Złomujemy samochody: jak niszczy się nowe auta

Niedawno zamieściłem na moim fejsbuczku wpis o tym, że fabrycznie nowe Mazdy uszkodzone w transporcie zostały przeznaczone do zniszczenia, ponieważ naprawa jest nieopłacalna, a ubezpieczyciel wypłacił już odszkodowanie. Tym samym firma ubezpieczeniowa stała się właścicielem uszkodzonych pojazdów, a w najlepszym jej interesie jest to, ażeby żadna część w nich użyta nie mogła być już nigdzie i nigdy wykorzystana ponownie. Nie bardzo wiem dlaczego, ale ponoć tak jest i już.
Wrzucony obrazek wzbudził skrajne reakcje. Niektórzy twierdzili np., że winny jest… kapitalizm. To oczywiście prawda. W socjalizmie nic się nie marnowało, bo niczego nie było. Trudno zmarnować nowy samochód, skoro go fizycznie nie ma. Były też oskarżenia o mój „nieprzemyślany i krótkowzroczny komentarz”, a nawet publiczne cofanie lajków. Ostatecznie temat został przeklejony na finanse.wp.pl, gdzie żył swoim życiem, a komentarzy stamtąd nawet nie próbowałem czytać. Ale ponieważ temat „zażarł”, to postanowiłem pociągnąć go dalej, zwłaszcza że otrzymałem na maila ciekawy materiał zdjęciowy – ale o tym za chwilę.

Myślałem dłuższy czas o tym, w jaki sposób utylizuje się te nowe samochody. Czy to jest tak, że ktoś je komisyjnie demontuje na części, a te części wracają na produkcję? W samochodzie jest np. nowy silnik z zerowym przebiegiem. Nowe opony, felgi, hamulce, fotele itp. – te rzeczy rzadko kiedy są uszkodzone. Uszkodzona jest zwykle blacha. A może, o mój borze, dzieje się tak, że cały, kompletny samochód idzie do zgniatarki tak jak stoi? Albo raczej do strzępiarki. Wszystko jedno.

Nie.

Jest znacznie gorzej.

Michał Z. przysłał mi zdjęcia z 2007 r. z „utylizacji” Toyot Camry, które zostały delikatnie uszkodzone w transporcie. Miały wgniecenia na dachu – nic, czego nie dawałoby się naprawić. Zapewne źle je zapakowano. Najwyraźniej jednak doszło do tej sytuacji, o której pisałem wcześniej: ubezpieczyciel kazał je na wszelki wypadek zniszczyć. Tyle że w przypadku Mazd z fejsbuka trzeba było to sobie wyobrazić, tutaj cały proces został udokumentowany i zaraz mu się przyjrzymy. Z DETALAMI.

No cóż, zaczynajmy. Ostrzegałem Was.

Samochody przyjeżdżają na lorze. Odbywa się weryfikacja stanu i rozładunek.

Wszystkie te auta są zakwalifikowane jako uszkodzone.

Jedno z uszkodzeń transportowych – naruszona folia ochronna, prawdopodobnie porysowany dach.

Silnik 2AZ-FE. Miałem auto z tym silnikiem. Bardzo fajny, trochę żre olej, ale i tak super. Trzeba lać 5W30 a nie 5W20.

Inne uszkodzenie – wgnieciony dach. Przypomnijmy: te samochody zostały przeznaczone do zniszczenia w całości z powodu tych wad.

Inne ujęcie

Na początek rozbijane są szyby.

To po to, żeby można było przewieźć auto na widlaku.

Pracownik tnie na kawałki elementy wnętrza za pomocą diaksa. Przypomnijmy: to nowy samochód. Te wszystkie elementy nadawały się do ponownego wykorzystania.

Przygotowanie drugiego auta: wyrywanie szyby.

Łycha od koparkoładowarki miażdży kolejne elementy karoserii i galanterii zewnętrznej. Każdy element musi zostać uszkodzony w sposób nienaprawialny.

Tu przykład wzorcowo zniszczonego błotnika.

I drzwi.

Słupek dachowy. Widoczne zniszczone elementy wnętrza.

O, została ta mała szybka. To się rozbije później.

Profesjonalnie zniszczone wnętrze – nawet szybka od panelu centralnego została stłuczona. Ten samochód ma zerowy przebieg i został wyprodukowany zaledwie kilka miesięcy wcześniej.

Tu widać jak w boczne drzwi wbijane są zaostrzone elementy łychy od koparkoładowarki – widoczne ślady. Inaczej któryś element mógłby nadawać się do wyklepania, a tak…

Zniszczona tylna półka i system nagłośnieniowy.

A te wewnętrzne lampy to co? Czemu zostały?

Przechodzimy do najciekawszej części: niszczenia osprzętu pojazdu. Każda felga musi być pokruszona albo zgięta, albo rozerwana. Przypomnę że mowa o nowych felgach, które mogły wrócić „na produkcję”.

Wszystkie felgi zniszczone. Opony zostaną pocięte na kawałki.

I na stertę.

Zapada wieczór. Udało się zniszczyć już 4 auta. Hura! Dobra robota!

Pracownik za pomocą wielkiego dłuta rozbija fabrycznie nowe akumulatory.

Teraz już to widzieliście i wiecie.
I teraz sami możecie odpowiedzieć sobie na pytanie, kto jest winny. Może KAPITALIZ a może firma ubezpieczeniowa, a może producent? A może przepisy UE? A może po prostu należy – mimo mojej naturalnej skłonności do deregulacji – uregulować tę kwestię prawnie i zabronić niszczenia fabrycznie nowych rzeczy?
Ja mam tylko jedno przemyślenie: nie żyjemy już w gospodarce niedoboru albo nadmiaru: żyjemy w gospodarce roszczeń. Najdroższą rzeczą nie są dobra, które możesz wyprodukować i sprzedać, tylko roszczenia innych ludzi względem ciebie – są one na tyle drogie, że aby oddalić nawet najchudszą szansę na ich powstanie opłaca się niszczyć nowe, drogie przedmioty, jak samochody. A w Wielkiej Brytanii, żeby wyprowadzać komuś psa na spacer, musisz wykupić ubezpieczenie od roszczeń tej osoby, w razie gdyby pies wpadł pod double-deckera.

Udostępniajcie ten wpis, niech ludzie wiedzą jak korporacje marnotrawią pracę swoich pracowników.

← Previous post

Next post →

89 Comments

  1. Ja bym ten materiał zadedykował wszystkim spuszczającym się nad tematem ekologii i nowych samochodów.

  2. Andrzej

    Mam ambiwalentny stosunek do tej sytuacji. Owszem z jednej strony najzwyczajniej w świecie szkoda aut. Zwłaszcza że uszkodzenia są minimalne. Ale z drugiej jeśli takie zniszczenia liczy się w promilach całej produkcji to może faktycznie taniej zniszczyć? Żeby części wróciły na produkcję trzeba je zdemontować, skatalogować, przetransportować. A to kosztuje. Z trzeciej strony można je sprzedać taniej. Tylko trzeba by napisać nową umowę gwarancyjną dla każdego osobno. A to kosztuje. No i straty wizerunkowe spowodowane sprzedażą aut drugiego sortu. Ciężko wydaje mi się jednoznacznie ocenić ten proceder.

  3. To nie było wgniecenie dachu tylko przy drzwiach i słupku środkowym.

    Rysy w transporcie się naprawia i lakieruje ponownie. Natomiast trzeba unikać sytuacji jak u grubasa gdzie kupił fokusa z wypłaconym odszkodowaniem a ktoś jeszcze raz mu go sprzedał nie?
    I potem trzeba było skorzystać z gwarancji.

    Do tego jak ubezpieczalnia zapłaciła za te auta to może robić co się żywnie podoba. Nie jest sprzedawca używanych opon i felg (założone opony to używane opony, co jak taka komuś pęknie kiedyś – pozew). Jak bardzo wkurzają ludzi praktyki ubezpieczalni przy szkodzie całkowitej ze pozostałości są warte xxxx wypłacamy yyyyy-xxxx. Tu powinni robić tak samo? Wypłacili całość resztę skasowali. Jakby te auto było złamane na pół to procedura byłaby identyczna ale może bardziej uzasadniona na zdjęciach.

  4. Marek Jarosz

    Ja bym chętnie kupił taką Camry, z delikatnie pogniecionym dachem, za powiedzmy 50% ceny. Taki salon Toyota Outlet.

  5. Zasadniczo, to ktoś końcu za te samochody zapłacił, więc może sobie z nimi zrobić co chce. A, że w interesie tej firmy jest utylizacja, a nie odsprzedaż, to jest zupełnie ich sprawa.

  6. Wyglada to strasznie, ale nie wiemy tez ile takich egzemplarzy trafia do obiegu. A jakieś trafiają bo kiedyś mój zaufany mechanik vel. handlarz wyhaczyl nowiutka Corsę C z takiego transportu gdzies w Belgii czy Holandii. Przejechane miała 13 fabrycznych km a miała tylko rozbity przedni zderzak bo lora wleciała do rowu czy cos. Matka przez dobrych kilka lat ją ucierała 😉

  7. Pracuje w mercedesie , dzieje sie tak samo z nowymi częściami zniszczonymi w procesie logistycznym. Nowiutkie drzwi za pare tyś porysowane (które i tak się maluje bo zawsze są tylko z podkładem) trzeba komisyjnie niszczyć . Kiedyś wracały do obiegu przez pracowników ale kiedy jeden z pracowników nie był zainteresowany pobraniem pensji bo na częściach miał 10 razy więcej zaczęli je komisyjnie złomować

  8. Kompletni amatorzy. Tutaj materiał poświęcony mazdom „uszkodzonym” podczas transportu morskiego (ponoć uszkodzenie w ogromnej więksozści polegało na tym, że auta przez dłuższy czas znajdowały się w pozycji odchylonej od poziomu).
    https://www.youtube.com/watch?v=JcpiF51gJRE
    Prawie 5000 aut zniszczonych na gruby hurt, szybko i profesjonalnie. Wystrzelanie poduch, spuszczanie płynów, demontaż kół, zgniatarka, strzępiarka. Dziesiątki na godzinę. Z wnętrzami, szybami, po całosci.
    Wykonanie inne, ale podobna historia – nieprzebrane ilości fabrycznie nowych i zafoliowanych części na przemiał.
    Najbardziej zdumiewający jest casus kół. Ja rozumiem, że demontaż wnętrza to czas. Producent może sobie też nie życzyć powrotu na rynek wtórny fabrycznie nowych części, ba, blachy pod kolor. Ale czemu niszczy się nowe koła z oponami, które i tak są demontowane z aut? Po co niszczy się same opony, zdejmowane z alufelg? Taka opona czy koło na stalaku mogą przecież być zamontowane do innego auta niż Mazda. Chciałbym zobaczyć na żywo tego człowieka, w którego głowie powstają takie scenariusze.

  9. benny_pl

    normalnie jak za komuny… jak chcialem kiedys kilkanascie lat temu odkupic „skasowany” magnetofon szpulowy i Radmora z osrodka wypoczynkowego, to powiedzieli ze nie wolno, oni musza to spalic wszystko w ognisku i pokazali ze juz sterte radioodbiornikow tam spalili…

    starszy znajomy opowiadal tez ze widzial jak, jak Ruscy po wygranej wojnie palili nowe Harleye ktore Amerykanie przysylali w ramach pomocy z walka z niemcami, tyle ze wszelki ten sprzet mial do nich z powrotem wrocic po wojnie, a Ruscy jak to Ruscy, nie beda przeciez „wrogowi” nic oddawac… tyle, ze z Ruskimi jest o tyle dobrze, ze za flaszke sprzedadza wszystko, wiec co sprytniejsze chlopaki zamieniali sie z nimi za flaszki na te motory, ale i tak troche ich spalili, no bo cos musialo zostac spalone…

    a co do Toyot – to albo strasznie glupi ten wlasciciel zlomu, albo mial nad soba jakas straszna kontrole i nie mogl nic wskurac, ale z tego co widze, to jednak nie taki glupi, bo poniszczyli owszem te auta z wierzchu, ale to co najwazniejsze – czyli zespoly napedowe zostana pewnie po cichu zdemontowane – widac, ze przody sa tylko lekko poobijane, zeby nie zaszkodzic glebiej :)

  10. @Andrzej, przecież nie trzeba tych auta klepać i sprzedawać jako pełnowartościowe. Z takiego ze zniszczonym dachem można było uczciwie całą resztę rozmontować i np skierować do ASO, gdzie sobie te graty powkładają uczciwie podczas napraw. Nie widziałbym nic zdrożnego gdyby w ASO włożono mi silnik, albo chłodnicę z zarysowanego w transporcie nowego auta. Skoro karoseria została uszkodzona to zniszczyć samą łupinę, a całą resztę legalnie re dystrybuować przez ASO. Przecież sama firma ubezpieczeniowa mogłaby uzyskać duży zwrot kosztów ze sprzedaży rozmontowanego auta – sprzedawanie części z demontażu nie jest przecież zabronione. Z drugiej strony i tak nie rozumiem tego świata, więc może tak musi być.

  11. W Najjaśniejszej Rzeczypospolitej takie rzeczy się nie dzieją. Po burzy z gradobiciem (w 2012) Fiat wyprzedawał w Bielsku całkiem sporo aut z wgniotkami. Ale oni mieli te auta już zarejestrowane chyba.
    Zniżka wynosiła bodajże 30% od ceny katalogowej + stałe 1500 zł za naprawę w warsztacie z którym mieli umowę.

    Więc Fiat = ekologia! (takbyło) (taktrzebażyć)

  12. wiwerest

    Ekologia pełną gębą… Brak słów po prostu. A to niby mój 25 letni golf 2 1.6D był nieekologiczny. Już nawet pomijając fakt ile co kosztuje jako produkt. Ale ile energii zostało zmarnowane żeby cały ten samochód wyprodukować, żeby ulepszyć stal, żeby wytworzyć super wytrzymałe stopy na elementy nośne pojazdy jak słupki chociażby. Cały energochłonny proces na marne.

  13. Znam filozofię toyoty i się z nią zgadzam. Przynajmniej na etapie produkcji. Żadna wadliwa część nie może zostać wykorzystana zarówno w produkcji jak i w obrocie wtórnym. Chodzi o bezpieczeństwo, renomę marki itp. I tak na przykład uczestniczyłem w złomowaniu (po wcześniejszym celowym uszkodzeniu) kilku palet przepustnic do silnika z podejrzeniem drobnej wady – nie z wadą, a z podejrzeniem. I to jest OK i to można zrozumieć.
    Natomiast tu mówimy o gotowym produkcie, który w żaden sposód nie jest mniej wartościowy z technicznego punktu widzenia. Chodzi tylko o wadę estetyczną. Przecież możnaby zainkasować odszkodowanie i w serwisie pomalować dach i sprzedać auto za niższą cenę informując o tym klienta.
    Zgroza!!!

  14. Może dałoby się uzyskać komentarz polskiego przedstawicielstwa Toyoty?

  15. Moim zdaniem wielkie koncerny się na to decydują, bo skala problemu jest znikoma i wdrożenie procedur- transport samochodu do fabryki, rozebranie go, oddelegowanie i przeszkolenie w tym celu pracowników, wcale nie musi być tańsze niż zniszczenie kilku-nastu-dziesięciu aut raz na rok.

    Dla producenta jest to jedynie strata w wysokości kosztu produkcji kolejnego egzemplarza + koszty zniszczenia, a to przeważnie jest mniej niż połowa ceny „cennikowej”.

    Z jednej strony przykro na to patrzeć, ale z drugiej korporacje szokując nas w ten sposób blokują pole do powstawania miejskich legend. Rynek samochodów nowych jest bardzo specyficzny i pojawienie się plotek, że w salonach danej marki pojawiają się klepane auta mogłoby przynieść znacznie większe starty wizerunkowe niż komisyjne zniszczenie kilku pojazdów.

    Ciekawym rozwiązaniem wydaje mi się pomysł Marka z samochodowymi outletami- możliwość zamówienia samochodu z udokumentowanymi uszkodzeniami, ze stosownym rabatem. Z powodzeniem funkcjonuje to w przypadku laptopów często po kilkanaście tysięcy złotych (Dell Outlet, Apple Certified Refurbished).

    Niestety znowu widzę problem- popatrzcie jak takie działania mogą zdestabilizować rynek samochodowy. Za 70% ceny katalogowej większość kupi nową Corollę z wgniotką na dachu, a nie roczny samochód z rynku wtórnego. Ceny rocznych, używanych samochodów musiałyby jeszcze bardziej spaść, to mogłoby znowu zniechęcać do zakupu nowych, a to jest producentom bardzo nie na rękę. Przy 90% ceny katalogowej- nikt nie kupi auta z wgniotką, bo 10% upustu to można często wynegocjować przy zakupie nówki.

    Miał być krótki komentarz napisany na kiblu, wyszła mała rozprawka 😃 Dziękuję za uwagę 😃

  16. Cham w Audi

    Daewoo jakoś nie miało tego problemu. Sprzedawali taniej auta z felernym lakierem i nikt nie płakał. Nie wystarczyłoby żeby klient podpisał glejt że ma świadomość wad i w związku z tym nie będzie w przyszłości wnosił roszczeń?

  17. Ziuta200

    Jeżeli po wypłacie odszkodowania auta stają się własnością ubezpieczyciela to sytuacja jest jeszcze dziwniejsza i „coś więcej” musi za tym stać, musi być jakieś drugie dno. Ubezpieczyciele wszak – przynajmniej w Europie – chętnie sprzedają auta po szkodzie całkowitej różnym Cytrynom i Gumiakom, którzy potem zwożą je do Polski i naprawiają, ewentualnie tną na ćwiartki i sprzedają części. Dotyczy to aut używanych; dlaczego nie miałoby dotyczyć nowych? Nie znam ubezpieczyciela, który pogardziłby jakimkolwiek groszem; na całym świecie są też panowie typu C&G, którzy części z takich aut sprzedadzą. Nie uważam też, żeby producent działał racjonalnie niszcząc choćby te koła z oponami – przecież to można bez problemu przemontować. Za procederem musi stać coś innego – coś, co jest dla nas ukryte, o czym nie wiemy. Nie żaden spisek – a prawdopodobnie jakaś durna regulacja prawna; której treści nie znamy, a która zmusza wszystkich do nieracjonalnych działań. Prawo często zmusza do działań nieracjonalnych – pusta ulica, pada deszcz, a człowiek stoi i moknie zamiast przejść przez tą ulicę (.. bo światło czerwone świeci się).

  18. KotaRobota

    Fiat akcje typu gradobicie ma we krwi.Juz kilkukrotnie sprzedawali auta z upustem, a to po gradzie palioloty-kupiła je kiedys firma w której pracowałem.Jak wgniotki to ogarneli to nawet nie było tragedii.Zresztą Fiat to miał swoich fachowców od wgniotek.

  19. Dziękuję za poranne podkręcenie! To było mocne, jestem wkurzony i chcę naprawić ten gnijący świat! Wiem, że to tylko przedmioty, materia ale aż mnie ciarki przechodzą jak patrzę na te zdjęcia. Też tak macie? Myślę, że to naturalny odruch na widok bezmiaru zła i głupoty. Ostatnie zdanie Sz.P. Złomnika najlepiej puentuje to co myślę : „Udostępniajcie ten wpis, niech ludzie wiedzą jak korporacje marnotrawią pracę swoich pracowników”.
    Nie wiem czy to prawda ale kiedyś przeczytałem, że przy obecnym poziomie technologii wystarczyłoby, żeby każdy człowiek pracował tylko jeden dzień w tygodniu (czy jakoś tak), żeby zapewnić sobie w miarę przyzwoite życie (bez żadnych rewelacji). Resztę czasu można by przeznaczyć na pracę dla przyjemności, rozrywkę itp. Komu zależy żeby tak nie było?

  20. Tylko kto zapłaci te 10-15% mniej za brak gwarancji? Ja nie.

    Jak nagle toyoty masowo zaczną się psuć na skutek wzmożonej sprzedaży wadliwych (i często niefachowej naprawy) to zła fama pójdzie za producentem. Postronna osoba nie będzie pytać czy to z „outletu” czy normalnie kupione auto.

    Nikt na takie auto nie da 50% rabatu bo zaraz znajomi sprzedawców będą takie auta kupować (szkody będą widoczne dopiero po dojechaniu auta do dealera) i producent będzie w plecy (najbardziej wizerunkowo).

  21. benchi: a co ma do tego polski przedstawiciel Toyoty? Samochody są własnością firmy ubezpieczeniowej i sobie mogą z nimi robić co chcą.

  22. No ale owszem, spokojnie można powiedzieć że winny jest kapitalizm, co nie znaczy że socjalizm radziłby sobie z problemem lepiej (idealnie kulisty owszem, poradziłby). Ale „lepiej zniszczyć niż sprzedać tanio” to stara śpiewka kapitalizmu realnego. W tym przypadku producent i ubezpieczyciel uważają, że to bardziej opłacalne niż ryzyko że niepełnowartościowy towar trafi na jakiś rynek. A regulacje UE nie mają jak raz nic do rzeczy. To trochę jak z niszczeniem jedzenia przez hipermarkety (w sensie wyrzucanie i polewanie jakimś syfem), też dopiero od niedawna się ze zjawiskiem walczy. Przez te ZUE, socjalistyczne REGULACJE.

    Nawiasem mówiąc w PRL też tak potrafiono, póki były zasoby. Był zapis że autobus ma jeździć 10 lat, to po 10 latach z rozdzielnika przydzielano nowy a stary na złom (oczywiście wykonanie też było peerelowskie, więc w praktyce niewiele na tenże złom trafiało).

  23. Autosalon

    W polskich warunkach wygląda to tak(przynajmniej u nas): Auto uszkodzone bardzo- wraca do importera. Auta uszkodzone mniej , czyli drobne uszkodzenia dachu błotników zderzaków są naprawiane. Ląduja jako Demo lub zastępcze. Po tym okresie sa sprzedawane jako używane z oświadczeniem kupującego o otrzymanej informacji o naprawie.

  24. Kiedyś tak nie było. Egzemplarze z wadami wracały do fabryki, poprawioano je, a potem były sprzedawane z upustem. Tak zrobiło np. Daewoo-FSO z jedną serią Lanosów wykonaną na nowej lakierni, gdzie okazało się, że coś nawaliło w procesie i lakier odłazi płatami. Wozy wróciły do fabryki, poprawiono i sprzedano je jako niepełnowartościowe – w sporej części pracownikom fabryki, bo oni jako pierwsi wiedzieli o „okazji”. Sporo z nich wciąż pewnie jeździ, w swoim czasie spora część wozów na osiedlu przyfabrycznym do były właśnie te „okazje”.

  25. Tak dla równowagi: swojego czasu Fiat Auto Poland miał obok salonu firmowego w Bielsku-Białej taka halę w której były wystawione tak właśnie uszkodzone w transporcie Fiaty, Alfy i Lancie i można było je tam kupić taniej. Nie wiem jak jest teraz ale na 100 % tak było …

  26. Ja to widzę tak:
    -poszerzyć automatycznie każdą działalność typu recycling o upcycling (odzysk części i sprzedaż)
    -umożliwić zmianę formalną odpadu w części, a nie tylko w surowiec
    -jakieś fajne ulgi dla zakładów wykazujących taki odzysk
    -kary od WIOŚ za rażące marnotrawstwo
    -jak ktoś chciałby koniecznie coś zmarnować, musiałby to zaznaczyć w umowie i dopłacić
    -mielibyśmy argument dla UE, że jesteśmy eko
    -profit

  27. Żeby było jasne – po zdjęciach widać ewidentnie, że to działo się u nas w Polsce, a pani z panem (pewnie z firmy ubezpieczeniowej) wszystko nagrywają, żeby nikt nic nie zakombinował. Niestety tak funkcjonuje „wielki biznes”. Jak to musi być źle zarządzane, że nie opłaca im się sprzedać tego na wolnym rynku jako uszkodzone.

  28. Fajnych ubezpieczycieli mają, jeśli otrzymują pełną wartość pojazdu. Fiat pewnie nie miał tak dobrych opcji i musiał sprzedawać uszkodzone wozy, żeby nie być stratny.
    U nas jak walniesz dzwona i masz całkę to Ci jeszcze wartość pozostałości odliczą i można sobie ten złom sprzedać czy postawić w salonie. Ale Polska to dziki kraj, gdzie można kupować za grosze części z rozbitków i nikt się nie przejmuje jakimiś roszczeniami, bo widziały gały co brały.

  29. Moim zdaniem kluczowe są tutaj zapisy umowy ubezpieczenia. Japończycy (Mazda, Toyota, itd…) zapewne wynegocjowali tak zapisane kontakty z firmami ubezpieczeniowymi, że zgłaszają szkodę, ubezpieczalnia wypłaca 100% wartości aut a w zamian za to uszkodzone pojazdy przechodzą na ubezpieczyciela. Z jakiegoś względu (nie wiem jakiego) ubezpieczalnia ma obowiązek lub w obawie przed ewentualnymi roszczeniami woli samochody bezpowrotnie zutylizować niż np. zrobić wspomniany już w komentarzach upcycling.

    Posłużę się tutaj przykładem z życia. Na początku lat 2000 moja mama miała wypadek Skodą Favorit nie ze swojej winy. Orzeczona została szkoda całkowita ale ubezpieczyciel chciał wypłacić o ile dobrze pamiętam 60% ceny auta i pozostawić nam dość konkretnie uszkodzone auto do naprawy albo sprzedaży „jak stoi”. Naprawa wydała się nam nieopłacalna a suma przyznanego odszkodowania + rynkowa wartość wraku dawała 3/4 ceny auta przed wypadkiem. No więc mama jako właścicielka auta prowadziła kilkumiesięczną wymianę pism z ubezpieczalnią i koniec końców wrak odkupił od nas dealer Peugeota (z którym wówczas ubezpieczalnia podobno miała podpisaną umowę na naprawy powypadkowe) za wyższą cenę niż rynkowa a ubezpieczalnia wypłaciła różnicę do pełnej kwoty ubezpieczenia.

    Po pół roku ktoś dodzwonił się na nasz numer stacjonarny gdyż z komisu 150km od naszego miejsca zamieszkania kupił „naszą” Favoritkę jako bezwypadkową. Najlepszym smaczkiem było to, że zgodnie z telefoniczną relacją ówczesnego nabywcy z umowy wynikało, że nabywca kupił samochód bezpośrednio od mojej mamy (w salonie Peugeota umowa kupna sprzedaży przez kupującego najpewniej podpisana została w 1 egzemplarzu). Facet zadzwonił do nas już po zakupie bo samochód trochę ściągał na prawo…

    Także z jednej strony nie dziwię się, że ktoś podejmuje radykalne kroki aby uchronić się przed ewentualnymi roszczeniami – w szczególności przy postępującej „amerykanizacji” prawa. Z drugiej strony jeśli tak to ma działać to jest to głupie i jest to straszne marnotrawstwo. Moim zdaniem to w interesie ubezpieczalni powinno być to aby jak najwięcej z wartości tych aut odzyskać np. w postaci części zamiennych, które oznaczone byłyby jako pochodzące z auta np. używanego/po szkodzie czy coś takiego i trafiłyby do wtórnego obrotu. Ale w ich interesie to nie jest.

    Ubezpieczalni Toyoty/Mazdy na tym nie zależy bo koszty pewnie sobie ściągnie z ubezpieczenia firmy transportowej, której składka podskoczy za rok o X%.

    Nie zgadzam się natomiast z twierdzeniem, że nikt by nie kupił tych aut jako niepełnowartościowych. W mojej rodzinie był wcześniej jeden taki przypadek ze Skodą Fabią uszkodzoną na placu dealerskim i malowanymi drzwiami. Ja sam mam teraz Mitsubishi, które już z salonu wyjechało z dwoma elementami naprawianymi (maska i drzwi). Gdybym taką Camry mógł kupić z rabatem ok. 15-20% – zrobiłbym to w ciemno.

    Co do niszczenia pełnowartościowych rzeczy, podobnie było z ubraniami z przemytu lub podrabianymi. Kiedyś były komisyjnie niszczone, później ktoś wpadł na to aby bezpłatnie przekazywać je np. do noclegowni pod warunkiem usunięcia podrobionych znaków firmowych. Z tymi samochodami też nie widzę powodu, dla którego nie mogłyby trafić na rynek w kategorii używane/po naprawie z odpowiednio niższą ceną a ubezpieczalnia pokrywałaby tylko różnicę w stosunku do produktu pełnowartościowego. Przecież to nie jest stłuczony wazon czy filiżanka.

  30. Mariusz

    Tylko pośrednio związane z tematem, dlatego cytuję:

    „Gdyby nadwyżkę kopalin zużytych do wytworzenia marnowanego przez nas z lenistwa i wygody paliwa i energii elektrycznej, a także zbędnych przedmiotów, wpuszczać co wieczór do naszej sypialni w postaci spalin w ilościach ekwiwalentnych do tych uwolnionych do środowiskach przy ich produkcji, nauczylibyśmy się funkcjonować oszczędnie w czasie 1 doby. ”
    Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia!

  31. Autosalon – ale to są właśnie zdjęcia z Polski przecież.
    Inna sprawa że laweciaże czasem sami naprawiają na szybko fury trzaśnięte w transporcie i salon nawet nie wie że ma fure szpachlowaną na placu :-)

  32. Z Polski, ale chyba ze wcześniejszego etapu (producent-importer, a nie importer-salon). To i uzgodnienia zapewne inne.

  33. „Jeśli uszkodzenia pojazdów
    powstały podczas transportu morskiego, to uszkodzenia mogą być tylko pozornie powierzchowne. Jeśli doszło do zalania pojazdów słoną wodą, to mogą wyglądać dość ładnie (na razie), ale mogą być nie do uratowania – korozja elementów nośnych nadwozia, oraz elektroniki jest nieunikniona – nikt nie weźmie na siebie odpowiedzialności za np. samoczynnie odpalające poduszki powietrzne, czy nagłe zwarcie w układzie elektrycznego hamulca postojowego, który zblokuje koła podczas jazdy po łuku autostrady…”

    Komentarz z fiananse.wp.pl, brzmi dosyć sensownie, może te 3 i 6 które sprzedawała Mazda tak okrutnie gnijące były po takim potopie, więc teraz utylizują żeby nie tracić na wizerunku 😀

  34. Fachman

    Przy produkcji samochodów ŻADNA uszkodzona część nie może być zamontowana na linii. Nawet część która spadnie na posadzkę, niezależnie czy mogła się uszkodzić czy nie, jest automatycznie blokowana i przeznaczana do likwidacji. Ukazane uszkodzenia dotyczą dachu i ramy czyli niewymiennych elementów karoserii. Takich uszkodzeń nie naprawia się w fabryce, co dopiero w salonie docelowym do którego auto jest wysyłane. Poza tym wyobraźcie sobie co by się stało gdyby klient wykrył, że jego nowy samochód miał naprawiany element ramy samochodu. No właśnie – koszty szrotowania nawet nowych samochodów są niczym w porównaniu do potencjalnych strat do jakich mogłoby prowadzić wypuszczanie na rynek aut o nieodpowiedniej jakości, z elementami mogącymi stanowić zagrożenie (np. w przypadku wypadku) czy wykazującymi zbytnią podatność na upływ czasu lub warunki atmosferyczne (ogniska rdzy w miejscach napraw głebokich warstw lakierniczych, puszczające klipsy w związku z użyciem części z odzysku itp.). Poza tym koszty logistyczne odesłania uszkodzonego auta z powrotem do fabryki. Powodów jest wiele i globalnie szrotowanie jest tańsze.

  35. Niech niszczą i gniotą . Ale silniki wnętrze i reszta podzespołów mogłaby pójść na odzysk . Przecież mogliby śmiało handlować to jako nowe.

  36. Jeśli samochody były faktycznie krytycznie uszkodzone tak jak niektórzy broniący tej decyzji próbują krzyczeć, to chociaż zezłomowane mogłby by być z resztkami poszanowania dla środowiska… Oczywiście na koszt winnej osoby. A tu widzimy nieprzetwarzalny miks tworzyw sztucznych, metali i innych substancji bez żadnego sortowania, który nie ma szans na powtórne użycie. Dramat :(

  37. To, że producent otrzymał odszkodowanie za cały samochód i więcej go nic nie obchodzi to rozumiem, ale dlaczego ubezpieczyciel nie może sprzedać go dalej jako uszkodzonego, po obniżonej cenie?

    Swoją drogą żyjemy w świecie, w którym niszczenie sprawnych działających rzeczy jest przyjętą normą, pamiętam, że w latach późnego PRL-u na złomach stały samochody skrajnie zniszczone/wyeksploatowane – takie, których już po prostu nie dało się doprowadzić do stanu używalności, obecnie z dowolnego szrotu większość pojazdów mogłaby wyjechać o własnych siłach.

  38. Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz – zdjęcia ewidentnie zrobione w Polsce (chociażby ze wzg. na Żuki i Polonezy w tle), natomiast ta wersja Camry chyba nie była oficjalnie sprzedawana w naszych salonach (światła wskazują na wersję amerykańską). Powstaje zatem pytanie czy na pewno chodzi o uszkodzenia w transporcie, czy raczej o komisyjne niszczenie kontrabandy, względnie jakiś wałek?

  39. Swoją drogą, w jakimś filmie (Transformers?) wykorzystano sporo nowych fabrycznie samochodów po powodziowych, z które zostały zalane przed tym jak zostały sprzedane (więc już ich sprzedaż chyba była niemożliwa).

  40. @Jerzy

    „ale dlaczego ubezpieczyciel nie może sprzedać go dalej jako uszkodzonego, po obniżonej cenie?”
    Najwyraźniej się umówili z producentem, że nie będą mu robić konkurencji.
    Tak Działa Wolny Rynek(tm).

  41. Czy na pewno w tym przypadku zniszczyć kazał ubezpieczyciel? Bo mi to jednak wygląda na producenta, który: a) z powodów wizerunkowych nie chce mieć ,,jesiotra drugiej świeżości”; b) pomysł rozmontowania samochodu i wprowadzenia zdatnych części na linie mógł powstać tylko w głowie osoby która nie pracowała w dużej firmie / z automatycznym montażem. Koszty logistyczno-organizacyjno-jakościowe pozbawiają taki pomysł jakiegokolwiek sensu. W przypadku ubezpieczyciela który nie zajmuje się ,,detalem” też mogę sobie wyobrazić, że taniej jest mu wrzucić samochód do ,,śmieci” niż organizować osobną akcję sprzedaży, bo zrobieniem takiej aukcji musi się ktoś osobno zająć , a do ”śmieci” ma już podpisany kontrakt ramowy ze stałą ceną np. od tony …

  42. Przypadkiem znalazłem w temacie:
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Schrottplatz_aurich.jpg
    Dlaczego złomowali nowe Audi?

  43. Z jednej strony serce boli, z drugiej rozumiem wiele kwestii.
    1) na pewno rozumiem ze punkt recyklingu wszystko niszczy etc – robiliby coś inaczej to by ubezpieczyciel przestał dostarczać im nowe auta (dosłownie) i by nie zarobili
    2) producent jak dostał kasę to rzeczywiście może mieć to w nosie. Ma sie zgodzić aby te cześci trafiły na rynek ? To sie mu nie oplaca – przeciez żyja ze sprzedaży cześci…
    3) punkt ze kazdy z nas by kupił takie auto, podpisał papiery ze jest świadomy etc. W praktyce 99% takich kupowaliby hurtownicy, handlarze a potem sprzedawali jako bez wad.
    4) puszczone do internetu zdjecie auta danej marki z rdzewiejącym dachem etc to bardzo duza strata…
    5) pozwy etc auto miałoby wypadek etc pozwanie ze ktoś wypuścić do sprzedaży wadliwe etc. Odszkodowanie typu 10 mln dolarów dla 1 poszkodowanego i wychodzi ze taniej jednak złomować
    6) jesli auta zostały zalane lub nawdychały sie wody z solą morską to naprawdę słabo bedzie z nimi…

    Z drugiej strony rynek zupełnie inaczej działa jak Kowalski ma wypadek i auto jest do kasacji. Kumpel sprzedał wraka + dostał kasę z ubezpieczalni i suma wynosiła prawie tyle co był warty ten samochód przed wypadkiem…
    Do tego ubezpieczyciel wycenia zawsze koszt naprawy po tanich czesciach etc

    Reasumując: nie istnieje jedna logika. Tyle ile stron tyle „logik” i każdy de facto może miec racje, swoją racje…

    Jak patrzy się na te auta to de facto wychodzi jaka jest ich prawdziwa wartość. Jak widać jest niska.

    Auto w salonie za 80 tys zł ile kosztuje w samej produkcji + statek ? Sam VAT 23% robi już swoje. 20, 25 tys ?

  44. wiesław paleta

    Kiedyś na złomniku pe el wypowiadał się imć „Szkodowiec PZU”, może by rzucił trochę światła? Ze swego korpo doświadczenia w centrali jednego z największych ubezpieczycieli w kraju, mogę rzec że są realizowane aukcje pojazdów przejętych na własność firmy. Kieruje się je do pracowników, są tam pewne ograniczenia, ale jakoś to działa. Inna sprawa, że najczęściej występuję pojazdy odzyskane po kradzieży. Firmie nie opłaca się niszczyć czegoś, na czym może odrobić część wypłaconej kwoty – to się księguje w przychody.

  45. Pawołek

    Tu trzeba rozgraniczyć sytuacje:
    1) Fiat, o którym piszecie zapewne rozsprzedawał posiadane przez siebie gdzieś na placu przyfabrycznym auta po gradobiciu (minimalizował szkodę).
    2) W przypadku, gdy pojazdy są uszkadzane np. w transporcie morskim wówczas umowy ubezpieczenia mogą być tak skonstruowane, że mają zapisane niszczenie mienia po wypłacie odszkodowań. I tyle. Bez wnikania czy da się odsprzedać cokolwiek na „tajle”. Po prostu tak jest skalkulowana umowa ubezpieczenia i tyle.

  46. Wariator Wentylatora

    W zalewie domysłów i pomysłów zwracam uwagę na fundamentalny fakt.
    Koszt produkcji auta aktualnie jest bardzo niski.
    Dzięki zautomatyzowanej produkcji masowej faktyczna wartość pojazdu w Polsce to kilkanaście tysięcy złotych za auto klasy średniej wyższej.
    Cena wyjścjowa jest pochodną danych z docelowego rynku zbytu i nie ma nic wspólnego z techniczną wartością pojazdu.
    Nie wierzycie?
    Jak koncerny z USA po kryzysie „wstały” finansowo w dwa lata?
    Dlaczego żadna kampania serwisowa nie wykończyła producenta?
    Zapomnieliśmy już jakie g#&@inne auta sprzedawano w Polmozbytach za nieprzystające do wartości sumy.
    Producent tak tanio ma nowy produkt, że ryzyko utraty renomy, ewentualne roszczenia z powodu włamania się z zasad rynku jest za duże.

  47. Po prostu Idiokracja. Już teraz, nie za 500 lat jak krakali.

  48. Zastanawiacie się dzieciaczki wprzężone w ten kretyński system. Ty, sasiad, kasuj moje wpisy o debiliźmie tekstów „polaczki-cebulaczki” a Wy, inni, dawajcie do pieca. Jedni i drudzy oglądajcie dalej TVN24całapradwdacałądobe.

  49. damianyk

    I niech mi któryś teraz odezwie się o ekologii, to nogi z … ehhh

  50. ooo, a to złomowiec Panta w Gdańsku przecież….. Kiedyś odprowadziłem tam na spoczynek mojego Escorta 1.3, nienaprawialne barachło.., do dziś nie mogę patrzeć na fordy

  51. Marcin Jan

    A widzieliście kiedyś jak palili zioło? To jest tragedia a nie tam jakieś auta :)

  52. Nikt nie twierdził, że schyłkowy kapitalizm jest ekologiczny.

  53. Pawian123

    Nie mogę na to patrzec. To jest skandal i dowód na to, że gospodarka już chyba zżarła własny ogon. Nowiutkie samochody myślę, że są niszczone w większych ilościach bo komuś to się opłaca. Dobrze, że złomnik wyciąga takie rzeczy na światło dzienne.

  54. To nie sprawa ustroju, to krańcowy mamtowdupizm. Kupa surowców i energii poszła psu w dupę.

  55. Wadim Szymocha

    Jeśli chodzi o zniszczone Mazdy, to w Ameryce Północnej obowiązuje proste prawo celne. Nowe samochody mogą być importowane tylko przez producenta lub przez firmy posiadające specjalne licencje homologacyjne. Już na statku właścicielem zniszczonych samochodów stała się firma ubezpieczeniowa, która ma dwie opcje export lub kompletne zniszczenie.

  56. polobis

    Jak to obejrzałem a nigdy nie klnę: No kurwa…

  57. Może by tak wysłać to do Toyoty i poprosić o komentarz ?

  58. radarro

    +1 dla komentarza G_K

    Nawet powrót samych gotowych kół z powrotem na montaż u OEM to w takich molochach poważna operacja logistyczna + sprawdzenie ponowne jakości, przepakowanie, mycie, etc. A na końcu I tak ktoś będzie będzie kręcił nosem że to „repack” albo „rework” (pewnie jakiś Senior Quality Manager czy podobny)

    Pozdrowienia z krainy dostawców OEM Tier 1 :)

  59. Ciekawe, że firma, która zrobiła ten bałagan co jest na zdjęciach, sprzedaje na alledrogo części do Camry…
    https://allegro.pl/uzytkownik/PantaGdansk?string=camry&order=m&bmatch=ss-base-relevance-floki-5-nga-hcp-aut-1-3-1003

  60. Dlaczego ekoterroryści nie przykuwają się do tych samochodów.Przecież to ma negatywny wpływ na środowisko.Tak samo jak montowanie w takich samochodach urządzeń niby wpływających na ochronę środowiska a faktycznie je niszczących.Do tego jeszcze podwyższają koszt produkcji i cenę końcową gotowego samochodu.

  61. DarrDarek

    Jak zwykle do głupoty, jak słusznie napisał autor, „gospodarki roszczeń”, niektórzy próbują dopisywać racjonalizujące bzdurę opisy spoza sfery wiedzy o motoryzacji. A to Lucas się martwi o „zalanie wodą morską”. Zalanie bryzą morską dotyczy pewnie milionów aut transportowanych statkami. Zalanie bryzą morską dotyczy setek milionów aut parkujących przy morzach i oceanach. Zalanie dużo bardziej słonym błotem pośniegowym dotyczy w Polsce każdego auta, które jeździ zimową porą.

    A to znów radarro martwi się o szalone koszty logistyki w wykorzystaniu nieużywanych felg i opon. Sprzedaż prywatnym małym firmom nie daje „szalonych kosztów logistyki”.

    Gospodarka roszczeń to narośl rakowa zdegenerowanego prawodawstwa żerującego na upadającej cywilizacji. Dla potrzeb gawiedzi generuje się jedynie szum informacyjny sprawiający, że przeciętny człowiek miota się w sprzecznych bzdurach informacyjnych lub częściej, zawęża się w wybranym „targecie” bzdur propagandowych (na zasadzie: dla każdego coś innego).

    Do tego jeszcze promowanie „wiedzy ze smartfona”, koniecznie bez kształtowania kręgosłupa wiedzy i moralności, bo te ostatnie są nudne i mało migające przed oczyma.

  62. Panowie, co Wy piszecie, że w Polsce byłoby inaczej. A gdzie odbywa się ta rozbiórka ze zdjęć? Czy w innych krajach na złomie stałby Polonez i Żuk? Druga rzecz, co ma producent do samochodów, jak to ubezpieczyciel niszczy? Pewnie umowa jest tak skonstruowana.
    Faktem jest, że takie postępowanie powinno być napiętnowane, a najlepiej karane.

  63. Waldemar

    O mój Boże! Nie BORZE… No chyba że jesteś leśnikiem i chodziło o bór a
    nie o Boga … Wstyd …

  64. W kwestii „jesiotrów drugiej świeżości” i kosztów produkcji znacznie niższych od ceny salonowej pamiętajmy, że kupując nowy samochód w salonie jesteśmy jego którymś z kolei właścicielem – producent/fabryka/importer/salon to różne firmy.
    Kto z was na miejscu importera chciałby zobaczyć na znanym serwisie aukcyjnym kolekcję „lekko uszkodzonych nowych samochodów za bezcen”? Albo stertę części za pół darmo? Stąd też zapewne decyzja o zniszczeniu całej partii tak, aby nic nie trafiło na rynek.

  65. W bonusie: obstawiam że to doświadczenia ze zmartwychwstałymi samochodami które miały ulec kasacji powodują, że teraz procedura kasowania wygląda tak, żeby ani przysłowiowej śrubki nie dało się użyć ponownie. Bo jakby je tak można było rozkręcić na części, to dałoby się i z tych części skręcić z powrotem, niekoniecznie w tym samym kraju.

  66. square626

    Fiaty po gradobiciu pewnie poszły na sprzedaż bo pewnie miały tylko OC. Kto by ubezpieczał bardziej samochody na F ;))
    Nie rozumiem takich akcji i nikt mi tego absolutnie nie wytłumaczy a ponadto dziwi mnie w dzisiejszych ekologicznych czasach, że wszystko ląduje w jednym piecu – plastik szkło guma aluminium czy inne żelazo – to ja muszę (czy tam chcę) segregować śmieci w domu a półtorej tony frakcji suchej nie? A nie można dać żulom te felgi aluminiowe i głowice żeby se sprzedali i poczuli magię tych świąt.

  67. Słona bryza w transporcie morskim – u nas auta po naście lat w takim gnoju 3-4 miesiące w roku jeżdżą. Fakt, gniją, ale jeżdżą. Z tą różnicą, że jazda po solonej drodze jest „z winy użytkownika” i nie spowoduje roszczeń.

    Kupujemy za mało nowych samochodów, więc chyba tylko po to drogi się wciąż soli żeby te stare wozy zgniły szybciej, zamiast powiedzieć „sorry, taki klimat” i dać się ludziom z powrotem nauczyć jeździć w warunkach zimowych.

  68. To nie jest Lohr-a

  69. trochę się dziwię że tak się spuszczają nad tym, to jakaś strasznie jednostkowa rzecz musiała być.
    Inaczej by auta poszły do maszyny, na przykład takiej: https://www.youtube.com/watch?v=x_PyVQmUvzE&t=49s

  70. kcę zaznaczyć, że proceder niszczenia nowych rzeczy odbywa się również w Polsce i dotyczy wszystkiego, czyli dla przykładu:
    zegarki, pralki, lodówki, mikrofalówki, itp., itd.
    robią to nasze złomy. dzieje się to zapewne na mocy umów wielkich sieci handlowych, które niszczą całe partie towaru. opowiadał mi to kolega, który to widział i nie mógł tego przeżyć:-) wszystko jest nagrywane, żeby nikt nic sobie nie wziął.
    temat ciekawy i do rozwinięcia
    pzdr

  71. A mój komentarz zniknął. Brawo. A napisałem, że to nie Lohr.

  72. Zgadza się. Niszczy się nie tylko samochody, ale dosłownie wszystko. Sam brałem udział w czymś takim. Są kamery jak to już opisał @mg. Rzeczy zupełnie nowe, dobre i sprawne. Czasami wyrzucane bo np. kolor zamówienia się nie zgadzał, a nie opłaca się odsyłać sprzętu za granicę. A czasami bóg wie z jakiej przyczyny. Kiedyś zniszczyłem elektronarzędzia akumulatorowe w ok. 20 minut o wartości mojej rocznej pensji. Wszystkie w skrzynkach narzędziowych fabrycznie zafoliowane. Po otwarciu działały normalnie. Inne ciekawe rzeczy – drukarki, monitory. Poza tym masy mniejszych rzeczy – całkiem drobnych pierdółek.

    Duże firmy wyrzucają tego na tony. Dla nich to ułamek zysków. Z ich punktu widzenia zajmowanie się takimi ilościami to zmarnowany czas, w którym pracownik, który musiałby się tym zająć (uprawniony do podjęcia decyzji w tym temacie) wypracowuje wielokrotnie większy zysk zajmując się czym innym.

    Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że te wszystkie śmieci, które powstają przy tym niszczeniu niepotrzebnie zanieczyszczają środowisko. Tajemnicą nie jest przecież, że nie istnieje coś takiego jak 100% odzysk takich zniszczonych odpadów. Np te zniszczone akumulatory w praktyce (a nie teorii z zza biurka) pozostawią pewne ilości ołowiu to tu to tam przy ich amatorskiej (co zresztą widać na zdjęciu) „obróbce”. W firmie, które będzie je utylizować część ołowiu pozostała po sprzątaniu miejsca pracy ze względu na „oszczędności” w procesie produkcji pójdzie zamiast do odpadów niebezpiecznych do zwyczajnych ścieków, czy zwykłych śmieci itp., itd., których pozbycie się jest tańsze. Dlatego uważam, że niszczenie nowych rzeczy powinno być zakazane ze względu na koszty środowiskowe przede wszystkim, a dopiero po drugie ze względu na niesprawiedliwość społeczną.

  73. Padalec

    Ekologii w przemyśle samochodowym nie ma żadnej. Wszystko to o czym mówią koncerny samochodowe to bujda na resorach.
    Prowadzę firmę transportową lekkich pojazdów, tzw expressy, czyli busy na międzynarodówkę. To, co się wyprawia w branży automotive to są jaja. Wszędzie są spóźnienia w produkcji, to co miał zabrać „zestaw” ładując na naczepę 22 tony i spalać te maksymalnie 40 litrów diesla na 100km to biorą busy w liczbie 22 paląc łącznie około 260 litrów na każde 100km – bo terminy, bo ktoś zawalił, bo koszta przestoju są znacznie większe niż kilkunastokrotne przepłacenie za transport.
    Podzespoły latają, płyną i jadą. Z magazynu na magazyn. „Chinczyków” czyli palet z Chin które ładowaliśmy to już idą w tysiące , co ciekawe, często są to palety z oryginalnymi pojemnikami danej marki tzn. że jak „chińczyk” jedzie do BMW (bardzo często) to jest w standardowych skrzynkach BMW. Te standardowe skrzynki tez latają kilometry, bo puste też się rozwozi po firmach – ok, tu jest ekologia, bo jedna skrzynka z plastiku robi miliony kilometrów, Volvo na ten przykład używa drewniane skrzynie na zawiasach – po złożeniu zajmują mało przestrzeni więc są łatwe do transportu. Znowuż Audi, lubi zużywać papier. Na potęgę. Do każdej palety towaru do Ingolstad dostajesz kilkanaście do kilkudziesięciu stron A4, na miejscu rozładunku dokumenty są skanowane i drukarka zaczyna drukować nowe – w liczbie sztuk ogromnej. Ogólnie zapotrzebowanie na papier w samochodówce jest olbrzymie, kierowca wozi wydrukowane dokumenty bo bez tego ani rusz. A podobno XXI wiek, informatyzacja itp a podobno numery tablic rejestracyjnych są unikatowe w skali świata – a jednak dokumentów via email nie da się (przesłać) dopisać do samochodu i każde auto wjeżdzające na firmę ma kilogram papieru do każdej palety.
    Długo by pisać, długo by mówić – ekologia w przemyśle samochodowym nie istnieje.

  74. KIEROWCA

    Ale bym rozwalał takie nowoczesne plastikowe konsumenckie nafaszerowane elektroniką jeździdła – najlepiej rozjechać jakimś detem, T-34 albo Stalińcem :-)

  75. @mg

    „wszystko jest nagrywane, żeby nikt nic sobie nie wziął”

    Człowieku man, nawet nie wiesz ile Polak jest w stanie zrobić, żeby obejść te procedury :) (a w odróżnieniu od samochodów których jest mało nikt ci nie nagra iluś tam ostatnich godzin żywotu lodówki czy tym bardziej zegarka) 😉

    Swoją drogą, niektórym firmom aż tak bardzo nie zależy. Jeden z producentów akcesoriów komputerowych na przykład miał politykę taką że ze sprzętem do scrapowania to on nie wnika co się dzieje i jak jest utylizowany, byle by tylko na rynku się ponownie nie pojawił. No to pracownicy spokojnie sobie brali, naprawiali drobne usterki i mieli do domu. I na części też było grane.

  76. Pawołek

    No niestety właśnie tu wychodzi prawda współczesnego świata. Producent nie chciałby odzyskać tych części lub towarów bo ich rzeczywista wartość jest znikoma w stosunku do tego, ile za nie płacimy.

  77. Ndv i Pawołek rozwiązali zagadkę, w auto świat poradnik był kiedyś peugeot 207 porównamy z nowymi częściami do peugeota 207: 50k zł vs 500k zł, 10x przebitka… to jeszcze nic; weźcie takie głupie reflektory ledowe, co kosztują po 5-10k…. ile to może kosztować producenta? 50$?… oczywiście research i homologacje to też jakiś udział w cenie, ale nie ma regulacji odnośnie chciwości, więc po co urywać kurze złote jajca jak kura znosi złote jaja

  78. Złom jest polski – panta z 3miasta widać na aucie firmowym. Swoją drogą ile jeszcze czujnikow lampek i plastikow czy soczewek led z lefrektorów po 50-500zl/szt można by z każdej sztuki wyciągnąć… Bez zgniatarki zawsze coś się uda – tydzień roboty i 5k w kieszeni od auta.
    Tak samo jest z autami potestowymi czy skazami przy produkcji, w caloksztalcie więcej niż 4 szt dziennie

  79. BHP przy demoĄtarzu akumulatorów się kłania!
    Kwas i gołe ręce.

  80. Podobna historia to niemal nowiutkie domy przejęte od ludzi zalegających ze spłatą kredytu zabite deskami. W Anglii, Irlandii czy w USA takie rzeczy się zdarzają. Bankom bardziej opłaca się domy zostawić same sobie, aby gniły, niż sprzedać i zepsuć rynek (spowodować spadek wartości nieruchomości). Tak działa legendarna „niewidzialna ręka rynku”, dzięki której kapitalizm jest tak wydajnym systemem.

  81. Temat tych toyot wypłynął w necie kilka lat temu, pamietam że wtedy wytłumaczenie było takie że w tych toyotach była jakaś kontrabanda czy coś i musiały zostać zniszczone jako narzędzie przestępstwa

  82. Do mak, o domach. Przekonalem sie o tym odobiscie kupujac dom od banku w irlandii. Stracilem rok a nic z tego nie wyszlo bo bank najwyrazniej nie chcial sprzedac, mimo ze wystawil. Od poczatku mnie ostrzegano ze moze sie przedluzyc, ale bardzo mi zalezalo no i nie spieszylo mi sie. Od agenta dowiedzialem sie ze maja umowe z bankiem i musza wystawic kazdy dom, mimo ze i tak na 90 proc nie sprzedadza. Przy tym, te 4 lata temu, 80 procent domow na sprzedaz to byly te pozajmowane przez komornika.

  83. Socjalizm/kapitalizm to słowa wytrychy to jest po prostu głupota zwykłe marnowanie zasobów przyrodniczych i pieniężnych. Moim zdaniem firma ubezpieczeniowa po wypłaceniu odszkodowania powinna mieć na własność te auta i dowolnie nimi rozporządzać, a auta nawet bez papierów, legalnego źródła i bez innych ukrytych wad powinny mieć możliwość rejestracji po zbadaniu. Na koniec jedno mnie rozbawiło, żyjemy w gospodarstwie nadmiaru no jasne, tyle starego badziewia sam jeżdżę starym rzęchem, więc gdzie ten nadmiar? Widząc takie obrazki chciałoby się ograniczyć zdolność do czynności prawnych za marnotrawstwo jak w prawie rzymskim.

  84. Chłopaki, przecież producent już na tych autach zarobił:) Wszystkie takie „odpady” i utylizacje są wliczone w cenę auta salonowego i w cenę nowych części, więc mu lata, czy ktoś tam coś tam chciałby sobie odzyskać. Wg mnie normalna rzecz. Część produktów jest odrzucana jeszcze w fabryce, a część po transporcie.

  85. Nie rozumiem tej dyskusji,
    nie widać na żadnym ze zdjęć żeby auta były kasowane w stacji dilerskiej toyoty, ani fabryce toyoty, więc skąd te dociekania że toyota je niszczy. Jeżeli były uszkodzone w transporcie to ubezpieczyciel decyduje co dalej z takim autem, w naszym kraju ubezpieczyciele sprzedają nawet auta z kasacji całkowitej, co oznacza że albo kompletne śmieci jeżdżą po ulicach, albo na kupione dokumenty są szczepione auta z kradzieży- czy to można nazwać ochroną środowiska? działaniem ekologicznym. To co widać na fotkach najpewniej jest w zgodzie z lokalnymi przepisami prawa i syczenie nt odkupu za 50% czy inne mądrości są tylko niepotrzebnym podsycaniem emocji.
    Domyślam się też że te auta są marginalną ilością szkód w transporcie 4 na 40 tys. żaden producent nie pozwoli sobie na opóźnienia w dostawach z powodu szkód transportowych.

  86. No ale o co chodzi? Swoje niszczą, wolno im. Nikt przez to nie stracił a zakład utylizujący autoszrot zyskał.
    ZU w umowie z producentem ma widocznie tak w papierach – zniszczyć to za co wypłacono odszkodowanie i wszystko jest lege artis.
    Nie rozumiem o co te wyrazy świętego oburzenia. Kapitalizm polega na tym, że ze swoją własnością mogę robić co chce.

  87. zapomnieli surowce wtórne wysłać w kosmos albo utopić w Rowie Mariańskim!!! ktoś je pewnie sprzedał a ktoś inny przetopił! użył ponownie!

    Jaka różnica jest czy sprzedano części czy surowce? Jednak sprzedano to za co wypacono odszkodowanie :)

  88. Cześć,
    pracuję w korpo, która ma czasem głupie regulacje, ale wielkością się nawet nie zbliża do takiej Toyoty. Wszyscy gdybamy nie wiemy kto i po co…
    Mój strzał:
    1) Typów umów ubezpieczeniowych jest sporo np. w naszej branży obsługuje nas 3 brokerów których zakresy się nie pokrywają. Roczna składka płacona przez centrale za niektóre polisy idzie w grube miliony i każdy oddział może się powoływać na umowę globalną i tą polisę. Nie zniszczenie tych kilku głupich aut, gdy strony się tak umówiły było by nieporównywalną głupotą i ryzykiem finansowym.
    2) Demontaż takiego auta niesie za sobą uszkodzenie spinek, zarysowania, wgniecenia. Trzeba by to zapakować, przewieźć, wycenić, sprzedać -> brak procedur, czynność niestandardowa – bez sensu.
    3) Jest sobie jakiś wysoki manager od uszkodzeń w transporcie. Zdarza się to rzadko więc może gdzieś siedzieć w centrali. Przecież nie będzie latał po całym świecie dla 4 samochodów. Ma procedurę, uruchamia ją, chce film z niszczenia, pisze kwit i już – wychodzi o 16 do domu :-)

  89. Acha jeszcze jedno.
    W komentarzach mam wrażenie nie widać rozróżnienia pomiędzy producentem, lokalną spółką (filią) producenta, a dealerem. To co ostatniemu by się opłacało to 2 pierwszym nie będzie.

    Druga sprawa to takie toyoty występują masowo w Rosji i to chyba jest rozwiązanie:
    Największy samochodowiec przy Nabrzeżu WOC II (wolny obszar celny). „Talia” zawinęła do Wolnego Obszaru Celnego w Porcie Gdańsk w ramach regularnego połączenia żeglugowego z Japonią. Statek dostarczył 2 257 sztuk samochodów marki Toyota przeznaczonych na rynek rosyjski.
    Czyli jak mamy uszkodzone auta w transporcie i jest tego ułamek procenta to szkoda dokładać kosztów na clenie w tranzycie, transport, cło w Rosji lub powrót do Japoni – najtaniej jest złomować i to prawdopodobnie pod nadzorem funkcjonariusza celnego. Towar ani jego części składowe nie są wprowadzane na Polski obszar celny.

Dodaj komentarz