Fiat Panda I: orgazm motoryzacyjnych ascetów

Jak w poprzedni poniedziałek, jest test i prezentacja jakiegoś grata. Na końcu film. Proszę oglądać film, bo inaczej zamkną mi youtube’a. Chyba, że chcecie, żeby zamknęli, to wtedy musicie odobejrzeć filmy, które już obejrzeliście.

Teraz natomiast Panda. Panda jeden. Kolega zaproponował mi, że jego Panda jedynka stoi i nic się z nią nie dzieje, to może ja bym nią pojeździł. Doskonały pomysł! Jak mógłbym odmówić tak świetnej propozycji, żeby bujnąć się metalową, niewygodną puszką z cienkiej blachy? Przecież to najlepsza zabawa!

Na początek może kwestia, o której już wielokrotnie pisałem, ale nigdy nie dotknąłem sedna. Tak, woziłem dziecko i Prelude II, i Pandą jedynką. W foteliku, na tylnym fotelu, w Prelude nawet z przodu. I jak zwykle padł komentarz: nie boisz się tym wozić dzieci? Otóż ja zawsze boję się wozić dzieci, bo wiem że ruch drogowy jest niebezpieczny. Wypadek może zdarzyć się zawsze. Jednak gdybym bał się tak panicznie, że nie mógłbym wozić ich w ogóle, to by oznaczało, że nie mogę wozić ich żadnym samochodem. Nie występuje u mnie rozważanie, że Panda jedynka jest mniej bezpieczna niż, dajmy na to, Micra K11, albo Toyota mojej żony, więc nie powinienem wozić nią dziecka. Ten sposób myślenia charakteryzuje ludzi zindoktrynowanych przez temat „wzrostu bezpieczeństwa biernego pojazdów”. Nie mam żadnej wątpliwości, że nowoczesny samochód, rok produkcji 2018, jest bezpieczniejszy niż Panda I. To obiektywna prawda. Ale zarazem siedzenie w domu jest bezpieczniejsze niż jazda samochodem. Jadąc samochodem z dziećmi podejmuję więc irracjonalną decyzję narażenia ich na niebezpieczeństwo, żeby gdzieś dojechać w tym szaleńczym ruchu.
Życie bez niebezpieczeństwa, bez ryzyka, prowadzi nas do stanu apatii i sprawia, że w przypadku, gdy niebezpieczeństwo już się pojawi, nie będziemy umieli sobie z nim poradzić. Powiem Wam coś, co pewnie zabrzmi źle: moje dzieci ze mną w Pandzie jeden są i tak bezpieczniejsze, niż czyjeś inne dzieci w nowym aucie prowadzonym przez nieumiejącą prowadzić kobietę rozmawiającą przez telefon i obczajającą fejsa podczas jazdy. Ew. agresywnego mężczyznę w BMW na łysej oponie.

Tymczasem dotarłem do Pandy, wsiadłem i włożyłem kluczyk do stacyjki. Od razu poczułem, że coś jest nie tak, to znaczy jest za dobrze, ale o tym co to jest miałem przekonać się dopiero później. Ruszyłem śmiało przed siebie. Jest zupełnie nie do uwierzenia, jak bardzo zepsuto sylwetki współczesnych pojazdów w pogoni za aerodynamiką. Kiedy wsiadłem do Pandy, intuicyjnie wiedziałem, gdzie ona się kończy z każdej strony, gdzie dokładnie są jej rogi, w ciągu 30 sekund wyczułem ten wóz na wielkość tak, że mógłbym zaparkować nim w najciaśniejszym miejscu na neapolitańskiej ulicy.
Nie to mnie jednak w Pandzie urzekło, choć i ten aspekt bardzo mi się podoba. Ale w sumie chodzi mi o co innego. Ja jestem motoryzacyjnym ascetą. Lubię czuć, jak działa samochód, lubię czuć na kierownicy ukształtowanie i śliskość jezdni, lubię kiedy czuję jak wchodzi bieg w skrzyni biegów, lubię czuć się panem maszynerii, która na moich oczach robi to, co jej każę. Należę zatem do mniejszości, bo większość osób to motoryzacyjni sybaryci, którzy chcą żeby samochód był cichy, wygodny i świetnie wyposażony, a to jak działa guzik ich interesuje.

(auto umyte przed zdjęciami, dojechało na zdjęcia w takim stanie)

Panda to orgazm motoryzacyjnych ascetów. W tym samochodzie wszystko krzyczy „mniej to więcej”. Klameczki. Gałeczki. Półeczki. Fotele. Wszystko jest zaprojektowane tak minimalistycznie, jakby do studia przedstawiającego gotowy już dezajn wchodził jeszcze dyrektor ds. ascezy dr Antonio Scimmia (występuje w filmie na końcu) i mówił: dobra, a teraz wytnijcie z tego połowę części i zmniejszcie masę o połowę. Si, signor! – i dezajnerzy tną, zmniejszają, obniżają masę, upraszczają… Panda nie ma schowka przed pasażerem, zamiast tego ma półkę. Nie ma typowej klamki wewnętrznej. Okolica szyby wygląda jak w ciągniku, brakuje tylko żeby wycieraczki włączało się na górze jak w Ursusie. Na szczęście włącza się manetką, bo jednak nie przesadzajmy z tą ascezą. Efektem tego skrajnego uproszczenia i braku wygłuszeń jest to, że Pandą jedzie się tak, jakby siedziało się w namiocie z dziurą – za sprawą podwójnego faltdachu pełniącego latem rolę klimatyzacji samochód od ok. 90 km/h zaczyna huczeć i nic nie da się na to poradzić. No ale kto chciałby jechać Pandą ponad 90 km/h?

Jeździłem Pandą cztery dni, a to jest wystarczający okres, żeby przyzwyczaić się do auta i zacząć rozważać je z punktu widzenia nie fajnej zabawki, którą dostało się na chwilę, ale jako środek codziennego transportu. Jeśli chodzi o wspomnianą ascezę – bardzo ją polubiłem i do momentu kiedy oddawałem Pandę nie przestałem cieszyć się z czystych, niezakłóconych elektroniką wrażeń z obcowania z maszyną. Podkreślam jednak, że jest to tak jak z byciem gejem (nie wiem, nie byłem, ale wiecie, kolega mi powiedział): albo jesteś, albo nie jesteś. Jeśli jesteś, to wiesz że jesteś i nic nie poradzisz. Ja tak mam z gratami. Niestety wystąpił inny problem. Innym problemem okazały się szympanse. Word podkreśla mi szympanse, twierdząc że powinienem napisać „szympansy”. Sami jesteście szympansy.

Podobnie jak wiele innych modeli Fiata z tych i wcześniejszych lat, także Pandę I projektował zespół złożony głównie z szympansów. Szympanse mają długie ręce i krótkie nogi. W Pandzie wprawdzie fotele są dość wysoko, ale i podłoga jest wysoko, więc ja jako kierowca o wzroście 190 cm siedziałem z kolanami pod brodą i tłukłem nimi w absurdalnie daleko i nisko umieszczoną kierownicę. Serio nie potrafię wyobrazić sobie osoby, dla której taka pozycja byłaby w jakikolwiek sposób naturalna. Z wyjątkiem naturalnie szympansa. Ponadto pedały umieszczono tak blisko siebie, że gdy próbowałem je wcisnąć, to tarłem zimowym butem o gumowane nadkole wewnętrzne, powodując kwik zarzynanego szympansa. Po 20 km po mieście po prostu zaczynały boleć mnie kończyny i zaczynałem przeklinać swoje pochodzenie z rodu homo sapiens. Nie przeszkadzał mi słaby nawiew, hałas czy podskakujące na wybojach nadwozie, ale pozycja za kierownicą była naprawdę nieznośna.

Druga nieznośna rzecz, która skutecznie zniechęca mnie w dłuższej perspektywie do użytkowania samochodów pokroju Pandy na co dzień, to reakcje innych kierowców. Wszyscy chcą cię zepchnąć. Serio. Wiedząc o tym, a raczej podejrzewając taki stan rzeczy, postanowiłem po pierwsze jeździć ofensywnie, a po drugie wyzbyć się wszelkich tego typu myśli, powodujących powstanie mechanizmu psychologicznego w postaci poszukiwania potwierdzenia dla swojej teorii, tzn. przyjąłem, że nie będę cały czas sądził, że wszyscy chcą mnie zabić. Niestety pierwsze 200 m jazdy Pandą rozwiało te plany w pył, po tym jak bez powodu omigał mnie światłami kierowca Ubera w Dacii Sandero (serio, nieoklejone Sandero z potężnym czarnowłosym typem za kierownicą i panią na tylnym siedzeniu to na pewno nie Uber), a następnie na rondzie wyprzedziło mnie BMW E46 zajeżdżając mi drogę. Wszystko to stało się tak szybko, że nie zdążyłem nawet pomyśleć „kurde, coś w tym jest”.

Wrócę do tego, co na samym początku testu Pandy spowodowało u mnie dysonans na zasadzie „jest za dobrze”. Samochody gaźnikowe z natury kichają na zimno, zapalają z trudem, gasną z byle powodu. To normalne, tak mają – zwłaszcza włoskie, no bo japońskie jakby trochę mniej. Panda nie chodziła jak auto gaźnikowe, cykała jakby miała silnik z EFI. Zanim zdążyłem otworzyć maskę, zadzwonił do mnie właściciel i mówi – co, dobry Sporting? Panda Sporting! Tak. Tu jest włożone całe Seicento Sporting. Silnik ze skrzynią, tylko wybierak biegów jest od Uno. Co za genialny swap! Jestem jego wielkim fanem. Fajne musiałoby być też Autobianchi A112 ze Sportingiem pod maską, pytanie tylko czy do Autobianchi taki silnik też wszedłby plagend plej.

Ostateczny werdykt: jeśli jesteś miłośnikiem ascezy, masz krótkie nogi i długie ręce oraz nie mieszkasz w dużym mieście, rozważ Pandę, zwłaszcza że w wersji ze Sportingiem pod maską staje się całkiem żwawa i bez problemu nadąża za współczesnym ruchem. Jeśli natomiast uważasz, że samochód powinien mieć ABS, ESP, BAS i DPF, kup sobie BMW z RRSO i GTFO.

No i film. Oglądajcie i subskrybujcie, bo muszę dobić do 4100 subskrybentów w miesiąc i osiągnąć 240 000 minut oglądania.
W środę film „Debil w T4”.

Tagged: Tagi:
  1. Cieszy każde zdanie – jeździłem kilka lat Uniaczami i dokładnie takie same przemyślenia miałem: proste do bólu, kompletnie nie ma się co zepsuć, samochód nie do zarżnięcia, da się tym nawet po solidnych górach jeździć (znaczy, wiecie: pisząc góry nie ma na myśli asfaltu, tylko turystyczne szlaki na które tylko goprowcy Jeepami się zapuszczają ;)). Kochałem go, bo był dzielny, niekłopotliwy i zawsze robił dokładnie to, do czego był stworzony 🙂

  2. Dobry tekst, dobre auto.
    Bardzo mi się spodobało to, że na stereotyp odpowiedziałeś dwoma stereotypami. Teraz ktoś powinien odpowiedzieć czterema, później następny ośmioma i tak do tysiąca dwudziestu czterech. Na przykład. Oczywiście może tez być inna liczba, która wpisze się w schemat.
    Muszę przyznać, że mam lekki pociąg do włoskiej motoryzacji, szczególnie właśnie tego jej wycinka, w którym można spotkać pandy, cc, uno i kropki. Mam nawet pewien fetysz związany z ritmo, ale musiałby być brązowe…

    Tak, czy inaczej. Zakochałem się w tej pandzie!

  3. suba dałem.
    w przygranicznej Austrii oraz włoskim tyrolu (północ) jeździ mnóstwo pand mk1 w 4×4. Dzielny mały miś

  4. Jak się nazywa lekarz który leczy pandy? – Pandoktor

  5. Dokładnie. Też miałem Uno. I jeździło mi się wygodniej niż 3 letnią primerą. Lekkie, pakowane do bólu, tylko rdzewiał za bardzo.
    Generalnie nawet dziś budzi we mnie pozytywne emocje, tylko istotnie na drodze traktują Cię jak śmiecia 😃

  6. polobis

    Moje C1 najwyraźniej spełnia wszystkie warunki ascezy – oprócz faltdachu

  7. Kiełek

    Jakieś 2 lata jeździłem na codzień Marbella z silnikiem 843ccm i skrzynią 4 ka. Mimo gaźnika kichania żadnego i gaśnięcia nie było, czasem tylko na mrozie palił za drugim razem. Cudowne niezawodne auto i żałuję że sprzedałem. Chyba też kocham asceze. Sprzedać musiałem bo potrzebne było kombi. Teraz znów mogę mieć auto jakie chce ale żona powiedziała że Marbella za głośna, to kupiłem Punto 2 za 1600 zł z gazem. Jako że najbiedniejszą wersje bez wspomagania wrażenia są podobne, tylko wygodniej, ciszej, szybciej. Szkoda że wnętrze już takie „na bogato”, bez gołej blachy i ceraty na podłodze.

  8. We Włoszech to jest obecnie samochód narodowy, szczególnie na prowincji. Jeździ ich bardzo dużo, tym bardziej jeśli wziąć pod uwagę że produkcja zakończyła się 15 lat temu.

    Z opisu wynika, że pozycja za kierownicą jest podobna do tej w Dużym Fiacie lub Ładzie. W Maluchu o dziwo wypada to chyba nieco lepiej, ciekaw jestem opinii Autora jak ocenia pozycję za kierownicą Pandy w stosunku do 126? Mi się bardzo podobają te detale epoki Fiata plug and play jak kierownica i lusterko z Fiata 126/CC czy możliwość dość swobodnego przekładania kompletnych zespołów napędowych.

    A co do pozycji i półki przed pasażerem – obie te rzeczy na pewno bardzo doceniłaby moja żona, która musi się zawsze przysunąć blisko kierownicy i prawie zawsze narzeka na daleko wsunięte pod deskę pedały (przepraszam, manipulatory nożne). A podobną półkę przed pasażerem bardzo chwaliła w CC teściów – bo mieściła się tam niemal dowolnej wielkości damska torebka.

  9. Cytuję komentarz żony do fragmentu o motoryzacyjnych ascetach: „to może niech se taczki kupi…”
    Żeby nie było, niedawno żona jeździła Micrą K11, a obecnie luksusowo-prestiżowym Civikiem V w nadwoziu liftback – coupe – czyli inaczej crossover.

  10. Piotrek

    Ja bym taką mógł jeździć, gdyby tylko była w kombi (żeby spać w środku i nie musieć rozkładać namiotu) i miała klimę. Czyli… i tak zawsze dochodzimy do Berlingo.

    Żeby mnoga brzmiała szympanse, w pojedynczej musiałoby chyba być szympanso.

  11. Ja mam najbardziej wypasiona edycje Pandy 1 czyli Lancia Y10 – do tego Avenue LX i. e. Selectronic – czyli fabrycznie jest juz fire 1,1 z monowtryskiem boscha i automatem ecvt fuji. Najlepszy samochod jaki mialem, trzymam go nadal i nie sprzedam. I kombi nie jest potrzebne – 10lat temu zrobilem nia caly remont – przewiozlem wszystko wlacznie z meblami (co prawda czasem wiecej wystaje z tylu niz jest w srodku ale daje rade.)
    A pozycja za kierownica jest optymalna jak sie ma 170cm wzrostu 🙂

  12. Wysocy osobnicy mają podobne doświadczenia z Seicento. Podobne spostrzeżenia, jak Twoje ma Clarkson, a on jest również wysoki. Ja natomiast jestem całkowicie średniego wzrostu (2cm wyższy niż średni wzrost poborowego z mojego rocznika) i pozycja za kierownicą małych fiatów wydaje mi się całkiem wygodna (w 500 boli prawe kolano od zapierania się na zakrętach).

  13. a więc po kolei:
    silnik z A112 był w pierwszej wersji 4×4
    klimę miały wersje na Japonię
    czy pozycja jest niewygodna ? kiedyś podczas dwutygodniówki wakacyjnej przejechałem ponad 3 tyś km i nie czułem specjalnego dyskomfortu związanego z pozycją za kółkiem (mam 176 cm)
    spać w środku się da, widziałem fajną modyfikację, ale nie pamiętam strony by się podzielić

  14. Z tymi gaźnikami toś Pan pojechał Panie Złomnik! Sprawny i dobrze wyregulowany gaźnik nie prycha i nie gaśnie z byle powodu a zapala na widok kluczyka. Chcesz się Pan przekonać ? Zapraszam na rundkę moim VW Polo Fox 1,0 z 1992 r 🙂

  15. miałem takie Polo Fox, cały czas coś było nie tak z tym j….nym Pierburgiem 2E.

  16. Lubię Pandę, stylistycznie jest super. Nawet mojej zonie się spodobała, konkretnie to Seat Marbella – widziała jak byliśmy w Hiszpanii bo w Polsce to tego nie uswiadczysz. Co do swapów plagenplej, zmuszony byłem dokonać takiego w mojej E39 , po nierównej walce z automatyczną skrzynią, przelozylem manuala i tak juz jeżdżę 1,5 roku bez problemu.
    Jeszcze słówko a propos szympansów w biurze projektowym Fiata, może by Pan Zbigniew zgłębił temat?

  17. Autosalon

    Mam taką Pandę na gaźniku 750 wersja golas plus podwójny dach jak w opisie.
    Gaźnik jest ok, odpala to z półobrotu, nie chrząka i noga ma absolutnie bezpośredni wpływ na przepustnicę. Jeździ się na goryla, jest rozwiązanie , założyłem sportową kierownicę z „epoki” na dobrej nabie i temat się rozwiązał.
    I wcale mnie nie spychają! Po prostu nie zauważają:)

  18. Hurgot Sztancy

    fajne te komentarze: „no, panda super, wiem bo miałem Uno” 😀

  19. Diesel Power

    Problem pozycji za kierownicą i szerokości rozstawu pedałów ciągnął się jeszcze przez Uno, Cinquecento, Seicento, kanciate Ducato i nowsze aż do liftu na duże lampy z silnikami JTD (po kilka trasach wsadziłem uciętą paletę pod nogi, żebym nie musiał wyginać stopy niedorzecznie wysoko lub trzymać jej w powietrzu), dopiero w drugiej Pandzie siedziało mi się naprawdę dobrze i znośnie wciskało pedały. 188cm i but 45,5/46. Z większymi Fiatami było trochę lepiej, ale zawsze był lekki problem z pedałami, robili je za wąsko i w wąskich butach jeszcze szło jechać, ale w szerszych już musiałem wciskać je bokiem. W butach zimowych to już w ogóle lepiej nie myśleć o jeździe Fiatem, jakby gór nie mieli i nie wiedzieli co to jest śnieg, banda zakamuflowanych komunistów-pizzożerców.

  20. Ten silnik ze Sportinga niczym nie różnił się od silnika ze zwykłego Seicento i jest to monowtrysk a nie wielopunktowy jak wspomniałeś:)
    Ogólnie zajebisty silnik pomimo tego że trochę lubi olej ale za to jak pęknie rozrząd to wystarczy założyć nowy pasek i kula się dalej…

  21. dr. kamil

    Pedały blisko to zaleta dla tych co wiedzą ocb. Lfb i te sprawy. #pdk

  22. Aremberg

    Fajnie że Złomnik trochę jakby wrócił. Człowiek poczyta komentarze i od razu nabiera chęci na kupienie jakiegoś durnego nieprestiżowego wozu.

  23. Też rozważałem zakup Pandy, nawet kilka ofert obejrzałem, testowałem, ostatecznie kupiłem AX-a 10E 954ccm ostatni rocznik na gaźniku – z jednego zasadniczego powodu – AX ma pancerną i nierdzewną blachę, pozostałe parametry porównywalne. Jak po zakupie podjechałem do mechanika od cytryn – to stwierdził, że w swoim czasie było to pierwsze auto wśród młodych leśniczych; on sam też z rozrzewnieniem wspomniał jak w pięciu chłopa w przeszłości takim dojeżdżali do roboty. W 1,5 roku od zakupu najeździłem nim 40tys.km. Zero korozji pomimo pewnych ubytków lakieru. Brać póki jeszcze się trafiają, a Pandy niech ruda schrupie do końca:)

  24. Z tym zajeżdżaniem to mam to samo w MX-5. Aż czasami sprawdzam czy mi kierunkowskazy działają. Ale zauważyłem jedna rzecz, nie mam tego problemu w moim drugim aucie – starym BMW na blasze z małego miasta powiatowego z innego województwa. Jak nim jadę to jak tylko wrzucę migacz to każdy ustępuje. Oprócz oczywiście kierowców nowszych BMW. Lepiej było pod tym względem jedynie jak jechałem G63 – wtedy nawet nowe BMW zjeżdżały z drogi

  25. backspacer

    W mym posiadaniu była całkiem niedawno Panda I 1000 Fire. Ależ to przyjemnie jechało i po mieście, i za miastem również. Spalanie: zawsze 5,5L. Również zanotowałem znakomitą widoczność w każdym kierunku i świetne właściwości przeprowadzkowe. A od wiosny po otwarciu płótna na dachu zawsze ładna opalenizna (na czole i nie tylko 😉

  26. @Czarli
    Sie zgadza z tym mx-5, auto niewidzialne, czy nb czy nc wszyscy chca mnie rozjechac, znaczy na prostych, bo na zakretach wszystkim mistrzom prostych nagle zapalaja sie wszystkie kotwice stop….W zezeszla zime zeby nie meczyc nc ze szmata, jezdzilem fiesta mk2 1.1 warta moze z pol raty na fabie z salonu. Tez byla niewidzialna do czasu przepychania sie w korku i grozby zarysowania 🙂

  27. Miałem sztuk dwie!!
    Pierwsza jeszcze na resorach z tyłu 903cm3, druga taka jak tutaj, tylko 1000cm3.
    Obie gniły w oczach a w tej nowszej psuło się dosłownie wszystko.
    Za to jak jeździła, to robiła to bardzo dobrze. Żwawa, oszczędna, świetna widoczność. W obu brakowało 5-go biegu i klamek zewnętrznych, bo oszczędzanie na tym to już kuriozum.

  28. We Włoszech szympansy a w Dublinie reptilianie. Do warsztatu przyjeżdżają samochody gdzie w 80% kierownica dosunięta jest do cycków a pedałów nie idzie sięgnąć. Do tego kąt oparcia i siedziska jest tak ustawiony że jest przestrzeń gdzie mieści się ogon.Siedzi się trochę jak w starym samolocie na spadochronie. Ustawienia pasują do sylwetki małego T-rexa lub zakamuflowanego reptilianina.

  29. benny_pl

    mialem mialem! co prawda nie pande ale Marbelle, ale to to samo, jesli brac pod uwage najpierwsza Pande 1 – tyl na resorach

    super autko, na prawde przesympatyczne, daje mnustwo frajdy z jazdy, niestety ja mialem gaznikowa 850-tke, i mialem juz zakladac 900tke z seicento (tak samo plug&play) ale ostatecznie sprzedalem bo okazala sie ladnie ulepionym przegnilcem

    ps – tam nie bedzie pasowac skrzynia z seicenta sporting, sam silnik owszem, ale skrzynia jak juz to z Una, bo CC/SC ma wybierak na linki a nie drazki, no chyba zeby wybierak tez wymieniac, ale i poloski beda inne – w skrzyni SC sporting wklada sie przeguby w skrzynie na wcisk jak w punto, a w Pandzie jest jak w Uno czyli niema przegubow przy skrzyni tylko manszety i na konco polosiek sa takie 3 kolka wchodzace w mechanizm roznicowy, cos jak w maluchu tylko lepsze, pozatym nie bylo CC/SC ze skrzyniami 4 (no chyba ze cc700 ale to zupelnie inna skrzynia i sie nie liczy)
    zapewne wiec tam zostala orginalna skrzynie i zmienil ktos sam silnik z elektryka bo i tak zrobic najlatwiej bo wszystko pasuje

    Piotrek: nie zadne berlingo! na Twoja potrzebe Seat Terra! (sam bym chetnie kupil!)

  30. benny_pl

    Piotrek: nie zadne berlingo! na Twoja potrzebe Seat Terra! (sam bym chetnie kupil!)

  31. Co do silnika 1100 w Pandzie I, to z tego co wiem w ostatnich kilku latach produkcji Panda wychodzila z takim silnikiem z fabryki, zatem nic dziwnego, że swap się udał 🙂

  32. Z ciekawosci – ile mniej wiecej % filmu musi uleciec zeby YT uznal go za obejrzany?

  33. Złomniku, jeśli chcesz auto dla ascetow, którego nikt odważy się rozjechać spróbuj dostać Honkera. Ponad pół metra od podłogi do ulicy i „kangur” na zderzaku zapewniają odpowiednią aparycję (można też spróbować UAZa, ale jednak Honker bardziej postawny).

  34. radosuaf

    Te pedały blisko to do międzygazu. Jak w Ferrari albo Lambo. Włoska technika.

  35. KIEROWCA

    Jeździłem dużym Fiatem, jeździłem Cinquecento, jeździłem Alfą a teraz Poldkiem. Bardzo często w desantach albo w opinaczach. Wcale nie mam takiej małej nogi (43) ale nigdy nie narzekałem akurat na rozmieszczenie pedałów – może trzeba zacząć jeździć w gumofilcach?
    Skrajnie niewygodne to są w Audi A4 – jakoś tak głęboko ukryte pod kolumną kierownicy i wymuszające leżącą pozycję w czasie wciskania sprzęgła. Kilku znajomych ma te wynalazki, czasami awaryjnie służę za szofera ale nigdy nie mogę się przyzwyczaić.

  36. Ja jestem motoryzacyjnym sybarytą.
    Lubię dobre wygłuszenie, – tzn. izolację akustyczną od otaczającego świata, duże ładnie brzmiące silniki i komfort w postaci dwustrefowej klimatyzacji czy automatycznej skrzyni biegów. Jedyne czego nie lubię to opakowania tego w nowy samochód.
    Czym jeżdżę?

    E36 2,5.

  37. Wariator Wentylatora

    Pojazdy z lat ’80 i wcześniejsze mają ergonomię skrojoną na skoromniejszą fizjonomię.
    Ciaśniej jest też na motocyklach , a nawet w kabinach ciągników rolniczych.
    Rośniemy rośniemy.
    Miałem też 750 na sprężynach i po swapie na 1.0 graźnik 55km w fluo kanarkowym kolorze.
    Z krótkim przełożeniami jeździłem tak jak motocyklem: pierwszy na światłach, pierwszy spod świateł, a zakompleksionym megalomanom zawsze uciekłem sprzed zdeżaka.
    Niestety brat nakrył się kołami i nie wyszło naciąganie dachu. Pojechała jakołach do skupu.
    Spotkany po kilkunastu latach syn właściciela skupu zagadnięty o TO auto skwitował ; takich sytuacji się nie zapomina.

  38. @ndv z UAZem nawet bardziej niż z Honkerem. Asceza pełnym ryjem, i żaden się nie wciśnie przed przedni zderzak – nawet ostatni debil się zastanowi, czy chce dostać w potylicę dwumetrowym odcinkiem szyny kolejowej zamontowanej na wozie o podobnej bezwładności hamowania jak lokomotywa.
    Resory piórowe, blaszana tapicerka, płaskie szyby, zero bajerów. Pandę miałem kupić, ale ostatecznie na podjeździe wylądował jej mydłokształtny krewny zwany Seicento 900, OHV, dość mocno blaszane drzwi. I te „manipulatory nożne zawsze razem”, w dodatku tam gdzie lewa noga powinna opaść po zasprzęgleniu, znajduje się jakaś głupia wysepka z blachy obita dywanikiem. Żeby zdjąć nogę ze sprzęgła, trzeba unieść ją całą razem z piętą i przestawić. Nie polecam „biodrowcom”. No i nie mogę prowadzić w kaloszach, dotychczas ta wada dyskwalifikowała nawet najfajniejszy samochód, ale te malutkie fiaty „mają w sobie coś”.

  39. Panda to dla mnie auto wszech czasów.!
    Mam z nimi do czynienia od 1997r. Wtedy pierwszy raz wsiadłem i po kilku minutach wiedziałem, że to będzie miłość na dłużej.
    Moja pierwsza Pandziora to model Selecta z 1992r. Bodaj najlepsza konfiguracja i najlepszy rocznik w ogóle w Pandowej historii. To opinia Włochów a oni znająte auta na wskroś. Selecta czyli automat. Japońska skrzynia E-CVT, z Fuji Heavy Ind. Identyczne montowano w Subaru Justy, NIssanach Micta K10 i K11, Lancii / Autobianchi Y10 Selectronic A i B a także w Punto 60 Selecta. Prawdopodobnie jeszcze w wielu innych małych toczydełkach w Japonii czy Korei. Ponoć trafiała też do Tico i Matiza ale oczywiście nie polskiego.
    Tak czy owak, Panda jest the best!
    Swoją pierwszą Selectą zrobiłem ponad 150tyskm a kupiłem ją jak miała 49tkm. Połykacz szos, van i cieżarówka w jednym a z sinikiem 1108cc i automatem także mała wyścigówka… Bożesztymój.. ilu ja golfiarzy zawstydziłem… o ciekoszach czy sejach nie wspomnę. Przy odpowiednim zgraniu obrotów silnika i umiejętnym starcie na Low by przy 60km/h przejść a Drive i za chwilkę Kickdown i ruuura do przodu. Nawet seryjne Sportingi pękały… 😉 Ale tylko w przypadku Pandy. Mam Y10 Selectronic i Punto MkI Selecta… każdy następny już bardziej mułowaty.. bo cięższy. pandzicha waży około 700kg.
    Pierwszą Selectę, sprzedałem pod dwóch latach jazdy bo zaczęła korodować.. a pojawił się Seiceto dla którego straciłem głowę… i kupiłem… Sportinga…
    I po dwóch tygodniach jazdy zatęskniłem do wygodnej i przestronnej Pandy…
    I sprzedałem Seja mojej mamie… i odkupiłem Selectę nr 2… która ma u mnie dożywocie… !
    Odbyłem nią kilka wypraw po Bałkanach i Włoszech, Przywiozła tony części do Pand i innych zabytkowych Fiacików którymi się zajmuję… Woziłaby do dziś ale niestety ceny benzyny spowodowały, że zapragnąłem zapalniczki…
    A że do E-CVT gazu zakładać raczej się nie powinno , [przeto zanabyłem kolejnego misia… z roku 1993. Auto od pierwszego właściciela z Niemiec, w wersji 25 (mopedcar – 2 biegi w przód i wsteczny!) ale z przebiegiem 13tkm.
    Wersja 999 Fire na monowtrysku IAW 6F.SH (Magneti Marelli). Czerwona szczała…
    Gaz do niej założyłem po swojemu, butla pod podłogą bagażnika, oryginalny zbiornik na półkęw garażu, ale żeby było na czym odpalać i dojechać do stacji LPG zmontowałem z blachy 5mm mały 13 litrowy zbiorniczek umieszczony pod tylnym zderzakiem z wlewem pod rejestracją.. 😉 Jak w Moskwiczu z lat 50.. 😉 Taki myk miał też na celu odcyndolenie się ode mnie Włochów i innym mądrali co to nie pozwalają wjechać zapalniczce na camping czy do garażu podziemnego… Wlew jest..? Jest.. ! a co ja tam wlewam z boku to moja mojszość. Gazzo!
    Pandzinka 1,0 LPG spalała odpowiednio 5,5L lekkiej wahy i 6,5L gazu. Zważywszy na pojemność 53L zbiornika LPG oraz dodatkowe 13L banzynki… zasięg auta przekraczał 1000km na jednym tankowaniu! Oczywiście bez szaleństw i na pusto. To oznaczało, że tankują na Auchanie w Gdańsku dojeżdżałem z palcem w tłumiku do Bielska albo Krosna, gdzie po uzupełnieniu gazu omijałem drogie Czechy lub Słowację, zorbanione Madziary którym nigdy nie płacę za nic bo niszczą nasz kraj poprzez układ z żoliborskim gnomem i dojeżdżałem np do Belgradu albo Zagrzebia, gdzie znów mogłem cieszyć się niskimi cenami paliw… a w przypadku Chorwacji także nieziemską jakością LPG z IstraBenz (Rijeka).
    Tak przejeździłem 5 lat. Niestety ekonomia przegrała z czasem. O ile pusta Panda 999 fire ganiała prawie 150km/h i dorównywała ruchowi na autostradach o tyle już po objuczeniu bambetlami (150kg części na dachu w boksie i ze 200kg w środku !) na długich podjazdach zdychała… Czasem trzeba było nawet na II biegu jechać… Ujj… nawet TIRy wyprzedzały i trąbiły poirytowane… Przyszedł zatem czas na swap. Wstawiłem niemal nowy silnik 1242cc z Punto MkI Selecta. Silnik 60KM ale z dużym momentem. Pięknie się zbiera, na trzecim biegu szpuuuula… Vmax (udokumentowany filmem na YT – na pusto rzecz jasna – 182km/h na autostradzie A1… Żle..?
    Silnik P&P. Jedyne co musiałem przerobić to opuścić go na poduszkach o 2cm w dół bo blok jest mniej więcej o tyle wyższy od 999cc.
    Podpiąłem kable i w drogę. Nawet ECU od 1,0 daje radę z tym silnikiem.
    Czerwona zpalaniczka to póki co najlepszy wózek na długie trasy. Dodatkowo zrobiłem jej mały retusz podwozia. Dostała przednie kolumny od wersji 4×4 (Trekking) oraz nowe grubsze i wyższe sprężyny na tył. Do tego koła z oponami 155/80/13. W sumie podniosłem auto o ponad 10cm. Nie jest to pełne 4×4 ale z takim prześwitem i mocą daje radę w lekkim terenie. Ponadto zawiecha jest sporo miększa od seryjnej co powoduje miły komfort na polskich duktach. Prawie jak Citroen… no bardzo prawie… ale miło jest!
    Jak już jesteśmy przy 4×4 to taką też mam. Panda 4×4 Country Club z roku 1993. Także na monowtrysku IAW i 4 żyłowej sondzie lambda. Mechanicznie bomba, ale niestety buda znika w oczach.. co roku jej mniej… Taką kupiłem, używam jej na co dzień, zimą też..
    Ostatnim nabytkiem choć ciężko nazwać nabytkiem auto za 1zł,-, jest Seat Marbella. Opisywana wyżej kilka razy, wersja 850cc OHV z 4 biegową skrzynią. Auto składak, 1988/1993, gdzie młodsza jest tylko jej tożsamość. Wóz jest z 88r. I dobrze bo ma jeszcze Pandowskie kielichy, amorki i poduszki przednie i mało fałwejowskich patentów. Ma też instalację LPG Lovato 1 generacji… Poza tym prawie nie ma podłogi i progów, krzywe drzwi i rozklekotane wnętrze… ale wierzcie mi lub nie – ze wszystkich moich Pand to właśnie ona jeździ najfajniej. Bzyczenie silniczka i pierdzik tłumiczka z tyłu… miodzio. Chodzi równiusio, żadnego kichnięcia… pali na gazie i na benie… Na gazie nawet w mrozy… brynk i jedzie. Od kopa. Od ćwierć obrotu.
    Delektuję się tym zespołem napędowym.
    Mam w kolekcji Zastavkę750 z 66r i jej brzmienie odnajduję właśnie w Belli. W sumie nie dziwota bo silnik 843cc z Belli to tylko nieco rozwinięty 767cc z Fiata 600D / Zastavy 750.
    Marbella była za friko. Miała podłużyć jako dawca instalacji LPG do innego mojego wynalazku – Fiata 900T (minibusik potomek Multipli z lat 50)! Ale jak to bywa z prowizorkami.. żyją długo i zazwyczaj nie chcą się popsuć.
    Finał będzie taki że 4×4 Country Club chyba zostanie sprzedana a Bella doczeka się nowego życia w nowej karoserii. Żal ją uśmiercić. Póki co to najlepszy zimowy dupowóz, choć buty nieraz w błocie bo przez dziury w podłodze i progach leci już błoto…

    Dużo napisałem… Mogę jeszcze więcej. Panda od lat jest w moim życiu obecna. To zakon, religia, styl życia, ikona podróży, małych i dużych.

    Dodam jeszcze tylko, że w roku 1999 kiedy już dni Fiata 126p były policzone, wraz z redakcją MOTORu i red. Pawłem Kasprzyckim oraz ówczesnym rzecznikiem FAP – Bodusławem Cieślarem spowodowaliśmy niemały zamęt w Fiacie. Otóż po moim artykule w MOTORze na temat Pandy Selecaty i kolejnym, pokazującym uchwycone przeze mnie na Żywiecczyźnie kolumny nowiutkich wówczas Pand Hobby, Young i Trekking z napisami na bokach (Fiat Panda – test auta FIAT), Fiat Auto Poland poważnie zastanawiał się nad przywróceniem – tak przywróceniem (!), bo Panda była pomysłem dla Polski z roku 1978 !!! – produkcji tego auta w Polsce jako zastępnika Malucha.
    Problemem okazał się jednak fakt, że nie byliśmy wtedy w UE. Kooperanci zakładów w Melfi gdzie były produkowane Pandy, mieli swoje fabyczki wszelakich części i dupenszwanców właśnie w Italii. Tylko lusterka wsteczne były brane z Polski oraz silniki 900 i opony. A ponieważ nie byliśmy w UE to byłoby na to wszystko cło. W efekcie taka „polska” Panda kosztowałaby więcej niż Uno 1,4SPI i to w najtańszej wersji Young 1,1MPI (Tak tak MPI – Panda od roku 2000 miała tylko silnik 1108MPI – była mułem dla Seicento i Punto oraz Grande Punto). Wersja Hobby 1,1MPI byłaby w granicach ceny Punto Sole a Trekking 4×4 kosztowałby tyle co wypasiona Brava. Kto by to kupił…? Ano byli i tacy! Po publikacji pomysłu w MOTORze do redakcji spłynęły setki listów. Byli chętni którzy deklarowali kupno nawet 5 egzemplarzy na raz!
    Niestety ówczesne władze Fiat Auto Poland zadecydowały inaczej i pojawiło się na rynku Uno 899cc – czyli coś co szybciej gniło niż jeździło. A szkoda…

  40. Dodam jeszcze, że prezentowany egzemplarz to wersja Eleganza ale ma założoną nieoryginalną kierownicę z Cinquecento oraz felgi aluminiowe Cromodora które były owszem dedykowane dla Fiata ale Uno i Ritmo. W miejscu zegarka ma zaślepkę z przyklejonym bazarowym termometrem.

Comments are closed.