Witold Rychter i brzuchatki

Przeczytałem z uwagą całe opus magnum Witolda Rychtera, czyli Dzieje Samochodu. Książka ta jest niezwykle ciekawa i pouczająca, właściwie wyssałem z niej wiele wiedzy w dziedzinie motoryzacji. Niestety jak pojawił się powszechny dostęp do internetu, to się okazało, że sporo z tej wiedzy mogę wywalić do kosza. Nie istniał ani japoński mikrosamochód Kawasota Sugarface, ani angielski dziwoląg Murdstone-Ptamirgan, ani nawet pojazd Kranzlera na bazie lawety od haubicy. To wszystko były rysunki, które Rychter znalazł w National Lampoon.

To spowodowało, że zacząłem trochę wątpić w resztę tej książki. Na stronie 290. znajduje się opis samochodu Bellanger. Rychter z jakiegoś powodu niesamowicie miesza go z błotem:

Niestety w książce Rychtera nie znalazłem zdjęcia samochodu Bellanger, a szkoda, bo byłem niezwykle ciekaw, jak wygląda samochód mający postać zlepka gwałtem dopasowanych do siebie części. Wujek Google pomógł mi i znalazłem się w kropce.

Zaiste, przezwisko „brzuchatka” jest jak najbardziej uzasadnione w przypadku tego pojazdu, ale w żadnym razie nie odbiega on jakoś szczególnie od tego, co najczęściej produkowano jako auta osobowe po I wojnie światowej. Wcale też nie wygląda jak zlepek gwałtem. Problem w tym, że według wikipedii – o ile można jej wierzyć – Bellanger był marką francuską, a nie amerykańską. A dokładniej nazywał się Bellanger Freres (bracia Bellanger) i istniał w latach 1913-1925. Początkowo stosowano silniki Daimlera z rozrządem bezzaworowym Knighta (z suwakami poruszającymi się wzdłuż tulei cylindrowych – genialny wynalazek, niestety bez sensu), potem zaczęto montować prostsze w produkcji, a co za tym idzie – tańsze silniki Briscoe. W ogóle Benjamin Briscoe to był kolejny świr wart wspomnienia, ale nie będę się teraz o tym rozwodził, udało mi się znaleźć informację, że to Briscoe pożyczył forsę w 1901 r. niejakiemu Davidowi Buickowi, który chciał zbudować samochód. Marka Buick istnieje do dziś, a Briscoe? No właśnie. Nieważne.

„Samochody bez zaworów”

Tak czy inaczej, Bellanger przed I wojną światową faktycznie budował samochody z przeznaczeniem na taksówki i podobno radziły sobie one bardzo dobrze w trudnych warunkach paryskich. Po wojnie zaprezentowano trzy modele: dwa małe z silnikami R4 i jeden bardzo duży z 6,3-litrowym V8. W 1919 r. silnik V8 był czymś naprawdę rzadko spotykanym. Te „małe” auta miały silniki 3.2 lub 4.2. Taki 4,2-litrowy Bellanger rozwijał szokującą moc 30 KM. Różne źródła podają, że powstało ok. 1000 sztuk. Książę Monaco miał samochód Bellanger i używał go okazjonalnie aż do 1952 r. Co za świr.

Jedyna firma Bellanger jaką znalazłem w USA mająca cokolwiek wspólnego z motoryzacją to jakaś manufaktura w Kalifornii produkująca tuningowe kolektory wydechowe. A więc panie Witoldzie, co tam Pan znowu namieszał?

← Previous post

Next post →

19 Comments

  1. Co za niesamowity zbieg okoliczności. Przeczytałem kiedyś ta książkę i doskonale pamiętam, ten fragment, w którym Rychter zmieszał z błotem jakiś samochód. Miałem zamiar nawet ostatnio odszukać ten fragment żeby znaleźć trochę informacji o tym samochodzie w internecie, ale książka jest w sumie chaotycznie napisana i nie wiedziałem jak odnaleźć ten opis samochodu.

    Nie próbowałem też nigdy podważać tego co on tam pisze o samochodach, bo to w końcu świadek tamtych czasów i bądź co bądź, znawca tematu. Może jednak Witold Rychter, to bajkopisarz…..
    W sumie to ciekawe gdzie leży prawda

  2. Kurcze, ostatnio Łomnik nocą pracuje na tekstami podobnie jak niesławny parlament się wygłupia ze swoimi durnymi popisami. Przypadeq ? No mam nadzieje.

  3. Może być też tak, że to, co pisze Rychter to wcale nie są banialuki. Przecież możliwa jest sytuacja, że ktoś kreatywny faktycznie robił takie samochodowe Frankensteiny z zalegających w magazynach części- chłodnic sprowadzonych z Francji, całej reszty- z USA, budujący lokalnie jakieś proste nadwozia i sprzedający to właśnie jako Bellanger- bo na chłodnicy taki napis po prostu już był. A czemu dawno zapomnianej? Skoro Bellanger właściwy działał do 1925 roku, to pewnie ostatnie lata podupadał, a na pewno był producentem niszowym, zupełnie nieznanym w Polsce. Przy braku czasopism, kiepskiej wymianie informacji nawet gdy marka ta funkcjonowała nie była znana u nas. A co dopiero w 1930 roku, 5 lat po zniknięciu z Francji?

    Swoją drogą, cudowna jest ta chłodnica wyglądająca jak bojler.

  4. Co do auta to faktycznie wygląda normalnie, a pan Witold może z pamięci pisał i wiedział, że nikt go nie sprawdzi przez dziesiątki lat.
    Silnik bezzaworowy ma sens, gdy jest Wanklem lub dwusuwem, bo skoligacenie czterosuwu z silnikiem parowym to szaleństwo – kreatywny bezsens.

  5. Ostatni raz miałem tę książkę w rękach jakieś 20 lat temu. Pamiętam rozdział o samochodzie zbudowanym na Alasce…

  6. Kiedyś na automobilowni było o fikcyjnych autach zawartych w tej książce i opisanych jako prawdziwe. Z całym szacunkiem dla Rychtera, ale obecnie ta książka stanowi co najwyżej ciekawostkę czytelniczą, bo jako poważne źródło informacji o motoryzacji jest jak widać dość zawodna :P. A szkoda.

  7. RoccoXXX

    Ostatnio dość dużo poczytywałem Auto Techniki Motoryzacyjnej z lat 80-tych. Niestety też dużo faktów na temat samochodów i innych zjawisk motoryzacyjnych nie znajduje potwierdzenia we współcześnie znanych faktach, powszechnie dostępnych w necie.

  8. Na prospekcie napisane, że produkcja seryjna, a salon przy Polach Elizejskich. Miejsc pięć, a kierowca zadaszony. Skoro kupowali to za niemały hajs paryscy taksówkarze, to nie mogło być tragiczne, bo ten teren do łatwych nie należy do dziś. Same góry i ostre zakręty. Dołóżmy do tego wszędzie bruk wtedy. Pomyślałem sobie, że Pan Rychter to taki red. Kubełek i z gruntu nie lubi motoryzacji oraz pojęcia nie ma, a skoro Bellanger mu nie posolił to go objechał. Ale to się kłóci ze szczegółami opisu silnika, osi, gaźnika. Skoro WR podaje takie szczegóły, a przecież nikt go nie zmusza, to istotnie mogło być tak jak @Jakub napisali. Marka zniknięta, ale chłodnice z napisem na magazynie, polski Dyzma czuwa. Ciekawe więc jak wyglądał ten „nasz” ulep.

    ps. Poziom PS wznosi się oj wznosi…

  9. damianyk

    W powojennym samochodzie 30 koni z 4,2 litra pojemności to dość żenujący wynik. Może dlatego tak go mieszał z błotem pan Rychter.

  10. podejzewam ze w tamtych czasach po prostu byl tragiczny dostep do informacji, a p. Rychter pisal po prostu to co uslyszal od znajomych lub sam widzial na jednostkowym przykladzie, ktory mogl byc ulepem z braku dostepu do orginalnych czesci, i nawet juz kolejny wlasciciel takiego ulepu niekoniecznie musial wiedziec o tym ze to jest ulep. wszyscy tacy madrzy jak moga sobie w goglach sprawdzic, wtedy nie bylo gogli – byly ale takie na motor

  11. Jak dla mnie z opisu jasno wynika że nie chodziło o seryjne samochody Bellanger, więc najbardziej prawdopodobny jest scenariusz opisany przez Jakuba. Niestety p. Rychter był prawdopodobnie najbardziej użytecznym świadkiem epoki, jakim dysponowaliśmy, więc sprawa jest w zasadzie nierozstrzygalna. Natomiast co do poprawności merytorycznej „Dziejów samochodu”, to tylko pokazuje piękno (i grozę) Internetu. Powszechna mobilność, powszechny dostęp do informacji i wreszcie powszechna łączność w czasie rzeczywistym – to trzy rewolucje które zmieniły porządek świata.

  12. KIEROWCA

    Wychodzi na to, że jedynymi wiarygodnymi źródłami jeśli chodzi o motoryzację w dalszym ciągu pozostają Zbigniew Łomnik i Andrzej Śrubak :-)

  13. Panie Łomniku, chciałbym widzieć Pana wpisy na Jalopniku, niech wiedzo jakiego mamy genialnego blogera motoryzacyjnego

  14. Zdjęcie z góry pochodzi z monakijskiej wystawy będącej własnością ś.p. księcia Rainiera III – byłem tam po raz pierwszy w 1995r. i jako znający Rychtera niemal na pamięć doznałem opadu szczęki na widok tego auta. Chyba jeszcze większego niż za sprawą znajdującego się w tej samej sali kasku Ayrtona Senny umieszczonego na czymś w rodzaju mini-ołtarzyka zrobionego z elementów silnika F1 (a to było ledwie 14 miesięcy po jego śmierci).

    Co do Rychtera, to miałem zaszczyt rozmawiać kilka razy z jego Wnukiem, panem Krzysztofem. W temacie rzetelności Dziejów Samochodu powiedział mi dokładnie to, co przypuszczałem: za PRL-u nie było dobrych źródeł, a pisanie w wieku prawie 80 lat o czasach swojej młodości rzadko skutkuje pełną precyzją. Pewne rzeczy się człowiekowi zamazują, nakładają, inne znikają i tak to bywa. W tamtych czasach trudno było o coś lepszego, więc czytaliśmy, co było.

    O obrazkach z National Lampoon też rozmawiałem z Panem Krzysztofem. Poleciłem mu swój własny artykuł, ale od tego czasu nie miałem okazji z nim rozmawiać, więc nie wiem, co sądzi. Temat był mu nieznany, ale i tutaj od razu odpowiedział mi to samo, co mógłbym sam przypuszczać: skąpe źródła, brak kontekstu i słaba znajomość angielskiego (Rychter sam pisał w autobiografii, że mówił dobrze po niemiecku i francusku, ale słabo po angielsku, przez co nie mógł korzystać z najcenniejszych materiałów). To wszystko mogło sprawić, że nie wychwycił ironicznego charakteru publikacji. A może ktoś mu podesłał wycinki z kiepskim tłumaczeniem…? sprawdzić nie było jak…

    Na pewno nie mogę się zgodzić, że Witold Rychter był „bajkopisarzem”. Nam dzisiaj łatwo być mądrymi, bo mamy w kieszeni wujka Google’a i ciocię Wiki, a dowolną publikację z dowolnego kraju przysyłają nam do paczkomatu w kilka dni. 40 lat marzeniem było dorwanie się do zachodniego prospektu albo gazety, której i tak się nie rozumiało… A poza podobnymi wpadkami w książkach Rychtera jest przede wszystkim niesamowicie oddany duch przedwojennego automobilizmu, o którym żaden wikipedysta nie ma i nie może mieć pojęcia…

  15. Janusz Wąsowicz

    Śliczna ta brzuchata chłodnica! Faktycznie, auto odbiega dość znacznie od wyobrażenia, jakie można o nim mieć po przeczytaniu cytowanego fragmentu książki. Co do mocy, 30 KM z 4,2 litra wcale nie było wtedy, w 1919 roku żenującym wynikiem. Nowszy Ford Model A (1927) osiągał 40 KM z 3,3 litra pojemności skokowej – więc postęp był, choć niezbyt drastyczny. Zresztą te 30 KM i pewnie spory moment obrotowy w połączeniu z trójstopniową skrzynką biegów pewnie spokojnie wystarczały do w miarę sprawnego rozpędzenia się do prędkości podróżnej rzędu 50 km/h i poruszanie się w terenie o zmiennym nachyleniu.

  16. Szczepan pozamiatał, a tymczasem w Poznaniu smaczny naturszczyk z gatunku Poznajemy Samochody:
    http://olx.pl/oferta/lancia-gamma-gamma-2500ie-142km-classic-zadbany-CID5-IDd2NOf.html#bebddf76fe

    Nie za stozylionów, kompletna i zdecydowanie jedyna taka + dwudrzwiowy sedan (no może trochę przesadziłem). Do lekkich poprawek tapicerskich.
    Kilka razy przecierałem oczy.

  17. RoccoXXX

    @Nautlof
    Mam ogromną prośbę, jak możesz, żebyś wrzucił link do tego tekstu na złomniku co to pisałeś o Rodezji. Szukałem tego w archiwum i nie kogę znaleźć a chcę coś o rodezyjskiej motoryzacji napisać, nawiązując do Twojego wpisu. Z góry dziękuję i pozdrawiam. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku.

  18. nie pamiętam o żadnej Rodezji niestety, ale polecam zlomnik.pl/archiwum

  19. lordessex

    Było coś o jakimś prototypie skonstruowanym przez Polaka w Rodezji, Sokół Coupe czy coś takiego.

Comments are closed.