Kupiłem sobie pocztówkę

Przede wszystkim przypominam, że można sobie za darmo pobrać mojego ebooka o historii General Motors:

TU JEST LINK.

Pobierz go sobie i się nim ciesz! Im więcej osób go pobierze, tym chętniej napiszę drugi – o samochodach dostawczych i użytkowych, o których nigdy nie słyszeliście. Możesz mnie wesprzeć, ale nie ma nacisku.

A teraz już do sedna. Ostatnio była taka akcja, że trzeba było kupić pocztówki od jakiegoś gościa, bo był tam chory, czy coś, i wyprzedawał swoją kolekcję. Dobra, no to niech ma, jeśli oczywiście są jakieś z samochodami. Na szczęście były. Polskie pocztówki z autami przeważnie nie są zbyt ciekawe, chyba że jest na nich Dual Ghia, mimo wszystko wolę te zagraniczne. I taką sobie właśnie kupiłem. Z Michaelerplatz w Wiedniu, prawdopodobnie z początku lat 50. Wysłana była przez Jankę i Jasia do pani Marii Wilczyńskiej z Sejn z pozdrowieniami z Wiednia.

Pocztówka jak pocztówka. Mała i nic nie widać. Oczywiście tak jak moglibyście się spodziewać, w tym 1950 czy 1951 r. można było wjechać sobie na Michaelerplatz autem i tam zaparkować, teraz to nie do pomyślenia, przecież to jest Przestrzeń Dla Ludzi, bleblebleble – jak o tym słyszę to mi się odbija parówkami z wczoraj. Gdyby ktoś był ciekaw, to Michaelerplatz teraz wygląda tak: LINK.

No ale są na szczęście fury i jest ich sześć. Zaczęło się łatwo, potem było już trudniej.

Nr 1 to oczywiście Baby-Steyr. Odsyłam do mojego wpisu na temat Baby Steyra: link

Nr 2 to oczywiście Fiat 500 Giardiniera, czyli włoski „drewniak” kombi. To tzw. seria C, ostatnia z linii Topolino, wytwarzana w latach 1948-1955. Widoczny na zdjęciu samochód jest więc praktycznie całkiem nowy względem momentu robienia zdjęcia i w dodatku mamy tu do czynienia z wypasioną odmianą Belvedere, która mogła mieć trzy szprosy na drzwiach, albo dwa. Widać tablicę rejestracyjną powojennego wzoru austriackiego używanego do 1990 r.: W 29 724. Można być na 99% pewnym że jest to Steyr-Puch-Fiat, bo i pod taką nazwą występował Fiat 500. W Niemczech nazywał się Neckar albo NSU-Fiat, we Francji ten wóz sprzedawano jako Simca 6. No ale tu niewątpliwie jest to Steyr.

Nr 3 to Steyr-Fiat 1100, model z lat 1939-1953. Z początku nazywał się 508 C „Nuova Balilla 1100”, potem 1100 lub Millecento. Miał charakterystyczne schowane klamki (nie wystawały z drzwi) i drzwi boczne otwierane skrzydłowo. Był bardzo lubiany i mega popularny w Austrii, dopiero w latach 60. wyparł go Garbus.

Nr 4
Nie było łatwo. Pierwsze skojarzenie: Frazer. Bzdura, Frazer miał zwykłe drzwi, nie skrzydłowe. MG Magnette? Podobne, ale też nie to. Goliath GP900? Nie był 4-drzwiowy. Potem stwierdziłem, że ten wóz jest zajebiście podobny z bocznej linii do Rovera 75 P4 z 1949 r., ale ma kompletnie inny przód. To jednak już był jakiś trop. Potem stwierdziłem, że dokładnie ten sam opis mogę zastosować do Lancii Appii: nadzwyczaj podobny bok, zupełnie inny przód. I trop mi się urwał. Ale potem mnie olśniło, że ten samochód był niedawno na poznajemysamochody.

To Singer SM1500 z 1948 r. Zbudowano tylko 17 300 sztuk. Auto było z jednej strony dość nowoczesne, bo miało silnik OHC, co w angielskich konstrukcjach z tamtego okresu stanowiło nowość, z drugiej strony dość grzybiarskie, ponieważ miało zupełnie oddzielną od nadwozia ramę. Stylista Leo Shorter jawnie przyznawał się do inspiracji amerykańskim Frazerem z 1946 r., co było i moim pierwszym skojarzeniem. Silnik OHC był naprawdę mega udany, osiągał bez problemu 100 000 km bez naprawy głównej, o ile ktoś wymieniał olej. Auto miało seryjne ogrzewanie z nawiewem na szybę. Klienci cenili sobie solidność Singera i odporność na jazdę po złych drogach, był nawet używany jako radiowóz i taksówka, jednak miał pewną wadę, która w dłuższej perspektywie zniechęciła odbiorców – źle zaprojektowaną dźwignię biegów w kolumnie kierownicy (skrzynia miała 4 biegi), która wymagała ogromnej siły przy włączaniu dwójki i wstecznego. Narzekano, że kobieta nie poradzi sobie z Singerem, albo uszkodzi sobie nadgarstek szarpiąc za wajchę. Klienci mieli do wyboru sporo angielskich marek – Austina, Morrisa, Wolseleya, Rovera, Rileya, Singera, Humbera i parę jeszcze mniejszych, więc Singer miał trudne zadanie przy swojej małej skali produkcji. Ostatecznie solidność silników nie wystarczyła i dwa lata po zakończeniu produkcji modelu SM1500, Singer trafił w ręce Rootesa.

Nr 5
Nie_mam_pojęcia. Głębokie przedwojnie. Opel P4 czy ki pies? To musiał być straszny obciach jeździć czymś takim w 1950 r.

Z tyłu widać jeszcze fragment nr 6 – to też Steyr-Fiat 1100. A za nim jeszcze jedno nierozpoznawalne auto.

I to wszystko, stej ołsom!

← Previous post

Next post →

42 Comments

  1. O Rzesz stężenie austriackości! I tyle ich było na PS. A ten 5 to zwykły Austro-Hipster.

  2. Mikołaj

    Pierwszy! Podziwiam wiedzę, tego piątego nigdy bym nie zgadł.

  3. Nr 5 to nie jest przypadkiem jakiś przedwojenny Steyr? Nie mam siły w tym momencie szukać, bo jeszcze mam do przejrzenia jutrzejszy wpis, ale sądzę, że to może być Steyr z przełomu lat 20-tych i 30-tych. Opel P4 na pewno nie, bo one miały wyłącznie karoserie całostalowe (co najwyżej z Rolldachem z tkaniny, ale z metalowymi boczkami).

  4. Trzepisław Prąciwalski

    Spoko kontent dziś.

  5. Nawet jakieś rodzynki się załapały na pocztówkę, ale to raczej pozowane zdjęcie. Jeżeli nie pozowane, to za takie szerokie parkowanie karny kutas na szybę się należy 😛

  6. RoccoXXX

    Bardzo ciekawe. Starych pocztówek z autami generalnie nie zbieram aczkolwiek trochę ich mam. Mnie zawsze w tych pocztówkowych historiach intryguje, oprócz samych samochodów, kim byli Janka i Jasio piszący z Wiednia, a kim pani Maria Wilczyńska z Sejn.

  7. wybieram numer 5, tylko szkoda ze nie pelnometalowy :)

  8. emmerce

    Ta 5-ka to z linii tak jakby Chevrolet International.

  9. Jest jeszcze jeden pojazd, w tle, za numerem 4.

  10. radosuaf

    „Oczywiście tak jak moglibyście się spodziewać, w tym 1950 czy 1951 r. można było wjechać sobie na Michaelerplatz autem i tam zaparkować, teraz to nie do pomyślenia”.
    No i oczywiście, gdyby tam dzisiaj można było parkować, to by się skończyło na pięciu samochodach…

  11. kasztan

    Nie tylko Michaelerplatz.
    Tu proszę Stephansplatz (plac wokół katedry św. Stefana) przed 1974

    http://images.derstandard.at/2014/02/20/1392699545647-stephansplatz.jpg

    pozdrawiam,
    kasztan

  12. Ernesto

    Jeszcze jest ósme auto przypominajace jakiegos forda t lub wszystko inne co wygląda jak ford t.

  13. Co do nru 5 – P4 to-to na pewno nie jest, nieśmiało postawię na późnego Opla Laubfroscha.

  14. Też myślałem w pierwszej chwili o Laubfroschu, ale jest jednak na niego zbyt solidny, poza tym nie zgadza się kształt tyłu. Ze względu na pojemność silnika i paliwożerność (w końcu okres tuż po wojnie) wykluczyłbym marki amerykańskie. Stawiałbym raczej np. na Fiata 508 pierwszej serii z 1930 r. (oczywiście wyprodukowanego przez NSU).

  15. Autokorekta: Fiat 514 Spyder z lat 1929-31

  16. emmerce

    Do fiata 514 Spider bardzo podobny, nie mniej na moje oko to ramka chłodnicy w 514 jest znacząco węższa, tył bardziej obły i chyba inne lampy.

  17. Na tym zdjęciu ramka też wygląda na grubą:

    http://only-carz.com/image.php?pic=../data_images/gallery/01/fiat-514/fiat-514-01.jpg

    Co do reflektorów, to faktycznie trochę za bardzo wydłużone, ale nie zdziwiłbym się gdyby po 20 latach eksploatacji i pożodze wojennej w międzyczasie, samochód był trochę skundlony.

    W każdym razie nie mam lepszego pomysłu.

  18. emmerce

    To dorzucam do stawki Peugeot 190s Coupe. Jakie te fury wszystkie podobne, niczym SUVy dzisiaj! 😉

  19. Marcin Jan

    ad. 4
    Tak się zastanawiam ile faktycznie kobiet w latach pięćdziesiątych miało prawo jazdy.

  20. Ja tym razem nie na temat wpisu, tylko na temat „Wszystkich marek GM”. Czy Autor opowie nam po zakończeniu krołfundingu jak też się on udał? Czy czuje się zachęcony do dalszej pracy? Jakaż była średnia wycena tejże pracy? Jak się ma ilość ściągnięć do ilości wpłat? Jest to interesujące ze względów socjologiczno- praktycznych. Czy warto w ogóle takie akcje robić na blogasku? Czy może szkoda prądu?

  21. KIEROWCA

    Czy jeżdżenie numerem 5 było obciachowe? Nad tym akurat bym podyskutował.
    W latach 50 prestiż zapewniało posiadanie czegokolwiek żeby tylko się kółka kręcili :-)

  22. Tak, podzielę się

  23. lordessex

    @Admin:
    A co z Encyklopedią Gratów Polskich? Jest w trakcie realizacji czy zaniechałeś już pomysłu?

  24. jest na 3. miejscu następnych projektów :)

  25. wypozycz

    Super artykuł, kiedyś auta miały duszę nie to co teraz. Jakbym mógł to bym takimi autami i w dzisiejszych czasach pojeździł.

  26. Tomeez

    A może to Austin 7? Miał trochę różnych nadwozi.

  27. iParts

    Tym Fiatem 500 to jeździłbym :) zawsze mnie ciekawiło jak to było w tamtych czasach, jazda takimi autami wymagała od kierowcy nie tylko sporych umiejętności ale zapewne też odwagi i brak zdrowego rozsądku.

  28. Autosalon

    Dziękuję obywatelowi Z.Łomnikowi za kalendarz.
    Michaeler Platz podoba mnie się z autami i bez.

  29. Ha dobra wiadomość DOSTAWCZAKI są na pierwszym miejscu! publikacja w kwietniu?
    Poznałem tylko 500 to jest niemożliwe znać tyle samochodów

  30. truten23

    Uff, Notlaufie, ale liczę że jednak dokonasz tego dzieła, jakim jest Encyklopedia gratów Polskich :)
    A już się bałem że ją wydałeś a ja przeoczyłem 😀

  31. truten23

    @wypozycz, wszystko zależy co rozumiesz za tą „duszę”.
    Bo jeśli chodzi o pitstopy na czyszczenie dysz jałowych obrotów w gaźniku, albo zastanawianie się czy w końcu odpali, kiedy pada a Ty spóźniasz się właśnie do roboty, to ja jednak dziękuję za taką „duszę”.
    W takim wypadku wolę jednak moją 18letnią „plastikową” i niezawodną mazdę.
    Albo „kota”, który zaczął jeździć jak należy 😀

  32. KIEROWCA

    Truten – właśnie te pit stopy to była prawdziwa motoryzacja tylko dla ludzi którzy chociażby w najmniejszym stopniu to ogarniali. W bagażniku zapasowe świece, cewki, przeguby, fartuch, skrzynka narzędziowa (obowiązkowo w srebrzance młotkowej) :-)
    Teraz to już nie to kiedy byle blondynka 20 lat po prostu wsiada, odpala i jedzie. Nie można już pobrudzić rączek, nie trzeba się na niczym znać. Za wygodni się staliśmy.

    Prawie żaden kierowca nie czyści już świec co kilka miesięcy, nie ustawia przerwy na elektrodach, nie sprawdza poziomu oleju, nie potrafi sporządzić minii ołowianej z pokostem. Rzeczy które jeszcze w latach 90 stanowiły codzienność.
    Osobiście tęsknię do tamtych czasów, do normalnych gaźnikowych samochodów ze ssaniem i szybami na korbkę. Dlatego jeżdżę Cinquecento. Wprawdzie nie oddalam się powyżej 40 km, no ale od tego są busiki. Płacę 10 zł za ok. 100 km i się nie martwię. A ostatnio na komisji w zusie jeszcze mi zwrócili 33 zeta kosztów podróży :-)

  33. @wypozycz Ciesz się, że mają silniki spalinowe jeszcze bo za kolejne …dziesiąt lat będziesz mógł mówić „kiedyś auta miały silniki gdzie moc ognia zamieniana była w napęd kół”.

  34. radarro

    @kierowca – no pacz pan, właśnie tydzien temu zmniejszałem przerwe na elektrodach do LPG, więc chyba nie jest tak źle.
    No ale ja jestem chyba ten sam rocznik co barman na tym dancingu, więc coś jeszcze pamiętam :)

  35. KIEROWCA: ojciec kolegi co raz wyciaga akumulator z seicenta i bierze do domu zeby podladowac, bo tak trzeba, mimo ze jest naladowany i sprawny, i nie idzie go przekonac ze tam jest alternator i elektroniczny regulator i ze to nie maluch z pradnica, tak trzeba i juz 😉

  36. A ja bym tak nie narzekał na brak kultury technicznej w społeczeństwie – historia po prostu zatacza koło. W początkach motoryzacji gentleman też sobie nie brudził rąk przy czynnościach obsługowych, a tych co skłonni byli sobie brudzić nie stać było na samochody – czas wrócić do korzeni i skończyć z plebejskim automobilizmem.

  37. lordessex

    @truten23: @wypozycz:
    W sumie to każdy z was ma w pewnym stopniu rację.
    Owszem, można powiedzieć że dawniej samochody miały „duszę” bo przynajmniej normalnie wyglądały a wiele z nich było wręcz dziełami sztuki na kołach (mówię głównie o samochodach uznawanych obecnie mniej lub bardziej za klasyki), nie to co teraz, prawie same paskudne plastikowe pseudo-SUVy o wyglądzie rozdeptanej żaby. To już Passat Bepiątka wygląda przy nich jak dzieło sztuki (ale jak to mówią, o gustach się nie dyskutuje).

    Należy sobie również uświadomić że nie każdy z tych dawnych samochodów by się obecnie nadawał na „daily drivera”. Nie wyobrażam sobie w takiej roli Warszawę, Syrenę, Żuka czy Nysę czy Trabanta 600/601 np czy jakikolwiek inny wehikuł z lat 50 (po części nawet i 60) i starszy, są już po prostu zbyt archaiczne jak na dzisiejsze „standardy”, ale już samochody typu Mercedes W114/115, W123, Ford Granada, Taunus, Volvo 240, 740, Audi 100 C2, C3, (w zasadazie jakikolwiek Zachodni/japoński wóz z lat 70-80) itp, to już jak najbardziej.

    Jeśli ktoś lubi się dłubać i takie wymuszone pit-stopy, dreszczyk emocji, itp (o czym wspomina kolega truten23)… to ok, jego sprawa. Ja jednak takich emocji, wrażeń i niepewności czy zapali, czy nie zgaśnie po drodze, do szczęścia nie potrzebuję, szczególnie gdy muszę wyruszyć w trasę 300km i pada deszcz. Całe szczęście że przy nowszych samochodach (mam na myśli głównie lata 70 do początku 90) nie występuje to już tak często.

    A co do umiejętności mechanicznych o których wspomina kolego „Kierowca”, to było po części wymuszone okolicznościami. Większość samochodów wówczas jeżdżących w Polsce wymagała dość częstych interwencji, i jak ktoś nie miał za bardzo świadomości technicznej i nie potrafił sobie z tym jako tako radzić, to po prostu był w czarnej d…. jak mu się trafiła awaria gdzieś w zapadniętej wiosce w środku nocy podczas ulewy.
    A teraz to zanika właśnie w dużym stopniu ze względu na wygodnictwo, bo wolą zadzwonić po assistance. Wiele facetów nie potrafi obecnie nawet koła zmienić bo się boją pobrudzić. W d…..ach się przewraca od dobrobytu normalnie 😛

  38. lordessex: jezdziles wogole Trabantem 601? bo ja mialem i na daily drivera sie doskonale nadaje – maly zwrotny, szybki, w zasadzie niezawodny, tylko ze pali po miescie 8-9 mieszanki, ale swietny samochodzik, bez porownania na plus z maluchem, w srodku wygodnie, bagaznik 2x wiekszy niz w DFie (mimo ze tez sedana mialem)
    Zuk czy Nysa do miasta sa po prostu za duze, choc fakt, to tez strasznie toporne ustrojstwa, ze juz o ich zarlocznosci nie mowiac (17-20 gazu)
    syreny nie mialem to sie nie wypowiadam, jedynie slyszalem od wszystkich co mieli ze to sie bez przerwy psulo, wiec zapewne duzo w tym prawdy, zreszta paskudne toto strasznie

  39. lordessex

    @benny.pl:
    Trabanta 601 nie miałem, jeździłem tylko na krótko (kilka razy może) Trabantem brata, ale on już miał czterosuwa 1.1, do krótkich i średnich dystansów był w sam raz, ale na dłuższą trasę już niezbyt wygodny. Naprawdę Trabant 601 był taki niezawodny? Nie trzeba było ciągle zapłonu i gaźnika ustawiać?

  40. @lordessex – trabi był jednym z bardziej niezawodnych aut tamtych lat. Problemy z gaźnikiem najczęściej brały się z notorycznie nieczyszczonego filtra w kurku paliwa. Trampek nie miał pompy paliwowej, bak był jak w motocyklu – i jak w motocyklu był kurek paliwa. Jego obsługa ograniczała się do wykręcenia takiej zakrętki w formie naparstka, przetarciu od środka i wkręceniu z powrotem. Pół minuty roboty raz na kwartał. Pierwsi właściciele Trabich o tym wiedzieli. Młodziaki co w latach późnych 90. kupowali trampki jako pierwsze suto nie wiedzieli lub mieli to gdzieś. I stąd cały zły PR.
    Druga sprawa to zapłon, umieszczony w prawym nadkolu. Na aparacie była gumowa pokrywka, wytrzymywała bez problemu 10 lat. Potem mogła tracić szczelność, wtedy wilgoć spod kół dostawała się do zapłonu i trabi parskał zamiast jechać. I znowu – starzy właściciele zmieniali to profilaktycznie, gimbaza olewała. Tak jak dziś z paskiem rozrządu – tylko skutki mniej opłakane. Suszyłeś przerywacz i jechałeś dalej…
    Tak naprawdę to w trabiszonie niewiele co się miało zepsuć. Nie było tam chłodnicy, pompy paliwa, pompy cieczy chłodzącej i wielu innych „gadżetów” wzbudzających strach o ówczesnych kierowców

  41. A zalewanie świec w trabantach to najczęściej wynik jazdy z półssaniem na ciepłym silniku przy +20 stopniach na dworze. Ale tego żaden dwusuw nie wybacza 😊

  42. lordessex

    @miki:
    Dziękuję za niezwykle cenną opinię :-D. Pierwszy raz słyszę żeby ktoś się tak pozytywnie wypowiadał o Trabancie, Wszystkich użytkowników Trabanta których znałem do tej pory to psy na nim wieszali.

Comments are closed.