FUQI

Jestem pod wrażeniem pomysłu nazwania auta FUQI. Jakież to daje możliwości reklamowe: it’s FUQIn the best car ever! Albo „nobody will be FUQIn with you on the road”. A jak się zepsuje to mówisz „FUQIn Chinese piece of shit”.

No ale do rzeczy.
W latach pięćdziesiątych wielcy producenci amerykańscy – w tamtym czasie wiodący na świecie – ryli na potęgę z Japończyków, że od nich kopiują. Potem okazało się, że to co Japończycy skopiowali, jest chętniej kupowane przez Amerykanów niż produkty rodzime i producenci z Detroit zostali wydymani przez panów o azjatyckich rysach twarzy. Kiedy do gry weszły auta koreańskie, śmiechy już nie były tak głośne. Teraz Hyundai i Kia rywalizują z Toyotą na tyle, że trudno już wyrokować, który z tych producentów jest lepszy. Chętnie napisałbym Wam parę słów o Hyundaiu Ioniqu (czyli Priusie od Hyundaia), ale niestety na stronę Złomnik O Nowych Samochodach to trzeba będzie jeszcze trochę poczekać.
Chińczycy też dobrze kopiują. Nawet za dobrze. Czasem się zastanawiam, czy są jakieś samochody, zwłaszcza te droższe, których Chińczycy nie skopiowali. Na pewno nie można do nich zaliczyć Land Cruisera z serii Station Wagon.

Wszystko zaczęło się od wytwarzanej od lat 90. terenówki Muyang, produkowanej zresztą przez firmę Nanjing FPMP zajmującą się wcześniej produkcją prochu strzelniczego, armat itp. ciekawostek. Muyang wyglądał wypisz-wymaluj jak lekko upośledzony Land Cruiser J60, tyle że rama i silnik pochodziły oczywiście ze starego Mitsubishi Forte, jednego z najbardziej unieśmiertelnionych modeli w historii motoryzacji. Sprzedaż tego cacka szła na tyle dobrze, że na przełomie wieków Chińczycy odkupili od Japończyków linię produkcyjną nadwozia kolejnego Land Cruisera, tym razem J80 i zrobili już poważny, wielki samochód terenowy o wyglądzie niezwykle przypominającym J80 z przodu i J100 z tyłu.

Oto Muyang

A to już nowoczesne wcielenie

Wyszło piękniej niż można było się spodziewać. Samochód nazwany FUQI sprzedawano pod markami: Huaxiang lub Zhongxing i w zależności od tego mógł nazywać się FUQI, FUQI 6500 lub Land King. Zwłaszcza ostatnia nazwa jest wspaniała.

Oczywiście głupcem byłby ten, kto sądziłby, że Chińczycy kupili cokolwiek innego niż wygląd zewnętrzny. Dobrze, że kupili chociaż to i nie poszli w totalny podróbkowy rympał. Tak czy inaczej, Fuqi z zewnątrz do złudzenia przypomina wielkiego Land Cruisera. A co tam pod blachą? No rama, taka od pickupa, jak od Mitsubishi Forte (cóż za zaskoczenie) z resorami z tyłu. Oraz silniki:

diesel: 2.8 Iveco Sofim Turbo
benzyna: Nissan 3.0 V6 VG30

Jakie to wspaniałe, że te stare silniki na świecie się nie marnują, tylko Chińczycy dalej je cisną. Sam pomysł, że mógłbym mieć Land Cruisera J80 z Iveco-Sofim pod maską jest niezwykle nęcący. Dźwięk tego Sofima koi zszargane nerwy, leczy zgagę, depresję i smutek wywołany zbyt krótkim okresem naświetlania słonecznego w okresie jesienno-zimowym.
Ponadto oferowano dwie wersje napędu: załączany ręcznie i z elektrycznym przełącznikiem. Oczywiście nie ma tu mowy o stałym 4×4, jest to zwykły napęd dołączany bez centralnego dyferencjału. Trochę zabawnie wygląda wnętrze, ogromne i szerokie jak w LC J80, ale zasadniczo pustawe, nie bardzo było co dać w tę ogromną konsolę, to przynajmniej dajmy jakieś pseudodrewno albo coś. Produkowano też kilka wersji wykończenia zewnętrznego: z dużymi lampami tylnymi jak Land Cruiser J100 albo z małymi, jak J80. Z drzwiami skrzydłowymi lub klapą tylną dzieloną w poziomie. Do wyboru, do koloru. Wszystkie te auta dobrze sprzedawały się na chińskiej prowincji oraz o dziwo we wschodniej Rosji, gdzie bez „kruzaka” nie ma się co pokazywać. Znalazłem jednak zeznania kierowców, którzy mieli przykrość podróżować takim Fuqi. Kierownica chodziła superlekko na postoju i superciężko podczas jazdy. Nie wracała do pozycji wyjściowej po wyjechaniu z zakrętu – przypadłość wielu chińskich i indyjskich samochodów (w szczególności miałem przyjemność poznać ten problem w modelu Tata Xenon). Pedały i dźwignia biegów chodziły z ogromnym oporem. Za to chwalono silnik Diesla za niskie spalanie, ok. 11-12 l/100 km, bezproblemowy rozruch w zimie i możliwość osiągnięcia prędkości nawet 140 km/h.

Muszę przyznać, że z wyglądu taki FUQI mnie nawet przekonuje. Wprawdzie nie bardzo miałbym dokąd nim jeździć ani gdzie go parkować, ale fura z daleka robi wrażenie mega bogatej. To zresztą tak jak większość współczesnych produktów, nawet tych markowych. No ale jak już wspomniałem, to temat na stronę „złomnik chłoszcze nowe wozy”, której jeszcze nie zrobiłem.

link

  1. Marek Jarosz

    A robiąc Landwinda kupili czy zerżnęli Frontere? Bo ten cały Szonghujan czyli X5 to wiem że kradziony.

  2. emmerce

    Ten SOFIM 2.8 to pewnie najlepsza część mechaniki tego mastodonta. O mało co nie kupiłem dostawczaka z tym motorem także miałem okazję się z nim zapoznać – 2.5 TDi w Land Roverze chodzi przy nim aksamitnie mięciutko.

  3. Ktosiek

    „Teraz Hyundai i Kia rywalizują z Toyotą na tyle, że trudno już wyrokować, który z tych producentów jest lepszy. ” ;_; Ktosiek ociera łzy szczęścia – było warto – 임무 완수 ^_^.

    Co do FUQI to urzekła mnie deska 😀 przecież tam jest nawiązanie do Volvo (środkowy wylot) oraz do starych BMW, deska w stronę kierowcy 🙂 – no ale jak brać, to od najlepszych.

  4. Ktosiek

    Volvo tak, ale BMW chyba jeszcze nie? W kaźdym razie to byłby rozsądny zakup, moźe w końcu BMW zrobiłby jakieś fajne FWD i fajny samochód od niepamiętnych czasów.

  5. Autosalon

    W tej desce rozdzielczej widzę nawet Kia Carnival mk1 , szczególnie z prawej strony.
    Ogólnie piękny ulepek.

  6. KIEROWCA

    Panie Zuomniku – i to jest właśnie temat na oddzielny wpis – najbardziej unieśmiertelnione samochody. Artykuł o Kadecie E do dzisiaj pozostaje niedoścignionym wzorem kunsztu dziennikarskiego.
    Wbrew pozorom jeszcze w latach 90 mieliśmy sporo modeli będących echem swoich poprzedników z lat 60.
    Przykłady z rodzimego podwórka to oczywiście Gaz Pobieda i Żuk, Honker, Lublin czy Fiat 1300/1500 i FSO Borewicz Caro Plus.

  7. Heinz1632

    Panie Kierowco co Pan też, Pobieda już w latach 60 była mocno przestarzała a Warszawę skończyli klepać w 72 (o ile dobrze pamiętam )

  8. Heinz1632

    Aha o Żuka chodziło , to przepraszam 🙂

  9. tsss

    O dziwo sprzedaje się u ruskich? Eksport tam to pierwsze co przyszło mi do głowy kiedy zobaczyłem foto tej taniej i eleganckiej z zewnątrz repliki kruzaka.

  10. 64_qam

    Panie Heinz, a czym innym jezeli nie kolejnym wcieleniem Pobiedy / Warszawy były Żuki, których przeobrażoną wersja były Lubliny czy Honkery.

  11. Złomnik Chłoszcze Nowe Wozy. Czekamy cierpliwie.

    Kolorystyka wnętrza na tym zdjęciu Fuqi (zapewne reklamowym) doprowadza do uniesienia owłosienia na głowie. I na nodze. Oni są gorsi niż Rosjanie, a wydawało się że to niemożliwe. Miszczostwo dizajnu.

    Co oczywiście nie znaczy, że nie może to być niezłe auto.

  12. Ktosiek

    @Autosalon: no właśnie mogłem przysiąść, że gdzieś taką cześć deski widziałem – i teraz już wiem – Kia Clarus xD. 弗兰肯斯坦博士 – tzn. Dr Frankenstein na chińskim kontrakcie :).

  13. lessmore

    Ja chcem takiego srebnego z tym celownikiem na masce. Ale bym nim rozjeżdżał!

  14. fajna sprawa, mam nieco zmodyfikowany VG30 (w wersji amerykanskiej-bezkolizyjnej) w Mercurym Villagerze i jest to swietny silnik, pracuje swietnie mimo ze ma juz 25 lat i cholera wie ile najechane 🙂

  15. damianyk

    „Teraz Hyundai i Kia rywalizują z Toyotą na tyle, że trudno już wyrokować, który z tych producentów jest lepszy. ” Tak, ale raczej dlatego, że Toyota obniżyła jakość do poziomu koreańskiego. Fajnie się czyta posty o chińskich i koreańskich samochodach, ale chyba musiałbym upaść na głowę z paki kraza żeby pomyśleć o kupnie czegoś takiego. Miałem okazję oglądać pordzewiałe elementy Hyundaia Santa Fe, widziałem jak sąsiad wywozi na złom Kie niedługo po zainwestowaniu w jej naprawę 8 tysięcy. Właśnie piszę z komputera złożonego z części chińskich i tajwańskich, i po pół roku używania mam problem z włączeniem go. Także tego, chinom dziękujemy.

  16. Ktosiek

    @Damianyk: przecież na temat rdzy to nawet ja mówię 🙂 – to główny wróg aut azjatyckich w ogóle, choć Mazda tutaj przoduje – nie tylko ja tak uważam, północny sort amerykanów też 🙂 https://nicholaszahra.wordpress.com/2013/09/26/top-10-best-and-worst-cars-for-rust/ – było to też na jakimś kanadyjskim serwisie: http://www.autonet.ca/en/2013/10/09/top-10-best-and-worst-rust-resistant-cars ale teraz blokują połączenia z Polski :/ – trzeba spróbować przez proxy.

    Poza tym, pomijając pordzewiałe Mazdy i ogólnie Japonię (jak i Koreę) to po zdjęciu elementów tapicerki można ciekawe rzeczy zobaczyć w miarę młodych autach, jak np Passat B7 :>. Najlepsze obecnie blachy mają, moim zdaniem, auta francuskie – PSA i Renault – podkręcony VW, czyli Audi też nie wypada źle, no ale to nie są tanie auta, poza tym mają inne problemy ;].

    Sprawa Kii to raczej wina naprawiacza, nie samochodu – a być może także użytkownika, znam ludzi, którzy zabiją wszystko. Nie znam oczywiście sytuacji, ale za 8000zł można chyba wymagać jakiegoś poziomu naprawy ? no i, by była ona skuteczna… właśnie… inna sprawa, że powyżej pewnego przebiegu każde auto staje się mniejszą czy większą skarbonką – lepiej łyknąć nowe i wpuścić w koszta.

    Części komputerowe – to żart ?xD to musi być jakiś marny bait, a ja dałem się złapać :(. Proponuję rozszyfrować skrót Hynix 🙂 a np Corsair’owi chipy pamięci robi też prawdopodobnie Samsung :), albo czyje matryce siedzą w monitorach Eizo itd, itd… ten świat jest zarazem mały i duży ;>.

    Obniżenie poziomu X – to przecież rozwinięcie tego samego gadania, że do xxxx y produkował dobre auta – potem już tylko złom :). Teraz winna jest konkurencja, konsumenci itd 🙂 – zupełnie jak z Nissanem, jak Renault go połykało – niby takie wspaniałe auta, a zjadł ich producent chłamu – IMPOSSIBRU!!!!. Moje zdanie jest takie, że data, do której według wielu produkowane były bezawaryjne auta jest dość mocno związany z zasobnością portfela głoszącego te opinie 🙂 – do tego z dość niskim przebiegiem rocznym, rzędu do 10000 km.

    I jeszcze jedno – jeżeli Toyota miała już tak wszystko wypracowane, auta tak wspaniałe, dlaczego musieli obniżyć ten poziom ? Czy Hyundai ma pakiet kontrolny w Toyocie, że sterował poczynaniami CEO Toyoty? Bynajmniej nie słyszałem. A może po prostu Hyundai potrafi zrobić samochód tak dobry jak Toyota taniej ? a może po prostu lepiej – a może jedno i drugie – choć patrząc na obecne cenniki Kii czy Hyundaia (ceny nie różniące się od tych w VW czy Toyocie), oraz znając politykę upustową tych koncernów (5% max) to chyba nie cena jest głównym motorem napędowym sprzedaży.

    Oczywiście są auta mniej lub bardziej awaryjne, mniej lub bardziej trwałe – azjatyckie konstrukcje dobrze to balansują i powinny wytrzymać te 300-400 tysięcy bez większych problemów. Taki MB może i wytrzyma 3-4x tyle – czy będzie w tym czasie bezawaryjny? niekoniecznie. Taki np B5 z 1.9 TDi – co mi po tym, że blok i ogólnie silnik wytrzyma może i 1mln kilometrów, jak naprawy osprzętu nie będą podparte ekonomicznym sensem utrzymywania tego auta przy życiu ? Te 300-400 tysięcy to oczywiście bardzo płynna granica – tak samo jak granica między TRWAŁOŚCIĄ a BEZAWARYJNOŚCIĄ > Azjaci bardzo dobrze balansują te dwie rzeczy – bo np mi – robiącemu do 25-30 tysięcy na rok – po dziesięciu latach auto będzie miało 250.000 km – dużo, czy nie – nie wiem, bo po 10 latach (a może wcześniej) mam nadzieję go zmienić, niż trzymać, bo po prostu się znudzę :).

    Natomiast Ci, którzy dużo jeżdżą (70-100 tysięcy na rok) wymieniają najczęściej auto po 5 latach – auto zamortyzowane i zarobiło na siebie – idą po następny i tyle.

  17. @damianyk, akurat przykład z komputerami nie jest zbyt trafiony, ponieważ z komponentów chińskich składają się też najpoważniejsze serwery. Chińczyk też Ci wyprodukuje jakościowo dobre rzeczy, tylko trzeba mu wtedy za to zapłacić.

  18. Ktosiek

    @MAK: ten cały post Damianyka to chyba bait 😛 napisałem w każdym razie dość dużą odpowiedź – niestety, w moderacji :(.

  19. KIEROWCA

    A dlaczego niby post Damianyka to miałby być bajt?
    Chińczycy sami sobie zapracowali na taką opinię ponieważ 95% z ich wyrobów przeznaczonych dla zwykłego szeregowego obywatela to straszny badziew jakością ustępujący nawet wyrobom PRL. Gnące się śrubokręty, rozjeżdżające nasadki i „przepuszczające” klucze nasadowe, zabawki z nadlewami z wtryskarki, adidasy na 2-3 miesiące noszenia które jeśli nie pękają na zgięciu to pięta wpada do środka podeszwy, wyciągające się koszulki z dekoltem na pępku.
    Tak, chińszczyzna jest synonimem tandety i wcale się temu nie dziwię ponieważ nie jestem w stanie wskazać rzeczy którą zrobiliby dobrze.

  20. Klakier

    Kierowca@: Mur zrobili dobrze.

  21. jonas

    Chińczyk bez problemu osiągnie przyzwoitą jakość, tylko trzeba za to przyzwoicie zapłacić i wtedy, jak się doliczy transport i cło, już wcale nie jest taki konkurencyjny. Nawet jeśliby zamawiać na kontenery.

  22. Latarki Olight są spoko a to 100% chińska firma.

    Chincyk zrobić dobzie ale biały mu zapłacić więcej.

  23. Ktosiek

    @Kierowca: po części zgoda, ale wszystko zależy od ceny 🙂 – ja np nie widzę dużej różnicy między (chyba) indyjskimi Bugjo a Lee czy Wranglerami – koniec końców i te i te dążą do przetarcia 🙂 – pomijam to, że często te ostatnie robione są w tym samym miejscu, hehe.

    Wszystko zależy od ceny – z jednej strony masz właśnie taki szajs, a z drugiej np Huawei, czy podróbki wyrobów tekstylnych dobre na tyle, że praktycznie nie da się rozróżnić oryginału od podrobionego przedmiotu.

    Tutaj np teścik jakiegoś chińskiego SUVa – na razie odstaje http://www.caradvice.com.au/489034/2017-haval-h6-lux-review/ od konkurencji, ale pytanie nie jest, czy Chińczycy dogonią resztę – Azji i Europy, pytanie jest KIEDY ;>.

  24. Hurgot Sztancy

    pytanie, czy Chińczykom zależy na dogonieniu reszty…

  25. Tora

    Chińczycy gonią bardzo szybko i dlatego producenci wymuszają na ustawodawcach te durne ekobzdury aby jak najbardziej utrudniać im życie bo gdyby nie to już parę lat temu by ich dogonili. A tak to proszę jeszcze trzeba wyżyłowć trochę silnik aby spelniał euro€ i był mnijej trwały tablecik wstawiamy i już po pięciu latach na złom. Recykling tworzyw sztucznych po 7 latach rozpadają się w rękach a w Chińczyku tego nie ma stara sprawdzona mechanika i najprostsze rozwiązania grube blac hy mniej są wrażliwe na zużyte tloczniki i dłużej posłużą a fe to nieekologiczne trzeba złomować i brać nowe eko….

  26. damianyk

    Nie, to nie był żaden bait, do tej pory nawet nie wiedziałem co to jest bait. Mój poprzedni komputer miał chyba 9 lat. Psuł się jedynie wiatrak procesora, łożyska nie wytrzymywały. Ze względu na słabe parametry musiałem go jednak zmienić. Teraz od pół roku mam nowy (tzn. nowe podzespoły, to stacjonarka) i od początku są z nim problemy. Części są chińskie i tajwańskie.
    Oczywiście, że winę za obniżanie poziomu ponosi ekonomia. Problem w tym, że zachód stać na taką ekonomię, a Polskę już nie. Dlatego takie badziewne produkty są dla mnie nie warte zainteresowania, nie ważne czy robi to Chińczyk, Japończyk czy Niemiec. Inna sprawa że Niemiec udowodnił kiedyś że potrafi robić dobrą jakość, a Chińczyk nie bardzo.
    Renault nigdy nie uważałem za chłam.
    Natomiast z tymi azjatyckimi produkcjami, które mają osiągać 300-400 tys. km to chyba właśnie był ten „bait”, tak? Proszę cię, znajomy ma corolle od nowości, obecnie coś ponad 200 tys. i drugi raz sprzęgło do wymiany, nie mówiąc o rdzewiejącej podłodze. O reszcie azji nawet nie chcę myśleć.

  27. Szela

    Na zdjęciu widać mały lewarek z rodzicem, powoli gotowy do opuszczenia bezpiecznej konsoli centralnej i zainstalowania w kolejnym pojeździe 🙂

  28. Ktosiek

    @Damianyk: a zasilacz zmieniłeś wraz z komputerem ? ja ostatnio zbudowałem sobie całkiem fajną konfigurację na Asusie Z170A, do tego Corsair i 970GTX Gigabyte’a 🙂 ale wszystko napędza „delikatnie” przewartościowany zasilacz, tj. AX1200 (1.2KW xD) – i problemów nie mam, jeden z najlepszych buildów jakie stworzyłem. Ogólnie planuję SLI do tego, ale na razie wszystko idzie w full max HD, więc przeżyję ;]. Też oczywiście mówię o stacjonarce – natomiast producentów laptopów (np Della) powiesiłbym za utrudnianie dostępu do chłodzenia – poza tym przegrzewanie się do dość częsty problem laptopów.

    Niby na jaką ekonomię nie stać Polski ? myślisz, że dawniej auta się nie psuły ?xD heh, mówiłem już o tym wiele razy – obecnie – po części przez różne działania rządzących (urabianie społeczeństw na nowego, lepszego 🙂 europejczyka), różne wymogi, prawa, homologację a także przez skomplikowanie konstrukcji, a także po prostu wygodę – ludzie chcą aut które „ciągną” od 1500 RPM, mają duży „telewizor” w środku i inne bzdety – część z tych rzeczy jest faktycznie wygodna i np ja nie mogę sobie teraz wyobrazić auta bez klimatyzacji czy radia – inne to oczywiście niepotrzebna nadbudowa. Oczywiście producenci też muszą grać według zasad, które ustanawia np UE – zapewniam Cię, że gdyby nie walka z wiatrakami (CO2) nikt nie wpadłby np na start&stop.

    Ty może za chłam Renault nie uważałeś – ja też bardzo szanuję tego producenta, pomimo ostatnich problemów jakościowych z nową gamą modelową – ale dla większości „ekspertów” Renault zepsuło Nissana.

    Co do Corolli Twojego kolegi – sprzęgło to akurat część eksploatacyjna, tak samo jak np tarcza hamulcowa, czy klocki. Rozumiem, gdyby dwa razy naprawiał SKRZYNIĘ BIEGÓW (co akurat w Toyotach czasem się zdarza), albo robił remont silnika, ale sprzęgło? Pomijam już to, że na żywotność sprzęgła największy wpływ ma sam użytkownik. My np w Getzie mamy sprzęgło od nowości (blisko 160K km) – i co… i nic ;).

    Przytaczać problemy z VAGami już nawet mi się nie chce, wystarczy wejść na elektrodę ;).

    Musisz zrozumieć o czym mówię – bezawaryjność to brak awarii – np czujników, wtrysków, elementów – ogólnie elektryki/elektroniki pokładowej – brak występowania USTEREK (a nie brak zużycia)

    Trwałość to natomiast jak najwolniejsze zużycie – np taki MB – trwała konstrukcja (pomijając rdzę, choć chyba obecnie to już mniejszy problem), bardzo dobre materiały itd – co z tego, skoro te auta mają dużo innych problemów – tak ja to widzę :).

    Koniec końców producenci muszą te dwa aspekty wypośrodkować (mając jeszcze na uwagę cenę auta) – pewnie dałoby się zrobić auto bezawaryjne o trwałości miliona kilometrów – dwa pytania – po co i ile by to kosztowało (bynajmniej nie mało).

    Miej też na uwadze, że Japończycy i Koreańczycy dość szybko zmieniają auta – w tych krajach średnia wieku auta to ok. 6 lat, tak więc rdza nie stanowi tak wielkiego problemu (koniec końców rdza zje wszystko 😉 ).

    Jak już mówiłem, ta granica jest bardzo płynna, ale koniec końców na etapie projektowania producent musi te dwa aspekty odpowiednio dobrać.

    Dobra Damianyk, a w takim razie jaka marka jest, według Ciebie, warta zainteresowania? tylko nie mów mi, że „dziś to już nic dobrego nie robią, więc proponuję Ci xxxxxx”

  29. Blabla

    9 lat temu komponenty komputerów też pochodziły z Chin. Jeśli tego się nie wie, może lepiej nie brać się za składanie sprzętu samemu, bo potem nie działa jak należy. 😉

  30. miki

    @damianyk – ta badziewna jakość współczessnej elektroniki to nie wina Chińczyków tylko dyrektywy RoHS. Komuś się wydawało że małe dzieci tudzież psy i koty nic innego nie robią tylko otwierają obudowę PC lub dobierają się do telewizora i wyjadają lut cynowo – ołowiowy ze złącz. Dlatego zakazano lutowania z ołowiem, a o tym jak trzyma sama cyna przekonałeś się na własnej skórze (i miliony tobie podobnych też…)

  31. Blabla

    Miki, kolega wyżej po prostu nie potrafi ogarnąć komputera i zwala winę na Chińczyków, to po pierwsze. Po drugie, nikogo normalnego nie martwi fakt, że luty bez ceny rozpadną się po 15 latach, bo nikt normalny nie trzyma tyle elektroniki. Chyba, że ty nadal masz w domu Pentium 4 i Nokię 3310.

  32. Blabla

    *bez ołowiu, rzecz jasna.

    I nikomu nie chodzi o dzieci zjadające klawiatury, tylko o fakt że po kilku latach ten ołów lądował na wysypisku, skąd przedostaje się do wód gruntowych, a z nich na twój talerz. Wie to każde dziecko, ale łjezu panie niedobrzy ekolodzy się mnie czepiają. Klocki hamulcowe z azbestem też chcesz dalej używać?

  33. square626

    Z jednej strony te jednorazówki są wkurzające ale z drugiej – możemy sobie kupić co chwile nowe portki a nie chodzić po dziadku co kupił jeszcze za sanacji i nosił od przedwojnia.
    Możemy też oglądać tyłki świeżych, sezonowych gwiazdek a nie tych sprzed dziesięciu lat… aaa nie, czekaj…

  34. Mavi

    @miki

    Z jednej strony RoHS, ale… miałem HP, który cierpiał na wszystko – od problemów z płytą główną po odpadające plastiki. Miałem Della, który był ok, a razem z polskim serwisem był bardzo ok. Mam thinkpada (oczywiście, że 100% chińskiego) i poza jedną usterką, załatwianą przez mailowanie do US, bo polski serwis mnie olał (pęknięcie obudowy), nie mam zastrzeżeń. Poza HP nie miałem problemów z lutami. Siostra ma samsunga i tam też problem z cyną – włącznik co jakiś czas trzeba na nowo przygrzać (albo wymienić cynę)

    Miałem też toshibę jeszcze sprzed ery RoHS i to był chyba jedyny gorszy od HP laptop. Najbardziej niezawodny był panasonic, ale był przy tym najcięższy, najgrubszy i z najgorszą baterią.

    @square626

    „(…) możemy sobie kupić co chwile nowe portki (…)”

    Oczywiście przyznaję Ci rację. Ale chciałbym mieć wybór, a powoli go tracę. Kupiłem pralkę i odkurzacz Miele, bo chcę mieć na lata. A spodni czy kurtki nie mogę – po prostu jak chcę coś lepszego/trwalszego to okazuje się, że przepłaciłem za metkę, a nie rzeczywiste cechy użytkowe.

  35. Dr. Kamil

    Niesamowite, że ludzie potrafią cisnąć po jakości produktów azjatyckich żyjąc w części świata gdzie produkuje się takie cuda jak Bosch, Medion, Thomson czy Philips.

  36. Ktosiek

    @Mavi: no właśnie nie tak dawno byłem przy wymianie kurtki (ogólnie nie lubię przeznaczać dużo na ciuchy i ogólnie się stroić) jakiejś M65 (firmy nie pomnę, ale służyła dzielnie 10 czy 12 lat (!!) ) na oczywiście ten sam model – myślałem o Alpha Industries, ale wziąłem polskiego Helikona – dlaczego?: AI jest też produkowane w Chinach, poza tym jest co najmniej dwa razy droższe niż Helikon… o którym nawet nawet Amerykanie mówią, że prawdopodobnie jest lepszą, bardziej wierną kopią kontraktowej M65 🙂 – a jeśli nie widać różnicy… ;). Ogólnie ten często mieszany z błotem sprzęt Helikona jest naprawdę dobry w dobrej cenie – oczywiście w PL jak to w PL – dla niektórych to najgorszy chłam porównywalny z najtańszym „chińczykiem” – problem w tym, że czytając amerykańskie recenzje odzieży czy innych zabawek Helikona to dostaje on naprawdę bardzo dobre noty.

    Ogólnie M65 na stronie AI bez podpinki to cena ok 1000zł w przeliczeniu na PLN – a na allegro sami oficjalni sprzedawcy 🙂 – i cena od 600zł z podpinką – nie mówię oczywiście, że to podróby, ale z drugiej zapaliło mi się czerwone światełko – a jeżeli można podrobić samochód/elektronarzędzie/telefon to tym bardziej można głupią kurtkę.

    Naprawdę, im dłużej żyję, tym bardziej doceniam Polską odzież – choćby buty Otmęt – świetne, długodystansowe, nigdy nie wychodzące z mody buty skórzane – cena/jakość naprawdę świetny stosunek, do tego można wybrać tęgość, cała gama rozmiarów i kolorów – naprawdę polecam – w przeciwieństwie do Helikona te robione są w Polsce, w Krapkowicach koło Opola (a niedaleko Krapkowic ciekawy zamek w Mosznie, polecam odwiedzić).

    Co do ROHS to zgoda – nie pomaga, ale z drugiej strony mam P5B Deluxe’a z 2005 czy 6 roku – dzielnie chodzi do dzisiaj, a według strony Asusa podlega on dyrektywie ROHS – do tego cały czas siedzi w niej podkręcony quad core 🙂 – dla mnie nieźle.

    Mavi ten Phillips to pewnie toughbook – według tej strony: http://www.panasonic.com/business/toughbook/includes/modal-content-certs.asp też podlega ROHS.

    Z laptopów miałem HP i ten był o dziwo ok – nie przegrzewał się itd, potem miałem Della Vostro – niby biznesowy, ale prócz bardzo fajnego, stonowanego wyglądu, to nie był bezawaryjny sprzęt – znów – przegrzewał się, z lutami nie miałem żadnego problemu. Koniec końców i tak w większości był to „laptop stacjonarny” podłączony do monitora, niż mobilny komputer, więc znów wróciłem do dekstopów.

    Nie jestem oczywiście fanem ROHS’u – jak i wielu innych rzeczy w UE -, ale z drugiej strony osobiście nie miałem z tym problemów – choć być może napędza mi to trochę roboty, ale nie przesadzałbym – od czasu wprowadzenia ROHS mija 10 lat, i według niektórych źródeł – np tu http://www.indium.com/blog/status-of-lead-free-solder-joint-reliability-in-thermal-cycle-testing.php – nie jest tak źle ;] – dużo bardziej nie podoba mi się natomiast mieszanie na rynku UE, w rzeczach o których te głąby z Brukseli nie mają pojęcia – no ale w sumie „był czas przywyknąć” ;).

  37. KIEROWCA

    Toteż ze swojego „jadłospisu” postarałem się wyeliminować jednorazową chińszczyznę do niezbędnego minimum. Narzędzia skupuję na allegro stare PRL-owskie albo mam ze starych zbiorów. Jeżdżę Polonezem. Zimą noszę polską bechatkę i opinacze, nawet odkurzacz mam brązowego PRL-owskiego jamniczka a dla matki kupiłem Phillipsa i walnęliśmy zamianę 🙂 Mikrofalówka Amica, segmenty po dziadku i kolegach z pracy którzy zmieniali na Jiyska. Tylko u siebie mam płyty grubości 18 mm lakierowane na połysk a oni w tych swoich 10 to max i szufladki z tektury, jednorazowy badziew. Konsumpcja w obecnym stadium zaawansowania to nic dobrego i zwykłe marnotrastwo. W niektórych przypadkach to dobrze, że np. nie trzeba już cerować skarpet bo można kupić trzy pary za 5.99 no ale bez przesady. Dlaczego mam wyrzucać dobrą komórkę tylko dlatego, że wchodzi nowa generacja smartfonów, promocja w abonamencie? Kiedy tak naprawdę człowiek wykorzystuje te wszystkie bajery? Na codzień mam Nokię 3510i. Odbieram telefony i wysyłam sms-y. Koledzy mają Galaxy S5, Iphona, Lumie i co robią? Dzwonią i wysyłają sms-y. Czasami jakąś fotkę albo w coś grają. I do tego kupować chiński zresztą telefon za dwa czy więcej tysięcy, cisnąć softy, antywirusy, aktualizacje? Jeden owczy pęd i tyle.

  38. Roman Czubiński

    @Kierowca, @64_qam: o ile wiem, to Lublin nie miał z Żukiem i tym samym z Pobiedą już nic wspólnego – co innego produkowane do 1994 r. Nysa i Tarpan.

  39. lordessex

    FSO Warszawę produkowali do 1973 roku nawet.

  40. Klakier

    Mavi@: ja tam na Toshibę złego słowa nie powiem od momentu gdy moje dziecię całkiem nieopatrznie wlało w klawiaturę kubełek herbaty obficie słodzonej i cytrynowanej ,która to herbatka prawie w całości przelała się na wylot a lapek sam się wyłączył co mało nie nabawiło mnie zawału.Na szczęście szybka rozbiórka na części pierwsze,mycie spirytem suszenie przez dobę na grzejniku i niedługo będzie rok od tej akcji grat odpukać działa praktycznie non stop i to bez problemu.

  41. Toshiby byly niezniszczalne w erze toshib „bialych” czyli do 486 i tych „szarych” czyli do P3, posniejsze niebieskie (P4) byly juz gorsze, a juz calkiem marne sa te czarno-srebrne z serii A, oczywiscie nic nie przebije HP tych od P4 w gore ktorym BGAki odlaza na potege i zdychaja momentalnie (szczegolnie z serii DV, bo te kwardratowe HP-Compaq byly dalej niezle, jak same Compaq-i zreszta), zreszta IBMy serii T4x tez sa strasznie zdychliwe, mimo ze to IBM jeszcze prawdziwy, byc moze to przyczynilo sie do ostatecznego konca IBMa.. szkoda, bo to bardzo porzadne sprzety byly, szczegolnie do P3
    puki co najlepsze sa Panasoniki wg mnie, tak jak wspominal Mav – starsze, pancerne toughbooki sa zupelnie niezniszczalne, te nowsze nie sa juz tak pancerne, ale dalej bardzo solidne i bezawaryjne, ja mam CF-T8 i dziala wysmienicie, a bateria trzyma do 4 godzin nadal

  42. Igor

    @KIEROWCA
    tak. Po latach „korporacyjnych” i „leasingowych” dotarłem do portu, w którym mam dwa 20-letnie samochody (940 i 850), 20-letni ekspres do kawy Siemensa, „stary” odkurzacz Miele, „stare” Nokie itd, itd. Przykro patrzeć jak cywilizacja zjada samą siebie. Chętnie bym poszedł do salonu i kupił nowy samochód, np. takiego Accorda jakiego oglądałem chyba w 1999 roku (wtedy chyba końcówka serii, coś około 75 tys. zł. chyba), ale to co jest teraz? To byłoby po prostu wyrzucenie pieniędzy.

  43. KIEROWCA

    @Roman – zgoda. Lublin nie ma za wiele wspólnego z Pobiedą, jednak wciąż jest jej dalekim echem. Bardzo wiele zespołów m.in. podwozia powstało w wyniku modernizacji pabiedowskich i są współzamienne z Warszawą, Żukiem a nawet Syreną. W ogóle ze względu na szeroko zakrojoną unifikację większość komponentów w polskich samochodach wywodzi się z dwóch linii: Pobiedy i Fiata z lat 60. Dlatego m.in. do samego końca produkcji karoseria Poloneza zwężała się nienaturalnie ku dołowi 🙂 Po prostu starano się skonstruować większy, bardziej dostojny pojazd w oparciu o wąskie podwozie 125p. Jeszcze lepiej widać to w nowszych Warszawach, niby Pobieda ale trochę na siłę przystrojona m.in. fiatowym filtrem powietrza, alternatorem, nakrętką stacyjki. Czyli mniej więcej do połowy lat 60 klepiemy wszystko w oparciu o konstrukcję Pobiedy a od ok. ’72 staramy się zastąpić jak najwięcej części tymi fiatowymi. Ot i cała tajemnica Polskiej Motoryzacji.

    @Igor – masz rację. Z nowoczesnych samochodów po prostu NIC mi się nie podoba, żadnym modelem się nie jaram. Nie wnikając już w wątek konsumpcyjno -serwisowy, bezmyślne wymiany całej budy co 4-5 lat, wszechobecną elektronikę i brzęczyki to obecnie produkowane wozy są po prostu BRZYDKIE i wyglądają jak skrzyżowanie Buki z Muminków z larwą kosmity. Powaga. W każdym takim samochodzie szyba pod kątem 15 stopni, durnowate przetłoczenie nad progiem, plastikowy nos i [w rzucie górnym] podcięty obustronnie przód nadwozia co niwelują projektorowe reflektory w cenie 3-4 tys. za szt. Wnętrza totalnie skopane. Tablet, srebrny plastik i deska w postaci wielkiej rozdmuchanej buły wywołującej uczucie klaustrofobii. Jadę Polonezem to siedzę niejako „nad deską” która stanowi skromną półkę pod szybą, widoczność wzorowa. Siedzę w takiej Octavii, Maździe czy Passerati to: fotel niejako na podłodze, głęboko schowane pedały, obserwacja drogi „z za deski”, nie widać końca pokrywy silnika, wszystko na czuja. Nie ma takiego normalnego samochodu dla ludu, bez zbędnych bajerów.

  44. Co wy z tym Honkerem ? Co takiego z Pobiedy przeniesiono do Honkera ?

    Jakoś trudno mi skojarzyć .

  45. @jcb, Roman Czubiński:
    Pewnie, że nic. Lublin, a przedtem modele ’40’ i podchody do Bedforda powstały po to, żeby się odciąć od pozostałości Warszawy (słabe przednie zawieszenie i hamulce, mały rozstaw kół, 3 biegi itp.). Prototypy Honkera miały kilka drobiazgów przeniesionych z Tarpanów 23X dla wygody i z założenia tymczasowo.

  46. ” Dlatego m.in. do samego końca produkcji karoseria Poloneza zwężała się nienaturalnie ku dołowi 🙂 Po prostu starano się skonstruować większy, bardziej dostojny pojazd w oparciu o wąskie podwozie 125p. ”

    Nie prawda, od listew drzwiowych w dół karoseria zwęża się naturalnie, jak w większości aut zresztą. PN ma inne progi niż 125p, nie ma żadnej wspólnej części karoserii, a jedynie płytę podłogową, która po bokach kończy się na łączeniu z progami. Gdyby chcieli, to byłby na dole szerszy o 10cm, bo przecież wzorem innych aut można było poszerzyć próg, który wystawałby mocno już za uszczelką drzwi. W Polonezie profil progu jest wyraźnie w kabinie, co wcale nie wyklucza możliwości poszerzenia go dwukrotnie, żeby sobie wystawał na zewnątrz.
    Myślę, że Włosi od początku przewidywali jakieś ozdobne nakładki na progi, które Polacy po prostu pominęli w produkcji aż do 1993 roku. A może taki był zamiar stylistyczny, żeby ukryć progi chowając je wgłąb względem drzwi i malując na czarno (czego w 125p nie było). W każdym razie, to nie jest kwestia konstrukcyjna.

  47. KIEROWCA

    KGB – nie wspomniałeś o wąskim tylnym moście współzamiennym ze 125p, który poszerzono dopiero w 93 roku.
    Niby to „tylko” po 3 cm na stronę ale jednak robi różnicę. Starsze Polonezy wyglądają trochę jakby na te małe kółeczka 13-stki nasadzono za dużą karoserię.

  48. @Ktosiek
    „im dłużej żyję, tym bardziej doceniam Polską odzież”

    A ja odwrotnie… bardzo lubiłem Kupczaka i Alpinusa (a w późniejszym okresie HiMountain). Teraz nie ma gdzie poza internetem kupić, nie ma jak przymierzyć, a ceny zaczynają iść w stronę Meindla i TNF (nie polecam, przewiozłem się), Columbii czy Mammuta. Jeszcze ceny bym przeżył, ale jakość/cena idzie w dół.

    Co do stacjonarek – nigdy nie miałem problemów poza płytą MSI i Asrocka. Niezależnie czy RoHS czy nie. Co do panasoniców, to toughbook nierówny toughbookowi;)

    @Klakier
    Z Toshibą elektronicznie było ok. Mechanicznie i elektrycznie była bida. Łamiące się taśmy, zawiasy, zaczepy, itd. Dochodziło do sytuacji, kiedy nie dało się otworzyć napędu, bo guzik w środku się złamał. Swoją drogą – jak się trafi, bo ja wylałem pół litra kawy na klawiaturę della studio i nic mu nie było. Spadłem z nim ze schodów i zepsuł się tylko HDD.

    @Benny
    Do ostatecznego „końca” IBM przyczyniły się finanse. Dlatego firma wciąż istnieje i ma się nieźle – bo potrafią tam liczyć.

  49. lordessex

    Święta racja Panie kolego Igor i Kierowca. DRAMAT z tymi nowymi samochodami, takie to niesamowicie paskudne wszystko że nie ma co wybierać. Jedynie Dacie mi się w miarę podobają. Toyota Land Cruiser J7 też daje radę, ale w Europie niedostępna. W związku z powyższym, zamierzam eksploatować swoje Volvo 940 D24 dopóki się nie złamie w pół. Na szczęście się na to, póki co nie zanosi, bo właśnie w nim przeprowadziłem kompleksowy remont blacharski. Bardziej mi się w niego opłaca inwestować, bo wiem że mnie nie zawiedzie i nie zawiódł do tej pory. Mogę bez stresu jechać w trasę na drugi koniec Polski albo i Europy, bo mam pewność że dojedzie. Nawet nie będę żałował kasy na ewentualny remont silnika, bo wtedy już mi wystarczy do „końca życia” 😛

  50. KIEROWCA – wąskie zawieszenie to inna sprawa. W sumie to po zawieszeniu widać, że karoseria PN jest szersza niż 125p. Wtopili z zawieszeniem, bo uroku to ono nie dodaje, tzn. dzisiaj można powiedzieć, że jest klimatyczne, ale jednak na szerokim PN wygląda zdecydowanie lepiej i trochę mniej się buja. Wtopa jest też z kołami, bo 14 cali są dostępne od początku w Truckach, więc mogli wprowadzić je do osobówek bez żadnych kosztów. Jak nie od razu to przynajmniej było kilka okazji np. w 1991 ,1994 z szerokim zawieszeniem ,czy 1995 z Lucasem ,co od razu pozwoliłoby założyć tarcze 260mm (takie jak w Trucku) zamiast 240mm.

  51. laisar

    Dacie miały przyzwoicie nieduże deski w I generacji, ale od 2012 dostały niestety bardziej zabudowane ):

  52. laisar

    @KGB „mogli wprowadzić je do osobówek bez żadnych kosztów”

    …nie licząc tych dla klienta. A cena, milordzie, była i jest zazwyczaj najważniejsza.

  53. Skoro produkcja kosztowałaby tyle samo, to dlaczego mieliby podnosić cenę produktu ? Do Trucka były w sumie 4 wzory felg – masz tłocznik,ewentualnie wrzucasz cieńsza blachę ( niektóre felgi Trucka są wzmacniane, co w osobówce nie jest potrzebne) i masz gotowy produkt. Opony FSO kupowało w setkach tysięcy sztuk, więc po prostu zamówiliby inny rozmiar. 185/65/14 nie jest droższa w produkcji niż 185/70/13 ,bo nawet mniej materiału na nią idzie. Firmy produkujące dla FSO felgi z duraluminium produkowały jeden wzór w kilku rozmiarach, więc też wystarczyło złożyć odpowiednie zamówienie.
    Koszty wprowadzenia, produkcji 14 cali nie różniłyby się od 13 cali, więc i nie ma powodu, by cena dla klienta się różniła.

  54. Ktosiek

    Laisar: akurat nie wiem jak w innych, ale np w Dusterze po FL deska jest imo bardzo fajna – przypomina mi DELIKATNIE tą z Fiest 95-02 (nie zajmuje dużo miejsca), a we wnęce na górze deski IDEALNIE mieści się normalnych rozmiarów smartphone – co sprytniejszy zrobi tam sobie małą stację dokującą :).

    Ogólnie jak za tą cenę bardzo pozytywnie – mnie natomiast wkurza pewien trend, który zapoczątkowała (chyba) Mazda – czyli „doklejanie” ekranu stacji multimedialnej na… no właśnie, nie wiadomo czym 🙂 – tak samo jest w MB W176 (A klasse) – wygląda to średnio – najbardziej pasuje mi schowanie ekranu w deskę, ale to co zrobił Hyundai w nowym I30 też jest w porządku.

  55. Ktosiu – osobiście nie wydaje mi się, żeby prywatne auto osobowe mogło się zamortyzować. Dostawczak czy taxi owszem, ale coś co służy do wożenia własnego siedzenia, czyli czegoś „bezcennego” również nie sposób wycenić.
    Na prywatne rozrywki może być kogoś stać lub nie, ale nie widzę możliwości określenia stopnia opłacalności w sposób obiektywny – jest to obszerna sfera „widzi mi się” .

  56. radosuaf

    Będzie coś o dzisiejszej prezentacji wiadomego pojazdu pod ministerstwem?

  57. Ktosiek

    @Radosuaf: hahaha 🙂 zaciekawiłeś mnie tym, więcej tak szukam, szukam – na głównych portalach cisza, więc zostaje Google i jest 😉 – nie będę psuł innym niespodzianki ;).

    @KGB: a kto robi PRYWATNIE 70-100K km na rok? – nie mówię, że nie ma takich ludzi, ale jeżeli może sobie pozwolić finansowo oraz czasowo (szczególnie to ostatnie), to po prostu go stać i raczej nie pokonuje tych kilometrów hm… Mondeo z TDCI czy Megane z DCi, tylko czymś w rodzaju grand turismo, (a przynajmniej ja bym tak robił) 😉 – albo po prostu helikopterem ;).

    Natomiast spotykam dość dużo osób, także z koreańskimi autami, robiącymi te 70-100K na rok – oczywiście zarobkowo.

    Jak to nie widzisz możliwości? na każdym etapie można wycenić auto, chyba, że mowa o jakiś SAMach, czy autach historycznych, czy też zabytkowych o bardzo ograniczonej ilości egzemplarzy. Aspekt sentymentalny do auta w firmie ma drugorzędne znaczenie – przykładowy kompakt, czy inne auto segmentu D robiące takie przebiegi to nic innego jak narzędzie – ma ono bezawaryjnie i bez stresu służyć przez np 5 lat (bo tyle najczęściej można „dopakować” gwarancję, poza tym istnieje jeszcze kwestia kosztów, itd, itd) – po 5 latach (więc przy przebiegu ok. 350-500K km) auto wykazuje jeszcze jakąś wartość – jednocześnie należy mieć na uwadze, że to już dość duży przebieg, NAWET dla pancernych W123 z klekotem, gdzie „według statystyk ADAC z 1982 roku, przeciętny przebieg 200D w czasie pierwszej awarii (tzn. unieruchomienia samochodu z przyczyn technicznych) wynosił 852.777 kilometrów” – i to było legendarnie trwałe auto, faktyczny pokaz niemieckiej inżynierii w dobrym tego słowa znaczeniu. Prawdopodobnie nic nie pobije tego wyniku, czy to elektryki, czy inne – po prostu 200D w W123 to nie wysilony, pancerny, prosty samochód i prosty silnik – zwróć uwagę, ta notka tyczy się tylko wersji 200D.
    Oczywiście nie będę tutaj płakał za stara motoryzacją, ale obecnie silniki są ‚trochę’ bardziej skomplikowane niż to co miał pod maską 200D,więc i ryzyko awarii większe – mimo wszystko, przebiegi ok. 1mln nadal są możliwe – nie mówię, że częste, bo częściej lepiej i taniej jest wymienić auto, niż jeździć nim do odpadu kół – koniec końców, Amerykanie mówią, że auto jeździ tak długo, jak długo je serwisujemy oraz naprawiamy – i to jest czysta prawda – zależy tylko, co komu się bardziej opłaca – bawić się z niepewnym autem, którego możliwość awarii z każdym kilometrem dąży do 1 (i raczej jest bliżej, niż dalej), a także po prostu generuje coraz większe koszty, czy sprzedać w miarę młode, 5 letnie auto (często oczywiście zbijając przebieg do 197000, ale to już mniej oficjalna strona tego równania) i brać następne – mając znów ochronę gwarancyjną, tarczę podatkową i wiele innych przyjemności? 😉 i jakby nie było – nowe auto – po prostu.

    Ja łącze gdzieś te dwa światy, bo z auta korzystam głównie prywatnie – gdybym jeździł tylko w sprawach firmowych to nie wiem, czy nabiłbym 5K kilometrów na rok, poza tym mogę samemu auto serwisować – nie robię też tak dużo kilometrów, by auto w ciągu tych 5 lat „zjechać”.
    Można to oczywiście przenieść na ludzi korzystających z auta całkowicie prywatnie – robiących nawet niewielki przebieg – w końcu kto zabroni bogatemu ?;)

    Oczywiście część ludzi może i nadal jeździłaby tym 5 latkiem z dużym przebiegiem, ale jest jeszcze jedno – podatki 🙂 – i nie mówię tu już o jakiś ekologicznych bredniach, tylko po prostu – mając do wyboru kupno czegoś dla siebie, albo oddaniu rządowi, większość wybierze to 1.

    Tak to widzę, poza tym, tak to po prostu działa :).

  58. Ktosiek

    Errata do mojego postu: „…owi, CZEŚĆ wybierze to 1.”

  59. desperate driver

    ze swej strony polecałbym poznac historię korei – kraj podbijany przez chinoli i japońców, będący do lat 70 XXw w totalnej dupie… zajebisty przykład że jednak się da 🙂

  60. jonas

    Kupiłem dwa lata temu fabrycznie nowe żelazo bez oglądania się na podatki, ideololo, ekololo czy jeszcze coś tam. Ot miałem nieco grosza, czymś trzeba było jeździć, to czemu nie. No ale ja ze wsi jestem, to nie wiedziałem, że można inaczej.

  61. Ktosiu, tylko ten przydługi monolog nie odpowiada na moje twierdzenie. W sumie to nie widzę możliwości polemizowania z nim, bo najzwyczajniej w świecie wyczerpałem opcje. Stanąłem na przeciw twojemu określeniu, że komuś auto się amortyzuje i wtedy kupuje kolejne – a chodziło o auto prywatne/do użytku prywatnego. W takiej sytuacji nie ma mowy o amortyzacji, a Ty się produkujesz nad tym, żeby udowodnić coś co już stwierdziłem – czyli, że to kwestia „widzi mi się” a nie żadnej amortyzacji. Chodzi stricte właśnie o słowo amortyzacja. Uważam, że nie ma ono zastosowania i żeby nie nadawać sztucznej powagi (że niby matematyka ma w tym swój udział) należy pisać, że auto się już znudziło, już go nie lubię, boję się, że zepsuje się itp. itd.
    Amortyzować to się mogą prywatne rzeczy, jeżeli są substytutem innych/jakichś wydatków np. rower kupiony zamiast biletu ZTM będzie się amortyzował, jeżeli jego da się go wykorzystać w zastępstwie (no i jest środkiem trwałym, czyli aż go ukradną :/ )

  62. Ktosiek

    @Desperate driver: tak było – a być nie musiało, dość późny „start” Korei w XX wieku zawdzięcza ona okupacji japońskiej przez jakieś 35 lat – pisałem na ten temat na Złomniku/PS. Przez 50 lat (w tym 35 lat okupacji, potem wojna) PKB per capita wzrosło w tym kraju tylko o 27 USD (bardzo, bardzo mało) jak dobrze pamiętam – pół wieku zmarnowane.

    @Jonas: wiadomo, że nowe auto to po prostu pewien komfort, i przyjemność 🙂 – co prawda sam wybór może być ciężki, ale sam zakup i użytkowanie – to najczęściej poezja (tak powinno być!) i czysta przyjemność. Nie zmienia to faktu, że jak prowadzisz działalność, to możesz trochę podziałać by hm… zoptymalizować podatki 😉 – no ale co kto lubi.

    @KGB: może i prawda 🙂 – w sumie moja odpowiedź do Jonasa też trochę to nakreśla – ale z drugiej strony kaprys jednego człowieka, to zarobek/spełnienie innego człowieka 🙂 – więc każdy jest zaspokojony.

  63. Ktosiek: alez Ty teraz farmazony ponawypisywales. ile kosztuje przecietnie nowy samochod? taki prosty zwykly – 35-40tys, i wg Ciebie ma on wystarczyc na 5 lat, a powiedzmy za 5 lat bedzie warty 10tys, czyli jestesmy 30tys w plecy w 5 lat czyli 6tys rocznie.
    no to ja kupuje sobie samochod za 1000-1500zl i rocznie (w zasadzie na poczatku) robie mu naprawy juz zaokraglajmy w gore na 500zl w tym juz oleje filtry itp czyli mam auto za 2tys, czyli 4tys zostaje mi w kieszeni i to na samym poczatku, w kolejnym roku mam do dyspozycji juz 6tys na naprawy, no to sorry winnetou, ale nie potrafie sobie wyobrazic co takiego musialo by sie w nim zepsuc zeby wydac 6tys, to jest niewykonalne, jak na zlomie kupie sobie caly przod (zespol napedowy z belka, zawieszeniem i roznymi drobiazgami) za 300zl to juz mam do niego wszystko, wiec puki nie zgnije to moge jezdzic i jezdzic. tym sposobem jezdzilem Cinquecentem ok 5 lat, kupilem go za 650zl z zepsutym silnikiem 700, i w ciagu tego czasu najdrozsze naprawy to tak: zakup silnika 700 – 300zl (wystarczyl na rok), zakup calego rozbitego cc900 na przekladke calego zespolu napedowego – 500zl (wystarczylo na 2 lata), zakup kolejnego cc900 na zapas – 500zl (przydal sie z niego silnik, bo jedna 900tke juz zajechalem po 2 latach) i zakup nowej butli LPG bo stara sie skonczyla – 250zl, oczywiscie do tego co roku oleje i filtry czyli po 100zl/rok dodatkowo – razem na 5 lat eksploatacji wychodzi 650+300+500+500+250+5*100=2700zl, powiedzmy ze jeszcze jakies drobiazgi napewno sie zdarzylo dokupic to juz w zaokragleniu wychodzi 3tys zl — jak by nie patrzec to 10x mniej niz przy zakupie nowego samochodu – czy ja to zaoszczedzilem? pewnie nie, bo przez te 5 lat mialem w miedzyczasie jeszcze z 10 innych samochodow dla frajdy, poznania, podlubania i nie musialem na to z utesknieniem czekac 5 lat jezdzac w strachu zeby przypadkiem sie nie rozbic bo to juz wogole tragedia skad wziac nastepnych tyle pieniedzy ;p

  64. ps: kosztow ubezpieczenia nie liczylem juz zeby Cie juz calkiem nie pograzac, bo Ty zapewne jeszcze jakies chore pieniadze na AC placisz ;p
    ps2: w/w Cieniaskiem jezdzi od roku szwagierka i puki co nie dolozyla ani zlotowki bo nic sie nie zespulo, a to co ona sama zepsula rozbijajac lekko przod i tylna lampe – mialem z zapasow 😉

    no i jeszcze podstawa to kupowac stare auto z dobra buda, wtedy jest sens, mechanike duzo latwiej mozna doprowadzic do ladu, przegnilca z dobra mechanika z kolei warto kupic jako zrodlo czesci zamiennych bo pojedynczo czesci sa z 10x drozsze niz kupujac cale auto 🙂

  65. Mavi

    #Benny
    Ktoś musi kupować nowe, żebyś Ty mógł kupić stare. Proste, no nie?

    Poza tym nie liczysz swojego czasu na te naprawy. Różnie bywa, jedni lubią grzebać przy starym aucie, inni chcą spędzać czas z rodziną, jeszcze inni iść do lasu…

    Co do cen AC – u mnie pakiet OC+AC (przy zakupie nowego) wyniósł mniej niż mój kolega płaci za samo OC (ja mam % od wartości pojazdu, bez patrzenia na wiek kierowcy, zniżki, zwyżki, etc.).

    @Ktosiek
    Widziałem np. mazdę 3 prosto z Niemiec. Roczne auto z przebiegiem blisko 200 tys. – wyglądało i jeździło jak nowe. Znajomy kupił za to sharana (oczywiście 1.9 tdi) z przebiegiem zaledwie ~170kkm. Moim zdaniem wyglądał na „troszkę” więcej, ale nie było najgorzej. Okazało się, że pod maską, na jakimś przewodzie zsunęła się karteczka z terminem wymiany oleju. Nie pamiętam dokładnie, ale widniało na niej troszkę ponad 700.

    Ogólnie w mniemaniu ludzi auta robią znacznie mniejsze przebiegi i się szybciej zużywają niż ma to miejsce naprawdę. Ojciec sprzedawał clio 2 z przebiegiem w okolicach 260-280kkm. Kupujący obejrzał lakier, tapicerkę, kierownicę, po czym zawyrokował, że auto musi mieć przynajmniej 120-140kkm. Kolega, z którym od roku dojeżdżam do pracy wsiadł pierwszy raz do mojego auta, to był przekonany że auto odebrałem góra miesiąc wcześniej (a miało już rok i blisko 60kkm nalatane).

    Ostatnio słyszałem dziennikarza motoryzacyjnego wypowiadającego się o jakiejś kii z nowym dieslem. Powiedział, że jeśli olej będziemy wymieniać 2 razy częściej niż producent zaleca to powinniśmy dać radę przejechać nawet ponad 100kkm. Ja byłbym znacznie bardziej optymistyczny jeśli o to chodzi.

  66. Ktosiek

    @Benny: ja pisałem o użytku firmowym, tutaj naprawdę mało kto ma jakiejś sentymenty, to narzędzie, tak jak dla mechanika młotek, czy klucz – ma działać, masz na nim polegać, bo inaczej nie zarobisz :). Poza tym, przy całej mojej sympatii do SC i Fiata ogólnie – wybacz, ale kontrahent podjeżdżający SC, by podpisać umowę na 6 cyfrową kwotę – to może uszło w latach 90 🙂 – teraz niekoniecznie. Niby nie szata zdobi człowieka, ale tak już mamy – chcesz coś ugrać, musisz wzbudzać jakąś sympatię i zaufanie. Oczywiście dla jednego to będzie ważne, inny całkowicie to oleje – życie.

    Pytanie – ile w ciągu tych 5 lat przejechałeś? zrobiłeś chociaż 100K km? bo ja mówię o ludziach, którzy te 100K robią w ROK i nie ma przeproś – auto nie jeździ, x nie zarabia.

    Co do cen napraw – wszystko zależy od auta 😉 sprawdź sobie ceny silników do BMW czy Audi/VW – niektóre to cena powyżej 10K zł, a jak korbowód wyjdzie bokiem, to za bardzo nie ma co zbierać…. więc… – a zostanie ze skorupą też mało kogo satysfakcjonuje, więc trzeba płacić.

    Dziwnym trafem silniki do koreańskich czy azjatyckich aut są tanie – do niemieckich drogie… popyt, podaż, że tak powiem ;-).

    Natomiast to co upalasz dla zabawy – Twoja sprawa 🙂 – zwróć tylko uwagę, że Twoje naprawy to jakieś tam hobby (a może i jakieś odpłatne roboty – mniejsza z tym) – dla mnie to praca 12-18/24 i naprawdę, gdybym miał jeszcze po robocie naprawiać swój samochód, myśleć o tym – nie-e ;). Wystarczy mi zabawy przy odkurzaniu i sprzątaniu wnętrza, a także wymianie czysto eksploatacyjnych elementów jak tarcze/klocki/olej/płyny. Oczywiście co trzeba, to się robi – oczekuje natomiast, że wszelakie naprawy będą zredukowane do niezbędnego minimum i ograniczone do rzeczy czysto eksploatacyjnych. Teoretycznie mógłbym coś komuś zlecić, by mi zrobił, ale to już by w ogóle było kuriozum :). Dlatego wracając do niezawodność-trwałość wybieram niezawodność, nawet kosztem trwałości (oczywiście w odpowiednich granicach – dlatego stawiam na Azję :).

    Natomiast masz rację, kupując starsze auto blacha to najważniejsza rzecz, obecnie kupić i przełożyć silnik to żaden problem, natomiast blacha… cięższy temat ;}.

    Za AC akurat nie płacę – gdy tylko mogę, to rezygnuję – z OC też bym zrezygnował, niestety, nie można 🙁 – a tak pewnie bym jeździł dużo ostrożniej (pewnie nie tylko ja).

    Nie obraź się Benny, ale jak już pisałem – nie chodzi o to, by maksymalnie oszczędzić, tylko by zarobić 🙂 – w pewnym momencie można sobie pozwolić na mniej lub więcej – oczywiście nie znaczy to, że oszczędzanie jest złe – nie jest, ale komuś kto zarabia np 5000zł odłożenie 1000zł nie będzie stanowiło wielkiego problemu – komuś kto zarabia 2000zł będzie się to wydawało niemożliwe do zrealizowania – a nawet jeżeli mu się uda, to kosztem wielkich wyrzeczeń.

  67. Mój rak dostał grzyba od tej nostalgii w komentarzach

  68. blad

    Fuqi po chinsku wymawia sie fu-ci, nie ma ryzyka, zeby skojarzylo sie to komukolwiek z amerykanizmami, do ktorych autor odnosi sie na poczatku artykulu. Pozdrawiam.

  69. kuku

    żadne fukju tylko ordynarnie i nieudolnie zerzniety ford

  70. Takie duże auta podobają mi się najbardziej. Tren celownik na masce daje świetny efekt.

Comments are closed.