Tydzień ciężarówek amerykańskich [3]: Fargo

Witam w trzeciej części.
Dopadł mnie wyjazd wakacyjny, na którym nie miałem internetu – wpis zacząłem przed wyjazdem i dokańczam teraz.

Dlaczego Fargo? Dlatego, że jest to historia marki, którą rzucano z miejsca na miejsce jak zgniłe jajo, a w dodatku mimo wielu problemów bardzo długo nie udało się jej wykończyć. Jest to też jedna z nielicznych amerykańskich marek, która została niemal w całości wyeksportowana poza USA… ale nie uprzedzajmy faktów.

Oryginalnie firma Fargo została założona w Chicago w 1913 r. i produkowała ciężarówki do 1922 r., kiedy to się całkiem zamknęła. Jak piszą nawet najsensowniejsze źródła w postaci wielotomowej encyklopedii samochodów amerykańskich Jamesa Flammanga, „very little is known about the original Fargo company”, co wskazuje na to, że musiała to być produkcja na bardzo małą skalę. Prawa do marki odkupił Chrysler w 1928 r. Był to pomysł Josepha Fieldsa – w historycznych źródłach określają go jako dyrektora marki DeSoto, tyle że DeSoto też powstało w 1928 r., równocześnie z Fargo. W rzeczywistości Fields był wiceprezesem Chryslera i pomysłodawcą nazwy Fargo, co wzięło się stąd, że pochodził z miasta Fargo w Dakocie Północnej. I to cała historia. A już czytałem, że Fargo to była taka nazwa kojarząca się z zachodem USA, gdzie William Fargo i Henry Wells odnieśli sukces zakładając bank, obecnie jeden z największych na świecie. Ciężarówki Fargo nie mają nic wspólnego z bankiem Wells Fargo.

Tak czy inaczej, Chrysler pozyskał prawa do nazwy Fargo i ruszył z kopyta z produkcją dwóch linii modeli aut dostawczych – Packet i Clipper, bazujących na podwoziach samochodów Plymouth. Jednak marka Fargo nie miała za bardzo szczęścia, bo w czasie, gdy zaczęto produkować ciężarówki, Chrysler dogadał się w sprawie zakupu o wiele większej marki o niemałym (już wtedy) znaczeniu rynkowym, tj. Dodge Brothers. Dodge Brothers po raz pierwszy zmieniło właściciela z braci Dodge na Dillon & Read Company w 1925 r. i to za horrendalną sumę 146 milionów dolarów, a już 3 lata później Dillon & Read odsprzedał Dodge Brothers Chryslerowi. I nagle Chrysler nie mając wcześniej żadnych ciężarówek miał trzy marki ciężarowe: Fargo, Dodge Brothers i Graham, funkcjonującą do tej pory w ramach Dodge. Markę Graham od razu zarzucono, zresztą jej twórcy zażądali pozostawienia sobie prawa do nazwy i jeszcze przez lata wytwarzali ze sporymi sukcesami samochody Graham i Graham-Paige. Co za dużo, to niezdrowo, powiedział prezes Chryslera i w 1930 r. wycofano markę Fargo ze Stanów Zjednoczonych, sprzedawszy zaledwie 7700 aut. Oryginalne ciężarówki Fargo sprzedane w USA są dziś warte niemały piniądz.

Joseph Fields nie miał zamiaru jednak się poddawać i wyrzucać marki Fargo do kosza. Udało się przeforsować koncepcję, żeby przekształcić Fargo w markę światową. Pojawiło się nowe logo z kulą ziemską i hasło reklamowe „over the globe”, co oznaczało, że ciężarówki Fargo mogą przejechać cały świat i się nie zepsuć. Uznano, że Fargo będzie marką eksportową dla Dodge’a, co z sukcesami funkcjonowało przez długie lata.
Szczególnie ciekawą historię ciężarówki Fargo mają w Kanadzie. Ciekawą z punktu widzenia kultury korporacyjnej. Chrysler miał w Kanadzie dwa oddzielne przedstawicielstwa: Chrysler-Plymouth i Dodge-DeSoto. Z powodu tego podziału dealerzy Chryslera i Plymoutha nie mieli ciężarówek i pick-upów w ofercie. Nie dawało się po prostu sprzedawać ciężarówek w Dodge w dilerstwach Chryslera-Plymoutha, ponieważ w ówczesnych czasach „korporacja” oznaczała, że kilka firm działało na własny rachunek i pod własnym zarządem, a dopiero końcowy zysk leciał do wspólnego skarbca. Dlatego trzeba było coś zrobić, żeby Chrysler i Plymouth nie byli na straconej pozycji wobec własnej wewnętrznej konkurencji i wymyślono im markę Fargo. W związku z tym w latach 1936-1972 w Kanadzie sprzedawano równolegle ciężarówki Dodge i Fargo, dopiero kryzys paliwowy zatrzymał tę karuzelę korporacyjnej beki. Na innych rynkach sprzedaż trwała do 1978 r.

Tuż-przedwojenny pickup Fargo w Boliwii

Powojenna kanadyjska ciężarówka Fargo

Ten sam model był popularny także w Indiach

Wojenne Fargo – Dodge Power Wagon pod inną marką

Do 1948 r. sprzedawano modele zaprojektowane przed wojną. W 1948 r. kanadyjski oddział Fargo mógł pochwalić się nowym modelem: TA/VA. Wyglądał bardzo nowocześnie. Reflektory wkomponowano w nim w błotniki, a te błotniki tworzyły jedną spójną linię z drzwiami, co w owym czasie nie było oczywiste nawet w samochodach osobowych. Jedyne, na co narzekano, to maska otwierana w tradycyjny sposób, czyli po bokach. Niby wszystko dobrze, ale nie sposób wyjąć silnika bez pogięcia centralnego mocowania „flapów” maski. A były to czasy, gdy do naprawy głównej ciężarówki przejeżdżały 100 000 mil, co oznaczało naprawy główne co 2-3 lata. O ile w 1954 r. zaprezentowano znowu zupełnie nowe kanadyjskie Fargo, o tyle do 1957 r. korzystano tylko z dolnozaworowych szóstek Dodge’a, dość blisko spokrewnionych z tym silnikiem, który ucięto, żeby stworzyć silnik do Pobiedy, Warszawy i Żuka. Ile ten silnik przejeżdżał do remontu, chyba większość starszych czytelników pamięta. W 1957 r. pokazano wreszcie Fargo z V8.

Tu taka ciekawostka, której dowiedziałem się z allpar.com: w Kanadzie nie występuje słowo „pickup” w odniesieniu do samochodu. Mówi się „truck” albo „halfton”. Nawet jeśli ten pickup bierze tonę.

Od końca lat 60. ciężarówki Fargo były już identyczne z ciężarówkami Dodge, różniły się tylko nazwą. Cokolwiek wychodziło jako Dodge, wychodziło też jako Fargo. Co doprowadziło do powstania najwspanialszego pojazdu sprzedawanego pod tą marką – busa A100. Jest wiele pięknych busów na świecie o głupich markach, jak Sava, Chenard-Walcker czy Donau, ale bus Fargo ma jednak w sobie jakieś dodatkowe uderzenie z powodu tego, że można było go zamówić z silnikiem V8.

Najładniejszy pickup (halfton) Fargo to model Sweptside z końca lat 50.

Jego następca nie był już tak ładny

W 1972 r. pokazano ostatni samochód Fargo w Kanadzie – pickupa, który stracił już jednak wszelkie różnice w stosunku do Dodge’a. Był to długotrwały proces upodabniania Fargo do Dodży i racjonalizacji koncernu Chryslera. W 1972 r. zaprzestano sprzedawania ciężarówek Fargo w Kanadzie, a w 1978 r. – na całym świecie.
Jednak historia wcale się tu nie skończyła, a wręcz przeciwnie, nabrała rozpędu i rumieńców. Bowiem już w 1962 r. Chrysler zawiązał współpracę z turecką firmą Sanaya w celu montażu na lokalnym rynku samochodów Dodge i Fargo. Sprzedawano także furgonetki angielskie pochodzące już wtedy z koncernu Chryslera, tj. Commer i Karrier. Turcy składali wozy na miejscu z gotowych części montując do nich diesle Perkinsa. Sprzedaż szła całkiem nieźle, osiągając nawet 9000 aut na rok.
W 1978 r. przy okazji reorganizacji Chrysler rozwiązał umowę z Sanaya na zasadzie: możecie robić sobie dalej co uważacie, będziemy was wspierać w kwestiach dostaw części i oprzyrządowania, ale fury to już musicie opracować sobie sami. Obowiązki po stronie tureckiej przejęła nowopowołana firma Ciftciler. Przez pewne niedokładne sformułowania na umowie wyszło na to, że Turcy uzyskali nagle prawa do marek Fargo, Dodge i DeSoto. Strona amerykańska w ogóle się tym nie przejęła i olali temat na zasadzie – niech sobie robią co uważają. I nagle oto ciężarówki Fargo wróciły do gry w zupełnie nowej, tureckiej odsłonie. Wyglądały trochę kanciasto i śmiesznie, ale to nikomu w Turcji nie przeszkadzało, zwłaszcza że sprzedaż szła dobrze, a nawet podjęto eksport do Egiptu. Finezyjne jak kawał kebabu szoferki opracowano w Turcji, ramy pochodziły z Dodge’a z lat 60., a diesle kupowano od japońskiego Hino.

Chrysler wrócił do Turcji jako Daimler-Chrysler w 1998 r. i przez 4 lata trwał pat, w postaci tego że turecki Chrysler-Ciftciler sprzedawał sobie w najlepsze stare ciężarówki Dodge, a oficjalny amerykański Chrysler pchał sedany pod tą samą nazwą, więc można było kupić sobie samochód pod tą samą marką od dwóch różnych producentów. Dobra patologia. W 2002 r. Turcy stracili prawa do nazw Chrysler i Dodge, ale zachowali je wobec Fargo i DeSoto. Do 2015 r. tłuczono ciężarówki chińskie, LDV, Daewoo i inne produkty licencyjne w Turcji pod nazwą Fargo. Jest to ciekawy przypadek marki, która tułała się po całym świecie, od Australii, przez Indię, aż po Kanadę, żeby wreszcie osiąść w Turcji – prawdziwy motoryzacyjny obieżyświat. Warto też tu zauważyć podobny przypadek DeSoto – od amerykańskich krążowników do tureckich półciężarówek. Takiej dezynwoltury w zarządzaniu własnymi markami nie wykazują inni producenci, a szkoda – byłoby to bardzo zabawne, gdyby np. PSA uśmiercając Talbota niechcący wysłało go do Chin, albo gdyby w Indiach budowano tuktuki pod marką Oldsmobile, bo w GM by się sypnęli przy reorganizacji.

W szczególności jestem gorącym fanem tej stylizacji. Potrzeba więcej samochodów z reflektorami wbitymi w grill.

I to tyle o Fargo, zostały nam jeszcze dwie marki amerykańskich ciężarówek, ale w tzw. międzyczasie może nastąpić coś innego.

← Previous post

Next post →

16 Comments

  1. Marcopolo

    No faktycznie zakręcone losy tej marki

  2. Pierwsze o czym myślę widząc nazwę Fargo to film braci Coen.
    Trzeba przyznać, że Joseph Fields dopiął swego, ciężarówki Fargo zwiedziły cały świat. :)

  3. benny_pl

    swietny kawalek historii! mi osobiscie najbardziej podobaja sie te 2 czerwone ciezarowki Fargo z przedostatniego i przed-przedostatniego zdjecia, przod wyglada jak powiekszony Cherokee XJ – miodzio!

  4. Tureckie ciężarówki nie są śmieszne, tak właśnie powinny wyglądać. Blacha ma przykrywać co trzeba i być jak najprostsza, żeby Cytryhmed i Gumallah mogli szybko dorobić reperaturki z arkusza. Bez sensu żeby fura do roboty wyglądała jak osobówka. Szkoda, że ten cab-over już idzie za modą wydziwianych owiewek i plastikowych reflektorów w miejsce uniwersalnych.

  5. KIEROWCA

    Mięsny wpis 😉

  6. Busik Fargo/Dodge A100 wystąpił w disneyowskich Autach – jako Dusty, współwłaściciel firmy Rust-Eze sponsorującej Zygzaka McQueena 😊

  7. Hernando de Soto – konkwistador podbijający Florydę, uwieczniony w postaci tureckich ciężarówek….idealna lokalizacja marki!

  8. Uwielbiam bardzo te obwódki czarne wokół reflektorów standardowych dodawane przy liftingach, jak makijaż :)

  9. Fargo – to oczywiście przede wszystkim doskonały film (oraz serial – wcale nie gorszy). I miasto na granicy Minessoty i Północnej Dakoty – z trudnym zimowym klimatem (coś jak Polska :-). Dla Amerykanów – to jakiś koniec świata…

    A korporacyjna pomyłka z pozostawieniem Turkom praw do amerykańskich marek – jest prawdopodobnie wyrazem amerykańskiego imperializmu („Tylko USA się liczy, to co w innych krajach – nie ma znaczenia.”).

  10. A100 nie towarzyszył przypadkiem bohaterom Teksanskiej? A w ogóle, Autosan nie protestował?

  11. @miki
    Tylko, że w filmie wyraźnie widać, że do wersja Dodż.

  12. VOLVO to również patologia, bo osobówki i ciężarowe łączy tylko marka, a producenci są różni.

  13. Wspomnienia sprzed lat… Jeden z pierwszych wpisów na złomniku, jaki czytałem, dotyczył właśnie tureckich DeSoto. :)

  14. Fajnie, fajnie

  15. KierowcaCNC

    Super maszyny, od razu kojarzą się ze starymi filmami. Te ciągnące się w nieskończoność blachy robią wrażenie.

  16. Lordessex

    Święta racja, kolego Tsss. Ciężarówki są do pracy a nie do popisów stylistycznych.

Dodaj komentarz