Volvo owinięte szmatą, czyli miks irański

Witam po przerwie spowodowanej natłokiem obowiązków służbowych i rodzinnych. Przez ten czas zbierałem tematy i tak się przyjemnie złożyło, że Karol D. przysłał ciekawy materiał o nietypowej irańskiej marce, do tego Paweł W. – doskonały miks z Iranu z naprawdę świetnie wykonanymi zdjęciami, a do tego wszystkiego doszedł jeszcze irański temat polityczny, który obecnie jest na topie, więc aż żal byłoby nie sypnąć dobrego irańskiego miksu z politycznym zakończeniem, czyli jak za starych dobrych czasów.

Przy okazji informuję, że już wkrótce pojawi się dodruk książki (albumu) Żelazo w bardzo atrakcyjnej cenie.

Tymczasem jednak przenieśmy się do Iranu. Jest to jeden z nielicznych już krajów, w których na serio stawia się na motoryzację narodową, tzn. jeśli widzisz w Iranie jakiś samochód, jest to produkcja lokalna. Egzemplarze importowane występują bardzo rzadko, a głównym kierunkiem importu są Chiny. To oczywiście powoduje pewną homogenizację irańskiego krajobrazu motoryzacyjnego, w którym powtarzają się mniej więcej cztery modele, no może pięć. Dlatego miks podzielę na części.

1. Paykan
Paykan przez dziesiątki lat był podstawą irańskiego transportu samochodowego. Sam Paykan to irańskie wcielenie jednego z najciekawszych i najbardziej niedocenionych samochodów angielskich, czyli projektu znanego pod nazwą Rootes Arrow. W tym roku obchodzimy 51. rocznicę wprowadzenia tego pojazdu do produkcji. Wytwarzano go pod nazwami: Chrysler, Dodge, Hillman, Singer, Sunbeam oraz Humber. Był to też ostatni samochód wytwarzany jako Singer i Humber, te zasłużone angielskie marki przeszły wraz z nim do historii w ramach przetasowań mających ratować grupę Rootes przed bankructwem. W zależności od rynku przeznaczenia i rocznika, ten pojazd doczekał się 23 nazw. W RPA na przykład nazywał się Dodge Husky, a w Australii – Hillman Hustler. Nikt nic z tego nie rozumiał, ale jakoś szło, więc lepiej było nie wnikać.

W Iranie montaż Paykana (tłumaczenie na perski słowa „strzała”, czyli arrow) rozpoczęto w 1966 r. W 1977 r. dokonano pierwszego face-liftingu, w 1985 r. – drugiego, w ramach którego upiększono Paykana elementami z Simki 1307. Z czasem wprowadzono nawet 5-biegową skrzynię biegów i silnik z elektronicznym wtryskiem paliwa. Produkcja na zamęczonej na śmierć linii produkcyjnej ustała w 2005 r. i linię sprzedano do Sudanu, gdzie nie podjęto ponownej produkcji. Pozostawiono sobie za to popularny model pickup pod nazwą Bardo, tyle że według moich informacji w 2016 r. także zaprzestano jego wytwarzania i zastąpiono go nowym modelem Arisun, o którym już pisałem —> link.

Paykany, choć dominowały przez lata w Iranie, są obecnie uważane za zbyteczny i szkodliwy relikt. W Teheranie nie widzi się już Paykanów sedanów, jeśli już, to pickupy. Natomiast w mniejszych miastach, oczywiście, Paykan, jak najbardziej, nadal służy. I nawet trafiają się wersje ze starym przodem.

O

Bardo

Nie bardo

+Renault Tondar 90

2. Zamyad
Zamyad Z24 to absolutna podstawa lekkiego transportu towarowego w Iranie. Trudno zrobić zdjęcie stojącego Zamyada, bo wszystkie cały czas jeżdżą i wożą. Jest to jeden z nielicznych samochodów z lat 70. pozostających nadal w produkcji. Swoją karierę zaczął w 1970 r. jako Nissan Junior. Wtedy to też sprzedano licencję irańskiemu konsorcjum Saipa, które podjęło produkcję pod nazwą Zamyad-Saipa Z24, jedynie nieznacznie przerabiając pojazd w celu lepszego dostosowania do lokalnych warunków (dostał m.in. bardziej baloniaste opony). Zamyad Z24 nigdy nie doczekał się liftingu i bardzo dobrze, bo wygląda nadal pięknie i klasycznie, niczego więcej mu nie potrzeba. Trudno uwierzyć, że pod maską może siedzieć albo 2,3-litrowy silnik z wtryskiem wielopunktowym, albo 2,8-litrowy diesel z common rail! Ten ostatni silnik jest wyjątkowo ciekawy. Pamiętacie Opla Fronterę? We Fronterze oprócz koszmarnego diesla 2.3 z Opla trafiał się taki rodzynek 2.8 TD z Isuzu. To to samo, tylko w wersji chińskiej, produkowanej przez FAW pod oznaczeniem CA4D28CRZ. Mamy więc Nissana z silnikiem Isuzu, czyli Zamyada z silnikiem FAW, wszystko razem jakoś działa, czyli można, tylko trzeba chcieć.

Płonę z pożądania!!!

katalog Zamyada

3. Saipa
Samochody osobowe Saipa są w stu procentach produktami licencyjnymi, ale za to bardzo różnych producentów. Saipa produkuje chińskie auta na licencji i jest ich w ofercie coraz więcej – jeszcze parę lat temu nie było żadnego. Natomiast jeśli na ulicy widzisz Saipę, to prawie na pewno będzie to licencyjna wersja Forda Festivy, czyli auta zaprojektowanego dla Forda w 1986 r. przez Mazdę. Do Europy trafiał jako Mazda 121, do USA jako Ford, w Korei wytwarzano go jako Kię Pride. Na pewno pamiętacie: jeden warczy, drugi trąbi, a Kia Pride kombi. W Iranie kombi nie występuje, za to niezwykle lubiany jest sedan pod nazwą Saipa Saba. Samochód ten uważany jest powszechnie jako zastępstwo i następstwo Paykana. Jest mały, ale ma 4 drzwi, jest sedanikiem jak to Irańczycy lubią, nadaje się na taryfę. Doskonały wybór z rozsądku, Allah pochwala.

wszystkie produkty Saipa

4. Iran Khodro
Konsorcjum Iran Khodro ma bliskie związki z Peugeotem. Oraz jest również byłym producentem Paykana, ale potraktowałem je oddzielnie, jako że marka Iran Khodro obecnie oferuje sporą gamę ciekawych samochodów, a Paykan to przeszłość. Najciekawszym i najbardziej patologicznym modelem Iran Khodro był Peugeot Roa: 405-tka z flakami od Paykana, czyli z tylnym napędem. Podobno produkt był tak zły, że nie dawało się nim jeździć, ponieważ kompletnie nie jechał na wprost – wszystko przez to, że na siłę wsadzono za szerokie nadwozie 405 na zbyt wąski rozstaw kół Paykana. Na pierwszy rzut oka trudno odróżnić Roa od zwykłej 405-tki, która jest niezwykle popularnym samochodem w Iranie. Pełni każdą rolę, od taksówki, przez radiowóz, a podobno nawet ktoś kiedyś widział Iran Khodro 405 jako karawan, niestety zdjęcia nie posiadam. Rozwojowym modelem Iran Khodro jest Samand. Wygląda jak coś w miarę nowoczesnego z drugiej połowy lat 90. i jest to takie irańskie premium. Samandy eksportowano bez powodzenia na różne wyjątkowe rynki jak Egipt czy Wenezuela. W Warszawie są co najmniej dwa Samandy stale użytkowane i widywane w normalnym ruchu ulicznym.

Peugeot Roa – po resorach go poznacie (szacunek dla autora że wiedział dlaczego warto to sfotografować!!!)

5. Pars Khodro
Pars Khodro produkował do 2013 r. samochód podobny do Renault 5 pierwszej generacji. Jednak jego poszerzenia wskazują, że nie do końca jest to Renault 5. Oczywiście że nie – jest to TAKŻE Saipa Saba/Ford Festiva/Mazda 121/Kia Pride, tyle że Pars Khodro nie miał tłoczni nadwozi do tego modelu i kupował wyłącznie gotowe podwozie, do którego potem spawano jedyne nadwozie, do którego posiadali oprzyrządowanie, czyli renówkę piątkę pierwszej generacji. Potwór Frankensteina w wydaniu irańskim. Samochód rzadko spotykany.

Czasem jednak pojawia się po prostu irańskie Renault 5, z mechaniką od Renault 5.

Ale zwykle…

6. Bahman
I ostatnia nietypowa marka irańska. Działa od 1952 r. i nieprzerwanie montuje (obecnie już produkuje) lekkie pojazdy dostawcze oraz montuje na licencji samochody osobowe marki Mazda, obecnie także pojazdy chińskie. Najbardziej znanym i właściwie jedynym realnie spotykanym modelem Bahmana jest pickup Cara, czyli Mazda B1600 wytwarzana od 1977 r. w niezbyt zmienionej formie. W ramach liftingu nr. 2850186018658 dodano jej przezroczyste tylne lampy. Co ciekawe, ten samochód przez krótki czas oferowany był w Stanach Zjednoczonych pod nazwą Ford Courier, oczywiście nie ten irański, tylko oryginał Mazdy. A cóż to tam za silnik nam oferuje firma Bahman? Ano rozwierconą, starą jednostkę z Hillmana, tyle że powiększoną z 1,6 do 1,7 l i z dodanym elektronicznym wtryskiem paliwa. Mazda z silnikiem Hillmana i logiem Bahmana to duma motoryzacji Irana.

NA NA NA NA NA NA NA BAHMAN

Oraz różności:

Bągo, zwracam uwagę na kierunkowskazy w stylu C&G

chińszczyzna

Iran-Khodro Mercedes

wielokrotnie liftingowany

Mitsubishi Delica po wielu liftingach, czyli po naszemu Kia Pregio

CN-Iveco, czyli produkowane w Chinach Daily po 29. liftingu, nadal popularne i lubiane

Jakby ktoś się zastanawiał, gdzie podziały się ciężarówki z lat 70. – są w Iranie i donikąd się nie wybierają.

No i to tyle. Autor nie przysłał mi żadnego zdjęcia Volvo. Ale jak już wjedziecie Volvem do Iranu, to nie zapomnijcie ubrać go w hidżab.

← Previous post

Next post →

157 Comments

  1. Garwanko

    Mniam :)

  2. Jedna z tych chińszczyzn to tak naprawdę malezyjski Proton Gen 2. Wikipedia twierdzi, że jest składany w Iranie przez Zagross Khodro.

  3. Karol D

    Świetny wpis, zaskoczyło mnie to sprzedanie linii produkcyjnej Paykana do Sudanu, jeszcze bardziej niż technologia SkyHillmanActiv w Mazdzie Cara. Cieszę się, że podesłana informacja się przydała 😉 Bardzo ciekawy rynek, szczególnie ze względu na koegzystencję wielu wersji tego samego samego auta – nie tylko 405, ale także Saipa występuje w wersji klasycznej (131) i unowocześnionej (132), czy też uchińszczyźnionej, bo to przecież chińczyków domena, żeby władować do czegoś starego nowoczesne lampy i jakiś wymyślny grill. Żeby było jeszcze ciekawiej, to tę starą też się trochę unowocześnia, gdyż 131 ma gładkie klosze i zintegrowane kierunkowskazy, a w miejscu ich dawnego położenia są zaślepki. Z kolei151 pickup skojarzył mi się (powinien z felicią pickup rzecz jasna) z Syreną Agro, jakoś sobie to autko wyobrażam w takiej służbie gdzieś na prowincji.
    Panu Pawłowi gratuluję pięknych zdjęć 😉
    Pozdrawiam

  4. Zaraz zaraz, ale o ile Changan Aedo, Great Wall Voleex C30 to chińszczyzna, to Zagross Khodro aka Proton Gen 2, (kolejny w Galerii), to już nie. Korzenie malezyjskie a wykonanie miejscowe.

  5. d_purley

    Ej, ej, ej… Czy ja dobrze widzę, że Saipa produkuje Citroena Xantię?
    jakie tam jest zawieszenie? Też ją splugawili jakimś okropnym lifitingiem?

  6. Takie wpisy lubię najbardziej! Łyżeczka albo nawet naparstek dziegciu jednak znalazłem: trzeci od góry z podpisanych jako chińszczyzna to jest przecież Proton,czyli Malezyjczyk.

  7. Iveco Daily po lifcie jest piękny. Zawsze mnie zastanawiało co siedzi w głowach tych ludzi, odpowiedzialnych za takie projekty. Wyobrażam sobie jak siedzą przy komputerach, robią wizualizację, po czym przychodzi jakiś decydent, patrzy na wynik pracy i mówi „tak, to jest to! Nowocześnie, stylowo, robimy!”

    A co do rodzimych marek w Pakistanie, to jest świetny przykład jak długo można klepać to samo, gdy nie ma na rynku poważniejszych konkurencji.
    Ciekawe jakby to wyglądało gdyby u nas wzięli takiego Poloneza z lat ’70 i klepali go jeszcze w nowym milenium. A nieeee, czekaj…

  8. KIEROWCA

    Można? Można!
    Jak widać jest możliwe utrzymywanie rodzimej produkcji samochodów przy jednoczesnym ograniczeniu importu. Takiej sytuacji pragnąłbym także w Polsce. Żeby większość pojazdów z widokówek stanowiły Duże Fiaty i Polonezy po x liftingu, licencyjne Ople Astra i Lubliny.

    P.S. Ruscy produkują pojazd bez widocznego liftingu zewnętrznego od lat 60. Uaz mikrobus. Nawet na karetce śmigają na terenach b. Związku Radzieckiego. Motocykl Ural praktycznie od wojny. I to jest prawidłowa postawa. Skoro coś jest dobre to nie należy tego zmieniać. A nie jak na zgniłym zachodzie czy w Japonii, że co 3-4 lata zupełnie nowa generacja modelu, nowa karoseria, lampy, szyby, deska rozdzielcza. Bezmyślne marnotrawstwo. Ale wiadomo, klient bierze kredyt to chce mieć koniecznie nowy samochód a nowy to nie znaczy taki jak sąsiada sprzed 10-ciu lat…

  9. @KIEROWCA
    Zapytaj kierowców karetek, albo dostawczaków, busów czy chcą jeździć nadal Żukiem, albo Nysa. Ciekawe co odpowiedzą… Myślę że wcale nie będzie im chodzić o prestiż i wygląd samochodów.

  10. @Kierowca: nie zgodzę się z Tobą. Jest popyt, jest podaż, nie chcesz nie kupuj. I nie ograniczaj innym tylko z tego powodu, że Tobie coś nie pasi. I też jestem zwolennikiem długiego użytkowania jednego auta, a nie kupowania co chwila nowego, bo pasat w hajlajnie.

    @Tekst: Z24 jest przepiękny, chcę taki. A specyfikacja na stronie taka jak lubię – bardziej przypominająca manual serwisowy ASO. A nie broszurki o RTV/AGD.

  11. Piękny lift tego Daily, jeździłbym do Woli Dzbąckiej:)

    Oraz te hincyki wyglądają nawet nawet, ciekawe jak z jakością bo na pewno potrafią zrobić dobrze.

  12. Marek Jarosz

    Co to znaczy Khodro?

    Na jednym zdjęciu jest biały Peugeot Pars? Krzyżówka nazw Peugeot Roa i Pars Khodro?

  13. Khodro = samochód
    Pars = perski (Peżo Pars to mniej więcej coś jak nasz Polski Fiat)

  14. Ciekawą enklawa w Iranie jest wyspa Qeshm. Motoryzacyjnie inna bajka. Bardzo dużo Toyot, pełen przekrój lat. Zaskakująco dużo nowych Hiluxów.

  15. Zastanawia mnie ostatnie zdjęcie, mianowicie po prawej widać amerykańską ciężarówkę. Ford czy freightliner? Skąd mogło to się tam wziąć?

  16. lordessex

    Zamyady-Saipy Z24 występowały również masowo w Libanie (przynajmniej w latach 80-90 gdy tam jeszcze bywałem, nie zdziwiłbym się jeśli jeżdżą nadal). Nie mam pewności czy to były japońskie Nissany Juniory czy irańskie Zamyady, ale bardziej stawiam na import irański . Tak samo jak Polonezy, Fiaty 125p czy 128/Zastava 1100 które tam widywałem mogły pochodzić z egipskiej montowni.

  17. Iran Pars Khodro to chyba po prostu zwykła 405 montowana w Iranie, nie ROA.

  18. lordessex

    @KW:
    To może być również GMC albo Mack. Mogły być tam montowane, o ile się nie mylę. Rambler American był tam również montowany na licencji i Cadillac Seville, możliwe że Chevrolet Caprice też.

  19. kuba_wu

    @Kierowca
    Postaram się odpowiedzieć na twój komentarz tak, jakby nie było w nim ironii i trollerki (trudne do wyobrażenia, ale ok). Owszem, jest możliwe utrzymywanie krajowej produkcji z jednoczesnym ograniczaniem importu. Tylko czy na pewno Iran albo ZSRR/FR są wzorami, według których chciałbyś to robić? Albo PRL? Czy to nie przykłady raczej porażki? Jak należy z sukcesem rozwijać (a nie: „utrzymywać”!) krajową produkcję motoryzacyjną pod parasolem ochronnym pokazały raczej takie kraje, jak kiedyś Japonia, potem Korea Płd. – Chodzi o tzw. doktrynę ochrony wschodzących gałęzi przemysłu. Podobny protekcjonizm zaowocował również sukcesami w innych dziedzinach, np. w Korei elektroniki (LG, Samsung), przemysłu stoczniowego czy hutniczego (jedne z największych i najbardziej konkurencyjnych na świecie). Oczywiście, ochrona nie ma być stała, ale stopniowo zmniejszana, aż do osiągnięcia odpowiedniego poziomu i możliwości realnego konkurowania. Z bardziej odległych przykładów: Stany Zjednoczone róznież chroniły swój przemysł przez cały XIX w. i część XX, stając się w międzyczasie potęgą.

  20. Z tym Protonem Gen-2 to nie tak prosto, bo owszem, *podobno* klepali go w Iranie jako Zagross, ale z drugiej strony ten model rąbali też chińczycy pod jakąś szemraną licencją, nazywało się Youngman Europestar czy jakoś tak.
    A że znaczkami na klapie lepiej się nie sugerować, to ciężko stwierdzić, czy import-Malezja, import-Chiny czy lokals. 😀

  21. Ten truck wygląda jak International Transtar.

  22. hurgot sztancy

    ta ciężarówa to prawdopodobnie International 9600 – wygląda na to, że jest dość popularny w Iranie

  23. … a mnie się podobały te skuterki z przeziernikiem od BWP w wiatrochronie.

  24. za czasów szacha Iran wszystko kupował w USA, także myśliwce i ciężarówki

  25. Ależ bym cisnął Zamyadem!

  26. KIEROWCA

    Tytus – z tym popytem i podażą to jest właśnie owoc zgniłego kapitalizmu sztucznie napędzającego konsumpcję, czyli marnotrawstwo na niewyobrażalną skalę.
    Kto za tym wszystkim stoi? Banki, lobby finansowe, globalne korporacje. Tutaj chodzi o to, żeby człowiek brał wszystko na kredyt stając się bezmyślnym niewolnikiem w kieracie wyścigu szczurów, maszyną do zarabiania pieniędzy. Jednostka mająca nóż w postaci kredytu na gardle nie pójdzie strajkować a kapitalistyczny wyzysk wzrasta nabijanąc kieszenie prezesom korporacji. To jest prawdziwa przyczyna podatków ekologicznych, zakazów wjazdu do miast i innych tego typu bubli prawnych, które biją w samochodziarzy. Dawno udowodniono bowiem, że eksploatacja jednego pojazdu przez lata jest o wiele bardziej ekologiczna i pochłania o wiele mniej surowców potrzebnych do wyprodukowania nowych. Cała legislacja powinna więc zmierzać ku temu ażeby ludziom opłacało się utrzymywać pojazdy od 15 lat wzwyż, dotyczy to zresztą tych mniej zamożnych, których bez kredytu na nowy samochód nie stać.
    Produkcja jednego modelu (z modernizacjami) to więc minimum 15-20 lat w oparciu o tą samą konstrukcję. Jak Łada, Uaz, Fiat 125p, Polonez, Kadett, Nexia. Każdy potrafi naprawić, nie ma problemów z zaopatrzeniem w części ponieważ jest tylko kilka rodzajów pojazdów. Tak w latach 90 było w sklepach z częściami do Malucha, Poloneza. Prawie wszystko łącznie z blacharką od ręki. A teraz idziesz do takiego Inter Teamu, siedzi studencik potrafiący tylko wertować excela w komputerze i lawina pytań. Rocznik, VIN, na jakim wtrysku, nazwiska przodków Niemca który płakał do 7 pokoleń wstecz. Aaaaa to może być na jutro. Później się okazuje, że i tak trzeba było przynieść na wzór bo nie pasuje.

  27. KIEROWCA

    Nawet ostatnio wchodzę do takiego sklepu „moto” pytam się o klocki Łukasza do Caro 96 rok.
    Siedzi taki gapi się 15 minut w ten swój ekran, dwa razy odbiera komórkę. Wie pan ale to trzeba przynieść na wzór! No kuźwa to już szczyt wszystkiego przy -8 będę zrzucał koło pod sklepem i wyciągał klocki. To ja mam wiedzieć czy facet w motoryzacyjnym, który przecież na mnie zarabia? Żebym to ja przyjechał jakimś Maserati to rozumiem a to najzwyklejszy Polonez 1.6. Dupa z niego nie mechanik a to nie pierwszy raz kiedy spotkałem się z czymś takim w Inter Teamach, Inter Carsach itd. Zatrudnią takiego co to w ogóle nie zna się na samochodach i mędrkuje po numerkach z komputera. Do Cinquecento nie mam. Dobra a w takim razie ma pan do Seicento? Jusz w komputerze pacze. Do Seicento mam. Przecież to ta sama część ale nie, pokolenie dzieci neostrady maszynek do zarabiania pieniędzy potrafi wykonywać tylko to co podsunie im komputer i klapki na oczach. Do tego prowadzi konsumpcjonizm.

  28. @KIEROWCA
    I bardzo dobrze, że jest tyle rodzajów aut i tyle rodzajów silników. Jeśli tak bardzo przeszkadza Ci mnogość opcji to przecież nie ma problemu kupić fiata na gaźniku, absolutny brak kłopotu w doborze części i z mechanikami 😉 Remont silnika po 100 tys przemilczę.

  29. Pars Khodoro wywołuje faktor CHCIJTO!!!!!! Szczególnie takie 5d czarne, na czarnych stalowych felgach, te poszerzenia dla mnie są rewelacyjne, wgnioty też się zaliczają do wspomnianego faktora. Wincyj!!!

  30. krzysiek

    W krajach gdzie w zasadzie nie ma zimy takiej jaką my znamy ani drogowców co sypią sól na drogach w ilościach hurtowych auta z lat 60tych będą jeździły dalej. U nas zażre rdza, u nich właściciel jak porysuje furę albo w coś przywali to olewa temat, przez 10 lat nic mu się nie stanie. Jednak klimat robi swoje. Wszystkie dostawcze autka tam są śliczne!

  31. „Chińszczyzna” z trzeciego zdjęcia wygląda mi na Protona Gen-2 :) Zresztą, na pierwszym zdjęciu w miksie to chyba też Proton (Satria)? Darzę tę markę sympatią, choć nigdy nie miałem na żywo z tymi autami do czynienia. Ale za dzieciaka sporo OSów w grze przejeździłem Protonem Wira… :)

    A z pozosotałych fur z miksu, brałbym Peugeota Pars (tego gdzie jest zdjęcie od tyłu) i Zamyada Z24. Nooo i jeszcze Pars Khodro, żeby wkręcać ludzi, że te poszerzenia to ze względu na 2.0 turbo pod maską.

  32. kasztan

    Ja też dziękuję za kolejny świetny arykuł!
    Mam jednak pytanie, czy to nie jest tak, że Delica to Mitsubishi L300 czyli bardziej Hyundai h100, lub Mitsubishi L400 czyli Hyundai H1?
    Kia Pregio to raczej na Bazie Mazdy Bongo czyli Kia Besta.
    Silnik J2 2,7 to ponoć rozwiercony Mazdowski type RF, choć nie na pasku rozrządu a na kołach zębatych (co ma bardzo duży sens w CabOver). Po fuzji Hyundai montował w Kii Pregio co prawda swój silnik D4BH czyli licencyjny silnik Mitsu (4d56T) ale to chyba jedyne co ma z Delici?
    Chyba, że wszystkie azjatyckie busy wywodzą się z jakiejś wspólnej konstrukcji?
    Swoja drogą czy wie ktoś dlaczego ten silnik 2,5TD 4d56 jest tak popularny? Montowany przez wiele lat w różnch odmianach zarówno przez Mitsubishi oraz Hyundaia (teraz ponoć przez chinczyków), stosowany jako silnik do wózków widłowych, a nawet generatorów prądu?
    Ani nie jest jakiś strasznie trwały (300000 to szczęście, jak nie pęknie po drodze głowica, wał, lub któryś z popychaczy) do tego wymianao oleju co 7500km lub 6mcy, do tego pasek co 90000 lub 6 lat?
    Przecież istnieją dużo trwalsze silniki Dieslowskie.

    pozdrawiam,
    kasztan

  33. @Sneer
    Podejrzewam, że wszechobecny pył i piasek skutecznie rysuje plexiglas, więc zbyt dużo nie widać przez tak zniszczoną szybę. Po to chyba są takie okienka, szczególnie jeśli nie ma tam obowiązku jazdy w kasku ? Ale na zdjęciach widać też ludzi jadących w integralach, a wtedy takie okienko w szybie jest nieocenione podczas temperatur, jakie tam panują. Po prostu służy do wentylacji kierownika. Ale osłony na nogi z plandeki (?) przebijają wszystko, szczególnie kiedy nikt nie śmiga zbyt szybko, ale i tak są pewnie konkretne turbulencje podczas jazdy :)

  34. Kia Pregio wywodzi się od Mazdy Bongo, a wcieleniem Mitsubishi Delica jest Hyundai H100.

  35. Ktosiek

    Ale z tym Samadem to OP robi sobie jaja, nie wierzę, że w porządnej europejskiej stolicy jeździ jakiś Samad (inaczej mówiąc: pic or didn’t happen) – a na serio, to chętnie bym zobaczył, bo to już wyższy poziom, szczególnie, gdyby nie miał tablic dyplomatycznych – ni panimaju :/.

    A pickupy cudne :) – odliczałbym, pokraczny R5 też fajny.

    @Kasztan: chyba tak źle nie jest z 4D56, bo właśnie jest tak długo produkowany ;). Częstotliwość wymian może wynikać też z warunków eksploatacji, poza tym to stary silnik i tyle. Natomiast co do VANów – nie jest ekspertem, ale według mojej wiedzy H100 bazował w pewnym momencie na L300, a Kia na Mazdach.

  36. lordessex

    Święta racja kolego Kierowca, zgadzam się ponownie w pełnej rozciągłości. Politycy są zbyt tępi i ograniczeni we własnym chorym świecie żeby pojąć że jak będą dowalać coraz więcej podatków i ograniczeń w sprowadzaniu samochodów, to z dnia na dzień nie przybędzie nagle ludziom pieniędzy żeby co chwila wymieniać samochód na nowy. A jeśli myślą że to zwiększy wpływy do budżetu to się GRUBO mylą. Paryż tak zaciekle walczył ze starymi samochodami że się okazało że jednak jest większe zanieczyszczenie powietrza niż przed zakazem.
    A ciekawe co na tą akcyzę Unia? Przecież to wbrew jej podstawowym zasadom jak swobodny przepływ towarów??

  37. MrVixen

    Akurat te tiry International, BMW E28, Merc W116 i Toyota Land Cruiser LJ40 są zrozumiałe – w latach 70. Iranem rządził proamerykański szach Mohammed Reza Pahlavi, przez co niektórzy mogli zarobić wielkie fortuny na ropie i wydać je na importowane auta.

    Co mnie dziwi, to to, że nie ma tu aut amerykańskich z lat 70. Było ich trochę, nawet produkowano je w Iranie, więc gdzie się podziały?

  38. Andrzej

    Firma Saipa produkowała też
    od 2000 roku Citroena Xantię.

  39. Na placu Walasir w Teheranie przy głównej ulicy miasta stoją cztery duże kolumny – symbol długowieczności rodu Pahlavich, którzy mieli rządzić państwem przez jeszcze cztery dynastie. Ledwie trzy lata po ich wzniesieniu Szach Reza Pahlavi został obalony. Także nie traćmy nadziei… U nich robili na licencji Paykana, u nas m.in Seicento.

  40. Popieram Kierowcę i Lordessexa.

    W ogóle najbardziej ekologicznie by było nie używać samochodu. Przecież nikt nie musi iść do miasta, bo tam same korporacyjno-konsumpcyjne produkty. Do życia wystarczy owies i jajka od lokalnego dostawcy, do którego można iść na nogach. A jak owsa jest za dużo to można sobie zrobić taczkę, albo iść z kolegą, albo zaprząc furmankę. A nie – furmanka pewnie na gumowych kołach, po które trzeba jeździć do miasta. Czyli nieekologicznie i znowu korporacyjny wyzysk. Lepiej iść z kolegą.

    I trzeba nie używać prądu. Można prać w rzece, a nie płacić za vat w prądzie, vat w pralce, vat w proszku. Przecież nikt nie potrzebuje pralki – to tylko zachcianka wmówiona nam przez ogromną korporację (wynalazca pralki automatycznej był Niemcem – przypadek?).

    Albo można by tak nago chodzić – przecież w Afryce i Ameryce Południowej wciąż ludzie tak żyją i dają rade. Nie potrzebny im nawet ten polonez ani maluch, ani furmanka. To jest dopiero rozwiązanie w pełni ekologiczne i w żaden sposób żadna korporacja ich nie wyzyskuje. Żyć nie umierać.

    W ogóle ten cały internet i komputery to też korporacje nimi rządzą, więc należałoby bojkotować i nie korzystać, żeby złe korporacje nam przez ten internet nic nie wciskały.

  41. @Kierowca: pierwszy akapit – zgadzam się.
    Ale już drugi akapit Twojej wypowiedzi:
    – nie wszyscy chcą jeździć „Łada, Uaz, Fiat 125p, Polonez, Kadett, Nexia”. Np. cały czas jest produkowana Lada Niva. Tania, prosta, każdy naprawi, rozpracowana w te i nazad. Ale jest jeszcze Merc G. Zajebista od zawsze, lata temu poprawiana kosmetycznie jeśli chodzi o mechanikę, teraz głównie poprawiana RTV-AGD. I koszmarnie droga. I pośrodku jest Patrol (K160/K260/Y60/Y61/GU4 i to najnowsze fuj): czego jest najwięcej na drogach i bezdrożach? No w sumie to patrola mimo beznadziejnego 3.0. Częściej spotkamy G-klase niż Nive.
    Ale -do meritum- to MY -ludzie i ludziska- decydujemy w którą stronę pójdą producenci aut, sprzedawcy chrupek i biznes ślubny. Bo zepsute jest to, że bardziej nam zależy żeby „zastaw się, a postaw się,,
    Jeżdżę od 11 lat tym samym autem – auto ma teraz 23. Znam je na wylot, no i kupiłem „nowe” bo potrzebowałem przestrzeni. Rocznik 2007 -dla mnie jak nowe z salonu ale konstrukcyjnie wynalazek jest tak klasyczny jak się da. Poza tym, że już jest na sprężynach a nie resorach, ma hamulce tarczowe a nie bębny z tyłu i tak dalej. Pierdolniki RTV_AGD w ogóle nie stanowiły o dokonanym wyborze. Tylko ilu z nas w ten sposób podejdzie do wyboru auta? Tylko takie czubki jak my, którzy potrafią coś naprawić we własnym zakresie albo konkretnie pokazać zaufanemu mechanikowi „to wymień, to zrób”.
    Ludzie nie interesują się wszystkim: maja w d jak coś działa. Podoba im się, że jest kolorowe to biorą. Ludzie biorą chwilówki bo nie mają kasy. Skoro nie mają kasy to jak ją oddadzą? Wezmą kolejną?

    Podsumowując: niech się motoryzacja rozwija, nie może stać w miejscu, bo może niektóre rozwiązania są lepsze od innych.
    Nas boli to, że rozwija się w nie tym kierunku co trzeba->RTV_AGD.

  42. lordessex

    @Mav, Kierowca:
    Dokładnie, nie po to człowiek się rozwijał tyle tysięcy lat żeby teraz wracać do czasów prehistorii i malowideł w jaskiniach.
    Z tym smogiem ostatnio to też jakaś paranoja i propaganda komunistyczna jest. Tylko ciekawe że nie dalej niż parę miesięcy temu czy nawet rok temu jakoś nikt tego problemu nie widział. Tyle lat ludzie palą czym popadnie i jakoś żyją, a samochody bez katalizatorów bardziej truły i też ludzie żyli.

  43. KIEROWCA

    Mav – wyczuwam ironię. Nie o to chodzi, żeby cofać się do jaskini – to jasne. Jednak tworzenie norm prawnych pod wielkie korporacje, które chcą za wszelką cenę i po trupach notować jak najwyższe wyniki sprzedaży to zło. Najpierw jest sztuczne napędzanie konsumpcji, wmawianie ludziom, że za wszelką cenę muszą mieć nowy telewizor czy samochód. A jeśli to nie poskutkuje to dowalić takie normy, żeby nie mieli wyboru. Mało tego, już nie można swojego własnego samochodu wyrejestrować i np. rozebrać na części. W Czechach i kilku innych państwach wszedł w życie złodziejski podatek ekologiczny, niejednokrotnie przekraczający wartość starszych pojazdów. Bo obywatel ma pracować po 12 godzin dziennie i zaciągnąć kredyt na nową Octavię, co z tego, że Favoritka normalnie jeździła? Na złom i po kredyt albo dopłacaj do interesu, już my Ci pokażemy bandyto. Wolność, poszanowanie praw człowieka i własności w ue! Takie są fakty.
    Osobiście ubolewam nad tym, że samochód staje się dobrem typowo konsumpcyjnym, które ot tak po prostu się wyrzuca i kupuje nowy. Na złomach kompletne wozy z radiami, bagażnikami dachowymi, kołpakami, jakby ktoś po prostu zaparkował i nigdy już nie wrócił. Zdecydowanie lepiej czułbym się w rzeczywistości w której jeżdżą trzydziestoletnie Polonezy, kanciaste Audi 80, Golfy II i duże Fiaty x razy malowane odkurzaczem i wyspawywane w połączeniu z nowymi salonowymi wozami biznesmenów i doktorków. To co mamy obecnie to zwykłe marnotrawstwo. Prawie nikt nie likwiduje już ognisk korozji bo po co? Jeszcze 2-3 lata i na złom. Przetarte fotele? J.w. Naprawa wyniesie 500 zł? Na złom bo cały pojazd warty w porywach 1200. Trzeba kupić następny z długim OC na dobicie. Dużo osób tak robi, nie szanują, wszystko do czasu większej awarii. Ja tam swojego Poloneza zamierzam trzymać do czasu aż podłużnice odpadną. Niech sobie będzie pominiowany, łaciaty, poklejony na żywicę ale wóz ma jeździć a nie wyglądać. Ważne jest to, że to jeden z ostatnich normalnych samochodów w którym praktycznie nic nie jest sterowane przez elektronikę. Nie ma brzęczyków, centralnego, elektrycznych szyb, ABS-u, wspomagania, wszystko na zwykłe śrubki krzyżakowe. W porównaniu do np. Audi A4 z tego samego rocznika prosty jak konstrukcja cepa. Co ciekawe przez pewien czas miałem AR 156 ale znacznie wygodniej jeździ mi się Polonezem. Wszystko na wierzchu, mnóstwo miejsca pod maską, przy wymianie rozrządu nie trzeba wymieniać napinacza i pompy. Wczoraj u kolegi padło ładowanie w Vectrze. Na parkingu nie mogliśmy dostać się do alternatora, który jest upchany z prawej strony i po uniesieniu klapy niewidoczny. Bo jakiś zakuty szwabski łeb nie pomyślał że ktoś to kiedyś będzie naprawiał. Upchać wszystko na hura, na gwarancji ma być dobrze a później niech klient ma kupić nowy.

  44. @Kierowca
    Piszesz, że „tworzenie norm prawnych pod korporacje” jest złe, a chwilę wcześniej wychwalasz sytuację w Iranie czy Związku Soc… twu! W Rosji.

    Wychwalasz utrzymanie „rodzimej” produkcji przy ograniczeniu importu – przecież to tworzenie norm prawnych pod państwowe stołki przy produkcji ciągle tych samych części i pojazdów które powinny być 10 razy zmienione.

    Chcesz, żeby ludzie jeździli 30 lat polonezem, a jednocześnie przecież „rodzima” produkcja też musi iść. Kto kupi poloneza po 30. liftingu, jeśli państwo nie będzie interweniowało podatkami/akcyzami blokując import?

    Ganisz korporacje, że robią to co stanowi sens ich istnienia (przynoszenie dochodu). A to przecież one stanowią motor rozwoju wszystkiego. A po co taki polonez w ogóle powstał? Przecież duży fiat był ok i mógł być produkowany jeszcze i 50 lat? Dlatego, że ludzie nawet w chorym państwie chcieli coś nowego.

    Wrócę do przykładu pralki – ludzie prali ręcznie setki lat i było dobrze. Potem przyszedł Niemiec i pokazał, że można wygodniej, szybciej, mniej boleśnie. Potem poprzewracało się babom w głowach i zaczęły chcieć mieć prawa wyborcze. Jakby w tym czasie prały to by o głupotach nie myślały!

    Idźmy dalej piszesz:
    „W Czechach i kilku innych państwach wszedł w życie złodziejski podatek ekologiczny, niejednokrotnie przekraczający wartość starszych pojazdów.”

    I co z tego? Jeśli ktoś ma sentyment to wciąż będzie taniej niż kupić nowy. Nigdy nie rozumiem argumentu pt. cześć jest droższa od samochodu, więc nie warto jej wymieniać. Ale jednak ludzie tak robią. Bo to tylko pretekst. Wmawianie sobie, że „się bardziej opłaca”. Z tym nie wygrasz, bo to ludzka natura, a nie korporacyjna bzdura.

    „Upchać wszystko na hura, na gwarancji ma być dobrze a później niech klient ma kupić nowy.”

    To źle? Czym częściej wymieniasz auta, tym więcej tej pięknej motoryzacyjnej różnorodności poznasz.

    Jeżdżenie jednym autem tak długo jest jak jedzenie tortu codziennie. Nawet najsmaczniejszy przestaje smakować. Ja od czasu do czasu kupię sobie mielonkę albo pasztetową czy mortadelę dla odmiany.

    Znałem człowieka, który projektował silniki turboodrzutowe. Fascynująca praca. Zapytany o nią odpowiedział „to tylko praca”. Przypomnisz sobie kiedyś moje słowa wysiadając z poloneza do nowej, ponad pięciometrowej Insignii 😉

  45. Komcio się moderuje, to tylko dorzucę do sarkastycznego pieca:
    piszesz: „wóz ma jeździć a nie wyglądać”
    odpowiadam: „jedzenie ma dostarczać energii a nie smakować. Ergo – praca kucharza to zwykłe marnotrawstwo człowieka, który mógłby produkować błotnik do poloneza”.

  46. Daciasz

    Renault Tondar = Dacia Logan ???????!!!! OMG

  47. KIEROWCA

    Jedzenie ma dostarczać energii a nie smakować – cóż za wyniosłe słowa. Po części prawda ponieważ jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. Od kiedy to ktoś ma pieniądze, żeby się na co dzień stołować w ekskluzywnych knajpach, Okrasa, Magda Gessler, Kuchenne Rewolucje? Kuźwa w ogóle w jakichkolwiek knajpach? Żarcie każdy robi sobie sam w domu we własnym zakresie. Skłamałbym mówiąc, że pasztetowa, paprykarz, czy parówki z Biedronki mi smakują ale najzwyczajniej w świecie jem to na co mnie stać z robotniczej pensji. Kucharz oczywiście jest potrzebny głównie w placówkach zbiorowego żywienia – stołówki, szpitale, domy starców. Czym niby chciałbyś zastąpić kucharzy? Wstrzykiwać tym ludziom kroplówkę czy podawać jakieś pastylki jak dla kosmonautów? Także nietrafiony argument. Kucharze zawsze byli. W każdym ustroju. Nawet bolszewicka Armia Czerwona ciągnęła za sobą kuchnie polowe.
    Także teoretycznie żarcie nie musi smakować jak z pięciogwiazdkowej ekskluzywnej restauracji a mimo wszystko dostarcza energii – chleb ze smalcem, pasztetowa z Biedronki, salceson.
    Pordzewiały odrapany Polonez nie ma udogodnień Maybacha jednak mimo wszystko po prostu robi robotę. Zawiezie moje cztery litery z punktu A do punktu B a jeśli trzeba to nawet uciągnie przyczepkę. Ot co.

  48. Marek Jarosz

    Mimo wszystko wygodniej się jedzie z A do B samochodem, gdzie radyjko ładnie gra, klima leciutko chłodzi, kierą się kręci jednym palcem a szumią jedynie opony a nie wyjący most, prawda? Nie wiem jak można widzieć same zalety Poloneza w jego prostocie, a nie widzieć jego wad w jego prostactwie…

  49. @ kierowca…zastanawiam się, kiedy zaczniesz czytać zamiast pisać bez…no przemilczę.

    Przyjmij do wiadomości że:

    -są tacy ludzie i jest ich wiele, którzy nie potrzebują żadnego kredytu na auta. Idą i biorą co im pasi bez wykładu o bankowych killerach mordujących w mgnieniu oka kredytami.

    – są tacy, którzy kupują poldka Atu jako gadżet nie dorabiając teorii, co to potrafi i jak tym śmieciem się jeździ.

    – są tacy, którzy na wskazówkę, że mają prowadzić własną firmę w oparciu o Lubliny wybuchają śmiechem. Rocznie jedno Iveco młóci 300 tkm tylko do Barcelony z 2-3 tonami na grzbiecie. Co ta kupa rdzy typu Lublin tu może, bez silnika, klimy i rejsowym 80 km/h? Zespół Sprinter+3 oś tandem ściągnie trzy małe dostawczaki na raz.Też chcesz to Lublinem zrobić? Obudź się.

    – uzmysławiam Ci, że dzisiejsze przelotowe poszły mooocno w górę. Co chcesz robić „dużym fiatem po x liftingu” w stawce 200-stu konnych aut sunących po autostradzie średnio tempem 160? Modlić się, by pobocza starczyło?

    – reasumując mam sugestię, by raczej czytać, niż pisać.Przynajmniej nie pozostawia to trwałych śladów głupoty…pardon…niewiedzy na papierze/w necie.

    Przypominam delikatnie również, że zalegasz z prezentacją SUV-a >ciężkozbrojnej Warszawy (z kłami i korbą)< na piaskowni czy tam w śnieżnych górkach.

    I czytaj z łaski swojej, czytaj kolego – miast pisać elaboraty o rdzy pełzającej po asfalcie.

  50. Ktosiek

    Nie rozumiem o co się kłócicie (KIEROWCA i Mav) – jeden chce upalać żelazo po okresie jego technicznej śmierci, bo nie chce dać się wykorzystywać korporacjom itd? jego sprawa. Drugi myśli, że kupowanie co chwilę nowych rzeczy spełni go i da mu szczęście? ma do tego prawo. Osobiście sam myślałem, że więcej pieniędzy = więcej szczęścia, ale – powiem to trochę górnolotnie, ale im wyżej, tym gra jest coraz cięższa :) – prawda jest taka, że parę lat temu, widząc szybszy rozwój swój i swojej małej firmy czułem większą satysfakcję, niż teraz, gdy zaczynam pomału dostrzegać szklany dach nałożony na mnie przez różne rzeczy – można go oczywiście pokonać, ale wymaga to kolejnych, niemałych inwestycji i jeszcze większego kombinowania – jednocześnie rozwój nie będzie tak spektakularny, jak przeprowadzka ze starego garażu do murowanego budynku. Tak więc bogacenie się daje satysfakcję i spełnienie, ale wszystko do pewnego pułapu (przynajmniej w moim wypadku) – potem mniej lub bardziej mielimy, niby zarabiamy więcej (choć też nie jest to pewne), ale mamy większe zobowiązania i ryzyko, a zarabianie dla samych zer na koncie nie jest po jakimś czasie jakoś zabawne. Materialne zabawki dają satysfakcję, ale po pewnym czasie i to wszystko nie cieszy jak kiedyś. Jak mówię, nie chcę by zabrzmiało to jakoś górnolotnie, czy moralizatorsko – cieszę się z tego co osiągnąłem i miejsca w którym obecnie się znajduję i dziękuję Bogu za mój obecny stan (chwalić się nie lubię, więc powiem tylko, że kredytów nie mam, dotacji nie brałem) – wszak bogactwo nigdy nie jest dane raz na zawsze – to nie lubię takiego gadania na temat korporacji, banków itd. Bank to nie wróg – ludzie tam pracujący ufają mi na tyle, że mogą dać mi pieniądze na realizację moich marzeń/planów – dlaczego miałbym być wobec nich agresywny? nie jestem oczywiście za życiem na kredyt, ale nie można dorabiać jakiś chorych ideologii do prostej umowy pożycz/oddaj z % – co w tym złego, prócz tego, że niektórzy nieroztropni ludzie zrobili z sposób na krótkie i efektowne życie i wpadli w spiralę długów z własnej głupoty ? Oczywiście pomijam tutaj system rezerw cząstkowych i inne rzeczy, ale koniec końców ktoś potrzebuje pieniędzy > bank chce je pożyczyć – nie widzę żadnych przeciwwskazań, by Ci dwaj nie mieli zawrzeć umowy. Poza tym, jeżeli chodzi np o auta to tak jest łatwiej – po pierwsze nie musimy wchodzić z np 100K, tylko np z 30, czy nawet mniejszą kwotą – to nie oznacza, że leasingobiorca nie ma tych pieniędzy i będzie jadł tynk ze ściany przez okres leasingu – po prostu inne plany co do tych 70K. Poza tym pieniądz lubi ciszę – taki leasing czy najem jest cichy podatkowo – kupno auto jest bardziej ciekawe dla aparatów terroru państwowego jak np US czy CAS – niestety, żyjemy w systemie finansowym, który pcha nas do konsumpcji, a nie do oszczędzania – dlatego ludzie wolą kupić np auto, niż oddać to w podatku – nie podoba mi się to, ale w jakim systemie byśmy nie żyli, to ludzie i tak będą kupować dobra – raz mniej, raz więcej, ale konsumpcje ludzi ogranicza tylko nasza wyobraźnia, normy moralne oraz zasobność portfela.

    Koniec końców nikt nie stoi z pistoletem i każe podpisać cyrograf z bankiem, tylko jest to decyzja dorosłych ludzi – ja to szanuję, jeżeli ktoś uważa, że to jest to, czego potrzebuje, jeżeli skalkulował ryzyko – dlaczego miałbym go powstrzymywać przed spełnieniem marzeń?

    Osobiście nigdy nie rozumiałem dorabiania jakiś ideologii do aut używanych, co niektórzy mają wręcz obsesyjne (każda rozmowa na temat nowego auta z salonu kończy się kontr argumentem o utracie wartości, potrzebie jazdy do ASO i gwarancji która nie działa, a także, coraz częściej, argument o ekologii – może i prawdziwy, ale nie o to tu chodzi) – mam taką zasadę, że nie zaglądam innym w talerz a także do portfela. Wiem, że to ostatnie jest bardzo, bardzo uzależniające, a wydawania nieswoich pieniędzy uzależnia absolutnie (oraz całkowicie psuje moralnie), ale czy tak ciężko zrozumieć, że ludzie kupujący dobra to najczęściej ludzie dorośli, którzy potrafią – mniej lub lepiej – kalkulować ryzyko i wiedzący – lepiej lub gorzej – czego chcą? Chcesz jeździć starszym autem – bardzo fajnie, nie mam nic do tego – nie obchodzi mnie, czy jest to podyktowane ekologią, przesłankami odnośnie korporacji, tym, że obecnie nie robi się takich aut, czy czymkolwiek innym – ale jakieś naskakiwanie czy chełpienie się tym, że jest się lepszym tylko dlatego, że wybrało się używane zamiast nowego – przecież to nie ma sensu i się kupy nie trzyma. Co najgorsze, nie jest to podyktowane jakimikolwiek faktami a tylko subiektywnym doświadczeniem (a raczej jego brakiem) i często nieprawdziwymi przesłankami na temat jakości nowych aut – a nawet na „chłopski rozum” – coś nowego ma po prostu mniejsze szanse na zepsucie się, niż auto w „sile wieku” i tyle – ale jeżeli ktoś chce starsze auto – jego wolna wola, nie zamierzam nikomu przeszkadzać w osiągnięciu tego celu, nie mam też zamiaru przekonywać kogokolwiek o szkodliwości starych aut – nie – ale oczekuję też, że spotkam się z podobnym zrozumieniem w drugą stronę.

    Musicie (ja mam to za sobą :) ) uświadomić sobie jedną, smutną prawdę. Nie jesteśmy równi – i dzięki Bogu. Mamy różne biegłości, talenty i umiejętności – dlatego wszystkie systemy oparte na teorii o równości ludzi między sobą upadły – ja np nie nigdy nie czułem pociągu do garów, choć być może mógłbym się nauczyć tego i owego – to jednak, idąc za poradą Henrego Forda – „jeżeli ktoś może zrobić coś lepiej i taniej niż my- mamy z niego korzystać” – często stołuję się w restauracjach – natomiast kucharze być może naprawiają u mnie swoje auta, etc, etc. System oparty na takiej podstawie (wolnym rynku, możliwie jak najmniej skrępowanym) będzie posiadał jak najmniej tarć wewnętrznych i przez to będzie trwał praktycznie ciągle. Natomiast system, który daje jednym, odbiera drugim by równać szanse kończy się – niestety – często krwawą jatką – tarcia narastają i coś musi puścić.

    Podatki to nie wina korporacji, czy banków a rządu – niestety, demokracja to taki system, że parcia chcąca wygrać, musi coś obiecać – ale to problem w podstawach demokracji, nie ma tutaj znaczenia, czy prezes korporacji zarobi mln czy mld – za dobrą robotę można i 10 mld zapłacić, a i to może być mało.

    Powiem tylko, że dzięki masowej produkcji i „wykorzystaniu” robotników Henry Ford skutecznie obniżał cenę swojego modelu T, produkując go w wielkich ilościach, doskonaląc techniki produkcji i sprowadzając cenę do takiego poziomu, że ten biedny robotnik mógł sobie na takiego Forda pozwolić – jako pierwszy na świecie. To była prawdziwa rewolucja, a nie podział „środków produkcji” poprzez czerwony terror – a wszystko przez geniusz Henrego Forda

    Kończę ten wywód bo nudne się to robi… jak na starym blogu, lol 😉 i nadal czekam na zdjęcia tych Samadów w W-wie, albo zgłaszam to do prokuratury ;].

  51. Widzę komuś sie marzy jakaś Demokratyczna Republika Ludowa:)
    Inna sprawa, pisał ktoś do polityków? Ja wiem, ze majl od zwykłego człowieka to nie cycata blondynka zorganizowana przez międzygalaktyczny zarząd koncernu, ale wiem, ze politycy je czasem czytają i nawet odpowiadają. A 10 tys. majli od 10 tys. osób daje do myslenia

    @Ktosiek: kontynuując za poprzednim postem: wycinanie katalizatorów itd jest chyba od dosc dawna nielegalne, a mieszanie w sterowniku od kilkunastu lat wiele nie poprawi. Chociaż ja zawsze myslalem, ze czarna chmura spod zderzaka współczesnych diesli to efekt zużycia wtryskiwaczy. Zadziwiające, ze starożytne diesle z wtryskiem pośrednim raczej niechętnie dymia

  52. Ktosiek

    @NDV: oczywiście, że na dymienie wpływa wiele rzeczy, ale nieudany mod jest jednym z nich :). Inną rzeczą jest tzw rolling coal, pisałem o tym w poprzednim temacie, gdzie niektórym zależy na kopceniu ;]. Czy poprawi czy nie – nie wiem… jak pisałem, tamte moje żale podyktowane były trochę impulsem.

    I zgadzam się, że stare Diesle mniej „śmierdziały” i mniej kopciły (w stosunku oczywiście do cacuszek z wyciętymi EGR, klapami, DPFami i jeszcze po modzie na „niutki”).

  53. benny_pl

    alez fajny mixoartykul! najfajniejsze te Mazdo-Bahmany, no i ciekawie bylo sie dowiedziec jak to w koncu bylo z ta Festiva/121/Pride

    a no i w pelni sie z Ktoskiem zgadzam i bardzo sie ciesze z tych czasow, gdzie kazdy moze sobie jezdzic czym chce, a nie meczyc sie jednym autem cale zycie, ktore i tak cudem udalo mu sie kupic

  54. kot pandur

    Te Paykany mają takie smutne twarze, jakby chciały powiedzieć – weź mnie do filmu sensacyjnego o dowolnym kraju Bliskiego Wschodu, pokazuj, jaki jestem nieudolny w czasie sceny pościgu, a na koniec rozwal w zderzeniu budzących odrazę widzów gruchotów miejscowej tajnej policji.

  55. @ktosiek – ale dałeś czadu. Dłuższego posta dawno nie czytałem. :-)

  56. @Ktosiek

    czepiam się jedynie tej rodzimej produkcji. Jak ktoś lubi złomy to ok (jak np. Benny), ale jak ktoś zaczyna wyjeżdżać jak wspaniale jest w takim zacofaniu, bo „rodzima produkcja”, bo tam „korporacje nie wyzyskują” to mi się nóż w kieszeni otwiera. Mimo przeciwności jest coraz lepiej w tym kraju, a potem znajdzie się jeden z drugim malkontent mówiący, że jest źle bo od dobrobytu się w głowach przewraca.

    „Prawdziwemu robotnikowi wystarczy polonez i pasztetowa, a nie Alfa i jakieś spadżetti! A kto myśli inaczej to ma mózg wyprany przez korporacje, albo jest prezesem/dyrektorem wyzyskiwaczem biednej, uciśnionej klasy robotniczej!”

    Taka jeszcze drobna uwaga Ktośku, piszesz:
    „żyjemy w systemie finansowym, który pcha nas do konsumpcji, a nie do oszczędzania”

    Jest jeszcze taka sytuacja, że ludzie pokroju moich rodziców boją się oszczędzać. Kiedyś mieli bardzo dużo zaoszczędzonych przez lata pieniędzy (część na szczęście w nielegalnej walucie), potem nastąpiła inflacja i całe oszczędności poszły na przysłowiowe dwa bochenki chleba. Teraz zdecydowanie wolą wydawać, bo albo pieniądze stracą na wartości, albo nie zdążą ich wydać…

    „każda rozmowa na temat nowego auta z salonu kończy się (…) potrzebie jazdy do ASO”

    Ostatnio „u cioci na imieninach” usłyszałem, że w ASO kroją ostro. Podobno za przegląd takiej nowej C4 picasso biorą ponad 5 tysięcy złotych. Bardzo się zdziwiłem biorąc pod uwagę, że za zwykłą C4 nigdy nie zapłaciłem powyżej 1100zł. Nikt mi nie wierzył, bo „wujek” który nigdy nie miał nowego auta i w ASO nigdy by nie zostawił wie jednak najlepiej, bo jest starszy i na autach się zna 😉

    I… ekhm… wiem, że wielokrotnie podkreślałem, że ludzie źle używają słowa „technologia” zamiast „technika”, ale akurat w tym przypadku:
    „(…) doskonaląc techniki produkcji i sprowadzając cenę (…)”

    Powinno być „technologia” 😉

  57. @Ktosiek, @KIEROWCA, @lech et consortes – nie mieszajmy dwóch kwestii. To, czy ktoś chce trzymać jedno auto (tudzież skuter, rower, pralkę etc.) przez 50 lat czy co roku kupować nowe, to prywatna sprawa każdego z tych ludzi. I każdy może wybierać co chce, może też ewangelizować innych na swą wiarę, taka jest istota demokracji. Jeden wierzy w Chrystusa, drugi w potęgę ludzkiego rozumu a trzeci w Potwora Spaghetti.
    Natomiast przepisy wymuszające pozbywanie się przez obywateli czegokolwiek co zostało nabyte zgodnie z prawem to tylko i wyłącznie KRL-D w czystej postaci. I NIE, wcale nie muszą stać za tym koncerny, nierzadko sprawcą jest znacznie mniejszy „ziutek”. Na przykład bandyckie przepisy uniemożliwiające wyrejestrowanie to efekt lobbingu „recyklerów”, a ściśle rzecz biorąc – dziarskich chłopców z Pruszkowa, Wołomina i tym podobnych miasteczek, którzy przez całe lata 90. zbijali kokosy na bebeszeniu cudzych aut. Kiedy w 1998 Polska weszła do NATO, zbliżała się perspektywa przystąpienia do UE, chłopaki zrozumieli że niedługo rynek się nasyci. I skończą się modele biznesowe pod nazwą „na stłuczkę”, „na kółko”, „na pasówkę” czy „na rympał”. A oni, bidaki, umieli tylko bebeszyć cudze auta. Co zrobili? Ano zaczęli lobbować, by wprowadzić takie przepisy, w myśl których o nie oni będą musieli zdejmować auta z ulicy, tylko właściciel pod przymusem ekonomicznym przyjedzie i jeszcze będzie dziękował że nie musi płacić irracjonalnych opłat za SWĄ WŁASNOŚĆ. Kiedy lobbing się udał, panowie z Pruszkowów, Wołominów et cetera szybko przebranżowili się na „recyklerów”. Gwoli ścisłości, nikt się nie przebranżowił; kolesie dalej robią to co umieją najlepiej, czyli bebeszą cudze auta pozyskane wbrew woli właściciela -tylko że teraz jest to zgodne z prawem…

  58. Ktosiek

    @Lech: mam nadzieję, że ilość przeszła choć trochę na jakość :).

    @Mavi: zgadzam się, że naprzeciw wszystkiemu ludziom żyje się, mimo wszystko, lepiej. Oczywiście można narzekać na rosnący fiskalizm państwa oraz rozdawnictwo ekip rządowych – ale ogólnie jest lepiej – mam tylko wrażenie, że bez „pomocy” rządu mogłoby być jeszcze lepiej.

    Tak, KIEROWCA delikatnie tutaj popłynął :) – te pickupy wyglądają ciekawe z mojej perspektywy, gdzie mogę iść do sklepu i kupić bez mała dowolny samochód – gdybym natomiast miał do wyboru tylko pickupy z lat 70 i pokracznego R5 nie piałbym chyba takim zachwytem. Koniec końców ludzie pod każdą szerokością geograficzną chcą być bogaci – cokolwiek to znaczy. Jeżeli system im to uniemożliwia, albo utrudnia, bądź nie pozwala w pełni rozwinąć skrzydeł – nie może być nazwany sprawnym i dobrym.

    To bardzo ciekawe co piszesz o swoich rodzicach, bo np moje babcie są oszczędne – może nie jakoś bardzo, ale na pewno mądrze oglądają złotówkę przed wydaniem :). Moi rodzice także nie trwonią grosza, a przynajmniej mnie uznają za rozrzutnego. Choć jak pisał Ford (przepraszam, że znów cytuję Henrego, ale to po prostu mądry człowiek, a takiego zawsze warto posłuchać) oszczędność jest lepsza niż bezsensowne marnotrawienie pieniędzy – ale oszczędnie tylko dla oszczędzania nie ma większego sensu, powinno być to podyktowane rozwojem swojej osoby. Koniec końców wszystko zależy od tego ile mamy – podawałem tutaj mój ulubiony przykład, gdzie X zarabia 2000zł, a Y 10000 – Y bez niczego odłoży 1500zł, gdzie dla X życie ograniczy się do wegetacji – tak więc nie chodzi o chorobliwą oszczędność, a zarabianie.

    Sam nie jestem jakoś bardzo oszczędny – pewien zapas pieniędzy daje mi po prostu pewien komfort, jak ostatnio przy chorobie – zamknąłem bramę na tydzień i miałem na wszystko „wywalone”, bez żadnego żalu :) – ale żeby ściskać się tylko dlatego, by mieć jedno zero na koncie więcej – nie. Wolę myśleć, jak więcej zarobić, niż jak więcej oszczędzić.

    Natomiast co do inflacji i innych nieprzewidywalnych sytuacji powiem tylko, że warto mieć złoto – nie jest to może inwestycja, na której zarobimy, ale wydaje mi się, że złoto będzie zawsze ostoją, gdzie ludzie będą uciekać, gdy pieniądz straci wartość – choć i to nie jest w 100% pewne, bo nie takie fortuny upadały i przemijały. Przykład Twoich rodziców pokazuje tylko, że nie warto bezgranicznie ufać rządowi :) – gdyby wierzyli ślepo w złotówki nie mieliby nic. Jeżeli ktoś myśli, że po 89 mamy zupełnie nową jakość w polityce i teraz rządzą nami fachowcy to cóż… mam zgoła odmienne zdanie :).

    Faktycznie, powinno być technologii… cóż, na swoje usprawiedliwienie mam tylko, że post wysłałem o 3:30 w nocy :/ – zdarza się najlepszym ;-).

  59. @miki: niczego nie mieszam, mnie tez nie mieszaj.

    Wykazałem tylko bezsensowność założenia, że konstrukcje sprzed 30 lat spełniają wymogi użytkowania w dzisiejszej rzeczywistości.

    A to, co kto sobie hobbystycznie kupi – jego sprawa i jego (albo bankowe) pieniądze.

  60. KIEROWCA

    @lech – a kto tu mówi o kupowaniu hobbystycznym? Dla mnie mój Polonez w zupełności wystarcza. Niby do czego mi te osiągi na autostradach kiedy rocznie pokonuję 5-6 kkm w promieniu ok. 40 km od mojego miasta?
    W dalsze trasy, np. załatwić coś w mieście wojewódzkim – busikiem za całe 10 zł w jedną stronę, 90 km. Na wczasy do Zakopanego czy na Hel się nie wybieram.
    Ktoś tutaj dziwił się, dlaczego Polonez w ogóle powstał. Otóż były takie czasy kiedy swoje pojazdy nie tylko produkowaliśmy ale także eksportowaliśmy i to nawet do krajów imperialistycznych. 125p o sylwetce z lat 60 w ’78 czy ’82 nie miał szansy na utrzymanie swojej pozycji chociaż przez kilka lat był hitem eksportowym. Jednak Polonez bazujący na tej samej technice utrzymywał się w produkcji aż do 2002 roku. Także główny szkielet nadwozia pozostał z Borewicza, takie same drzwi, szyby. Do tego należy dążyć przy konstruowaniu pojazdów. Samochody na około ćwierć wieku z face liftingami co 4-5. Ktoś nauczył się naprawiać Żuki ok. 1960 roku, dziesięć lat później Fiaty i do emerytury to był mechanik, robił z zamkniętymi oczami. A obecnie debilne zmiany modelu co kilka lat wszystko nowe, coraz więcej elektroniki, żeby wymienić żarówkę trzeba demontować plastikowy nos i reflektor za kilka tysięcy. W swoim Polonezie robię to w trzy minuty. Pompa wodna jako element rozrządu, turbo, dwumasy. Zbędna komplikacja konstrukcji. Jeżdżąca serwerownia, obleśne kosmiczne wnętrza, szyba pod kątem 30°, durnowate przetłoczenia dolnej części drzwi. Polonez to jeden z ostatnich normalnych samochodów i nie dorabiam do tego żadnej otoczki.
    Otoczkę to dorabiają wszyscy ci pseudo hipsterzy co to kupują Atu z 2000 roku bo to PRL i się lansują. Naklejeczki, alusy, telefon na półce. Moda dla bogatych snobów, samochód hobbystyczny, że niby co? Dla mnie nie ma to najmniejszego sensu trzymać drugi wóz tylko do wyjazdów na zloty czy w weekend przy ładnej pogodzie. Sztuka to cisnąć żelastwem normalnie do pracy i na bieżąco remontować.
    P.S. Niezła docinka z tą Warszawą SUV tylko nie oszukujmy się, że Warszawy a w szczególności Pobiedy jeździły po takich bezdrożach jakich nawet nie widziało nie jedno takie wycackane podwyższone combi z prześwitem 20 cm. Radziecka myśl techniczna swoją przydatność w terenie dawno udowodniła :)

  61. @kierowca….dalej piszesz nie czytając, że o zrozumieniu nie wspomnę.

    To może inaczej. Napisz, że dla Ciebie polonez wystarczy i rozumiesz jego toporną istotę. Tyle. I tylko tyle.

    Nie każ ludziom czytać , że 30- to letnie zlepy konstrukcyjne dadzą się współcześnie eksploatować. Tak jak Warszawa zdechnie pod byle górką, jak Lublina zamorduje miesiąc normalnej pracy, jak przeklniesz poldka po dwóch kursach do Madrytu latem…bo ludzie to wiedzą. WIEDZĄ TO. I wiedzą więcej niż kapelusznik robiący 100 km tygodniowo.

    Ludzie wiedzą, że np. jak SUV , to LC150 czy ML350, jak dostawczak to Sprinter 518, jak do rzeczonego Madrytu to Lexem GS300.

    „Sztuka to cisnąć żelastwem normalnie do pracy i na bieżąco remontować.” i to by było clou Twej motowiedzy. Więc ciśnij i remontuj bez przeszkód, jeździj busikiem do miasta wojewódzkiego, broń boże nie „na Hel i do Zakopanego”.
    I nie męcz ludzi z łaski swojej tak ciasnym horyzontem myślowym. Jak piszesz – ” nie oszukujmy się”. Świat już dawno poszedł do przodu.

    A propo’s. Weź temat na klatę, jak przystało na mężczyznę i pokaż co potrafi SUV Warszawa. Nam wszystkim na przekór wjedź na górkę w żwirowni, podjedź pod domek w górach zimą etc.etc. A jak nie, to odszczekaj coś o SUV-ach powypisywał i skończ grzecznie.

  62. Marek Jarosz

    Spoko że Kierowco nie wybierasz się na Hel, natomiast ja w latach 90′ jeździłem tam z rodzicami Polonezem, i nikt nie wspomina tego jako komfortowej podróży. Głośno, wolno, gorąco. Przejedź się, przekonaj.

    Natomiast w zeszłe wakacje zrobiłem tą trasę (nie do końca, bo inne układy dróg, więc Lublin-Warszawa-A2-A1-Hel) leciwą jak na dzisiejsze standardy Corollą z 2002 roku, benzyna 97 KM, i różnica jest KOLOSALNA. A ta Corolla jest warta jakieś 8 tysięcy. Więc żaden majątek. Nie ma zbędnej elektroniki itd, żarówkę wymieniam w 2 minuty, czyli szybciej niż ty. Nie ograniczaj się do busa do miasta wojewódzkiego, jeździj na weekendowe wycieczki, czytaj książki, ciesz się życiem i nie wmawiaj nam że Poldek jest super. On jest super tylko dla twoich zastosowań. Dla 95% ludzi to za mało.

  63. Marek Jarosz

    Aha, przed Poldkiem mieliśmy Wargolfa, i ojciec do tej pory twierdzi że był 100 razy lepszy od Poldka. Lepsza elastyczność mimo mniejszej mocy. Większy bagażnik. Szyberdach odsuwany do tyłu :)

  64. Odnoszę wrażenie, ze zdolności CSUV sa niedoceniane. W sumie to najbardziej im brakuje reduktora, ale z drugiej strony GAZ 69 miał aż 50 koni. Blokady mostów w jakimś stopniu zastępuje coraz powszechniejsze programowanie ESP, które hamuje szybsze koło. A co do zdolności zawieszenia to Humvee tez raczej słabo krzyżuje. Kilka lat temu redaktorzy z jakies off roadowej imprezy wybrali sie na jakaś imprezę Dusterem i jakimś Nissanem (nie, nie Patrolem) i byli zaskoczeni możliwościami tych samochodów. A rama ma sens tylko jeśli robimy milion wersji karoserii/zabudowy, często dla indywidualnego klienta.

  65. @ Marek Jarosz – miałem 2 corolle i potwierdzam, ze to inna bajka. Poloneza – owszem, kupić można jako ‚2000 ATU w koralowym kolorze, żeby …stał na podjeździe przed domem.

    Jako dwie klasy wyższy zamiennik poldka w tej samej cenie uważam fokusa I 1,6 benz. Relatywnie mocniejszy, wygodniejszy, wzorowo zawieszony, przodem ciągnący powiedzmy w sedanie z eleganckim jasnym kokpitem. Miażdżący poldka w cenie…poldka.

  66. @ndv…pozwolisz, że się nie zgodzę z tezą:

    „Odnoszę wrażenie, ze zdolności CSUV sa niedoceniane. W sumie to najbardziej im brakuje reduktora,…”

    Wg mnie reduktor jest tam niekonieczny. Z założenia jest to auto szosowe z możliwością zjazdu w lekki teren. A więc maja opony szosowe, które nie przeniosą momentu reduktora na podłoże. Już bez reduktora na mocnej zazwyczaj jedynce tracą przyczepność na zwykłej trawie, o glinie nie wspominając. A opon stricte terenowych się nie założy, bo na szosie będzie dramat.

    Tak więc pozostają wariacje na temat mocnego I biegu, blokady międzyosiowej, x czy tam e drive’ ów, e-maticów i innych protez pozwalających oszczędzić CSUV-om szydery w stawce z ciężkimi kolegami uzbrojonymi w reduktory.

  67. Ktosiek

    Co Wy tutaj o Corolli mówicie, wystarczy porównać komfort jazdy Getzem do Poloneza i … i też będzie na korzyść Getza 😛 – ale sentyment do Poloneza mam – sentyment – w swoim czasie w porządku, ale teraz ? oczywiście da się, skrzynia jest synchronizowana, biegów 5, ale po co :). To już nie te czasy.

    Zaraz przyjdzie pewnie Notlauf i powie, że wszystko jest lepsze od Poloneza (prócz Syreny) ;).

  68. KIEROWCA

    Tzw. wolnorynkowy kapitalizm to gówno które nas niszczy. Już sama nazwa gospodarka „rynkowa” – rynek = handel, cwaniactwo, spekulanctwo. Kapitał = kasa. Można by wyliczać w nieskończoność. Na każdym kroku spekulacja i przekręty. Prywaciarze bogacą się kosztem klasy robotniczej kombinując i obchodząc przepisy. Załatwianie sobie pozytywnych opinii o braku warunków szkodliwych w miejscu pracy, brak odzieży roboczej, trzynastek, wczasów pracowniczych, zwrotu kosztów dojazdu, zatrudnianie na umowę zlecenie, odnawialna co miesiąc premia uznaniowa zamiast realnej podwyżki płacy. Wszystko na koszt pracownika. I magiczne słowo wydajność, czyli niech pracownik ryje nosem po ziemi pracując za trzech najlepiej za minimalną krajową. Prosty przykład. Kiedyś towar rozwoziły trzy osoby. Kierowca i dwóch ładowaczy konwojentów. Teraz u prywaciarzy jest tylko kierowca który musi biegać z paleciakiem, odbierać puste skrzynki, pilnować faktur. Podobno kiedyś nie było mieszkań. Tylko, że w samym tylko moim mieście są całe osiedla bloków w których mieszkania ludzie otrzymywali na przydział, od zakładu pracy, często na nieoprocentowaną pożyczkę. Teraz jedyna opcja to kupić na tzw. wolnym rynku albo od złodzieja developera i założyć sobie pętlę na szyję biorąc kredyt na 30 lat. W PGR-ach było jeszcze lepiej. Mieszkanie i przydomowy ogródek. Są na to świadkowie, mam w rodzinie ludzi, którzy tego doświadczyli. Co mamy obecnie? Na rynku nieruchomości w najlepsze kwitnie spekulacja. Biorą kolejne mieszkania na kredyt i wynajmują lokatorom, którzy poprzez odstępne spłacają im kolejne raty. Ktoś ma dom i dwa mieszkania na mieście z których czerpie zysk podczas kiedy w innej rodzinie trzy pokolenia zmuszone są mieszkać pod jednym dachem. W niektórych szkołach zlikwidowano stołówki gotujące dobre ciepłe obiady na rzecz badziewia dowożonego przez firmę cateringową. Koszar i urzędów pilnują prywatne firmy ochroniarskie wyłonione w drodze przetargu. Chore? Chore. Przychodnie powykupowane przez prywaciarzy, karetki obsługuje jakiś tam Falck. Wszyscy odprowadzamy składki na ubezpieczenie zdrowotne tylko kiedy idzie się np. do kardiologa albo do okulisty zawsze jest taka sama gadka: na NFZ to następny termin za siedem miesięcy ale można przynieść 120 zł to będzie za trzy tygodnie. Co to jest jak nie zalegalizowana forma złodziejstwa i łapówkarstwa? Sprzątaczka w takiej przychodni zarabia ok. 700 zł, oczywiście po godzinach i na czarno. Kręciłem z jedną taką, no ale ona miała dodatkowo alimenty na dwoje dzieci, 500+, wszystkie możliwe zasiłki z gminy i sponsora w Reichu, który pokazywał się raz na trzy miesiące. Tzw. wolny rynek to w praktyce jeden wielki burdel i pogwałcenie praw robotnika. Na każdym cepeenie inne ceny paliw, dwa takie same piwa w różnych sklepach różniące się ceną nawet o złotówkę. Jakby nie mogło być porządku. Na każdym towarze cena detaliczna tyle i tyle. No ale podobno wszystko zweryfikuje „niewidzialna ręka rynku”. Jeden stek bzdur.
    Taka jest rola państwa, żeby to wszystko regulować. Należy zdawać sobie sprawę z tego, że otwarcie granic na nieograniczony import wszystkiego prędzej czy później doprowadzi do załamania rodzimego przemysłu. Cała legislacja powinna więc zmierzać ku jak największemu ograniczeniu importu tj. samowystarczalności. Jeśli nawet fabryka Polonezów wytwarza wyrób gorszy w porównaniu z importowaną konkurencją to i tak należy ją utrzymywać poprzez chociażby obłożenie importowanych pojazdów zaporowymi cłami, ponieważ daje ona pracę tysiącom ludzi. A produkcja pojazdów daje zatrudnienie także we wszystkich innych dziedzinach przemysłu, filiach i zakładach kooperujących. Rozwijają się huty szkła i metali, zakłady włókiennicze, elektryczne, tworzyw sztucznych. Kapitalizm jest w rzeczywistości swego rodzaju odmianą faszyzmu, darwinizmu społecznego. Przetrwają najsilniejsi, bez skrupułów, brnący po trupach do celu a pozostali mają zdychać albo stać się ich niewolnikami. Do tego doprowadził kapitalizm także w Polsce. Prawie z każdej rodziny ktoś wyjechał i pracuje na dobrobyt Niemca, Anglika albo Holendra. Jesteśmy dla nich rynkiem zbytu używanych samochodów z wypierdzianymi fotelami, szmat i rezerwatem taniej siły roboczej. Tylko w moim mieście zlikwidowano praktycznie cały przemysł: cukrownię, młyn, drożdżownię, browar, zakłady metalowe, mleczarnię, przedsiębiorstwo budowlane, Trans Bud, wszystkie okoliczne PGR-y. Nie ma już państwowych zakładów! Pozostaje praca u wyzyskiwaczy prywaciarzy, często na umowę śmieciową albo wyjazd z kraju. W miejscu PGR-ów warszawiacy albo jacyś Holendrzy porobili swoje prywatne folwarki, areały. Oferują ludziom taki psi pieniądz, że albo dojeżdżają po 20 km do pracy w mieście też u prywaciarzy ale przynajmniej oferujących umowę, już wyjechali za granicę albo wyłudzają zapomogi z GOPS-u przy okazji jeżdżąc na przemyt i dorabiając na budowach. Jedno wielkie upodlenie zwykłych ludzi, które zmusza ich do opuszczenia swojego własnego kraju. Mój kolega z pracy miał czworo dzieci, z których dwoje założyło rodziny w Norwegii. Wcześniej syn pracował w Polsce to szanowny pan prywaciarz płacił im minimalną jednocześnie co dwa lata zmieniając samochody, pobudował sobie willę, stworzył kolekcję antycznej broni. Ale oni zawsze tacy biedni i uciśnieni. Nie mogą zatrudnić więcej ludzi albo dać podwyżek bo pójdą z torbami. Niewiniątka. Tylko dla zwykłego człowieka nędza to jest kiedy nie będzie miał co jeść. Dla wyzyskiwacza prywaciarza kiedy nie będzie mógł sobie co 2-3 lata kupić nowego Audi czy kolejnej działki rekreacyjnej. Ale oni mają biedę. Idealny pracownik to taki, który zgodziłby się pracować społecznie. Przychodzi taki ze skierowaniem z pośredniaka no i jak on w ogóle miał czelność się zapytać ile będzie zarabiał!? Ciesz się, że w ogóle pracujesz, bo stu innych czeka na twoje miejsce!!! Państwo nie wywiązuje się ze swojej roli całe prawodawstwo tworząc pod kapitalistów i usprawiedliwiając ich wyzysk mas pracujących. W kapitalizmie państwo potrafi tylko z każdej strony doić podatki na utrzymanie bandy darmozjadów i nierobów w sejmie, jednocześnie nie oferując absolutnie nic w zamian. Za wszystko trzeba zapłacić a pensja robotnika starcza ledwo na czynsz, żarcie, ciuchy ze szmateksu i oszczędną jazdę 20-sto letnim samochodem. Nikt nie może być pewny jutra.

  69. Marek Jarosz

    Ktosiek, nie dodałem że corolla kombi. Do Getza nie zapakuję 2 dorosłych, dziecka i całego bagażnika towaru na tygodniowy urlop nad morzem (walizki, spacerówka, rzeczy plażowe, rowerek biegowy itd, szkoda że foto nie zrobiłem).

  70. @lech: zgoda, opony to podstawa, w każdej sytuacji. Tak czy siak, na podstawie tego co przeczytałem wychodzi na to, że CSUVy mają większe możliwości niż się powszechnie wydaje. Jasne, że na Ładoga Trophy toto się nie nadaje ale powszechne twierdzenie, że nie przejedzie po nieskoszonej trawie to jednak przesada.

    W kwestii Poloneza mam mieszane uczucia. Z jednej strony pod poziomem ochrony biernej w swoim czasie była to bardzo dobra konstrukcja, wyposażenie też było dobre to silnik i zawieszenie były archaiczne jeszcze zanim zaczęto produkcje (silnik krytykowano już za czasów 125p). Do tego dno jakościowe lat 80. Nie wiem, czy nie lepszy efekt dałyby nowe silniki do 125p, bo na cały nowy samochód szanse były raczej niewielkie.
    Co jest pewne, to to, że Polonez pokazał jaki jest rynek na świętego Graala, prosty w obsłudze samochód który każdy potrafi serwisować – cecha sama w sobie bez wartości rynkowej.

  71. Inspiron

    A ja Poloneza mam i żaden plus z wtryskami, lukasami czy h-czwórkami… Czystej lini borewicz, rocznik 82, Zawsze wszystkim mówię że to najlepsze auto ever. Jest mega ekonomiczny i ekologiczny gdyż spała jedynie dwa maksymalnie trzy zbiorniki paliwa rocznie. Eksploatacja to bajka – nic się w nim nie psuje to i ASO nie zarobi. Zbędnej elektroniki też nie ma, solidne zawieszenie i klasyczny układ napędowy z nie wysilonym motorem idealnie dopełnia całokształtu. :)
    „Takich aut już nie ma”.

  72. KIEROWCA

    Tak tu wszyscy narzekają na Poloneza ale nie zapominajmy, że do 2000 roku był produkowany także 126p i znajdowali się chętni. Jeszcze na początku lat 2000 maluch to był podstawowy samochód, parkowało ich po 5-6 na jednym parkingu. I ludzie dawali radę, wszyscy się mieścili. A teraz jeden z drugim ma żonę, jedno dziecko to już nawet Golf 3d za mały bo fotelik, zakupy. Sranie w banie. W d… się poprzewracało z tego dobrobytu. Prawda jest taka, że gdyby panował zdrowy układ, m.in. wprowadzenie odpowiednich przepisów i ceł ograniczających import to Polonez mógłby być produkowany nawet i do 2010 roku.
    I to trzeba zrobić, uderzyć we wszystkich tych Mirków handlarzy jeżdżących po samochody do Niemiec tak żeby import stał się nieopłacalny. Ludzie, których nie stać na nowy z salonu niech remontują to co kupili x lat temu. To co się wyprawia obecnie to jakaś paranoja. W każdym mieście po kilka placów Auta z Niemiec i z NL.

  73. Marksizm-leninizm wylewający się szeroką strugą z komentarzy towarzysza Kierowcy jest wręcz zatrważający. Mam szczerą nadzieję, że pomysły i wizje ulepszenia świata, które towarzysz roztacza z taką swadą, nigdy już nie zostaną wprowadzone, a mentalność bolszewicka wymrze z niedobitkami towarzyszy tak, jak wymarły Polonezy, 126p i inne motoryzacyjne abominacje.

    Na 126p byli chętni, bo był to najtańszy nowy wyrób samochodopodobny. Oferowane w tym samym czasie Cinquecento przewyższało 126p pod każdym względem, zwłaszcza technicznym.

    Do auta z 2014 przez ostatnie dwa lata eksploatacji nie dołożyłem nic w kwestii napraw, przegląd w ASO 300 zł + własny olej (Millers 5W40). Przebieg 26k km, przejechane z wydajnością i w komforcie nieznanym w żadnym Polonezie ani Fiacie 125p. Auto kupione rzecz jasna za gotówkę, bank był potrzebny tylko do wykonania przelewu, bo to jednak było trochę grosza i strach nosić taką walizeczkę banknotów. A jak się nie ma miedzi, to się w Internecie bredzi.

  74. Ej weźcie, daliście się wkręcić jak jakaś gimbaza. Zostawcie biednego Kierowcę, chłopak po prostu wyrabia wierszówkę u Zandberga :)

    Zgadza się, korporacje i oparta na nich gospodarka się zdemoralizowały. Smuci to różnych czegewarów, smuci to mnie jako katolika. Ale remedium nie jest sojowe latte bulgoczące w żołądku otoczonym koszulką z Marksem. Naprawdę, to już było (chociaż wtedy nie było sojowego latte) i nic dobrego z tego nie wyszło…

  75. Dyskutujemy z poglądami i o poglądach, nie o dyskutantach. Gimbaza czy dom starców – nieistotne, czerwoną zarazę należy piętnować gdzie i ile można, a wszystkie łby komuszej hydry pracowicie odcinać tak, by nie nadążała odrastać. Niech sobie będzie jako ciekawostka polityczna dla bananowych dzieci z bogatych domów, ale na serio trzeba to trzymać z daleka, bo znów skończy się milionami ofiar.

  76. KIEROWCA

    A czym niby kończy się imperialistyczny kapitalizm? W większość konfliktów wmieszana jest niosąca pokój i demokrację Ameryka. Ucinać łby to trzeba kapitalistycznej hydrze z Wall Street, podżegaczom wojennym.
    Za tego „złego” socjalizmu każdy miał pracę na umowę, urlop i wszelkie dodatki. Nie robił jeden za trzech otrzymując za to minimalną krajową.
    To czego Wy bronicie obywatelu „jonas” to krwiożerczy kapitalistyczny wyzysk na wzór łódzki z XIX wieku. Tylko, że wtedy ludzie byli świadomi tego, że są dymani i od 44 roku popędzono panów magnatów na białe niedźwiedzie. Niestety dzisiaj ta zaraza znowu się odradza.

  77. Towarzyszu, za tego wychwalanego przez was socjalizmu każdy miał pracę za 30 dolarów miesięcznie, w której udawał że pracuje i kradł ile wlazło. Miał też paszport na komendzie milicji zamiast w szufladzie. Miał także mgliste widoki na talon na malucha, przydział mieszkania po 20 latach ciułania i po kolejnych 10 podłączenie telefonu. Ciekawe, że z tego raju na ziemi kto mógł to uciekał na zgniły imperialistyczny zachód.
    Teraz towarzyszu telefon sobie kupujecie w kiosku, a mieszkanie możecie kupić od razu, jeśli macie kasę lub zdolność kredytową. Robociarska pensja na to wystarczy, sprawdziłem osobiście.

    W 1944 popędzono wszystkich jak leci – magnatów, służbę, żołnierzy, cywilów, nauczycieli, policjantów, kolejarzy i leśników, winni czy nie winni, wsio rawno, ludiej u nas mnogo, Moskwa ślezam nie wierit. Zostali posłuszni nowemu czerwonemu panu, nagradzani za wskazywanie obszarników i wrogów ludu, rozkułaczanie, donosicielstwo i bandytyzm. Ich dzieci i wnuki tęsknią teraz do dawnego porządku i nie dziwota, żyło im się wtedy dobrze. Co prawda z cudzej krzywdy, ale komuniści inaczej nie potrafią, wszak istotą tej najbardziej zbrodniczej ideologii jest terror, wyzysk i rabunek.

    Bronię zaś, choć to górnolotne słowo, prawa do samostanowienia i wolności. Chcesz to sobie jeździj pomalowanym minią Polonezem, chcesz to bierz kredyt i lansuj się plastikową jednorazówką. Nic mi do tego. Protestuję natomiast przeciw urawniłowce wedle czyichś wydumanych wizji.

  78. @Jonas

    Daj se spokój, bo zaraz powie Ci, że nie będzie malował poloneza minią, bo prawdziwej minii (tej z ołowiem) korporacje zakazały, żeby wszystko szybciej rdzewiało i było wymieniane na kredyt.

    Pozwolę sobie jeszcze na dygresję. Przypomina mi się taka starsza pani, która pracowała jako kreślarz w mojej byłej pracy. Nie mogła zrozumieć jakim cudem tamten system upadł, jak ludzie mogli chcieć zmian. Przecież teraz kolejki do lekarza, zarobki marne, dyrektor wyzyskiwacz, itd.

    Dopiero rozmawiając ze starszym współpracownikiem dowiedziałem się, że tamta pani dawniej miała „troszkę” lepiej, bo mąż był generałem. Wojskowe szpitale służyły jej „od ręki”, sklepy pełne tak jak te dla górników, kierowca i auto podstawione pod dom, a ordynans zamiast w jednostce to zasuwał w mieszkaniu sprzątając i piorąc… przestałem się dziwić, że tak miło wspomina czasy minione.

  79. Ktosiek

    Jak to mawiał Aleksander Hrabia Fredro: „Socjalizm nierówności wszelkie prędko utrze, Szlachtę powiesi jutro, nie szlachtę pojutrze.”.

    Nie chcę pisać toczka w toczkę tego co Jonas, ale podpisuję się pod tym. Socjalizm/komunizm – różne nazwy, ale koniec końców wszystko prowadzi do jednego – do biedy i upodlenia. Smutne jest to, że kraje, kiedyś budujące swą potęgę na „wyzysku”, dziś weszły w pułapkę socjalizmu. A i sam socjalizm bardziej się kamufluje, wystarczy spojrzeć choćby na to, co dzieje się w ramach politycznej poprawności. Lansuje się też dziwny rodzaj patriotyzmu, gdzie największym poświęceniem jest płacenie horrendalnie wysokich podatków oraz nie śmiecenie. Nie zrozumcie mnie źle, daleki jestem od ubierana czarnej/beżowej koszuli i maszerowaniu wśród ogolonych ludzi, ale wydaje mi się, że propagowanie tylko takiego typu patriotyzmu to po prostu rządowa propaganda :). Stawia to oczywiście ludzi z szarej strefy w najgorszym świetle, a jednocześnie usprawiedliwia fiskalny terror państwa. Prawda jest taka, że (pisałem o tym wyżej) ludzie obecnie rozwijają się nie dzięki rządowi/dotacjom/programom a pomimo tych „dobrodziejstw”. Firma która potrzebuje dotacji by przetrwać, czy też przedsiębiorca, który topi owoce pracy innych ludzi, bo pozwala mu na to urzędnik to d$#@ nie przedsiębiorca. Prowadzenie biznesu, podobnie jak większość rzeczy które robimy, wiąże się z mniejszym czy większym ryzykiem – w chwili gdy to ryzyko zdejmujemy otrzymujemy patologie takie jak startupy które topią po kilkaset tysięcy złotych. Jednocześnie Ci, którzy albo nie korzystają z tej pomocy, albo po prostu jej nie potrzebują czują się oszukani.

    KIEROWCA natomiast wpadł w pewną pułapkę, w którą łapią się obrońcy PRL – uważa, że bez PRL nie byłoby rozwoju, co jest oczywiście nieprawdą. Życie poza RWPG istniało i miało się dobrze – podobnie jak istnieje życie poza UE.

    Rozwiązanie jest tylko jedno – żadnej pomocy państwa, jak najmniej redystrybucji i jak najmniej fiskalizmu w państwie.

  80. Teraz już nikt się nie dowie, co by było bez PRLu i wyzwalania ludności przez Armię Czerwoną z zegarków, rowerów i czci niewieściej. Można sobie gdybać długo, ale twierdzenie, że to komuniści odbudowali kraj po wojnie dzięki temu, że byli komunistami, jest co najmniej nietrafione. Dysponując miastami zrównanymi z ziemią każdy ustrój musiałby te miasta odbudować, lepiej lub gorzej ale inaczej się nie dało. Choć może niekoniecznie zaraz okradając Ziemie Odzyskane ze wszystkiego co można było udźwignąć, wliczając cegły.

  81. KIEROWCA

    @ Mavi – prawdziwej minii owszem korporacje zakazały, bo wszystko musi być teraz „ekologiczne” bez dodatku ołowiu. Nie ma takiej farby w żadnym sklepie.
    Wcale nad tym nie ubolewam ponieważ POLAK POTRAFI. Trochę zapamiętałem jak to ojciec sporządzał [też do Poloneza MR 1983], trochę powertowałem starych książek w czytelni i pogadałem ze starszymi majstrami z pracy [były mechanik z STW i ślusarz pekapowiec].
    Sam do tego doszedłem jak sporządzić taką miksturę a mianowicie sypię 80 części wagowych proszku, dolewam 10 pokostu lnianego i 3 terpentyny. Długo schnie ale mam w ten sposób pomalowanych kilka rzeczy, na to farba olejna i nic się nie dzieje. Mój były Cienias miał w ten sposób pomalowane tylne nadkola w 2015 roku, od środka grubo tawotu wymieszanego z proszkiem i czarne plastiki. Czasami go spotykam i absolutnie nic się nie dzieje. Na pohybel niedowiarkom.
    Pzdr

  82. Dobrze gada! Niech remontują!

  83. Farbianym spekulantom i pokątnym kombinatorom, uderzającym w ludowo-demokratyczny przemysł chemiczny, musimy powiedzieć stanowcze „nie”!

  84. KIEROWCA

    Za komuny przynajmniej wszystkie tego typu rzeczy jak ławki, drabinki na placach zabaw, wiaty przystankowe się MALOWAŁO. Nie wspominając o samochodach, które miały na sobie po 3-4 warstwy farby. Rozbierałem kiedyś Żuka smutka, który był zielony. Spod zielonego wychodziły dwie warstwy szarawo – niebieskiego, a pod nim czerwony strażacki.
    Teraz łuszczy się farba to rozpisują przetarg na wymianę. Szczyt bezmyślnego marnotrawstwa i niegospodarności.
    Przez 40-50 lat stały porządne metalowe drabinki, tzw. „węże” z wystającym balkonikiem na końcu. Całe pokolenia siadały na nich naprzeciw siebie, jadły słonecznik, bawiły w Rudego 102.
    W ostatnich latach porozpisywano przetargi, wszystko to poszło na złom – bo tak. Na ich miejsce pojawiły się lamerskie koniki na sprężynie i jakieś drewniane popierdułki.
    Samochody w przedsiębiorstwach wzięte w leasing. Pracownicy jeżdżą służbowymi do domu a w firmie jest fleet manager dbający o przeglądy w ASO. Nie ma już bazy, warsztatów, mechaników, spawaczy. Typowo kapitalistyczna chciwa oszczędność kosztem pracowników. Pierwsze co robi prywaciarz po wykupieniu zakładu to CZYSTKI, redukcje zatrudnienia. Później nagle okazuje się, że zakład był „nierentowny”, robotników na bruk, maszyny i okablowanie na złom a działkę dla developera albo dla zachodniego marketu. On się nachapał. To, że 50 czy więcej pracowników zmuszonych zostało przez to do zasilenia szeregów pośredniaka albo do opuszczenia kraju się nie liczy.

  85. Widzicie towarzyszu, od grubych spraw światopoglądowych zeszliście na bardziej przyziemne, czyli rodzaj zabawek dla dzieciarni, montowanych na otwartym powietrzu. O tym, że firmowy samochód najtaniej i najszybciej jest odstawić do wyspecjalizowanej firmy dysponującej odpowiednim zapleczem techniczno-personalnym, zamiast utrzymywać własną bazę remontową z kompletem sprzętu i sztuczny przerost zatrudnienia, wydajecie się nie wiedzieć. No ale tam wyżej już wam napisali, jak kiepskim pomysłem jest wożenie towaru po Europie Żukiem-smutkiem czy Nysą-radością.
    Nierentowność tego czy innego zakładu były często przyczynami upadku, nie tylko dzika prywatyzacja, przeprowadzana zresztą przez komunistów nagle pozbawionych przywilejów i dochodów. To zresztą typowe dla czerwonych, umieją tylko niszczyć.

  86. Jak się bawić to się bawmy.

    „Nie ma już bazy, warsztatów, mechaników, spawaczy.”

    Są. Baza do ładowania i przeglądów wózków widłowych, mechanicy utrzymania ruchu – zamiast samochodów naprawiają maszyny CNC i dbają o spawarki. A spawaczy sprowadzamy z Ukrainy (i to przyjeżdżają pełne autobusy!), bo Polacy wolą pracować w Niemczech.

    Tak bardzo prywaciarzowi opłaca się wyzysk i wywalanie ludzi z pracy, że wybudował już 2 hotele pracownicze. I nawet nie pobiera za nie opłat od pracowników tam mieszkających.

  87. Ktosiek

    @KIEROWCA: a zdajesz sobie sprawę, ile kosztuje utrzymanie takiego warsztatu ? i rozumiesz, że taniej jest zapłacić takiemu ASO, czy innemu niezależnemu warsztatowi za ewentualną naprawę/obsługę auta, niż utrzymywać miesiąc w miesiąc coś o nazwie warsztat? TEORETYCZNIE można by przydzielać ludzi do prostych czynności jak np wymiana oleju, w czasie, gdy nie wykonują innych czynności – ale – w nowych autach ta wymiana oleju nie jest tak prosta, o diagnozowaniu usterek nawet nie wspominam bo wymaga to wiedzy oraz analizowania wielu danych w tym samym czasie. No i zakładam, że człowiek przydzielony do tej czynności coś tam jednak potrafi, choć patrząc na mojego brata ciotecznego to bałbym się dać mu wymienić baterię w pilocie od TV :>. Do tego dochodzi jeszcze gwarancja i parę innych rzeczy. Po prostu kapitalista wie, to co powiedział (ZNÓW!) Henry Ford – „Jeśli jest coś, czego nie potrafimy zrobić wydajniej, taniej i lepiej niż konkurenci, nie ma sensu, żebyśmy to robili i powinniśmy zatrudnić do wykonania tej pracy kogoś, kto zrobi to lepiej niż my.” – i to jest doskonały przykład takiego myślenia. Czy przez to brakuje mechaników, bądź ludzi zajmujących się autami ? nie, a pewnie będzie jeszcze lepiej – wiadomo, nie każdy miesiąc jest równie dobry, ale ogólnie nikt nie narzeka :).

    Zgodzę się natomiast, że pewien okres naszej transformacji był dość bolesny, często oparty o jakieś szemrane interesy z byłą_nową władzą. Koniec końców jednak nikt nie zabrania obecnie bogacenia się – naprawdę wystarczy chcieć – spójrzmy nawet na kierowców – taki człowiek „latający” na busach, czy nawet w komunikacji kołchoźniczej potrafi zarobić te 4-5K netto – to nie są złe pieniądze.

    Rozwój zawsze wytwarzał miejsca pracy – być może inne, niż znali nasi ojcowie, ale zawsze lepsze niż poprzednie – nie powiesz mi, że należy cofać się i zamiast jednej, dwóch koparek zatrudniać xx mężczyzn do głupiej i żmudnej pracy jaką jest kopanie. Pewne rzeczy nie wrócą – no chyba, że wystąpi jakiś kataklizm, który zniszczyłby całkowicie nasze osiągnięcia.

    Dlatego też nie rozumiem bólu niektórych, którzy obawiają się robotyzacji i najchętniej widzieliby coś co zwie się dochodem gwarantowanym… szkoda, że wolny rynek sam potrafi coś takiego wyregulować – gdyby nastąpiła całkowita robotyzacja, mało kto kupowałby produkty produkowane przez zrobotyzowane fabryki – być może faktycznie ludzie nie będą musieli pracować w fabrykach, co nie znaczy, że pracy nie będzie. Będzie inna – tak jak rewolucja przemysłowa przeniosła ludzi z rolnictwa do pracy w fabrykach tak być może roboty wygonią ludzi z fabryk – przeniosą gdzie indziej – gdzie – jak pisałem, samo się to wyklaruje.

    @Mav: ja akurat nigdy w fabryce nie pracowałem, ale utrzymanie ruchu też często nie jest w stanie zrobić wszystkiego – oczywiście ich praca jest potrzebna, ale gdy siądzie coś konkretnie, to pewnie kończy się przyjazdem panów serwisantów :) – tak przynajmniej było u mojego taty w byłej pracy.

  88. Ktosiek

    I komcio w moderacji :/ a tak fajnie żarło :/.

  89. Marcopolo

    Czytałem 2 godziny. Uczciwie. No ale w połowie skończyło się o irańskim rynku motoryzacyjnym, a zaczęło o wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia.
    Lepszy Poldek czy golf, żuk czy Sprinter, czerwonoarmista czy zwykły komuszek, leasing czy gotówka, telefon w komunizmie czy komórka z kiosku.
    Ludzie!
    To forum o autkach, akurat dla mnie niezwykle ciekawe (mam 57 lat, jakby co), a te wasze dyskusje to nadają się tylko na ONET.
    Pozdrawiam

  90. KIEROWCA

    Widzę, że rusofobiczna i antysocjalistyczna propaganda zasiana przez PiS kiełkuje i ma się dobrze!
    Standardowy argument kapitalistów – to komuna rozwaliła Polskę bo na stołkach zasiadają byli członkowie PZPR i UB. Argument nietrafiony i łatwy do strącenia jak Tupolew. Komuna niczego nie niszczyła. Gomułka przekazał kraj bez zadłużenia, za to pobudowano 1000 szkół, Centrum Zdrowia Dziecka, Stomil, niezliczoną ilość osiedli mieszkaniowych. Gierek nabrał kredytów ale całe miasta się rozbudowały. Na to są świadkowie i dane statystyczne. Całe kwadraty ulic z własną infrastrukturą: parkami, przedszkolami, żłobkami, placami zabaw, sklepikami, przychodniami. Służące obywatelowi. A nie jak obecnie ściśnięte prestiżowe multiinterfejsowe blokowiska developerskie skąd wszędzie trzeba dojeżdżać. Nikt nie czekał 20 lat na mieszkanie. Mój dziadek, bezpartyjny repatriant ze wschodu, prosty robotnik w zakładzie energetycznym napisał podanie i po 3-4 latach dostał jeden pokój na poddaszu. Później urodziła się moja matka i znowu po kilku latach jeden pokój na pierwszym piętrze w starym budownictwie. Po ośmiu latach oczekiwania mieszkanie M4 w spółdzielni na wkład własny i nieoprocentowaną pożyczkę z zakładu pracy. Czy jakiś zakład pracy został sprzedany w ręce obcego kapitału przed 1989 rokiem? NIE. Zrobił to kapitalizm i ludzie którzy dostosowali się do jego warunków. Sprzedajne oportunistyczne szczury, dla których w każdym ustroju jest dobrze. Nie komuniści. Proste. To jakby mówić, że Volkswagen o korzeniach nazistowskich jest zakamuflowaną opcją organizacji Still Hilfe czy innej Odessy zbierającą fundusze na odrodzenie IV Rzeszy.
    Ad. Ukraińców – w moim mieście był zakład Polam Farel zatrudniający ponad 2000 osób. Otrzymywali mieszkania ze spółdzielni, trzynastki, warunki szkodliwe. Zmienił się ustrój, przyszedł Phillips, tysiąc różnych spółek, agencje pracy, zleceniówki. Nagle nie ma warunków szkodliwych! Praca na umowę zlecenie odnawianą co miesiąc – trzy tygodnie pracujesz, dwa tygodnie czekaj pod telefonem bo „nie ma roboty”. Zatrudniają Ukraińców mieszkających na kupie w ośrodkach wczasowych ponieważ jest to nic innego jak tania siła robocza, podobnie jak Meksykanie w USA. Ale oczywiście to Polacy są tacy źli, praca jest tylko nie chcą pracować.

  91. Podziel na trzy i może krótsze przejdą 😉

  92. Ktosiek

    @Mavi: to tak nie działa 😉 – tamten mega post wszedł bez moderacji jak dobrze pamiętam, więc nie tędy droga, hehe.

  93. Ale burza!
    Aż sie woda ze szklanki wylewa !

  94. hmmm
    mialem pomyloneza, pozbylem sie jak najszybciej… Fiatem 125p jezdzilo mi sie duuuuzo lepiej, nawet maluchem sie lepiej jezdzi bo sie przynajmniej nie zakopuje wszedzie gdzie tylko zechce, jedyna wada DFa to byl tylny naped, sedanowatosc i blacha chyba solona bo gnijaca momentalnie i mimo usilnego ciaglego malowania 2x do roku, ale i tak mialem go 5 lat i dobrze wspominam, ale jak zakupilem Cinquecento to uwiezyc ciagle nie moglem jak on jest lepszy pod kazdym wzgledem od tego DFa, prawie ze nie gnije, po zlozeniu tylnych foteli miesci sie do niego 4x tyle co do DFa, wjezdza i wyjezdza po kazdym sniegu czy blocie (DFa wypychalem zewszad, tak ze musialem sobie reczny gaz dorobic zeby na biegu zostawiac i jeszcze go pchac – polonezowi nawet to nie pomoglo bo to za ciezka krowa) no i na gazie sie jezdzi niemalze za darmo, cos wspanialego po prostu! do tej pory uwielbiam Cinquecento i szukam budy w idealnym stanie bo zespol napedowy 900 w idealnym stanie z przebiegiem 55tys sobie czeka :)

    ja swoim DFem jezdzilem wszedzie gdzie potrzebowalem z lublina (najdalej chyba do warszawy bo nigdzie dalej nie potrzebowalem jechac) i zawsze utrzymywalem go w takim stanie, ze nie balem sie nigdzie jechac, nie rozumiem jak mozna tak kochac tego poloneza i jednoczesnie meczyc sie jakims busem gdzies dalej.. to jakies nienormalne

    sam ostatnio bylem nad morzem Mercurym Villagerem 3.0 V6 w automacie za ktorego dalem C15stke, 1000zl i troche wlasnej pracy (wymiana progow i troche drobiazgow) i jazda to czysta przyjemnosc, zero zmeczenia, klimatyzacja tez sie przydawala :) wszystko jest dla ludzi. jak bym musial to i polonezem bym tam mogl pojechac, byle nie w zimie, nigdy wiecej tylnego napedu.

    Kierowco – ciesz sie zyciem zamiast narzekac :) zle Ci, to zmien prace, wiem ze czlowiek sie przyzwyczaja, ale czasem trzeba! jak ktos nie ma 2 lewych rak i ma checi to nie ma problemu z praca, ja nigdy nie bylem bezrobotny dluzej niz 3 tygodnie 😉 i nigdy jeszcze nie bylem w urzedzie pracy 😉 i nie trzeba duzo zarabiac zeby i z tego oszczedzic, szczegolnie jak sie mieszka na wsi. od narzekania nic jeszcze dobrego nie wyniklo, czlowiek tylko zgredzieje i sie robi menda, i nie wazne akurat ile ma pieniedzy – maruda zawsze bedzie maruda, a wrecz im ma wiecej pieniedzy tym sie marudzie pogarsza..
    no i nie wiem z jakiego powodu zmieniles CC900 na pomyloneza, no po prostu nie moge tego pojac, to chyba juz masochizm :)

  95. No i benny jak zwykle pozamiatał w swoim niepowtarzalnym stylu. To człowiek, z którym chciałbym chować się do bunkra na wypadek apokalipsy, a potem mozolnie odbudowywać cywilizację – chwila namysłu, poskleja co trzeba gumą do żucia i odjedzie z piskiem opon.

  96. Benny_pl – Twój komentarz b. celny 10/10! Sam mam aktualnie 2 szt. Poldka Atu (’98 i ’00), wcześniej miałem 7 Poldków (roczniki od 1983 do ’00) i powiem szczerze że nie pasują do dzisiejszych standardów – z rodziną (żonka+2 dzieci) poruszam się Scenikiem z 2004 (nic nie zastąpi vana jak trzeba wózeczki, 2 foteliki, etc.), miałem też inne auta w międzyczasie (m. in. VW Polo, Megane, BMW e36).
    Poldkiem latam sam po mieście (czasem jakaś krótka trasa – choć oczywiście nie miałbym problemu polecieć i na ten wspominany Hel), bo mam sentyment, sam naprawiam większość usterek i części zamienne są tanie, ale poważnie planuję pozostawić sobie 1 egzemplarz w lepszym stanie i do miasta kupić jakieś typowo „miejskie” wozidło (Corsa, Picanto, Starlet, itp.). Kwestia komfortu, zużycia paliwa, korozji i ogólnej jakości, która w produktach FSO przez cały okres jego wytwarzania była mooocno problematyczna, poza tym powoli pokonują mnie problemy z zakupem porządnych części zamiennych (jakość zamienników doprowadza do depresji).
    Pomimo sentymentu i bycia polonezo-świrem (od 2005 roku rzeźbię te auta) nikogo bym nie zmuszał do ciągłej jazdy Poldem, tak więc @Kierowco – więcej luzu! Rozumiem Twoje podejście do Poloneza – sam naprawiasz, wygodnie Ci, jeździsz bez rodziny – super. Nie rozumiem wrogości do nowych aut. Jest masa ludzi którzy nawet nie wiedzą jak działa silnik, skrzynia, itd. – chcą tylko lać wachę i dojechać z A do B i nowe auta im to dają bez tych „emocji dodanych” które zwykle dają produkty FSO.

    Uff, alem się rozpisał :).

    P.S. Benny dalej mam Twoje tłoki do Zośki 😉

  97. dzieki :) ale ja wolal bym jednak jakas sympatyczna i rozkoszna dziewczyne do tego bunkra 😉 takze tego… 😉

  98. @benny_pl – zamiast Cienkiego polecam jakiegoś Peugeota 205 w małym silniczku, 1,0 junior lub 1,1. Pali mniej od cienkasa 900 (o barachle pod nazwą 700 nawet nie wspomnę), zabezpieczenie antykorozyjne lwów z tamtych lat bije na głowę cieniaka (skądinąd nieźle zabezpieczonego) – mój 205 ma 26 lat i zero rdzy, cała PODŁOGA w fabrycznym białym lakierze jak Bozia przykazała. Wnętrze ogromne, w porównaniu z Cienkim to jak olbrzymie kombi. Do tego komfort nieporównywalny z żadnym innym autem klasy A/B z tamtych lat, a nawet i wieloma późniejszymi. I nie ma co bać się tylnej belki, wymiana na regenerowaną w profesjonalnej firmie to raptem 900 zl. W tej cenie masz zmienione CAŁE zawieszenie, od czopów kół do belki mocowanej do karoserii. I starcza to na jakieś 80-120 tys. W tym czasie nawet w cieniaku więcej wydasz na wahacze, sprężyny, silentbloki etc. O większym aucie nawet nie mówiąc. Do tego 205 to auto w pełni kultowe, czego o takim dajmy na to Matizie trudno powiedzieć. A kupić można za grosze, do tego w dobrym stanie i z pierwszych rąk. Swojego 205 z roku 1991 kupiłem dwa lata temu z przebiegiem 103 tys. za całe 900 zł. Przez ten czas tylko klocki, tarcze, płyny, paski.

  99. @Ktoskie

    Ale byś wiedział, w której części wzbudziłeś filtr.

    @Benny

    Nigdy nie wiesz kto jest po drugiej stronie. Może „Jonas” to „Jonaś” – zrobienie, którego rodzice używali na „Joanna” 😉

  100. Nigdzie nie wspominam, że bunkier ma być wyłącznie dwuosobowy.

  101. Dla tych ktozy tesknia za komuna przypominam, ze w latach 50 czlowiekbyl niewolnikiem – bez zgody pana (eee, parti) nie mogl zmienic pracy ani miejsca zamieszkania, a nawet po kapitalistycznym zimperalizowaniu, kiedy pozwolono ludziom posiadac samochody trzeba bylo wystepowac o zgode milicji na jakakolwiek wycieczke – swego czasu SzK ladnie to opisal na Automobilowni.

    Z drugiej strony uwazam, ze ludziom w niektorych krajach zdecydowanie lepiej sie zylo gdyby USA nie sponsorowala wszelkich band, byle tylko do wladzy sie nie dostali komunisci (USA w ramach walki z komuna sponsorowala przeciez nawet Pol Pota). Swiat nie jestczarno bialy.

    A w kwestii Apokalipsy – co powiecie na zenska wersje bennyego z innego wymiaru? 😉

  102. @ndv, @jonas, @benny_pl – mówiąc o komunie popełniacie fundamentalny błąd, przeciwstawiając „komuszy” PRL „kapitalistycznej” UE. Sorry – UE zdradziła swe ideały od kiedy weszła w lewactwo. Przykładem z naszego podwórka jest bandycki przepis o zakazie wyrejestrowania auta. Sorry – jeśli ktoś chce ograniczać mi swobodę dysponowania MOIM PRYWATNYM MIENIEM i wtrąca się w to, że na swojej, ogrodzonej działce chciałbym sobie ustawić 50 uniaków do mszenia i gnicia jak Tabencki to ten ktoś jest sowieckim komisarzem ludowym, i to z epoki stalinizmu. Nawet za Gierka i Jaruzela nikt nie zabraniał wyrejestrowania auta, ot co.

  103. Do głowy by mi nie przyszło przeciwstawiać komunistyczną UE komunistycznej PRL. Skąd to w ogóle wziąłeś?

  104. @ miki: nadinterpretujesz i dopowiadasz sam to, czego nie napisalem. Dzisiejsze przepisy w wielu dziedzinach sa dziwne, do tego w Polsce wcale nie najdziwniejsze (u nas mozesz chodzic z nozem-nawet motylkowym w kieszeni albo bez pozwolenia kupic rewolwer czy dubeltowke) ale przynajmniej nie mamy juz planowanej gospodarki. W sumie wtedy nie wiadomo po co w zakladach istnialo jakiekolwiek kierownictwo ponad brygadzistow bo mozliwosci pracy w zakresie swoich kompetencji i tak nie mieli.

  105. miki: mi tez sie to bardzo nie podoba ze nie mozna normalnie wyrejestrowac, no ale jak wszystko da sie to obejsc (kazdy wie jak), ale to rzecz jasna bez sensu, no i potem sie okazuje ze jest wiecej zarejestrowanych syren niz yarisow, a dziennikarze ktorzy nie maja rozumu zaraz sobie dopowiadaja ze oczywiscie te wszystkie zarejestrowane starocia jezdza po drogach i co gorsza bez OC !! mimo ze one defakto dawno nie istnieja…
    moze trzeba by sprobowac jakos to zmienic – Zlomnik jako dziennikarz mogl by zorganizowac jakas akcje zbierania podpisow :)

    Jonas: no chyba ze tak 😉

    Ndv: „zenska wersje bennyego z innego wymiaru?” tzn kobieta-kosmita ? ;p

  106. Ktosiek

    @Mavi: nic, musimy czekać :) nie chcę śmiecić tutaj.

    Natomiast mały offtopic: jakiś czas temu dyskutowaliśmy na temat aut nowych, m.in. koreańskich (OCZYWIŚCIE), gdzie stwierdziłem, że są one po prostu bardzo dobre i warte swojej ceny – i – co ciekawe – nie jestem tutaj sam, ponieważ ludzie z branży moto też są za mną – pomijam już ten ranking Auto Bilda, gdzie Hyundai dostał 1 miejsce, a Kia 4 (chodziło o testy długodystansowe), ale – Pan Maciej Pertyński, jedyny polski juror nagrody car of the year i ogólnie dziennikarz moto. Prowadzi on kanał na YT, gdzie ględzi o autach – https://youtu.be/GhpzlwbB6PQ?t=343 – specjalnie daję w tym miejscu, ponieważ mówi on tutaj dość istotną kwestię :). Od siebie dodam, że zapóźnienia o których mówi, to głównie jakość wnętrza oraz nijakość prowadzenia, bo naprawdę z mechanicznymi usterkami te auta raczej nigdy nie miały większych problemów.

  107. Jeżdżę Polonezem dziesięć lat i znam wszystkie jego niedoróbki, ułomności i wady. Wyremontowałem go blacharsko, ulepszyłem to i owo (wyciszenie, siedzenia, elektryka). Wiem, że przyspieszenie do setki trwa dłużej niż erekcja 60-latka i że silnik hałasuje, jakby do gonitwy szykowało się spore stado mustangów. Wiem, że spala spore ilości paliwa (jak na oferowane osiągi), a prowadzenie się nie pozwala na dynamiczną jazdę w ciasnych zakrętach. Przez te 10 lat nie miałem nigdy problemów ze względu na to, że jest tam napęd na tył. Nauczyłem się sporo pokory, jak i mechaniki – nie każdy mechanik chce to naprawić, więc radź sobie sam. Uważam, że kierowca ma dostosować styl swojej jazdy nie tylko do posiadanych umiejętności, ale także do możliwości pojazdu, którym się porusza. Dlatego autem takim jak Polonez nie ma sensu cisnąć jakby to było Subaru czy BMW.

    Przede wszystkim Polonezem lubię jeździć i nie jest tak, że nie jeździłem niczym innym. Jeździłem. Jeżdżę nim obecnie 40 km dziennie, nie przekraczam 90 km/h (bo akurat na tej trasie nie ma to sensu) i jest OK. Jasne, że nie ma klimy, wygód, wspomagania, ale nie uważam, że nie da się nim jeździć na co dzień. Da się. Jeśli ktoś lubi tego typu konstrukcje oczywiście.

    Jeździłem też Cinquecento i akurat ja bym go nie zamienił za Poloneza. No way. Ma ono swoje zalety: świetna widoczność, lekkość, spalanie, spora przestrzeń z przodu (jak na gabaryt ogólny). Ale poziom bezpieczeństwa (a raczej jego brak), niewielki bagażnik (tak wiem, ustawny po złożeniu siedzeń), wrażliwość na podmuchy boczne – nie, wolę mojego archaicznego Poloneza, którym mimo wszystko czuję się pewniej, mogę jechać w trasę 400 km i wysiąść bez dyskomfortu. Nie zmienia to faktu, że gdybym miał jeździć po samym mieście to Cinquecento byłoby więcej niż OK – szanuję to żelazo, ale jako własne bym go nie kupił.

  108. kasztan

    Hehe, Sz. P. Złomnik myślał, że jak rozdzieli blogi, to ucieknie na blogu motoryzacyjnym od polityki.
    Swoją drogą fascynujące jest to, że Polakom można wszystkie kretyńskie przepisy uzasadnić tą „wredna, lewacką, itp.” UE. Po prostu jakoś nikt nie jest w stanie uwierzyć, że to są wymysły ich własnych wybrańców.
    Austria jest w UE od 1995, a mogę sobie kupić auto i NIGDY go nie zarejestrować, wyrejestrować tymczasowo i nie płacić OC, a nawet wyrejestrować całkowicie nawet bez złomowania.
    No ale ta Unia..

    Pozdrawiam,
    kasztan

  109. @ndv – ależ planowana gospodarka jak najbardziej ma się dobrze w UE!!! Zacznij produkować, importować cokolwiek, to zobaczysz czym są wchodzące co roku w ilościach hurtowych standardy, normy, certyfikaty, homologacje itp brednie. Dlatego nie opłaca się produkować na miejscu nawet banalnego komarka, o motocyklu czy aucie nie mówiąc. Linia produkcyjna amortyzuje się jakieś 10 lat, a nigdy nie masz pewności że za 2-3 lata jacyś ekopsychole nie przepchną normy Euro Pierdyliard, a obsesjonaci od bezpieczeństwa 15 poduszek powietrznych i ESP w hulajnodze. W takich warunkach nie można się dziwić biznesowi że zamiast robić w kraju importuje wsio z Chin. Nie wiem czy nawet osławione plany pięcioletnie nie były stokroć bardziej obliczalne…

  110. @Ktosiek
    „są one po prostu bardzo dobre … ”

    Ok, mogę się z taką teorią zgodzić. Na 100% nie użył bym określenia „najlepsze”, ale dzisiaj chyba żaden producent/samochód nie zasługuje na „najlepsze”.

    „… i warte swojej ceny”

    Z tym już troszkę mniej. Ogólnie auta są zbyt drogie, a świadczyć o tym mogą rabaty. W 2014 kiedy kupowałem citroena, rabat w wysokości 18 tysięcy był kompletnie absurdalny. Teraz w fordzie od ręki za model zamówiony do produkcji można dostać od 14 do 30 tysięcy (mondeo najmniej, s-max najwięcej). W Mistubishi jest promocja – z oryginalnych 128 790 za outlandera wołają 123 790. Do wzięcia od ręki za 110…

    Moim zdaniem najbardziej warte swojej ceny są dacie, pug 301 i ogólnie „budżetowe” wozidła.

  111. Ktosiek

    @Mavi: najlepsze to bardzo szerokie pojęcie :) – i nie, też nie nazwałbym Hyundai’a czy Kii najlepszym w czymkolwiek, ale jako auto – jako produkt – to bardzo udana rzecz, które po kilku – kilkunastu latach nie generuje kosztów i trwa – oczywiście nie jest to może najbardziej żywiołowy samochód (choć i to się zmienia > patrz nowa Elantra Sport, a także nadchodzące serie N), są pewnie auta bardziej komfortowe (choć taki G90 nie ma się czego wstydzić, może tylko – na razie – pochodzenia), ale po paru latach zaczyna się widzieć to, czego nie widać od razu – ogólną trwałość i bezawaryjność, więc także jakość produktu. O np tutaj https://www.youtube.com/watch?v=IG4qra0loow .

    Taki Golf na jeździe testowej nie rożni się znacznie od każdego innego auta – natomiast gdy auto nie chce odpalić, bądź należy przeprowadzić naprawę na kwotę 4 cyfrową, a nawet 5 cyfrową – wtedy już tak wesoło nie jest :). Choć prawdę mówiąc – mnie Golf nie porwał – myślałem, że to TSI to takie mocarne (jechałem chyba wersją 150 konną) i w ogóle, a tyłka mi nie urwało. Co innego Focus 1.6 EB 182KM – ten samochód praktycznie latał :) – ale z drugiej strony, po co na co dzień taka moc. Patrzyłem na przyspieszenie 0-160 dla 1.6 GDI w Kii i takiego 1.6 EB – 20s do 23s – różnica jest, ale nie tak wielka, jak mogłoby się wydawać ;].

    Rabaty to ogólnie ciekawa rzecz, bo np Ford – według konfiguratora – to drogi samochód – ale nie ma problemu, by cenę zbić o 10-20 tysięcy, podobnie Opel, choć ten w cennikach nie jest jakoś specjalnie drogi – ale sprzedawcy potrafią posłodzić ładnym rabatem, mi proponowali 6 tysięcy + (chyba) 5-7%.

    Mimo wszystko, istnieje jakaś wartość dodana do aut droższych – Logan czy 301 to ok auta, ale z drugiej strony, jazda taką Elantrą czy Corollą jest jednak przyjemniejsza niż jazda Loganem – choć znowu za cenę Elantry czy Corolli można mieć 1.5/2 Logan/301…. hm ;). Ogólnie Hyundai trochę poszybował z cenami, podobnie jak Kia, rabaty niby są, ale w żadnym wypadku nie są spektakularne, o dziwo VW obecnie nie jest drogim autem. Golfem z 2017 można wyjechać za 54K zł, to nie jest zła cena – wszystko robi wyposażenie, ale mimo wszystko – cena Golfa już raczej nie odstrasza. Oczywiście będzie to podstawowa wersja, ale koniec końców to nowy Golf z wyposażeniem, o którym można było pomarzyć np 15 lat temu – swoją drogą, ciekaw jestem na ile tanie mogły być auta, gdyby pozbawić ich wymaganego wyposażenia jak chociażby ABSu czy TPMSu. Do tego mniejszy VAT i taki Golfik kosztowałby może 35 tysięcy :).

    Gdzie jest ta „wartość dodana” ? chociażby w szybach – taka Optima ma szybę/szyby solarną w standardzie, gdzie np Avensis albo Talisman nie posiada takich udogodnień. Są to rzeczy które faktycznie można wykorzystać, nie widać a jednak są :). Do tego wiadomo – większe silniki, inna moc i inny komfort. Peugeoty mają np szybę czołową dźwiękochłonną w standardzie chyba od 308 – choć co ciekawe, 3008 nie ma jej w najniższej wersji ! – a cena tego SUV i tak nie jest niska – choć muszę przyznać, że mi się podoba.

    Do tego jeszcze bezpieczeństwo – coś o czym nie myślimy, ale jednak jest i jest dość istotne. Taki Logan jednak składa się inaczej niż np Clio.

    Niewarte swojej ceny uważam natomiast auta tzw premium – weźmy taką A klasę – to dość ułomny kompakt, nie ma nawet wnęki na koło zapasowe, dodatkowo jest dość głośny. Podobnie BMW 1 czy mój ulubieniec, czyli A1 oparty na płycie PQ25 czyli Fabii – czy Fabia za 100 tysięcy ma sens? nie wydaje mi się. Czy Passat za 100K ma sens? to już inna rozmowa :).
    Wiem, że A1 jest trochę tańsze, ale w podstawie nie ma nawet klimatyzacji, jeżeli dobrze pamiętam, więc realnie będzie to minimum ok. 85-90 tysięcy.

    Sorry, że używam VAGa w przykładach, ale tak jest łatwiej, od razu wiadomo o jaką klasę auta chodzi.

  112. Ktosiek

    I znów moderacja – nic, poczekamy :), niech ojciec dyrektor wróci to wszystko ustawi :>.

  113. @ miki: no bez przesady. Jakiś czas temu przeglądałem dyrektywę z wymaganiami dot. bezpieczeństwa. Ani słowa o poduszkach powietrznych. Podobnie z emisją Jeśli ktoś wierzy, że Defendera przestano produkować „bo normy”… jego sprawa.
    W kwestii samych norm – te obecnie nie są aktem prawnym, i nie ma obowiązku korzystania z nich (inaczej niż w PRLu), wszystkie wymagania muszą być podane w aktach prawnych, do których obecnie dzięki internetowi jest łatwy dostęp (te niekoniecznie są czytelne) – i raczej nie wchodzą w życie nagle z dnia na dzień.
    Rajska wyspa to to nie jest, ale porównanie do tego co się działo w RWPG to spore przegięcie. Biurokracja skutecznie utrudnia życie od czasów wynalezienia pisma :)
    Dzisiaj możesz zmienić technologię wg potrzeb – w PRLu jeśli wykminiłeś, że zamiast 10 śrubek wystarczy 6 płaciłeś karę za niewyrobienie planu – jeśli się okazywało, że potrzeba 12 to w ogóle armagedon. Politycy są totalnie odcięci od rzeczywistości, więc trzeba im o niej przypominać. Znaczna ilość podobnie brzmiących majli sugeruje szanse na brak elekcji w wyborach przy braku reakcji :)

    Co do tego, że linia produkcyjna amortyzuje się jakieś 10 lat – czas życia jednej generacji samochodu to jest raczej koło 7 lat – i to niezależnie czy mówimy o Oplu czy BMW. Jeśli samochód jest na rynku 10 to znaczy, że coś z nim nie tak;) Na temat elektroniki się nie wypowiadam, ale wątpię aby przez 10 lat w produkcji się utrzymał jakikolwiek układ scalony dla indywidualnego użytkownika.

  114. ndv: „no nie bałdzo” ot chocby najpopularniejszy chyba uklad scalony SN7400 znany u nas jako UCY7400 produkowany jest od lat 70 przez caly czas, albo cos bardziej uniwersalnego – scalone stabilizatory z serii 78xx (np 5 woltowy 7805), albo scalony uklad regulowanego zasilacza LM317 rowniez produkowane jakos od lat 80 jak nie wczesniej, i przez caly czas, albo scalony wzmacniacz TDA2004 wystepujacy w ogromnej ilosci chinskich radii samochodowych, mozna dlugo wymieniac :)

  115. @benny: fakt, o tym nie pomyślałem, zapomniałem, że istnieje elektronika poza komputerami, komórkami i tabletami 😉

  116. @ndv – a moim zdaniem nie tylko można ale i trzeba porównywać unijną normokrację z RWPG. Powtarzam – nie całą UE jako koncepcję wspólnej Europy, wolnego handlu czy wspólnej strefy bezpieczeństwa ile LEWACKIE blokowanie wolności gospodarczej pierdyliardami standardów, norm, homologacji etc. stworzonych w imię „bezpieczeństwa” – czyli tego co lewactwo od niepamiętnych czasów używa do zniewolenia i zdominowania społeczeństwa. To, że jeszcze nie przybrało to takiego poziomu jak w PRL wynika jedynie z innego modelu przyjętego przez lewaków – w ZSRR zrobili rewolucję, mogli robić co chcieli a za niesubordynacje wysyłać na białe misie. W UE ludzie są przyzwyczajeni do wolności gospodarczej, poszanowania wolności osobistej, własności itp, więc tak na chama kołchozów czy planów pięcioletnich się nie wprowadzi bez wojny domowej. Dlatego skubańce ryją konsekwentnie, straszą jak nie CO2 to samochodem niczym z horroru Christine, który musi mieć OC bo inaczej o pełni księżyca wyjedzie z garażu i będzie pożerać ludzi, etc, etc.
    Pomyśl o tym, że te wszystkie lewackie brednie windują ad absurdum poziom wejścia do wielu biznesów, które z powodzeniem mogłyby robić tysiące ludzi, nie powiększając grona bezrobotnych.Kiedyś mając warsztat samochodowy mogłeś robić przyczepki lekkie typu SAM jako zajęcie uboczne i sobie dorobić. Dziś takie małe miki musi przejść HOMOLOGACJĘ, co oznacza zapłacenie kilkuset tysięcy złotych jakimś pasożytom z PIMOT-u czy innej przechowalni komuszych inżynierków którzy niczym w PRL się nie wykazali, a i teraz tylko doją kasę. Teoretycznie jest to dla bezpieczeństwa, w praktyce – nikt chyba nie słyszał o jakimkolwiek wypadku spowodowanym przez przyczepkę SAM. I tak jest w każdej dziedzinie. Lewaki ryją, żeby mali nie mogli nic produkować, świadczyć żadnych konstruktywnych usług, itd. Mają być tylko wielkie korporacje. Jak już to się stanie lewactwo wdroży plan 2.0: podburzy tych wszystkich, co przez lewackie dyrdymały stracili pracę, wmawiając im, że to wina plutokratów, przemysłowców, bankierów, sieci handlowych i innych burżujów. Ponieważ sztukę propagandy lewaki mają opanowaną do perfekcji, zatem „ciemny lud” uwierzy w te kłamstwa – przynajmniej w takiej części, żeby znowu strzelić z Aurory. „Plutokraci”, „burżuje” i „obszarnicy” pójdą wówczas na białe misie, albo się ich wywiesza, jak sto lat temu. Zostanie „lud pracujący miast i wsi”, pod kontrolą jednej partii.
    Dlatego to właśnie ZWOLENNICY UE (do których skądinąd się zaliczam) powinni głośno piętnować lewactwo w Unii i tępić na każdym kroku. I nie, nie ma w porównaniach do PRL żadnego nadużycia. Nie ma dobrego i złego lewactwa,jest tylko złe i zbójeckie.

  117. dlaczego pod każdym wpisem kłócicie się o politykę? przecież sprawa jest prosta:

    złe: marksizm, komunizm, socjalizm – nigdzie się nie sprawdziło, zawsze kończyło się głodem i rozpierduchą
    dobre: wolny rynek, kapitalizm, merytokracja – wszędzie tam, gdzie konsekwentnie to stosowano, zbudowano dobrobyt.

    Nie ma żadnego przykładu przeczącego powyższemu stwierdzeniu. Wszystkie go w 100% potwierdzają.

  118. Ktosiek

    No i pozamiatane :).

  119. Ktosiek

    @Miki wszystko się zgadza, ale kurde, nikt chyba (ani ja, ani NDV, ani Mav) nie przeciwstawia UE jako tego „wyśnionego” kapitalizmu – no ale szczątkowy kapitalizm jest lepszy niż jego całkowity brak, choć PARADOKSALNIE PRL posiadał dość dużo wolności gospodarczej jak na państwo socjalistyczne – ogólnie sprytny badylarz mógł wtedy mieć może nawet lepiej niż dziś – choć oczywiście nie mógł się z tym majątkiem za bardzo ujawniać – ale po 83 przyszła już jakaś odwilż i było prościej.

    Ale podoba mi się Twoja definicja lewactwa :) – i prawdą jest, że obecnie lewica zmieniła trochę metody i skupia się na szeroko pojętej kulturze – no wypisz wymaluj plan niejakiego Gramsci’ego.

    Co do ABS czy poduszek – o ile ABS to w UE wyposażenie wymagane, to w USA takiego przymusu nie ma – dlatego np Sentra z 2010 potrafi nie mieć ASBu :) – co nie zmienia faktu, że rynek wymusza pewne rzeczy i większość aut jednak w USA posiada ABS – ale jest to zasługa rynku, nie urzędnika – a to całkowicie inna rozmowa.

  120. @Ktosiek
    „utrzymanie ruchu też często nie jest w stanie zrobić wszystkiego”

    Zależy od zakładu. U poddostawców z branży automotive z tego co słyszę od znajomych – są w stanie zrobić wszystko. Jak kupują np. nowego robota to na dzień dobry 150% części zamiennych do niego ląduje na magazynie i mechanicy są wysyłani na szkolenie.

    W branżach, które mogą sobie pozwolić na drobne przestoje już tak nie jest – robi się przeglądy i naprawy prewencyjne aby uniknąć awarii. W razie nieprzewidzianej awarii wzywany jest serwis. U nas wszystko poza robotami spawalniczymi (które jeszcze mają niskie obłożenie rzędu około 50%) wszystko naprawia utrzymanie ruchu. Jeszcze przeglądy wózków robi nam firma zewnętrzna, bo nikt nie ma jeszcze uprawnień wymaganych przez UDT… tak właściwie nie robią przeglądu, tylko podbijają się pod robotą przez nas zrobioną 😉

  121. Ktosiek

    @Mav: U mojego taty była to duża, zachodnia poligrafia – więc i tutaj przestoje nie były miło widziane :) – ale i tak zostało tak jak piszę – coś poważniejszego – serwis. Choć oczywiście wszystko zależy od zakładu, w końcu wszystkiego da się nauczyć – widocznie góra nie chciała za bardzo inwestować w ludzi na miejscu.

  122. KIEROWCA

    @ Miki – „Plutokraci”, „burżuje” i „obszarnicy” pójdą wówczas na białe misie, albo się ich wywiesza, jak sto lat temu. Zostanie „lud pracujący miast i wsi”, pod kontrolą jednej partii”.
    Miejmy nadzieję, że przedstawiona przez Ciebie wizja się spełni i to już za naszego życia. Osobiście cieszę się z każdego ciosu wymierzonego w zgniły konsumpcyjny zachód, nawet przez ciapatych.
    Dziękuję Opatrzności za to, że przyszło mi się urodzić w PRL-u i dorastałem w latach 90. Tęsknię do tamtych czasów kiedy nie było aż takiego rozwarstwienia i dysproporcji społecznych, wszyscy byli mniej więcej równi. Pod blokami parkowały w większości maluchy i duże Fiaty. Doktorki, księża, taksówkarze, nauczyciele, urzędnicy często poruszali się Polonezem albo Ładą 2107. Oczywiście to ojciec rodziny odwoził żonę do pracy. Do szkoły nosiliśmy to co akurat Turek rzucił na bazarze. Pół klasy w pstrokatych swetrach Boys. Niektóre książki takie jak matematyka, środowisko, muzyka, czy plastyka nawet z ’78 roku przechodziły z rąk do rąk. Dopiero później zaczęły się „ćwiczenia” i milion kompletów niezależnych wydawnictw. Co nauczyciel to inny program nauczania. Większość ludzi, przynajmniej z warstwy społecznej moich rodziców mieszkała w szarych blokach z wielkiej płyty wyłożonych lastryko, z klatkami pomalowanymi beżową olejną. Prawie WSZYSCY mieli za to zielone lub niebieskie płytki, pralkę Franię, stół kuchenny w drobną różowo – niebieską kratkę. Rodzice kolegów z klasy pracowali w okolicznych zakładach przemysłowych. Nigdy nie było problemu z załatwieniem drutu czy blachy na prace ręczne. W całym mieście praktycznie jeden rodzaj meblościanki różniący się kolorem okleiny, rączkami, lakierowaniem. Chodziło się do rodziny i do kolegów. Ludzie na stanowiskach i tzw. dolarowcy mieli zwykle mieszkania na pierwszym piętrze, które od pospólstwa odróżniały się m.in. parkietem. U pozostałych była drewnopodobna wykładzina gumoleum. A nie jak teraz ogrodzone apartamentowce z garażem podziemnym. Szczyt kapitalistycznego rozpasania. Pochwalanie kombinatorów, cwaniaków i oszustów nazywa się teraz „przedsiębiorczością”. Na porządku dziennym jest wręcz obnoszenie się ze swoim bogactwem. Gówniarz dwudziestoletni syneczek bogatego tatusia lansuje się BMW 5 przy okazji rozbijając barierki na mieście, dom jak z amerykańskiego filmu, clima, taras, spłuczki ukryte w ścianie, salon z nierozkładanymi skórzanymi kanapami, jakaś Barbie po solarium a uczciwy robotnik na co zarobi? Na dwudziestoletni samochód, opłacenie mieszkania w bloku, żarcie, dziewczyny o ospowatej cerze w kieckach z ciucholandu.
    Fajnie sobie poczytać komentarze obrońców kapitalizmu – „zamiast tych zapomóg, przydziałów i darmowych przejazdów wolałbym zarobić tyle, że jak będę potrzebował móc za to wszystko zapłacić”. Ha Ha Ha. No to teraz macie. Robotnicy zarabiają po 1600 zł, same opłaty 500-600, żona nie pracuje, dziecko w zerówce, samochód bo trzeba po 15-20 km dojeżdżać i to na swój koszt a idziesz do lekarza to DAWAJ 150 zł albo sobie czekaj siedem miesięcy! Mam to w d… bo JA mam domek, działkę wypoczynkową, ten gabinet i Aurisa. W takim razie jaka jest rola państwa skoro i tak wszystko to prywata? Płacimy nie małe podatki na utrzymanie bandy darmozjadów w sejmie ale nic w zamian.
    Ustrój w którym jednostka ma stworzone warunki do bogacenia się poprzez wyzysk mas robotniczych jest niczym innym jak tylko zalegalizowaną formą złodziejstwa i spekulacji. To jest ekonomiczny NAZIZM. Przetrwają tylko najbardziej bezwzględni. Ale spokojnie. Tak samo jak starożytny Rzym oparty na bezmyślnym, imperialnym bogaceniu się klas uprzywilejowanych, patrycjuszy na koszt ludu musiał runąć z wielkim hukiem, to samo stanie się z tzw. „cywilizacją zachodnią”. To tylko kwestia czasu. Wiadomo, na co dzień trzeba żyć, pracować, jeść, w sumie to nawet nie oglądam dziennika unikając tematów politycznych ale w razie W pierwszy chwycę za czerwony sztandar.

  123. @miki : akurat przykład z SAMami i homologacją, o której nikt nie wie jak ją uzyskać to nasz polski wynalazek. W UK dalej możesz sobie złożyć kit-cara w kuchni, co więcej o ile się orientuję normy emisji są określone przez rok produkcji silnika. Da się, tylko trzeba chcieć. A żeby politykom się chciało to trzeba ich cisnąć.

  124. Marek Jarosz

    Rysiob napisał „Jasne, że nie ma klimy, wygód, wspomagania, ale nie uważam, że nie da się nim jeździć na co dzień. Da się. Jeśli ktoś lubi tego typu konstrukcje oczywiście.”

    Czytanie tego sprawiło mi tyle radości, że powiem tak: Rysiu! Kierowco! Załóżcie sobie internet na modem! Podłączcie go do maszyny do pisania… Pierzcie we Frani! Podcierajcie się szarym papierem! Po co wygody, po co wspomaganie i klima.

  125. KIEROWCA

    Marek Jarosz – co za bzdury, nie da się jeździć bo nie ma klimy, wspomagania? Szanowne cztery litery też Ci jakiś robot podciera?
    To właśnie pojazdy z lat 70/80 były ostatnimi w których istniało to uczucie prawdziwego samochodu. To co jest teraz to lizanie cukierka przez papierek, dla takich czystych wylizanych fircyków nie potrafiących samodzielnie dolać płynu do spryskiwaczy. Ciepło a ten jedzie odizolowany od świata z podniesionymi szybami – bo klimatyzacja. Wszystko wyciszone, nie wiadomo czy on jeszcze pracuje czy może zgasł, koło kierownicy obracające się niczym jakiś wałek na łożysku, lekko, bezpłciowo, jak w zabawce na baterie. W Polonezie / Fiacie wszystko jest odczuwalne, wibracje przenoszące się na kierownicę i drążek zmiany biegów, przy prędkości 80-90 ryk silnika, wycie mostu, napęd licznika za pomocą linki.
    Ale najgorsze co może być to inteligencja takie delikatne gogusie psia mać on wychodzi z korporacji, wiesza z tyłu marynarkę na wieszaku, włącza klimę a w razie awarii nawet nie chce sobie rączek pobrudzić ani też nie wie, gdzie się klapę otwiera, tylko telefon do ASO.

  126. Oj, „Kierowco”, ja bym Cię po prostu przeniósł w czasie tak np. do roku 1983, żebyś zobaczył ten PRL-owski „raj na ziemi” w rzeczywistości. Bo mimo wielu prób przedmówcy nie przekonali Cię, że to po prostu okres biedy i zacofania.
    Sam lubię auta zabytkowe, cenię ich prostotę i radość z jazdy. Ba – posiadam Zaporożca i był czas, ze jeździłem nim często, bo nie miałem nic innego. A w porównaniu z Polonezem to prawdziwe auto dla twardzieli ;). Ale w Twoim rozumowaniu pojawia się kilka mylnych założeń:
    1. Ryk silnika, wycie mostu czy drgania to nie jest cecha pojazdów z lat 70-ych czy 80-tych. Wtedy potrafiono produkować – i produkowano – samochody, które były ciche i niewiele w nich wibrowało. I nie były ty auta luksusowe. To, że akurat dziwnym zbiegiem okoliczności trudniej je spotkać wśród produktów z państw radośnie budujących socjalizm w sojuszu z ZSRR, to zapewne jest spisek kapitalistów 😉
    2. Myślisz, że przed takim rokiem 1989 i wcześniej nie było kierowców, którzy niewiele potrafili sami zrobić i nie brudzili sobie rączek? Otóż byli. Co więcej, większość kierowców brudziło sobie łapki nie z zamiłowania do techniki – po prostu nie mieli innego wyjścia. Bo jakże cudowna gospodarka PRL-u to była gospodarka wiecznych niedoborów, także w sferze usług.
    3. W normalnych warunkach samochód to jest dobro konsumpcyjne – i tyle. Jest luksusem i dobrem , które trzeba z konieczności utrzymać przy życiu za wszelką cenę, w krajach biednych.
    4. A FSO – cóż. Jestem pełen szacunku dla ludzi, którzy tam pracowali i próbowali rozwinąć firmę. Ale mamy tu piękny przykład zakładu, który przez kilkadziesiąt lat nie był w stanie wdrożyć do masowej produkcji nowoczesnego samochodu własnej konstrukcji. Konstrukcja całkowicie rodzima to przecież tylko Syrena… Dodam, że byłem w FSO, oglądałem produkcję – i z żalem przekonałem się, że to… manufaktura.

  127. Ktosiek

    @Kierowca: xD – nie no, zgodzę się, że emulowanie dźwięku silnika przez głośniki to dość marne rozwiązanie, ale to co piszesz to jakieś dziwoty – klimatyzacja to jeden z najlepszych wynalazków człowieka – kontrola klimatu – pozwala sprawnie oddychać w dni wilgotne, a w dni gorące pozwala normalnie podróżować autem. Poza tym, jazda z otwartą szybą nie ma w sobie żadnej przyjemności – jest po części niebezpieczne, jest też mało przyjemne.

    Dlaczego ktokolwiek miałby chcieć sobie brudzić ręce ? ja w sumie interesuję się motoryzacją od zawsze, teraz to także mój sposób na życie – ale gdybym mógł (tzn. oczywiście mogę, ale na razie jest to dobry sposób na życie), to chętnie bym zrzucił z siebie strój mechanika i żył z pracy w korporacji (oczywiście na odpowiednim szczeblu) – choć nie wiem, czy bym pociągnął w korporacji – tutaj mam pewien luz i to mi odpowiada. Sprawna duża firma/korporacja to trochę jak wojsko – ma swoje procedury, hierarchię – ma to swoje plusy. Może kiedyś spróbuję :) – ale mogę doskonale zrozumieć ludzi, którzy nie chcą, nie znają się – czy kucharz musi umieć zrobić cokolwiek przy aucie ? czy tenor musi cokolwiek umieć ? nie – jeżeli ma pieniądze, by ktoś robił coś za niego – nie ma najmniejszego problemu.

    Natomiast cała branża zawsze – podkreślam ZAWSZE – dążyła do tego, by minimalizować drgania, wibracje czy dźwięki – nazywa się to ogólnie NVH – każda firma ma działy, by ten aspekt minimalizować – nikt nie chce jeździć głośnym, wibrującym, drażniącym kawałkiem metalu – ba – nawet dorożki miały różne zawieszenia, różne stopnie wykończenia.

  128. lordessex

    Dodam jeszcze że podobne doznania zmysłowo cielesne można przeżyć w pojazdach typu: UAZ 469/452, Ził 130, 131, 157 czy GAZ 53, 51, 63, 66 i 69.

  129. @Ktosiek
    „widocznie góra nie chciała za bardzo inwestować w ludzi na miejscu”

    Nie zawsze producent danego urządzenia/maszyny dopuszcza możliwość naprawy przez zakładowych mechaników. Duży klient może wymagać. Mniejszy – różnie.

    „Peugeoty mają np szybę czołową dźwiękochłonną w standardzie chyba od 308”

    Tylko w klekotach. Citroen też – od C4/DS4 w górę.

    „Taki Logan jednak składa się inaczej niż np Clio”

    Serio dopłacisz do takiego „bezpieczeństwa”? To byłby ostatni punkt na mojej liście.

    „Niewarte swojej ceny uważam natomiast auta tzw premium”

    To zdecydowanie – cennik nowego Q2 to po prostu kompletny absurd.

    @miki
    Obowiązek OC czy brak dostępu do broni to wymysł naszego państwa, a nie UE. Podobnie jak stawki akcyzy np. na cydr czy wino.

    Konstrukcje typu SAM np. w UK mają się dobrze.

    @Kierowca
    Nieprawda – samochody gdzie podczas jazdy trzeba było ustawiać ręcznie wyprzedzenie zapłonu to były ostatnie PRAWDZIWE auta! A napęd licznika za pomocą linki realizowany był wciąż po roku 2000. I telefon nie do ASO, a do assistance;)

  130. Towarzyszu Kierowco, mylicie gwiazdy z ich odbiciem nocą na powierzchni stawu. Uporczywie lansujecie jakąś swoją wizję świata, w której klasa robotniczo-chłopska pięknie i planowo buduje dobrobyt na chwałę Partii i ludowej ojczyzny. To już było, nie zadziałało bo nie mogło, a podli imperialistyczni podżegacze nie musieli nawet nic wielkiego robić, by wszystko runęło z hukiem. Nie chciałbym powrotu czasów, kiedy kobieta w ciąży stoi godzinami w kolejce, bo mają rzucić dywany, a potem walczy o kawał rudo-zielonej szmaty podłej jakości, co okazało się dopiero po przyjściu do domu. W sklepie nie było możliwości sprawdzić, co się kupuje, bierz i spadaj, kolejka czeka. Tą kobietą była moja matka, a brzuchu siedziałem ja. Jeśli tego chcecie w imię zrobienia wstrętnym burżujom i korporacjom na złość, to jest mi bardzo smutno.
    Mój ojciec miał kilka Polonezów – borewicza, drugiego borewicza, Caro kupionego jako nówkę (szalone lata 90.), nigdy za żadnym nie tęsknił, nie czerpał radości samodzielnie utrzymując te abominacje na chodzie, a kiedy ich ceny spadły do prostego przelicznika 50 groszy za kilogram na złomie nie chciał nawet słyszeć o powrocie do „ostatniego prawdziwego” samochodu. Ciekawe czemu, może macie jakąś teorię, towarzyszu Kierowco? Dodam, że jako syn małorolnego chłopa z Kielecczyzny całe życie pracuje fizycznie tak jak jego własny syn, więc zarzuty o pochodzenie niepewne klasowo musicie towarzyszu odrzucić.

  131. Ktosiek

    @Mavi: o tak, dodałbym jeszcze sprawdzanie paliwa przez otwarcie baku – po co komplikować sprawę jakimiś wskaźnikami :-). Skrzynia synchronizowana – „a komu to potrzebne” xD. Na dobrą sprawę skrzynia też komplikuje samochód… wolno, ale do celu też się da.

    O widzisz, dobrze mądrego posłuchać :) – możliwe, że i tak było, wszak jakieś szkolenia ogólnie tam były, i to wcale nie mało.

    Z bezpieczeństwem jest tak, jak z ubezpieczeniem – nie zwracamy na to uwagi, dopóki coś się nie stanie. Nie jest to oczywiście deal breaker, ale nie da się ukryć, że są coraz bardziej bezpieczne, coraz bardziej napakowane poduszkami i innymi systemami bezpieczeństwa – i choć mam nadzieję nie sprawdzić tej strony auta – to jednak jest to dodatkowy argument. Obejrzyj zderzenie Bel Air z 59 i z autem 2009 – różnicę widać. Co innego dzisiaj – taka Laguna II nie wydaje mi się bardziej ułomna w kwestii bezpieczeństwa biernego niż III – ale już Laguna II vs Laguna I – według mojej wiedzy II będzie lepsza.

    Sprawdź też test Clio IV i Logana MCV (sedana niestety nie ma) – widać, że Logan gorzej zniósł uderzenie.

    Największym problemem jest to, że część tego wyposażenia jest, bo urzędnik tak zadecydował. Gdyby to rynek zdecydował – być może obecnie auta wyglądałyby trochę inaczej. Ludzie powinni mieć możliwość popełniania błędów – także tych ostatecznych.

    Co do 308 i tej szyby akustycznej – nie wiem, w cenniku nic nie pisze (przynajmniej nie doczytałem, a żadnej adnotacji też nie ma), że jest to wyposażenie tylko wersji HDi. Jest natomiast oznaczona jako standard niezależnie od wersji.

    A taka mała dygresja – może mi ktoś wytłumaczyć jak to robią w Renault, że od czasów Laguny I (SIC!) lewa tylna lampa nie współgra z lampą w klapie? widać jedna jest wyżej, druga niżej. Co ciekawe, problem ten można zaobserwować też w Talismanie :).

  132. @Mavi – zgoda, akurat OC to nasza radosna tfurczość, ale już ekostrefy z ZAKAZEM WJAZDU do nich starszych aut to jak najbardziej dzieło unijnego lewactwa. Pomysł jakby wyjęty z szuflady wujaszka Adolfa z jego ukochanym „Nur für…..” Nawet jeśli przyjmiemy, że smog jest w pewnej części dziełem aut (co akurat jest prawdą) i że większy wpływ na niego mają auta starsze (co akurat jest dyskusyjne) to w systemie DEMOKRATYCZNYM taki problem rozwiązuje się w sposób cywilizowany: wprowadzając OPŁATY za wjazd do centrum. OPŁATY, a nie zakazy. Na czym polega różnica? OPŁATA skutecznie zmniejsza liczbę smrodliwych aut, które codziennie pakowałyby się do centrum. Nikt nie będzie płacić codziennie za wjazd starym autem, jak może kupić nowy i nie płacić. Z drugiej jednak strony jeżeli ktoś – jak choćby szacowny marecki Gargamel – uznaje tylko Wartburgi, trabanty tudzież inne toksyczne auta (do czego w demokracji ma pełne prawo!) to jak są OPŁATY nie jest dyskryminowany. Płaci i wjeżdża, jak każdy inny.
    W sytuacji kiedy wprowadzamy zamiast OPŁAT faszystowskie zakazy taki posiadacz Warczyburga czuje się w swoim kraju jak warszawiak podczas okupacji: tu nie może wjechać, tam nie może wjechać, ówdzie nie może… bo jest „Nur für….” I choćby był gotów zapłacić stówkę za jeden dzień wjazdu dwusuwem do ścisłego centrum (od czego, nie oszukujmy się, nikt się nie udusi) – to nie może. Nur für…. – i basta, jesteś gorszym sortem czy jakimś tam.

  133. @Ktosiek
    Oczywiście zgadzam się z faktem, że bezpieczeństwo jest ważne. Ale ja raczej stawiałbym w pierwszej kolejności na bezpieczeństwo czynne, tj. np. wąskie słupki umożliwiające dostrzeżenie czegokolwiek podczas jazdy w łuku. Albo brak wystającego z deski ekranu, który skutecznie zasłania to czego słupek nie jest w stanie (no chyba, że podniesiemy fotel, ale ja lubię nisko). Na dobre opony na pierwszy montaż (u mnie były jakieś ekologiczne michały, po pierwszym deszczu podziękowałem i zdecydowałem się na wymianę), itd.

    Gdyby bezpieczeństwo bierne było dla mnie ważne to bym szukał „okazyjnego” XC90, albo Range Rovera, albo innego X-,Q-,G-cośtam. Czołgu po prostu.

    „Co ciekawe, problem ten można zaobserwować też w Talismanie :)”

    Ogólnie coś ostatnio z jakością renówek leży. Zobacz np. na tylne drzwi w espace – jak nierówno chromowane listwy się schodzą ze słupkiem. Macałem talismana i wygląda ok, ale nie przewiozłem się bo… nie odpalił.

    @Miki
    „ale już ekostrefy z ZAKAZEM WJAZDU do nich starszych aut to jak najbardziej dzieło unijnego lewactwa”

    I znowu nieprawda. UE nie zmusza do wprowadzania tych opłat, ale jedynie na nie zezwala. Ograniczenia dla samochodów poniżej 3,5t istnieją tylko w Belgii, Niemczech, Grecji, Włoszech i Portugalii. Jeszcze w UK powyżej 1.2 tony „na sucho”. To 5 (z UK 6) krajów na 28 krajów członkowskich. To wymysł właśnie tych krajów, a nie UE.

    „wprowadzając OPŁATY za wjazd do centrum.”

    (kilka pytań – zero sarkazmu – zupełnie poważnie, jak Ty to byś widział):
    A jak ktoś mieszka w centrum to też ma płacić, np. za samo parkowanie? Czy opłata o zaporowej kwocie będzie ok (np. 2500zł za „starego grata”, a np. 100zł za „starego grata z LPG”)? Gdzie taka opłata miałaby być pobierana? Bramki, internet, automaty? Czy jak przyjeżdżam z obcego miasta to też płacę? Gdzie i jak miałbym się o tym zawczasu dowiedzieć? Co z autami z wypożyczalni – zwolnione, czy nie? I kto miałby za wjazd takim autem płacić – wypożyczalnia ryczałtem za cały rok, czy opłata powinna być od osoby? A jakbym wjechał i nie zapłacił to mandat czy faktura na przelew 14 dni?

    W Niemczech mam naklejkę i albo wjeżdżam, albo nie (bo mi nie wolno i są znaki). Sprawa o tyle prosta, że w całym kraju jednakowa.

  134. @Miki

    Komcio w moderacji – przeczytaj, bo mam kilka pytań (zupełnie na serio). A co do wymysłów UE z zakazem wjazdu – nie masz racji 😉

  135. @Mavi – a dlaczego nie mam racji? Wyjaśnij mi, po co tworzyć jawnie dyskryminacyjne strefy, skoro wystarczy wprowadzić opłaty i większość i tak nie wjedzie? Zrozum, problem nie jest w dziesięciu dwusuwowych trabantach na całą Warszawę tylko w TYSIĄCACH kierowców, którzy zamiast metra, tramwaju czy innego jednośladu stadami pchają się codziennie do centrum. Ogranic ruch i puść 20 trabantów dwusuwów jeżdżących non stop po centrum, jakość powietrza się zdecydowanie poprawi. W handlu międzynarodowym od niepamiętnych czasów stosuje się cła zaporowe, właśnie po to żeby ograniczyć import towarów zagrażających rodzimej wytwórczości. I jakoś to działa, nikt nie zakazuje importu.
    Poza tym pomyśl o właścicielach zamieszkujących w takiej bzdurostrefie. Skoro komuś razem z mieszkaniem wciśnięto garaż czy miejsce parkingowe za 20 tys. to on ma prawo na swoim miejscu trzymać co chce, nawet DKW czy innego Wartburga. I nikt mu tego nie może zabronić, nieprawda? A skoro chce trzymać, no to MUSI mieć prawo dojazdu do swojej posesji. A jednak wolności obywatelskie mają wyższą rangę od bredni ekologów…

  136. Ktosiek

    @Jonas: u, widzę, że kolega z moich okolic (pochodzenie) :-].

    @Mavi: ma rację/nie ma racji – ogólnie w UE pierwsze skrzypce grają Niemcy i to ich podwórko w mniejszym czy większym stopniu i ich zasady gry (oczywiście nieoficjalnie). To oni są najsilniejszym graczem w tym zestawie i oni rozdają karty. W parlamencie EU drugą najsilniejszą frakcją są socjaliści – a w sumie jakby tak policzyć jeszcze niejaką lewicę nordycką, to mają większość – i należy podkreślić, że to przynależność przez deklarację – bo czy europejska partia ludowa, więc Merkel&CO jest prawdziwą przeciwwagą dla socjalistów? ja mam wątpliwości ;). Cóż jednak można począć, demokracja rządzi się swoimi prawami, więc równamy w dół.

    Oczywiście można sobie mówić, że to teorie spiskowe, ale jak to mówi Michalkiewicz „historia świata jest historią o spiskach, jedne się udały, drugie nie”.

  137. Ktosiek

    A tak przy okazji – nie wiem czy oglądaliście TVN, bo mi się przydarzyło dzisiaj rzucić okiem na Fakty – a tam płacz ekologów i ekspertów na temat drzewek :( – brakowało Marlona Brando mówiącego „the horror, the horror” – piękny ból zadka zielonych, szkoda, że nie nagrałem :).

  138. @Ktosiek – dlatego szkoda, że Niemców nie trzymają już za pysk USA. A przynajmniej nie tak silnie jak przed laty. Co by nie mówić o Jankesach pod względem poszanowania własności jest to wolny kraj wolnych ludzi. We własnym domu intruza można zastrzelić jak psa – i tylko dzwoni się po szeryfa coby zabrał zwłoki. A w Europie zaraz jazgot obrońców praw kryminalisty (lewaków rzecz jasna…)

  139. @Miki
    Nie masz racji w tym, że to UE nakazuje. Tylko o to mi chodzi. Niemcy czy Włochy to nie to samo co cała UE.

    Co do opłat – mam kilka pytań, jak Ty byś to widział i jestem po prostu ciekaw.

    Co do tego co truje – nie musisz mnie przekonywać.

    @Ktosiek
    Chodzi mi tylko o obwinianie UE za przepisy państwowe. Burek nie jest winny, że będąc na łańcuchu nie mógł złodzieja zagryźć, a jedynie szczekać.

    Co do drzewek – nowe przepisy pozwalają mi wyciąć w pień stary las, na działce którą dzierżawię od gminy. Jest to skutek bubla prawnego i mieszania przepisów ekologicznych i innych, w których „właściciel” i „użytkownik” są mieszane.

  140. Skąd macie tego paździocha?

  141. Oczywiscie to nie bylo do @Mavi

  142. @kierowca… dalej śmiecisz w necie, ludzie to czytają i pukają się w czoło…

    „Ale najgorsze co może być to inteligencja … wiesza z tyłu marynarkę na wieszaku, włącza klimę a w razie awarii nawet nie chce sobie rączek pobrudzić ani też nie wie, gdzie się klapę otwiera, tylko telefon do ASO.”

    Wychodzę z mojej firmy, wieszam marynarkę na wieszaku i w ciszy i spokoju tempem 180 ciągnę do Kolonii, za parę godzin tam jestem. Spotkanie, podpisy, powrót w parę godzin. Trochę pospać, pocieszyć się spokojem domu, bo za parę dni Barcelona….

    Klima non stop, klapę z pilota otwieram, assistance wołam do wymiany koła.

    Przez 35 lat cirka 1,4 mln km. Ponad 40 aut przez ręce.

    Nie śmieć w necie, nie pisz bzdur z pozycji małego Kętrzyńskiego grajdołka, świat dawno poszedł do przodu, dziś do Dubrovnika lata się Cessną na weekend, Wiedeń jest blisko, na narty ludzie jeżdżą w Dolomity. I tylko z mazurskiej wsi wszędzie daleko. Bo polonezem trzeba.

  143. @lech – negowanie postępu to oczywisty nonsens. Negowanie wolności wyboru także – sam jestem zwolennikiem aut bez elektroniki, wybieram wyłącznie pełnoletnie oldskule, ale dałbym się pokroić za to, żeby każdy mógł wybrać taki pojazd jaki mu najbardziej pasuje. Lub jaki jest optymalny do wykonania danej pracy.
    Gwoli uczciwości wypada jednak w jednej sprawie oddać honor @ Kierowcy: spora część SUVikarzy to faktycznie wkurzające typki. Ile razy jechałem swym poczciwym Piaggio Ciao, 40 km/h jak Bozia przykazała, z przeciwka sznur aut. Nagle za mną jakiś kierowca SUVa dostaje jakiegoś amoku: miga światłami, coś mamrocze pod nosem, wykonuje jakieś masturbacyjne ceremonie na siedzeniu, słowem, daje do zrozumienia: spieprzaj dziadu, POSTĘP I PRESTYSZ jedzie! Aż korci, wzorem Królaka, wyciągnąć spod ramy pompkę i po karoserii. Motorower jest takim samym pojazdem jak każdy inny, i nie będę zjeżdżać na błotniste pobocze bo się paniczowi spieszy. Trza było wyjść wcześniej…

  144. Kiedyś było lepiej, nie pamiętacie bo wam banki, ASO i korporacje w głowach kredytami pomieszały – na jazdę z miasta do miasta trzeba było mieć przepustkę i był spokój, bo lud pracujący się nigdzie nie szwendał, nie nasiąkając obcymi wzorcami kulturowymi. Nam tu obce wzorce niepotrzebne, komu to służy?
    Towarzysz Kierowca na pewno z rozrzewnieniem wspomina towarzysza Gomułkę, który w prywatnej motoryzacji upatrywał wroga ludu miast i wsi oraz niepotrzebny ferment. No ale to był czerwony ascetyczny dziad dzielący jednego „Sporta” bez filtra na pół dla oszczędności, trudno żeby rozumiał co w ogóle znaczy wolność jednostki. Czy spodobałoby się wam, towarzyszu Kierowco, gdyby znacjonalizowano wam tego waszego opacykowanego minią Poloneza w ramach dajmy na to likwidowania prywatnej inicjatywy? No jak to nie, przecież ojczyzna ludowa potrzebuje, czemu nie oddacie?

  145. Marek Jarosz

    Kierowco, jeden mój komentarz do ciebie wisi w moderacji, ale ja cię teraz coś zapytam, a ty mi odpowiedz:

    Piszesz, że uczciwy robotnik zarabia 1600, opłat ma 500, żona nie pracuje, dziecko w zerówce.

    Powiedz mi, dlaczego ten robotnik nie zrobi nic żeby się dokształcić i zostać brygadzistą, nadzorem, czy jak to tam się u ciebie nazywa, i zarabiać więcej?

    Opłaty 500? To się ciesz, bo widać nie masz kredyty hipotecznego.

    Żona nie pracuje? Dlaczego? Skoro, jak piszesz dalej:

    Dziecko w zerówce. To chyba żona może iść do pracy? Też się ciesz, że dziecko nie w prywatnym żłobku czy przedszkolu, bo na rekrutację do miejskiego się nie załapaliście, bo jesteś 500 zł miesięcznie do przodu.

    To teraz posłuchaj mojej sytuacji z zeszłego roku: zarobki 2 osób jakieś 5000 netto, kredyt 1150, czynsz 600, żłobek prywatny 500 (bo żona skończyła urlop macierzyński w takim czasie że zapisy do miejskiego się dawno pokończyły. A ta kwota to i tak z uwzględnieniem dofinansowania żłobka z urzędu miasta, bo normalnie by było 1000), rachunki 200 zł. Zostaje 2450 zł z których musisz wyżywić 2 dorosłe osoby i małe dziecko, kupować pieluchy, mleko modyfikowane, leki dla dziecka po ciągle łapie zapalenie oskrzeli, zatankować samochód. I wychodzisz na zero. I co, tobie nadal jest tak źle? Bo my w końcu zabraliśmy dziecko ze żłobka bo więcej nie chodziło niż chodziło i zatrudniliśmy nianię, która brała 1200 a nie 500 jak żłobek. Więc znowu finansowo leżeliśmy. Ale żona w międzyczasie skończyła specjalizację z diagnostyki laboratoryjnej i dostała podwyżkę, dobiliśmy do 6700 netto. Teraz dopiero jakoś żyjemy, z oddechem, i coś odkładamy co miesiąc. Więc ty też się weź do roboty i przestań marudzić, bo czytać się tego nie da.

  146. KIEROWCA

    Tak. Wszyscy jeżdżą do Barcelony w tempie 180 i Cessną na weekend. Robią to JEDNOSTKI, korporacyjni wyzyskiwacze klasy robotniczej.

  147. Ktosiek

    @Mavi: nie do końca, spójrz sobie na crash testy Smarta albo Modusa z Volvo (ten ostatni nie wiem, czy jest do końca wiarygodny, wszak TV rządzi się swoimi prawami) – inna sprawa, że owe Volvo to stara konstrukcja i jeżeli test był przeprowadzony uczciwie to pokazuje to, że małe auta mogą dać szansę na przeżycie – oczywiście wszystko w ramach rozsądku, koniec końców w takim nowoczesnym czołgu będzie na pewno bezpieczniej niż w takim Modusie – nie mam wątpliwości.

    W Renault faktycznie ktoś powinien zapłacić głową – firma zrobiła nowe rozdanie, zmieniła całą gamę modelową i wtopa – albo auta nie chcą odpalić redaktorom, albo wpadki jakościowe jak skrzypiące wnętrze w Kadjarze, czy usterki w Talismanie (przynajmniej w tym słynnym, opisanym na FB – choć z drugiej strony to było auto demonstracyjne, więc… ). Powiem jeszcze, że o ile bardzo szanuję Renault, to jednak wciskanie na siłę tego tabletu nie zawsze wychodzi na dobre – w nowym Scenicku czy Espace wygląda to dobrze, ale w Megane czy Talismanie średnio mi leży. Ogólnie wszystko zrobione według takiego samego schematu – bardzo powtarzalne te wnętrza, widziałeś jedno, widziałeś wszystkie.

  148. KIEROWCA

    W pewnym momencie tresura ludzi poszła w złym kierunku. Gospodarka niedoborów w szerszej perspektywie dla szeregowego obywatela wychodzi tylko na plus. Człowiek się rozwija, wykształca w sobie zaradność. Jednym słowem – potrzeba jest matką wynalazków. Nie ma płynu do mycia szyb? Od czego jest denaturat. Żelazko nie grzeje? To NIE kupić nowe, tylko gazetę na stół, rozkręcić, pozbierać koraliki, dosztukować nowy drucik od jakiegoś kabla przechowywanego w szufladzie na taką okoliczność. Karmnik robimy sami a nie jedziemy do jakiegoś tam Obi po gotowca za który płacimy. Wreszcie drzwi do kibla rozkręcamy, kładziemy na taboretach w przedpokoju i MALUJEMY a nie wynosimy na śmietnik i kupujemy nowe. Potrzeba jest matką wynalazków. Ludzie rozwijali się i zdobywali nowe umiejętności mimowolnie, nie mając innego wyjścia. Kapitalizm produkuje zaś bezmyślnych opasłych Jankesów potrafiących tylko leżeć przed telewizorem, wcinać popcorn i zapijać colą. Wszakże człowiek powinien wykonywać tylko jedną pracę, tą do której został wykształcony, nie musi się na wszystkim znać. Czyt. Ma być robotem, maszyną do zarabiania pieniędzy, które później będzie wydawał w marketach przy pomocy karty kredytowej.
    P.S. Odczuwam z tego powodu dziką satysfakcję, że zgniły imperialistyczny przemysł motoryzacyjny też jest w odwrocie. Jeszcze w latach 80 sam Chevrolet miał większy udział w rynku niż obecnie całe GM. Skończyły się czasy, że paniusia jedzie sobie odebrać dziecko z przedszkola wielkim 5,5 metrowym Kombi w drewnopodobnej okleinie. I skończyło się wypuszczanie co rok nowej karoserii, tworzenie miliona fikcyjnych marek. Nie ma FSO ale nie ma też Plymoutha, Pontiaca i całej reszty towarzystwa.

  149. @Mavi – odnośnie opłat za wjazd:

    1. Mieszkańcy, a ściślej rzecz biorąc, POSIADACZE NIERUCHOMOŚCI położonych w strefie powinni wjeżdżać do niej za darmo, lub na podstawie abonamentu jak przy płatnym parkowaniu, góra kilkadziesiąt zł za rok. Każdy ma prawo parkować swoje auto w swoim garażu lub na miejscu parkingowym w bezpośrednim sąsiedztwie POSIADANEGO mieszkania. Specjalnie podkreślam, że chodzi o POSIADACZY – studenciak co wynajął sobie mieszkanie od babci niech płaci albo wynajmie na peryferiach. Ochrona powinna dotyczyć wyłącznie tych, którzy mają w takiej strefie stałe miejsce zamieszkania i prawo do lokalu. To chyba oczywiste, nie można nikomu utrudniać korzystania z własności. Zresztą to samo powinni zrobić w przypadku stref płatnego parkowania – znam przypadek że u jednej emerytki mieszka 5 studentów i każdy ma auto, każdemu przysługuje abonament. A stały mieszkaniec strefy co dał 500 tys. za mieszkanie albo mieszka tu już jako 3 pokolenie błądzi po okolicy szukając miejsca…
    2. Co do wysokości opłaty sądzę, że aż tak zaporowe jak podałeś nie miałyby szans wejść. Opłaty ustalałaby gmina, i jak można się domyślić byliby zwolennicy i przeciwnicy. A zresztą nawet 30 zł za dzień miałoby charakter dość zaporowy. Zobacz ile aut parkuje na granicy strefy płatnego parkowania, a do parkometru dziennie wrzucisz max 15 złotych.
    3. Sposób poboru – i to wymaga głębszego rozważenia. Docelowo optymalny byłby system rejestrujący wjazd do takiej strefy, ale wymagałoby to ustawienia bramek/kamer na każdej malutkiej uliczce. Moim zdaniem jedyna słuszna opcja na już to powiązanie poboru opłat z siecią parkometrów. Również kontrolerzy parkingowi mogliby dokonywać sprawdzenia wykupienia biletu za wjazd. Na pewno nie policja, z przyczyn jak niżej.
    4. Mandat czy faktura w przypadku niewniesienia opłaty? Wyłącznie faktura z opłatą karną, analogicznie jak w przypadku gapowicza w tramwaju. Mandat nie wchodzi w grę, niezapłacenie za usługę (a wjazd do miasta podobnie jak parkowanie, byłby usługą – np. firmy mogłyby wrzucać te wydatki w koszty) nie jest wykroczeniem naruszającym zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym. To samo orzekł zresztą Trybunał Konstytucyjny odnośnie opłat za parkowanie, likwidując mandaty wystawiane z tego tytułu przez Straż Miejską.
    5. Oczywiście, pojazdy z innych miast jak najbardziej wnosiłyby opłaty, a dlaczego nie? Z jednym wszakże zastrzeżeniem: opłaty powinny być pobierane tylko za te dni, kiedy pojazd jest w ruchu, lub znajduje się na drodze publicznej. Tak samo zresztą jak to ma miejsce przy parkowaniu. Dlaczego? Jeżeli miałbym wujka w Krakowie, który dysponowałby domkiem z ogródkiem położonym w strefie, to przecież miałbym prawo wywieźć tam swojego starego golfa żeby mszył i gnił pięć lat. Więc opłata powinna być pobrana wyłącznie w dniu wjazdu i wyjazdu, a nie za pięć lat przechowywania pojazdu na terenie prywatnym. Generalna zasada: na swojej działce mogę trzymać nawet słonia i nikomu nic do tego.
    6. Zwolnienie powinno dotyczyć również motocykli i motorowerów. Takie pojazdy powinny być wręcz lansowane jako sposób na korki, a nie dyskryminowane!

  150. @ Mavi- wysłałem odpowiedzi na nurtujące Cię pytania, niestety na razie w moderacji…

  151. @miki:
    „negowanie postępu to oczywisty nonsens. Negowanie wolności wyboru także – sam jestem zwolennikiem aut bez elektroniki, wybieram wyłącznie pełnoletnie oldskule, ale dałbym się pokroić za to, żeby każdy mógł wybrać taki pojazd jaki mu najbardziej pasuje. Lub jaki jest optymalny do wykonania danej pracy.”

    Nie trzeba się kroić, problem dawno rozwiązany. Do różnych potrzeb klika różnych aut.
    Jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego. Pasuje jak ulał do casusu poldka z przyczepką, co daje rady raptem po wsi drewno ciągać.

    Ja też jestem zwolennikiem aut bez elektroniki – ale tak się nie da. No se ne wrati, dostać 300-konne wozidło bez niej. Nie ma opcji. Już z 200 konnym ciężko coś wybrać, nawet cofnąwszy się 15 lat wstecz.

  152. @lech – poza tym pożądanie pomyloneza nawet wśród aut retro jest sportem extremalnym. Konkurenci są silni: Passat B3, Peugeot 405, Mercedes W 124, Audi 80…. Każdy w wersji podstawowej bez elektroniki, każdy silny, nierdzewny i niezawodnością miażdży peloponeza już na starcie. Po kiego czorta zamiast WETERANA miałbym wybierać INWALIDĘ???

  153. @Miki
    ad.3
    Straszna komplikacja z tego by wyszła – nie każdy kto wjeżdża do centrum ma zamiar w nim zostać i parkować (np. odbieram kolegę, albo przywiozłem mebel).

    Tutaj pojawia się moje kolejne pytanie – co z dostawczakami?

    ad.4
    Dlaczego miałbym płacić „opłatę karną”. To właśnie bardzo mi się nie podoba u nas. W UK konduktor nie sprawdza biletów, a je sprzedaje, podobnie kierowca autobusu. Ta opłata karna moim zdaniem potęgować będzie jedynie problemy ze ściągalnością. Pamiętam za łebka zapomniałem biletu miesięcznego – mandat został anulowany po przedstawieniu biletu do centrali MZK… „opłata manipulacyjna” jednak pozostała. Do dziś uważam, że taka kara za gapiostwo jest nieuzasadniona.

    ad.5 i ad.1
    A co jeśli ktoś używa mojego pojazdu jak swojego? Albo mam auto wspólnie z ojcem, który ma mieszkanie w centrum? Pobierać opłatę czy nie?

    ad.6
    Ale rozmawiamy o sposobach na „ekologię” i „walkę ze smogiem” czy o sposobie na korki.

    Nie jestem zbyt wielkim fanem opłat za wjazd, gdyż przykład Londynu świadczy o tym pomyśle słabo. Spadek ilości samochodów na poziomie 10% i spadek ilości cząstek stałych w powietrzu o 7% wydają mi się naciągane. A jeśli nie naciągane to niewspółmierne do tego co kierowcy wnieśli do kasy miasta.

    Moim zdaniem jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest marchewka a nie kij. Darmowe punkty ładowania samochodów elektrycznych, darmowe rowery miejskie na krótki czas (np. do godziny), dobrze rozplanowana i sprawnie działająca komunikacja miejska, itd.

    Kolej w Polsce od lat jest do bani, ale idzie w dobrą stronę i wielu moich znajomych wybierze intercity zamiast samochodu. I gwarantuję Ci, że gdyby w polskich miastach komunikacja miejska byłaby sprawniejsza to ludzie zrezygnowałoby z drugiego samochodu (zakładam, że jednak większość rodzin ma więcej niż jeden samochód).

    @Lech, Miki, Kierowca i inni

    Powiedzcie mi jeszcze co złego jest w elektronice? Bo ja znaczną większość problemów z prądami w aucie i motorze miałem zawsze z elektryką. Jakieś zimne luty, jakiś przetarty przewód, urwana kostka, zaśniedziały styk. Żeby mi się jakiś mofset spalił, albo procesor coś źle liczył – nie pamiętam. Jak mi się immobilizer zepsuł to się okazało, że obudowa kolumny ocierała o przewód, aż go przetarła.

  154. Bo nie pochodzą ze zgniłego imperialistycznego zachodu, proste.

  155. z imperialistycznego zachodu nie pochodzi tez chociazby Samara ktora jest tak z 10x lepsza od poloneza, tylko gnije tak samo 😉

    Kierowco: a myslisz ze ja nie naprawiam sam wszystkiego w domu? zelazka akurat sa w zasadzie jednorazowe bo maja zalana spirale, ale na elektrosmieciach czesto mozna znalesc sprawne, wiec nie kupilem nigdy nowego zelazka a zapas mam duzy :) zreszta ja nic nowego nie kupuje, jedyna rzecza byla lodowka, bo nie mam pompy prozniowej do napelniania obiegow, a uzywane lodowki sa za drogie i ciezko ocenic ile pozyja, a do tego nie szlo znalesc takiej jak Zonka chciala – z duzym zamrazalnikiem
    malowanie drzwi? ja tam sam futryny robilem 😉

    no i jakos nie marudze :) nawet sie ciesze ze burzuje tyle fajnych sprzetow wyrzucaja na zlom, lekko uszkodzonych a czesto nawet sprawnych, bo skad ja bym mial je niby brac? :)

    a Ty jesli lubisz to dlubactwo, to sie ciesz, tak jak ja lubie i sie ciesze ze umiem i ze sobie poradze, a Ty sprawiasz wrazenie jak by ktos Cie do tego zmuszal. zyj swoim zyciem a nie innych, co Cie obchodzi ze ktos wywali jakis sprzet zamias go rozkrecic? wez spod smietnika i sam napraw, a potem sprzedaj i sobie dorobisz :)

Comments are closed.