chodzi o bezpieczną jazdę, tylko, jak widać, o to, by nie być złapanym. Przez szybę widziałem jak policjant grzebie w komputerze, ale jakoś nie wraca i nie wraca. Kiedy w końcu podszedł do mnie z dokumentami, zadziwił mnie – skończyło się na pouczeniu. Czy nie mogli się połączyć z bazą? Czy mieli kamerę i jednak było to żółte światło? Nie mam pojęcia. Ale od tej pory pilnuję żółtego światła jak oka w głowie.

    Przepisy i taryfikatory są tylko tak dobre, jak ludzie, którzy go stosują. Pazerni policjanci i bezduszne sądy, jak w historii mandatu złomnika, rozwalą każdy system.

  23. Jak dla mnie to był teren zabudowany. Mogłeś się Pana Emila zapytać o poradę może by pomógł?

  24. Z życia wzięte ja miałem 0.7 promila kolega tez. Mnie złapali dzień wcześniej on kary rok i zakaz prowadzenia. A ja 5000zl kary i 3 lata zakazu

  25. Kontrola odbywa się na prywatnej drodze dojazdowej . Wystarczający argument do unieważnienia pomiaru.

  26. W tej sytuacji wyszedłbym i zapytał czy mogę zapalić. Następnie 100m w jedną stronę i zrobił zdjęcie, potem 100m w druga i znów zrobił zdjęcie. Kumaty policjant wiedziałby o co chodzi. Gdyby jednak zapytał co robię, odpowiedziałbym, że zbieram materiały dowodowe. Kontrola powinna się zakończyć na tym zdaniu. Ewidentne chowanie się w krzakach, niemające żadnego wpływu na poprawę bezpieczeństwa.

  27. Nie powołałeś się na jedną okoliczność – błąd pomiaru urządzenia mierzącego prędkość. Świadectwo homologacji oznacza, że urządzenie mierzy z dokładnością +/- 3 km/h do prędkości 100 km/h i +/- 3% powyżej. Oznacza to, że przy pomiarze 81 mogłeś jechać od 78 do 84. A że wątpliwości interpretuje się na korzyść obwinionego, powinieneś wnioskować o mandat za przekroczenie o 21-30 km/h, czyli niższe widełki. Sądy to uznają.

  28. Arni8080

    Przekroczył prędkość, przyznał się, policjant dał mandat z widełek z których mógł. O co tu właściwie chodzi?

  29. Po takiej drodze to się nie powinno jeździć 🙂 To jest droga dla samobójców chyba 🙂 Ech te polskie drogi, przepraszam – asfaltowe ścieżki….

  30. lookaty – zrobiłem to, policjant zapędził mnie z powrotem do samochodu grożąc użyciem siły

  31. @Mak też tak miałem ostatnio. Spieszyłem się i zamiast przejechać przez skrzyżowanie i skręcić dwa razy w prawo dałem w lewo przez ciągłą przed skrzyżowaniem (czerwone, nie ma szans na nic z przeciwka).

    A tam akurat patrol czeka na takich. Jeszcze jako bonus nieważny dowód miękki (problemy z cepik, na rano odbiór już ustawiony żeby nie było).

    Nie kozaczyłem że bez sensu zakaz, że bandyci wolni a mnie szarpią tylko mówię jak jest, że skorzystałem z czerwonego światła i tak mnie pokusiło. Zaproponowali mandat (200+100) poszli do siebie, wrócili i oddali papiery mówią pouczenie. No i w sumie mnie pouczyli i jak tam dziś tak jechałem to pojechałem jak trzeba nie przez ciągłą co mi się wcześniej zdarzało (15 min można zaoszczędzić jednym ruchem).

  32. _me:how_ a teraz napisz ten sam komentarz bez oszczerstw na mój temat, może ci się uda

  33. @ Kot Pandur:
    wiesz, ja w szkole miałem i religię, i WOS, i jakoś sobie w polskim systemie prawnym radzę. Tzn. „radzę” to złe słowo, raczej: „orientuję”. Radzić sobie w sądach nie nauczą cię w szkole, ale orientować się już tak. Dla chcącego nic trudnego. Po szkole skończyłem prawo, ale w zawodzie nie pracuję, było to dawno, więc moja wiedza często bazuje na ogólnej wiedzy z LO. Tutaj mamy problem tzw. gimbazy, która o tych sprawach ma zero pojęcia najczęściej. Raz, że pozmieniano program, by specjalizować – przez co nastał brak wiedzy ogólnej o świecie – czegoś, co nasze pokolenie dostawało (a co było wyśmiewane, że do wszystkiego i do niczego). Dwa, że znakomitą większość współczesnej młodzieży to absolutnie nie interesuje (ich w ogóle to, co jest w szkole najczęściej w ogóle nie interesuje). Natomiast ludzie sprzed reformy 1998 jakoś się w tym orientują.
    Inna sprawa to polskie sądy i prokuratura. Jeśli ktoś twierdzi, że tam jest wszystko ok, to ten dopiero żyje w kosmosie. Wystarczy porozmawiać z młodymi sędziami, prokuratorami, albo takimi z mniejszych miast. Wielkość i zasięg awantury związanej z reformą sądów tylko to potwierdza. Podejrzewam, że rząd się jednak wystraszy i nic z tego ostatecznie nie będzie, mimo tych ustaw, i kasta będzie dalej robić, co chce…

  34. W pierwszej chwili myślałem, że to nie o ten film chodzi, bo z opisu wynikało, że zdarzenie miało miejsce w lesie a nie na wsi.

  35. cyniczny_podatnik

    Sądy na pewno nie działają dobrze, ale litości…. Nie szukajcie w „reformach” PiSu lekarstwa – walka o kontrolę nad chorym systemem (i przy okazji uczynienie go jeszcze bardziej dyspozycyjnym) a naprawa chorego systemu to dwie różne rzeczy. Sędziowie nie kierują się poczuciem sprawiedliwości „come hell or high water”, tylko w najlepszym wypadku są tępymi narzędziami litery prawa. W najgorszym – członkami lokalnych koterii prawniczych.

  36. Podstawową i największą patologią tego systemu jest to, że państwo czerpie korzyści finansowe z dyscyplinowania kierowców, co automatycznie sprawia, że nie jest w tym bezstronne.
    Jedyne sensowne wyjście to przekazywanie tych pieniędzy na organizacje dobroczynne – domy dziecka, jakieś organizacje wspomagające leczenie ofiar wypadków itp.
    W obecnej sytuacji mandaty to po prostu źródło finansowania i nic więcej. Ich rola w zwiększaniu bezpieczeństwa na drodze jest drugorzędna.

  37. Tekst szczegółowy ale zabrakło w nim jednego – być może ważnego dla wysokości mandatu – detalu:
    Jakim autem (marka/model) poruszał się Autor w chwili zatrzymania?

  38. damianyk

    Zawsze piszesz logicznie, a teraz zrobiłeś coś tak głupiego, że aż się zastanawiam, czy to ty. Złamałeś własne reguły. Pamiętasz jak pisałeś o kłódkach z gąbki? Sam mówiłeś kiedyś, że prawo jest prawem, i niezależnie czy jest głupie czy mądre należy go przestrzegać. A tutaj sam zachowałeś się jak śledziona, no może trochę mądrzejszy, roszczeniowy Śledziona. Nie chodzi o to że jechałeś za szybko, bo ja też prawie nigdy nie zwalniam jak nie widzę domów, ale po co się wykłócasz w sprawie, w której ewidentnie nie masz racji?

  39. damianyk – nadal to podtrzymuję, czy gdzieś napisałem inaczej? Prawa należy przestrzegać, dlatego przyznałem się do winy i poprosiłem o łagodny wymiar kary.

  40. Stary Złomnik wrócił. Cały ten wpis był tylko po to by wywołać lawinę komentarzy i rzeczową dyskusję na temat obecnej sytuacji politycznej w Polsce.

  41. dr. kamil

    Już w 0:00 widać dom i wyjazd z posesji po lewej, 2 sekundy dalej mamy przystanek a 5 sekund dalej, mijasz następny wjazd i dom, jeżeli to nie jest teren zabudowany to co nim jest? Na domiar złego droga jest wąska i bez pobocza, mało miejsca na manewr, mały margines błędu, dla mnie to argument za zastosowaniem wyższej kary. Niestety mimo całej sympatii, uważam twoje argumenty za chybione a kierowanie spawy do sądu za zupełnie niepotrzebne zatykanie i tak już niewydolnego systemu.

  42. dr. kamil – pytanie jest inne: jeśli to jest teren zabudowany, to jak nazwiesz ruchliwą ulicę w mieście, np. Marszałkowską w Warszawie? Czy to to samo? Bo z prawnego punktu widzenia tak. A w rzeczywistości?

  43. I przez takie problemy właśnie, czeka się na rozprawę w sądzie 2 lata…

  44. Z mandatami u nas tak to wygląda. Niezależnie od okoliczności to samo za to samo przewinienie, bo więcej się nie da. Czy to przekroczysz o 40 km/h w centrum miasta, czy na jakiejś wiosce.
    Powinno być inaczej, ale nie oszukujmy się… tak nie będzie, bo skończyłoby się to bardzo uznaniową podstawą Policji i wzrostem spraw w sądach ludzi kwestionujących mandaty o jakieś 300% bo nigdy nie ma dwóch identycznych przypadków i niejeden kierowca, jeśli będzie tylko chciał znajdzie sobie jakieś usprawiedliwienie, że mu się tak wysoki mandat nie należał.

    Ja tam wogóle uważam, że wysokość mandatu powinna być zależna od wysokości dochodów zatrzymanego, bo dla takiego dajmy na to prezesa firmy co zarabia powiedzmy 50 tys. miesięcznie 500 zł mandatu nie jest żadną karą, co innego dla kogoś, kto zarabia te 2 tys. na rękę miesięcznie.

  45. dr. kamil

    @admin Dla mnie nie ma różnicy, rodzaj zabudowy nie ma znaczenia. Idąc tokiem twojego rozumowania to wszyscy, którzy dostali mandaty za prędkość w zabudowanym w Warszawie powinni iść do sądu bo na Manhattanie jest przecież większy ruch, więcej ludzi i więcej budynków.

  46. dr. kamil

    @marky „Czy to przekroczysz o 40 km/h w centrum miasta, czy na jakiejś wiosce.”

    Rozumiem, że za zabicie mieszkańca wsi kara też powinna być niższa?

  47. dr. kamil, ale Manhattan nie jest w Polsce. Taki drobiazg. Nie chodzi o rodzaj zabudowy a o ruchliwość danego miejsca. Ile osób jesteś w stanie rozjechać na pustkowiu gdzie nikogo nie ma?
    Wysokość mandatu zależna od wysokości dochodów mogłaby być wtedy, gdy te dochody byłyby jawne. A co z ludźmi, którzy nie mają stałych dochodów?

  48. A co jest z takimi ludźmi w krajach gdzie płaci się mandaty od zarobków(dochodów)?

  49. KIEROWCA

    Nasz wymiar sprawiedliwości to porażka – bezdyskusyjnie.
    Jednak w tym konkretnym przypadku Autor sam się przyznaje, że do przekroczenia prędkości doszło. Teren zabudowany, no jakieś tam zabudowania po obu stronach drogi jednak są.
    Do tego dochodzi niesubordynacja, próby fotografowania przez warszawiaka w okularach. Gliniarz po prostu się wkurzył i dowalił ile mógł. Zrozumiałe bo kto lubi problematycznych petentów? Ja w ciągu ostatnich kilku lat ani razu nie dostałem mandatu i to m.in. z jazdę z wywaloną upg, jazdę bez świateł (upalone kostki) czy bez okularów chociaż mam zapisane w prawku. Za każdym razem udało mi się szeryfów wkręcić ale też skoro wiem, że to ja stoję na przegranej pozycji to staram się też zastosować grzeczne podejście – panie władzo, ewentualnie zwracać się stopniem, panie sierżancie no jak boga kocham jeszcze dzisiaj rano nic nie dymił teraz wracam z trasy ja tylko do domu dojadę a jutro od rana robię.
    Z biurokracją nie wygrasz, wszystko zależy od indywidualnej interpretacji funkcjonariusza.

  50. obiektywny

    Takie przypadki jak opisuje @Skittles świadczą niestety o ty, że niejaki Jan T. Gros ma 100% racji, a czepiając się chłopa tudzież wydając kabotyńskie ustawy tylko pogrążamy się poniżej poziomu mułu. W przypadku kolizji nie ma zastosowania art. 135 pkt 1 ust. 2 P.R.D, to nie jest wykroczenie za które grozi zabranie prawa jazdy tylko co najwyżej 10 punktów karnych. A jednak stróże prawa w demokratycznym państwie nie mogą sobie odmówić sadystycznej przyjemności poznęcania się nad obywatelem, równocześnie wymuszając w ten obrzydliwy sposób rezygnację z niezbywalnego prawa obywatela jakim jest prawo do rozpatrzenia sprawy przez niezawisły sąd. Przypomnijmy, że mandat jest tylko dobrowolną opcją, jakby któregoś dnia WSZYSCY kierowcy zmówili się, że dla zasady odmawiają przyjmowania mandatów i sprawy trafiają do sądów to też mają takie prawo, koniec i kropka. Skoro takie rzeczy dzieją się w demokratycznym państwie prawa w XXI stuleciu jestem skłonny twierdzić, że na okupowanym terenie przez państwo totalitarne co poniektórzy rodacy (i to nie żadne „jednostki”jak by chcieli obrońcy z góry przegranej sprawy tylko całkiem pokaźna czereda) nie mogli się oprzeć TAAAKIEJ szansie, coby poznęcać się nad swymi współziomkami, mogąc liczyć na pełną bezkarność ze strony ówczesnych władz…

  51. Cham w Audi

    Według mnie sprawa była od razu przegrana. Twoje słowo przeciwko policjanta, który jest elementem tego systemu. W ilu przypadkach sąd nie przyznaje racji policjantowi? 1 na 1000? A może jeszcze mniej?
    Próba fotografowania podziałała na niego jak płachta na byka, cwaniak z Warszawy dyskutuje to mu dowalę najwyższy wymiar kary. WSZYSTKO W ZGODZIE Z PRZEPISAMI. Zakładam, że miałeś od początku świadomość, że nie wygrasz, za to mogło Cię to kosztować sporo, gdyby sędzia miał zły dzień.

  52. Ale ja nie chciałem fotografować jego, tylko miejsce kontroli

  53. No takie życie co poradzisz, jest znak więc przepis obowiązuje póki ktoś go nie podważy (zasadności postawienia znaku). Co do wymiaru kary to fakt policjant po złości dał maxa z widełek („bo pyszczył”), bo ostatnio przyjmują do policji ludzi z naprawdę niską samooceną.
    Kwestia inna Mister Notlauf, jeszcze ze studiów znam podobny przykład do Twojego, ale ukarany miał być doktorant prawa ze specjalizacją „prawo administracyjne”. Jak się okazuje każdy znak (poziomy i pionowy), oraz wyznaczona strefa musi mieć uzasadnienie (np. „zwierzęta gospodarskie na odcinku jakimś tam drogi, bo w pobliżu są pastwiska itp.) być wyznaczona w specjalnym trybie (komisje itp.) i oznaczona w lokalnym studium ruchu drogowego (co jak zagospodarowanie przestrzeni tylko znakami). Ale jest to procedura długa i droga i mało który zarządca drogi ma sporządzony ten plan w ogóle, albo zrobiony po łebkach. Po rocznej batalii przed sądami administracyjnymi i powszechnymi sąd podważył znak postawiony nielegalnie przez gminę (bo bez planu i uzasadnienia) i co za tym idzie nałozoną na jego podstawie karę i sąd jeszcze zaznaczył, że stawianie ograniczenia do 40km/h w tym miejscu nie ma żadnego uzasadnienia.

  54. Urzędnik państwowy podczas wykonywania czynności nie może odmówić filmowania . Są dwa ale nie można publikować bez jego zgody, może zabronić gdy zagraża to bezpieczeństwu państwowemu. Wiem bo w tym robię.

  55. dr. Kamil

    @admin Ogólnie rozumiem twój tok myślenia, chciałeś niższej kary ponieważ twoim zdaniem przekraczając prędkość na wsi stworzyłeś mniejsze zagrożenie niż w mieście. To fakt, że na wsi jesteś w stanie zabić mniej osób niż w mieście. Być może nawet rozjechanie kogoś na wsi jest mniej prawdopodobne niż w mieście. Niestety w twojej sytuacji to niczego nie zmienia i nie jest żadną okolicznością łagodzącą. Przekroczyłeś prędkość w pełni świadomie, oceniłeś, że znak jest postawiony bez sensu i nie zmniejszyłeś prędkości. Idąc w mocne porównania: jeżeli zaplanujesz zamach to nie będzie miało znaczenia czy dokonasz go w mieście czy na wsi i nie będzie miało znaczenia czy zabijesz jedną osobę czy sto. Za premedytację wymiar kary i tak będzie maksymalny.

    Teraz wyobraź sobie, że znowu jedziesz tą drogą, masz 90km/h na liczniku i zauważasz te domy po lewej. Nie pamiętasz czy był znak zabudowanego czy nie, ale profilaktycznie zdejmujesz nogę z gazu. Policja mierzy 87, 84, 81km/h. Wina też ewidentna ale okoliczności i intencje zupełnie inne. Przepisy nie były złamane świadomie a do tego podjąłeś pewne środki ostrożności. Dolne widełki jak nic.

  56. @obiektywny płynne przejście od nieznajomości przepisów użytkownika skittles i frustracji policjanta do uprawdopodobnienia pogromów w latach 40stych. – troll lvl mistrz 🙂

  57. benny_pl

    Jeśli przepis nie zgadza się z faktami, tym gorzej dla faktów 🙂

  58. tylkospoko

    No cóż, teren na filmie jest zabudowany kilkoma domostwami. Może nie było na drodze bezpośrednio zagrożonych ludzi, budzących się w rowie nietrzeźwych rowerzystów, kotów i innego inwentarza oraz nawet innych samochodów, ale o innej porze dnia (choćby migracja szkolna) może być zgoła inaczej i wtedy znak nabiera widocznego sensu. Jest też drugi sens niewidoczny, o którym nikt nie mówi i nie pisze nigdy nigdzie. Jest nim hałas komunikacyjny, który jako „biały szum” w mieście przeszkadza mniej niż jako okazjonalny na otwartym terenie, gdzie poziom „podkładu” jest zupełnie znikomy. Dwa argumenty nie do odparcia żeby oznakować teren jako zabudowany. Za tą próbę rozargumentowania oznakowania policjanty nie umiejący rzeczowo wytłumaczyć, się wkurzyły i wyrok jest tego rezultatem. Tak sądzę.

  59. Ja dostałem raz w życiu mandat za prędkość (fotoradar przenośny). 71 na 50. Wyprzedzałem na dwupasmówce przy wyjeździe z miasta ciężarówkę. Dwupasmówka za chwilę zmienia się w zwykła drogę gdzie dużo trudniej wyprzedzać i wiąże się to z większym ryzykiem. Ale policja ma karać, a nie myśleć. Taki duży chłopak a nie wie.

  60. benny_pl

    dlatego najlepiej zawsze zasuwac za kims a nie wlec sie pierwszy, ja tam zawsze sie kogos uczepiam i tak jade, a jak sie wlecze czy gdzies zjedzie to jak najszybciej dogonic kolejnego w miejscu o dobrej widocznosci gdzie widac ze nie stoja
    taka metoda nigdy nie dotalem mandatu za predkosc 🙂

  61. I bardzo dobrze. Prawo dla wszystkich jest równe i skoro popełniłeś wykroczenie to poniosłeś jak przewiduje ustawa za to karę. A głupie tłumaczenia są po prostu dziecinne.

  62. Pozostaje to tajemnicą i tragedią historii że naród [Polacy] gotów do wielkiego heroicznego wysiłku, uzdolniony, waleczny, ujmujący powtarza zastarzałe błędy w każdym prawie przejawie swoich rządów. Wspaniały w buncie i nieszczęściu, haniebny i bezwstydny w triumfie. Najdzielniejszy pośród dzielnych, prowadzony przez najpodlejszych wśród podłych.
    W.Churchill

  63. @Mistrz – w chorym polskim systemie nie każde prawo zasługuje na przestrzeganie, tak jak nie każde wykroczenie zasługuje na potępienie. Jeśli państwo zmusza obywatela do sponsorowania PZU poprzez obowiązek regularnego płacenia OC z tytułu RUCHU pojazdu za chiński skuterek który od pięciu lat stoi w piwnicy przywalony gratami i nie porusza się to mamy do czynienia raczej z haraczem a’la mafia pruszkowska niż ze sprawiedliwym prawem.

  64. Pisz wniosek o uzasadnienie. Nawet, jak nie będziesz apelował, to niech chociaż sąd się pomęczy. Z drugiej strony, jakbyś apelował, to sąd II instancji nie może Ci podwyższyć kary, a koszty sądowe będą co najwyżej dodatkowo takie same, jak w pierwszej.

  65. benny_pl- Twoją teorię wyznawał kierownik który się uczepił mego zderzaka i nie zauważył że ma na ogonie nieoznakowany radiowóz. Zamiast ja jego, to on został moim sponsorem. 😉

  66. Elektryzują mnie takie historie, bo mam do czynienia z prawem od najgorszej strony już dobrych kilka lat. Chciałbym napisać, że w zasadzie zaczęło od momentu odebrania prawa jazdy, natomiast przypomniało mi się, że w sumie to nie… Pierwszy raz drogówka mnie zatrzymała, gdy miałem 16 lat. Zdawać mogłem, mając lat 18. Ale i tak wiele lat wcześniej jeździłem. Spróbuję się teraz nie rozpisywać nt. tego, w jaki sposób pozyskiwałem niektóre wozy. To długa historia… Okres moich największych problemów ze zwykłą drogówką przypada mniej więcej na rok 2012. Wtedy lekko spoważniałem, uznając że nie jestem dzieckiem, muszę zmienić swoje auta i przestać traktować wszelkie drogi i ulice jako tor treningowy albo OS. I tak mniej więcej wtedy pod koniec roku kupiłem sobie Pontiaka Trans Am ’88. Tylko od tego momentu (bo lata wcześniejsze przywołam chyba kiedyś na blogu, którego nigdy nie stworzę) aż do mniej więcej połowy 2017 roku borykałem się z niesamowitym problemami, traciłem masę czasu, pieniędzy, nerwów. Ostatecznie straciłem też prawo jazdy, które odzyskałem po ponownym zdaniu egzaminów (koszmar). Teraz czasem się z tego śmieję, ale stał się ze mnie nadęty i zarozumiały frustrat, który instytucję „policja” ma za najgorsze ścierwo i kurestwo. Mam burzliwą przeszłość, nigdy jednak nie spowodowałem żadnego wypadku z udziałem ludzi czy samochodów. Nie miałem też żadnych epizodów z używkami. Na moją niekorzyść były za to zaszłości, mój charakter i pewna sprawa, o której nie napiszę. Poza tym stałem się ofiarą policji. Facetem, który nieraz stał się ofiarą oszustwa lub niewiedzy funkcjonariusza. Przytoczę dwie sprawy związane z Pontiakiem. Niedługo po zakupie zaczęły się częste kontrole. Poznałem wtedy pewnego psa, z którym do tej pory mam na pieńku. Facet zjadł mi sporo zdrowia. Zatrzymał mnie kiedyś. Nie podobały mu się przede wszystkim pomarańczowe pozycje. Zabrał dowód. Wóz nie był zarejestrowany na mnie, więc uznałem, że jego zatrzymanie to utrudnienie i postanowiłem to „naprawić”. Wyjęcie żarówek nie pomogło. Okazało się, że tylko co całkowitym zdemontowaniu tych lampek dostanę z powrotem dowód. Pies stwierdził, że nie mogę mieć nic pomarańczowego na przodzie (to jak w takim razie ma się sprawa np. z Żukiem?). Koło głównych lamp zostały mi dziury i wiązki. Do domu wróciłem z dowodem (to był też ostatni raz, kiedy okazałem dowód), ale bez sprawnych kierunków. Dwie brakujące żarówki powodują w tym wozie anomalie i nie da się użyć właściwie kierunków. No ale policjant uznał, że teraz wóz jest sprawny i bezpieczny. Inna sprawa jest taka, że jak na mój gust wóz pozbawiony tych kloszy słabo informuje o zamiarach, bo zostają wtedy tylko boczne kierunki, widoczne tylko z boku pojazdu. Patrząc od frontu tylko nocą można dostrzec światło kierunku. Oczywiście zaraz wszystko poskładałem na powrót, by dalej jak rebeliant świecić wszystkimi kierunkami i pozycjami, które m. in. stanowią o klimacie wozu (ogólnie polskie warunki techniczne dla pojazdów poruszających się po drogach publicznych to jedno wielkie śmierdzące gówno). Od tej kontroli już się naprawdę nie nudziłem.
    W roku chyba 2016 po dłuuugiej rozłące z autem (z powodu problemów z policją) przyszedł dzień, kiedy do firmy musiałem pojechać TA. Z prozaicznych powodów tylko jego mogłem wtedy użyć. Dzień zaczął się pięknie. Z jednym małym zgrzytem. Na drodze pojawił się traktor, a za nim kilka typowych aut, których „kierowcy” nie powinni uczestniczyć w ruchu (jak można bać się czy nie umieć wyprzedzić takie coś w świetnych warunkach?). Nie mogłem się z tym pogodzić, więc w miejscu niedozwolonym zacząłem wyprzedzać. Wszystko byłoby pięknie, gdy pod koniec manewru pewien gość nie utrudnił mi powrotu na swój pas. Manewr się przedłużył na tyle, że toczący się z daleka jakiś wóz w końcu znalazł się blisko i prawie się zatrzymał, bym ja mógł wrócić na swój pas. Wiem, że z opisu wygląda to źle, z narażeniem ludzi, ale nie tak to miało wyglądać, a na swoją obronę dodam, że prędkości wszystkich w tym wydarzeniu były naprawdę rowerowe. I mimo wszytko ostatecznie nie była to sytuacja groźna. Po wyjechaniu z firmy uznałem, że nie wrócę prędko do domu, bo jak wjadę do garażu, to znowu wóz spędzi tam miesiące. Kruzowałem po mieście, pojechałem z dziewczyną coś zjeść, spotkałem znajomych, którzy myśleli, że albo nie mam już tego auta, albo że np. nie żyję. Wcześniej, jeszcze pod firmą miałem sytuację, która zmusiła mnie do wymiany opony na przypadkową, znalezioną. Opona w bardzo złym stanie, ale szczelna i pasowna. Nie miałem jednak zamiaru jechać na niej nad morze. Tego dnia zrobiłem masę kilometrów, w zasadzie koło komina. Spotkałem masę patroli, ale tylko jeden zachowywał się dziwnie, kiedy przejechał bardzo blisko mnie trzy razy, kiedy ja stałem i z kimś rozmawiałem. Ogólnie to był dzień, kiedy pomyślałem, że może już nie mam tak przesrane. O jakże się myliłem! Wracałem do domu bardzo późną nocą, po całym, bardzo grzecznie spędzonym dniu. Po wyjeździe z miasta wjechałem na długą, totalnie pustą prostą, z jednej strony było nic, z drugiej przez kilometry ciągnął się mur. Nie mogłem sobie odpuścić. W połowie ronda zerwałem przyczepność, koła zaczęły dymić i piszczeć , a ja rzuciłem się na tą prostą. Wokół mnie nie było żywej duszy. Euforia nie trwała długo. Gdyby porównać to do jakiejś innej sytuacji, to bym nawet nie zdążył rozpiąć rozporek. Po osiągnięciu licznikowych ok. 150 km/h usłyszałem i zobaczyłem bomby na bardzo szybko zbliżającym się do mnie radiowozie. Siedząc mi na zderzaku przejechaliśmy ze dwa kilometry spokojnym tempem (dobrze, wóz nieco ochłonął po sprincie..) i w końcu zjechaliśmy w zatoczkę. Po zatrzymaniu dowiedziałem się, że jestem recydywistą i celebrytą. I że tęsknili za mną. Dowiedziałem się też, że podczas porannego dojazdu nagrał mnie dyżurny w prywatnym wozie i zagrozili mi, że nagranie „wyjdzie” i pewnie zabiorą mi lejce. Uznałem, że nie mogę za bardzo chojraczyć. W zasadzie jakoś tak wtedy nieoficjalnie wyszło, że polowali na mnie od dawna, a w ten konkretny dzień to cały dzień. Była mniej więcej druga w nocy, kiedy stwierdzili, że jechałem ponad 190 km/h. Mówię, że to niemożliwe, bo pamiętam gdzie z grubsza znajdowała się igła prędkościomierza. Zapytał, czy na pewno chcę z nim dyskutować. Dał mi do zrozumienia, że jestem w dupie, a nie mogąc udowodnić mi przekroczenia prędkości z okazaniem konkretnych wartości, zakwalifikował mój czyn jako stwarzanie zagrożenia w ruchu lądowym (ładnie to brzmi). To było pewnie oszustwo. Zapewne też pomiar wykonano nieprawidłowo, „z najazdu”. Jak Hołowczycowi. Ja nie mówię, że jestem niewinny i jechałem 25 km/h, no ale zrobiono ze mnie idiotę. Potem dostałem jeszcze kolejne 500 zł mandatu za stan techniczny wozu. To z powodu opony. Najwyższy możliwy wymiar kary. Ok. Cholera, poza tą oponą wóz był w świetnym stanie. Po drogach jeżdżą ciągniki z nieszczelnymi hamulcami, wyciekami jak z kaczej dupy i brakiem połowy oświetlenia. I jeszcze łyse opony. I on dostaje 300 zł mandatu. Znam takie przypadki. Zabroniono mi dalszej jazdy i kazano wezwać lawetę. Powiedziałem, że mój znajomy laweciarz jeszcze będzie spał, a innego nie chcę, bo będzie za drogo. Mówię, że do domu mam jeszcze 20 km, a inni laweciarze zdębieją, jak zobaczą, że mój wóz nie posiada zaczepów do holowania (fabrycznie). Wyciągam ze schowka butelkę 0,7 dżeka. Mówię, że wypiję za swoje zdrowie, bo mi się przyda, a wam go nie życzę. Wypijam ćwierć butelki, zagryzając paczką czipsów. Oni w tym czasie godzinę mnie pilnowali. Staram się nie poruszać, wysiada pies, podchodzi do mojego auta, a ja udaję, że śpię. Wtem woła go jego kolega i dość dynamicznie, ale jakby specjalnie nie za głośno wracają na miasto. Otwieram oczy, uruchamiam wóz i po prostu odjeżdżam do domu. Od tego momentu Pontiac stoi aż do dziś. Gdy zrobi się ciepło, biorę się za siebie i za niego. I znowu będziemy siać zło, pogardę i patologię. I już nie zatrzymam się do kontroli. Potrafię uciec Alfą Romeo to i nim dam radę.

  67. Kiedyś spowodowałem delikatną stłuczkę, na jezdni ktoś coś wylał, to zamarzło i delikatnie puknąłem Skodę przede mną. Zbiłem sobie lampę i potłukłem zderzak. Skoda NIC, nawet zadrapań (pewnie przy dokładniejszym przyjrzeniu się jakieś były, ale na miejscu nie było nic widać), generalnie w dużej mierze uderzyłem plastikiem. Policja przyjeżdża, babka ze Skody trochę tak jakby próbowała powiedzieć, że może za ostro zahamowała (Generalnie mam wrażenie, że ona jechała z 10kmh na drodze ekspresowej i zatrzymała się jak tylko zapaliło się pomarańczowe, ale to bez znaczenia). Policja po przyjeźdźie „to tu był wypadek? A, Seat widzę uszkodzenie jakieś, ale Skoda? Pan w Panią wjechał tak?” W każdym razie moja wina, ja się przyznaje, mówię, że tu coś ślisko i mimo tego, że miałem naprawdę dużą odległość nie mogłem nic zrobić, bo po obu stronach miałem samochody i nie miałem gdzie uciec i niestety stało się, na szczęście nie zaszkodziłem nikomu, tylko sobie. Myślałem, że się obejdzie szybko i bezproblemowo, dostanę te 300zł, które mnie super zmobilizują do tego, bym się więcej nie zderzał i sholuję sobie auto do warsztatu. Ale nie! Po pierwsze, policjant zaczął drążyć kiedy zacząłem hamować; w jakiej odległości od auta. To mówię, że właśnie całkiem duży dystans miałem, ze 2-3 auta, ale mimo tych 40kmh koła mi się zablokowały na śliskim i nie wyszło. Na co on bulwers, że w takim razie nie dostosowałem odległości do nawierzchni i mojego samochodu. Zaczął mnie opierdzielać, że ja chyba czuję się niewinny (wtf). Zaczął wypytywać babkę, czy nic jej nie jest. Ona na to, że oczywiście, że nie bo uderzenie było bardzo lekkie i ona nie chciała właściwie wzywać policji, ale się zestresowała. Do tego zaraz wyszło, że ona jest w ciąży. Od kilku dni. Wtedy to już wiedziałem, że polecę. Wezwali do niej karetkę, bo przecież hehe mogłem jej DZIECKO zabić. Babka była zażenowana ich reakcją, przeprosiła mnie generalnie potem za to, że ich wzywała, bo okazali się cepami zamiast pomóc. Dowalili mi MAKSYMALNĄ karę 500zł, bo jak stwierdzili ja w ogóle nie czuję się winny (ani razu nie zaprzeczyłem swojej winy) + kazali mi wezwać lawetę (250zł zapłaciłem) i w ogóle niemal się na mnie darli, że jak ja mogłem coś takiego zrobić tej kobiecie (przypominam, nic się nie stało z jej Skodą, totalnie nic). Na koniec jeszcze policjant stwierdził, że z auta mi wycieka płyn z chłodnicy, po czym mówię mu, że to nie płyn z chłodnicy bo uderzenie nie było na tyle głębokie, tylko, że jakimś cudem wylał się płyn do spryskiwaczy, na co on mnie zaczął krytykować, żebym się nie wykręcał (to faktycznie były spryskiwacze, do dziś nie wiem jakim cudem tam coś pękło, ale musiało już być w złym stanie).

    Aha, a na koniec dostałem info od ubezpieczyciela, że babka (ktoś jej doradził) odniosła kontuzję pleców (nie da się tego sprawdzić) i w ogóle blalblabla więc składka mi wzrosła dwukrotnie. Także w ciągu roku straciłem na wypadku 500zł mandat + 250 laweta, +jakieś 800 składka + naprawa auta 1500 + spadek wartości auta z 2500 na 1000. Także spróbuj tylko coś przeskrobać, 😀 cieszę się, że kulki w łeb nie dostałem za swój niegodziwy czyn. Po fakcie znajomy prawnik mi doradzał, że nie powinienem był tego przyjmować, ale pewnie skończyłoby się tak samo.

  68. Najlepsze rozwiązanie to ściągnąć program typu yanosik i bez niego nie jeździć. Więcej się w Polsce nie da zrobić niestety

  69. Przykro aż to pisać i proszę Autora o nieobrażanie się, ale z postu cebula wysypuje się jak z chłopskiego wozu.

    Jeśli wychodziłeś z samochodu robić zdjęcia, dyskutowałeś dowodząc swoich racji (zakładam, że tak było, w końcu Złomnika czytam od lat;)) to nie dziwię się, że dostałeś najwyższe widełki. Nie chodzi tu nawet o zwykłą złośliwość policjanta, tylko o pewną funkcję edukacyjną.

    Zwłaszcza, że racji nie masz – było ograniczenie, zabudowania na filmiku są (szacun za wrzucenie mimo wszystko), przekroczyłeś je i to świadomie, oceniając samemu sytuację. I popełniasz cały wpis o tym, jak to zostałeś ukarany w zgodzie z przepisami.

    Nie kwestionuję tego, że wiele przepisów nie ma sensu i od rzeczywistości nieco odbiega, ale zostały zunifikowane i uproszczone nie bez przyczyny – pełnią funkcję regulującą i porządkującą, a ciężko to zrobić inaczej, bo każdy ma swój rozum i własną ocenę sytuacji i rzeczywistości. Ty być może zdążyłbyś wyhamować na tej drodze albo wykonać manewr wymijania, gdyby ktoś nagle na nią wyskoczył. Jakaś Pani w swoim suv – niekoniecznie.

    Polecam zastanowić się, jak wiele wypadków bierze się właśnie z tego, że ktoś swoją miarą ocenił przepisy i uznał, że „tu zdążę”,”nic nie jedzie to mogę przejechać na czerwonym” i tak dalej.

    Komentarze w rodzaju porad „jak zaskarżyć i na jakiej podstawie pomiar żeby nie zapłacić pienionżków” pomijam, bo to jedno ze świadectw i jednocześnie przyczyn tego, dlaczego rozwojowo i cywilizacyjnie jesteśmy jako kraj w tym miejscu, w którym jesteśmy. W wielu krajach przepisy sa podobnie zunifikowane, głupie i bez sensu na „zdrowy rozum”, ale w Polsce istnieje szczególne przyzwolenie społeczne na jego łamanie, kręcenie i oszukiwanie.

    Strzelam w ciemno, że co drugi piszący to jest być może przedsiębiorcą i narzeka, że mu w terminie faktur nie płacą – a schemat myślowy prowadzący do takiego stanu jest bardzo podobny do rozkmin „jak wydymać system i być najsprytniejszym z januszy”.

  70. deymos – raczej wyciągasz błędne wnioski ponieważ wyszedłem z samochodu i dyskutowałem na długo po tym jak dostałem mandat 300 zł. Ponadto policjant zabrał mi dowód rejestracyjny powołując się na rzekomą niezgodność stanu faktycznego z dowodem rej. – oczywiście dowód mi zwrócono.

  71. Szkoda, że nie nagrałeś samego zatrzymania i dyskusji z policjantem – byłby ciekawy materiał. Ja też żałuję, że raz nie miałem włączonego przynajmniej dyktafonu, kiedy to policjant w okolicach Ostrołęki wręczył mi 500 zł z widełek 400 – 500. Kiedy zapytałem się go, dlaczego najwyższy wymiar kary, to ten powiedział, że mam takie ładne i drogie auto to mnie stać. Poważnie.
    Ale żeby nie było trafili mi się też fajni ludzie. Kiedyś śpiesząc się do szpitala, żeby zmienić małżonkę w opiece nad chorym dzieckiem skręciłem na pełnej urwie w lewo na zakazie, przekraczając dwie linie ciągłe, w dodatku na pomarańczowym świetle. Za kilka minut zobaczyłem auto w cywilu z policjantami dającymi znaki aby zjechać. Kiedy wyjaśniłem im co i jak, ci po prostu wypuścili mnie mówiąc, że w sumie cały czas było pomarańczowe a za zakaz skrętu będzie pouczenie bo jest tam od niedawna. Super, aczkolwiek jechali za mną aż do szpitala, pewnie sprawdzając czy nie zrobiłem ich w balona.

  72. Maxianin

    „Nienawiść do policji tak zostałem wychowany….” przez kogo? przez takich ziutków z drogówki

  73. gavarnie

    Dyrektywy wymiaru kary, zawarte w art. 33 par. 2 Kw wskazują, że przy wymierzeniu kary bierze się „właściwości, warunki osobiste i majątkowe sprawcy”. Policjant pytał o zarobki? pewnie tak. I uznał, że kara z górnego zagrożenia bardziej pasuje do możliwości zarobkowych słynnego blogera motoryzacyjnego ze stolicy. Do Sądu trzeba było zabrać rachunki za przedszkole córki i zaświadczenie medyczne, jeżeli cokolwiek jej dolega, rachunki za lekarstwa etc.
    ps. moja żona uwielbia występ Pańskiej córeczki w czasie piosenki o mazdzie. Pozdrawiam:)

  74. gavarnie – dziękuję
    problem w tym że moje zarobki jako słynnego blogera motoryzacyjnego ze stolicy są niezwykle zróżnicowane. Naprawdę polecam wszystkim, zwłaszcza teoretykom rynku pracy, żeby pobyli na garnuszku własnej zaradności chociaż przez rok. Raz zarobisz, innym razem stracisz.

  75. Mikołaj

    Raz miałem kontakt z polskim sądem i wystarczyło, żeby stracić resztki zaufania do naszego wymiaru „sprawiedliwości”. Sprawa dotyczyła zdjęcia z fotoradaru i w sumie ciągnęła się niemal 2 lata bo tak sprawnie działała Straż Gminna i policja. Na przyjęcie mandatu się nie zgodziłem, bo fotoradar ustawiony był niezgodnie z instrukcją i na dodatek w kadrze były dwa auta.
    Na rozprawę poszedłem z optymizmem, bo w aktach sprawy pełno było błędów, niedotrzymanych terminów, braków podpisów w wymaganych miejscach itp. Jednak na moje uwagi w kwestiach formalnych pani sędzia odpowiedziała tylko: „No i co z tego, widocznie ktoś się pomylił”.
    W końcu zmieniłem linię obrony i sprawa musiała zostać umorzona, bo w zasadzie ani SM, ani policja nie zadały sobie trudu ustalenia sprawcy wykroczenia. Zostałem oskarżony chyba metodą losowania, jako jeden ze współwłaścicieli auta, bo kierowcy na zdjęciu nie było widać, a ja się do winy nie przyznawałem…
    Generalnie nauczyłem się, że nie ma co liczyć na zgodne z prawem i obiektywne podejście sądów w sprawach o wykroczenia itp. Mają po prostu działać w interesie państwa i decydować tak, żeby zasilić budżet.

  76. Z Policją trudno wygrać. Kiedyś na parkingu sklepowym jeden taki bedąc w cywilu wymyslil sobie, że uderzylem tyłem swojego auta w jego przedni zderzak. Po krotkiej wymianie zdań, troche też straszył, że kim on to nie jest, wezwał swoich kolegów z miejscowej komendy. Przyjechało ich pięciu, potem okazalo się, z akt sprawy, że jeden z nich został świadkiem zdarzenia(zdziwko, bo przyjechał po zdarzeniu). Odmówiłem przyjecia mandatu, sąd w trybie niejawnym, oczywiscie ja winny, bo 5+1 policjantów się nie myli. Po podliczeniu ewentualnych przyszlych kosztów zrezygnowałem ze składania sprzeciwu i karnie uznałem winę. Z koniem trudno się kopać.

  77. Mój komentarz pewnie nie przejdzie, ale co tam. Widać domy, chociaż twierdzisz że żadnych nie ma, to po pierwsze. Po drugie widełki właśnie w takich miejscach powinny być liczone w górnej granicy. W mieście wszyscy spodziewają się samochodów w ruchu. Na takiej cichej wsi przy bocznej drodze właśnie największa szansa na potrącenie jakiegoś dzieciaka bawiącego się obok domu. Sorry Złominku, ale kompletnie nie zgadzam się z twoją argumentacją.

  78. czesław

    Tutaj jeszcze są jakieś zabudowania choć, żeby był teren zabudowany musza być jakieś tam odległości i ilość zabudowań zdaje się. Mam ten sam problem albo nawet większy, ponieważ na wylocie z krakowa, lub na wlocie, jak komu pasuje (przedłużenie ul. królowej jadwigi i później olszanickiej gdzie na całej ich dlugości od olszanicy aż po sam salwator nastawiali znaków 40km/h gdzie prawie wszyscy jeżdżą 60-65 i jest to bezpieczna prędkość) to od cmentarza w olszanicy do granic miasta jest niby obszar zabudowany ale tam na odcinku kilkuset metrów prostej drogi nie ma kompletnie nic. No i skasowali przy cmentarzu w olszanicy. i tak jest już postęp bo dawniej stali w krzakach na końcu tej prostej wylotówki, ale to podlegało już pod naginanie prawa i złośliwość;p

  79. Jak czytam niektórych jak Michał to mi się powieki zwijają… za amerykańskie oświetlenie leci dowód, chyba że masz żółte blachy – na TA załatwisz. A reszta – niech zostanie milczeniem, wielu robiło głupoty za młodu a na bębnie to wychodzi i bywa różnie.

    @ Admin Ponadto policjant zabrał mi dowód rejestracyjny powołując się na rzekomą niezgodność stanu faktycznego z dowodem rej. – oczywiście dowód mi zwrócono.

    Jest jakaś opcja poskarżyć się na bezpodstawne zatrzymanie dokumentu? Bo jak pisałem powyżej mnie zabrał tak prawko, zabrał mi też dowód kiedyś auta na opolskich blachach i musiałem jechać po niego do Opola masakra – oczywiście bez podstaw.

  80. Pouczający wpis, widziałem już znacznie bardziej absurdalne obszary zabudowane , ten z filmiku jeszcze ujdzie.

  81. Sorry Złomnik ale dostałeś mandat słusznie. tam są zabudowania. Sam mieszkam na wiosce i Tobie moze sie wydawac ze tam nic nie ma ale poboczem chodzi sie, czasem dzieciaki rowerami jezdza. Lepiej zdjac noge z gazu jesli jest taki znak. Nie chcialbym zeby mnie albo kogos innego potracono bo zabudowan nie bylo tyle co w miescie.

  82. Wracając do materiału:
    https://youtu.be/lBs4kYp5fX8?t=16s

    W 16 sek widać:
    Policjanta na drodze.
    Oraz z prawej strony boczną uliczkę.
    W zeszłym roku w ten sposób uciekłem od mandatu. Policjant czekał na mnie na jezdni a ja skręciłem w boczną odnogę tuż przed miejscem kontroli.
    Lepsze to niż sąd 🙂

  83. maciek_dm

    ten za Tobą, który Cię minął zaraz jak Cię tylko zhaltowała policja, na pewno jechał o wiele wolniej od Ciebie….

  84. nie, jechał szybciej. Zbliżał się do mnie. W momencie zatrzymania był już tuż za mną.

  85. Mogę tylko potwierdzić, że tak działają sądy. Ponad dekadę temu miałem podobną przygodę z policją (maks z widełek – nieprzyjęcie mandatu) i z sądem w Żyrardowie. W mojej ocenie zadałeś złe pytania policjantowi. Ja też zadałem złe. 🙂
    Ale pomysł z rozszerzeniem widełek jest kiepski. I tak dostałbyś z górnej granicy. A argumentacja policji była by mniej więcej taka :” – A gdyby tu było przedszkole w przyszłości”

Comments are closed.