5 powodów, dla których warto śledzić „Malaise motors”

No siema elo cześć,
znajomy zapisał mnie do fejsbukowej grupy „Malaise motors”, gdzie pojawiają się najciekawsze ogłoszenia o sprzedaży amerykańskich (i nie tylko) samochodów ze znanego i lubianego okresu „Malaise”, czyli mniej więcej 1973-1985. Jeśli ktoś nie wie, jest to okres, w którym amerykańscy producenci w konfrontacji z kryzysem paliwowym boleśnie przekonali się, że nie wystarczy oferować klientom wielkich, byle jak wykonanych samochodów. W tym czasie zbierali największe baty od Japończyków, w tym czasie najbardziej nie wiedzieli co mają robić, miotali się jak opętani, oferując małe auta z wielkimi, ale bardzo słabymi silnikami, produkowali coś co miało wyglądać w założeniu jak muscle car, a wyglądało jak dzwonnik z Notre-Dame na sterydach, które źle weszły. Wszystko było koślawe, niedorobione i koszmarne. Stąd nazwa „malaise” – choroba, złe samopoczucie.

Inna rzecz, że przeważają opinie, jakoby połowa lat 80. była końcem ery malaise i amerykańscy producenci odzyskali wigor, prezentując nowe i nadzwyczaj udane modele, jak np. K-Car od Chryslera, Dodge Caravan czy wprowadzenie marki Geo przez GM. Tu bym się kłócił. Moim zdaniem wszystkie nudne sedany, nawet te z lat 90., a zwłaszcza w wersjach „hot” i „performance” podchodzą pod malaise. Wszystko, co wygląda na superszybkie, a nie jedzie, wszystko co ma pięciolitrowe V8 o mocy 140 KM albo V8 w poprzek i napęd na przód, jest to dla mnie typowe malaise. A takich samochodów było naprawdę bardzo dużo. Zebrałem pięć przykładów najbardziej bezsensownych przejawów amerykańskiej myśli technicznej z tamtego okresu i teraz Wam tu je zaprezentuję. Starałem się skupić na samochodach rzadko spotykanych i powstałych w małych liczbach. Wszystkie z nich znalazłem właśnie na Malaise Motors.

5. Oldsmobile LSS
Właściwie to ten model nazywa się prawidłowo Oldsmobile Eighty-Eight Royale LSS. Co za wspaniała nazwa! Tak się powinny nazywać samochody, a nie QASHQAI QODIAQ QAROQ i SQ7TDI. Ta generacja Eighty-Eight była wytwarzana w latach 1986-1999 i po drodze doczekała się dwóch dużych liftingów, a także właśnie topowego modelu LSS. Topowość polegała na tym, że do tego ciekawego jak podręcznik historii Kościoła sedana wsadzono w poprzek silnik 3.8 V6 rozwijający 205 KM, a następnie – nie uwierzycie – doładowano go kompresorem, podnosząc jego moc o… 20 KM. To musiało być super, jak tacy amerykańscy inżynierowie, pewnie rodowici teksańczycy, przykombinowali tu dodatkową roleczkę, pasek od osprzętu, tu przypięli, tam napięli i taką malutką sprężareczką dmuchnęli odrobinę więcej powietrza. Patrzą, patrzą – o cholera! Moc wzrosła o 50 KM! Donnie Ray, idziemy w złym kierunku, musimy przydusić powietrze. Słuchaj Jimmy Earl, a może zamiast intercoolera dalibyśmy interheater? Dzięki temu powietrze dolotowe będzie jeszcze cieplejsze i mniej natlenione! O i to jest dobra myśl, Donnie! Na pewno tak było. Nie do wiary, że komuś się chciało doładować silnik dla uzyskania 20 dodatkowych koni. Choć i we współczesnych autach mamy taki przykład: BMW miało diesla 3.0 triturbo o mocy 381 KM, a teraz zmieniło go na quad turbo i uzyskało 19 KM więcej. TU WIĘCEJ O TYM PISZĘ.

Stylizacja modelu LSS była najsmutniejsza i najbardziej mydłowata z możliwych, idealnie wpisując się w potrzeby amerykańskich grzybów odbiorców marki Oldsmobile. Po kolejnym małym liftingu zwiększono moc silnika 3.8 supercharger do szalonych 240 KM. Oczywiście dusił go staromodny automat z uślizgiem jak koń na błocie. W 1999 r. LSS wypadł z oferty. Teoretycznie miała zastąpić go Aurora. Ale Aurora była mniejszym samochodem niż Eighty-Eight LSS i nie miała doładowania. Dlatego LSS-owi należy się szczytny tytuł ostatniego szybkiego i dużego Oldsmobile’a.

4. Chevrolet Eurosport
Sama nazwa już wzbudza zachwyt. Na Eurosporcie zawsze można było liczyć na jakieś transmisje z ciekawych sportów, jak kobiecy curling albo skoki na nartach przez płotki. Podobnie dużo sensu miał model pod nazwą Chevrolet Eurosport. Był to właściwie pakiet wyposażenia do modelu Celebrity, obejmujący niezwykle rozbudowany zestaw nadwoziowy z wielkim spoilerem z tyłu, zasłoniętym grillem z przodu, progami, felgami wyglądającym jak kołpaki oraz burdelowo-sportowym wnętrzem. Naprawdę trzeba być wyjątkowo uzdolnionym projektantem, żeby z takiej nudy jak Celebrity zrobić kilkoma ruchami pimp-mobile w najgorszym stylu. Celebrity Eurosporta wytwarzano tylko niecałe 2 lata, tj. w latach 1986-1987. Głównie był czerwony, ewentualnie biały. Pod maską, jakżeby inaczej, wtryskowy 2.8 V6 EFI łączony z automatyczną skrzynią biegów, więc na osiągi nie było tu co liczyć. Natomiast warto wspomnieć o tym modelu, ponieważ w pewnym sensie wyprzedzał on tuningową modę na zakładanie wielkich zderzaków i progów do zupełnie zwykłych samochodów. To byli szybcy i wściekli połowy lat 80., coś co na dużą skalę pojawiło się dopiero mniej więcej 10 lat później. To taki ATS Toruń w wydaniu amerykańskim. Nie wiem czy pamiętacie, że organizator tego zlotu miał na nazwisko Janusz. Nie na imię, a na nazwisko.

Największy hit to jest to, że Eurosporta oferowano także jako kombi i sedana 2-drzwiowego. Łącznie powstało 2000 sztuk wszystkich wersji.

3. Dodge Aspen R/T
Gdy mowa o tylnonapędowych Dodge’ach z V8, wszyscy powiedzą „Czardżer! Czelendżer!”, no może jeszcze ewentualnie ktoś wspomni o dziwolągu jakim była Mirada CMX, ale to już temat dla świrów. A czemu nikt nie mówi o Aspenie? Czy to dlatego że był mały, koślawy, brzydki i słaby? To może być jeden z powodów, ale także przyczyna, dla której znalazł się na tej liście. Zupełnie szokującym dla mnie zabiegiem stylistycznym jest pozbawienie auta drugiego bocznego okna. Wygląda to jak panel-van-coupe. Rozumiem, że to miało trochę nawiązywać z jednej strony do supersamochodów, z drugiej – do mody z lat 60. zapoczątkowanej przez Szelbi-Mustanga, ale na litość boską, jak tym jeździć po mieście, skoro nic nie widać w żadną stronę? Weź tym wycofaj z prostopadłego miejsca parkingowego. Ale to jeszcze nic. Aspen był szczytowym osiągnięciem amerykańskiej inżynierii jeśli chodzi o uzyskiwanie małej mocy z dużej pojemności. Bazowa wersja rozwijała 120 KM z… 5,2-litrowego V8, a topowa R/T ubrana w bodykit nawiązujący do aut rajdowych – 170 KM z 5896 cm3. Może oni myśleli że to ma być do autobusu?

2. Do tego samochodu mam stosunek sentymentalny, ponieważ miałem kiedyś coś bardzo podobnego. Tylko nie tak brzydkiego i nie w wersji limitowanej.
Pontiac Aerocoupe NASCAR Edition.
Ogólnie miałem zwykłego Grand Prix rok 1978 i był on sedanem 2-drzwiowym, a mimo to okazywał się stosunkowo praktyczny – miał przede wszystkim gigantyczny bagażnik. Ten problem naprawiono w przypadku modelu Aerocoupe – zamiast wielkiej klapy bagażnika z tyłu wprowadzono wielką, zaokrągloną szybę, nie pasującą kompletnie do kanciastej reszty nadwozia. Jednak okazało się, że mechanizm ewentualnego unoszenia takiej wielkiej szyby byłby po prostu za drogi, dlatego zaraz za szybą zamontowano malutką klapkę, dającą minimalny dostęp do bagażnika. Jest to samochód do wożenia nóg od stołu – nic innego się w nim nie zmieści. Ciekawa musiała być narada dizajnerów i inżynierów w sprawie przeróbki sedana na „aerocoupe”. Suchajcie no, bo som, wicie, takie ZAGRAMANICZNE auta jak Porsche 924 i Toyota Celica albo Mazda RX7 i oni majo tako dużo szybe z tyłu! Zróbmy coś takie same! Tylko na czym? A co za różnica. Może być Grand Prix, i tak nikt go nie kupuje.
Żeby podpompować sprzedaż, zbudowano limitowaną serię NASCAR w liczbie 1200 sztuk. Wyróżniał się głównie bogatym wyposażeniem i nalepkami NASCAR. Bardzo kuszące, jeśli jesteś mormonem i mieszkasz w Utah, głosujesz na gościa z przeszczepionymi włosami, a w ogóle niewolnictwo nie było takie złe i szukasz na craigslist Murzynów do kupienia.

1. Ford Skyranger
Nie wiem czy to się liczy, bo tego pojazdu powstało zaledwie 19 sztuk i to w pewnym sensie jest aftermarketowa przeróbka Forda Rangera – ale ocieka on „malaise” do tego stopnia, że po prostu muszę go tu zamieścić. Jest to bowiem jeden z dwóch produkowanych w Stanach Zjednoczonych pick-upów kabrioletów. To dopiero crossover. Dziwne, że współcześni producenci jeszcze nie wpadli na taki pomysł. Jest w tym samochodzie coś wspaniale teksańskiego, coś co powoduje że jeździłbym nim tylko w kapeluszu, ze strzelbą i jedząc wielkiego stejka. Ford Skyranger – taką nazwę nadano tej przeróbce, wykonanej podobnie jak drugi pickup cabrio (Dodge Dakota) przez American Sunroof Company. Całkiem niedawno jeden idealnie zachowany Skyranger wypłynął na ebayu, ale kosztował 30 000 dolców i nie wiadomo czy się sprzedał. Prawdopodobnie tak. Warto docenić nie tylko zupełny nonsens tego samochodu, ale także ile wysiłku włożono w przeróbkę – to w dużej mierze nadwozie wykonane od nowa, a nie proste oberżnięcie dachu. No i ten bodykit. Choć to 1991 r., mamy malaise pełnym ryjem.

grupa Malaise Motors na fejsie

← Previous post

Next post →

72 Comments

  1. flapjck1

    nie wiem co jest ze mną nie tak, ale tylko pierwsze auto z tego zestawienia mi nie leży :)

  2. Morszczuk Morszczuk

    Ad2
    https://m.youtube.com/watch?v=xcsywdbMwnU

    Kupowalbym figurki Johna Davisa i stawiał jak buddów.
    Do garażu „uśmiechnięty J.D. w swojej corvecie”.

  3. demir

    Apropos turbo. 2.5 R5 w Volvo V70 I gen robiło 170 KM, a w wersji turbo – 193. Chodzi o moment i jego przebieg, nie o moc.

  4. Bystr9y

    Aspenem bym jeździł na wycieczki do parków natury i wkurwial ekologów i innych weganów

  5. Biorę diaksa i idę wyciąć dach w moim L200 . A nie zapomniałem że go sprzedałem, to w sumie dobrze bo pewnie po takim zabiegu by się złamał.

  6. Ziaja

    Pick-up cabrio to jest dopiero zboczenie.
    Ale rozbraja mnie to prostokatne centrum sterowania na drzwiach Eurosporta ktory wyglada jak chinska miniwieża – szczyt ergonomii i designu w jednym.

  7. mak29

    Jestem chyba chory albo zboczony bo podobają mi się te gabloty. Jeździłbym aż by koła odpadły :)

  8. „Jest to bowiem jeden z dwóch produkowanych w Stanach Zjednoczonych pick-upów kabrioletów”
    chyba z trzech, jeszcze Chevrolet SSR

  9. lessmore

    Z tym ciepłym powietrzem, co to ponoć z tego powodu staje się mnie natlenione, to nie całkiem. W normalnych warunkach powietrze jest mieszaniną gazów o stałym składzie: tlenu jest w nim prawie 21%, argonu 1%, reszta to azot i ew. jakieś inne śmiecie w minimalnych ilościach. Intercooler natomiast stosuje się w celu poprawienia sprawności silnika przez – mówiąc najprościej – „skurczenie” powietrza dolotowego. Gdy jest ono gorące (wskutek sprężenia w turbosprężarce – jak w pompce rowerowej), wówczas staje się rzadsze i jego skuteczne rozszerzenie się w cylindrze (czy raczej wzrost ciśnienia, bo przecież cylinder jest przestrzenią zamkniętą) podczas wybuchu mieszanki z paliwem nie jest tak efektywne. Gdy powietrze za sprężarką, a przed głowicą się schłodzi, wtedy stopień jego rozszerzenia się po wybuchu mieszanki jest większy, a moc silnika od tego wzrasta.

  10. Marcin Laszuk

    Co prawda to już długo po epoce malaise, ale warto pamiętać że był też trzeci pickup cabrio: Chevy SSR.

  11. Jakie te auta są przepiękne!

  12. żuraw

    Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego GM miało ambicje, aby kierować niektóre samochody marki „Staruchowóz” do młodych klientów

  13. Packard

    170 kunia … hmy.
    Popatrzmy na to z innej strony. Pyta się ktoś czym jeździsz. Odpowiadając ” mam Passata w TDi ” od razu musisz się wytłumaczyć, że to Hajlajn, DSG, 170 kunia, niemiec płakał gdy sprzedawał bla bla bla …
    Jeśli masz natomiast Dodge ‚a Aspen, nikt, ale to nikt, nie spyta o moc. Przecież wiadome, że V8 , 5.9 to ma z 300 kunia jak nic 😀
    Dobre na trolling …

  14. Hurgot Sztancy

    Skyranger już się nie łapie – to jest już era yuppies, którzy cieszyli się życiem, mieli kasę i czas na takie wygłupy jak pick-up cabrio

  15. twingo

    Ale ale… Z tymi Aerokupami – Pontiakiem i siostrzanym Chevroletem Monte Carlo to nie chodziło o żadne mody czy robienie czegokolwiek pod klienta. Broń borze… Chodziło po prostu o homologację do Nascar. Krótko mówiąc żeby można było założyć na samochód wyścigowy bardziej aerodynamiczną karoserię z plastiku trzeba było sprzedać odpowiednią ilość normalnych samochodów nie mających nic wspólnego z tą wyścigówką oprócz luźno interpretowanej linii nadwozia. No i wcale nie są takie niepraktyczne. Wystarczy wozić ze sobą taką łopatę jak mają w pizzeriach i tym wkładać i wyjmować bagaże.

  16. admin

    twingo: ten komentarz jest bardzo trafny, zwłaszcza końcówka. Jednak inne samochody w nascarze nie miały takiego nadwozia i też jakoś przeszło.

  17. twingo

    W 1987 taki np.Ford w NASCARze miał budę T-birda „foxbody” – samochodu „seryjnie” aerodynamicznego. GM musiało kombinować i dołożyć tą szklarnię bo klockowaty monte carlo z pionową tylną szybą nie miałby szans.

  18. Tym Eurosportem kombi ze zdjęcia tytułowego bym jeździł!

    A co do pick-upa-cabrio – a co z Chevroletem SSR? Tak kretyńskie auto, że kupiłbym trzy. Byle z manualem.

  19. Pardon, nie zauważyłem, że już SSR wspomniano w komentarzach.

  20. @twingo razwaliłeś na łopatki tą łopatą z pizzerii. Świetny samochód dla dostawców pizzy!

  21. Cichy

    Noo, ale bym jeździł takim SkajRendżerem <3

  22. Ten bagażnik aż tak źle chyba nie wyglądał…

    http://oldcarmemories.com/wp-content/uploads/2015/12/1986-2-2-5.jpg

  23. nudny

    Już miałem pisać, że Aerocoupe nie jest aż tak durne bo przecież Citroen GS też miał malutką tylną klapę. Potem wyszukałem zdjęcia w internecie i zobaczyłem, że klapa Aerocoupe wcale nie unosi się razem z tablicą rejestracyjną jak na początku podejrzewałem, ojej…
    Ale tym Eurosportem albo Aspenem to bym jeździł, oba wyglądają jak skoncentrowany kiczu lat w których powstały.

  24. Chciałbym tylko wspomnieć taki europejski produkt. PSA 2.0i TCT (XU10 J2TE). Przy wolnossącej XU10 J2C nie urywał … W porównaniu do 16V (XU10 J4D/Z) wygrywał jedynie momentem obrotowym.

  25. Mirada ach Mirada:) Zobaczyłem to ładnych parę lat temu na photostreamie z jakiegoś złomowiska (oczywiście w USA) – zakochałem się. Postawiłbym pod blokiem razem z Sunbirdem, Fordem EXP i tak dalej.

  26. Co złego z tym Oldsem? Ładny do dzisiaj.

  27. Pabulon

    @demir A kojarzę skądś, że w Suzuki Samurai montowano diesla PSA 1,9 w wersji bez turbo o mocy 64KM i w wersji turbo o mocy 64KM (ponoć ze względu na poprawę kultury pracy).

  28. zbiegusek

    Do lessmore: Mylisz pojęcia. „Skurczamy” powietrze aby masowo było go więcej w cylindrze. Jak będzie go więcej, to i tlenu będzie więcej. Więc możemy dolać troszkie wincy palywa. Więc będziemy mieć więcej energii czyli mocy.
    A nie siakieś tam trudności z rozprężaniem. :)

  29. czesiek z bunkra

    A mi się ostatni podoba :)

  30. fajne, no procz pierwszego z grilla
    ja tam uwielbiam amerykance z lat 70 i 80, bo wogole uwielbiam kanciaste klockowe karoserie, no i te fajne wnetrza z tamtych lat, mieciutkie czerwone kanapy z przodu i z tylu i prostokatne deski rozdzielcze… uwielbiam!
    to se ne vrati :(

  31. Carman

    Czy ja coś źle widzę czy ten Eurosport sedan 2-drzwiowy ma 4 drzwi?

    Aspen na pierwszym zdjęciu mi się podoba. Nawet bardzo. Na drugim z kolei kojarzy się z Mad Maxem. No ale niestety silnik to jakiś żart. Ktoś Cię zapyta jaki tam masz silnik. Dumnie odpowiadasz, że 5.2 V8. Część będzie pod wrażeniem, ale niemało ludzi powie „łoo to ile to ma mocy?” . I weź tu człowieku wyjdź z twarzą.

  32. Carman

    Aaa dobra. Nie doczytałem słowa „także”. Chyba się jednak już położę :) .

  33. Piter Fersin

    Kurde zeswapowałbym tego Eurosporta VR w kombiku na jakiś normalny silnik z manualem i jeździł do sklepu po bułki :)

  34. Zostaw w spokoju kobiecy curling. Ten sport ogląda się z tych samych powodów co kobiecą siatkówkę.

  35. Piotr

    Do Adama; w Twoim komentarzu słowo „jedynie” ma kluczowe znaczenie gdyż słyszałem/czytałem wypowiedzi osób, które twierdzą że 2.0 tct daje większą przyjemność z jazdy niż V6 (tylko nie wiem o które im chodzi), osobiście mam 2.0. 16V (oznaczenie rfv) oraz 2,9 V6 (bodajże esj…) i jeździłem raz 2.0 tct i zgadzam się z tymi osobami

  36. damianyk

    Buick Reatta: 3.8 litra, 165 koni. Ale za to bajerancki komputer w środku i coś, co powinno być standardem we współczesnych samochodach: system diagnostyczny na pokładzie.

  37. KIEROWCA

    W Chevrolecie Eurosport brakuje napisu Pionier na przedniej szybie. Deska wygląda jak poniemiecki bunkier, 125p / Łada to przy tym perła wzornictwa przemysłowego.

  38. KIEROWCA

    Bagażnik dla dostawcy pizzy jak widać wzbudza pewne zainteresowanie wśród amerykańskich tjunerów:
    http://www.turbomalibu.com/grand-national-aerocoupe1.html

  39. method

    Dodge Aspen jest wspaniały. Taka odwrotność sleepera, czyli wolne auto wyglądające na szybkie. Zabójcze 23KM wyciągnięte z litra pojemności V8 robi wrażenie.

  40. Bardzo uważny czytelnik

    Zupełnie nie a propos. Podręcznik historii Kościoła może być dla pewnych osób zupełnie nieciekawy, jak dla innych podręcznik matematyki dla wyższych uczelni technicznych. Ciekawa na pierwszy rzut oka erystyczna sztuczka okazuje się tandetnym i niesmacznym żartem jak plama oleju pod fordem , której próżno by szukać w Pańskim archiwum.

  41. Absurdalna tylna klapa w autach stworzonych, by być 3/5 drzwiowymi to jakaś specjalność GM. Z bliższych nam wehikułów poczciwy Kadett D też wychodził w absurdalnej wersji „z klapką do pizzy” zamiast trzecich czy piątych drzwi. Zresztą Fiatowi też zdarzył się taki zanik zdrowego rozsądku przy projektowaniu pierwszej wersji 127. Rozumiem, że w tamtych latach teleskopy bagażnika były elementem tak pierońsko drogim, że dla oszczędności na tym drogim jak brylanty ustrojstwie opłacało się zaprojektować nowy układ klapy tylnej w identycznym wyglądem i gabarytami nadwoziu, stworzyć do tego nowe tłoczniki i produkować „ekonomiczną” wersję. Inne logiczne wytłumaczenie dla tak absurdalnego posunięcia i wydatkowania milionów dolców (w przypadku GM) lub miliardów lirów (w przypadku Fiata) tylko po to, by stworzyć kulawą wersję uniwersalnego hatchbacka nie przychodzi mi do łba.

  42. chyba faktycznie takie drogie byly te „sprezyny gazowe”, ale niektorzy sobie radzili z tym inaczej – np w Zuku klapa tylna jest na takiej zapadce norzycowej ktorej trzeba reka pomagac w zablokowaniu i odblokowaniu, a np w Aro 243 jest taki fajny mechanizm cos jak w wersalce – otwierasz i opuszczasz to sie blokuje, jeszcze raz podnosisz to sie odblokowuje i mozesz zamknac, a w DFie kombi to z tego co pamietam sa takie mini „drazki skretne” jak we francuskich belkach tylnych

  43. rossi

    Przeciez nie bylo 2 wersji Fiata 127-pelna klapa pojawila sie dopiero po pierwszym lifcie.

  44. lordessex

    Malaise, malaisem, ale klasyczne „full-size” V8 na ramie to produkowali w międzyczasie nadal, tak jak Chevrolet Caprice i pochodne jak Buick Roadmaster, czy Oldsmobile 98/88 Delta Royale czy jak im tam, Ford Crown Victoria/Mercury Grand Marquis (te dotrwały jakimś cudem do 2012 w produkcji), czy Lincoln Town Car (w sumie bazujący po części na Crown Victorii). A z silnikami, to co by nie robili, to i tak chlały jak smoki.

  45. radosuaf

    @Ziaja:
    Też zwróciłem uwagę na ten panel. Cudowność :).

  46. Z tego zestawienia to wybieram dodge’a. 😀 Pozostałe są jakieś kanciaste i brak im „tego czegoś”.

  47. chciales Saturna Notlaufie:
    sprzedajemy.pl/saturn-sl-2-w-automacie-sprzedam-lub-zamienie-sochaczew-6bea9f-nr51362762

  48. KIEROWCA

    Benny – nie tylko we Fiatach. Stare Poldki Borysewicze też miały ten drążek skrętny. W grę wchodzi także kwestia ekspozycji pasażerów na warunki atmosferyczne – wiatr itd. przy każdym otwarciu bagażnika. Ciężką klapę z szybą trzeba też na czymś zawiesić, której to trudności nie przeskoczyliśmy do samego końca produkcji Poloneza. Stąd stare furgony i combi miały zwykle klapę dwudzielną jak w Żuku. Amerykanie jako, że lubują się w pikapach i ogólnie są za Murzynami klepali takie wynalazki jeszcze w latach 90. Burta i podnoszona szyba. Wcześniej w epoce Warszawy M20 było za to bardzo dużo takich pojazdów o garbatej sylwetce ale z oddzielnie unoszoną klapą. Chyba tylko Kaiser albo Nash wypuścił swego czasu liftbacka ale się nie przyjął. Było nawet o tym na Złomniku.

  49. HIZMET

    @KIEROWCA, polonez od początku do lońca produkcji miał klapę podtrzymywaną wyłącznie przy pomocy sprężyn gazowych. Gdzie miały by się zmieścić te sprężyny skrętne i jakiej musiały by być średnicy żeby utrzymać klapę od poldka?

  50. hds śląsk

    faktycznie warta uwagi grupa, na pewno dołącze
    a co do malaisów, to mają one swój urok, jedynie Pontiac mi akurat nie przypadł do gustu

  51. Daozi

    Aż skomentuję, bo nie strzymię: ale skoro siłowniki tylnej klapy były drogie, dlaczego nie dało się montować nóżki dokładnie takiej jak pod maską?!?!
    Pamiętam, że kiedy mi padły z tyłu (bo tam klapa jest naprawdę ciężka i duża), to woziłem deszczułkę, którą podpierałem klapę. Aż w końcu kupiłem siłowniki od jakiegoś forumowicza, bo ASO chciało jakieś 1300 cebulionów plus robocizna.

  52. DOMAN

    Old’s Aurora jest 20 centymetrów dłuższa niż 88 i nie wiem skąd się pojawiło stwierdzenie, że jest mniejsza.

  53. KIEROWCA

    Powiem więcej – te siłowniki to przereklamowany szmelc. Jeśli już to powinno się stosować takie składane nożycowe podpory jak w Żuku blaszaku. Teleskopy są fajne jak są nowe, w dodatku przy plusowej pogodzie. Po kilku latach schylając się zimą do bagażnika usłyszymy najczęściej krótki gwizd podobny do jeżdżenia mokrym palcem po szybie. Sekundę po tym nastąpi bliskie spotkanie zamka tylniej klapy z kręgosłupem. W Poldku na szczęście trzymają nawet przy -14 ale Cienias kilka razy spuścił mi łomot.

  54. Klakier

    Kierowca@: coś się Kolego chyba zagoniłeś z tymi drążkami skrętnymi w PN,osobiście pamiętam pierwszego poldka u mnie w mieście ,był jeszcze z serii informacyjnej nnie miał np znaczków na tylnej klapie tylko dziury ale siłowniki gazowe miał . Po za tym nie wiem gdzie te drążki miały by się zmieścić jak zawiasy chowały się w rynience a nie wnikały do wnętrza jak w DF-ie nieważne czy sedanie czy kombi…

  55. KIEROWCA

    Klakier – rzeczywiście, coś mi się pomyliło, ale dawno też nie miałem kontaktu z Borewiczem. Dzięki za sprostowanie.

  56. jonas

    BMW E46 w wersji kombi (czy jak oni to nazywają „touring”) też ma dwudzielną klapę bagażnika. Przydatne do wożenia długich przedmiotów na przykład.

  57. Marek Jarosz

    No tak, siłowniki to szmelc, drogie i awaryjne. Mi w zeszłym roku padły (od nowości były czyli 14 lat), kupiłem 2 sztuki po 35 zł (nowe, markowe), faktycznie zdarli ze mnie, na przyszłość zainwestuję w markowy kij od szczotki.

  58. Wiem że nie na temat- ale wrzucam coś dobrze pasującego do zło… poznajemysamochody (no, na autobezsens też by pasowało). Mój wpis dobrze pasował by do wpisu o Gorgonie. Otóż okazuje się że powstał pojazd łączący elementy mechaniczne z Vokswagena Type 2 (choć gdzieś czytałem o Vokswagenie 1600) razem z oponami od bolidów formuły 1. https://en.wikipedia.org/wiki/Pookie_(vehicle)

  59. zrazik

    Odnośnie tylnych drzwi to mogli montować takie silowniki jak rangę roverze (p54 chyba) przy masce- pomagają podnieść ale maja tez zapadke ktora sie blokuje.
    A amerykance od lat 80 to miał w wagonach szybę chowaną w klapę jak w normalnych dzwiach a samą klapę otwieraną na 2 sposoby – na bok lub jak w pickupie.

  60. KIEROWCA

    Zrazik – ale były też amerykańce w których cała klapa otwierała się na dużych teleskopach plus dwa mniejsze do podnoszenia samej szyby.
    Bardzo podoba mi się natomiast ich rozwiązanie otwierania maski, takie masywne zawiasy nożycowe jak w wersalkach. Niestety z upływem czasu tam też zaczęli wkładać te nieszczęsne siłowniki.
    Zresztą nie oszukujmy się, że pod względem technicznym samochód amerykański to taki trochę bardziej wypasiony Moskwicz/Wołga. Napęd na tył, w przedziale silnikowym charakterystyczna rama chłodnicy, która spinała błotniki i dopiero za nią doklejony nosek z chromowanym grillem i światłami. Same jednak ogólne wytyczne pozostawały głęboko osadzone w latach 50, reszta to otoczka. Nasz duży Fiat i Poldek to takie hybrydy – konstrukcja „amerykańska” w połączeniu z wymiarami, czterocylindrowcem i ogólną plastikowatością szkoły japońskiej.
    Co mnie natomiast w amerykanach zawsze irytowało to brak zamykanego korka wlewu w najuboższych wersjach a zwróciłem na to uwagę przeglądając zdjęcia i filmiki m.in. Jay’a Leno. W tych wypasionych otwieranie klapki na linkę, w opcji. Dla motłochu zwykły polonezowy korek pod rejestracją, którą może sobie odchylić byle frajer. Szczyt głupoty. Zresztą śmiejemy się z FSO a proszę sobie zobaczyć jak wyglądały np. Fordy Taurusy bieda edition „Taurus L” z lat 86-91. Chamskie czarne zaślepki zegarka, głośników w drzwiach, elektrycznych szyb i zamków, gołe metalowe progi bez listew. Poskąpiłeś? Chciałeś korbotronika? No to teraz sobie żyj ze świadomością, że tam coś powinno być. Radio bez magnetofonu. Halogenów czy obrotka nie było nawet w opcji.

  61. MrVixen

    @Kierowca Klapa dwudzielna ma swoich zwolenników, i dlatego jest używana aż do dziś (np. Range Rover). Wydaje mi się, iż nie jest to aż tak tanie, bo gdyby było, siedziałoby w każdym pierdzikółku jako tzw. prestiż.

    Chodzi głównie o dodatkową przestrzeń do położenia czegoś, albo siedzenia na niej.

  62. @MrVixen – co innego dwudzielna klapa, która faktycznie jest cholernie praktyczna, a co innego dwudrzwiowy Fiat 127 czy Kadett D z budą nie różniącą się od hatchbacka niczym poza cholernie bezużyteczną klapą poniżej tylnej szyby i równie niepraktyczną stałą tylną szybą. Nie wiem po kiego diabła było robić toto równolegle z hatchbackiem, ale sensu to nie miało – robienie samych hatchbacków byłoby tańsze i racjonalniejsze. Nikt mi nie wmówi, że ktokolwiek chciałby mieć Kadetta o wyglądzie 5 drzwiowego hatchbacka ale pozbawionego podstawowej zalety hatchbacków 😉

  63. takie Kadetty czy Fiaty 127 powstaly na tyle wczesnie, ze wtedy jeszcze nie byla heczbekowosc tak upowszechniona i zrobili takie cos pewnie jako prostsze, a przy okazji zapewniajace lepsza sztywnosc karoserii (karoserie Fiatow 127/128/Zastavy/Pandy nie sa zbyt sztywne, byc moze Kadett D mial podobnie na poczatku, potem jak sie okazalo ze taka smieszna klapa jest bezurzyteczna i narzekalo na to mnustwo klientow salonow to stwierdzili ze trudno, trzeba to poprawic i poprawili, nie bylo od poczatku produkcji Fiata 127 pelno heczbekowego i byc moze Kadett D tez tak zaczynal (tego nie wiem), ale raczej na pewno nie bylo to celowe dzialanie zeby robic od poczatku pelna i polowiczna klape tylna, bo to nie ma wiele sensu

  64. KIEROWCA

    Mój koment oczekuje w moderacji…

  65. KIEROWCA

    U nas w Żuku była klapa dwudzielna, żeby Cytryn i Gumiak mogli wozić na pace deski. Miało to także uzasadnienie historyczne, gdyż na samym początku Żuk był pikapem. Oczywiście w latach 90 trzeba było to „unowocześnić” i zrobić w całości podnoszoną do góry. Mniej więcej w tym samym czasie w ramach modernizacji wygodne fotele Poloneza zastąpiono wąskimi, twardymi taboretami a całą metalową galanterię (klamki, korbki) czarnym plastikiem.

  66. MrVixen

    @Miki 5-drzwiowy hatchback może potrzebować dodatkowych wzmocnień – z tego, co wiem, obramowanie tylnej szyby w sedanie/fastbacku jest jednym z kluczowych elementów odporności na skręcanie.

    Taki tańszy, bo zawierający mniej stali fastback nadaje się dla klientów flotowych (bo oni nie będą patrzeć, czy jest pełna klapa, tylko czy jest taniej) i zwykłych skąpców.

  67. Kristoffer

    Jeśli chodzi o okres malaise era to warto napisać czemu takie zjawisko zaistniało.
    1. W 1973 roku wystąpił kryzys paliwowy który zastał kompletnie nie przygotowane koncerny z USA na konieczność obcięcia spalania. Nie było VVT, MDS, wtrysku bezpośredniego a diesle z USA psuly się na maxa.
    2. Ochrona środowiska – normy emisji – wczesniej silniki były bardziej wysilone. Z tego powodu pojawiły się silniki 5.0 V8 150 KM. Z drugiej strony mniej wysilone silniki to większa niezawodnosc.
    3. Spadek sprzedaży i zwiazane z tym problemy finansowe Wielkiej trójki z Detroit.
    4. Wejscie Japończyków z niezawodnymi autami od lat 70.

  68. @MrVixen – a ja podejrzewałbym kreatywność twórców przepisów podatkowych w poszczególnych krajach. Vide wpis na zlo… Poznajemy Samochody o kei carach. Być może w niektórych państwach podatek drogowy był liczony od ilości drzwi, albo dwudrzwiowe auta były traktowane ulgowo, i tam taki wykastrowany Kadett mógł mieć duży sens. Nie wiem czy faktycznie tak było, jednak biorąc pod uwagę oderwanie urzędników fiskusa od rzeczywistości jest to bardzo prawdopodobne.

  69. KIEROWCA: w samochodach uzytkowych wogole drzwi tylne otwierane do gory to totalna porazka, ja majac C15 z drzwiami na boki przyzwyczailem sie do tego stopnia, ze potem majac berlingo przywalilem w nie widlakiem jak chcialem zaladowac maszyne na palecie… na szczescie tworcy berlinga to chyba przewidzieli i dali taka szeroka listwe na dole tych drzwi i nie bylo widac wgniecenia (jak sie okazalo nie pierwszego) :) na szczescie juz nie mam berlinga, tylko starego dobrego Kadetta Combo ktory jest 100x lepszy od berlinga i c15 razem wzietych

  70. Ktosiek: jak tam zdjecia miarki oleju?
    ps. fajna strone znalazlem wczoraj:
    http://www.autoinfo24.ru/rukovodstva-po-remontu/inomarki/nissan/micra

    tu sa serwisowki do prawie wszystkiego, jak ktos niebardzo gawari pa ruski, to moze sobie w linku na koncu zmieniac tylko producenta i model

  71. Marcin

    Z tym Odsmobilem to trochę namieszane. Silnik który tam stosowano to kolejna wersja rozwojowa klasycznego i cieszącego się uznaniem, pancernego Buickowskiego 3800 V6. To jest ta sama konstrukcja, która w formie turbodoładowanej stosowana była m. in. w Buicku GNX – aucie ery malaise, które miało 300 koni i osiągało setkę w 5s. Wersja 205KM już miała kompresor, więc nie było potrzeby go dorzucać aby osiągnąć dodatkowe 20KM. Generalnie ten silnik ma bardzo ciekawą historię, która zaczęła się długo przed nadejściem ery malaise. W międzyczasie jego linia produkcyjna została sprzedana Jeepowi, a później ponownie odkupiona przez GM. Jest to raczej materiał na fajny wpis niż obiekt do drwin.

  72. KIEROWCA

    Benny – super ta ruska stronka, instrukcje do prawie wszystkich marek w tym do Pobiedy, Gaza, Łady, Wołgi. Jest nawet Gaz 53, moja ulubiona ciężarówka przez większość ludzi błędnie nazywana Ziłem. Wielki szacun dla Ruskich, że to produkowali do 93 roku. U nas ciągle jakieś głupkowate modernizacje, to podwójne lampy w zderzaku, to klamki kasetowe to skaje na drzwiach a oni wychodzą z założenia, że jeśli coś działa to jest niegłupie i nie należy tego zmieniać na siłę.
    Dla wszystkich chociażby w minimalnym stopniu ogarniających cyrylicę. Ja nauczyłem się ruskich liter z własnej i nieprzymuszonej woli, niestety w szkole mieliśmy angolski (uczony przez ukrainkę) ale mnie zawsze ciągnęło na wschód. Lubiłem ruskie samochody, zabawki, cały ten specyficzny klimat otaczający ludzi radzieckich.

Comments are closed.