Henryk J, Cesarz

W mojej młodości zaczytywałem się autobiografią Franka Zappy. Gość jest do dziś dla mnie idolem, pomijając to, że nie mógłbym mieć długich włosów ani palić papierosów. Reszta jego podejścia i poglądów nadzwyczaj pokrywała się z moimi. Zappa ogólnie nie oszczędzał czasów gdy był młody, wprawdzie mylił fakty historyczne, uznając wojnę w Korei za przedłużenie II wojny światowej, ale jego spostrzeżenia były bardzo ciekawe – zwłaszcza te dotyczące produkcji broni biologicznej w Stanach Zjednoczonych. Miał na ten temat sporo do powiedzenia, bo jego ojciec był inżynierem wojskowym ds. broni biologicznej. Co jakiś czas rodzinę Zappów przenoszono z jednej jednostki / ośrodka badawczego do innego, no i trzeba było jakoś się między nimi przemieszczać po jednopasmowych wówczas „interstate highways”. Najgorzej Zappa wspominał podróż samochodem „Henry J”, określając go jako „deska do prasowania z piekła rodem”.

I tak sobie przeczytałem o tym Henrym J i uznałem – e tam, jakieś bzdury. Pewnie to była ksywka jakiegoś normalnego wozu typu Buick lub Plymouth. Potem jednak nastały czasy internetu i okazało się, że Henry J istniał naprawdę. Był to, nie licząc Crosleya, jedyny naprawdę mały wczesnopowojenny samochód amerykański. Nie liczę Crosleya, bo po pierwsze, Crosley zasługuje na oddzielny wpis, po drugie zaś – jego popularność była znikoma, choć i Henry’ego J trudno uznać za hit.

Oczywiście Henry J. Kaiser (z kropką) to także amerykański przedsiębiorca z branży stoczniowej, biznesmen i filantrop, który ogromną część swojego majątku przeznaczył na polepszenie ogólnej sytuacji mieszkańców Stanów Zjednoczonych, ale nie o nim będę tu pisał. Znalezienie sensownych informacji o samochodzie Henry J Kaiser jest utrudnione ze względu właśnie na to, że zawsze wyłazi biografia pana Henry’ego, a nie bryka nazwana na jego cześć.

Prezentację Henry’ego J w 1951 r. poprzedził konkurs. Ludzie mieli napisać list z propozycją nazwy dla nowego auta. Wszystkie listy wywalono do kosza, bo i tak wiadomo było od początku, że ten najważniejszy nowy samochód w Ameryce (tak brzmiało hasło reklamowe) będzie nazywać się Henry J jako hołd dla założyciela Kaiser Motors. Wprowadzenie Henry’ego J było wynikiem dużej odwagi. W 1951 r. panowała totalna euforia, zachłyśnięcie się nowoczesnością, realne wydawały się latające samochody i loty na inne planety, wszystko musiało być większe, lepsze, wspanialsze, szybsze, ogromniejsze, bardziej kapiące chromem. Pleniły się (już wtedy) płetwy ogonowe czyli tailfins, choć wymierały już samochody typu Wunibald Kamm, czyli z zaokrąglonym aerodynamicznie tyłem. Nastawała era sedanów. I na to wszystko wjeżdża mały, tani Henryk J by Kaiser. Rozstaw osi to zaledwie 250 cm, a długość ogólna – 443 cm, czyli na poziomie przeciętnego, dzisiejszego auta kompaktowego. Jedyną wersją nadwoziową był dwudrzwiowy sedan.

Ciekawostką dotyczącą Henry’ego J jest sprzedaż jego licencji wysyłkowemu gigantowi Sears & Roebuck. Była to chyba jedyna próba w wykonaniu Sears & Roebuck, która miała na celu wykrojenie dla siebie kawałka rynku samochodowego. W kilkunastu stanach, w sklepach stacjonarnych Sears, pojawił się pojazd nazwany Allstate Sedan, który był niczym innym, niż prymitywniejszym Henrym J. Jego cena wynosiła tylko 1395 dolarów. Po pierwszym roku kiepskiej sprzedaży poddano go liftingowi, wprowadzając klapę bagażnika i przenosząc lampy na tylne płetwy. Tak, nie pomyliliście się: „wprowadzając klapę bagażnika”. W pierwotnym modelu po prostu jej nie przewidziano. To zresztą temat na oddzielny wpis: czego nie montowano w najtańszych autach lata temu. Np. taki wczesny 2CV nie miał stacyjki. Przełączało się zapał na popał, korba w dłoń i chechłamy…

LOL

Lifting nic nie dał. Sears poniósł klęskę na rynku motoryzacyjnym. Ostatnie auta sprzedano jako „model roku 1953”. Nikt nie chciał samochodu od tej samej firmy, od której można było kupić sobie badziewne garnki czy ciuchy. W 1952 r. wprowadzono także powiększonego Henry’ego J pod nazwą Henry J Corsair. Również się nie sprzedawał.

Sears Allstate

Kaiser i Sears rozstali się w lekkiej niezgodzie, a w 1953 r. obniżono ceny Henry’ego J do 1399 dolarów za zwykły model i do 1560 za 6-cylindrowego DeLuxe z deską rozdzielczą obitą tapicerką. To nic nie pomogło. Henry J przestał się sprzedawać. 1100 sztuk wyprzedano jako „modele roku 1954” i zakończono produkcję. Jeszcze przez rok ciągnięto „luksusowy” model Corsair z absurdalnie niską ceną 1286 dolarów.

Henry J zasłynął z tego, że bardzo oszczędnie obchodził się z paliwem. Wprawdzie było tanie jak barszcz, ale z dala od dużych miast sieć stacji benzynowych nie należała do szczególnie rozbudowanych i duży zasięg pojazdu był poczytywany za jego istotną zaletę. Mało paliwa zużywała zwłaszcza 4-cylindrowa wersja 2.2. Był to silnik opracowany przez Willysa do cywilnych Jeepów. Większy silnik 2.6 miał 6 cylindrów. Obie jednostki były niestety dolnozaworowe, co fatalnie wpływało na możliwość osiągania wyższych obrotów i większej mocy. Z drugiej strony – 80-konny, 6-cylindrowy Henry J miał dobrą dynamikę i wciągał średnio 9,4 l/100 km, co jak na tamte czasy było znakomitym wynikiem.

Henry J tragicznie nie trafił w swoje czasy. Był drogi w produkcji i nie oferował nic więcej nic rywale. Przez porażkę, którą poniósł Kaiser, przez wiele następnych lat duzi producenci trzymali się z daleka od małych samochodów, zamiast tego oferując bardzo tanie, ale duże auta. Faktycznie – Henry J, choć tani, nie był zauważalnie tańszy od najtańszego Chevroleta czy Plymoutha, a oferował mniej miejsca. Porażka Henry’ego J była jednym z powodów, dla których amerykańscy producenci przespali moment konieczności wprowadzenia modeli kompaktowych i wyprzedzili ich w tym Japończycy z Toyotą Coroną czy później Hondą Civic. Grubi, palący cygara prezesi do końca utrzymywali, że samochody kompaktowe są zbyteczne, przecież Henry J, pamiętacie go? On się w ogóle nie sprzedawał! No! To ustalone. Polej jeszcze, John…

I to jeszcze nie koniec ciekawostek o Henryku J. Wielu Amerykanów, nawet niekoniecznie absurdalnie bogatych, miało domy letniskowe na Kubie za czasów rządów Fulgencio Batisty. Jeździli sobie tam na Kubę i świetnie się bawili, ale brakowało im samochodów. Kupowali więc najtańszy używany wóz, żeby na nich czekał, kiedy z Florydy popłyną sobie na Kubę trochę się zabawić w weekend. Co kupowali? Henry J-e. Stąd w kraju wiecznego socjalizmu do dziś jeździ zaskakująco dużo tych sprzętów. Wszystkie mają silniki od Łady albo od czego popadnie, że nie wspomnę o kreatywności w dziedzinie przeróbek oświetlenia.

Henry J z lampami od Subaru Vivio

Zbudowano 43 400 sztuk Henry’ego J.

Tagged: Tagi:
  1. Igor

    nooo, szapo ba, taki artykuł z rana, paaanie Z., brawo!

  2. Warto wspomnieć, że w latach 50. kilka lub kilkanaście Kaiserów trafilo do Polski jako limuzyny rządowe. Nawet mam zdjecie jednego w wersji już złom, a samochód pojawia się np. w filmie „Gangsterzy i filantropi”.

  3. Małych samochodów było jeszcze kilka – np. Nash/Hudson tez próbowali się w to bawić, ale wychodziło słabo. Stąd wziął się ten pesymizm w Detroit. No i z oderwania od rzeczywistości – np. Chevy Corvair miał silnik boxer z tyłu i wersję mikrobus/minivan, bo szefostwo GM naśladowalo w ten sposób Garbusa. Nie rozumieli, że VW nie sprzedawał się z powodu koncepcji napędu, ale pochodzenia spoza „układu” i że identyczny produkt z Detroit nie sprzedałby się wcale. A w czasie kryzysu naftowego ociagali się z małymi autami, bo koncerny ponosiły straty, a nowe modele pozbawione poprzedników oznaczały gigantyczne koszty i marże bliskie zeru w porównaniu do tradycyjnych produktów – stąd strach, że byłyby gwoździem do trumny.

  4. Ktosiek

    Artykuł faktycznie fajny, przyjemnie się czyta – a swoją drogą piękne czasy, kiedy myślano, że atom załatwi wszystko, paliwo było tanie, czerwoną zarazę nazywano po imieniu, a ojciec rodziny mógł utrzymać wielodzietną rodzinę…

  5. Pewnie nabijali się z tego 2,2 tak jak dziś z litrowego EcoBoosta 🙂
    I jednak to nie Japończycy pierwsi wpadli na pomysł sprzedawania samochodów w spożywczaku?

  6. RoccoXXX

    ten pierwszy kubański z lampami od subaru naprawdę ładny, wygląda jak unieśmiertelniona wersja indyjska po 300 liftingach, a na marginesie nie spodziewałem się, że zlomnik może mieć cokolwiek wspólnego z Frankiem Zappą

  7. No w sumie to się nie dziwię, ze się nie sprzedawał. Mając kasę na porządny, wielki amerykański wóz kupić takie coś? Nieee. Nawet mimo tego, że fajny, to po prostu nie.

    Ale te kubańskie Henry J’e… cudo!

  8. Igor

    różnica polega na tym, że dziś z Ecoboosta nabijają się niszowe fora a nie tzw opiniotfurcza prasa i expertowie motoryzacyjni, poczucie rozsądku zostało zaburzone bardzo, a jako ojciec wielodzietnej rodziny… eeech, szkoda gadać.

  9. Wspaniały, bierę to skrzyżowanie Vw Typ 3 i Wołgi 21 z domieszką Saaba.

  10. Podobno teraz nastąpiły zmiany i młodzieżą jest się do 37 roku życia.

  11. Gertrud

    Ciekawie piszesz Złomniku. Nowe treści do śniadania pobudzają bardziej niż kawa. Zabrakło mi w artykule jedynie informacji o wartości dolara w latach 50-tych.

  12. Buckel

    Przyznam szczerze, że znałem te auta, ale ja jestem lekko nienormalny. Polecami historię motoryzacji amerykańskiej spoza wielkiej trójki, te wszystkie, Nashe, Kaisery, Ramblery, AMC, Hudsony, Hupmobile, Checkery, DeSoto i inne tam takie. Nie samym Mustangiem człowiek żyje!

  13. hary

    Kaiser poniósł klęskę chyba nie tylko przez małe samochody. Te większe też się nie sprzedawały, choć były nowoczesne.

  14. takie artykuly lubie najbardziej! mozna sie dowiedziec czegos nieprzydatnego acz ciekawego 🙂

  15. Co do wielodzietnej rodziny – pewnie nie zyskam tu popularności, ale jak chodzi o ówczesny poziom życia, to dziś nie byłoby najmniejszego problem. Rzecz w tym, że dzisiaj potrzeby obejmują naukę do 25 roku życia, wraz z zajęciami dodatkowymi, wyjazdy zagraniczne, smartfony, playstation, firmowe ciuchy, kosmetyki, itp. „Niemożność utrzymania” oznacza dziś frustrację z powodu braku w/w dóbr, a nie faktyczną niemożność utrzymania. 60 lat temu człowiek był zadowolony, jeśli nie kładł się spać głodny i nie lało mu się na głowę. Ostatnio czytałem, że jeszcze w 1970r. kanalizację miało tylko co drugie mieszkanie w Paryżu (!!).

    Oczywiście nie neguję istnienia najprawdziwszej biedy w dzisiejszych czasach, zwłaszcza w Polsce, ale jeśli ktoś uważa, że w latavh 50-tych było jej mniej, to nie wie, o czym mówi.

  16. paranoix

    mięsny wpis Monsieur Łomnik!

  17. paranoix

    A gdzie reklamka na dole po artykule do zakliczenia?

  18. Jest jak zawsze‚ jeśli ktoś używa adbloka czy coś‚ to trudno.

  19. Adrian Rac

    Ciekawa historia z chęcią zamowiłbym od firmy
    Sears & Roebuck zestaw do samodzielnego montażu 😉 kiedyś ogladałem w programie
    fast n lound gas monkey na discovery kupili od gościa w ładnym stanie

  20. sznusz

    napisz pan wreszcie, panie złomnik, tę ksiazkę „anegdoty ze świata motoryzacji” bo się nie mogę doczekac 🙂

  21. Klawisz

    Ciekawy byłby współczesny odpowiednik Searsa. Np prymitywna wersja Skody Fabii z Biedronki, albo megaubogi Passat z Tesco…

  22. DrOzda

    O biedzie to świadczy najlepiej BMI. Porównajcie sobie średnią u nastolatków w USA czy GB z Koreą Północną lub którymś z państw środkowej afryki.
    I jeszcze dane historyczne do tego …..
    Ja wiem śmieciowe jedzenie itp. … ale od trawy się nie utyje ….

  23. marekrzy

    Sears miał całkiem poważny udział w rynku motoryzacyjnym Ameryki prawie pół wieku przed Henrykiem Jotem. Sprzedawał bowiem bryczki bez koni pod nazwą własną Sears Model L produkowane przez Lincoln Motor Cars nie mające nic wspólnego z późniejszym Fordem. Było to w latach 1908 – 1912, sprzedawane poza katalogiem ale drogą pocztową.

  24. Ktosiek

    @Szczepan_Kolaczek – zgodzę się, że trochę towarów konsumpcyjnych bez których dziś nie wyobrażamy sobie życia doszło – choćby komputer, podłączenie do i-netu itd.. Nie zgadzam się natomiast, bo jednak amerykanie zawsze żyli lepiej i powiedzmy łatwiej (co nie oznacza, że dolary same im spadały – po prostu państwo ich tak nie doiło za swój trud) – przykład to telewizory. Samochody zresztą też, w 1930 roku w USA na 1000 mieszkańców przypadało ok. 220 aut. Stawiam dolary przeciw orzechom, że obecnie utrzymać wielodzietną rodzinę nadal jest łatwiej w USA niż w byle jakim kraju UE.

    Być może obecnie problemem jest też parcie niektórych środowisk, by obrzydzić macierzyństwo i ogólnie posiadanie dzieci, a rodzina 2+1 wydaje się być optimum. Nie mała zasługa też różnego świadczeń emerytalnych – gdyby je zlikwidować pewnie ilość narodzin by wzrosła, dzieci to dobre zabezpieczenie na starość.

    Przykład Paryża potwierdza tylko, jak Europa była – i moim zdaniem – nadal jest zacofana w stosunku do USA.

  25. Mascot

    Ciekawy artykuł i sprzęt. Mimo, że lubuję się w złotej dekadzie, o Henrym J. wiem niewiele, bo i niewiele mnie interesuje.
    Ówcześnie, przeciętny samochód, miał rozstaw osi rzędu 118 – 120 kilku cali ( co daje ok. 3 metrów ), silniczki – powyżej 3.5 litra w standardowych modelach, oczywiście rzędówki 6, lub 8 cylindrowe ( od ok .1955 każdy miał w ofercie V8 ), plus automat.

    Kaiser-Frazer, też miał wspaniałe i piękne pojazdy, godnym uwagi jest sposób otwarcia tylnej klapy 🙂

    Panie Z.Łomnik – o historii dużo nie ma, ale dane techniczne … Polecam sięgnąć do stron z broszurami np.
    http://www.oldcarbrochures.com/
    http://www.lov2xlr8.no/broch1.html

  26. Protestuję przeciwko wąsko pojętej kategoryzacji. Młodzieżą jest się co najmniej do 45-go roku życia.

  27. Autosalon

    i to najbardziej lubię; historie o autach o których nie miałem zielonego pojęcia.

  28. Wasyl Srogi

    Tylko? Kiedyś działaczem młodzieżowym bywało się do siwego włosa, a niejeden zakończył karierę zawodową jako emerytowany działacz młodzieżowy…
    Kaiser miał pecha, bo chciał zrobić to samo co Ford, ale tylko Ford był pierwszy.

  29. Tomasz

    Znowu to smutne zdjęcia z Kuby. Nie lubię Kuby.

    Na Kubie, Państwie Fidela,
    ciężko o X6, SL-a.
    Z przymusu jeżdżą złomami
    z radzieckimi silnikami.
    Tu szpachla, tu felga, tam skrzela.

  30. marek

    Tucker jeszcze był ciekawy, tylko nie w tej kategorii cenowej

  31. hary

    Tak się zastanawiam nad dwoma kwestiami. Jeśli samochód nie sprzedawał się s Stanach, to czemu nikt nie pomyślał o eksporcie? Mam wrażenie, że w ogóle nie myśleli o eksporcie i nadal mało myślą.
    Druga sprawa, to 46 tys sprzedanych egzemplarzy przez trzy lata, to nie jest dużo, ale żeby od razu tragedia? Może popyt na tego typu auta, był przeszacowany? Poza tym, na tyle marek i modeli które oferuje się w Stanach, to 46 tys. sprzedanych e3gzemplaży jednego modelu, nowych samochodów, to wydaje się całkiem nieźle.

  32. @Ktosiek – jeśli porónujemy USA do Europy, to przewaga tych pierwszych jest oczywista I tutaj się zgadzamy. Ja jednak zrozumiałem, że chciałeś porównywać dawne czasy do dzisiejszych, a to zupełnie inna dyskusja.

  33. marekrzy

    Świetny film z Jeffem Bridgesem w roli Tuckera

  34. @hary: Edsela sprzedało się dobrze ponad 100tys. w jeden rok, a I tak był gigantyczną klapą. Sprzedaż liczona w sztukach nie ma tu nic do rzeczy, chodzi wyłącznie o różnicę między sumą przychodów i sumą kosztów.

    Możesz mieć przedsięwzięcie skalkulowane na sprzedaż 100 aut rocznie i na tym zarobić, a kiedy indziej million egzemplarzy nie wystarczy by wyjść na swoje. Wszystko zależy od tego, ile zainwestowałeś, jakie masz koszty stałe i jaką cene jednostkową. Jeśli ostateczny wynik jest ujemny, to sayonara.

  35. hary

    ale to nie prestiżowe kupić samochód w supermarkecie. Może Biedronka zacznie kiedyś sprzedawać samochody, ze znaczkiem „wyprodukowano dla Biedronki”

  36. jonas

    Marka dla samochodów z Biedronki już jest – Żuk.

  37. heh a najbardziej zazdroszcze amerykanom wszechobecnych automatow, nawet w jakims byle parchu automat (no w tym henryku chyba niema skoro jest sprzeglo) i nikt tam pewnie nie jeczy ze sie zepsuc moze bo pewnie na kazdym zlomie za stowe mozna miec kolejna skrzynie do czego sie chce 😉

  38. @benny_pl: Automaty psują się, jak są wadliwe albo jak je kierowca zajeździ. Dobra skrzynia, prawidłowo serwisowana, robi 300-400 tys. Żadna ręczna tyle nie wytrzyma (jeśli liczyć razem ze sprzęgłem).

    Polacy nie umieją automatami jeździć (bo naprawdę łatwo jest je zniszczyć przez nieprzestrzeganie zaledwie kilku reguł), a nasi mechanic nie umieją ich naprawiać. I stąd cały ambaras. Amerykanie od dziecka wiedzą, jak automat eksploatować, a dla ich mechaników naprawa ASB jest jak ustawianie gaźnika Poloneza dla C&G. Dlatego ręczną skrzynię mało kto tam chce.

  39. Newstad

    Akurat obok monitora u mnie na biurku leży autobiografia Zappy – lubię do niej wracać, więc artykuł jest dla mnie jak najbardziej na czasie. Również myślałem, że „pewnie to była ksywka jakiegoś normalnego wozu typu Buick lub Plymouth”. Świetny artykuł, dzięki!

  40. Henry J, how much there is to see
    Just open your lights and listen to me
    Straight ahead, a green light turns to red
    Oh why can’t you see, oh Henry J..

  41. Dick van der Whore

    „Przykład Paryża potwierdza tylko, jak Europa była – i moim zdaniem – nadal jest zacofana w stosunku do USA”

    Nie, prze Pana, to są jakieś wnioski totalnie z dupska tudzież z publicystyki lewicowej, co się w sumie składa na jedno. To, że w Paryżu nie było kanalizacji było wyłącznie pokłosiem tego, że jest to miasto stare i ze starą architekturą, gdzie po prostu kanalizację był wybudować trudno, a i czasem nie była jakoś bardzo potrzebna ludziom którzy tam żyli od lat. Porównywanie tych danych do stawianych niemal chwilę temu (w perspektywie historycznej) miast amerykańskich to jest przecież kompletny absurd.

    Ogólnie teza o zacofaniu europy w stosunku do USA to jest jakaś porażka i tragedia okrutna, szczególnie w motoryzacji, no bo przykro mi, o ile w latach 50′ może jeszcze USA było może i do przodu, ot… wojna poza terytorium całkiem dobrze robi gospodarce w ostatecznym rozrachunku, a Europa była zmieciona z powierzchni ziemi (miejscami), więc trudno, żeby było inaczej, ale np tak innowacyjny i ekstremalnie nowatorski samochód jak Citroen DS w USA chyba nie powstał nigdy (a jak powstał to nie przetrwał z różnych powodów, bo w sumie Tucker by był blisko tego), o tyle Europa bardzo szybko dogoniła USA i już w latach 70′, jeszcze przed kryzysem, byli przed nimi i to niemal pod każdym względem, gdy w USA dalej królowały prostackie wielkie silniki (no owszem, nie potrzebowano lepszych, bo mieli tanie paliwo i szerokie drogi, ale nie zmienia to tego, że była to stagnacja i archaizm, pomijam, że wówczas ciągle spotykało się samochody oparte na konstrukcji ramowej) w Europie taki prościutki 110 konny 1.6 w Golfie GTI był dużo bardziej zaawansowany technicznie od silników w amerykańskich wozach luksusowych, później nieco jak w Europie BMW i Porsche zaczęło w samochodach montować seryjnie turbiny, gdy zaczęto badać głowice z 4 zaworami na cylinder, gdy wielkimi krokami zaczął zbliżać się napęd na 4 koła w samochodach osobowych nie mający nic wspólnego z właściwościami terenowymi (no może w Pandzie 4X4 he he) i tak dalej, to w USA dalej najlepszą metodą zwiększania mocy było zwiększanie pojemności skokowej, później kompresory, ale to już rzadkość. Nie wiem czym niby się miała objawiać w jakiekolwiek dziedzinie ta ogromna przepaść która jakoby była między USA i Europą. Z resztą wiadomo, że nawet największy amerykański bogol miał w garażu Rollsa albo Mercedesa chociażby, więc o co chodzi, jak nawet amerykanie wiedzieli, że europejskie samochody to jest luksus i kunszt w porównaniu do amerykańskiej konkurencji w klasie wyższej.

  42. Dick van der Whore

    „Automaty psują się, jak są wadliwe albo jak je kierowca zajeździ. Dobra skrzynia, prawidłowo serwisowana, robi 300-400 tys. Żadna ręczna tyle nie wytrzyma (jeśli liczyć razem ze sprzęgłem)”

    Sprzęgło jako elementy skrzyni biegów, trochę skisłem. Nie licząc sprzęgła skrzynie manualne wytrzymują i po 1mln kilometrów więc still better.

  43. Szokuje mnie ten skok w designie samochodowym z lat 50. do powiedzmy późnych 60. Raptem naście lat a przeskok z takiego Henrego-J do powiedzmy Fiata 125. Te modele różny tylko 15 lat!

  44. Daozi

    @Hary – nie eksportowali bo nie mieli gdzie. Na początku lat 50-tych Europa jeszcze wylizywała się z ran powojennych i była stosunkowo biedna. Poza tym eksport czegoś takiego swoje kosztował. Poza tym myślę, że było jeszcze kilka innych czynników.

  45. Szczepan Kolaczek: a jest jakas tajemna wiedza jak sie jezdzi automatem? bo ja to wiem tylko ze w czasie jazdy nie przelacza sie wajchy tylko na postoju, no i wazne zeby dbac o olej (wymiany i stan) a cos poza tym?

    jak manulal manualowi nierowny tak pewnie w automatach podobnie sa takie co 100tys to wyczyn a sa pewnie takie co i milion przejezdza? czyz nie?
    manuali kilka juz zajechalem (w DFie 2x wymienialem, ale byly ze zlomu wiec niewiadomo jak zuzyte) automat mialem tylko raz w Accordzie i mi sie strasznie podobalo 🙂

  46. Co do wyprzedzenia wszystkich przez USA – pod względem wskaźników jakości życia, rozwoju czy preferowanego miejsca urodzenia nie są pierwsze, wyprzedzają je nawet pewne kraje europejskie. Nie mówiąc o tym, że USA musi mieć jakiegoś wroga – w latach 50 wszędzie widzieli komunistów, teraz terrorystów 🙂
    Inna sprawa, że za oceanem samochód od czasów Forda T jest normalnym produktem pokroju pralki – ile osób się interesuje pralkami na poziomie porównywalnym z przeciętnym „fanem motoryzacji”?
    A ten żółty Heniek w wersji „Kuba Specjal” całkiem urodziwy 🙂

  47. @Szczepan Kolaczek
    To proszę powiedz, mówię zupełnie poważnie, jakie są te podstawowe zasady, aby rozwiać moje wątpliwości. Wielokrotnie zastanawiałem się jak jeździ się automatem i, co ważniejsze jak używa żeby go nie zarżnąć. Zawsze oglądając ogłoszenia potencjalnych aut do zakupu włączam tylko manuale… A może nie ma się czego bać?

  48. @Dick van der Whore
    Widziałbym to tak: JAPONIA>EU>USA, zgodzisz się?

  49. rosenkranz

    przylaczam sie do prosby o dekalog automata

  50. Piwex

    Ten Henry J. miał wlew paliwa raz na prawym a raz na lewym tylnym błotniku, w zależności od tego jaka część podeszła na montażu?A może to model De Luxe z wlewem oleju? Bo na wszystkich amerykańskich filmach pytają czy dopełnić olej po tankowaniu benzyny, to może wlew nawet zrobili? Dlaczego w Corolli nie zrobili takiego patentu z wlewem płynu do spryskiwaczy, możnaby w ogóle maski nie otwierać.

  51. radosuaf

    Ilość samochodów na mieszkańca w USA nie ma tyle wspólnego z ogólną ich zamożnością, co z generalnie nie istniejącym transportem publicznym i dystansami do pokonania oraz dostępnością miejsc do parkowania, a także dostosowania infrastruktury do pieszych/zmotoryzowanych. Moja koleżanka od 15 lat mieszka w Berlinie i w tym roku dopiero kupiła sobie poczciwego Golfika, żeby w miarę sprawnie jeździć do Polski. Po mieście nadal porusza się transportem publicznym.

  52. kuba_wu

    @Ktosiek

    „amerykanie zawsze żyli lepiej i powiedzmy łatwiej (co nie oznacza, że dolary same im spadały – po prostu państwo ich tak nie doiło za swój trud)”

    Ktośku, ty chyba naprawdę nie wiesz, jak było, a karmisz się legendami. Otóż w złotym powojennym ćwierćwieczu, kiedy to USA rozwijały się najszybciej (4-5% r/r), a dochody realne wszystkich grup rosły fair, czyli +/- w tempie PKB-u (jeden z nielicznych okresów, gdy tak się działo, nota bene, od początku lat ’80 siła nabywcza „median wage” stoi w miejscu), otóż dokładnie w tym okresie były tam stosunkowo wysokie i silnie progresywne podatki, aż do 91% (!) dla najzamożniejszych. Również korporacje płaciły więcej, zwłaszcza że nie było też praktycznie przekrętów na rajach podatkowych, bo nie było takich możliwości. Tyle w kwestii „dojenia” i jego tragicznych skutków 🙂

    I rzeczywiście, wtedy jedna pensja wystarczała na utrzymanie rodziny na poziomie przeciętnym. Był to czas gdy klasa średnia urosła do roli głównej grupy społecznej. A z podatków wybudowano wtedy dużo infrastruktury, która dziś mocno niszczeje (drogi, lotniska, itd) gdyż obecne, dużo niższe (od czasu Reagana) podatki nie wystarczają na jej sensowne utrzymywanie. Dodajmy że dług publiczny który w relacji do pkb ciągle spadał aż do końca lat ’70, od początku lat ’80 do dziś katastrofalnie rośnie…

  53. @kilku przedmówców:

    Co do „dekalogu automatów”, to są to rzeczy znane każdemu myślącemu kierowcy, ale niestety ogół nie składa się tylko z takich. Nie bądźcie więc zawiedzeni, że nie napiszę nic odkrywczego, ale to właśnie łamanie tych zasad odpowiada za 80% awarii automatów (za pozostałe 20% – po prostu zła konstrukcja, tak jak w niektórych silnikach albo innych mechanizmach).

    -pomiędzy P-R-N-D przełączamy tylko na postoju i przy wciśniętym hamulcu. Nie przyspieszamy sobie manewrowania poprzez przełączanie biegów w czasie toczenia się auta, tak jak przy manualu,
    -nie piszczymy oponami przez włączanie D na pełnym gazie (wynika z pierwszego, ale warto podkreślić),
    -na światłach czy przy innym, chwilowym zatrzymaniu nie wyrzucamy na luz, bo każde załaczenie biegu zużywa skrzynię,
    -gaszenie silnika: Najpierw, jeszcze na biegu, zaciągamy ręczny, potem dajemy na sekunde luz, żeby auto „oparło się” o hamulec, dopiero wtedy włączamy „P” i przekręcamy kluczyk. W ten sposób oszczędzamy zapadkę w skrzyni, no i nie gasimy na biegu, bo to mocno niszczy skrzynię,
    -przyspieszając, nawet mocno, wciskamy gaz płynnie do końca, a nie spuszczamy na niego cegłę. Ważne zwłaszcza na niskich biegach,
    -kickdown sam w sobie jest normalną funkcją i służy do używania, ale, jak każde obciążanie mechanizmu na maksa, skraca żywotność. Podobnie skraca żywotność dynamiczna jazda, holowanie przyczep i tereny mocno górzyste, ale na to nic nie poradzimy.
    -Wreszcie ostatnie i najważniejsze – zmieniamy olej na dokładnie taki, jaki trzeba, i co 30-40 tys. km, niezależnie od mniej restrykcyjnych zaleceń producentów. Odkąd pojawiły się „bezobsługowe” skrzynie, albo zalecenia wymiany tylko jednokrotnej, po pierwszych iluś tam tysiącach, serwisy ASB bardzo zwiększyły obroty.

    @Dick van der Whore: z tym sprzęgłem to skrót myślowy – wiem że to nie jest część skrzyni, ale przy automacie odpada wymiana sprzęgła, bo dobry konwerter wytrzymuje tyle samo, co sama przekładnia, więc z punktu widzenia kosztów eksploatacji można te dwa element łączyć.

  54. wuner

    @Szczepan Kolaczek
    Ponoć manual w USofA to najlepsze zabezpieczenie antykradzieżowe 😛

  55. Poprawione separatory dziesiętne:

    Keiser teraz: $12 441
    Fiesta US: $13 865
    KA DE: $11 580
    Fiesta DE: $13 592 (trochę taniej niż w USA)

    Średnie zarobek netto/miesiąc w DE: $2550 (Fiesta w 6 miesięcy)
    Średni zarobek netto/miesiąc w USA: $3730 (Fiesta w 4 miesiące)

  56. Re zabezpieczenia… Ja bym chciał zobaczyć kogoś, kto próbuje mi ukraść GSA… Zaczynając od tego jak zwolnić hamulec ręczny.

    @SzK
    A nie jest tak, że te nowe elektronicznie sterowane skrzynie (takie jak w BMW) same o to dbają, bo kierowca miesza drążkiem, ale decyzje podejmuje komputer?

  57. tsss

    @Szczepan Kolaczek
    Z wrzucaniem N na światłach jest taka ciekawostka, że np. skrzynia AW w niektórych dieslach ma funkcję automatycznego przełączania na N chwilę po zatrzymaniu, mimo że dźwignia pozostaje na D. Dlatego mając ten system i nalatany wyższy przebieg lepiej już wrzucić N i przełączyć na D na żółtym świetle niż pozwolić automatowi z opóźnieniem wrzucić D po wciśnięciu gazu. Najlepiej oczywiście zdezaktywować ten wynalazek w sterowniku i jeździć jak „normalnym” automatem.

  58. A co do cesarza Henia J. Zawsze mnie to fascynuje, że w czasach, kiedy u nas była bida z nędzą, kamień na kamieniu i powojenna zupa z pokrzywy, tam był normalny marketing, konsumpcja, product placement w serialach (to też Kaiser wymyślił), nowe modele co roku. Niby oczywiste, ale za każdym razem działa na wyobraźnię,

  59. Elektronika programowana przez może dbać o różne rzeczy, ale na pewno nie o to, żeby skrzynia przejechała 400 tkm zamiast 150…

    Zapomniałem o dwóch rzeczach, chyba oczywistych, ale na porządku napiszę:

    -nie jeździmy z góry na luzie,
    -nie holujemy auta I nie odpalamy na pych (niestety trzeba tutaj lawetę). W starszych skrzyniach Mercedesa producent dopuszczał takie możliwości w ogrraniczonym zakresie, ale opierało się to po prostu na pancernej budowie tych aut – po prostu pare chwil bez oleju dawały radę. Nie oznacza to jednak, że było to dla nich obojętne.

    Pozycja N jest w zasadzie głównie po to, żeby przpechnąć auto w warsztacie pół metra, albo żeby pozwolić autu zjechać z krawężnika jak krzywo staniemy jednym kołem. Jeździć na niej niewolno, bo skrzynia nie ma smarowania.

  60. kaka

    @Szczepan_Kolaczek
    Do dzisiaj pamiętam, jak odpalałem G-klasę automat „na zaciąg” 🙂
    ICOTERAZ???

  61. nocman

    @Ktosiek „…a swoją drogą piękne czasy, kiedy myślano, że atom załatwi wszystko, paliwo było tanie, czerwoną zarazę nazywano po imieniu, a ojciec rodziny mógł utrzymać wielodzietną rodzinę…”

    A maksymalna stawka podatku dochodowego sięgała 90%:

    http://en.wikipedia.org/wiki/Income_tax_in_the_United_States#mediaviewer/File:Historical_Mariginal_Tax_Rate_for_Highest_and_Lowest_Income_Earners.jpg

    No ale co ja się tam znam…

    „Nie mała zasługa też różnego świadczeń emerytalnych – gdyby je zlikwidować pewnie ilość narodzin by wzrosła, dzieci to dobre zabezpieczenie na starość.”

    Sprawdzić, czy dziadka do lasu nie wysłali. I pomyśleć to że to zły komunista Bismarck wpadł na pomysł utworzenia systemu emerytalnego.

    Za dużo Myszki Mikke inhalowałeś.

  62. jonas

    Bismarck wpadł na pomysł systemu emerytalnego, bo potrzebował pieniędzy na armię Rzeszy. Wiek emerytalny od tamtych czasów nie zmienił się wiele (Bismarck ustalił 65), średnia wieku bardzo poszła w górę i większość emerytów ośmiela się dożywać wieku, w którym należą im się świadczenia. I dlatego piramida finansowa typu ZUS nie zadziała już na zasadach sprzed ponad stu lat.

  63. tora

    W latach’ 50 pół świata łożyło na dobrobyt amerykanów:
    niemcy-reparacje wojenne,
    reszta- zwrot pożyczek wojennych. Pomijam zdobycze wojenne- fabryki i zdobycze naukowe.

  64. Slavicis

    Kurde, tak jak niespecjalnie lubię hamerykańską motoryzację, a i do Ameryki mam raczej ambiwalentny stosunek, tak jankeskie fury z lat 50. są super! Nawet Mr. Henryk, mimo, że mały, wygląda fantastycznie 😀

  65. Dr.Benz

    A propos skrzyń automatycznych, to obecnie niestety główną przyczyną awarii jest konstrukcja opierająca się na sterowaniu elektronicznym, a nie jak niegdyś czysto hydraulicznym. Sterownik i elektrozawory często stanowią jeden, nierozbieralny podzespół umieszczony wewnątrz przekładni, a drobnych części zamiennych oczywiście brak. Klęknie jeden mały zaworek, komputerowi nie zgadzają się ciśnienia, mówi „maszyny STOP” i po zabawie.
    W starym mercu – skrzynie 722.3 do 722.5 wystarczyło rozebrać, wyczyścić, kupić jakiś drobiazg, złożyć i śmigało dalej.
    Oczywiście brak wymian oleju i brutalne traktowanie, szczególnie na zimno wydanie przyspieszają moment awarii.

  66. @ Cubino – Stany w czasie wojny mało ucierpiały i z dala od własnego terytorium – Europa była wybombiona a w Polsce rozbierano to co zostało z „miast odzyskanych” na odbudowę Warszawy bo twardogłowi z Londynu chcieli coś komuś udowodnić…
    A amerykańska motoryzacja była dziwna – samochody były wielkie, z mocnymi silnikami, co rok nowa buda a silniki dolnozaworowe utrzymały się strasznie długo – podobnie jak 3 biegowa ręczna skrzynia…

  67. Cooger

    @mic – w stanach zawsze było inne podejście do designu, ich fury zawsze wyglądały na 20 lat starsze, sprawdź do kiedy tłukli Wagoneera SJ.

  68. zapomniałem

    [Złomnik:” Był to, nie licząc Crosleya, jedyny naprawdę mały wczesnopowojenny samochód amerykański. … amerykańscy producenci przespali moment konieczności wprowadzenia modeli kompaktowych i wyprzedzili ich w tym Japończycy …„]
    Nie jedyny. Henry J sprzedawany był od 1951, od 1952 Willys-Owerland sprzedawał Aero, a od 1950 Nash sprzedawał Ramblera. Żaden z nich nie był hitem sprzedaży.
    Amerykanie polubili małe samochody na początku lat 60.. Może dlatego, że te „normalne” mocno się do tego czasu rozrosły. Plymouth Valiant, Ford Falcon, Lark którego popularność oddaliła nieco widmo bankructwa Studebakera, no i oczywiście Rambler (teraz już od AMC). Klasa kompaktów miała się całkiem dobrze, i nikt niczego nie przespał. Sprzedawały się w liczących się ilościach, i były naprawdę popularne. szczególnie te od Wielkiej Trójki. Prawdziwy zalew wozów japońskich to lata po kryzysie naftowym, i wtedy faktycznie amerykance przyspali.
    Rozumiem, że licentia poetica itd., ale czy autor nie stosuje zbyt dużych skrótów myślowych?

  69. dzekoo

    @cubino
    „A co do cesarza Henia J. Zawsze mnie to fascynuje, że w czasach, kiedy u nas była bida z nędzą, kamień na kamieniu i powojenna zupa z pokrzywy, tam był normalny marketing, konsumpcja, ”

    To proste, to się nazywa dziki kapitalizm.

    Mnie też to fascynuje. Uważam, że nie ma kompletnie znaczenia, kto mało ucierpiał w czasie wojny (USA), kto ma tysiące lat historii (Chiny). Kto dostał, a kto nie plan Marshalla. Chiny za Mao jadły trawę, gdzie było te tysiące lat historii, na które teraz lewacy się powołują? Ważna jest wolność gospodarcza, jak najwięcej dzikiego kapitalizmu, a jak najmniej socjalizmu. ZSRR, NRD/RFN, Korea Północna i kiedyś rolnicza Południowa, Kuba, Wenezuela. Dziesiątki przykładów. A wielu wciąż ma zakodowane „socjalizm tak, wypaczenia nie”. Nie o to chodzi. Po prostu socjalizm nie.

  70. TORT

    Patrząc na zdjęcie „przedliftowego” zielonego Henryka miałem nieodparte wrażenie, że ktoś odbił lustrzanie połówkę źle przyciętego zdjęcia 😉

  71. Ten samochodzik jest zaskakująco proporcjonalny. W latach tamtych różne koszmarki tworzono, a ten całkiem! Szkoda, że nie podchwycili.

    @Art: Skrzyżowanie takich trzech co to ich jeszcze nie było. Ale miałem dokładnie takie samo spostrzeżenie, tylko bez Saaba. Dziób Wołgi i linia dachu Typa szczególnie widoczne z profilu.

    @Szczepan: Paryż jest specyficzny. Centrum, to stara i zabytkowa infrastruktura ergo bardzo trudna w jakimkolwiek ryciu. Wszędzie katakumby:), upiory w operach itp. Skutkiem tego obecnie w pierwszych kilku dzielnicach kanalizacja prowadzona jest „natynkowo” po scianach mikroskopijnych podwórek. Jak ktoś spuszcza wodę, to słyszy cała kamienica. Taki urok. Byłem w kilku cholernie drogich mieszkaniach w 1 czy tam 2 dzielnicy i one miały powierzchnie M3, a cenę posiadłości na wsi z basenem i hektarami lasu. Nie liczy się więc taki Paryż i inne bardzo stare centra też, bo są nienormalne pod wieloma względami.

    @Automat: V Wolwo czasem jadę i nie można wyłączyć motura startstopem jak nie jest wajcha na P. Nie mogę jej też przełączyć nawet na N i dalej jak tego motura nie odpalę. Nie odpalę także gdy wajcha jakimś cudem nie jest na P. Czyli ten automat programował Szczepan K!? Guzik od hamulca pomocniczego jest schowany u dołu deski i boję się go dotknąć, bo w głowie wyświetla mi się amperomierz. Taki techniczny terrorek troszeczkę. To jednak nie mógł być Szczepan.

  72. miałem z automatem auto z USA, w instrukcji było napisane, że można je holować ale nie więcej niż na odległość 30 mil, zanim sprzedałem miałem wykręcone 262 000 i zero problemów ze skrzynią (4 biegowa)

  73. KIEROWCA

    Ciekawa historia. Akurat dla mnie amerykański design w motoryzacji aż do lat 80 zawsze bardzo się podobał.
    Dużo chromu i weluru, szeroka trzyosobowa kanapa zamiast dwóch foteli, biegi przy kierownicy, dachy obite płótnem na kształt kabrioletu, Dodge Caravany i combiaki w drewnianej okleinie. Nożny ręczny. Ameryka miała swój niepowtarzalny styl bo teraz to już tylko nieudolne kopie japońców zaś nowy Buick to Opel Insignia.

    Lubię nawet Taurusa z lat 86-91 gdyż pomimo swoich „euro” kształtów a’la Passat B3 w dalszym ciągu zachowuje typowe dla każdego amerykańca czerwone lub niebieskie welurowe wnętrze. W VAG’u tylko grobowa czerń i szarość. Niestety model z lat ’92-95 został już totalnie zwieśniaczony i ociekał szarym plastikiem.

  74. @dzekoo
    Tja…

    Patrz wyżej kilka wpisów o tym, jaki to dziki kapitalizm panował w Stanach w latach bezpośrednio po wojnie.

    I pomyśl, jak dziki kapitalizm pomógł zachodniej Europie zbudować powojenny cud gospodarczy.

    I jak wspaniale nieskrępowany wolny rynek buduje dobrobyt na przykład w Somalii.

  75. Ktosiek

    Kuba_Wu: Nie zapominaj (zresztą, wszyscy musimy o tym pamiętać) o pomocy jaką USA odegrało w powojennej historii Europy – oraz o tym, że gdyby nie USA to Armia Czerwona nie zakończyłaby swojego marszu w Berlinie.
    Powiedz mi, co komu po torach skoro w USA transport koleją zanikł (mowa o transporcie osób) w latach 60?. Ja wiem, że państwo nie potrafi wydawać racjonalnie podatków, stąd tak wiele rzeczy o których piszesz. Nie twierdziłem, że ta epoka była idealna – ale mi by odpowiadała – zdaję sobie sprawę, że Roosevelt trochę „zsocjalizował” USA, o podatkach także wiem – tak więc sobie odpuście. Ten czas po prostu mi się podoba – ja wiem, że powinienem wielbić XIX wiek, ale po prostu auta bardziej mi odpowiadają niż konie i zaprzęgi. Taka moja prywatna opinia, niepodszyta polityką, ale jak widać antyliberalne komando czuwa ;). Nie zmienia to faktu, że marzenie Keynesistów długo nie trwało, bo recesja lat 70 wszystko wyrównała. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal, pomimo tych wszystkich błędów i wypaczeń USA to wzór w stosunku do europejskiego kołchozu. Poza tym kłania się tutaj krzywa Laffera, taki cytacik „Gdy kolejnej obniżki dokonała administracja Kennedy’ego w latach 1961-1963 z 91% do 70%, wpływy
    podatkowe w latach 1961-1968 wzrosły nominalnie o 62%, co po uwzględnieniu inflacji z tamtego
    okresu daje i tak realny wzrost o ponad 30% „. Tak więc Keynesowi mówimy stanowcze NIE.

    @Nocman: ależ Bismarck nienawidził komunistów i wszelakich czerwonych – myślał, że uznając pewne ich postulaty będzie miał z nimi spokój – niestety, mylił się. Tak jest w normalnych społeczeństwach, że gdy dziecko się rodzi, to rodzic się nim opiekuje, dba o niego – wraz z wiekiem ta rola się zmienia – to dziecko opiekuje się rodzicem. Państwo przymusowym systemem emerytalnym wypacza ten porządek rzeczy.

    @Dick van der Whore: nie wiem, staram się unikać lewicowej publicystyki – kiedyś faktycznie w tym siedziałem, ale wyrosłem. USA zacofane motoryzacyjnie? czy to wiesz co Ty w ogóle mówisz? od 60 lat ponad połowa nowych aut w USA miała klimatyzację, coś co, do lat 80 a nawet 90 było w Europie uznawane za mega_ubber_luksus. Co do VW w USA, to najlepiej o nastawieniu amerykanów do niemieckiej inżynierii świadczą wyniki sprzedaży i „azjatów ” – „trochę” przeganiają europejskie marki.

    A na wszystkie Twoje europejskie wynalazki mam jeden amerykański – Ford T, bez którego nie byłoby dziś aut, jakie znamy.

    Sorry, że wcześniej nie odpisałem, ale klienci napierali, ale dałem odpór ;).

  76. Volver

    Znam ten samochód, mam nawet jego prospekt. Ciekawostki to po pierwsze kwestia klapy bagażnika, którą zaczęli na żądanie wkurwionych klientów montować dealerzy, potem dopiero podrapano się u Kaisera-o kurde, zapomnieliśmy, fuck… A bazą dla budowy auta była idea auta dla mas, takigo Forda T lat 50-tych. Wtedy w Stanach było biednawo, ale po wojnie koreańskiej wróciło do ichniej normy i nastała Epoka Chromu… Ironia losu. 🙂

  77. Timon

    Ależ bym wkładał bagaże do dwudrzwiowego sedana bez klapy bagażnika! Ten zielony ze zdjęcia ma tablicę inwalidzką, może właścicielowi coś strzeliło podczas takiej operacji?

    Czekam na wpis o wersjach wyposażenia ABC 😉

  78. square626

    @cubino
    W Somalii i tego typu wynalazkach to już ze 20lat trwa wojna a nie kapitalizm. A korzystają na tym dostawcy broni z prawej i lewej. Jedno mnie tylko zastanawia skąd k… ci Somalijczycy mają na to kasę żeby se postrzelać
    @nocman
    jak artykuł zaczyna się od słów „mainstream stoi na stanowisku” to dziękuję i wychodzę

  79. kobango

    Somalia to akurat Ziemia Obiecana wszelkiej maści anarchistów…

  80. Mascot

    @Szczepan Kolaczek
    Edsela 100 000 w jeden rok ?
    Od daty premiery 4 września 1957 roku, do zakończenia produkcji 19 listopada 1959 wyprodukowano 118,287, do dziś przetrwało ok. 6000 sztuk.
    1958 – 68,045
    1959 – 47,396
    1960 – 2,846

    Problemem była jakość oraz pokrewieństwo z tańszymi modelami. Dwa podstawowe modele w 1958 tj. Ranger i Pacer, powstawały na ramie i podzespołach Forda, dwa wyższe modele tj. Corsair i Citation, na ramie Mercury.
    Właściciele skarżyli się na problemy jakościowe, niedbały montaż i problemy z mechaniką.
    Rocznie planowano sprzedaż na poziomie dwukrotnie większym, niż produkcja z lat 58 – 60 !

  81. Gdy tylko zobaczyłem, że jest wpis o Henrym J., wiedziałem, że będzie coś o Zappie. Ależ to był mózg. Niesamowita postać. A poza upierzeniem (które akurat mi pasuje, mam od ponad pół życia) i fajurami (sam rzuciłem już pewien czas temu, ufff) miał jeszcze WĄSY. Najlepszy wąs rocka. I okolic. Muszę sobie sprawić t-shirt z wąsami Zappy. A owszem, są takie.

  82. Ktosiek

    Mój post leży w moderacji czy jakimś innym miejscu – ale jest 🙂 dziś miałem niezły młyn, i dopiero niedawno mogłem odpisać, choć dyskusję jako-tako śledziłem.

    @Cubino masz jakiś problem z tą Somalią? już raz na ten temat dyskutowaliśmy, ale nie będę znów tego rozpoczynał – nic poprawnie politycznego z tego nie wyjdzie, hehe.

    Co do automatów to powiem Wam jedno – nie róbcie tych durnych przełączeń z D na N/P (częściej P) na każdych światłach, więcej z tego szkody niż pożytku – chyba, że faktycznie będziemy dłużej stać (np. przejazd kolejowy). Poza tym automat to nie jest zastępstwo ręcznego – naprawdę, ten element trzymający skrzynię jest dość marny, dwa zdjęcia:
    http://tinyurl.com/ov8qefg oraz http://tinyurl.com/notun5w . O co biega z tym ręcznym ? o to, żeby nie „naprężać” skrzyni, np. na wzniesieniu – cały ciężar auta wtedy spoczywa na niej – dlatego ja zawsze pierw zaciągam ręczny, dopiero potem wbijam bieg (już po zgaszeniu, przy wbijaniu biegu wciskam sprzęgło).
    Poza tym to co pewnie było już powiedziane – wymiany oleju, bez zrywek i ostrzejszej jazdy na zimnej skrzyni (na ciepłej ciągle bez zrywek). Jeszcze jedna rzecz, którą cieżko wyczuć – przegrzanie skrzyni – teoretycznie, mamy chłodnicę oleju i ona powinna robić robotę, ale w praktyce może okazać się za mała – amerykanie często modyfikują swoje skrzynie i dodają większe chłodnice i większe misy na olej.

    Poza tym układów bez sprzęgłowych jest naprawdę multum – zrobotyzowane skrzynie manualne, DCT, CVT, skrzynie ze sprzęgłem HK – nie można więc mówić o jakimś konkretnym stylu jazdy, wszystko zależy od skrzyni. Poza tym, prędzej czy później wszystko się zepsuje – gustując w autach używanych lepiej nie pchać się w CVT (te, w wykonaniu azjatów są trwałe(Hyundai/Kia też je stosuje), ale już np multitronic to temat rzeka), DSG (skrzynia z rodziny DCT (dual clutch transmission), zaufajcie mi ;], zrobotyzowane manuale – też może być drogo, najlepszy stosunek cena/jakość/żywotność/koszty utrzymania to jednak zwyczajny automat z HK – ale co by nie mówić taniej, niż manual się nie da – mnie na razie cieszy wachlowanie lewarkiem, choć czasem automat by się przydał ;].

    Tak więc jeżeli chcecie mieć auto W AUTOMACIE (haha) bądźcie po prostu świadom, że wygoda kosztuje – nie mówię, że zrujnuje Wam kieszeń, ale w razie awarii na pewno nie skończy się na 300zł po godzinach w szopie + sprzęgło z Niemiec.

  83. marekrzy

    Wąs tak, ale to jeszcze nie wszystko. Ten fantastyczny kawałek brody pod dolną wargą dopełniał całości. Taki zarost to dla mnie najbardziej klasyczny wizerunek Zappy.
    przypuszczalnie gdybym był kobietą, mialbym zapewne kisiel w majtkach za każdym razem patrząc na jego zdjęcie.

  84. lordessex

    Inwencją twórczą to się nie wykazał przez tworzeniu nazwy, ale pojazd całkiem sympatycznie wygląda :-D. Mnie zastanawia cały czas jedno, a mianowicie jakim cudem VW Garbus się tak dobrze tam przyjął, znając zamiłowanie amerykanów do kolumbryn o monstrualnych wręcz rozmiarach. A wszelkie próby powielenia tego typu konstrukcji na rodzimym gruncie kończyły katastrofalnie, a mam na myśli głównie Chevroleta Corvair i pochodne.

  85. syreniarz

    Można powiedzieć, że Frank Zappa byl pasażerem tego uroczego autka.

  86. Garbus był „sympatycznym stworkiem z Yurop” (skądśtam zza morza), o niecodziennej stylizacji, zaś rodzime pojazdy podobnej wielkości „pokurczami” w porównaniu do rodzimych. Garbi mógł z tego powodu wytrzymywac to porównanie.

  87. Czy przypadkiem pomysłu z mechanicznym przeniesieniem koncepcji (jak Garbus – Corvair) nie powtórzono później w Gremlinie? Wygląda jak próba zrobienia hatchbacka typu Golf (tak, wiem, Rabbit), Civic itp. przez odpiłowanie bagażnika od sedana z V8 i tylnym napędem.

  88. sosek

    Ciekawe jak wyglądała wygoda tej trzyosobowej kanapy w Henrym J. To zresztą ciekawe jak front bench sobie dogorywał w Impali by ostatecznie zniknąć kilka lat temu. A nie, czekaj! Absolutnie przełomowy Citroen Cactus ma z przodu kanapę, ale dwusobową.

    @Szczepan Kolaczek:
    Jestem autentycznie przerażony tym, że ludzie zamiast zajrzeć do instrukcji dowolnego samochodu z automatem (gdzie wszystko jest napisane) wolą pytać na forach czy blogach.

  89. Absolutnie przełomowy Citroen Cactus nie ma dzielonej kanapy z tyłu co dyskwalifikuje go dla mnie natychmiastowo i dożywotnio. Warunek sine qua non. Ale jeździ się nim bardzo sympatycznie.

  90. marekrzy

    Absolutnie kultowa genowefa znana też jako warszawa 224 posiada front bench, podejrzewam, że prędzej zmieści 3 osoby niż henryk który wg autora ma wielkość przeciętnego kompakta

  91. Hernyk, czyli SWR Henry the 8×8, to całkiem spora paka basowa (mam na sprzedaż tak bajdełej) – jak jest w twardym kejsie to na przewróconym na bok 3 osoby siądą. Ale ciasno.

  92. @Ktosiek – faktycznie, gdyby nie USA to RKKA nie zatrzymałaby się w Berlinie – raczej w Moskwie albo gdzieś na Uralu.
    Czy USA to taki wzór do naśladowania? Dziwaczny system prawny oparty na precedensach i chore prawo patentowe – moim zdaniem w Europie funkcjonuje to sensowniej.
    W rankingach poziomu życia przed USA jest kilka krajów, np: Norwegia, Holandia czy Singapur (a nawet Hong Kong:) ), czyli jednak ta zła czerwona socjal Europa też daje radę, pytanie gdzie leży złoty środek.

    Z amerykańską motoryzacją jest w ogóle dziwnie – pierwsi montowali w samochodach wtrysk paliwa, ABS, poduszki powietrzne i po chwili się z tego wycofali.

    Ford T? Pokazał, że jest sens w masowej motoryzacji. I pokazał, że co jakiś czas trzeba pokazać nowy model. Na pewno ważniejszy niż bryczka Benza, ale moim zdaniem Chevrolet też jest równie ważnym ogniwem rozwoju motoryzacji masowej.

  93. Ktosiek

    @NDV: nie chce mi się na razie rozpisywać, więc pojadę patosem oraz demogogią – there is no better way than the American Way. Ale widzę, że podskurnie czujesz, że gdyby nie było USA to faktycznie, po zagarnięciu wszystkiego i wprowadzeniu wszędzie komunizmu RKKA byłaby i w Moskwie… i w Paryżu i Waszyngtonie i gdzie chcesz :].

    NDV te badania można łatwo oszukać – tzn inaczej, zależy co się mierzy. Zapewniam Cię, że można to tak ustawić, że Korea Północna będzie 1a w każdym rankingu. Jednakże, gdy dochodzimy do prostych, codziennych rzeczy jak np. ilość paliwa za średnie wynagrodzenie to USA przewyższa takie kraje jak Luksemburg! ostatnio dawałem tutaj linka do odpowiedniego tematu.
    Podaj linka do tych badań to może podyskutujemy (piszę może, nie mam ostatnio czasu na wielkie debaty, ludzie pchają drzwiami i oknami ;] ), dlatego też nie poruszam kwestii porządku prawnego, mi jednak common law bardziej odpowiada.

    Co do motoryzacji – Chevy ma swoje plusy, ale po prostu wolę Forda – no i Ford T to jednak pewna idea która umożliwiła (także Chevroletowi) dotarcie do szerszego kręgu klientów – dlatego FORD T jest przełomowy, a Henry Ford był geniuszem i wizjonerem.
    Ogólnie np. ABS nadal w USA nie jest wymagany – jednakże, wolny rynek, walka o klienta i ABS jest tam bez mała stadardem jak w EU, tylko, że bez wymuszenia prawnego – ja wolę takie podejście.

  94. Wasyl Srogi

    Ustalmy fakty: to że Sowieci nie zatrzymali się w 1941 na Pirenejach i Alpach należy zawdzięczać Hitlerowi. To że później zatrzymali się na Moskwie i Stalingradzie a nie na Uralu należy zawdzięczać:
    a) Japończykom którzy mieli takiego pietra po laniu w Mongolii że honorowo nie wbili Sowietom noża w plecy, przez co Stalin mógł ściągnąć z pod Moskwę dywizje z Dalekiego Wschodu, dla niepoznaki nazwane syberyjskimi;
    b) Lend-Lease’owi dzięki któremu Sowieci dostali jeepy, studebakery i masę innego żelastwa jak też puszki corned beefu który przemalowywano na swinoj tuszonke czy jak tam szło.

  95. Wasyl Srogi

    hej, czemu ja ostatnio stale ląduję w antyspamie?

  96. nie lądujesz. Komentarze są moderowane i ja je zatwierdzam albo nie. Czy to nowość?

  97. laisar

    „parcie niektórych środowisk, by obrzydzić macierzyństwo i ogólnie posiadanie dzieci”
     
    Taaa, „mętna woda na młyny odwetowców wiadomo skąd” – czyli Gebels wiecznie żywy d; Gdyby to nie było takie tragiczne w skutkach dla ludzi, to można by się ubawić, jak blisko mają do siebie wszyscy ekstremiści – prawi i lewi, religijni i ateistyczni, kapitalistyczni i socjalistyczni…
     
    Ad rem: mam 3 dzieci i jedyne „środowiska”, które zawczasu próbowały mi obrzydzić rodzicielstwo, to te, które jęczą nad niedoborem dzieci i namawiają do zwiększenia dzietności. Być może wyszło ze mnie przekorne polskie warcholstwo <;
     
    Natomiast po urodzeniu się dzieci jednym z najbardziej utrudniających życie środowisk byli… kierowcy – parkujący byle gdzie i byle jak, przez co często uniemożliwiający normalne przejechanie z wózkiem.

  98. @Ktosiek
    ja tylko do jednego, kompletnie abstrahując od polityki i ideologii:
    „od 60 lat ponad połowa nowych aut w USA miała klimatyzację, coś co, do lat 80 a nawet 90 było w Europie uznawane za mega_ubber_luksus.”

    Posiadanie (lub nie) klimatyzacji nie ma nic wspólnego z poziomem technicznego rozwoju pojazdu. Na tej zasadzie mamy w dzisiejszej europie niesamowite zacofanie techniczne w dziedzinie budowy domów – klimatyzacja nawet dzisiaj nie jest standardem w domu jednorodzinnym, a w stanach – owszem.

    Jednak uważam nasze (europejskie) domy za bardziej zaawansowane – budownictwo energooszczędne czy pasywne, rekuperacja, pompy ciepła, „solary”, itp. są znacznie do przodu względem domu szkieletowego (prostego, taniego i niezbyt trwałego) opalanego olejem opałowym.

    A wracając do samochodów – sorry, ale w kwestii silników europa i daleki wschód był daleko do przodu (zmienne fazy rozrządu, silniki typu VR, dwa wałki i 16 zaworów, turbo, itd.). Podobnie ma się sprawa z zawieszeniem i przeniesieniem napędu. Zobacz na osiągi tych amerykańskich „potworów” – znalazłem, że np. mustang z 66 (z silnikiem V8 4.7l i automatem) setkę osiągał już po 10,8 sekund. W 77 udawało mu się to też w okolicach 11 sekund. Dla porównania golf gti mk1 dawał radę osiągnąć tą samą 100 w ciągu 9 sekund. Z silnika 1.6

    Wyposażenie w tempomaty czy klimę – ok, ale to _tylko_ wyposażenie.

  99. w ameryce klimatyzacja jest wszedzie tam gdzie jest po prostu strasznie goraco wiekszosc roku.
    natomiast w polsce naprawde goraco jest ile czasu? 2 tygodnie? miesiac? to po co komu ta klimatyzacja? jest faktycznie bajerem i tyle. a wiekszosc roku gnije nieuzywana. niema sie czym podniecac.

  100. @Ktosiek – dane sczytałem po prostu z angielskiej(amerykańskiej?) Wikipedii – owszem nie jest to jakieś super źródło, ale pokazuje, że jednak sporo ludzi uważa, że może być lepiej niż w USA. Możesz wielbić Stany, Twoja sprawa, ja zostanę przy swoim, że pod wieloma względami jednak odstają od Starego Świata.

    Ford T pokazał, że jakby rewolucyjny produkt początkowo nie był, trzeba go rozwijać. Techniczna stagnacja Chevrolet zaczął motoryzacyjny wyścig zbrojeń, który wciąż ma się dobrze.

    W USA też mamy długą historię wymuszeń prawnych.

  101. fierak

    Dobry wieczór pan kaiser produkowł również dużo większe auta wiem gdzie taki wóz stoi pod marką kaiser& frazer duża lim. Z szybą w kształcie serca silnik 6 garów piękny rocznik 1953

Comments are closed.