Najciekawsze samochody o nazwie Safari

Safari: wycieczka do Afryki połączona z polowaniem (kiedyś), obecnie raczej już tylko obserwacja zwierząt. Słowo pochodzi od arabskiego safar, czyli podróż, ale słowo safar ma po arabsku wiele znaczeń, jedno z nich to miesiąc, w którym żółkną liście, a zarazem ten, w którym wyrusza się w podróż (ponieważ poprzedni miesiąc, muharram, był miesiącem zaprzestania walk plemiennych, więc w następnym, safar, ruszało się w podróż na wojnę). Słowo safari ma wspólny źródłosłów ze słowem szafran.

Ble ble ble znowu się miastowy wymądrza.
Oto pięć najciekawszych samochodów o nazwie Safari. Właściwie to sześć. Siedem.

1. Nissan Safari
Na świecie poza Japonią znany jako Patrol. W Japonii nazwa Patrol okazała się trudna do wymówienia i brzmiąca głupio (patu-roro), nazwano go więc Safari. Ale miało to miejsce dopiero od trzeciej generacji, która pojawiła się w 1980 r. Auto produkowano w wielu miejscach na świecie, u nas znany jest przede wszystkim jako „Patrol hiszpan”, ponieważ na rynek europejski robiono go w fabryce Ebro w Hiszpanii. Jak jestem w Hiszpanii to zawsze się rozglądam za Patrolami lokalnej produkcji. W miastach nie ma ich w ogóle, ale na prowincji to naprawdę często spotykany sprzęt. Jak to w Hiszpanii – nie rdzewieje, a jego 6-cylindrowy diesel łatwo się nie poddaje. Z tym jeszcze większym zdziwieniem odnotowałem pojawienie się na Allegro jakieś dwa lata temu oryginalnego Nissana Safari w długiej wersji, najstarsza buda przed liftem (okrągłe lampy), z kierownicą po lewej stronie, z silnikiem SD33 (diesel 3.3), za 7000 zł, bez kwitu. Naprawdę na Allegro można znaleźć rzeczy, o których się nikomu nie śniło. Tak czy inaczej – Nissana Patrola alias Safari dobrze znacie i nie muszę tu Wam opisywać jego pancernych mostów napędowych. Najciekawsza wersja to oczywiście ta pożarnicza.

2. Pontiac Safari
Właściwie była cała linia Pontiaców Safari, ponieważ przez długie lata Safari w nomenklaturze Pontiaca oznaczało po prostu kombi. Mogło być więc Safari cokolwiek, była Catalina Safari, był Bonneville Safari, Star Chief Safari, a nawet 6000 Safari – ostatni samochód w gamie Pontiaca który nosił tę tradycyjną dla kombi nazwę. Jednak jeśli chodzi o model nazwany tylko i po prostu Safari, to wystąpił on tylko w latach modelowych 1955-1956 i był właściwie przebrandowanym Chevroletem Nomadem, z innym przodem i wykończeniem. Kosztował osiem wagonów złota, a dokładniej 2962 dolary. Było to bardzo dużo jak na samochód tego typu – standardowego sedana można było kupić sobie za 2200 dolców. Ale nie to jest zabawne, tylko to, że Safari w swojej pierwotnej formie był takim kombi-coupe-shooting-break, to nie było typowe kombi do wożenia worków z zaprawą, tylko stylowa zabawka dla ludzi, którzy chcieli mieć Coś Innego. Pontiac równocześnie oferowało ośmiomiejscowego Star Chiefa Station Wagon (był tańszy). Sprzedało się tylko 7800 sztuk oryginalnego Safari.

A to już 6000 LE Safari.

3. GMC Safari
Nic innego niż Chevrolet Astro w wersji GMC. Dostępny także z napędem na 4 koła. Były dwie generacje, obie wyglądały na przestarzałe już w momencie debiutu, ale przetrwały w ofercie GM do 2005 r. z myślą o konserwatywnych klientach. I tu taka ciekawostka, która pewnie nikogo nie zainteresuje, ale z drugiej strony, jeśli nie interesuje Was bezużyteczna wiedza o samochodach, to co robicie na tej stronie. GMC Safari bazuje na samochodzie użytkowym i występował też w wersji blaszak. Oznacza to, że jest to samochód typu „van”. To samo jest na przykład z Nissanem NV200, w sumie malutkim samochodem. To samo jest z Suzuki Carry – jest to van. Natomiast wszelkie auta typowo osobowe o jednobryłowym kształcie to minivany. Mamy więc sytuację, w której osobowy Nissan NV200 (Evalia) jest vanem, a dwa razy większa od niego Toyota Sienna – minivanem. GMC Safari napędzał największy silnik V6 produkowany przez GM – 4,3-litrowa jednostka znana też z Chevroleta Blazera.

4. Peugeot Heuliez Safari
Pojazd ten już opisywałem przy okazji wpisu o Heuliezie. Był to koncept „auta plażowego” kontynuującego tradycję Citroena Mehari i Renault Rodeo, oparty na podzespołach Peugeota 104. Chociaż dizajnerzy z Heulieza byli nieuleczalnymi fanami samochodów tego typu, nie mieli funduszy żeby wprowadzić coś tak oryginalnego do produkcji, skończyło się więc na rysunkach. Szkoda, takie auta są najfajniejsze do jeżdżenia. Naprawdę trudno mi zrozumieć jak można ekscytować się jazdą ciasnym supersamochodem po torze – najwięcej radości w moim życiu dostarczyła mi jazda GAZ-em po polu, ze zdjętym dachem i położoną szybą.

5. Monteverdi Safari
Dochodzimy do ciekawych produkcji. Monteverdi Safari to luksusowy SUV szwajcarskiej marki wytwarzany w latach 1977-1982. Robiono go oczywiście całkowicie ręcznie i tylko w wersji trzydrzwiowej, jako że ludzie prestiżu z tamtych czasów nie potrzebowali pięciorga drzwi. Dzieci woziła im służba. Monteverdi Safari bazowało całkowicie na ramie i układzie jezdnym od International Harvester Scouta, a do jego napędu stosowano trzy rodzaje silnika V8: 5.2 (Chrysler), 5.6 (International) i monstrualny 7.2 (Chrysler). Dość konwencjonalne w wyglądzie nadwozie dostarczała włoska firma Fissore, Peter Monteverdi składał to wszystko do kupy i sprzedawał za horrendalną kwotę prawie 40 000 franków szwajcarskich, czyli o 15% drożej od Range Rovera, który i tak już był koszmarnie drogi. Monteverdi Safari miało jedną wadę: przez wyjątkowo niekorzystne zestawienie masy i przełożenia było po prostu bardzo wolne. Bazowy 5,2-litrowy silnik pozwalał na rozwinięcie 100 km/h w 13 sekund, to znaczy że masz luksusowego SUV-a i właśnie ze świateł robi cię Golf GTI. Najmocniejsza odmiana 7,2 na sprint do setki potrzebowała aż 10 sekund. Przy zaledwie 456 cm długości pojazd ważył na pusto aż 2050 kg. Bezsensu. Zużycie paliwa podawano jako 16-24 l/100 km. W 7.2 tak bliżej trzydziestki.
Tylne lampy pochodziły z Peugeota 504 kombi, a deska rozdzielcza wyglądała jak zlepek przypadkowo rzuconych elementów. Zapewnienia o produkcji na poziomie tysiąca sztuk rocznie wywoływały beczenie ze śmiechu ze strony British Leyland (producenta Range Rovera), w rzeczywistości było to ok. 40-60 aut rocznie i w sumie wytworzono 200 sztuk.

6. Enfield Safari
Enfield ma trochę wspólnego z marką motocykli Royal Enfield, z tym że była to firma wydzielona do produkcji samochodów i usytuowana na wyspie Wight, a jej właścicielem był grecki potentat z braży stoczniowo-okrętowej, Giannis Goulandris. Jest to jedyna marka samochodów z wyspy Wight. Jej produktem był niezwykły SUV-sedan o nazwie, oczywiście, Enfield Safari. Bazował na ramie nośnej Jeepa CJ-a i pod maską miał 4,2-litrową rzędową szóstkę American Motors. Pozostałe samochody Enfield były elektrycznymi mikrokarami i nazywały się 465, 8000 i Enfield-Neorion. Model Safari pozostał jedynie zbudowanym w czterech sztukach prototypem z 1972 r. Na wyspie Wight mieszka sobie starszy pan, Barry King, który ma swojego Enfielda Safari od trzydziestu lat i nie ma zamiaru się go pozbywać. A tak se nim jeżdżę, mówi pan Barry.

7. Tata Safari. O tych produkcjach przy innej okazji 🙂

  1. Timon

    Jak zobaczyłem w miniaturze Enfielda, myślałem że pan Barry dla beki zbudował kopię Fiata 131 w skali 2:1 😀

  2. oppelner

    Enfield zdaje się ociekać brytyjskością

  3. Citroen też nazywał niektóre wersje swoich aut Safari – choćby CX Safari

  4. Spotkałem się z wersją Nissan Patrol Safari, 4-rolitrowa benzyna plus automat. Coś jeszcze innego czy właścicielowi (albo mi) się coś pomieszało?

  5. Jak zwykle dużo nowej wiedzy 🙂 Zaskakujący in plus „risercz” co do źródła słowa „Safari”. Niestety z pominięciem najważniejszego chyba elementu układanki,czyli języka suahili. Mimo, że słowo safari faktycznie pochodzi od arabskiego safar to samo w sobie występuje w suahili,gdzie też oznacza podróż. Jest tak ponieważ ten popularny na wschodnim wybrzeżu Afryki język jest w znacznej części zniekształconym arabskim. Także szacunek za praźródło,ale bezpośrednio to słowo podebrano z suahili.
    Pomyślałem,że warto to dodać skoro już każdy z nas jest nerdem w wąskiej dziedzinie to bądźmy precyzyjni 🙂

  6. Czyli Żuk blaszak to van, Nysa 522 towos to minivan ;>

  7. pomyslalem dokladnie tak samo jak Timon 🙂

    mi sie „Safari” kojazy przede wszystkim z radiem samochodowym 😉

  8. Tarrin

    @bebe
    Pewnie zmota. Ludzie różne dziwne rzeczy do Patrola wsadzali.
    Ja ostatnio czytałem o p38 z silnikiem BMW M57.

  9. Autosalon

    Enfield to chyba dziecko Fiata Mirafiori i Range Rovera.

  10. lessmore

    W enfieldzie wlot powietrza wentylacyjnego do kabiny wystaje ponad maskę przed samą szybą przednią. Konstruktor więc tnie szybę wyżej, na poziomie wlotu, a po bokach dodaje dwie małe szybki, tytułem zapewne poprawienia widoczności. Oczy mię wyskoczyły na klawiaturę i trzęsły się ze śmiechu na ten widok.

  11. @Timon

    Dokladnie to samo wrazenie odnioslem po zobaczeniu miniaturki. I prawde mowiac bardziej oczekiwalem, ze bedzie to jakas poludniowoamerykanska wydumka niz angielska. Z drugiej strony znajac zamilowanie wyspiarzy do tego typu dziwnych wynalazkow, mozna sie bylo tego spodziewac.

  12. Marek Jarosz

    Przód Enfilda kojarzy mi się z Lambo LM002.

  13. Jerzy

    Ciekawe, że Enfield pozostaje dwudrzwiowy, przy zachowaniu proporcji karoserii i długości drzwi właściwych dla samochodów czterodrzwiowych – bez sensu.

  14. Nichtrun

    @ KGB
    Żuk blaszak to furgon, a Nysa 522 towos to van

  15. Paulus

    do każdego z tych samochodów zamontował bym radio Unitra Safari 🙂

  16. damianyk

    @Szczepan Kolaczek nazwano! Citroen 2CV Safari!

  17. damianyk

    @Szczepan
    krwa, to była Sahara a nie safari, ale wtopa…

  18. markus

    A jednostkowe (znane mi dwa) egzemplarze Saaba 900 Safari?

  19. miki

    Jakby panom z Pixara przyszło do głowy robić trzecią część przygód Zygzaka McQueena, to Enfield Safari jest murowanym kandydatem na szwarccharaktera 🙂

  20. Korozjocedes

    Nie będę oryginalny, też po zobaczeniu Enfielda pomyślałem:O kuwa Fiat! Pontiac szuting brejk dowodzi tylko tego, że wszystko już kiedyś było. Tymonie nie wypadłeś jeszcze przez podłogę w C -klasie? 😀

  21. We wtorek na TVP Kultura jest film „Pan Hulot wśród samochodów” („Traffic” 1971), wspominany tutaj niedawno. Lektura obowiązkowa, jeśli się tutaj świadomie zagląda. Ponieważ poprzednio był prawie 20 lat temu (mam na kasecie) a jest trudny do kupienia – szykować USB, HDD czy co tam kto używa 🙂

  22. St Druciarz w firmie C&G

    korozjocedes – a dlaczego miałby wypaść ? Mam C klasę która w ubiegłym roku weszła w dorosłość. Wersja Esprit , kombi w lubianym silniku 2.2 D z Lucasem :)) nie gnije ,małych zaprawek co 2-3 lata nie liczę. Jest za to co 4 lata poddawany konserwacji i to wystarcza . Mam do niego sentyment , bo kupiłem go jako nówka salon za moje pierwsze poważnie zarobione pieniądze. Mimo 700 tys. na blacie ani razu mnie nie zawiódł i ma u mnie dożywocie. W skrócie : jak dbasz tak masz.

  23. mql: oo dzieki! juz szykuje kasete VHS! a o ktorej bedzie?

    fajne ogloszenie – ktos pragnal zostac krolem prestizu:
    olx.pl/oferta/audi-80-b4-CID5-IDfm0l7.html

  24. Enfield faktycznie wygląda jak opuchnięte Mirafiori, tylko na tyłem mogli trochę popracować, teraz wygląda jak zamrażarka.

    W Monteverdi gdyby zrobili ładniejsze wnętrze, mimo słabych osiągów samochód dawałby radę. Taka deska jak na zdjęciu to porażka, zagary to chyba z Wartburga pożyczyli 😉

  25. Korozjocedes

    St. Druciarz: taka autoironia. Łomnik zawsze miał bekę, że C klasy i Okularniki się sypią a teraz sam ma. No i ja też mam dlatego się śmieję. Poważnie, nie przypuszczałbym, że będę to musiał tłumaczyć. Tak btw musiałeś regenerować Lucasa czy bezproblemowo cały czas?

  26. St Druciarz w firmie C&G

    No wymieniłem pompę przy 450 tys na nową . A autoironię pojąłem , choć do końca pewny nie byłem 🙂

  27. Korozjocedes

    Nowy Lucas. Nieźle. Ale stary i tak ładnie dał radę. Zresztą jesteś kolejną osobą która tylko potwierdza że te mity o Lucasach to bzdury. Życzę dalszej bezproblemowej eksploatacji gwiazdki.

  28. St Druciarz w firmie C&G

    A komu się najczęściej psuje ? Tym co mają nakręcone 500 tys ,a myślą że 185 🙂 . Nowa, bo nie wierzę regenerowanym , używka niepewna, a nówka prosto z Niemca (z ichniejszego ASO, bo tam juz o nich zapomnieli 🙂 ) za 1500 PLN opłacało się. Nie chciałem przeszczepu na rzędówkę z 124 bo jeździłem i się nie sprawdza ,całkiem to do d..y.

  29. a zamiast Lucasa nie mozna Boscha? XUDy wczesniej byly z Boschami a potem z Lucasami wiec to jest zamienne, moj Bosch w Xantii ma juz 415tys (a moze i wiecej) i puki co wymienilem niedawno simering na walku, bo paliwo sie cofalo (kupilem jakis najlepszy jaki byl do koparek za 25zl 😉 ) i smiga dalej elegancko, nic nie cieknie, a silnik zapala „od strzala”

  30. Korozjocedes

    W Mercedesie wymiana na Boscha wiąże się z wykastrowaniem takich układów jak ASR, tempomat. No wszystkiego co ma związek ze sterownikiem sinika. (Bosch jest na linkę Lucas ma potencjometr gazu) Poza tym, silnik nie pracuje poprawnie, szarpie. Generalnie bida z nędzą. Z Mercedesa robi się nam cherlający klekot. Co prawda Janusze przerabiają te silniki i kasują za to jakieś bajońskie sumy, a druciarstwo straszne. Fabryka zaprojektowała pod Lucasa więc żaden majster z kiepem w gębie jej nie poprawi. Skoro kolega kupił nówkę za 1500 to szkoda kombinować. Sam Lucas zresztą nie jest jakiś strasznie skomplikowany (na pewno prostszy od nieszczęsnej vp44), problem stanowi tylko czujnik znajdujący się na końcu wałka pompy. Lubi się rozszczelnić a drogi jak pieron, poza tym ponoć po założeniu trzeba go adaptować do pompy na specjalnym stole, stąd też problemy z regeneracją tego wynalazku. Ale nie można powiedzieć że ta pompa jest jakoś specjalnie nietrwała. Jak widać 400-500 tys wytrzymuje bez remontu. Po takim przebiegu to każdej marki się rozleci, a przynajmniej zacznie lać.

  31. Obowiązkowa lektura powiadacie. W takim razie obejrzałem i bardzo się cieszę … że mam to już za sobą i nie będę musiał nigdy do tego wracać. Normalnie można docenić polską kinotekę, po takiej dawce badziewia.

  32. tez spodziewalem sie czegos niemalze rownie fajnego jak chocby „żandarmy”, ale oprocz ogromnej ilosci fajnych starych samochodow, to film nudny jak nieszczescie

  33. Połowa aut kojarzy mi się z Gwiezdnymi Wojnami czy czymś takim, szczególnie: Peugeot Heuliez Safari. Niezły oldschool zestaw 🙂

Comments are closed.