Człowiek, który myślał tak jak ja

…tylko był lepszym inżynierem.

Właściwie to w ogóle był inżynierem, bo ja na przykład nie jestem. Nie każdy może być inżynierem, ktoś musi pisać blożki o motoryzacji.

Od lat mówię, że zgadzam się z tym, że samochód wiozący jedną osobę jest bez sensu w mieście. Naprawdę, nie ma najmniejszego powodu, żeby wbijać do miasta Range Roverem. Z tym że odpowiedzią dla mnie na rozdmuchane rozmiary nowoczesnych pojazdów nie jest wtłaczanie wszystkich na siłę w niewydolny i niewygodny transport kolektywny, a zmniejszanie rozmiarów pojazdów transportu indywidualnego. Dlatego tak lubię wszelkie rowery z silnikiem, motorowery i inne przejawy transportu indywidualnego, które mogę wnieść po schodach pod pachą.

Mało kto podziela ten punkt widzenia, zwykle istnieją dwie grupy: ludzi, którzy jeżdżą rendżem i wszystko mają w dupie, albo socjalultraaktywiści, którzy zabroniliby jazdy samochodem w ogóle. Zwłaszcza ci drudzy stosują molibdenową logikę: samochody zajmują za dużo miejsca w mieście, więc ograniczmy wjazd dla starszych aut niezależnie od ich wielkości. WHAT THE F**K

Ze świecą żarową szukać osób w historii motoryzacji, które interesowałyby się zagadnieniem wyciśnięcia jak największej użyteczności z pojazdu zajmującego jak najmniej miejsca. Przeważnie chodzi o to, żeby auto wyglądało bogato, było dochodowe i stanowiło wyraz zamożności właściciela, a gdzie on je zaparkuje to nie ma znaczenia. Był jednak sobie niejaki Victor Bouffort, urodzony w 1912 r. we Francji, który zajął się właśnie tym problemem i dlatego postanowiłem o nim napisać.
Już jako 10-latek Bouffort był niezłym świrem – budował z czego popadło działające modele różnych maszyn. W 1932 r. zbudował samolot własnej konstrukcji, w 1938 r. jako młody inżynier brał udział w konstruowaniu samolotu o nazwie Elytroplan, zaprojektowanego przez Marcela De Rouge. –> LINK.

Po II wojnie światowej Bouffort stwierdził, że przyszłością są samochody i będzie je konstruował. Jego pierwszym prototypem był trójkołowiec, który powstał z połączenia przedniej osi od Renault 4CV z tyłem od motocykla Terrot 500 (nie wiem dlaczego cały czas czytam tę nazwę jako Terror 500). Trójkołowiec został wypróbowany na torze w Montlhery, gdzie radził sobie nadspodziewanie dobrze. Wprawdzie z początku nie miał nadwozia, ale podwozie wykonano bardzo dokładnie i sensownie.

Potem pojawiło się także nadwozie, a pojazd, co ciekawe, zachował się w niezłym stanie.

Bouffort uważał, że trzecia wojna światowa to kwestia czasu (w sumie jakby nie było, jest to prawda). Dlatego zgłosił się do dowództwa armii francuskiej ze swoim drugim projektem: terenowym quadem z napędem 4×4 i silnikiem z Citroena 2CV. Zaletą jego quada była niska masa i możliwość zrzucenia na spadochronie w każdym miejscu, następnie żołnierze mogli na niego wsiąść i popędzić przez najniedostępniejsze ostępy, żeby móc się bezpiecznie poddać.
Projekt został zaakceptowany dopiero w 1970 r., a produkcję „fardiera 4RM” (od 4 roues motrices) podjęła firma Lohr. W opisach dotyczących pojazdów militarnych błędnie podaje się, że Lohr FL500 był opracowany przez firmę SOFRAMAG, w rzeczywistości Bouffort był głównym konstruktorem i pomysłodawcą tego pojazdu.
Więcej informacji o Lohrze tutaj: LOHR

W 1950 r. Bouffort zauważył, że ruch w miastach narasta lawinowo i nie można tego tak zostawić. Myślał, myślał i wymyślił: Valmobile. Valize-Mobile. Pojazd w postaci walizki. W ciągu dwóch minut z walizki można było zrobić skuter i pojechać na nim sobie gdzie kto uważał. We Francji projekt ten wzbudził dość ograniczone zainteresowanie, choć znalazła się firma Martin Moulet, która podjęła seryjną produkcję Valmobile’a. Stosowano do niego różne silniki: najpierw 60-centymetrowego Altera, potem 98-centymetrowego Villiersa, który pozwalał tym sprzętem lecieć 65 km/h. Przypominam, że mówimy o roku 1951. I że przednie kółko wyglądało, jak od wózka dziecięcego. Martin Moulet zarzucił produkcję Valmobile’a w 1956 r., ale potem licencję kupiła japońska firma Hirano i produkowała ten pojazd do 1961 r. Szukałem, czy nikt nie ma czegoś takiego do sprzedania, bo zakochałem się w Valmobile’u. EDIT: masa pojazdu to 40 kg.

Valmobile to ojciec wszystkich późniejszych składanych skuterów: Fuji Go-Devil, Honda Motocompo i innych.

Jednak najciekawszy projekt Boufforta rozpoczął się w 1968 r., gdy to Victor połączył siły z Henrim Viardem. Henri Viard był bujającym w obłokach wizjonerem o genialnych pomysłach, który potrzebował inżyniera do przeniesienia ich w świat realny. I oto powstał koncept La Minima. Stanowił odpowiedź na to, że większość osób jeździ po mieście maksymalnie w dwie osoby. Zatem po diabła im tylna kanapa? Jak na lata 60. Minima wyglądała niezwykle nowocześnie. Miała ścięte, jednobryłowe nadwozie. Coś jak Beskid. Zaraz, jak Beskid? We Francji? HALO, POLICJA, PROSZĘ PRZYJECHAĆ NA FEJSBUKA!!!

Odsuwane drzwi miały umożliwić wysiadanie w każdych warunkach, a nieprzekraczająca 2,5 m długość – parkować prostopadle na miejscach równoległych. Był to zatem ni mniej, ni więcej, tylko protoplasta Smarta ForTwo. Podłubany 30-konny silnik Fiata rozpędzał Minimę do 120 km/h, a w ruchu miejskim nie ustępowała ona znacznie większym samochodom osobowym. Projekt zajął mnóstwo czasu i pożarł sporo środków finansowych, gotowy produkt zaprezentowano dopiero w 1973 r. Wtedy wybuchł kryzys paliwowy i choć Minima stanowiła jakąś nań odpowiedź, nikt nie podjął tematu, bo nikt nie miał kasy. Był to ostatni samochód 61-letniego wtedy Boufforta.

Spójrzcie, jaką piękną, dopracowaną linię ma Minima. Ileż potem powstało konceptów korzystających z tych samych rozwiązań stylistycznych! Mitsubishi Commuter, Ghia Pockar, Toyota FCX, Citroen SA-109. Ale nie nie, to przecież Francuzi nam ukradli!

Victor Bouffort był wizjonerem i geniuszem, których dziś już nie ma, bo światowe koncerny nie dopuściłyby takich osób do głosu. Elon Musk to zupełnie inna historia…

← Previous post

Next post →

73 Comments

  1. Piotrek

    Ja nie zgadzam się z autorem jedynie w kwestii małych samochodów. Uważam, że małe auto, np. Nissan Micra, źle sprawdza się zarówno w mieście, jak i w trasie. Nie nadaje się zbytnio do niczego.
    Skutery, elektryczne rowery i mikrosamochody popieram natomiast całym sercem. Są do miasta idealne.
    W garażu powinny się znaleźć obok pojazdu idealnego w trasę, czyli dużego, wygodnego samochodu. Espace, C5 czy co kto lubi.

    A nie, że jeden pojazd do wszystkiego i do niczego. :)

  2. Michał

    @Piotrek
    Możesz uzasadnić, czemu małe auto które naprawdę łatwo wszędzie momentalnie zaparkować nie sprawdza się w mieście? Czemu pomijasz np. kwestię spalania?

  3. Ja się w teorii zgadzam z tym, że mały samochód na co dzień najlepszy, tylko że:
    1. Jeśli prowadzi się jakikolwiek aktywny tryb życia, szczególnie z rodziną, to trzeba mieć też większe auto, żeby mieć czym pojechać na narty, żagle czy nad morze. I teraz to drugie auto nie musi być na własność. Np Holendrzy tak sobie radzą – na wyjazd na narty wypozyczaja fiata scudo czy vw transportera. W polskich warunkach to nie ma sensu, bo proporcja kosztu wynajmu vs ceny zakupu i utrzymania jakiegoś używanego kombi czy vana przemawia za kupnem. No a wtedy to po co kupować jeszcze jedno, małe auto.

    2. Mogę jeździć autem małym, ale nie chce jeździć autem badziewnym. Głośnym, brzydkim w środku, ze słabym audio, plastikami z recyclingu, manualną skrzynią. Czyli potrzebowałbym jakiegoś malucha premium, których produkcję do perfekcji opanowali jako pierwsi Włosi (autobianchi a112, potem lancia Y, lancia musa), a potem trochę próbował Mercedes z a-klasą, potem Audi z A1. Tylko o ile ypsilon kosztował znosnie, to cena A1 jest jakimś absurdem. Czyli wracamy do tego, że jednak lepiej kupić auto większe, bo tam te umilajace życie ficzery mam prawie w standardzie.

  4. ^Sprzedam Espace 1998 2.2td, 476k przebiegu

  5. Ooo, wspaniałości. Z tym, że ja niestety potrzebuję bagażnika. Dlatego ideałem do miasta byłby dla mnie kei van.

    Ktoś ma na zbyciu jakieś Carry, Acty albo Portera?

  6. Świetny artykuł. Daję mu 10 w skali Boufforta.

  7. Ktosiek

    Niech każdy jeździ czym chce, miasto nas pomieści, a korki to rzecz naturalna w mieście, niemożliwa do eliminacji. Choć zgodzę się, że dla ludzi poruszających się tylko po mieście, i to po dość krótkich odcinkach jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest auto o pojemności do 1.4 litra klasy A/B – większe to zbytek, którego jednak nie można nikomu zabronić. Motorower to zbyt drastyczne podejście do tematu, ale auto wielkości Getza, czy innego i10/Matiza/Wagon eR’a – jak najbardziej. Małe, sprytne, łatwo je upchać w mieście – same plusy. Oczywiście tacy ludzie najchętniej kupują Diesle, często profilaktycznie wycinają „złe” rzeczy jak DPF i resztę dobrodziejstw dzisiejszych Diesli (SCR oraz AdBlue, dodatkowo jeszcze EGR i parę „niutonów” więcej i auto już jest sku… tzn. gotowe :) ) – przecież on nie będzie jeździł g#$@m.

    Elon Musk – nie wiem dlaczego, ale pasowałby mi na głównego złego w najnowszym James’ie Bondzie 😛 – mam jednak nadzieję, że jego auta pozostaną jeszcze długo dodatkiem do normalnych aut – choć, znów to powiem – silników ICE nie zabije rynek, a regulacje prawne. I żeby nie było – A NIE MÓWIŁEM ? https://goo.gl/bPFs9k – nie ma nic za darmo, jeżeli ktoś myśli, że będzie „tankował” za przysłowiową czapkę śliwek, to niech śni dalej :) – a powyższe dane to dopiero początek, jeżeli rynek EV będzie rósł, to i składki pójdą w górę. Najbardziej obawiam się tego, że możemy zostać z produktem, który będzie gorszym rozwiązaniem, niż auto z ICE, którego wdrożenie pochłonie jeszcze koszty związane z modernizacją sieci energetycznej oraz – koniec końców – może być mniej zielone niż auto z ICE, bo napięcie w gniazdku nie pojawia się znikąd – do tego – na razie – choć pewnie szybko się to nie zmieni – brak wygody „szybkiego tankowania”, na razie szybkie ładowanie to i tak ok. 40 minut (i bynajmniej nie do pełna).

  8. W kwestii transportu miejskiego, samochód niestety przegrywa. Z kim?
    Ano z motocyklem. Na nic się nie zda zmniejszanie długości auta do 3m, do 2,5m, skoro niezależnie od długości, zajmuje tyle samo miejsca w korku i na parkingu pod marketem. Z tym, że z marketu niewiele się przywiezie.
    Za to we wszystkich zatłoczonych i ciasnych miastach, jak azjatyckich i włoskich królują skutery i motocykle. Doskonałe w tym, że przemieszczają bezpośrednio z punktu A do punktu B. Bez przesiadek. Bez czekania. Bez współpasażerów. Szybciej niż rower.
    Co prawda przewóz bagażu niemożliwy, ale na dojazdy do pracy?

    Niestety, włoskie słońce i wiatr we włosach ciężko poczuć w zimowych opadach i przy 0 stopniach…

  9. KIEROWCA

    No i te koła od malucha…
    Sprzęty podobne do Minimy śmigają teraz często gęsto głównie w rękach inwalidów, którzy przesiedli się z Simsona Duo.
    Tylko w moim mieście jest chyba za 4-5 takich pojazdów na małych komarkowych rejestracjach.

  10. hurgot sztancy

    według tej ulotki, do Valmobila oferowano kosz! właśnie wyobraziłem sobie wyścigi Valmobilów z koszem…

  11. Padalec

    W marketach można zaobserwować wyścigi wózkami, koszami bez Valmobilów. Kto pierwszy przy kasie wygrywa. Zawsze jakaś namiastka 😉

  12. Luke Brodzky

    Ta Minima to jak Peugeot 1007 proszę Pana wygląda.

  13. benny_pl

    genialne! swietny facet, fajna terenoweczka Lohr, walizkoskuter, a Minima wogole sliczna <3 :)
    ja tez uwielbiam male samochodziki, zreszta kupe czasu jezdzilem Cinquecentem 700, potem przerobionym na 900, a teraz mam kei-cara czyli Tico :) swietny samochodzik, niezwykle sympatyczny i wszedzie sie miesci, fajnie przyspiesza i o malo nie produkuje paliwa 😉 bo pali tylko 7.5l gazu po miescie, wychodzi okolo 50zl za 300km :) po miescie-do pracy super

    ja tam nie widze problemu z maniem kilku samochodow, przeciez zona tez czyms musi jezdzic wiec 2 samochody to i tak minimum w rodzinie, a ona lubi duzym wiec Mercury Villager jest dla niej w sam raz, a przy okazji jest wysmienity w trasie
    dwa samochody to tez oczywiscie za malo, dobrze miec tez jakiegos busa albo dostawczaka chociaz, tak zeby mozna bylo wozic graciwo bez strachu ze sie poniszczy cos, w zwiazku z czym w tej roli po roznych C15stkach i berlingach zagoscil Kadett Combo, ktory jest chyba najlepszym budkowozem razem z caddy 9k :)
    no 3 samochody to tez zdecydowanie za malo, dobrze jest miec jakis samochod ktory sie raz na jakis czas zmienia, zeby nudno nie bylo 😉
    no 4 samochody to tez troche malo… dobrze miec jeszcze cos do wrastania… najlepiej cos co bedzie tez na czesci do tych co sie ma, no i najlepiej jak nie bedzie tylko jeden… :) no juz nie bede sie rozpisywal ;p
    oczywiscie same samochody to tez strasznie jednolicie, motorowery i skutery tez sa przeciez fajne, oczywiscie o ile sa stare :)
    ale ja tam sie boje po miescie jezdzic motorowerem/skuterem bo mam wrazenie ze wszyscy mnie zaraz rozjada 😉 no ale po wsiach dla relaksu fajnie sobie pojezdzic, najlepiej przynajmniej w 2 osoby, niedlugo trzeba bedzie pojezdzic znow jak sie juz cieplo zrobi :)

  14. @Cubino

    Czymś takim to było właśnie Audi A2 – sam zresztą tego wozu niebywale pożądam. Problem polegał jednak na tym, że tak dość bezkompromisowo zrobiony samochód miejski kosztował tyle co A3, a w bogatszych wersjach wyprzedzał nawet biedniejsze Passaty i zahaczał o bazowe A4! Zrobiony w całości z aluminium – można zapomnieć o korozji raz na zawsze i jeździć praktycznie wiecznie. Daje to też niższą masę własną. Nadwozie podporządkowane aerodynamice – ja jestem jakimś dziwakiem, bowiem niczego odrażającego w tym wozie nie widzę (zresztą zawsze jakoś wpierw widzę technikę, a wygląd często ma dla mnie znaczenie dalekorzędne) – niemniej jednak zauważam, że ogólnie ludzie oceniają wygląd tego samochodu negatywnie. A samochody kupowane są oczami – dlatego też może (i ze względu na markę) niebędąca niczym specjalnym i odkrywczym równie droga klasa A sprzedawała się całkiem nieźle – będąc w moim odczuciu wozem pod każdym względem gorszym.

    Problemem A2 jest jednak występowanie tylko jednego rozsądnego silnika, który i tak nie jest niczym specjalnym – 1.4 16V w wersji 75 KM. Poza tym był 1.6 FSI i trzycylindrowe pompowtryskiwaczowe diesle (mmm, wspaniałość!). Jedynym sensownym rozwiązaniem jest tu wsadzenie 1.6 125 KM z Polo/Lupo GTI (oznaczenia m.in AVY lub AJV), bowiem to taki 1.6 FSI z uczciwym wtryskiem w kolektor i mocą większą o 15 KM. Ten silnik to zresztą (wyjąwszy TSI) najmocniejszy i chyba najsensowniejszy silnik z rodziny EA111.

  15. darekk

    „i popędzić przez najniedostępniejsze ostępy, żeby móc się bezpiecznie poddać.” ….celnie

  16. Piotrek

    Co to wypożyczania vana – jeżdżąc w 6-7 osób, wypożyczenie Trafica czy Vivaro wychodzi podobnie jak jazda dwoma osobowymi benzyniakami. Jak jedziesz w 8-9 osób i robisz duże przebiegi (czyli wakacje zwiedzaniowe, a nie stacjonarne), to wychodzi nawet taniej. No i potrzebujesz połowę mniej kierowców, a z tyłu jest dużo wygodniej niż w typowym kompakcie z tyłu.

    Ja tak byłem już za granicą 3 razy. Za wypożyczenie Trafica/Vivaro płaciłem 180-210 zł za dobę, palił średnio 7,5 (płaskie autostrady) do 8,5 (goniony po serpentynach). Myślę że się kalkuluje bardziej niż jazda dwoma osobówkami, chyba że masz dwie duże i wygodne osobówki z dieslem lub LPG.

  17. pyzaty

    Minima musiał być dość słabym produktem, skoro nie potrafił się sprzedawać nawet w momencie gdy ceny benzyny poszybowały ostro w górę.

  18. Oczywiście, poza właścicielami rędżów i pokrewnych, a szalonymi aktywistami „Stop blachosmrodom”, jest zapewne jakieś 99% społeczeństwa, ale ta prosta prawda odbiłaby się negatywnie na poetyce wpisu, więc licentia poetica wydaje się być uzasadniona estetycznie. 😉
    Minima świetna (i jeszcze te nastawiające nostalgicznie cytrynki!) , ale interesuje mnie przede wszystkim, ile ważył Valmobile, czy panazłomnikowa wizja wniesienia go po schodach jest realna?
    W pokazanej ulotce, pomimo szeregu szczegółów ten kluczowy parametr został pominięty, co nie nastraja optymistycznie.
    @Cubino – Porównujesz nieporównywalne. Tak, wypożyczenie dużego kombi/vana, uzywanego na wakacje jeśli dobrze policzyć, jest bardziej opłacalne, niż kiszenie go przez całyu rok (kiedy dojeżdżasz do roboty autem miejskim. Tyle, że w wypożyczalniach są auta prawie nowe i często wymieniane. Koszt wypożyczenia, przy dobrych układach to ok 150- 200 zł/dobę. Jeśli auto potrzebne ci 2 x w roku, na 2 tyg. w lecie i na 2 tyg. w zimie na narty, to ten koszt wyniesie rocznie ok. 150 do 200zeta x 28 dni = 4200-5600 zł.
    I co roku masz kolejne, prawie nowe auto, a nie starego po paru latach grata. Tymczasem własność pojazdu to rocznie: 2-3 tysiaki na ubezpieczenia. Przy tzw. dobrych wiatrach 1-2 tysiaki na pozapaliwową eksploatację (ewentualne naprawy, materiały eksploatacyjne (opony, akumulatory, oleje) i przeglądy), oraz bliżej nie sprecyzowana, ale wysoka cena amortyzacji (dla auta za 120 tys. niech będzie to 8 000- 10 000 zł rocznie). Razem koszt roczny to 13 000 – 15 000 zeta. Nawet jeśli idąc po tzw. mirkowej taniości, udałoby ci się obniżyć te kwoty o połowę, to nadal bardziej opłaca się wynajem.
    Plus auto miejskie na codzień.

  19. Nat

    dodałem tę informację w opisie, znalazłem ją w prospekcie valmobile’a

  20. Ktosiek

    @EWPE: A2 i bezkompromisowy samochód miejski ? „nie rozśmieszać klientów” :) – tzn. nie chcę burzyć Twoich marzeń, ale prawda jest taka, że to auto było za drogie i marnie wykonane, jak na auto w tej cenie – to coś jak teraz A1, gdzie należy dopłacić do klimatyzacji (przy cenie wejściowej 70 kilku tysięcy), a pod skórką znajdziemy Polo, albo idąc do jeszcze bardziej wspólnego mianownika – Fabię/Ibizę, czyli PQ25. Tak więc A1 to Fabia za cicrca (dokładając jakieś rozsądne wyposażenie) 90-100K zł – po prostu deal życia. Zresztą samo A2 także siedzi na PQ24, chyba nawet jako pierwsze auto w VAGu korzystało z tej platformy.

    Plus A2 to zastosowanie aluminium, co faktycznie jest dość niespotykane, także „otwieranie” przedniej maski jest ciekawe… poza tym to mały, przepłacony, wykonany tanimi materiałami samochód. Silniki nie porywają, wkładanie czegokolwiek innego ze stajni VAG też niczego dobrego nie zapowiada.

    Wiem, że pewnie zaraz powiecie, że zwariowałem, albo że pewnie zapomniałem o lekach, ale Meriva jest dużo rozsądniejszym wyborem niż A2.

  21. @Piotrek – Micra nie jest mała. Małe są kei-cary. W Japonii Micra nawet nazywa się inaczej (March) bo nazwanie średniej wielkości auta ze swojej gamy nissan słusznie uznał ze głupie.

  22. @Ktosiek: chyba jednak zapomniałeś o lekach 😀

    Absolutnie nie postrzegam A2 jako ideału – ideałów we współczesnej motoryzacji nie ma, ale o tym wspomnę za chwilę. Bazując na pewnych rozwiązaniach konstrukcyjnych płyty PQ24 oczywistością jest, że dzieli z rodzeństwem wiele wad. Ale czy też jako samochodom miejskim można temu rodzeństwu coś wielkiego zarzucić? Są to samochody po prostu poprawne, ot mniej-więcej to, czego potrzeba i nic więcej. A2 było swego rodzaju eksperymentem wykraczającym ponad rynkowy pragmatyzm, swego rodzaju pokazem możliwości koncernu, autem koncepcyjnym, któremu trafiło się wejść do seryjnej produkcji. Zastosowanie drogiego aluminium i podporządkowanie karoserii aerodynamice było pewnego rodzaju bezkompromisowością. Samochód jest inny niż wszystkie i to jest jego wartością. Oferuje nadzwyczajny stosunek miejsca w środku do oporów ruchu – co implikuje niższe zużycie paliwa. Występowała wersja 3L tak samo jak w Lupo – przy czym A2 było wewnątrz nieporównywalnie przestronniejsze, stojąc ponad Lupo chyba nawet dwie klasy wyżej. Owszem, silniki nie zachwycają – owe 1.4 jest najwyżej mniejszym złem. Kompromisów też nie dało się ustrzec – można narzekać na brak wielowahaczowego (najlepiej aluminiowego) zawieszenia tylnej osi czy na inne tego typu elementy (ale zdaje się, że w przeciwieństwie to rodzeństwa z segmentu z przodu było już coś aluminiowego). Czy to jednak ujmuje temu Audi? Mnie na swój sposób fascynuje w motoryzacji pewna inność, odmienność, swoiste przedkładanie inżynierskiej fantazji nad rachunek ekonomiczny. A2 dokładnie to daje – cokolwiek innego w tym segmencie – nie.

    A1 to zupełnie inna para kaloszy. To istotnie jest przebrana Fabia, jedynie z lepszymi materiałami w środku czy innym znaczkiem. Nie wyróżnia się absolutnie niczym, znakomity przykład udawanego „premium” – w przeciwieństwie do A2.

    Zaś sama bezkompromisowość w motoryzacji przy obecnym poziomie skomplikowania konstrukcji i mnogości norm jest nieosiągalna. Dam przykład – gdy zechcemy nabyć jakiś przedmiot użytkowy – powiedzmy mebel – możemy pójść do Ikei po sklejkę, ale też możemy udać się do rzemieślnika, który na zamówienie wykona z najlepszego drewna wręcz dzieło sztuki użytkowej. Nie inaczej było kiedyś w świecie motoryzacji – choć z biegiem rozwoju techniki można mówić już tylko o samym karosowaniu – podczas gdy mechanikę przejmowano mniej lub bardziej z samochodów seryjnych, będąc zdanym na jej łaskę bądź niełaskę. Obecnie to wszystko zanikło już niemal całkowicie – bowiem przy współczesnym zaawansowaniu techniki (a też istnienie konieczności spełniania szeregu norm) wszelka produkcja małoseryjna (bądź nawet w pojedynczych egzemplarzach) jest po prostu niemożliwa – ileż to kosztuje dziś opracowanie nowego modelu? A teraz proszę sobie wyobrazić, że nie rozkłada się to na setki tysięcy egzemplarzy, lecz jeden czy pięć. Jesteśmy więc wszyscy niejako skazani w tej dziedzinie na produkty masowe, wytwarzana przez firmy/korporacje motoryzacyjne. A podstawowym celem firmy (w tym także firmy motoryzacyjnej) jest osiąganie zysku – nic w tym zdrożnego. W zarządzie musieliby zasiadać więc idioci bądź biznesowi samobójcy by projektować, produkować i wprowadzać na rynek coś, co nie będzie dochodowe. I choć jak najbardziej możliwe jest przy obecnym stanie techniki stworzenie samochodu absolutnie idealnego – trwalszego od spiżu i w każdym aspekcie doskonalszego od jakiegokolwiek wozu, który ujrzał kiedykolwiek światło dzienne. Jednakże finalny koszt takiego produktu byłby tak absurdalny, że popyt byłby bliski zeru. Widać to zresztą po A2 – samochodzie i tak kompromisowym pod różnymi względami – którego zabiła cena.
    Ktoś powie – a Bentley, a Rolls-Royce? Owszem, to są wozy na swój sposób bezkompromisowe i jak dla mnie dopiero tam zaczyna się „premium” (a BMW czy Mercedes to zwykła masówka). Są to jednak wozy (eufemistycznie mówiąc) drogie i występują tylko w formie dużych limuzyn. Niewielki samochód miejski tej klasy? Rzecz nierealna – jakkolwiek technika umożliwiałaby jego stworzenie, jego wyprodukowanie (samo wyprodukowanie, nie mówię tu o finalnej cenie) kosztowałoby, ja wiem – 200 tysięcy złotych za egzemplarz? Trudno sądzić, by produkt taki cieszył się wystarczającym popytem.

    Jakiż wniosek z tego wszystkiego? A sam nie wiem… Ideały nie istnieją? Znowu w formie średnio uporządkowanej wylewam swoje myśli bez ładu? „Tak działa wolny rynek”?

  23. Koła „cytrynki” jak w 500 i maluchu :-)

  24. Ukradł mi! Koła z malucha.

  25. KIEROWCA

    Kiedyś produkcja małoseryjna była opłacalna, nawet zwykli ludzie budowali SAM-y a niektóre warsztaty przyczepki czy konwersje Warszawy na furgon itp. Nawet FSO czy SAAB wytwarzały w niektórych latach mniej niż 100.000 pojazdów rocznie. FSD właściwie do końca było manufakturą a do połowy lat 90 przypominało warsztaty w zajezdni PKS. Robotnicy spawający Nyski z profili, prymitywna lakiernia, szpachlowanie epidianem. I się opłacało.
    Teraz całą mniejszą wytwórczość zgnojono milionami norm homologacyjnych, które są w stanie spełnić tylko wielkie globalne korpo. Kolejne marki samochodów upadają albo są zastępowane generyczną korporacyjną papką. GM, Skoda, Seat. Trochę inne karoserie ale tak naprawdę jest to badge engineering. Wspólne silniki, podwozia, wiązki, detale wnętrza.

  26. Czytając swój komentarz jestem przerażony „połamanością” języka. Mam nadzieję, że nie zostanie mi to zapamiętane (wszakże owe błędy to kwestia pośpiechu).

  27. @Leniwiec Gniewomir – dlaczego co pytasz? Przecież i tak nie masz kasy, ani zamiaru kupna.

  28. marekrzy

    @EWPE,
    czytając Twój komentarz można założyć, iż posiadasz wiedzę ale w pośpiechu zapomniałeś że istnieje „Niewielki samochód miejski tej klasy” .
    Znaczy: istniał. Aston Martin Cygnet. Spełnia Twoje założenia – kosztował wywrotkę pieniędzy i cieszył się niewystarczającym popytem.
    No dobrze: faktycznie był Toyotą w wypasionym płaszczyku. Planowane kilka tysięcy rocznej sprzedaży osiągnął by chyba pod koniec tysiąclecia. I poddał się bodajże po dwóch latach

  29. Ach, aż chciałem wspomnieć o Cygnecie – owa wspominka brzmiałaby „nie wspominając o żartach takich jak Cygnet” – ale jakoś o tym zapomniałem.

    Nie chcę powtarzać niesprawdzonych informacji, ale coś jakby kiedyś mi się obiło o uszy, że Cygnet tak naprawdę miał służyć do obniżenia średniej emisji dwutlenku węgla w gamie producenta. Gdyby jednak na to spojrzeć na czysto bez zwracania uwagi na przyczyny powstania tego pojazdu – to nadal zupełnie nie to co trzeba. Samo zastosowanie lepszych materiałów wykończeniowych nic nie zmienia – reszta to nadal Toyota. I absolutnie nie mówię, że to zły wóz – ale „bezkompromisowość” to jednak coś nieco innego. Patrząc na przykładzie czegoś wielkości właśnie Audi A2 (jakby nie patrzeć – to też samochód miejski, lecz o wiele bardziej uniwersalny) mógłbym oczekiwać:
    – nadwozia z aluminium (lekkich stopów) bądź kompozytów – w celu osiągnięcia jak najniższej masy i jak największej sztywności;
    – pneumatycznego, w pełni niezależnego zawieszenia o jak najniższej masie nieresorowanej, co mogłoby zostać uzyskane dzięki szerokiemu zastosowaniu kompozytów i lekkich stopów;
    – zaawansowanych silników czterocylindrowych z wałkami wyrównoważającymi (zastosowanie sześciocylindrowych raczej jest niemożliwe z racji ograniczonego miejsca);
    – najwyższej jakości wykończenia wnętrza (to jedyny element spośród wymienionych, który można spotkać na rynku w omawianej klasie);
    – niespotykanego wyciszenia i wspaniałego systemu nagłaśniającego;
    – nadzwyczaj wydajnych hamulców;
    – czy wreszcie takich pozornie nieistotnych drobnostek jak wydech ze stali nierdzewnej;
    – nade wszystko – niezawodności i trwałości wręcz absolutnej.

    Jest to wizja utopijna. Na stworzenie tego samochodu jak najbardziej pozwala obecny stan techniki, ale nie pozwalają rynkowe realia. Jak już wspominałem we wcześniejszym komentarzu – koszt samego wyprodukowania takiego pojazdu byłby astronomiczny (nie mówiąc już o ewentualnej cenie końcowej zawierającej koszty zaprojektowania i wdrożenia takiego wozu do produkcji), co czyniłoby popyt śladowym. Takie przedsięwzięcie to biznesowe samobójstwo. Gdyby rynek był inny – i wśród osób szczególnie zamożnych byłoby zapotrzebowanie na taki pojazd – to kupowałyby go one tak samo jak kupują Rollsy. Jak jest – każdy widzi.

    Gdy jednak wspomniany typ klienta chce nabyć pojazd tej wielkości, to pewnie kupi Mini – zwykły samochód, jedynie lepiej opakowany, ciut lepszy technicznie (wyciszenie, niezależne zawieszenie z tyłu itp.) i rażąco droższy. I takie coś na rynku się sprawdza – bowiem oczy i podstawowe zmysły ma każdy, ale zmysłu technicznego wariata oczekującego perfekcji rodem z najdroższych limuzyn nie ma prawie nikt. Tak więc mogę sobie tu tak gadać i tyle, świat jaki jest każdy widzi.

  30. Ktosiek

    @EWPE: „A2 było swego rodzaju eksperymentem wykraczającym ponad rynkowy pragmatyzm, swego rodzaju pokazem możliwości koncernu, autem koncepcyjnym, któremu trafiło się wejść do seryjnej produkcji.” o_O A2 miało być pokazem ?:> to czym w takim razie był Avantime, Clio V6 czy Velsatis, czy nawet 1007, Twingo albo Modus jeżeli obracamy się w kręgach małych aut? Modus jest ogólnie bardzo ciekawym autem i też bym go wolał niż A2, ale to inna sprawa – 1007 ma też swoje plusy.

    EWPE: multilink, szmerki bajerki – nie rozumiesz istoty problemu, którą dobrze naświetlił Marekrzy – małe auto to małe auto i nawet jak obijemy go skórą oraz drewnem to nadal będzie to małe auto, które przez swoje fizyczne ograniczenia nie oferuje takiego komfortu jak pospolite Mondeo – i to tylko dlatego, że jest po prostu większe i szersze. Ludzie są w stanie zapłacić więcej za pewien komfort, ale wszystko w granicach rozsądku – dlatego A1 nie jest hitem sprzedaży (opieram się teraz na subiektywnym odczuciu, ale nawet w rozmowie ze sprzedawcą w salonie VW odniosłem wrażenie, że nie jest to hicior) – po prostu za drogo i za mało. Nie wiem ile kosztowało A2, ale A1 to obecnie wydatek ok. 90-100K – za tyle to ja wyjeżdżam nowym Passatem albo Superbem – autem o DWIE klasy wyższym. Mini to dość specyficzna marka – wydaje mi się, że nikomu innemu by się to nie udało – Mini obrosło kultem, sam samochód też nie współdzieli elementów wnętrza z BMW – systemy czy elektronika jest współdzielona, ale człowiek nie mający pojęcia o motoryzacji nie pozna, że siedzi w aucie z grupy BMW. Natomiast przesiadając się z VW do Audi od razu widać, że to VAG.
    Sama platforma UKL na której bazuje Mini także nie jest dzielona z autami popularnymi, tylko co najwyżej z innymi BMW.

    Jakie zastrzeżenie do małych aut VAG na PQ24 i 25? gnijące wiązki elektryczne, marnej jakości osprzęt elektryczno/elektroniczny (że powiem tylko o pompach wspomagania) i silniki z którego ŻADEN nie jest rozsądnym wyborem – może poza Skodowskim 1.3/1.4 oraz wyjeżdżonym, zajechanym 1.9 TDi. No i jeszcze może 2.0 MPi, ale to wszystko w Fabii, a nie w A2.

    Choć oczywiście zgodzę się, że ideały nie istnieją :) – ale A2 jest biegunowo odległe od jakiegokolwiek ideału – nie jest ani komfortowe, ani ciekawe, ani przełomowe, ani niezawodne. Przepraszam za mój stanowczy ton, ale nie lubię VAGa i naprawdę, mówienie o A2 jakoby miałoby to być auto w jakimkolwiek sensie przełomowe jest co najmniej dziwne – dużo bardziej przełomowym autem był W168 i jego afera z testem łosia.

    Nie odczytaj tego posta jako jakiegoś ataku na Ciebie – podoba Ci się A2? kup, jeździj i bądź szczęśliwy, ale jakieś wynoszenie A2 na piedestał – nie.

  31. Ktosiek

    @EWPE: moja odpowiedź jest w moderacji, stay tuned;).

  32. k.oval

    Komentarz o zdolności bojowej francuskiej armii przepyszny panie Zbyszku.

  33. StefanKawalec

    Rzadsze publikacje – lepszy kątent. Tak trzymać.

  34. klakso n

    Panowie, jeśli A2 było wykonane z marnych materiałów to co można powiedzieć o Toyocie IQ ? Oba te modele widuję u sąsiadów i jak dla mnie A2 ma więcej sensu, bo Toyota jest w praktyce dwuosobowa, z tyłu nawet dziecko nie wejdzie. W A2 spokojnie pojadą 4 osoby i do bagażnika też coś da się włożyć. IQ jest wykonane tak jak Ligiery, Mikrocary i inne sprzęty rejestrowane jako motorower, czyli fatalnie. Niestety w A2 po prostu brakuje silnika 1.6 8V z wieśwagena.

    Dlatego też kupiłem Hondę Jazz, która nieubłaganie zbliża się do pełnoletności, ale nie narzekam, bo się zupełnie nie psuje tylko normalnie zużywa, a miny ludzi pod ikełą, kastoramą czy innym marketem są bezcenne, kiedy trzeba coś przewieźć.

    Ale żeby nie było, że krzywdzę Toyotę, to czekam kiedy będzie iRoad z silnikiem spalinowym, choćby ze skutera, bo krew mnie zalewa jak muszę stać zimą w korkach samochodem. Byle do wiosny – skuter już się nie może doczekać :)

    BTW: Czy szanowny Admin-Redaktor nadal będzie się poruszał swym Kymkaczem po Stolicy ?

  35. Ktosiek

    Panowie, my tu gadu, gadu a mi minęła pewna rzecz – mianowicie w 2013 roku zakończyli produkcję jednej z najfajniejszych ciężarówek (i chyba jedyną fajną europejską ciężarówkę) – chodzi o Renault Magnum – cóż za wspaniały pojazd, choć nie wszyscy truckerzy ponoć lubili to auto :/ – ale wygląd był kapitalny, przez 23 lata produkcji nadal był świeży, nadal mam gdzieś katalog „samochody świata” chyba z 91 z fotografiami Magnuma :). Całe szczęście następca nie jest dużo gorszy – nazwa jest też dobra, model T – i mamy np Renault T520 xD – powinni zrobić jeszcze T800 i T1000 :>.

  36. syreniarz

    „Koszt wypożyczenia, przy dobrych układach to ok 150- 200 zł/dobę. Jeśli auto potrzebne ci 2 x w roku, na 2 tyg. w lecie i na 2 tyg. w zimie na narty, to ten koszt wyniesie rocznie ok. 150 do 200zeta x 28 dni = 4200-5600 zł.
    I co roku masz kolejne, prawie nowe auto, a nie starego po paru latach grata. Tymczasem własność pojazdu to rocznie: 2-3 tysiaki na ubezpieczenia. Przy tzw. dobrych wiatrach 1-2 tysiaki na pozapaliwową eksploatację (ewentualne naprawy, materiały eksploatacyjne (opony, akumulatory, oleje) i przeglądy), oraz bliżej nie sprecyzowana, ale wysoka cena amortyzacji (dla auta za 120 tys. niech będzie to 8 000- 10 000 zł rocznie). Razem koszt roczny to 13 000 – 15 000 zeta.”

    Zostałem pozamiatany na szufelkę. To po co kupować nowe auto, skoro za sam koszt utrzymania można żyć jak król przez pół roku? Ja za utrzymanie samochodu w skali roku płacę 100zł za przegląd 200zł za ubezpieczenie, 10zł za środki smarne, amortyzacja 700-800zł. (remont motoru trzeba zrobić co te trzy lata.)

  37. Ten wynalazca był z ryja podobny do Himilsbacha.

  38. Cham w Audi

    Mamy w firmie jedno T i wygląda na to że to ostatnie Renault w naszej firmie (a w ciągu ostatnich 8 lat były tylko Magnum).
    Być może to „choroby wieku dziecięcego” ale żadne auto tak często się nie psuło. Może nie jakoś poważnie, ale trochę upierdliwie.

  39. Ta wspólnota wspólnych myśli mała jakaś taka…

  40. Ciekawe, Renault to Volvo, a Volvo zdaje sie ma opinie lepsza od Mercedesa w tej branży. Co do Magnum – moim zdaniem stylistycznie było świetne, dzisiaj dalej wyglada jak bohater filmu sci fi i nie da sie tego pomylić z niczym innym. Ciekawe co VW zrobi ze Scania

  41. Aż z ciekawości wyszukałem sobie jak wygląda to T520 (jestem raczej mało kumaty w ciężkiej motoryzacji) i Magnum wygląda znacznie nowocześniej, ta linia nie prędko się zestarzeje.
    W kwestii samego wpisu – Valmobile to bardzo dobra koncepcja, ale bez żadnej amortyzacji jazda tym wynalazkiem musi być męczarnią. To już wolałbym naszą motorynkę, zajmuje niewiele więcej miejsca i też można ją wnieść po schodach. Sam w wieku 13 lat trzymałem swoją na balkonie w bloku, wciągałem ją z poziomu gruntu na parter po schodach i pozostałe piętra pokonywała windą. Gdyby jakiś większy producent zdecydował się zrobić walizko-skuter przy użyciu współczesnej technologii i lekkich materiałów miałoby to sens. Szkoda, że cena takiego wynalazku byłaby zbyt zaporowa by ktoś to kupił.
    Sam jako młody kawaler bez rodziny, uważam, że nie jest mi potrzebne auto większe niż segment B/C, 90% kilometrów robię po mieście solo, 2-3 razy w roku uderzam w kilkuset-kilometrową trasę.

  42. @ndv
    Jak to co – przerobi na platformę MQB i wrzuci 1.2 TSI.

  43. @Cunino: chyba jednak nie, coś VW ostatnio sie wypowiadał, ze nigdy więcej „agresywnego” downsizingu, podobno zmiana sposobu pomiaru zużycia paliwa juz czeka za rogiem

    A w kwesti miejskiej praktyczności motocykla – wg mnie ideałem tutaj sa 125 – można jeździć na samochodowym prawku, pali malutko, ciagu pod dłonią ma na tyle, ze w mieście spokojnie nadąża za ruchem a jak zainstalujemy kufry to po drodze z pracy nawet jakies zakupy można zrobic. Moze nie na cały tydzien ale zgrzewkę coli, mięcho i ziemniaki da radę;)

  44. marcin jan

    był jeszcze taki wynalazek jak fiat idea i bliźniacza lancia musa to tak apropos audi a2

  45. zsegewe

    Mam kilka uwag

    1.Autorze po co tak znęcać się nad beskidem?

    2. Ostatnie auto ma felgi jakby znajome, to cytrynki fiata!

    3. Musk wizjoner? On jest raczej biznesmenem, niezłym ale biznesmenem, w życiu gó**no by wymyślił, ma od tego ludzi. Wiele genialnych ludzi chodzi po świecie, ale nie mają siły przebicia i są gatunkiem na wymarciu, bo poziom w szkołach spada na łeb na szyje.

  46. zsegewe

    Problem ze skuterami jest taki, że nie pojedziesz nim w zimę, a w lato polecam pojechać sobie skuterkiem na zakupy takie bez szaleństw za 200 złotych i co gdzie to się zmieści? W aucie cieplutko, ma bagażnik, wielkość też nie ma znaczenia, czy duże auto czy małe zajmie jedno miejsce parkingowe, a stare auta nie mają wstępu przez spaliny nie wielkość, jeżeli chodzi o korki, to ludzi chyba nie zrozumiem nawet ci co mają małe auta potrafią w korku czy na światłach mieć 3 metry odstępu, od auta poprzedzającego, ja rozumiem że debilizmem trzymać się zderzaka auta poprzedzającego przy normalnej jeździe, ale w korkach takie odstępy mnie denerwują, bo a to nie można wjechać na sąsiedni pas do skrętu i tym podobne sytuacje

  47. square626

    Nie wiem czy mieszkańców Londynu można traktować jako europejską średnią ale jak patrzę na ulicę to wśród czterokołowców wybrali rozwiązanie pt. FIAT 500. Jeździ tego w .. no dużo. Jak za chwilę uruchomimy produkcję Pierwszego Polskiego Narodowego Elektrycznego to będą musieli żreć gruz bo przecież im nie oddamy ani sztuki.

  48. Ktosiek

    @NDV: nigdy więcej downsizingu – dlatego małego 1.4 zastępują monstrualnym 1.5, który według recenzji jest mniej dynamiczny niż 1.4 :) – no i do tego GPF, choć to akurat nie jest tak wielkim problemem, nie powinno być nawet w 1/10 tak problematyczne jak DPF. Natomiast jeszcze innym silnikiem jest 1.0 TSI, tak więc wyraźny powrót do zdrowia :).

    Na serio to chodzi o coś więcej – bodajże od 2020 czy 2025 roku średnia wartość CO2 będzie liczona dla CAŁEJ GAMY modelowej producenta – czyli np „kochany” jevropejskij savchoz da normę 95g/km a producent musi się wyrobić – co gorsze, technika też musi się wyrobić, a nie jest to takie pewne, ale w poprzednim workers paradise nie takie rzeczy robili. To właśnie dlatego widzicie ten wysyp aut elektrycznych/hybryd – to nie rosnąca popularność tych aut, tylko dotacje oraz regulacje prawne.

    Mam nadzieję, że nadal będę mógł kupić coś normalnego bez turbiny – tutaj https://goo.gl/LkTEMW macie kto prowadzi w zielonym wyścigu – o dziwo jest to Peugeot, stawkę zamyka Mazda. To będzie naprawdę „ciekawe”, jeżeli dołożymy jeszcze do tego, że prawdopodobnie większość obecnych Diesli ma coś na sumieniu i w rzeczywistości są mniej zielone, niż deklaruje producent, to może się okazać, że po 2020 będzie można kupić tylko hybrydy oraz EV – technika nie nadąża za „tęgimi” głowami ludzi, którzy (niestety) rządzą tą częścią świata. Doliczcie do tego nowe, lepsze testy określające spalanie (a więc i emisję CO2), które dotkną także benzyny i jest średnio ciekawie.

    Najgorsze w tym wszystkim jest to, że to durna walka, która de facto nigdy nie powinna się nawet zacząć – jednakże trwa i płacimy za nią wszyscy :/, a okazuje się, że będzie jeszcze fajniej.

    Ja jednak zakończę pewną znakomitą anegdotą, rozgrywającą się w latach, gdy na Kremlu siedział pewien wąsaty przyjaciel klasy robotniczej: „Pewien mężczyzna codziennie przychodził do kiosku, oglądał pierwszą stronę codziennej gazety i odkładał ją na miejsce. Wreszcie zaciekawiony kioskarz nie wytrzymał i pyta:
    „Panie, czego pan tam codziennie szukasz?”
    „Nekrologu.” Odpowiada mężczyzna.
    „Nekrologi są na ostatniej stronie.” Stwierdza kioskarz.
    „Ten, którego szukam, będzie na pierwszej.”

    Myślę, że rozłam/upadek pewnego przeciągającego się eksperymentu geopolitycznego, w którym udział bierze obecnie 28 państw także znajdzie się na pierwszej stronie – idę spać, bo rano znów przegląd prasy :).

  49. KIEROWCA

    Ktosiek – z większością się zgodzę jednak nawet za najgłębszej komuny tak wiele rzeczy nie było posuniętych do granic absurdu jak w „raju”‚zwanym uE.
    Co tu dużo gadać, absurdy ostatnich dni. Ludzie giną wyżynani na ulicach przez islamistów ale przyjmujmy jeszcze więcej uchodźców! Nałóżmy kary na tych, którzy nie przyjmują a jak nam Abdul matkę rozjedzie tirem to pomalujemy chodnik kredą na znak protestu.

  50. Wiem, ze delikatnie rzecz mówiąc politycy nie maja najbledzsego pojęcia o rzeczach, które chcą regulować ale watpię, aby koncerny motoryzacyjne nie miały wpływu na ich decyzje (nie, to nie jest korupcja tylko lobbing).

  51. Ktosiek

    Tak jeszcze delikatnie prostując – takie liczenie CO2 dla całej gamy modelowej już istnieje – cel na 2015 rok był określony jako 140 czy 150 g/km – co udało się zrealizować. Teraz, nagle w ciągu 5 lat ktoś wiadomo gdzie, ubzdurał sobie, by zmniejszyć tą wartość do 1/3 :>.

    @Kierowca: tak, zachód w tamtym okresie także nie był tak „zakręcony” jak obecnie – może po prostu mniejsza czy większa wizja wojny z komunistycznym blokiem stawiała pewne priorytety. Obecna walka z terroryzmem to coś innego – ot czasem obcokrajowiec wpadnie do jednej z wielu (głównie europejskich) metropolii i zrobi performance/event – za bardzo nie da się z tym walczyć, bo nie jest to regularna armia czy państwo sensu stricto. Tzn. dać to może i i się da, ale wtedy należałoby naruszyć polityczną poprawność i podjąć parę działań, które raczej nie spotkają się z oklaskami, a tego nikt z rządzących nie chce.

  52. dr. Kamil

    Uwielbiam takie wynalazki powstałe dla zaspokojenia realnych potrzeb a nie potrzeb sztucznie wykreowanych. Bardziej przemawia do mnie zdobywanie miasta na walizce niż dwutonową kupą żelastwa, która wygląda tak jakby chciała mnie zabić.

  53. Myślałem, że to jest blog o samochodach, nie o polityce. A nie, czekaj…

    Chciałbym tylko przypomnieć delikatnie, że zamachowiec z Londynu był rodowitym Brytyjczykiem, urodzonym i wychowanym w UK zanim się komukolwiek śniło o Al Kaidzie, Daesz czy kryzysie imigracyjnym. Jakim prawem miałby go ktoś z UK eksmitować, bo to rozumiem szanowni koledzy rekomendują?

    Wracając do samochodów – lancia musa bardzo tak. Z silnikiem 1.4/95 – znacznie lepszy wybór IMHO niż A2. We Włoszech ciągle tego pełno jeździ.

  54. sqaure626

    Dobra – to wytłumaczcie mi moi drodzy przeciwnicy imigrantów, dlaczego w tej zgniłej Anglii ok 70% „polskich” sklepów jest prowadzonych przez ciapatych koleżków a jakaś 1/3 klientów to przypakowane i wytatuowane karki w koszulkach „44 pamiętamy” czy tam „śmierdź wrogom ojczyzny;)” – co Tyskie po 99pi wali w łeb nieźle a papieroski spod lady nie śmierdzą? Dlaczego w każdym takim sklepie jest jakieś czupiradło z którym ten beżowy ma dziecko albo przynajmniej kupę radochy w domu? Bo mnie sie wydaje, że husarią to jesteśmy w Kielcach i pod Olsztynem ale w samolocie Ryanaira czy tam Wizzara nasze skrzydła zostawiamy a po pierwszej tygodniówce lecimy do ciapatych z zarobioną kasą za którą mogą sprowadzić sobie kolejnego kuzyna.

  55. Ktosiek

    @Cubino: też tak myślałem, ale nawet moderacja nie wpuściła mojej odpowiedzi na temat A2, natomiast baity wchodzą gładko =].

  56. Ktosiek

    Ok, teraz mam więcej czasu, więc bardziej na poważnie :).

    @Cubino: chyba trochę się zagalopowałeś w interpretacji – mimo wszystko pragnę przypomnieć o dwóch rzeczach, które znajdziemy i w Judaizmie oraz Islamie, a których w Chrześcijaństwie brak – mowa o przyzwoleniu na kłamanie w imię obrony wiary czy samego siebie. Do tego retoryka („oczywiście” tylko niektórych) islamskich przywódców duchowych jest dość agresywna. Islamski ekstremizm nie jest czymś nowym i istniał jeszcze przed narodzeniem bohatera ostatnich dni.

    Ja naprawdę rozumiem ludzi, którzy przyjeźdzają do PL, czy innego kraju, chcą ciężko pracować (i to robią), dorabiają się, asymilują, nie wchodząc gospodarzom w drogę – tak jak Azjaci – a tych w Kielcach (głównie Wietnamczyków oraz Chińczyków) już trochę jest i takich ludzi aż miło „u siebie” mieć – rozkręcają dość potężne interesy w branżach tekstylnych oraz gastronomicznych, są też weterynarze czy inżynierowie (jednemu miałem okazję coś tam naprawiać, to sobie porozmawialiśmy przy okazji :) ) – ludzie zaradni i chcący pracować. Cech – mniej czy bardziej słusznie przypisywanym nielegalnym imigrantom, czy to pewnej mniejszości nie będę wymieniał, bo to nie ma sensu – powiedzmy, że spora część jest biegunowo odległa od „model minority”.

    @Square626: tak, sprawa z koszulkami, czy flagą/barwami to w ogóle tragedia – dla mnie patriotyzm nosi się głównie w głowie i sercu, zbyt duże epatowanie symbolami przynosi bardziej na myśl groteskę, niż patos. Część tych, którzy „śmigają” w koszulkach z orzełem czy ’44 pewnie nawet nie posiada Polskiej flagi, a nawet jeśli tak, to używa jej głównie podczas rozgrywek futbolowych i skoków narciarskich (koniecznie z nazwą miejscowi).

    Nie wiem jak jest w UK – jeżeli miałbym uciekać z Polski to tylko USA albo Azja – nie widzę powodu, by uciekać do tego samego, co mam w Polsce (może w UK płaciłbym niższe podatki, a w DE miałbym jakieś inne, względem Polski, bonusy) + gorsza pogoda – ale jak pisałem, mi w PL nie żyje się źle, najbardziej narzekam na fiskalizm oraz rozdawnictwo państwa – sami ludzie, jak wszędzie – są i gentlemani, są i świnie. Na kobietach się nie znam – ale powiem dyplomatycznie, że Franz Maurer mógł mieć rację :).

  57. Ktosiek

    Małe sprostowanie – nie Franz Maurer, a „młody” (C. Pazura), który POPRAWIA Franza :). Poza tym się zgadza, hehe.

  58. sqaure626

    @Ktosiek – z tymi podatkami w UK to nie jest tak do końca różowo jak populistyczne trolle piszą po różnych forach ale nie chce mi się tłumaczyć 😉
    Na szczęście na tęczowej wyspie nie mieszkam na stałe a latam jakoś tak co miesiąc. A pogoda ? Można się przyzwyczaić – przez pół roku listopad a drugie pół kwiecień ;D Chyba tez przez to nie spotkasz już żadnego Austina czy Morrisa a Roverów to więcej widuję w PL

  59. Twingo

    @EWPE
    piszesz że Audi A2 było absolutnie JEDYNE TAKIE ZOBACZ bo:
    -miało nadwozie z lekkich materiałów co nie korodują
    -wyglądało trochę dziwacznie
    -było za drogie, nie sprzedawało się i było generalnie klapą
    -było trochę lepiej wykończone od konkurencji i miało fajne, przestronne wnętrze
    -miało w ofercie jeden fajny silnik benzynowy i kilka nieciekawych, ewentualnie trzygarowy diesel
    -tak naprawdę bazowało na prostym i przaśnym wozidle
    Trochę ranisz mi serduszko, bo ja widzisz właśnie sobie kupiłem Smarta Forfour 1.3 benzynkę w manualu.

  60. @Ktosiek, @Cubino – rozwiązaniem wcale nie jest zmuszenie wszystkich obywateli bliskowschodniej proweniencji do emigracji. Raz że nie każdy z nich to terrorysta, dwa – że wielu z tych terrorystów to „konwertyci” (czytaj: debile co im się z dobrobytu we łbach przewróciło). Jedyny sposób to powrócić do europejskiego dziedzictwa techniki, odkurzyć wynalazek śp. dr Guillotin, i obligatoryjnie stosować go wobec wszystkich podejrzanych o ciągoty terrorystyczne. Przed Luwrem takie cudo francuskiej myśli technicznej pasowałoby w sam raz…

  61. Serio myślicie, że politycy cisną bezbronnych, niewinnych i wspaniałych producentów samochodów nakładając na nich normy niemożliwe do spełnienia bez „dopingu”?

    I zupełnie bezinteresownie blokowany jest import pojazdów niespełniających przesadnie wyśrubowanych norm (np. z Chin)?

    Ciekawe, że producenci motocykli są naciskani znacznie słabiej i wolniej…

  62. Ktosiek

    @Mavi: sugerujesz, że producenci sami lobbują, by coraz bardziej im „przykręcić” śrubę ? nie wydaje mi, choćby dlatego, że nie tak dawno iluś tam producentów chciało wydłużenia wprowadzenia tego targetu 2020 na rok 2025 czy 2030 argumentując, że technicznie jest to bardzo ciężkie do spełnienia. https://goo.gl/4BOzeI . Do tego firmom (chyba) nie zależy na płaceniu kar za przekroczenie norm, ale to może być zwyczajny „plan backfired” :).

    Dodatkowo inne państwa także mają różne cele na temat emisji CO2 przez auta – https://goo.gl/zwD9Dx – tak więc trend jest trochę większy niż EU, choć EU najbardziej tutaj naciska i na jej terenie normy będą najbardziej restrykcyjne.

    Motocykle to też trochę inny temat – po pierwsze jest ich mniej, poza tym po prostu produkują mniej dobrych gazów, więc może stąd te mniejsze naciski.

    Koniec końców „wybrańcy” narodu (-ów!) – elyta 28 państw nowoczesnej Europy powinna wiedzieć lepiej – jak nie wie, to znaczy, że to żadna elita. Niestety, decydenci zapomnieli chyba, że czasem najlepszą rzeczą jest nic nie robić – ale tu wchodzi demokracja i ten, który nie będzie robił nic pewnie pożegna się z mandatem po wyborach. Dlatego obecna wojna z CO2 to bujda na resorach, ponieważ sama natura wytwarza znacząco więcej CO2 niż ludzie są w stanie wytworzyć – no ale ktoś wziął granty, ktoś produkuje zielone rozwiązania i tak smutno się to kręci.

  63. Blasius

    Skutery są zbyt głośne i smrodzą, a skuterzyści mają znajomość przepisów ruchu drogowego na takim poziomie jak ja znajomość fizyki jądrowej.. Jestem na nie.

  64. Z innej beczki… zajebista wajcha awtomata :) http://www.autowp.ru/mitsubishi/dion/pictures/wnyf40/

  65. radosuaf

    @KIEROWCA:
    Nadal jest Alfa Romeo z produkcją ~60 tys. rocznie :):
    http://carsalesbase.com/european-car-sales-data/alfa-romeo/

  66. @Ktosiek: kojarzysz coś może o zależności dopuszczalnej emisji od rozmiaru pojazdu? Wydaje mi się, że gdzieś coś takiego widziałem w odniesieniu do EU.

    W kwestii polityki to trzeba pamiętać, że co innego mówi się za kulisami a co innego mediom. O ile pamiętam opór Peugeota, Renaulta i FIATa był co najwyżej „umiarkowany” – zresztą nawet niemiecka trójka nie przywaliła z grubej rury, że z powodu zaostrzania norm spalania zamkną połowę zakładów i zwolnią po 50 tys. ludzi – a wątpię, aby jakikolwiek polityk chciałby widzieć swoje nazwisko przy takim „newsie”

  67. Przemko

    > Skutery są zbyt głośne

    Amen. W ogóle zastanawiające jest dla mnie jak znaczna część jednośladów została dopuszczona do ruchu.

  68. Ktosiek

    @NDV: ogólnie ten link który podałem dotyczy ‚passenger cars’ czyli aut osobowych, dla ciężarówek normy są inne, mało tego, są różne dla ciągników, inne dla skrzyniowych itd, itd. Całe szczęście EU zrobiła kalkulatorek o nazwie Vecto (vehicle energy consumption calculation tool), dzięki czemu liczenie badziewia jest proste jak nigdy dotąd :) – tutaj jakaś prezentacja na ten temat, ale nie wgryzałem się bardziej w temat, bo waga ciężka to nie moja działka.

    Co do polityki to zobaczymy, czy ktoś jednak nie będzie musiał wystawić ciężkich dział, gdy okaże się, że Diesle nie są tak czyste, jakbyśmy tego chcieli, a benzyna też nie spala tak mało (emisja CO2 jest związana ze spalaniem).

  69. Mi chodziło o samochody osobowe, tu jest coś na temat zależności dopuszczalnego zużycia paliwa od masy http://www.theicct.org/sites/default/files/publications/ICCTupdate_EU-95gram_jan2014.pdf

    A w kwestii cięższych pojazdow: Volvo od dłuższego czasu utrzymuje, ze downsizing, łączenie turbo i kompresora na łańcuchu itd. to nie dająca rzeczywistych korzyści ściema

  70. Trochę słabe jest to najezdzanie na EU. Bez ich norm czy wizji postęp technologiczny by był wolniejszy. W zestawieniu aut prezentowanych z emisja CO2 Polska jest oczywiście na przedostatnim miejscu. A za chwilę będzie na ostatnim to samo dotyczy produkcji energii elektrycznej i kontestacji wiatraków czy phv.
    Ciężko pisać na tablecie ale eu bez Polski sobie poradzi Polska bez EU będzie tkwiła w samozadowolenie (brak kopania w d…). Aż pewnego dnia się obudzi jako Afryka Europy. Tak było pomiędzy 17-20 wiekiem i być może to naturalne miejsce dla tej nacji.

  71. A ja jak myślę o EU to patrzę na wtyczkę do ładowarki telefonu. Taką samą jak od drugiego telefonu. I aparatu. I konsoli. I myślę sobie, jak cudownie że ktoś o to walczył. Od 2009 zdaje się.

    A skoro o małych autach, to może nie smart forfour, audi A2 czy inne Lancie? Może Daihatsu Trevis? 😀 😀 1.0 58KM w trzech cylinderkach? Klima i 4 duże osoby hasztag-wygoda? 😀 Uwielbiam to auto, od 6 lat je katuje 😀

  72. @Niii Nie zgadzam się z tym iż bez ich norm postęp byłby wolniejszy. Raczej dzięki tym normom postęp jest wolniejszy bo rozwija się technologię które w naturalnych warunkach nie przykułyby niczyjej uwagi, vide samochody hybrydowe korzyści realne ekonomiczne są mizerne toyota prius pali praktycznie tyle samo co zbudowany klasycznie fiat punto. Koszt ekologiczny zbudowania prisa są za to ogromne ponieważ super ekologiczne akumulatory niszczą bardziej środowisko niż się ekologom wydaje. Chcesz prawdziwej ekologi zagazuj punto. Czy naprawdę potrzebujemy hybrydowych samochodów lub elektrycznych których bateria starczy tylko do pracy i z pracy? Myślę że zasady takie jak obowiązywały od wieków doprowadziłyby nas dużo dalej czyli: Kto nie ryzykuje ten ginie w duecie z szybciej, mocniej, dalej to jest paliwo technologi a nie normy. Normy zabijają postęp bo po co badać coś co nie spełni norm, bo nie jest w niej opisane?

  73. Jak dla mnie idealnym autem na codzien do miasta to lexus IS z 1998 roku, z 4.3V8 pod maska 😉

Comments are closed.