Niech to Zunder świśnie!

Zapewne po lekturze mojego ebooka o GM (ŚCIĄGNIJ GO ZA DARMO TUTAJ) jesteście już doskonale obeznani w historii marek południowoamerykańskich i wiecie, że narodową marką urugwajską jest Grummett, a ekwadorską – Andino. Oraz że w Argentynie Renault założyło firmę pod nazwą GMC w celu montażu i sprzedaży Chevroleta Chevette. Ale to czasy nowożytne, a dziś przeniesiemy się dawniej, ale pozostaniemy w Argentynie.

Absolutnym pionierem motoryzacji w Argentynie był niejaki Horacio Anasagasti. Nazwisko nie jest zmyślone, być może to z niego czerpał inspirację Douglas Adams wymyślając postać Slartibartfasta. Horacio od najmłodszych lat kochał samochody, których w czasach jego młodości w Argentynie było pewnie z pięć. W 1907 r. zaczął sprowadzać ramy nadwozi z silnikami z Francji i budować im na miejscu nadwozia. Były to samochody marki Malicet & Blin (popularna marka, wszyscy o niej słyszeli) z silnikami Ballot i Picker-Janvier.
Samochody Anasagasti sprzedawały się w Argentynie słabo, Horacio marzył że lokalna arystokracja i bogacze będą zabijać się o jego narodowoargentyńskie automobile, ale zamiast tego lubili je taksówkarze. Po 1910 r. auta Anasagasti były wyposażone w silniki Renault. W 1914 r. produkcja stanęła z powodu wojny. W całym Buenos Aires, o prowincji nie wspominając, nie było warsztatu, który podjąłby się skomplikowanego zadania odlewu silników.

Ale to była dygresja bo dziś chcę opowiedzieć o czymś innym. Marka Zunder.

Bracia Bongiovanni z Rio Cuarto w prowincji Cordoba w Argentynie mieli prosty plan: zbudować samochód, który zadziwi i zachwyci Argentyńczyków, a im samym zapewni wieczną chwałę i pieniądze. Bardzo dobry plan. W końcu lat 50. argentyński przemysł motoryzacyjny przeżywał boom. Jak grzyby po deszczu wyrastały manufaktury dziwnych pojazdów, które zazwyczaj zamykały się po maksymalnie 5 latach. Bracia Nilson i Eligio B. uznali, że oni jednak dadzą radę, bo ich pomysł był wyjątkowo bezczelny, a zarazem miał szansę powodzenia. Rozumiecie: jest to tzw. wielka akcja mapetów albo manewr Tony’ego Soprano. Idziesz na mega grubo i albo zginiesz, albo ci się uda i wygrasz, ale jeśli zginiesz, to przynajmniej nie przejdzie to niezauważone. Bracia Bongiovanni zadzwonili po prostu na zupełną pałę do Porsche, które w końcu lat 50. słynęło już ze znakomitego modelu 356.

– halo, tu mówi Eligio Bongiovanni z Argentyny, czy mogę rozmawiać z Ferrym Porsche?
– już pana przełączam.
– Guten Tag, Ferry, wir wollen… carro… wagen… zbudować. My chcemy… we want… motor. Your motor. We pay dollars. We good? You give motor?
– Ja, ja. Dollars. Sehr gut. Naturlich. Wieviel Motoren wam nużno pakupić?
– Pan posłucha, potrzebujemy kilka tych Motoren, i żebyście nam napisali, że nasz samochód jest BY PORSCHE. Może tak być? Dollars? Good?
– Sehr gut! Alles klar!

I tym sposobem do Argentyny dotarła partia silników Porsche 1500 z modelu 356 popakowanych w eleganckie drewniane skrzynie. Bracia Bongiovanni, już wcześniej nieźli biznesmeni, zatrudnili 30 osób do produkcji Zundera, w tym paru zdolnych inżynierów, którzy zaprojektowali mu stalową ramę oraz laminatowe nadwozie wyglądające jak bazgroły mojego młodszego dziecka. Tworząc nadwozie Zundera inspirowano się prawdopodobnie owadami, sądząc z tego że wygląda jak chrząszcz z oczami od muchy. Malutka klapka silnika skrywa chłodzonego powietrzem boksera Porsche o mocy 58 KM, czyli całkiem sporej jak na rok 1960. Auto zostało przetestowane i zaprezentowane z wielką pompą w 1960 r. w Buenos Aires. Na prezentację przybył szef inżynierów Porsche. W prospektach Zundera pojawiło się hasło „Homologado por Porsche”. Eligio Bongiovanni z dumą zapewniał, że nadwozie z tworzywa sztucznego to absolutna przyszłość, bo nigdy nie skoroduje, jest wieczne i bardzo bezpieczne, bo się elegancko odkształca. Hamulce i zawieszenie częściowo pochodziły z Garbusa.

Zupełnie nieelegancko zachowali się klienci, którzy ani myśleli kupować dziwacznego Zundera. Sprzedano tylko 200 sztuk. Próbowano pobudzić popyt budując coupe, ale nic nie było w stanie ukryć, że to coupe, to był po prostu Volkswagen Karmann Ghia z innym przodem i tyłem, więc kogo wy chcecie oszukać, bracia Bongiovanni. W 1963 fabryka Zundera została zamknięta, czyli bracia nie przetrwali nawet tych 5 lat. Wyprodukowano 200 sztuk tego auta, przetrwało zapewne ok. 5-6, w tym jedno coupe. Natomiast, co ciekawe, podjęto licencyjną produkcję silnika Porsche typ 616/20 i stosowano go do napędu małych samolotów, był bowiem wyjątkowo niezawodny.

Zunder przerżnął z jednego powodu: w początku lat 60. w Argentynie nie było jeszcze tak, że istniał zmasowany marketing koncernów samochodowych, oparty na założeniu, że jak ktoś nie ma samochodu to jest biedakiem, głupkiem i życiowym przegrywem. Samochód mieli raczej ekscentryczni fani motoryzacji, a nie tzw. normalni ludzie. A jeśli już taki normalny ktoś potrzebował auta, to mógł po prostu kupić sobie Garbusa.

Tagged: Tagi:
  1. Jak na auto, które miało zadziwiać i zachwycać to jest tak zadziwiająco brzydki że aż zachwyca. Czyli w sumie założenie spełnione…

  2. manon

    Nawet nie taki szkaradny. Do tego bokser i laminatowe nadwozie, które nigdy nie zgnije.

    A same „skośne oczy” to ciekawy, zapomniany, bardzo krótkotrwały epizod w stylistyce aut przełomu lat 50. i 60., mimo, że krótko, to był on prawdziwym splendiżem i prestige, pojawiał się w buickach, lincolnie, mnogo wśród brytyjczyków (nawet w konserwatywnym bentleyu, gordonie keeble i oczywiście niezapomnianym jensenie cv8) nawet w ferrari i japońskich ciężarówkach Prince Miler.

    Teraz nie przeszłoby „powered by Porsche”, no bo jak to napisać?
    Mercedes powered by Renault?
    Jaguar by Tata?
    Alfa by Fiat?
    Lancia by Fiat?
    Audi by VW?
    Seat by VW?
    Skoda by VW?
    Rolls Royce by BMW?
    Dacia by Renault?
    …a, czekaj…

  3. Możliwe że bracia Bongiovanni tak dobrze dogadali sie z Porsche bo przed wojna i krótką, transoceaniczną wycieczką ubootem nazywali sie Guttenjohan albo jakos równie ładnie 🙂 Bo w Brazylii i Argentynie troche takich agentów po wojnie bylo.

  4. Ciril

    Manon:

    akurat w przypadku Seata i Skody działa to dobrze od lat.

  5. Wolniej, wolniej… Na prospekcie jest napisane „homologado”, a to nie to samo co „powered”. Zunder był akurat i powered i homologado, ale to że taki Jaguar jest Taty to nie znaczy zaraz „powered”, a co najwyżej „sponsored”. A Ferrari jest co? FIRE?

    Jak ktoś zrobi dobry silnik i go inni kupują to co w tym złego? Wiem, to że jest francuski. A jak ktoś ma wagony hajsu z herbaty i stali i za to kupi sobie manufakturę Jaguara i się bawi, to też nic złego. Lepszy Jaguar Tata niż brak Jaguara poprzez homogenizację z Mondeo. Saab story.

  6. Jerzy

    Przynajmniej wyprodukowali więcej egzemplarzy niż u nas Syreny Sport.
    Podoba mi się układ tylnych świateł. Zegary też chyba z 356?

  7. Dr. Kamil

    Nieco brutalna stylistyka ale coś w sobie ma, taką jakąś niemieckość, mogli go nazwać Zünder. Zünder kampfwagen, ö jaaa!

  8. zwolak

    Na zdjęciu z parkanem i niebieskimi słupami stylistyka boczna pojazdu poniżej linii szyb bardzo przypomina mi Mercedesa Gullwinga.

  9. Pewnie do tej manufaktury zainspirowali ich zbiegli naziści z Niemiec

  10. Jaśko

    Pewnie tą rozmowę z Herr Porsche prowadził jakiś z późnowojenny imigrantów z Bawarii, który musiał przeprowadzić się do Ameryki Południowej ze względów zdrowotnych. Jak parę tysięcy jego kolegów.

  11. swietne masz te tytuly artykulow Notlaufie! no i sama wiedza bezurzytecznej ale jakze ciekawa rowniez swietna, a sam samochod strasznie paskudny, nic dziwnego ze sie nie sprzedawal.

  12. To nadwozie wyprzedziło epokę o kilka epok. Ma bardzo wiele cech współczesnej stylistyki agresywnego mydła: groźnie skośne i wielkie zespolone reflektory, sporą ilość przetłoczeń, chromolone dodatki wszędzie i ejdżdyzajnowo pocięte linie okien. Świętojańcy byli maksymalnymi prorokami. Nawet lexus-looki wynaleźli.

  13. Matys

    Kocham Cię za Twoje błędy człowieku

  14. vogon.jeltz

    Propsy za Adamsa i Slartibartfasta.

  15. pete379

    A wystarczyło wrzucić inne reflektory na przód, dach pociągnać w dół i zrobić fastbacka… bo linie skorupy dolnej jak ktoś wyżej zauważył tak troszkę odpatrzone od SL-ki (wystarczyłoby je ładniej wyoblić w okolicach kół) i ciekawie taki fastback by wyglądał.

Comments are closed.