Michel Irat gościnnie w Polsce

W Polsce był już sprzedawany Donnet Donnastar (jako Citroen, no bo skąd sprzedający miałby znać markę Donnet-Zedel). Tym razem pojawiło się jednak coś o wiele rzadszego.

Powiem tyle: po półtorarocznych poszukiwaniach ciekawego pojazdu zabytkowego zaczynam dość poważnie rozważać zakup samochodu przedwojennego. Ich ceny są dość stałe, zainteresowanie mizerne, a rzeczywiście da się wyrwać coś bardzo oryginalnego i ciekawego. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jazda takim przedwojennym samochodem jest najdelikatniej mówiąc trudna – od korbowego rozruchu przez zmianę niesynchronizowanych biegów – ale po pierwsze, takie auto odpalałbym cztery razy do roku, a po drugie, satysfakcja z tego że umiesz jeździć czymś co ma 80 lat, jest zupełnie niepowtarzalna.

Jeśli jesteście świrami podobnego kalibru co autor tych słów, możecie kojarzyć markę francuską Georges Irat. Ten nadzwyczaj zasłużony francuski producent działał głównie w 20-leciu międzywojennym. Produkowano zarówno duże samochody 6- i 8-cylindrowe, jak też mniejsze auta 4-cylindrowe o pojemności 1,0-1,1 l. Georges Irat skupiał się w dużej mierze na stylizacji, zupełnie bez wstydu pakując do swoich aut amerykańskie silniki Lycoming. W czasie drugiej wojny światowej produkowano samochody elektryczne, a po II wojnie przedstawiono przednionapędowy prototyp z silnikiem 1.9, który miał układ DOHC, absolutnie rewolucyjnie nowoczesny jak na tamte lata. Tyle tylko, że Georges nie miał pieniędzy na rozpoczęcie produkcji i w 1950 r. przeniósł się do Maroka, gdzie rozpoczął produkcję prostego samochodu terenowo-użytkowego w rodzaju Moke’a.

Tak oto prezentował się prototyp z nadwoziem Labourdette z końca lat 40.: auto zachowało się do dziś i zostało sprzedane na aukcji Arcturial za 64 tysiące dolarów. Niestety, silnik DOHC zniknął gdzieś pod koniec lat 50. i nigdy się nie odnalazł. Mechanika prototypu pochodzi z Simki 8.

Synem Georgesa Irata był Michel Irat. I tu jest ciekawa historia.

Bardzo, bardzo starą marką francuską jest Richard-Brasier. Nie jest to imię i nazwisko właściciela, a nazwiska współwłaścicieli. O samochodach Richard-Brasier pisał w swojej książce Witold Rychter. Zasłynęły one głównie z udziałów w wyścigach i z tego, że były śmiertelnie niebezpieczne. Już w 1905 r. panowie Richard i Brasier zbudowali wyścigowy samochód o mocy 96 KM, tak mocny że nie dawało się nim nigdzie pojechać z butem w podłodze, była to stuprocentowo pewna śmierć. Budowano również małe samochody, które także były śmiertelnie szybkie – niejaki Barillier na 12-konnym samochodzie Richard-Brasier przejechał w 1905 r. wyścig ze średnią prędkością 71,77 km/h. Wyżył. Również w tym samym roku niejaki Thery na samochodzie Richard-Brasier wygrał prestiżowy puchar Gordona-Bennetta. Wygrał? Zmiażdżył konkurentów, prowadząc od startu do mety. Stało się tak z jednego powodu: jego samochód posiadał amortyzatory, które były zupełną nowością i pozwalały szybciej wchodzić w zakręty. Za nim na metę wpadł Vittorio Lancia na Fiacie o mocy 110 KM (której nie miał jak wykorzystać) i Camille Jenatzy na Mercedesie.

W 1905 r. marka Richard-Brasier rozpadła się na Richarda i Brasiera. Brasier produkował dalej samochody osobowe. Richard założył firmę wytwarzającą ciężarówki Unic. Brasier działał z sukcesami mniej więcej do 1925 r., oferując ogromne, luksusowe samochody do samodzielnego skarosowania, miał nawet salon na Sząz Elize. Największym silnikiem była dolnozaworowa, rzędowa szóstka 5,4 l o mocy 30 KM. Gdy sprzedaż dużych aut spadła, próbowano ratować się konstruowaniem mniejszych, ale było już za późno. Brasiera odkupił fabrykant… rowerów, Chaigneau. Pod marką Chaigneau-Brasier funkcjonowano 3 lata. W 1929 r. wszystko odkupił Georges Irat.
Nie miał na to żadnego pomysłu, więc dał fabrykę i linię produkcyjną samochodów w prezencie swojemu synowi Michelowi. Zgadnijcie, czy Michel miał na to pomysł? NIE. Jedyne, na co było go stać, to zmiana nazwy na Michel Irat. Równo przez rok budowano jeszcze dolnozaworowe, 1,1-litrowe Brasiery pod marką Michel Irat, a potem tatuś Georges, wkurzony na bezczynność syna i jego zamiłowanie do lansu i bansu, zabrał mu jego prezent, skasował produkcję Brasierów i walczył dalej ze swoimi eleganckimi Iratami.

Nietrudno zatem wpaść na to, że samochody Michel Irat to rzecz niewystępująca w naturze.

No chyba, że w Mławie.

POLSKIE OGŁOSZENIA NIGDY NIE PRZESTANĄ MNIE ZADZIWIAĆ

Uczciwie jednak mówiąc, w sieci można trafić przynajmniej na 3 zachowane i obfotografowane egzemplarze Michela Irata, więc jak zwykle, jedyny taki na świecie, czy coś.

Tagged: Tagi:
  1. damianyk

    Powodzenia przy szukaniu części zamiennych.

  2. Nie poznaję Złomnika – przedwojną się interesuje!!

    Korbowy rozruch to był przed wojną, ale głównie pierwszą – od lat 20tych już praktycznie go nie było. A synchronizowane przekładnie też nie były wcale rzadkie, tylko że raczej pod koniec przedwojny, no i w lepszych autach, przede wszystkim amerykańskich, ale nie tylko. POWODZENIA!!

  3. PS Czy interesowałeś się Citroenami TA? Niby większość odert dotyczy egzemplarzy powojennych, ale to żadna różnica (chyba że liczy się idea). Nie powinno być problemu z częściami ani niczym innym.

  4. Z przedwojennych to mi się podoba BMW 327 Coupe

  5. Błażej

    Z przedwojennych przygarnąłbym kilka aut, ale głównie jedno – Skoda Popular Sport Monte Carlo

  6. KIEROWCA

    Znaleźć Delaunaya Beauville z okrągłą obudową silnika – to byłoby coś 🙂 Podobno w latach 20 jeździły jeszcze takie na taksówce.

  7. czesław
  8. Ktosiek

    Ciekawa historie i ciekawe auto :-). Cena – jeżeli faktycznie jest to tak rzadki pojazd – chyba atrakcyjna – ogólnie jest potencjał ;).

    Co do skrzyń niesynchronizowanych to nie widzę problemu – sam czasami zmienię sobie bieg z podwójnym wysprzęgleniem – tak dla fan’u, poza tym przy jeździe w górach nie ma sensu męczyć synchronizatorów, gdy trzeba zredukować już dość wysokiej 3 na 2. Robi się to bardzo łatwo i przyjemnie, do tego dochodzi ten smaczek starej motoryzacji – ok, to nie do końca to samo, ale naprawdę, da się do tego łatwo i szybko przyzwyczaić i robić to naprawdę szybko i sprawnie. Polecam poćwiczyć na „normalnym” aucie ;].

    Tak patrzę na to BMW o którym pisał KGB i Skodę Błażeja i smutno mi, że nie otrzymujemy już takiego stylu jak dawniej – oczywiście obecne auta są też w porządku, ale to BMW naprawdę robi wrażenie – porównując to do nowej 7 i … ja tam BMW średnio trawię, ale w stosunku do 327 coupe nowa 7 to plastikowa wydmuszka :). Skodovka też jest fajna :>.

  9. KGB, Błażej i Kierowca – czy Wy wiecie, o jakich budżetach mówicie (pomijając już całkiem podaż)…? Bo ja mam wrażenie, że niezupełnie…

  10. parvuselephantus

    @Szczepan – gdyby auto z ogłoszenia było w stanie niezjedzonym i stało na czerwonym dywanie, też wpadałoby w taki budżet.

    Chociaż z drugiej strony nic sie nie znam i patrzac na zdjecia mozna odnieść wrażenie, że „wystarczy pomalować” 🙂

  11. Hshan

    Sprawdza się teoria, że w Polsce można znaleźć zachomikowany gdzieś egzemplarz dowolnie rzadkiego auta 😀 Po prostu mózg zmielony.

  12. square626

    Od razu poznałem, że to Michel Irat – sylwetka i detale są bardzo charakterystyczne dla tej marki.

  13. Klakier

    Zaglądaliście do linka? Gość ma jeszcze parę takich kwiatków.

  14. Błażej

    Korbowy rozruch miałem w Citroenie GSA z 1983 więc niekoniecznie był tylko przed I Wojną. Choć przyznaję, że w tym aucie była to tylko opcja bo był też tradycyjny rozrusznik. Korba była zarazem kluczem do kół.

  15. Szczepan,
    napisałem, że mi się podoba, a nie że kupuję. Jeszcze bardziej podoba mi się BMW 328 Mille Miglia ,ale to już 1940, a więc wojenny.

  16. Łukasz

    @Błażej
    Przede wszystkim dużo wytworów sowieckiej myśli technicznej umożliwiało rozruch z korby. Przydawało się to szczególnie w klimacie syberyjskim, w którym ówczesne akumulatory padały jak muchy. Między innymi Zaporożec (produkcja do 1994) a także Łada, w tym Niva, ale nie wiem do których roczników. W UAZie nadal jest możliwe odpalanie z korby.

    Swoją drogą to ciekawy temat, który można by poruszyć na złomniku: 10 ostatnich aut, które można odpalać z korby.

  17. KIEROWCA

    Możliwość odpalenia na korbę istniała w naszych Żukach do 98 roku 🙂 a w Uazach pewnie i do dzisiaj.
    Bardzo dobre rozwiązanie. Nawet z padniętym akumulatorem można odpalić i jechać. Nie to co w nowoczesnych prestiżach.

  18. bamber

    Co do niezsynchronizowanej skrzyni to polecam Redaktorze pojeździć z miesiąc motocyklem (a nie skuterem) i wszystko będzie jasne .
    To jest skandal, że gimbusy nie potrafią odpalić, rozgrzać i jeździć samochodem z gaźnikem/gaźnikami 😉 , ale żeby gość przed ’60 zapomniał jak to się robi to dramat. Umiejętności w narodzie zanikają 🙁

  19. Tak podejrzewałem, że znalezienie w kraju czegoś interesującego z lat 60 czy 50 będzie trudne (szczególnie jeśli interesują nas auta nieamerykańskie).
    Z drugiej strony podejrzewam, że w przypadku ciekawszych aut przedwojennych ich obsługa będzie trudniejsza (zapewne trudniej o fachowców a i o części nie łatwo) .
    Ale jednak jestem ciekawy co tym razem kupi Notlauf. Jak zwykle liczę na coś niebanalnego.

  20. admin

    nie urodziłem się przed ’60 rokiem

  21. Klakier

    Czy wyobrażacie sobie w dzisiejszych czasach te „dziewczynki”po tzw.kursach na prawo jazdy ,odpalające z korby jakikolwiek samochód ?
    Toż to same kaleki by zostały po takiej akcji, niektóre nawet podwójne
    bo i fizyczne i intelektualne…

  22. jonas

    Suwakiem logarytmicznym też się już nie potrafio posługiwać, benzynę zniewieścieluchy na stacjach kupujo zamiast w aptece, konia okiełznać i osiodłać żadna białorączka nie umie, nawet tak banalna rzecz jak upolowanie mamuta dzido już zanika w narodzie. Chłop z chłopem, baba z babo sypiajo, apokalipsa i upadek cywilizacji.

    Odpalanie z korby, regulacja gaźnika w samochodzie osobowym albo smarowanie punktów podwozia co 5000 km to zaiste niebywale przydatne umiejętności przy każdym z grubsza współczesnym samochodzie.

  23. Ktosiek

    A nie pomyśleliście, że bez „prundu” ECU nie wysteruje cewki zapłonowej ? możecie kręcić i nic nie ukręcicie xD – a jak pisałem, uważam, że do niektórych rzeczy nie można wrócić w motoryzacji – niektóre trzeba z niej usunąć, ale elektroniczny zapłon to wspaniałe osiągnięcie współczesnej inżynierii w silnikach ZI, więc wara od tego :>. Podobnie jak pompka paliwa, ale to akurat można jeszcze obejść… pytanie po co. W Dieslu na CR także ciężko coś ukręcić xD. Do tego brak autoryzacji przez immobilizer… no po prostu się nie da i tyle.

    Zastanówcie się też ile razy mieliście potrzebę korzystać korby ? Dobrze traktowany akumulator w samochodzie z silnikiem ZI spokojnie wytrzyma 5 lat – to chyba jakieś minimum, no chyba, że kupujemy najtańsze „coś” – ale jakiś nie-oryginalny aku powinien te 5 lat wytrzymać z palcem w nosie. Oryginalne potrafią spokojnie zrobić 10+ lat, tak więc o czym mówimy…

    Chcecie dzisiejszy odpowiednik korby? kupcie kable rozruchowe, tylko takie za jakieś +/- 250zł, a nie za 19.90 w promocji z płynem do spryskiwaczy w pakiecie zimowym ;].

  24. Klakier

    jonas@, ubodłem Cię Kolego w jakiś sposób moim wpisem czy jak?Bo jeśli tak to sorry!

  25. miki

    @jonas – przesada w każdą stronę jest niezdrowa. Nikt nikogo nie zmusza do odpalania na korbę – z drugiej strony pewne czynności powinien BEZWZGLĘDNIE umieć wykonać nawet najbardziej analfabetyczny technicznie kierowca. A producent samochodów powinien tak ustawić swój produkt, żeby te czynności mógł wykonać kompletny laik.
    Przykładem takiej czynności jest wymiana żarówki w aucie – o ile jak ktoś nie umie ruszyć z korby to najwyżej pojedzie tramwajem, to w przypadku braku żarówki może dojść do groźnego wypadku. Dlatego wszelkie utrudnianie wymiany tego elementu przez producenta powinno być karane z tego samego paragrafu kodeksu karnego co mówi o usiłowaniu zabójstwa w znacznych rozmiarach.
    Celowo nie biorę pod uwagę psychopatów którzy twierdzą że w takich sytuacjach woła się lawetę i auto bezpiecznie jedzie do ASO. Takie coś może powiedzieć tylko skończony debil z IQ na poziomie motylicy wątrobowej. Kilkaset złotych za lawetę, drugie tyle za ASO i pół dnia stracone na czynność, którą NORMALNY człowiek w NORMALNYM samochodzie robi w dwie minuty i kosztuje go to 8 zł za żarówkę – sorry, to chyba najgłupiej wydane pieniądze. Przegrać w trzy karty na bazarze – to przy tym jakby wygrać…

  26. jonas

    Nie da się mnie ubóść byle słowem, mam z grubsza stałe Internety od 2000 roku.

    Rozbawiło mnie tylko narzekanie na młodych, nieobytych z odpalaniem na korbę. A to przecież umiejętność w zaniku, podobnie jak cała masa innych, bo jest zwyczajnie nieprzydatna o ile nie posiada się na własność jakiegoś zabytku ze zdychającym akumulatorem.

  27. szosapeugeota

    Upolowanie mamuta dzido 😀 bardzo obrazowe porownanie.
    Kolega Klakier chyba troche małostkowy jest w tym zakresie. Chociaż z drugiej strony to takie powszechne teraz, ze się to przeważnie ignoruje z automatu.
    Auto piękne ale tylko dla pasjonata.

  28. Skoda Octavia ’63 odpalała na zimno na korbę od pierwszego razu.
    Na ciepło to tylko na pych niestety. Coś zostało schrzanione przy wymianie/remoncie rozrusznika i nie działał jak należy.
    I tak się kulałem przez chwilę po Gdańsku studentem będąc. Ba, nawet dojechałem do tego Gdańska z Warszawy !

    Także rozruch na korbę ogarniam. 🙂

  29. Autosalon

    Nie robią mnie przedwojenne auta.
    No tak, ale mnie robią Pandy 1.
    Nie wiem co zdrowsze:)

  30. emmerce

    Ciekawe jak z papierami do tego łunochodu. Czy może „papierów żadnych nie ma, ale BEZ PROBLEMU Pan to na zabytek zarejestrujesz.

    Nawiasem mówiąc mnie oldtimery od jakiegoś czasu też coraz bardziej wkręcają. Cóż… starość.

  31. Mówiąc o czasach sprzed 1914 miałem na myśli auta bez rozrusznika, a nie z korbą pozostawioną na zapas.

    Zmieniać biegi na dwa razy też można w każdym manualu, tylko nie w każdym jest to obowiązkowe.

  32. fajny samochod, lubie bardzo ten styl i bardzo chcial bym miec Forda A, albo chociaz Traction Avanta 🙂
    kupuj Zlomniku jakiegos!

    zmiana biegow z podwojnym wysprzeglaniem ze sprawnymi synchronizatorami ma sie nijak do takiej zmiany ze zdechlymi synchronizatorami, wydaje sie Wam tylko ze to to samo…

    Panda 1 to tez swietny samochodzik, wiem bo mialem niedawno Marbelke 🙂

  33. KIEROWCA

    Siema czy mógłby ktoś zarzucić linka do wpisu o tym Polonezie stanowiącym przekrój przez wszystkie generacje z Plusem włącznie? Pamiętam, że był taki ciemny chyba nawet czarny i ogólnie niezła rzeźba. Na pewno punkt wyjściowy stanowił kiedyś Borewicz.
    Dzięki.

  34. Klakier

    szosapeugeota,jonas@,no proszę Was naprawdę nie macie w sobie grama wyobraźni i choćby ułamka poczucia humoru?
    Naprawdę wszystko tak na poważnie w życiu bierzecie?

  35. Rolnik

    Możność odpalenia nivy na korbę występowała chyba do 2004 r. i jest uwarunkowana istnieniem otworu w pasie przednim i zderzaku. Miałem do czynienia z rocznikiem 98 który miał obydwa te otwory, był to wypust na Polskę, oraz 97 który miał tylko otwór w zderzaku, wypust na Niemcy. Oprócz tego potrzebna jest specjalna nakrętka (zazębiacz) na wale korbowym, można dokupić, i korbą.

  36. KIEROWCA

    Korba to bardzo przydatny wynalazek tylko trzeba znać odpowiedni chwyt! W przeciwnym razie kiedy silnik „odbija” a korba wyskakuje do przodu to wyłamie kciuka 🙂 Skrzynia koniecznie na luz i zaciągnięty ręczny z wiadomych przyczyn.
    No ale to już nie do ogarnięcia dla współczesnych bez mózgów wychowanych na SUV którymi w celu wymiany żarówki trzeba jechać do mechanika i demontować cały plastikowy przód lakierowany w kolorze nadwozia -bo na pewno to nie jest zderzak który to nadwozie przed czymkolwiek chroni. No ale wiadomo, prestiż musi być. W pogoni za nowoczesnością zatracamy zdrowy rozsądek.
    Właściwą drogę wskazali nam towarzysze radzieccy u których Łady, Moskwicze i Mercedesy 123 jeszcze długo nie znikną z dróg. Precz z bezmyślnym konsumenckim zachodnim rozpasaniem, pseudo „kulturą” w której rzeczy zmienia się tylko dlatego, że mają kilka lat i nie są „trendy” a reżim sprawujący władzę siedząc w kieszeni wielkich koncernów niejako wychowałbw ten sposób obywatela. Nie kijem go to pałką! Dowalić kolejne normy, podatki ekologiczne tak żeby utrzymywanie żelastwa stało się nieopłacalne. Liczy się tylko kasa dla CEO, prezesów i menadżerków VAG-a, Toyoty, GM i Forda, jednak przede wszystkim dla zgniłych kapitalistycznych banksterów udzielających lichwiarskich kredytów. To jest forma tresury ludu. Głupimi małpami łatwiej rządzić.

  37. lordessex

    Święta racja kolego Kierowca, trafiłeś w sedno sprawy. Albo koła zapasowego nie potrafią zmienić, bo biedactwa sobie rączki pobrudzą. To jedna wielka ściema z tą ekologią, to tylko kolejny pretekst żeby wyłudzać coraz większą kasę od biednych obywateli.

  38. lordessex

    @Jonas:
    Może niesłusznie powielam jakiś błędny stereotyp, ale wydaje mi się że u większości przedstawicieli nowego pokolenia to i mózgi są w zaniku nawet. Bez smartfona i facezbuka to już egzystować nie potrafią.

  39. hurgot sztancy

    nawet go chciałem kupić, ale się okazało, że na oponeo nie ma takiego rozmiaru opon, więc sobie odpuściłem – opony to podstawa bezpieczeństwa!

  40. Klakier

    Kolega lordessex bardzo dobitnie wyłuszczył to chciałem tylko zasygnalizować w swoim wpisie o korbie i”panienkach”,nie chciałem rozwijać ,myślałem że kto będzie chciał to sobie dopowie coś w podobnym tonie sam,cóż nie wszyscy muszą się z tym zgadzać…
    W sumie to miło że jednak ktoś podziela mój pogląd w tym temacie.
    Tak w nawiązaniu jeszcze jedno,mój znajomy instruktor nauki jazdy zwrócił mi uwagę jak właśnie ci młodzi ludzie(kursanci) rozumują lub raczej nie rozumieją w sumie potocznych zwrotów np: zadajcie pytanie takiemu młodemu kursantowi co to jest jazda na podwójnym gazie i zgadnijcie ilu odpowie, nie wierzyłem do chwili jak sam tego nie sprawdziłem, 1/7-miu wiedział…

  41. KIEROWCA

    No i właśnie m.in. dlatego nawróciłem się na drogę cnoty, pogoniłem AR156 i pomykam Caro 🙂
    Chciałem 2107 ale z moich stron ludzie radzieccy wszystko ogolili, na olx jedyne co wyskakuje to „lada” sklepowa…
    Polonez to jednak wciąż jest wóz który się czuje: odrywanie pleców od oparcia w celu wykonania skrętu, ryk silnika, tykanie zegarka, linka od liczników, korbotronik. Na szczęście szerokiemu Caro nie towarzyszy jak dotąd cała ta otoczka zabytkowości jedyny taki zobacz para młoda, telefon na półce. Można jeszcze wyjechać nie będąc wytykanym palcami jak to ma miejsce w przypadku 125p i Borysewicza bo śmiga jeszcze trochę Januszów.
    A dzisiejsi motoznaFFcy co niektórzy się wypowiadają, że clima jest dodatkiem absolutnie koniecznym a bez wspomagania nie da się manewrować.
    Wspomaganie zmniejsza wyczucie wozu podobnie jak w przypadku lizania cukierka przez papierek, poza tym to dodatkowa pompa z możliwością potencjalnych wycieków.
    No ale chłopcy w rurkach nigdy tego nie ogarną. Oni chcieliby tylko lać paliwo (przez foliową rękawiczkę) i jeździć do sklepu dwie ulice dalej. Pod biedronką walka o miejsca. Na placu po drugiej stronie ulicy pusto. No ale przecież szlachetne rączki odpadną jakby miał przenieść kilka siatek przez pasy. Lepiej czekać 15 minut na miejsce, sto razy cofać a później wózkiem pod sam bagażnik. Wózek marketowy obowiązkowo musi odjechać na wietrze zatrzymując się na którymś z innych pojazdów. W pupkach się poprzewracało z tego dobrobytu.

  42. troche przesadzacie,
    moja szwagierka ktora ma ze 25 lat jezdzi od jakiegos poltora roku clio1 jeszcze z gaznikiem i jest to jej pierwszy samochod i sobie radzi bez zadnych wspomagan… no dobra jest serwo wspomagania hamulcow 🙂
    nawet wie gdzie i co trzeba dolewac ciagle (olej, plyn), choc niezbyt o tym pamieta i jeden silnik dopiero co zajechala, no w tym co zalozylem puki co nie widac zeby trzeba bylo czesto dolewac wiec moze dluzej pozyje 😉

  43. jonas

    Młodzież od zawsze dzieliła się na dobrze wychowaną i ach tą dzisiejszą. Podobno w ruinach starożytnego miasta, bodajże kultury sumeryjskiej, znaleziono gliniane tabliczki z narzekaniami na młode pokolenie.

    Przydałby się jakiś wygodniejszy system cytowania w tych komentarzach tutaj, bo jak na razie to gubi się wątki i trzeba molestować scrolla w myszce.

    miki – wymiana żarówki, przełożenie kół z letnich na zimowe (temat niebawem będzie na czasie jak mniemam), wymiana filtrów lub oleju albo wycieraczek to są podstawy eksploatacji samochodu współczesnego, odpalanie korbą czy gmeranie w gaźniku to rozczulający i upierdliwy obecnie archaizm. Oczywiście znajdą się tacy, którym nie chce się brudzić lub nie wiedzą, jak wydłubać stary filtr i założyć nowy, nie mówiąc o możliwościach lokalowych w kwestii wymiany oleju (kanał wypadałoby mieć). Ci pojadą do serwisu czy tam pana Mietka, zapłacą, poczekają dwie godziny i załatwione. I oczywiście są samochody, w których samodzielna wymiana żarówki wymaga rozkładania przodu na atomy, wymiana oleju lub dowolnego komponentu innego niż choinka zapachowa wymaga podłączenia Autoryzowanego Komputera z Autoryzowanym Kabelkiem w Autoryzowanym Serwisie, który wystawi fakturę klasy premium za tak prestiżowe działania. Azaliż jestem stróżem brata swego, bym komuś nakazywał jaki samochód ma sobie kupić? Chce się chlastać z wymianą żarówki i becalować grube pliki tatusiów w ASO – a proszę bardzo, chcącemu nie dzieje się krzywda.

    Klakier – śmiertelnie poważnie, jak wszystko co przeczytam w Internetach. Halo, Policja? Proszę przyjechać na fejsbuka.

  44. jonas

    Aha, takie doznania jak opisuje Kierowca miałem w Seicento, wyprzedzanie autobusów to był sport ekstremalny. Siedem lat służyło mi dzielnie, zadowalając się częściami za 30 zł i pożerając umiarkowanie mało paliwa. Też się czuło, zwłaszcza pot na sempiternie w lipcu i strach w zimie, bo kolizja z czymś większym od dzika oznaczałaby właściwie pewny zgon.
    No ale naszym ojcom wystarczały ryby stare i cuchnące, my po świeże przychodzimy, klimatyzacją trącające. Mój ojciec najeździł się Polonezami kilku wersji z musu, bo nie było nic innego. Nigdy nie miał zamiaru wracać do nich, żeby znów poczuć frustrację i zniechęcenie płynące z obcowania z tą motoryzacyjną abominacją. Doskonale go rozumiem, Seicento miało sporo zalet ale gdybym miał je kupić jako trzeci samochód do domu, to chyba tylko w charakterze zabawki na KJSy czy coś takiego.

  45. cyna66

    Te, KIEROWCA, weź żonę i dzieci i zapakuj się na wakacje nad morze tym poldolotem. A w ogóle mam dla Ciebie wyzwanie: kup Robura! Wyobraź sobie minę cipek w rurkach jak zobaczą takiego prawdziwego mężczyznę jak Ty za kierownicą bezkompromisowego Robura!

  46. martinez

    @KIEROWCA: Oba systemy wspomagania kier. w Polonezie (ZF i koreański) są dopracowane i bezawaryjne, nie znam nikogo, kto by miał i narzekał. Proponuję założyć. Pod sklepem z insektem w herbie będziesz się z satysfakcją łamał dziesięć razy, żeby podjechać pod same drzwi.
    Elektryka szyb właśnie w aucie bez klimatyzacji naprawdę się przydaje. W moim poldku, żeby sięgnąć do korby po stronie pasażera, muszę odpiąć pas i położyć się na konsoli środkowej – niezbyt to lubię.
    Chodzi mi o to, że w wielu punktach zgadzam się z tym, co napisałeś. Ale trochę nie ma sensu, na złość postępowi technicznemu w motoryzacji, odmrażać sobie uszy.

  47. Wakacje nad morzem ? Na mazurach teraz 10cm śniegu leży, to raczej tyłka nad morzem teraz nie opalisz ;]
    Ja jeździłem swoim C+ nad morze i w góry i nawet jakiś Śląsk zaczepiłem – nie widzę najmniejszego problemu. Polonez to na dzień dzisiejszy auto nadające się do normalnego codziennego użytku (i to już się raczej nie zmieni, chyba że wejdą poduszkowce jako norma). Tylko w serwisowaniu jest nie najtańszy, bo z częściami zaczyna być krucho.

  48. Klakier

    Miałem okazję powozić dokładnie takim Roburem ,uczucie jakby się siedziało na słoniu ,zwinność tego czegoś również iście słoniowa…

  49. miki

    @cyna66 – w tym roku zapakowałem całą rodzinę do 25-letniego Peugeota 205 i polecieliśmy 300 km na wakacje. I jakoś tyłek nikomu nie opuchł, nikt nie narzekał, było OK, szok przy tankowaniu – 4l/100. Poldka nie mam ale podejrzewam że jechałoby się podobnie, oczywiście jakby poldi był w porównywalnym stanie do peżocika (106 tysięcy przejechane, pochodzenie od grzyba z garażem). Jedyna różnica to jakieś 3 razy większe spalanie 😉

  50. @miki
    12l to w trasie nawet gazu nie wciągnie PN, a że są też z XUD9 pod maską to porównuj z łaski swojej z tym samym silnikiem. Tylko, że w PN z XUD9 to można zwariować, ale pedzio 205 to zapewne też cudnie klekocze, więc nie zazdroszczę tej wyprawy :p

  51. syreniarz

    @Kierowca

    zadumałem się nad fragmentem „No ale chłopcy w rurkach nigdy tego nie ogarną. Oni chcieliby tylko lać paliwo (przez foliową rękawiczkę)”. Jadę do roboty, tankuje trabanta odmierzając najpierw oliwę i błogosławie te foliowe rękawiczki, dzięki którym się nie udupię cały olejem. Na stanie zawsze mam ze dwie pary. Jakby mi np.półoś ukręciło, to wkładam, zaklejam na ręcach taśmą, ponczo z folii do ramion i w garniturze to mogę robić. Przynajmniej się nie rozpuszczają w kontakcie ze smarem jak lateksy.

  52. syreniarz

    @jonas ” wymiana żarówki, przełożenie kół z letnich na zimowe (temat niebawem będzie na czasie jak mniemam), wymiana filtrów lub oleju albo wycieraczek to są podstawy eksploatacji samochodu współczesnego, odpalanie korbą czy gmeranie w gaźniku to rozczulający i upierdliwy obecnie archaizm.”

    żarowki się palą jak porypane, przez ten zakichany obowiązek jazdy na światłach. Od kiedy wykopałem polampy, jakby rzadziej. Opony najlepsze są wielosezonowe. Pod warunkiem, że nie masz zbyt mocnego samochodu (powyżej 50koni na tonę to już sportowy). Filtr ostatnio założyłem sobie do trabanta mokry-olejowy i jestem bardzo szczęśliwy, że nie będę go już musiał nigdy wymieniać. Wycieraczki ostatnio niestety zgubiłem i musiałem kupić nowe pióra za siedem złotych w kaufie. W sumie na dwie wymiany starczą, bo są za długie dwa razy ;D Co się tyczy oleju, to aktualnie olej ze skrzyni obskakuje już trzecią skrzynie- w dwa miesiące mi się dwie zablokowały,a świeżego wlewać w truchło nie będę. Korba czy gaźnik to błogosławieństwo- bieda i mróz będzie zawsze, nowy akumulator to spory wydatek, a nie każdy samochód jest na tyle lekki, że zapalisz go z pychu. W regulacji gaźnika nie widzę nic upierdliwego – to ja zczytuje błędy mieszanki i je koryguje. Prawidłowo ekploatowany gaźnik jest praktycznie bezobsługowy- raz na dłuuugiii czas trzeba nową oś dotoczyć, albo pływak polutować. Nie dość, że proste, to zwiększa więź szofera z maszyną. Upierdliwe to jest jechanie do warsztatu i podpinanie się do komputera- między innymi dlatego przesiadłem się z powrotem na trabulka.

    Mi przynajmniej to daje ogromną satysfakcje. Wszystko przy swoim wozie robie sam, chyba że chodzi o obróbkę cieplną, galwaniczną czy skrawaniem- niestety nie mam maszyn…

  53. KIEROWCA

    Poldem nad morze? Njet prabljem, oczywiście pod warunkiem, że jest w gazie.
    Starszy miał kryzysowego Borewicza MR 83 którymw latach 90 zjeździliśmy pół Polski. Gdańsk, Warszawa, Częstochowa. Chociaż ogólnie był syfiasty (cuchnąca ceratowa tapicerka, gnił na wylot) to nigdy nie zepsuł się w stopniu uniemożliwiającym powrót do domu!!! Bagażnik pojemny, fotele szerokie, komfortowe. To nie był do końca zły samochód, zresztą w MO śmigały do 2009 roku i dawały radę. Także dlaczego niby 7 lat później Polonezem nie da się jeździć? Za wygodni się co niektórzy staliśmy i tyle.
    Miałem AR156, samochód „nowoczesny” ale nie ukrywam, że kupiłem go za namową pewnej osoby która już nie jest moim przyjacielem 😛 Tam jakoś wszystko mnie przytłaczało, nie mają duszy te elektroniczne wozy i tyle. Buda z wierzchu fajna to fakt ale na tym zalety się kończą. Przyjemność z jazdy zerowa jak na symulatorze, przez papierek. Dla odmiany w Syrenie, 125p, CC czy w Poldku czuję się jak u siebie. To prawdziwe maszyny a nie jakieś bulwiaste chińskie zabawki najeżone plastikiem i elektroniką służące nabijaniu kasy sieci serwisowej. W Polonezie muszę wymienić żarówkę to otwieram klapę i wymieniam nawet przy gliniarzu. W AR wymiana H7 trwała ponad pół godziny, całe łapy pokaleczone.
    Także nie wszystkie stare rozwiązania były złe. Samochody osiągnęły szczyt rozwoju w latach 80 stając się dla usera prawie bezobsługowymi -elektroniczny zapłon, samoregulacja szczęk, w pełni synchronizowana piątka. Obecnie zaobserwować możemy debilizm nazywany spełnianiem coraz bardziej idiotycznych norm euro 666 -milion brzęczyków, filtry cząstek stałych, egr-y, sondy lambda, systemy kontroli trakcji, airbagi, start and stop, przód nadwozia ulepiony z plastiku mający pochłaniać energię przy kolizji z pieszym, projektorowe erflektory za kilka tysięcy. Komplikacja konstrukcji zupełnie niepotrzebna. Pojazd stał się bezdusznym komputerem na kołach konstruowanym pod przepisy, nie pod człowieka.

  54. miki

    @KGB – akurat ja mam TU1M (moim skromnym zdaniem jeden z najlepszych silników ever) i ten chodzi bardzo kulturalnie i cicho. Co do poldka to 12l/100 w trasie było standardem w przypadku auta spod grzyba który wszystko robił sam począwszy od gaźnika i zapłonu a skończywszy na bitexowaniu podwozia (które w rozumieniu grzyba kończyło się na poziomie bocznych listew…) Regulacja na czuja miała na celu głównie to żeby poldi grzybowi nie gasł, spalanie – od kiedy cofnięto kartki na paliwo – miało dla tej grupy docelowej znaczenie nawet nie drugorzędne ale milionorzędne

  55. jak dla mnie to lata 90 to szczyt porzadnosci samochodow, i nie przesadzajmy, w takiej Fiescie mk3/mk4 czy Astrze F, G tez mozna wszystko samemu zrobic i nie jest nic skomplikowanego, wtrysk zwykle dziala dobrze, a jak nie dziala, to mozna za 50zl kupic na szrocie caly podzespol wtryskowy nawet z kolektorem i sobie wymienic nawet calosc bez zastanawiania sie co konkretnie sie zepsulo, a zreszta i tak najlepiej miec auto z gazem (najzwyklejszym ze sruba na wezu) i wtedy benzyny sie praktycznie nie uzywa, wiec co za roznica czy dziala idealnie czy byle jak

    ja tam wcale nie tesknie za gaznikami, a tym bardziej juz za aparatami zaplonowymi ktorych nienawidze, bo z aparatem zaplonowym to nawet silnik na wtrysku chodzi byle jak -zaplon elektroniczny na 2 podwojnych albo 1 poczwornej cewce to najwazniejszy przelom w elektronice samochodowej, z takim zaplonem to nawet na gazniku silnik ladnie pracuje i Fiat to zauwazyl bardzo dawno wyposarzajac w elektroniczny bezrozdzielaczowy zaplon np pierwsze Cinquecenta 900, 700 czy nawet maluchy,
    mialem niedawno Kadetta 1,6 na wtrysku ale z aparatem zaplonowym i jak byla paskudna deszczysta i wilgotna pogoda to zawsze ten silnik przerywal, szarpal i wogole chodzil beznadziejnie i nie pomogla wymiana ani kabli ani aparatu ani cewki, co prawda wszystkie te elementy byly tez ze zlomu, no ale malo prawdopodobne zeby wszystko bylo w taki sam sposob zepsute, szczegolnie ze kable nie kopaly a kopulke wymylem i wyczyscilem porzadnie i nic

    a w daleka podroz mozna sie wybrac czymkolwiek co nie jest syrena i co sie w miare zna i o to w miare dba – skoro sie kiedys dawalo to czmu mialo by sie cos nagle w tym wzgledzie zmienic?! zreszta zlombol co roku to udowadnia,
    powiem wiecej – starym zadbanym samochodem duzo pewniej czuje sie jadac gdzies daleko, chocby z tego wzgledu ze go ogarniam i nie jest dla mnie zagatka jego dzialanie i w razie czego sam go sobie naprawie
    majac duuuzo roznych samochodow nie zdazylo mi sie nigdzie stawac i na drodze naprawiac, jedynie maluch takie rzeczy robil i trzeba bylo gaznik na drodze rozbierac i przedmuchiwac mimo 2 filtrow.., albo zaplon przeregulowywac, reszta psula sie co najwyzej z mojej winy (np wjechanie na wielki kraweznik albo spalenie sie stacyjki przez wsadzenie zamiast bezpiecznika wielkiej podkladki a dyndajacy kabel iskrzyl sobie o rame tarpana) a naprawy byly proste i tylko z rozwalona miska nie dalo sie wracac DFem o wlasnych silach

  56. KIEROWCA

    Benny – poruszyłeś ciekawe zagadnienie. Rzeczywiście u mnie w CC z 92 roku był zapłon bezrozdzielaczowy i praktycznie bezobsługowy 🙂 Dla odmiany kolega w swoim wielce postępowym VW Polo ’94 wciąż ma aparat z kopułką dodatkowo ubogacony o czujnik Halla, ciągle coś tam się sypie.

  57. @miki,
    jakieś skrajności nie są próbką reprezentacyjną. 12l LPG pali mi Truck Roy na trasie, a ustawiony jest tak, żeby zapakowany jeszcze przyspieszał (chociaż powyżej 100km/h jazdy nim nie praktykuję). Caro+ pali 9l LPG na trasie.
    Założyłem, że piszesz o dieslu, bo wynik 4l dla łagodnie traktowanego diesla w budzie 205 wydaje się być realny. Benzynowy 1.1 i zużycie 4l to jakaś abstrakcja – mniej niż król, czyli Tico czy inne Suzuki Maruti zwyczajnie się nie da na większym silniku i dużo większej budzie. Jak nic jakiś błąd przy obliczeniach.

  58. mi tam DF zawsze palil 14-15 gazu a i tak ledwo jezdzil, wiec 9l dla poloneza to rewelacja, no tyle ze C+ ma bezrozdzielaczowy zaplon wiec to duzo daje

    Tico gazu pali okolo 6 litrow, i matiz podobnie, takze mniej to tylko hybryda na gazie sie da z tego co slyszalem – ponoc 3.5l gazu da sie osiagnac 🙂 chyba juz taniej sie nie da samochodem, a nie slyszalem zeby ktos skuter na gaz przerobil 🙂

  59. @benny,
    każdy normalny PN tyle pali, a gaźnikowcem można zejść niżej, bo śruba na wężu pozwala ustawić lekko ubogą mieszankę, nie ma wspomagania, więc odpada te 0.2l założone na napęd pompy. Ty to się raczej do tych grzybów zaliczasz, o których pisał miki – jeżeli DF palił Ci 15l gazu, to ustawiałeś tak, żeby nie zgasł, a nie tak żeby było dobrze.
    Kilkanaście lat temu kolega miał kaprys i kupił sobie Borewicza. Jak to w Borku za tysiaka było kilka rzeczy do poprawy. Któregoś razu jak był w domu to regulował sobie gaz i tak wyregulował, że mu w trasie wyżłopał ~15l . Gdy zacząłem wkręcać śrubę na parowniku, czyli zubożać mieszankę, to wolne obroty rosły i rosły, aż urosły ponad 1500rpm, tak był przelany. Po mojej regulacji zaczął normalnie jeździć i normalnie palić (no prawie, bo parownik kiepski do regulacji brc at90)

  60. fakt, zaliczam sie do grzybow, ale takich sknerowatych, wiec ja tam ustawiam parownik na najwyzsze wolne obroty a potem sruba na wezu na prawie pelnym gazie tak zeby zaczal zwalniac i pol obrotu odkrecam i tak zazwyczaj jest dobrze, reguluje na cieplym w polowie silniku zeby bylo w miare na zimnym i w miare na goracym 😉
    normalnie samochody mi wtedy pala okolo 9l gazu po miescie (CC900, Uno), Kadett w automacie palil 12-13 po miescie, a DF zawsze 14-15, ale tam byl raczej winny zaplon ktory byl za pozny, bo jak bylo dobrze to i tak zaraz bylo zle, wiec juz lepiej za pozno ale przynajmniej wciaz podobnie 😉 aaa no Frontera 2.0 „sport” hehe palila 20 gazu po miescie i tez jechala tak sobie, ale silnik byl juz dosc mocno zajechany

  61. a co do gaznikowca to ja tam uwazam ze generalnie wtryskowcem mozna zejsc nizej bo wtryskowce zazwyczaj juz maja elektroniczny i czesto bezrozdzielaczowy, a wiec zawsze dobry zaplon i chocby dzieki temu pala mniej, a srube na wezu mozna nawet do MPI stosowac, wcale nie trzeba zadnych komputerow i tez dziala (a najlepiej blosa 🙂 jedynie jak ktos tu napisal – nie moze byc turbiny )

  62. Faktycznie ktoś pisał ,że BLOS nie nadaje się do doładowanych silników. Ten sam ktoś dopisuję też, że I gen w MPI to porażka – kiedyś smutna konieczność, a dzisiaj już nie, więc po co się męczyć, takie rozwiązanie nie ma żadnych plusów. Jedynie BLOS się broni, bo to inna klasa I gen.
    Ja tam na zapłon rozdzielaczowy elektroniczny z FSO nie narzekam, chociaż jestem leniwy i bardziej mi leży cewka sterowana z ECU. Jednak twierdzę, że skuteczność zapłonu w GLE i GLI oraz GSI jest taka sama i nic tu na zużyciu paliwa nie urwiesz. No chyba że wyjść z takiego założenia, że w GLE to możesz wszystko rozregulować ręcznie i poskładać aparat z części ze szrotu, każda z innej bajki. Wtedy to faktycznie rozwiązanie, gdzie nic nie można zepsuć broni się samo jako idiotoodporne.

  63. miki

    @KGB, @benny – w tych fiatach i poldkach co paliły 12 -15 l/100 niezapomniane wrażenie robił widok świec po wykręceniu. One nie były czarne od nagaru – one były oklejone czarnym nagarem jak magnes zbliżony do opiłków. Kiedyś wymieniałem tłumik w jednym takim 125p od grzyba co paliwa nie skąpił – nagar, który wysypał się ze środka spokojnie wypełniłby cały toner do xero 😉
    Grzyby miały jeszcze jeden fajny zwyczaj: „regulację” linki ssania tak, żeby po maksymalnym wciśnięciu cięgła jeszcze jakieś 1/4 lub 1/5 urządzenia rozruchowego pozostawała włączona 😉 Dodając do tego grzybową regulację gaźnika to i CNQ 700 potrafiło palić 10/100… 😉

  64. user

    Jakby na to nie patrzeć, odrestaurowanie takiego auta i później ewentualna sprzedaż za parę lat może dosyć dobrze wzbogacić Nasz portfel. Jedyny minus – skąd wziąć części do takiego auta?

Comments are closed.