Kangur o niemieckich rysach

Australia – ostatnio pisałem o tym kraju w kontekście samochodów marki Lonsdale, ale w rzeczywistości oprócz tego, że produkowano je w kraju kangurów i opali, to z Australią nie miały wiele wspólnego.

Znalazłem ostatnio mapę pokazującą szczegółowe rozmieszczenie ludności w Australii. Kolorem żółtym zaznaczono na niej osiedla ludzkie, a kolorem szarym – pustkowia. Kolor szary to jakieś 95% mapy. Trochę ludzi mieszka głównie na wschodnim i południowym wybrzeżu, znikoma liczba zaś w południowo-zachodnim rogu. Interior to zupełny brak człowieka. Populacja Australii wynosi 23 mln ludzi i ta liczba stosunkowo szybko rośnie, ponieważ w 1960 r. było to zaledwie 10 mln ludzi.

Dla tej znikomej w skali świata liczby ludzi od lat opracowuje się specjalne modele i całe linie modelowe niespotykane nigdzie indziej na świecie. Czy wyobrażacie sobie, żeby wielkie koncerny opracowały specjalny model dla Rumunii lub dla Czech, niedostępny nigdzie indziej? No absurd. Ale nie w Australii. Tam działy się rzeczy najzupełniej niespotykane, a w ich skali przodował przez lata Ford, goniły go zaś General Motors i Chrysler, który jednak z czasem wycofał się ze wszystkich swoich specjalnych modeli na Australię. GM i Ford wycofują się z nich dopiero teraz.

Specjalne modele na rynek australijski produkowały najróżniejsze marki, w tym takie, po których w ogóle byśmy się tego nie spodziewali. Na przykład był wśród nich Volkswagen.

Był rok 1967. Volkswagen sprzedawał w Australii swojego Garbusa oraz busa, i to wszystko. Tym sposobem właściwie w stu procentach ograniczał się do klienteli miejskiej. Na wsi te dwa auta były mało przydatne, no ewentualnie bus, ale on był dość drogi, jak wszystko co było importowane. Oczywiście importowane w postaci zestawów, a następnie na szybkości składane w montowni Volkswagena w Melbourne, którą po latach sprzedano Nissanowi. Szef tej fabryki wraz z szefem VW Australasia doszli do wniosku, że potrzebny jest samochód typu „rolniczego”, australijska wersja Citroena Mehari, idealny lekki pojazd użytkowy dla farmerów, który będzie tani, łatwy w naprawie i trwały, niekoniecznie zaś szybki. Mając na uwadze wielkość australijskich farm, samochód był tam wręcz zupełnie niezbędny. Trzeba było takiego auta, które może przewieźć i siano, i w razie potrzeby, zdechłą krowę. Planowano również jego sprzedaż dla armii. Zawsze fascynuje mnie istnienie armii australijskiej. Kto miałby ich napaść?

Panowie Herzmer i Harcourt, bo tak się nazywali, zwrócili się do centrali w Wolfsburgu, żeby pozwolono im opracować prosty pojazd dla australijskiego farmera. Niemcy na początek zażądali gotowych prototypów. Wykonano dwa próbne egzemplarze i wysłano je do Niemiec do oceny.

Ocena przyszła pozytywna. „Ja, das ist ładne, aber nur fur Australien, my takiego Fahrzeug nie potrzebujemy” – powiedzieli Niemcy i czym prędzej ruszyli do opracowywania własnego pojazdu tego typu, znanego jako VW 181/Thing. Losy obu prototypów są zupełnie nieznane. Jeden na pewno trafił w ręce armii i słuch po nim zaginął. Drugi był od początku własnością Volkswagen AG z siedzibą w Wolfsburgu, tyle że zgodnie z wytycznymi powinien był po zakończeniu fabrycznych testów trafić do archiwum, tyle że nie tylko nie trafił, ale również nie zachowały się żadne dokumenty związane z jego testowaniem. Najprawdopodobniej został na szybkości rozłożony na kawałki i posłużył jako jedno z podwozi próbnych dla projektu 181.

Szefowie VW dostali tylko piany jak dowiedzieli się, że panowie H+H właściwie planowaliby, żeby to przy okazji była amfibia. NEIN, SCHWIMMWAGEN NEIN!!!! – ryknął prezes VW, który być może w czasach wątpliwych historycznie sam musiał prowadzić Schwimmwagena ubrany w gustowny mundur. Zgodzono się na dostarczanie Garbusowych podwozi z silnikiem 1300, elementów zawieszenia, układu kierowniczego, zbiorników paliwa i oświetlenia przedniego, foteli i kierownic. Resztę rzeczy mieli wytworzyć australijscy poddostawcy. Produkcję ograniczono odgórnie do 1800 sztuk na rok.

Country Buggy wyglądał bardzo ładnie i proporcjonalnie. Panele nadwozia wykonano z zamysłem zachowania jak największej prostoty. Trochę dziwnie prezentowały się owalne światła od Garbusa włożone w niebywale kanciasty przód Country Buggy. Lampki tylne były produkcją własną Australijczyków i pasują ponoć tylko do tego jednego modelu. Zbiornik paliwa został także uproszczony – skasowano pływak i przewód prowadzący do wskaźnika, bo i samego wskaźnika nie było. Zastosowano silnik z Garbusa, ale przełożenie główne z Transportera, żeby pojazd mógł lepiej ciągnąć to i owo gdy zajdzie taka potrzeba. Z busa pochodziło także zawieszenie. Lekko przerobiono fotele dodając im uchwyty górne, diabli wiedzą po co. Za fotelami znalazła się przestrzeń ładunkowa, która miała pewną wadę: była dostępna tylko przy złożonym dachu. Kiedy rozłożyło się dach, dostęp do przestrzeni znikał. Auto było oczywiście dwuosobowe. W bagażniku znalazło się miejsce na korbę rozruchową.

Przygotowano całkiem sensowne prospekty reklamowe i kampanię mającą przekonać farmerów, że Country Buggy to właśnie to czego potrzebują. Planowano też eksport na Filipiny, do Nowej Zelandii i do kilku innych krajów Polinezji i Mikronezji, gdzie jest ruch lewostronny.

Ze względu na opóźnienia produkcyjne i wyjątkowo prymitywną linię (jedno stanowisko składania pojazdu, jedna spawarka), pierwszą partię aut składano w okrutnej panice, żeby zdążyć na zaplanowany debiut w kwietniu 1968 r. Niestety, odbiło się to na jakości pierwszych pojazdów. Najpoważniejszymi problemami były: pękanie blachy w przedniej części nadwozia, pękanie mocowań zawieszenia, woda w skrzynce bezpieczników przy przejeździe przez kałużę oraz woda wlewająca się do pojazdu przez uszczelkę między szybą a pokrywą bagażnika.

Wszystkie te wady dawałoby się poprawić, gdyby nie pewien problem: udział VW w rynku australijskim spadał z roku na rok, a firma zamiast przynosić profity, przynosiła straty. Zdecydowano się na restrukturyzację zakładu w Melbourne (Clayton Plant), który miał zaprzestać wszelkiej lokalnej produkcji i skupić się wyłącznie na montażu modeli importowanych. Oznaczało to koniec produkcji VW Country Buggy już 8 miesięcy po prezentacji tego modelu. W grudniu 1968 r. zlikwidowano zakład produkcji nadwozi w Clayton Plant, rozsprzedano prasy i narzędzia. Powstał jednak problem: w samym 1968 r. wyprodukowano 842 gotowe sztuki auta, ale zarazem wytłoczono w sumie 1956 nadwozi z myślą o przyszłorocznej produkcji. Dlatego w latach 1969, 1970 i 1971 uzbrajano jeszcze nadwozia i sprzedawano buggy, nawet na eksport. Pewna liczba powędrowała do Filipin, gdzie nazwano je Sak-Bayan, pewna liczba do Nowej Zelandii i na wyspy Polinezji i Mikronezji. Niektóre wyposażono nawet w tylną kanapę, a dwie sztuki w nietypowy hardtop. 887 sztuk przeznaczono na rynek wewnętrzny, niecałe 1100 na eksport, w tym co najmniej 260 aut z kierownicą po lewej stronie.

Trochę szkoda tego eksperymentu, bo wykończono go zdalnie. Ci, którzy podjęli decyzję o likwidacji linii produkcyjnej, nigdy nie byli w Australii. Nie wypaliła też próba sprzedawania tego auta do armii – armia żądała wersji z napędem na 4 koła.

A dlaczego kangur o niemieckich rysach? No cóż, VW Australia pozwolił sobie na drobny żarcik pod wlewem paliwa: znaczek VW trzymany przez kangury. Oj wy śmieszki!

LINK DO WIĘKSZEJ LICZBY ZDJĘĆ

Już niedługo:
– cały rok „Poznajemy Samochody” w formie ebooka ZA DARMO + 2 nowe wpisy NIE PUBLIKOWANE
– nowa książka (album z opisami) „Żelazo” – najciekawsze zdjęcia złomu, zdjęcia Paweł Maciejec, opisy – ja
– kalendarze na rok 2017.

Tagged: Tagi:
  1. Jadek125p

    Piękny wpis jeździł bym aż by kangury mechaniczne umarły

  2. To auto jest bez sensu. Bez decyzji z góry też by umarło, śmiercią naturalną

  3. square626

    Jak to kto miałby napaść – a Antarktydczycy albo Papuonowogwinejczycy to pies?
    Pewnie ten projekt zniszczyli bo projektowali jakiś czas a i tak im wychodził kubelwagen z ckm i swastyką po bokach…

  4. Ciril

    Brakuje mi jednej informacji: ile spośród tych aut faktycznie się sprzedało.

    Cały czas podczas czytania tego wpisu towarzyszyła mi jedna myśl: dlaczego takie coś, a nie zwykły, najzwyklejszy pickup?

  5. Kacper Stepien

    Polecam Zlomnikowi zobaczyc Citroena LaDalat produkowanego lokalnie w Wietnamie, praktycznie lokalne Mehari ale wykonane w takiej prosto praktycznej brzydocie ze na pewno sie spodoba. Mam nawet kilka fotek tego auta, jedno mialo szybe przednia od TA jako szybe tylnia a inne to wogole nie mialy okien. Robin Williams jezdil DaLatem w Good Morning Vietnam.

  6. St Druciarz w firmie C&G

    ukradli prędkościomierz z Warszawy i wsadzili do tego cudaka. 🙂

  7. miwo

    Australia jest właściwie wielką wyspą. I jak to wyspa, wielkiej armii nie potrzebuje, natomiast dysponują silną, liczną flotą oraz lotnictwem. Tyle wystarczy. Poza tym związana jest nadal z UK oraz małym NATO (tzw. Pakt ANZUS).
    A w I i II WŚ Australijczycy i Nowozelandczycy bili się bardzo dzielnie.

  8. KIEROWCA

    Przecież po wojnie nadal robili Kubelwageny po lifcie a to trochę taka sztuka dla sztuki.
    Syrena R20 Muł czyli w kabriolecie -oto czego potrzebowali australijscy obszarnicy 🙂

  9. kiik

    Każdy kraj musi mieć armię, jak nie ma własnej to ma cudzą

  10. Lessiu

    Fajny wpis. Teraz to już by był segment premium…

    Jako że mieszkam na tej „wyspie”, parę uwag ode mnie 🙂 „Wyspa” jest absurdalnie wielka. Jest rozmiarów USA, ale pusta. Przykładowa trasa Brisbane – Perth liczy sobie ok 4500km, czyli tyle ile Lizbona – Moskwa. Owszem, jest 23 miliony ludzi, ale ok. 15 milionów mieszka w 5 największych miastach. Na jazdę w trasę musisz mieć telefon satelitarny, a także przed wyjazdem ludzie zapisują się na szkolenia z podstawowych napraw samochodu…

    Natomiast Złomnik podkreśla, że jest tu wiele niespotykanych nigdzie indziej modeli samochodów… Ja uważam, że motoryzacja tutaj jest raczej nudna. Jest sporo marek, ale gama modelowa jest raczej uboga. Dominuje żelazo „australijskie” (Holden), japońskie, koreańskie, samochody europejskie to już luksus. Poza tym trochę SUVaków z USA. Trochę ożywiają krajobraz UTy, jako że prawdziwy redneck z AU musi mieć UT (czytają to „jut”). Najlepiej z V8 (zwykła benzyna jest po ok. 0.9 – 1.20 AUD za litr, czyli ok 2.80 – 3.70 PLN)

  11. jonas

    Pickup z silnikiem z tyłu przekraczałby granice kosmosu jeśli chodzi o bezsens.

  12. lordessex

    Przecież były już wtedy w Australii pick-upy amerykańskie, Toyoty Stout/Hilux, no i te wszystkie UTE na bazie Holdenów i australijskich Fordów. A niektóre pick-upy Chevroleta chyba nawet montowali na miejscu. To nie wystarczało dla farmerów?

  13. szosapeugeota

    Byl kiedys na yt nawet zabawny film „Invade New Zealand – an island without an army” albo podobnie. Nie wiem czy jest caly czas bo sie odbilem od aktualizacji aplikacji yt na androida wymagajacej dostepu do mikrofonu…
    Jestem bardzo ciekaw ile kosztowalby taki pojazd jakby go teraz masowo produkowal w pl.
    Kupilbym sobie ze 2. Bylby idealny do wywozenia skoszonej trawy zamiast taczki 🙂

  14. Jacek

    „NEIN, SCHWIMMWAGEN NEIN!!!! – ryknął prezes VW, który być może w czasach wątpliwych historycznie sam musiał prowadzić Schwimmwagena ubrany w gustowny mundur.” Mistrz!

  15. Tora

    Dziwny kraj nie mogli importować Syreny R20 spełniała wszystkie potrzeby. No może poza napędem na cztery łapy,ale w terenie i tak była niezła zwłaszcza na starsze egzemplarze na dużych kołach

  16. kosma

    Oj! Ja myślę że Rosja taką Australie chętnie by sobie wyzwoliła 🙂

  17. Zbychu12

    Najbardziej ciekawe jest to że amerykanie po wielu latach praktycznie monopolu na australijskim rynku motoryzacyjnym dali sie wykiwać japończykom jak dzieci. Pokazuje to skalę nieudolności wśród managementu wielkiej trójki i AMC.

  18. Klakier

    Tora@: jakie duże koła ? Syrena zawsze miała takie same…

  19. Australia kraj Opali? Jak to? Przecież Chevrolet Opala to wóz na rynek brazylijski

  20. KIEROWCA

    Tora – to nie Syrena miała duże koła tylko Wartburg. W 312 były piętnastki no i rzeczywiście wyglądał on trochę jak duża czterodrzwiowa Syrena, później w 353 trzynastki.

    Zbychu – jankesi dali się wykiwać Japońcom i to na swoim własnym podwórku. Co tam w ogóle jeździ? Cadillaki? Szewrolety? Chryslery?
    Kuźwa nie. Na google maps street view prawie same Corolle, Accordy, Altimy i Maximy.
    Jako tako trzyma się jeszcze tylko sektor vanów, pikapów i dostawczaków pokroju GMC i Econoline.
    Ale na parkingach amerykańska motoryzacja jest w odwrocie i nie ukrywam, że mam z tego powodu dziką satysfakcję. Kiedy my tworzyliśmy skromne miśki na miarę naszych możliwości, Warszawy i Syrenki, Stara 21 i 25 oni szaleli co rok nowa buda, jakieś nikomu nie potrzebne twory Edsele uje muje dzikie węże. Teraz te ich sztucznie wyhodowane ulepy pozdychały śmiercią naturalną. FSO czy FSC już nie ma ale zgniły imperialistyczny Pontiac czy inny Plymouth okazał się wart dokładnie tyle samo!!!
    Dorobili się fortuny na wojnie i pompowaniu broni do Europy to trochę się im w pupkach poprzewracało z tego dobrobytu. Na każdy rok 50 czy 60 zupełnie nowa karoseria, wnętrze, lampy i propaganda sukcesu, co dwa lata nowy samochód bo w ’59 Buick z ’57 był już stary i nie modny.
    A teraz no way Jose.

  21. emmerce

    @Jacek „NEIN, SCHWIMMWAGEN NEIN!!!! – ryknął prezes VW, który być może w czasach wątpliwych historycznie sam musiał prowadzić Schwimmwagena ubrany w gustowny mundur.” Mistrz!

    Mistrz nie napisałby tak bezpośrednio, raczej byłoby:
    „NEIN, SCHWIMMWAGEN NEIN!!!! – wyrwało się bez ostrzeżenia prezesowi VW. Gdy się zorientował, że podniósł głos, nerwowo zajął się strzepywaniem nieistniejących pyłków z gustownego garnituru od Hugo Boss’a. Być może w nieodległej przeszłości sam musiał prowadzić Schwimmwagena ubrany w uniform od tego samego projektanta.”

  22. Ktosiek

    Volkswagen, szmelcwagen…. Hyundai ku#@!a !!!!!!1111 http://otomoto.pl/oferta/hyundai-i10-hyundai-grand-i10-automat-sedan-nowy-ID6yAFZ5.html 😀 ciekawe skąd sprowadzony? Indzie? w innej ofercie tego dealera widać jakąś arabską rejestrację ;]. Cena nawet dobra, może i b. dobra :). Jest też zwykła i10 za ok. 38K, prawdopodobnie tez z tego samego źródła.

    Jest też poprzednia Elantra z drewnianym dekorem, to chyba nie występowało na północnej półkuli 🙂 http://otomoto.pl/oferta/hyundai-elantra-ID6yAK6p.html .

  23. Ktosiek

    Update: Wszystko policzyłem, zobaczyłem przebiegi w tych „nowych” autach (oraz roczniki) i prócz egzotyki związanej z miejscem zakupu (co też raczej nie jest zbyt wielkim plusem), nie jest to tak dobra oferta after all :-). Lepiej chyba kupić „pewną” używkę u dealera w PL (z tą pewnością też różnie bywa, ale tutaj ryzyko jest takie samo, a może i większe).

    To koniec offtopu.

    A sam wpis ciekawy i śmieszny :> propsy ode mnie ;].

  24. TopRacingShop

    Kiedyś czytałem o motoryzacji w „egzotycznych” miejscach w jakimś artykule w necie. Nie wiem ile w tym prawdy, ale podobno amerykańskie pickupy dla farmerów nie byłyby odpowiednie, bo… są za ciężkie i mało zwrotne. Chociaż jak patrzę na to cudo, to już lepszy byłby golfowy melex ;).

  25. Auto nie jest najpiękniejsze, ale na pewno było bardzo komfortowe do jazdy po australijskich bezdrożach.

  26. KIEROWCA

    Coś mało komentarzy ostatnio prawie nikt tu nie zagląda, czasy Zuomnika z lat 2013/14 chyba już nie wrócą…

  27. Po prostu o polityce już nie wolno to na razie cisza.

  28. Ktosiek

    No a bez grubego, soczystego ofctopa o polityce to smutno jednak :(, hehe.

  29. laisar

    Dyskusja o technikaliach też może być soczysta, ale do tego temat musi być nieco bliższy niż antypody pół wieku temu – niemniej, bardzo ciekawe poznawczo, za co chwała autorowi (:

  30. Mavi

    @Laisar
    Konkretny techniczny temat, bardzo świeży, właśnie przyniosłem z uczelni… „Płyny nienewtonowskie reologicznie stabilne – zagęszczane ścinaniem” oraz obliczenia przepływu cieczy w warstwie ziarnistej. Nie bardzo wiem jak z tego zrobić flamebait, może mi pomożesz? 😉

  31. laisar

    @Mavi: A gdzie niby wyczytaleś, że KAŻDA dyskusja o technikaliach miałaby być bliższa niż te antypody? ((((:

    No i ten twój to nie jest techniczny, tylko naukowy, póki co – zmieniłby się w techniczny, gdyby np wypełnić takim płynem karoserię… Wtedy będziesz miał swojego flejbejta pt „doda gwiazdkę do EuroNCAP czy nie?” (;

  32. Ktosiek

    Wysłałem koment, ale gdzieś zginął, nawet nie w moderację ;).

    @Laisar: Mavi DOSKONALE ujął to, co chciałem przekazać – tematy czysto i głęboko techniczne zainteresują może 40% czytelników PS/Złomnika – i ok. 10-15% z nich będzie miało tu coś do powiedzenia – tak mi się wydaje ;). Zdarzało mi się uderzać tutaj w jakieś techniczne dyskusje, czy tłumaczyć pewne zawiłości odnośnie nomenklatury/techniki stosowanej w autach – w miarę lekkie i fajne tematy. Pomimo inżyniera przed nazwiskiem taki Złomnik by mnie (prawdopodobnie) znudził – wystarczy, że muszę walczyć z autami klientów, a także klientami 😉 – Złomnik i cała ta około polityczna/około samochodowa otoczka pozwalała na lekkie i fajne gentlemańskie rozmowy, gdzie zainteresowanie było bardzo duże – a jak duże zainteresowanie, to i więcej opinii – a więc i ciekawsza/żywsza dyskusja. Było trochę o autach, trochę o polityce i innych rzeczach.

    Po prostu nie szukam tutaj akademickiej dyskusji – choćby dlatego, że rodzaj forum uniemożliwia jakąś sensowniejszą rozmowę.

    Jeszcze jeden przykład – Wielka Gra – pamiętam jaki był butthurt gdy znieśli ten teleturniej z anteny – ja co prawda TV nie oglądam, ale było to dość głośne – pytanie tylko ile osób WG oglądało ? nie tak dużo, a jeszcze mniej (to moje prywatne zdanie) rozumiało. Czy był to jednak profesjonalny, bardzo akademicki teleturniej, gdzie liczyła się wiedza? tak. Czy było to zabawne? nie (ale nawet nie to zakończyło żywot WG – po prostu nikt tego nie oglądał 😉 ).

  33. emmerce

    Wątek faszystowski poruszony a wam mało pożywki do dyskusji :>

  34. Tora

    Syrena miała 5.00/16 potem5.60/15

  35. Tora

    Na koniec produkcji 155r15 ale nie wiem czy one były większe od 5.00/16

  36. Nie można za często czytać PS/Złomnika. Gdy czytam o takich wozach i patrzę na to co jeździ za oknem, czuję się gorzej niż nijako.

  37. KIEROWCA

    Obywatele z tymi Syrenami to pitolicie. Koła 15 nie na koniec produkcji tylko 16-ki były jedynie w pierwszych Serenach 100. Wszystkie inne miały 15-ki, zresztą dotyczy to również Warszawiny sedana produkowanej od ’64.
    Koło szesnasto calowe (od Żuka) w Syrenie obciera i bardzo szybko zrezygnowano z tego rozwiązania.

  38. Michał

    „NEIN, SCHWIMMWAGEN NEIN!!!! – ryknął prezes VW, który być może w czasach wątpliwych historycznie sam musiał prowadzić Schwimmwagena ubrany w gustowny mundur.” Ten fragment wydaje mi się co najmniej niestosowny. W tamtym czasie prezesem VW był Heinrich Nordhoff, przed i w czasie II WŚ kierownik w fabryce Opla. Wykształcony w Stanach Zjednoczonych, potępiający nazizm i notorycznie odmawiający wstąpienia do NDSAP. Nordhoff rozpoczął pracę w Wolsfburgu 5 stycznia 1948, dopiero po tym jak został pozytywnie zweryfikowany przez brytyjską komisję weryfikacyjną.

Comments are closed.